Lęk przestrzeni z PWS-em
No to jedziemy! Super. Odpocznę, wykuruję styrane członki (kończyny oczywiście mam na myśli i korpus też). Nabiorę sił do dalszego zapierniczania na wszystkich frontach. Ech... Jak będzie pięknie...
I w tej sielankowej podecyzyjnej rzeczywistości na tafli spokoju nagle się pojawia rysa niepewności. A jak mi tam nie dadzą odpocząć (i nie chodzi o członki!)? Co jeśli dostanę się do pokoju z czwórką zramolałych tetryków, których będę musiał ogarniać, bo się rozpierzchną w nieładzie po ośrodku i szukaj wiatru w polu? A może trafię do pokoju z chrapiącym wniebogłosy kuracjuszem? A jeżeli ktoś będzie cały czas do mnie gadał i co drugie zdanie usłyszę "panie szanowny", "No wie pan" albo "Takie życie - co poradzisz"? No przecież qurła zwariuję! Nie, nie jadę!!! Nie ma opcji, na bank trafię na jakiegoś frika i go zamorduję w trzeci dzień. To mi przygoda z wypoczynkiem "panie szanowny" i "że tak powiem".
Panika przyszła tak samo znienacka jak akceptacja. Normanowie mogliby nauczyć się ode mnie latania ze strachu, który uskrzydla. Panika ze strachem to taki drink, który zmusza do zastanowienia. Po ustąpieniu pierwszych syndromów, gdy już przestaje się krzyczeć, biegać w kółko i wyjdzie się z toalety, namysł nad sytuacją i JEST! Trzeba załatwić pokój "jedynkę". Szybkie wertowanie skierowania i masz! Nawet jest rozpiska, za jaki pokój i ile się dopłaca w wersji z prywatnym węzłem sanitarnym lub ewentualnie jedynka w dwuosobowym studio ze wspólną łazienką, pokoje dwuosobowe, trzyosobowe, czwórki ze sternikiem - jest wszystko, czego kto zapragnie. "Reszta to sprawa pieniędzy", wtedy tak pomyślałem. I przekonałem się, po raz enty w życiu, że pieniądze nie są najważniejsze... Łaps za telefon i już jestem w modusie "Całuję rączki, Złociutka...".
- Dzień dobry, z tej strony Paweł Piliszko. Mam skierowanie do państwa przepięknego ośrodk... - Nie zdążyłem się rozwinąć, gdy "Złociutka" mi przerwała.
- Na kiedy to skierowanie?
Żeby była jasność, dzień dobry musiałem pominąć w zdziwieniu szybkiej interakcji przerywanej.
- Już sprawdzam... Od 23 stycznia do 13 lutego.
- To w przyszłym roku!
- No tak - nie daję za wygraną - jednak bardzo mi zależy, aby dowiedzieć się ważnych dla mnie tematów. Mam tutaj przy skierowaniu podpiętą rozpiskę, ile kosztują dopłaty do poszczególnych rodzajów pokoi i ja chciałbym... - i znów gwałt słowny.
- Wszystkie opłaty pobieramy na miejscu po zakwaterowaniu - wystrzeliła Pani Recepcjonistka.
- Super! Będę przygotowany. Chciałbym zatem zarezerwować jedynkę z pełnym węzłem sanitarnym, najlepiej gdzieś na końcu korytarza w zaciszu. Dopłacę do dodatkowego komfortu, jeżeli będą jeszcze jakieś ekstra udogodnienia.
Tym razem chwilę trwało, zanim usłyszałem coś w słuchawce. Teraz już wiem, że Pani musiała się wytarzać najpierw ze śmiechu i zawołać koleżanki, bo jakiś dziwak pomylił hotel z sanatorium. Nie dała mnie jednak na głośnik, bo zakończyła szybko rozmowę:
- Nie dokonujemy żadnych wcześniejszych rezerwacji telefonicznie.
- Ale...
- Proszę kontaktować się z nami drogą mailową. Do widzenia!
- Ale...
"Ale" poleciało już w pustkę. Moja już dobrze znana koleżanka Panika wywróciła mi wnętrzności, a kumpel Strach rozłożył łapki (i inne członki też).
No nic, przecież nie ma co się stresować. Trzasnę maila i zamykam temat jedynki z pełnym węzłem sanitarnym. Opisałem całemu już Szanownemu i Przewspaniałemu ośrodkowi, jakie mam oczekiwania i że ze mną można konie kraść, bo ja przecież zapłacę i będę grzeczny i wszystko, co tylko chcecie. Odpowiedź, o dziwo, przyszła bardzo szybko. Nie musiałem się denerwować, czekając. Zacząłem się denerwować, czytając. "Niestety, nie ma możliwości rezerwacji pokoi przed przyjazdem i w pierwszej kolejności mają dostęp do "jedynek" (nie wiem, z jakimi węzłami) pacjenci ze skierowaniem od lekarza, pod warunkiem, że taka forma jest uzasadniona".
No przecież jest uzasadniona! Nosz k... m...!!! Jak nie jest, jak jest!!! Ja nie będę z jakimiś troglodytami obśliniał się na Rozamundę czy Pankracę po sześćdziesiątce! Nic nie mam do pięknych, dojrzałych kobiet - mam za to coś do troglodytów i ich formy przekazu. Ja delikatny jestem i mógłbym nie unieść pogaduszek. O matko, o matko... Jadę do lekarza! Trzeba coś wymyśleć, aby zabezpieczyć wszystko, wszystko.
- Taaaaakkkk... Co my tu napiszemy? - Mój kochany doktor drapał się długopisem za uchem, bo pierwszy raz ktoś poprosił o zaświadczenie lekarskie dotyczące konieczności pobytu w sanatorium w "jedynce" z PWS-em (pełnym węzłem sanitarnym).
- Noooo nie wiem... Może, może, może... no nie wiem. A nie miał pan doktor już takich zaświadczeń?
- Nie.
- ?
Skończyło się na telefonach do zaprzyjaźnionych lekarzy, którzy też nie wiedzieli, co napisać. W końcu Eureka!
- Przecież jaaaa maaaam bezdech! - wykrzyknąłem zafascynowany swoją wnikliwością i przebiegłością zarazem.
- Dobra! - ucieszył się Pan Doktor. Ale chyba z tego, że jest jakiś konkret, że coś tam napisze i pozbędzie się namola od sytuacji dziwnych.
I tak się stało. Zostałem właścicielem przepięknego zaświadczenia lekarskiego:
"Z uwagi na bezdech senny i konieczność stosowania protezy powietrznej zalecane jest umieszczenie pacjenta w jednoosobowym pokoju podczas pobytu w sanatorium".
Z dumą napisałem do Pani, że mam już zaświadczenie i jestem gotów do dalszej procedury przyjmowania mnie w ramiona Sanatorian. Pani podziękowała za informację i napisała ponownie, że nie można wcześniej rezerwować pokoi i zaprasza mnie na rozpoczęcie turnusu. Zgłupiałem. Przecież wszystko mam! Dotarło do mnie, że groza trwa. Nic nie jest pewne. Wszystko może się zdarzyć. Gdy dopytywałem, co jeszcze mogę zrobić, by zwiększyć swoje szanse, pani odpisała:
"Pracujemy od 7.30".
Lęk, z kim będę dzielił wspólną przestrzeń, nie minął.