ROZDZIAŁ 2
Po zakończonej ceremonii pogrzebowej udajemy się do domu Warchołów. Jestem wdzięczna bliskim Tessy, którzy odciążyli mnie w organizacji stypy, bo nie miałam do tego głowy.
- Dokąd idziesz? - pyta Ben stojący w przedpokoju.
- Do łazienki. Zajmiesz mi miejsce przy stole?
- Jasne.
W pośpiechu wbiegam po schodach i zamykam się w toalecie na piętrze. Przez kolejne minuty z trudem walczę z potwornymi mdłościami, które nasilają się pod wpływem przelatujących mi przed oczami scen z pogrzebu. Znów widzę zapłakanych żałobników i tarzającą się po posadzce Tessę. Jak dobrze, że miała przy sobie Mariusza, który szybko pomógł jej wstać i nie puszczał przez resztę ceremonii.
Gdy czuję, że dłużej nie dam rady wstrzymywać wymiotów, pochylam się nad ustępem. Po wszystkim oddycham z ulgą i przepłukuję usta. Choć jestem u kresu wytrzymałości, wiem, że muszę jeszcze wytrwać kilka godzin. Tessa mnie potrzebuje. Nie mogę jej teraz opuścić.
Nienawidzę styp. Zauważyłam, że żałobnicy bardzo szybko porzucają temat zmarłego i albo wykłócają się o politykę, albo plotkują na temat wspólnych znajomych. Dziś nikt nie wspomina słowem o Basi, co akurat rozumiem. Rozmowa, w której uczestniczę, na szczęście dotyczy przyjemnego tematu. Nasza przyjaciółka Alicja Górecka zachwyca się koncertem jazzowym, na którym była parę tygodni temu. Artysta zrobił na niej tak duże wrażenie, że zamówiła wszystkie jego winyle. Przysłuchując się jej, widzę jednocześnie mamę Tessy, która nie odchodzi od okna, wpatrując się ze smutkiem w widok za nim.
- Taka dziś cudna pogoda - stwierdza w pewnym momencie kobieta, a ja przełykam ślinę, prosząc ją w myślach, by nie palnęła czegoś w stylu: "Bozia postarała się, żebyśmy pożegnali Basię w słoneczny dzień". Na szczęście nic takiego nie następuje.
Po sycącym obiedzie część gości wychodzi, a najbliższa rodzina i przyjaciele przechodzą do salonu.
- Chcesz, bym odprowadziła cię do sypialni? - pytam Tessę siedzącą z zamkniętymi oczami w fotelu. Ma bladą jak ściana twarz i boję się, że za chwilę zemdleje. Nie zjadła nawet kęsa soczystej pieczeni.
- Nie... Dam radę - odpowiada mi cichym, łamliwym głosem.
- Dobrze. Pamiętaj, że cały czas jestem przy tobie. Kocham cię, wiesz?
- Mhm.
Chwilę później odchodzę na bok z mężem Tessy i zaczynam wypytywać go o policyjne śledztwo.
- Nadal nic nie mają. Zero, żadnych tropów - wyjawia z rezygnacją. Widzę po jego podkrążonych oczach i pogłębionych zmarszczkach na czole i przy nosie, jak wiele go kosztuje ta sytuacja.
- Jak to w ogóle możliwe? Przecież w pobliżu przedszkola muszą być jeszcze jakieś kamery. Może niech sprawdzą monitoring na stacjach benzynowych?
- Twierdzą, że robią, co mogą, ale moim zdaniem tylko mydlą nam oczy. Albo ktoś nie chce, żebyśmy poznali prawdę, albo morderca dokładnie wszystko zaplanował i perfekcyjnie się przygotował. Tak czy siak jesteśmy w totalnej dupie. Czy Tessa miała ostatnio z kimś na pieńku? Wiem, że tobie mówi więcej niż mi.
- Nie dogaduje się ze wspólnikiem, ale to akurat wiesz.
- Taa... A może jest ktoś jeszcze?
- Nie. Nie sądzę. Zresztą ciężko mi sobie wyobrazić, by ktoś mógł aż tak nienawidzić Tessy, by chcieć skrzywdzić jej... - nie kończę, bo widzę, że Mariusz i tak ledwo się trzyma. - A ty?
- Co ja?
- Masz jakichś wrogów?
Mariusz odpowiada na moje pytanie zduszonym śmiechem.
- Jestem kierownikiem w supermarkecie. Niby kto miałby mi tak źle życzyć? Starsza pani, której nie pomogłem, gdy upierała się, że ekspedientka wydała jej o pięć groszy za mało?
- Zastanów się. Czasem wystarczy jeden mały błąd, by obudzić w drugiej osobie krwiożerczą bestię. Myślałeś o wynajęciu prywatnego detektywa?
- Rozmawiałem o tym z rodzicami. Poczekamy jeszcze trochę. Jeśli gliny nic nie wskórają, weźmiemy sprawy w swoje ręce. Do kurwy nędzy, Julita, ten potwór może sobie teraz spacerować swobodnie chodnikiem i szukać kolejnych ofiar! Tu już nawet nie chodzi o pomszczenie Basi. Trzeba go dorwać, zanim skrzywdzi kolejne dziecko - po tych słowach pociąga nosem i spuszcza głowę.
