Przerwany pokaz. Czaplińska i Maciejka. Tom 2 - Małgorzata Rogala

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRO­LOG

Dwa­dzie­ścia dzie­więć lat wcze­śniej

Małą Paulę obu­dził dzwo­nek te­le­fonu. Naj­pierw był stłu­miony, jakby do­cho­dził z od­dali, póź­niej jego dźwięk za­czął na­ra­stać, gdy jed­nak dziew­czynka otwo­rzyła oczy, na­stała ci­sza. W po­koju i za oknem pa­no­wała ciem­ność, je­sie­nią szybko za­pa­dał zmrok. Z tego po­wodu wie­czo­rami mama włą­czała lampę z klo­szem z barw­nych ka­wał­ków szkła. Pię­cio­latka uwiel­biała pa­trzeć na mi­go­czący od bla­sku ża­rówki ob­raz łąki peł­nej kwia­tów, mo­tyli i wa­żek.

Te­raz świa­tło było zga­szone.

- Ma­mu­siu? - Córka od­rzu­ciła koł­drę i boso ru­szyła do przed­po­koju. Z ła­zienki, przez uchy­lone drzwi, pa­dała ja­sna smuga, więc dziew­czynka udała się w tam­tym kie­runku. We­szła do środka i znie­ru­cho­miała. Mama le­żała w wan­nie na­peł­nio­nej wodą w ko­lo­rze ciem­nej czer­wieni. Miała na so­bie su­kienkę w groszki, jej głowa była oparta o ścianę, oczy za­mknięte, mo­kre końce wło­sów przy­lgnęły do ra­mion. - Ma­mu­siu? - Usta Pauli wy­gięły się w pod­kówkę. Za­częła pła­kać, ale mama, jak ni­gdy, nie za­re­ago­wała na smu­tek je­dy­naczki.

Działo się coś złego.

Dziew­czynka po­sta­no­wiła po­pro­sić o po­moc są­siadkę. Star­sza pani miesz­kała na­prze­ciwko. Ro­dzice mó­wili jej "dzień do­bry", a ona za­wsze, gdy wi­działa ich z córką, po­wta­rzała z uśmie­chem: "jaka ładna pa­nienka!". Pię­cio­latka wzięła sto­łek z pla­stiku, na któ­rym sta­wała przy umy­walce, i za­nio­sła go do przed­po­koju. Nie­stety jej palce nie po­ra­dziły so­bie z za­suwą, więc ze­szła z po­wro­tem na pod­łogę. Te­le­fon znów za­czął dzwo­nić. Mała zdjęła z wi­de­łek słu­chawkę i szep­nęła, po­ły­ka­jąc łzy:

- Halo...

- To ty, Pau­linko? - W gło­śniku za­brzmiał głos dru­giego z ro­dzi­ców.

- Ta­tu­siu!

- To ty, skar­bie? - upew­nił się oj­ciec. - Bar­dzo za wami tę­sk­nię. Po­pro­sisz mamę? Dzwo­ni­łem już trzy razy i nie ode­brała.

- Ma­mu­sia nie może przyjść.

- Nie może? Dla­czego?

- Bo się ką­pie. I śpi.

- Jak to śpi? W wan­nie? Co ty mó­wisz, dzie­cinko?

- Woda jest czer­wona.

- Co?!

- Ta­tu­siu, bar­dzo się boję. Chcia­łam iść do pani są­siadki, ale nie mogę otwo­rzyć drzwi.

- Po­słu­chaj, skar­bie, wszystko bę­dzie do­brze. - Tata od­chrząk­nął. - Kto jest moją dzielną có­reczką?

- Ja.

- Po­wiem ci, co te­raz zro­bię.

- ...

- Ko­cha­nie?

- Ta­tu­siu... - Pauli za­drżały usta.

- Za­raz za­dzwo­nię do babci. Ona ma klu­cze do na­szego miesz­ka­nia. Zaj­mie się tobą i ma­mu­sią. Sły­szysz?

- Tak - wy­szep­tała.

- Zro­zu­mia­łaś, co po­wie­dzia­łem?

- Tak, ta­tu­siu. Kiedy przy­je­dziesz?

- Już za mo­ment ru­szam na lot­ni­sko. Sło­neczko, wszystko bę­dzie do­brze - po­wtó­rzył.

