ROZDZIAŁ 2
Gdzie twój partner? - zapytał surowym tonem inspektor Adam Mak, czym wywołał u podwładnej niemałe zakłopotanie. Nie musiał podnosić głosu. Jego postura i spojrzenie wybudzonego zbyt wcześnie z zimowego snu niedźwiedzia zazwyczaj wystarczyły. A jeśli nie, nie stronił od ekspresji i tak dla równowagi wpadał w furię godną tego dzikiego zwierzęcia.
- Ja... - zaczęła się jąkać policjantka, która na widok przełożonego poderwała się nerwowo z krzesła, trącając ręką filiżankę z kawą.
- Yhm... - mruknął naczelnik, rzucając mrożące krew w żyłach spojrzenie.
Jeśli w tym wydziale był ktoś, na kim postura inspektora nie robiła wrażenia, to już na to spojrzenie nie było mocnych. Ich wydział liczył raptem piętnastu policjantów, przy czym większość była stosunkowo młoda. Nie byli świeżakami przybyłymi tuż po zawodowym kursie podstawowym, ale aspirantów można było policzyć na palcach jednej dłoni zasłużonego drwala.
- Podkomisarz Gaderla nie spowiada mi się ze swoich nieobecności - wypaliła w końcu Zuzanna Macieszko. To zdanie samoistnie opuściło jej usta - w dodatku z taką prędkością, że nie była pewna, czy naczelnik zrozumiał każde słowo - i natychmiast pożałowała, że nie wytrzymała presji, odetchnęła więc głęboko i nerwowo poprawiła kosmyk, który uporczywie opadał jej na twarz, jakby swoją niesfornością chciał rozładować panujące w niej napięcie.
- A co z tym gwałtem? - odpuścił naczelnik. Przecież nie mógł znęcać się nad posterunkową za to, co zrobił podkomisarz.
Macieszko znów nabrała wody w usta. W policji służyła dopiero rok, a miesiąc temu, gdy przyszła do pracy, naczelnik niespodziewanie zaprowadził ją do komendanta, gdzie dowiedziała się, że od następnego dnia zaczyna służbę w pionie kryminalnym. To nie było jej zasługą, tym bardziej żadnej cioci, wujka, przyjaciela czy kochanka. Nie miała nikogo w policji i w małym kręgu bliskich to ona przecierała niebieskie szlaki. Jak się później dowiedziała od kolegów, naczelnik uparł się, aby sprowadzić do wydziału kobietę. Ponoć sam kiedyś pracował z jedną i dostrzegał w takim składzie spory potencjał. Zuzanna jednak obawiała się na początku, że ze względu na jej wiek i urodę, której była świadoma, z tych przenosin zrobią się same kłopoty, a ona będzie musiała uciekać do innej jednostki. Ale tak się nie stało. Inspektor Mak był daleki od flirtów, tak naprawdę był daleki od zacieśniania relacji z kimkolwiek w wydziale. Nie zauważyła nawet, by przełożony żartował czy nawet luźno z kimś rozmawiał. Jego zachowanie zaliczało się do tych mocno służbowych, co jej odpowiadało. Tak, inspektor przerażał ją swoją gruboskórnością i oficjalnym tonem, ale szybko uznała, że jest to znacznie lepsza opcja niż oślizgły podryw czy niezręczne sytuacje damsko-męskie. Czy chciała pracować w kryminalnym? Może i tak, ale na pewno nie teraz. Nie miała jakiegoś szczególnego pomysłu na swoją zawodową ścieżkę, nigdy też nie należała do osób, które przywiązują się do jednego miejsca i tkwią w nim pomimo licznych znaków, że należy je zmienić. Po prostu myślała, że w prewencji spędzi więcej czasu, dzięki czemu w nowym wydziale będzie mogła pochwalić się niezłym doświadczeniem. A teraz znów musiała uczyć się wszystkiego od nowa, bo przecież praca operacyjna różniła się od tej w mundurze bardziej, niż mogła sobie wyobrazić.
- Na godzinę jedenastą mamy umówioną recepcjonistkę, która tamtej nocy przyjmowała te dwie dziewczyny. Ponoć kobieta zapisała numery rejestracyjne auta, którym miał przyjechać nasz podejrzany.
- Dziewczyny przyjechały razem z nim?
- Nie, taksówką. Ale to wszystko niepotwierdzone informacje z trzeciej ręki, dlatego najpierw przesłuchamy recepcjonistkę, a później dokończymy oglądanie nagrań z hotelu.
- Jeszcze tego nie zrobiliście? - Naczelnik znów zabrzmiał złowrogo.
