Rozdział pierwszy
Serce
Nigdy nie pozwól, by decydował strach,
zawsze niech zdecyduje serce.
Autor nieznany
Kiedyś miałam okazję zająć miejsce w kręgu kobiet organizowanym przy pełni księżyca. Zastanawiając się nad słowem "krąg", przychodzą mi do głowy skojarzenia związane z wiedźmą, czarownicą i czymś poniekąd magicznym. Bądź co bądź, krąg ma w sobie odrobinę magii, ale takiej pozytywnej. Pozwala kobietom na wyrażenie swoich prawdziwych emocji, na bycie wysłuchanymi i na poczucie więzi siostrzanej z innymi paniami. Często mówi się, że łatwiej jest się otworzyć przed kimś nieznajomym, bo nieznajoma osoba nie będzie oceniać, a nawet jeśli to zrobi, to z dużym prawdopodobieństwem już jej więcej nie spotkasz. Poza tym nic o Tobie nie wie, nie jest jak przyjaciółka, która Cię zna, albo rodzic, który stara się o Ciebie troszczyć. Dlatego też może spojrzeć na Twoje problemy z dystansem, a Tobie też może być łatwiej powiedzieć, co Ci leży na sercu, ponieważ nie przejmujesz się tym, jak zostaniesz odebrana.
Na tym spotkaniu jedna z kobiet powiedziała, że dużo analizuje, że jest taką osobą, która łączy fakty, analizuje je i na tej podstawie podejmuje decyzje. Wspomniała, że kiedyś ktoś delikatnie zasugerował jej, że może powinna pozwolić sobie też czuć, a nie tylko analizować. Idąc za tą radą, postanowiła zmienić coś w swoim życiu, wydrukowała sobie zdjęcie serca i powiesiła je nad łóżkiem w sypialni, żeby jej przypominało o tym, żeby pozwoliła sobie też czuć. To, co powiedziała ta dla mnie nieznajoma kobieta, utkwiło mi w pamięci i często wracam do tych słów "pozwolić sobie czuć, a nie analizować". Od tej pory zwracam uwagę na książki czy teksty, które mówią o tym, żeby czuć, żeby pozwolić sobie na słuchanie głosu serca, żeby pozwolić sercu dojść do głosu, żeby choć na chwilę wyłączyć umysł i nie analizować.
Głowa jest bardzo analityczna, lubi szukać porównań i podobieństw. Jeśli zawiodłam się na kimś, to trzymam w pamięci to, że już kiedyś przeżyłam rozczarowanie z powodu zachowania tej osoby i w moim przypadku do głosu dochodzi strach. Boję się ponownie jej zaufać, ponieważ nie chcę znowu przechodzić przez trudne emocje. Głowa w takich sytuacjach szuka podobieństw. Przykładowo, jeśli ktoś mówi, że aktualnie jest zajęty, bo ma dużo pracy, to włącza mi się czerwona lampka. Pamiętam, że zawiodłam się na tej osobie w przeszłości, bo mówiła, że jest zajęta w pracy, a okazało się, że była zajęta kimś innym. W takich sytuacjach do głosu dochodzi chłodny analizator, który podpowiada, żeby nie ufać, bo na pewno zostanę znowu oszukana. Wiele takich procesów myślowych uruchamia się automatycznie, nie mam na nie dużego wpływu, strach przejmuje stery.
A gdyby tak zaufać w tym momencie sercu, które mówi, że mogłoby być inaczej... Chociaż jestem też naiwna w tych sprawach.
Jak myślisz droga czytelniczko, czytelniku, czy warto dać komuś drugą szansę? Może spróbujmy spojrzeć na sytuację z innej strony, bo może tak miało być, że musiałam się raz dać zwieść, żeby coś zrozumieć i czegoś nauczyć się o sobie. Poznać się lepiej i przekonać, że jestem w stanie poradzić sobie z trudnymi emocjami, że z takich sytuacji wychodzę silniejsza, niż myślałam. Przede wszystkim też, że sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej, niż mi się wydaje i że wcale może nie być podobna do tej poprzedniej. Czasem wydaje mi się, że słuchanie głosu serca pomaga na zobaczenie sytuacji, osoby z nowej perspektywy.
Kiedyś w pracy miałam codzienne kilkugodzinne "meetingi" w związku z wdrożeniem systemu u klienta. Wiadomo, jak to mówią - to duża szansa rozwoju, ale przez to kończyłam pracę w późnych godzinach wieczornych. Byłam wówczas przekonana, że moglibyśmy zaczynać wcześniej i wcześniej kończyć, gdyby pewien Kanadyjczyk dołączał do spotkania o 8:00, a nie o 9:00 rano. Nasze spotkania trwały przez jakiś miesiąc, a na ostatnim zauważyłam, że u chłopak z Kandy na zegarze była 7:00 (był to okres zmiany strefy czasowej). Okazało się, że mieszkał w innej części Kanady, niż myślałam i że zawsze się podłączał wcześniej, żeby inni nie musieli siedzieć do późna. Wtedy zrozumiałam, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje na pierwszy rzut oka i że sytuacja może wyglądać inaczej, niż początkowo zakładałam.
Dosyć pomocne było dla mnie również zrozumienie, że do niektórych osób w moim życiu mam bardzo ambiwalentne uczucia. Z jednej strony, analizując, dochodzę do wniosku, że ta osoba jest okropna i zawiodła mnie już tyle razy. Z drugiej strony próbuję pomyśleć, że może ma zupełnie inny punkt widzenia na dane sprawy. Próbując wczuć się w czyjś tok myślenia, zauważam, że moje zachowanie czasem było nielogiczne, że nie dałam komuś w zasadzie innego wyboru, że chciałam zmusić do spełnienia moich oczekiwań i może niekoniecznie ktoś chciał się wobec mnie źle zachować. Dlatego też jest to kwestia wyboru i akceptacji, że relacje z partnerem, przyjaciółmi czasem są nieidealne.
Kiedyś dobry przyjaciel powiedział mi, że diabeł i anioł cały czas szepczą do ucha człowieka. A codziennie dokonujemy wyboru, których szeptów słuchamy. Warto jest mieć też na uwadze, że przestawienie się ze złości, nienawiści do kogoś na miłość bywa trudne. Potrafimy się tak mocno zakręcić w swojej racji i w swoim poczuciu krzywdy, że potrzeba chwili dla siebie, żeby nabrać dystansu, pozwolić sobie odłożyć na bok swoje żale i spróbować z wyrozumiałością popatrzeć na kogoś. Często myślimy, że ona czy on chce nam zrobić na złość, a nie myślimy, że przecież ta druga osoba też czuje i też może się czuć urażona, może myśleć o nas to samo, co my o niej. Może dlatego warto pozwolić sercu decydować, a nie słuchać chłodnego intelektu i pozwalać, żeby strach przejmował stery. Wiem, że jest to wymagająca praca, ale zawsze przychodzi za nią nagroda, ponieważ jak człowiek wybiera miłość, to się rozszerza, robi się łagodniejszy i pozwala, aby ciężar ciężkich emocji powoli opadał. Jednak jeśli ktoś decyduje się podążać za takimi emocjami, jak strach, złość, nienawiść, to często zdarza się, że się zamyka sam w sobie. Robi się smutniejszy, traci wiarę w swoje możliwości, czasem może też nie mieć ochoty rano wyjść spod kołdry i stawić czoło światu (tak w dużym skrócie).