Dziew­czynka wró­ciła do ła­zienki z pod­nóż­kiem. Usta­wiła go na te­ra­ko­cie i przy­trzy­mu­jąc się brzegu umy­walki, we­szła w pi­ża­mie do wanny.

- Mogę się z tobą wy­ką­pać? - spy­tała, ku­ca­jąc w ciem­nej cie­czy. Wody było zbyt dużo, się­gała dziecku do ra­mion. - Po­sie­dzę z tobą, do­póki ta­tuś nie wróci. - Usa­do­wiła się na­prze­ciwko matki.

***

Po­ste­run­kowa Mi­cha­lina Cza­pliń­ska tra­fiła do ze­społu ko­mi­sa­rza Pawła Le­cho­wi­cza od razu po ukoń­cze­niu kursu w szkole po­li­cji, na który zo­stała przy­jęta po ma­tu­rze. Nie miała pew­no­ści, co chce stu­dio­wać, za to pra­gnęła być ogni­wem w łań­cu­chu lu­dzi, któ­rzy ro­bią, co mogą, żeby świat był przy­jem­niej­szym miej­scem do ży­cia. Pełna ide­ałów, znio­sła pół­roczny re­żim, pod­czas któ­rego spała kilka go­dzin na dobę, słu­chała przez cały dzień wy­kła­dów, tre­no­wała sztuki walki i strze­la­nie oraz uczyła się do póź­nej nocy, żeby na­za­jutrz za­li­czyć ko­lejny spraw­dzian.

Nowy prze­ło­żony nie ukry­wał nie­za­do­wo­le­nia z faktu, że ma spra­wo­wać opiekę nad no­wi­cjuszką. W ga­bi­ne­cie na­czel­nika zlu­stro­wał Miśkę nie­chęt­nym spoj­rze­niem i oświad­czył:

- Prze­cież ona jest kom­plet­nym żół­to­dzio­bem. Z ca­łym sza­cun­kiem dla ko­le­żanki i pana, sze­fie, na niańkę się nie na­daję. Za stary już je­stem, chcę tylko ro­bić swoje i spo­koj­nie do­cze­kać eme­ry­tury.

- To roz­kaz - od­parł szef. - Niech się młoda uczy ro­boty, ma po­ten­cjał, ko­lega, który pro­wa­dzi za­ję­cia w Szczyt­nie, bar­dzo ją chwa­lił, po­dobno po­mo­gła tam roz­wi­kłać ja­kąś sprawę, więc...

- Czyli z po­le­ce­nia? - Le­cho­wicz skrzy­wił się jak po zje­dze­niu cy­tryny. - Tacy są naj­gorsi, my­ślą, że wszyst­kie ro­zumy po­zja­dali.

Tego było za wiele. Mi­cha­lina na­brała po­wie­trza w usta, żeby za­pro­te­sto­wać prze­ciwko po­chop­nej oce­nie. Pod­nio­sła dłoń na znak, że chce coś po­wie­dzieć, ale ko­mi­sarz zi­gno­ro­wał jej gest.

- Po­winna po­jeź­dzić w pa­trolu, po­sma­ko­wać ulicz­nego gówna i do­mo­wych awan­tur - kon­ty­nu­ował swój wy­wód. - Dla­czego od razu do mnie?

- Bo jak się uczyć, to od naj­lep­szych - skwi­to­wał na­czel­nik.

- A więc do­brze my­ślę? Có­reczka ja­kie­goś waż­niaka?

Nie, nie była dziec­kiem ni­kogo wy­soko po­sta­wio­nego. Miśka wy­cho­wała się w domu, w któ­rym była prze­moc. Oj­ciec pił na umór, a póź­niej bił żonę. Po­tra­fił wy­dać ostatni grosz na al­ko­hol, więc matka do­ra­biała do etatu w biu­rze, ob­szy­wa­jąc po­po­łu­dniami ko­biety z są­siedz­twa. Pew­nego dnia mąż tak ją ska­to­wał, że chcąc go po­wstrzy­mać przed wy­mie­rze­niem ko­lej­nego ciosu, ostat­kiem sił wbiła mu w brzuch le­żące w po­bliżu no­życe kra­wiec­kie. Oj­ciec się wy­krwa­wił, za­nim przy­je­chała ka­retka, a matka zmarła w dro­dze do szpi­tala w wy­niku od­nie­sio­nych ob­ra­żeń. Czas do peł­no­let­nio­ści Cza­pliń­ska spę­dziła w bi­dulu, sku­pia­jąc się na na­uce i snu­ciu pla­nów. Za­mie­rzała zro­bić wszystko, by jej ży­cie wy­glą­dało ina­czej niż ży­cie ro­dzi­ców, i nie po­zwo­lić, żeby do­świad­cze­nia z dzie­ciń­stwa po­ło­żyły się cie­niem na jej przy­szło­ści.