Macieszko nie odpowiedziała. Oczywiście nie miała kiedy ich obejrzeć, bo do zdarzenia doszło wczoraj wieczorem, a nagranie odebrali dzisiaj po godzinie ósmej, ale dla naczelnika to nie miało znaczenia. Oprócz bowiem wwiercającego się w duszę spojrzenia inspektor Adam Mak posiadał jeszcze jedną supermoc. Mianowicie w sposób wręcz niesamowity potrafił rozciągać czas służby, a nawet go zatrzymywać. Każda w miarę prosta policyjna czynność powinna według niego zajmować podwładnym maksymalnie pięć minut, a te bardziej skomplikowane - piętnaście. Prześwietlić gościa w bazach? Pięć minut. Zrobić analizę zdarzeń z ostatnich dni, a nawet miesięcy? Dziesięć minut. Przesłuchać gościa, postawić mu zarzut i wyciągnąć niezbędne dla nich informacje? Piętnaście. Podczas odprawy naczelnik zlecał im więc ogrom pracy, a pod koniec dnia stawał w progu ich pokoju, wzdychał ciężko i słuchając ich tłumaczeń, że nie dali rady podołać wszystkiemu, kręcił głową z dezaprobatą.
- Dzisiaj wszystko ogarniemy, naczelniku. Nawet sprawcę w zębach przyniesiemy - powiedział pewnie Florian, który właśnie pojawił się w progu pokoju.
- Ty mi, Gaderla, oczu nie mydl, tylko melduj, gdzie się włóczysz bez mojej zgody.
Podkomisarz, który należał do wysportowanych mężczyzn, na tle inspektora wyglądał zaledwie na praktykanta, ale nie przejmował się tą różnicą w gabarytach.
- Musiałem spotkać się z jednym ucholem. Miał coś dla mnie a propos gwałtu.
- Nie, nie miał. - Naczelnik zmierzył go wzrokiem.
Gdyby w taki sposób spojrzał na Zuzannę, ta natychmiast poderwałaby się z fotela i pojechała do domu. Ale Gaderla ulepiony był z innej gliny. Spojrzał na przełożonego z nieco drwiącym uśmiechem i jakby nigdy nic usiadł za swoim biurkiem, ostentacyjnie otworzył laptopa, po czym włączył nagranie z hotelu. Kompletnie nic nie robił sobie z sapiącego coraz głośniej naczelnika. Zuzanna natomiast zaczęła się miotać. Najpierw nerwowo poprzerzucała kolejne karty akt, aby za chwilę z jeszcze większym zdenerwowaniem poklikać coś w komputerze. Mak najwidoczniej uznał w końcu, że wprowadził na tyle napiętą atmosferę, by przełożyła się na skuteczność policjantów, a przynajmniej policjantki, bo sapnął po raz ostatni, po czym wyszedł z pokoju.
Macieszko odetchnęła z ulgą, co nie uszło uwagi komisarza.
- Nie przejmuj się tak nim - powiedział, wpatrując się w monitor.
- Łatwo ci mówić - rzuciła, patrząc na niego.
Gaderla poczuł jej wzrok na sobie, uniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy, czym zawstydził Zuzannę. To nie był pierwszy raz. Nie wiedział dlaczego, ale dziewczyna szybko peszyła się w jego towarzystwie. Przy innych kryminalnych nie miała takiego problemu, czasami nawet potrafiła się nieźle odgryźć, ale jego wzrok i uśmiech były dla niej nie do przejścia. No cóż, pracowali ze sobą dopiero od miesiąca i pewnie jeszcze sporo wody upłynie, zanim między nimi pojawią się luz i zaufanie. Przede wszystkim zaufanie.
- On celowo się tak zachowuje. Zgrywa ojca chrzestnego, bo myśli, że niewerbalna presja pozwoli mu utrzymać wydział w ryzach - odpowiedział, choć miał wrażenie, że tak długie zdanie spaliło całą jego energię.
- W sumie to tak trochę jest.
- E tam. Każdy z nas jest dorosły i wie, po co tu przychodzi - wzruszył ramionami. - Nie potrzebujemy bata, aby rozwiązywać sprawy.
Zuzanna Macieszko lubiła słuchać starszego kolegi. Biły od niego spokój i opanowanie, a przede wszystkim życiowe doświadczenie. Szkoda tylko, że odzywał się tak rzadko i na krótko. Widocznie jej uroda nie robiła na nim wrażenia, bo pozostali z wydziału trajkotali przy niej niczym katarynki.
- A właśnie... - Wyprostowała się w fotelu z nieco większym luzem. - Dobrze słyszałam, że obiecałeś naczelnikowi sprawcę? - Założyła ręce na klatce piersiowej, po czym dodała z nutą uszczypliwości: - Dzisiaj.
- Tak - odpowiedział w swoim stylu.
- A dowiem się, kto to?
- A przejrzałaś monitoring?
- Tak. O drugiej nad ranem wchodzą dwie dziewczyny. Kamila Witek i nasza pokrzywdzona. Ponieważ Witek jest pełnoletnia, to ona melduje się w hotelu, po czym po jakichś trzydziestu minutach wychodzi i już nie wraca.
- Czyli tylko załatwiła pokój swojej nieletniej koleżance?
Macieszko przytaknęła.
- Jakiś kwadrans po wyjściu Kamili wchodzi nasz podejrzany. Niestety, ma na sobie czapkę z daszkiem i celowo nie patrzy w stronę kamer. Zrobiłam wydruk jego wizerunku i przede wszystkim tego, jak był ubrany, ale twarzy nie pokazuje ani razu.