- Działajcie już teraz. Nie ma na co czekać - sugeruję, masując go po drżącym ramieniu. Oferuję też wsparcie finansowe, jeśli zajdzie taka potrzeba.
- Jesteś kochana, ale nie przyjmę od ciebie pieniędzy. Rodzice też się nie zgodzą. Już wystarczająco nam pomagasz. Będziemy twoimi dłużnikami do końca życia.
- Wiesz, że traktowałam Basię jak córkę. Czego się nie robi dla rodziny?
Rozmowę przerywa nam głośny jęk Tessy, która po chwili zaczyna też płakać niekontrolowanie. Mija kilka ciągnących się w nieskończoność minut, zanim udaje nam się ją uspokoić. Po wszystkim Mariusz bierze półprzytomną żonę na ręce i zanosi do sypialni.
- Ja pierdolę - wzdycha podpierający ścianę z posępną miną Ben.
- Wiem. I pomyśleć, że jeszcze miesiąc temu bawiliśmy się wszyscy razem na kręglach i planowaliśmy wspólne wakacje. Dlaczego życie jest tak okrutne? W jednej chwili wydaje ci się, że masz wszystko, a w drugiej patrzysz, jak twoje plany i marzenia odlatują na wietrze niczym nasiona mlecza.
- Co za porównanie... Nie wiedziałem, że taka z ciebie poetka - prycha Ben, po czym zatapia wzrok w siedzących przy stole Nikoli i Arturze. Znajomy mojej siostry masuje ją po udzie, powoli wsuwając dłoń pod czarną spódnicę. Widzę, że Nikoli się to podoba, bo przygryza prowokacyjnie dolną wargę, jakby zachęcała go do pójścia dalej. Ben nie może powstrzymać się od komentarza: - Serio, muszą to robić w takim momencie?
- Odpuść im. Nikt tego nie widzi - strofuję go.
- I co z tego? Wydarzyła się tragedia, Julita. A oni zachowują się tak, jakby przyszli do burdelu - nie odpuszcza. - W ogóle po co ona go tu przyprowadziła? Założę się, że nawet nie pamięta naszych imion...
- Mam pomysł: idź i powiedz im to prosto w twarz. No, na co czekasz? - prowokuję go.
W odpowiedzi mój mąż przewraca oczami.
- Chyba nigdy nie doczekam dnia, w którym przejrzysz na oczy i zrozumiesz, że twoja siostrunia wcale nie jest taka idealna, jak myślisz.
- Ciekawe, że tak o niej mówisz, zważywszy że gdyby nie ona, nigdy byśmy się nie poznali - wypominam mu.
Nikola, która jest współzałożycielką szkoły językowej, była sześć lat temu korepetytorką Bena. Któregoś razu złożyłam jej niezapowiedzianą wizytę, akurat w chwili, gdy kończyła lekcję z moim przyszłym mężem. Później się dowiedziałam, że zrobiłam wówczas na nim tak duże wrażenie, że poprosił Nikolę o mój numer telefonu. Ona zaś przekazała mu go, nie konsultując tego ze mną. Przyznaję, miałam do niej o to pretensje. A potem, nie wiedzieć czemu, przyjęłam zaproszenie Bena na spacer i kawę. Nie był nawet w moim typie - wysoki, szczupły, gładko ogolony i ubrany w pasiastą koszulę - nie przypominał mężczyzny z moich marzeń, czyli dobrze zbudowanego brodacza z szerokimi ramionami, w których zawsze będę mogła się schronić. A jednak bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język. Najbardziej urzekły mnie jego pewność siebie i umiejętność rozmawiania na najróżniejsze tematy. Choć nigdy nie studiował, wydawał się bardziej oczytany i obeznany w świecie niż niejeden absolwent prestiżowego kierunku. Respektował też moją przestrzeń i nie robił niczego, na co bym mu nie pozwoliła. Już po kilku spotkaniach w głowie zakiełkowała mi myśl, że przyjemnie byłoby przez kolejne lata budzić się u boku tak ułożonego faceta.
Zanim Ben zdąży się odnieść do mojego komentarza, wykrzywia się ze zgorszeniem na widok Nikoli, która wstaje z krzesła i siada Arturowi na kolanach.
- Serio, kurwa?
- Kochanie, wyluzuj. Proszę. Nikt na nich nie patrzy.
- A co mnie to obchodzi? Tu chodzi o przyzwoitość. Jeszcze tylko brakuje, by Nikola rozpięła mu koszulę i zaczęła go lizać po tych dodatkowych sutkach. Ile ich łącznie ma? Cztery czy pięć? - nie odpuszcza Ben, coraz bardziej mnie irytując.
- Będziemy teraz dyskutować na temat sutków Artura?
- A czemu nie? Nikola ostatnio pieprzyła o nich dobry kwadrans. Ciekawe, jakie jeszcze ma fetysze...
- Wiesz, mógłbyś przyznać, że tu wcale nie chodzi o moją siostrę.