Te­raz, ja­dąc z Le­cho­wi­czem na miej­sce zda­rze­nia, Mi­cha­lina przy­po­mniała so­bie frag­ment roz­mowy w ga­bi­ne­cie na­czel­nika. Po­my­ślała, że chyba tylko cu­dem nie stra­ciła wtedy pa­no­wa­nia nad sobą i nie po­wie­działa star­szemu ko­le­dze, co my­śli o jego ga­da­niu i o nim sa­mym. Za­ci­snęła zęby, po­nie­waż bar­dzo za­le­żało jej na po­sa­dzie i nie chciała za­czy­nać no­wej pracy od kłótni. Ko­mi­sarz, zwra­ca­jąc się do niej "po­ste­run­kowa Cza­pliń­ska", przez kil­ka­na­ście dni za­sy­py­wał ją pa­pie­rami. Prze­pi­sy­wała jego no­tatki, ukła­dała do­ku­men­ta­cję w tecz­kach, sło­wem ro­biła za niego ro­botę, któ­rej nie zno­sił. Z jej ust nie wy­rwało się słowo pro­te­stu. Nie chciała mu dać sa­tys­fak­cji, więc uwa­żała, by nie stroić min i nie oka­zy­wać nie­za­do­wo­le­nia w inny spo­sób, za to za­da­wała mu py­ta­nia, je­śli za­cie­ka­wiło ją coś, co aku­rat trzy­mała w rę­kach.

Tego dnia Le­cho­wicz po­chwa­lił Mi­cha­linę za do­kład­ność i w ra­mach na­grody, jak za­zna­czył, pierw­szy raz za­brał ją do we­zwa­nia.

- Spraw­dzimy, jak tam z twoją od­por­no­ścią na wi­dok trupa - po­wie­dział, wjeż­dża­jąc w alejkę osie­dlową. Za­par­ko­wał za ra­dio­wo­zem i wy­łą­czył sil­nik. - Mam na­dzieję, że się nie po­rzy­gasz. Go­towa?

- Tak jest, pa­nie ko­mi­sa­rzu. - Dziew­czyna otwo­rzyła drzwi sa­mo­chodu.

- Mów do mnie po imie­niu, jak każdy, skończ z tymi ty­tu­łami - burk­nął. - Pa­weł je­stem. Idziemy.

- W po­rządku - zgo­dziła się bez opo­rów. - Do mnie może pan... mo­żesz mó­wić Miśka albo Cza­pla. "Po­ste­run­kowa" brzmi nieco oschle.

Wy­ba­łu­szył na nią oczy, ale po­wstrzy­mał się od ko­men­ta­rza.

Przed drzwiami miesz­ka­nia na dru­gim pię­trze, w to­wa­rzy­stwie umun­du­ro­wa­nego funk­cjo­na­riu­sza, sie­działa na scho­dach ko­bieta w śred­nim wieku i przy­ci­skała do twa­rzy po­strzę­pioną chu­s­teczkę. Na wi­dok wy­cho­dzą­cych z lo­kalu dwóch męż­czyzn, któ­rzy wy­nie­śli na no­szach nie­przy­tomną dziew­czynkę, po­de­rwała się z miej­sca.

- Je­stem jej bab­cią. Co z nią? Do­kąd ją wie­zie­cie?

Ra­tow­nik po­dał ad­res szpi­tala i do­rzu­cił:

- Mu­simy je­chać. Mała jest bar­dzo wy­chło­dzona. Ma szczę­ście, że prze­żyła, i le­piej, żeby tak zo­stało.

