Przerwana wieczność - Piotr Reimann
19.50 zł

Reflow text when sidebars are open.
Rozdział 1
Wszystko było już gotowe do przeprowadzenia eksperymentu. Michael przeszła od pierwszej kolumny do następnej, sypiąc siarkę na ziemi, stworzyła w ten sposób trójkąt. Potem do każdej kolumny przyczepiła pochodnię, z której wystawał kawałek sznurka umocowany do knota, ten zaś sznurek ciągnął się do środka utworzonego trójkąta. Dzięki temu Michael mogła odpalić wszystkie trzy pochodnie za jednym razem, stojąc pośrodku figury. Następnie poprosiła, aby przy jednej z kolumn postawiono tablicę z hieroglifami. Piktogramy były na tyle duże, że kobieta widziała je z daleka i mogła je odczytać, stojąc w trójkącie.
– Wszystko gotowe – dodała.
– No to zaczynajmy – uśmiechnął się Malcolm.
– Z kim mam się zobaczyć?
– Na razie to nie jest istotne, możesz sama wybrać. Zrozum Michael, nie chcę ci zaszkodzić, chcę pomóc. Jeśli ta, nazwijmy ją „maszyna”, dostanie się w niepowołane ręce będziemy straceni.
– Będziemy? – zdziwiła się Michael i dodała – To ja ją znalazłam i jeśli komuś może zaszkodzić, będę pierwszą osobą.
– Rozumiem cię doskonale, ale to nie czas na sprzeczki. Musimy sprawdzić, czy to działa. Jeśli tak, to musimy to zniszczyć, a jeśli nie, to przynajmniej będziesz miała ładną pamiątkę z ostatniej podróży.
– Powiedz Malcolm, jaki masz w tym interes?
– Żaden. Po prostu… – zamyślił się Malcolm i dodał – kocham cię.
– To jest żałosne, mogłeś wymyślić coś lepszego. Zaczynajmy, bo szkoda czasu. Pierre, podaj mi proszę okulary przeciwsłoneczne, ty załóż swoje, bo nie wiem, jaki będzie efekt tych „miłosnych poszukiwań”...
Rozdział 2
– Jeżeli naprawdę dane nam jest być ze sobą, to żadna odległość w tym nie przeszkodzi. Istnieje duchowa więź, dzięki której nigdy nie traci się kontaktu. Więź tę podtrzymuje się poprzez miłość, prawdę i wiarę. Jeśli kochasz, to i wierzysz, zachowując przy tym jednocześnie prawdę. Jednak gdy jeden z tych czynników ulegnie zachwianiu, wówczas i więź duchowa ulegnie zachwianiu. Trzeba naprawdę chcieć taką więź zerwać, bo ona jest bardzo mocno, pomimo iż inni jej nie odczuwają, tylko my.
– A czy ty wierzysz w naszą więź? – spytała Michael.
– Bardziej niż możesz to sobie wyobrazić – uśmiechnął się Janusz i pocałował Michael w czoło.
– Czy myślisz, że nasza miłość będzie trwała wiecznie? – spytała z niepokojem dziewczyna.
– To zależy wyłącznie czy oboje będziemy tego chcieli.
Michael stojąc w trójkącie przypominała sobie słowa, które padły w momencie ich rozstania w Turcji, po wyprawie na Ararat. Miała wtedy tyle wątpliwości, czy ich miłość przetrwa wszystko, okazało się, że śmierć przyszła za szybko, stała się prawdziwym, życiowym egzaminem. Przez te lata zadawała sobie tylko jedno pytanie: „dlaczego?”. Nikt nie potrafił jej powiedzieć, co ma robić, musiała żyć z dnia na dzień, mając świadomość, że została sama. Człowiek rodzi się po to, żeby umrzeć, ale umiera po to, aby żyć. Tego Michael nie rozumiała, nie potrafiła tego w pełni przyjąć, kochała Janusza i syna Karolka. Wszelkie próby wyjaśniania, tłumaczenia, a nawet oswajania się z rozstaniem spełzły na niczym. Teraz gdy stała w trójkącie, zastanawiała się, czym jest śmierć, ile pozostało z tego, co kiedyś obiecywała mężowi.
– A co, jeśli go rzeczywiście spotkam? – myślała – Co mu powiem? Nawet tego nie potrafię opisać... Trzeba wziąć się w garść i tyle.
Michael zapaliła pochodnię, którą trzymała w ręku, następnie zaczęła odczytywać półgłosem z tablicy hieroglify. Czytała bardzo uważnie, za każdym razem gdy nabierała oddech, czuła jak jej puls przyspieszał, krew szybciej płynęła. Na tablicy było zapisanych piętnaście linii, po odczytaniu pięciu trzeba było zapalić jedną pochodnię przymocowaną do kolumny ze środka trójkąta. Michael odczytała pierwsze pięć i zapaliła lont, tak samo zrobiła po przeczytaniu kolejnych hieroglifów. Gdy skończyła czytać, trzy pochodnie już były zapalone i w pewnym momencie siarka, która leżała na ziemi sama się odpaliła i utworzyła płonący trójkąt. Kobieta straciła przytomność i upadła, ale nikt nie podbiegł, żeby ją podnieść, każdy myślał, że to część planu. Ani Pierre, ani nawet Malcolm nie podejrzewali, że tak szybko się to skończy...