- Skąd wiesz, że to on? Podobno ten hotel ma sporo gości.
- I sporo kamer. Jedna jest praktycznie nad samym pokojem naszej pokrzywdzonej. Mężczyzna wchodzi do niego o godzinie trzeciej dziesięć, a wychodzi o piątej, chociaż "wychodzi" to nieodpowiednie słowo.
- Ucieka? - domyślił się Gaderla.
Macieszko znów przytaknęła.
- Mówiłaś naczelnikowi?
Spojrzała na niego z lekką złością.
- I dobrze.
Na samym początku współpracy ustalili kilka żelaznych zasad. Przede wszystkim Gaderla położył nacisk na zaufanie. To oni będą narażać wspólnie życie, ładować się w nieprzyjemne sytuacje i często chronić jedno drugiego. Dlatego najpierw liczył się partner, a dopiero później naczelnik. Wszelkie informacje więc, które będą przekazywać przełożonemu, będą już przefiltrowane przez ich dwójkę. Ani Gaderla, ani Macieszko nie polecą chwalić się do niego, dopóki o wszystkim nie dowie się drugie i nie ustalą wspólnej wersji.
- Sprawcą jest Deptała.
- To nazwisko ma mi coś mówić? - zapytała Macieszko.
- Dwa razy próbowałem go przyskrzynić za inne czynności seksualne, ale zawsze brakowało mi dowodów. Teraz mamy kamery. Recepcjonistka wysłała mi esemes z tablicami rejestracyjnymi. Wprawdzie właścicielem samochodu jest Izabela Gotowała, ale faktycznym jego użytkownikiem już Ryszard Deptała. Był wielokrotnie legitymowany w tym aucie, ale dla porządku i tak najpierw będziemy musieli przesłuchać właścicielkę. Później zatrzymamy sprawcę i po temacie. - Znów się uśmiechnął.
- No to może okażemy pokrzywdzonej tablicę poglądową z Deptałą?
- Nie możemy. - Skrzywił się. - Dalsze czynności z ofiarą gwałtu mogą wykonywać jedynie sąd i prokurator.
- Wiem - odpowiedziała oburzona. - Ale przy tablicy też?
- Tak. Przecież to też czynność procesowa.
Macieszko naprawdę się zdenerwowała, ale bardziej na siebie niż Gaderlę. Palnęła z tą tablicą poglądową, aby mu się przypodobać, a teraz wyszła na żółtodzioba. Oczywiście była nim, ale przecież miała już jakąś wiedzę o tej robocie. Na pewno powinna wiedzieć, że w przypadku gwałtu policjanci muszą ograniczyć się do minimum, jeśli chodzi o czynności z pokrzywdzoną.
Nastała niezręczna cisza, którą Gaderla się nie przejął. Miał jeszcze do sprawdzenia kilka informacji dotyczących Deptały. Zalogował się do KSIP, po czym wpisał jego PESEL. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w komputer i coś w nim klikał.
- Wszystko w porządku? - zapytała Macieszko, wyrywając go z zamyślenia.
- Co?
- Pytam, czy wszystko w porządku.
Ostentacyjnie spojrzała na jego prawą dłoń.
Gaderla początkowo nie zrozumiał, o co jej chodzi, ale podążył za jej wzrokiem i wszystko było jasne. Znów to zrobił. Kropla krwi ciekła z obgryzionej skórki przy paznokciu. Wstydliwie schował dłoń pod biurko, po czym bez słowa wrócił do wertowania danych o ich figurancie. Niezręczną ciszę przerwał dźwięk telefonu komisarza. Odebrał jak najszybciej.
- Gaderla. Tak. Dobra, już idę... - Uniósł się zza biurka, odkładając słuchawkę na miejsce.
- Przyszła?
Skinął głową, a Macieszko poderwała się z fotela.
- Ja ją przyprowadzę, ty ogarnij rękę.
Odruchowo spojrzał na palec. Był zakrwawiony jak po ostrym przecięciu nożem opuszki, a to przecież był tylko jego wstydliwy nałóg, który kilka dni temu znów powrócił. Poczuł, jak niewidzialna siła ściska jego klatkę piersiową, a oddech staje się coraz płytszy. Serce zaczęło walić jak dzwon, a skronie zgodnie pulsowały w jego rytmie. Próbował się uspokoić, złapać głębszy oddech i pomyśleć o czymś przyjemnym, ale szybko się zorientował, że zamiast tego znów obgryza skórkę - kolejny palec pokrył się krwią.
Szybkim krokiem podszedł do okna, spojrzał w niebo i próbował skupić się na jego nieskończoności. Wpatrywał się w chmury, jakby chciał tam coś dojrzeć. W końcu oddech, serce i pulsująca skroń znacznie zwolniły. Teraz tylko musiał pójść do łazienki. Jego prawa dłoń wyglądała, jakby znokautował co najmniej trzech poważnych przestępców.