Za­nim ode­szli, Mi­cha­lina zlu­stro­wała twarz dziecka. Kil­ku­latka miała wil­gotne, po­skle­jane włosy i bru­natne smugi na si­nej buzi. Ktoś ją pró­bo­wał uto­pić? Na py­ta­nia i od­po­wie­dzi przyj­dzie pora, uznała i od­wró­ciła wzrok w kie­runku wej­ścia do miesz­ka­nia. W środku krzą­tali się tech­nicy, szu­ka­jąc śla­dów, za­bez­pie­cza­jąc wszystko, co mo­gło sta­no­wić do­wód w spra­wie.

- Cześć. - Le­cho­wicz dał znać funk­cjo­na­riu­szowi, że chce za­mie­nić z nim słowo na stro­nie. - Co mamy?

- Ofiara to He­lena Mo­raw­ska, praw­do­po­dob­nie pod­cięła so­bie żyły. Młoda była w wan­nie ra­zem z nią.

- Kto je zna­lazł?

- Nikt. Z tego, co zro­zu­mia­łem, mąż de­natki wła­śnie wraca z Mo­na­chium. Wcze­śniej za­dzwo­nił do żony, po­łą­cze­nie ode­brała pię­cio­let­nia córka. Z jej słów wy­wnio­sko­wał, że coś złego stało się w domu, więc za­wia­do­mił swoją matkę. Po­pro­sił, żeby we­zwała pa­trol i przy­je­chała tu­taj z klu­czami. - Po­li­cjant wska­zał wzro­kiem pła­czącą ko­bietę. - Sam ją prze­py­taj, może po­wie ci to skład­niej niż mnie. - Od­chrząk­nął.

- Do­bra. Co było da­lej?

- Po­tem nasi otwo­rzyli drzwi i jak zo­ba­czyli, co za­szło, ka­zali jej cze­kać na ze­wnątrz.

- Okej, po­ga­dam z nią póź­niej, naj­pierw... - Urwał i zro­bił krok do przodu, lecz za­raz się cof­nął, żeby prze­pu­ścić wy­cho­dzą­cego męż­czy­znę. - Ro­man?! - Uniósł brwi, za­sko­czony. - Kopę lat. Już my­śla­łem, że prze­rzu­ci­łeś się z mar­twych na ży­wych.

- Pa­weł? - Dok­tor Za­wada rów­nież wy­glą­dał na za­sko­czo­nego. - Ty też wciąż na służ­bie?

- Jak wi­dać. Chyba lu­bię tę par­szywą ro­botę. - Le­cho­wicz uśmiech­nął się krzywo. - Moja nowa part­nerka, po­ste­run­kowa Cza­pliń­ska - przed­sta­wił Miśkę i spy­tał: - Mo­żesz nam już coś po­wie­dzieć?

- Ko­bieta ma rany cięte na przed­ra­mio­nach po stro­nie pro­mie­nio­wej, wy­gląda na to, że się wy­krwa­wiła.

- Sa­mo­bój­stwo?

- Zo­ba­czymy, ko­mi­sa­rzu, naj­pierw au­top­sja.

- Wiem, wiem. Cze­kam na wie­ści. - Pa­weł po­że­gnał się z me­dy­kiem i zaj­rzał do miesz­ka­nia. - Mo­żemy wejść?

- Tak - zgo­dził się je­den z tech­ni­ków. - Tylko włóż­cie ochra­nia­cze i rę­ka­wiczki.

- Ma­cie coś cie­ka­wego?

- Tro­chę pa­lu­chów i dużo krwi. Poza tym za­bez­pie­czy­li­śmy ży­letkę i szklankę z reszt­kami al­ko­holu. W la­bo­ra­to­rium spraw­dzą, czy coś tam jest oprócz pro­cen­tów.

- Kosz na śmieci?

- Tro­chę od­pad­ków. Za to w po­koju dziew­czynki było opa­ko­wa­nie po le­kach na­sen­nych, a także za­baw­kowe na­czy­nia z pla­stiku, a w nich ta­bletki. Wy­gląda to tak, jakby dzie­ciak ba­wił się w szpi­tal albo w przy­ję­cie. Sami zo­bacz­cie.