- Yyy?
- Od początku masz problem z Arturem. Myślisz, że tego nie widzę?
- Nie doszukuj się nie wiadomo czego. Po prostu wkurza mnie ich dzisiejsze zachowanie.
- Na pewno chodzi tylko o to? A może drażni cię widok kobiety po czterdziestce z młodszym partnerem?
Ben zatapia we mnie pełne litości spojrzenie.
- Za kogo ty mnie masz, Julita?
- Za faceta, który niejeden raz udowodnił, że ma dość staroświeckie poglądy na związki. Co zawsze mnie dziwiło, biorąc pod uwagę twoją wysoką inteligencję.
- Nie wiem czy mam się obrazić, czy ci podziękować.
- Po prostu przestań się czepiać mojej siostry. Po pierwsze: Artur ma trzydzieści pięć lat. Nie jest licealistą, którego uwiodła nauczycielka. To dorosły facet, który wie, czego chce. A po drugie: dziewięć lat różnicy to nic. Gdy mężczyzna znajduje sobie dużo młodszą partnerkę, wszyscy gratulują mu dobrego gustu. Dlaczego to nie działa w drugą stronę?
- Mam gdzieś tę różnicę wieku. Powaga. Ja tylko nie rozumiem, dlaczego tak wspierasz tę znajomość.
- Chcę, by moja siostra wreszcie ułożyła sobie życie z jakimś fajnym facetem. A Artur zrobił na mnie dobre wrażenie.
- Zatem gratuluję braku instynktu samozachowawczego - rzuca z przekąsem Ben i oddala się ode mnie w kierunku wyjścia.
*
- Jeszcze raz dzięki za wszystko - mówi późnym wieczorem wzruszony Mariusz, żegnając się ze mną czułym uściskiem.
- Nie ma problemu. Wpadnę jutro po południu. Wcześniej muszę załatwić parę spraw na mieście.
- Dobrze. Jedź ostrożnie - zwraca się do stojącego przy aucie Bena.
- Jak zawsze.
Gdy wreszcie przekraczam próg naszego domu na Ursynowie, udaję się prosto do łazienki i napełniam wannę gorącą wodą.
- Mogę do ciebie dołączyć? - pyta Ben, po czym rozbiera się do naga, nie czekając na moją odpowiedź, i zachodzi mnie od tyłu. - Wiesz, tak sobie pomyślałem, że skoro Rafałek został na noc u twoich rodziców, to moglibyśmy wreszcie trochę pohałasować...
- Proponujesz mi dziki seks po tym, co parę godzin temu powiedziałeś na temat Nikoli i Artura?
- Możemy o tym na chwilę zapomnieć i skupić się na sobie? - Ben szczypie mnie delikatnie w prawy pośladek i całuje w szyję.
- Wybacz, kotku. Wydarzyła się tragedia. A ty zachowujesz się tak, jakbyś przyszedł do burdelu - parafrazuję jego słowa ze stypy.
- Mistrzyni celnych ripost w formie - ironizuje Ben, zakładając z powrotem bokserki. - Chciałem ci tylko trochę poprawić humor po tym chujowym dniu.
- Rozumiem, ale jedyne, czego teraz potrzebuję, to chwila relaksu w gorącej wodzie.
Ben odczekuje jeszcze kilka sekund, licząc, że zmienię zdanie.
- Jak chcesz. Idę zatem obejrzeć jakiegoś pornosa.
- Miłego seansu - rzucam, a on posyła mi na odchodne cwaniacki uśmieszek.
Leżymy do drugiej na kanapie w salonie i wyciszamy się przy skrajnie głupim randkowym reality show. Ben wypija w tym czasie trzy piwa, dzięki czemu po położeniu się do łóżka zasypia w ciągu chwili. Ja zaś jeszcze długo przewracam się z boku na bok, rozpamiętując ostatnie dwa tygodnie i zaciskając zęby na myśl o tym, że ta straszliwa tragedia równie dobrze mogła spotkać mnie. Boże, gdyby ktoś tak nagle odebrał mi Rafałka... Nie, muszę to natychmiast wyrzucić z głowy. Ostrożnie wygrzebuję się spod kołdry i podchodzę do okna, po czym siadam na parapecie i zatapiam wzrok w nocnym niebie. Czy po stracie Rafałka byłabym w stanie dalej żyć? Odpowiedź jest prosta: nie. Wiem jednak, że zanim bym ze sobą skończyła, wyrównałabym rachunki z tym, kto mi go odebrał. Oblałabym takiego potwora benzyną i podpaliła, delektując się widokiem jego agonii. Bydlę, które zabiło Basię, zasługuje na taki sam koniec. Musi czuć, jak płonie każdy milimetr jego ciała i wrzeszczeć wniebogłosy do ostatniego tchu. Właśnie dlatego nie możemy się poddać. Dorwiemy go i wymierzymy mu karę. A potem spróbujemy poskładać do kupy nasze pogruchotane serca. Wierzę, że nam się to uda, jeśli tylko będziemy się trzymać razem. W rodzinie siła.