- Chodźmy. - Ko­mi­sarz skie­ro­wał kroki w stronę mniej­szego po­miesz­cze­nia. Mi­cha­lina po­szła za nim. W środku znaj­do­wało się łóżko ze sko­tło­waną koł­drą, szafa na ubra­nia i ko­moda. Na pod­ło­dze le­żały równo uło­żone lalki, obok, na pod­stawce, kilka mi­nia­tu­ro­wych fi­li­ża­nek, za­wie­ra­ją­cych po jed­nej bia­łej pi­gułce. Miśka wo­dziła oczami po wnę­trzu, sta­ra­jąc się za­pa­mię­tać jak naj­wię­cej szcze­gó­łów i cze­ka­jąc, co po­wie Le­cho­wicz. On jed­nak mil­czał z po­sępną miną, a póź­niej za­rzą­dził: - Te­raz ła­zienka.

Ciało mło­dej ko­biety wciąż tkwiło za­nu­rzone w ciem­nej od krwi wo­dzie. Cza­pla po­pa­trzyła na bladą twarz de­natki, ja­sne, roz­pusz­czone włosy, sine usta. Zer­k­nęła na Pawła. Na­po­tkała jego uważny wzrok.

- Spraw­dzasz, czy za­raz nie ze­mdleję albo nie pusz­czę pa­wia? - Wró­ciła spoj­rze­niem do ofiary. - Mogę jej do­tknąć?

- Mo­żesz.

- Chcę coś spraw­dzić. - Mi­cha­lina wy­szła do przed­po­koju i za­trzy­mała prze­cho­dzą­cego tech­nika.

- Po­ży­czysz mi lupę?

- Uhm.

- Za­raz od­dam. - Po po­wro­cie do ła­zienki po­li­cjantka wy­jęła z wody lewą rękę ko­biety. Obej­rzała rany, opłu­kała czy­stą wodą jej dłoń oraz nad­gar­stek i zlu­stro­wała je przez szkło po­więk­sza­jące. Na­stęp­nie spraw­dziła palce pra­wej ręki.

- Ja­kie wnio­ski?

- Na pierw­szy rzut oka wy­gląda na sa­mo­bój­stwo. Wy­piła drinka, żeby do­dać so­bie od­wagi, a póź­niej we­szła do wanny i... - Miśka ścią­gnęła brwi. - Ale na drugi rzut już nie­ko­niecz­nie. Za­sta­na­wia mnie jedna rzecz. - Po­tarła na­sadę nosa. - Cię­tym ra­nom sa­mo­bój­czym czę­sto to­wa­rzy­szą na­cię­cia próbne, które można za­uwa­żyć w są­siedz­twie głów­nej rany. Sa­mo­bójca czuje strach przed bó­lem i się waha, dla­tego próbne cię­cia są po­wierz­chowne. Po tych przy­go­to­wa­niach, gdy osoba na­biera od­wagi, cię­cie jest bar­dziej zde­cy­do­wane.

- Skąd to wiesz? - W gło­sie Pawła za­brzmiało za­cie­ka­wie­nie.

- Me­dy­cyna są­dowa to moje hobby - skła­mała.

Na ra­zie nie za­mie­rzała in­for­mo­wać ko­legi, że jej matka, nie wi­dząc świa­tła w tu­nelu i jed­no­cze­śnie nie ma­jąc siły, by odejść od swo­jego oprawcy, dwa razy tar­gnęła się na ży­cie. W obu przy­pad­kach to córka ją zna­la­zła i ura­to­wała, wzy­wa­jąc po­moc. Wspo­mnie­nia tam­tych chwil wciąż bo­lały.

- Co jesz­cze po­wiesz? - Le­cho­wicz przy­wo­łał Cza­plę do rze­czy­wi­sto­ści.

- Nie le­żała zbyt długo w wo­dzie, wi­dać to po na­skórku, nie jest szcze­gól­nie po­marsz­czony. Na pal­cach pra­wej ręki bra­kuje uszko­dzeń, a wiemy, że za­bez­pie­czono ży­letkę. Zwy­kle gdy sa­mo­bójca używa na­rzę­dzia, które ma ostrze z dwóch stron, przy głę­bo­kich cię­ciach po­wstają po­wierz­chowne rany na pal­cach.

- Może są, tylko małe i ich nie wi­dzisz - od­parł ko­mi­sarz.

- Może. Je­stem cie­kawa, co przy­nie­sie sek­cja.

- Su­ge­ru­jesz, że ktoś jej po­mógł?

- Nie wiem. - Po­ste­run­kowa wzru­szyła ra­mio­nami. - Zo­ba­czymy, co po­wie me­dyk.

Pod­czas na­stęp­nych kilku dni Le­cho­wicz i Cza­pliń­ska prze­słu­chali ro­dzinę, zna­jo­mych i są­sia­dów de­natki, ale nie do­wie­dzieli się ni­czego, co mo­głoby wy­zna­czyć kie­ru­nek śledz­twu. Wszy­scy zgod­nie twier­dzili, że He­lena nie miała pro­ble­mów, ce­cho­wała ją po­goda du­cha, ko­chała męża i dziecko.

- Sa­mo­bój­stwo? Wy­klu­czone. - Grze­gorz Mo­raw­ski nie miał wąt­pli­wo­ści. - Żona ni­gdy by tego nie zro­biła ani mnie, ani Pauli. By­li­śmy szczę­śliwi, Lenka uwiel­biała małą, speł­niała się w pracy. Ktoś ją za­bił. Szu­kaj­cie mor­dercy.

Kilka dni póź­niej, gdy Mi­cha­lina prze­pi­sy­wała no­tatki z prze­słu­cha­nia świad­ków, do po­koju wszedł Le­cho­wicz z ko­pertą w ręku.

- Jest ra­port z au­top­sji i wy­niki z la­bo­ra­to­rium. - Nie­cier­pli­wym ru­chem wy­jął plik spię­tych kar­tek. Wer­to­wał je przez chwilę, omia­ta­jąc wzro­kiem, za­nim prze­czy­tał: - "Dwie rany cięte na po­wierzchni zgi­na­czy le­wego przed­ra­mie­nia i dwie na nad­garstku o prze­biegu wzdłuż osi dłu­giej. Rana w dole łok­cio­wym, czę­ściowe prze­cię­cie tęt­nicy i żyły. Brak śla­dów na pal­cach pra­wej ręki, brak prób­nych cięć. Spo­sób za­da­nia ran wy­klu­cza sa­mo­dzielne dzia­ła­nie". - Pa­weł upu­ścił ra­port na blat i sta­nął przo­dem do uchy­lo­nego okna. - Mia­łaś ra­cję - mruk­nął.

Mi­cha­lina po­dą­żyła za jego wzro­kiem. Słońce z tru­dem prze­bi­jało się przez za­snu­wa­jące niebo chmury, a na­gły po­dmuch je­sien­nego wia­tru ze­rwał kilka żółto-czer­wo­nych li­ści, które po­szy­bo­wały w po­wie­trze. Cza­pla ob­ser­wo­wała je, do mo­mentu aż opa­dły na chod­nik. W prze­ci­wień­stwie do wielu osób, które pre­fe­ro­wały wio­snę i lato, Miśka lu­biła tę me­lan­cho­lijną porę roku, jej barwy, mgli­stość po­ran­ków i kasz­tany, które ukry­wała w szu­fla­dzie. Lu­biła mięk­kość swe­trów chro­nią­cych ją przed chło­dem. Dwa naj­cie­plej­sze, zro­bione na dru­tach, miała po matce. Za­brała je ze sobą do domu dziecka i trzy­mała na półce, do­póki do nich nie do­ro­sła. Dbała o nie, żeby no­sić ubra­nia jak naj­dłu­żej.

- A co usta­lili w la­bo­ra­to­rium? - spy­tała.

- W szklance za­bez­pie­czo­nej w ła­zience były resztki al­ko­holu oraz ben­zo­dia­ze­piny, sub­stan­cje wcho­dzące w skład grupy le­ków o ta­kiej sa­mej na­zwie. Dzia­łają uspo­ka­ja­jąco i na­sen­nie, sto­so­wane są w sta­nach lęku, nie­po­koju psy­cho­ru­cho­wego i bez­sen­no­ści.

- W po­koju dziecka tech­nicy za­bez­pie­czyli opa­ko­wa­nie i kilka ta­ble­tek - przy­po­mniała Mi­cha­lina.

- Otóż to. Skład pa­suje. Śla­dowe ilo­ści tego środka były rów­nież we krwi dziecka.

- Za­tem skoro me­dyk wy­klu­cza sa­mo­bój­stwo, ktoś wrzu­cił ko­bie­cie pro­chy do drinka, dał też ma­łej, żeby usnęła... Wia­domo, co z nią? Po­wie­działa co­kol­wiek?

- Jesz­cze nie. Jest pod opieką psy­chia­try, ale da­lej mil­czy i ry­suje matkę w wan­nie.

- A więc mamy za­bój­stwo? - Cza­pla po­czuła na­pię­cie w mię­śniach.

- Na to wy­gląda. Co pro­po­nu­jesz?

- Prze­czy­tać akta i jesz­cze raz prze­ma­glo­wać bli­skich i zna­jo­mych ko­biety. Może przy­po­mną so­bie coś, o czym po­przed­nio za­po­mnieli. - Otwo­rzyła no­tes z gra­na­tową okładką, zna­la­zła miej­sce za­ło­żone ta­siemką. Z torby wy­jęła ter­mos i na­lała do na­krętki tro­chę pa­ru­ją­cego płynu. - Chcesz? - spy­tała Pawła.

- Co pi­jesz?

- Na­pój im­bi­rowy. Do­brze roz­grzewa, w sam raz na dzi­siej­sze zimno.

- Nie, dzię­kuję. - Le­cho­wicz skrzy­wił się w od­po­wie­dzi i włą­czył czaj­nik. - Wolę małą czarną. Upo­rząd­ko­wa­łaś pa­piery? - Wsy­pał do kubka dwie ły­żeczki zmie­lo­nych zia­ren.

- Koń­czę.

- W ta­kim ra­zie do ro­boty.

Przez na­stępne ty­go­dnie Mi­cha­lina wer­to­wała za­pi­ski na te­mat za­bój­stwa, które zro­biła pod­czas lek­tury zgro­ma­dzo­nej do­ku­men­ta­cji, i szu­kała da­nych wcze­śniej po­mi­nię­tych lub szcze­gó­łów pier­wot­nie uzna­nych za nie­istotne, a klu­czo­wych dla śledz­twa. Mo­ty­wo­wał ją "syn­drom pierw­szej sprawy"; po­li­cjantka nie za­mie­rzała od­pu­ścić i zre­zy­gno­wać z próby roz­wią­za­nia za­gadki, która spę­dzała jej sen z po­wiek. Dla­tego, gdy tylko or­ga­nizm jej na to po­zwa­lał i nie sła­niała się ze zmę­cze­nia, ja­dła ko­la­cję i roz­kła­dała na du­żym stole no­tatki, dia­gramy i ry­sunki. Raz na­wet wy­nio­sła z pracy po kry­jomu akta sprawy, żeby po­now­nie, już w domu, prze­czy­tać zgro­ma­dzony w teczce ma­te­riał i obej­rzeć zdję­cia zro­bione pod­czas oglę­dzin. Za­sta­na­wiały ją za­mknięte od środka drzwi i od­ci­ski pal­ców ma­łej Pauli. Nie chciała zre­zy­gno­wać, choć Le­cho­wicz pil­no­wał, żeby Miśka nie miała chwili wol­nego czasu.

Po kilku mie­sią­cach śledz­two utknęło w mar­twym punk­cie, a na­czel­nik ka­zał pod­wład­nym sku­pić się na in­nych za­da­niach, które da­wały szansę na po­lep­sze­nie sta­ty­styk w za­kre­sie wy­kry­wal­no­ści spraw­ców prze­stępstw. Do­ma­gał się pro­po­zy­cji, wnio­sków i po­my­słów, więc Mi­cha­lina co­raz mniej pra­co­wała nad nie­roz­wią­zaną za­gadką. Stop­niowo przy­tło­czyły ją nowe obo­wiązki, za­częło bra­ko­wać jej czasu, wra­cała zmę­czona, nie­kiedy znie­chę­cona, roz­cza­ro­wana lub z uczu­ciem bez­sil­no­ści. Co­raz rza­dziej, prze­waż­nie tuż przed za­śnię­ciem, od­pły­wała my­ślami do pierw­szej sprawy i wtedy w jej gło­wie ko­ła­tały py­ta­nia, na które nie zdo­łała zna­leźć od­po­wie­dzi. Mimo to nie od­pusz­czała i wresz­cie wy­ty­po­wała osobę, która jej zda­niem za­biła He­lenę Mo­raw­ską. Nikt jed­nak nie po­trak­to­wał su­ge­stii Miśki po­waż­nie, po­nie­waż młoda po­li­cjantka nie po­tra­fiła zdo­być do­wo­dów na po­par­cie swej tezy. Miała tylko prze­czu­cie, a to zna­czyło tyle co nic.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki