Przemiany ludzkiego ciała - Gavin Francis

-
Proszę czekać

 

Podziękowania

Inspiracji do napisania tej książki dostarczyło mi dwadzieścia lat wspomnień zebranych podczas pracy w przychodni, toteż najbardziej wdzięczny jestem moim pacjentom. Ponieważ jednak mam obowiązek chronić ich prywatność, nie mogę wymienić tutaj ich imion i nazwisk, a tylko podziękować w takiej formie jak powyżej. Mogę natomiast wymienić kogoś innego: Andrew Franklin, Cecily Gayford i Penny Daniel z Profile, oraz Kirty Topiwala z Wellcome Collection - bardzo dziękuję za Wasze zaufanie, wsparcie i redaktorski talent. Suzanne Hillen przepięknie zadiustowała tekst, a bukiet z wyrazami wdzięczności należy się także Jenny Brown - jedynej znanej mi agentce literackiej, która oferuje również opiekę nad dzieckiem.

Lee Illis pozwolił mi skorzystać ze swoich bezcennych spostrzeżeń na temat porfirii i likantropii, a Genevieve Lively zgodziła się, bym zacytował jej książkę o Owidiuszu. Inspirację dla niektórych wątków z rozdziału Poczęcie znalazłem w eseju Thomasa Laqueura Orgasm, generation and the politics of reproductive biology z 1986 roku. Carrie Vout z uniwersytetu w Cambridge pomogła mi prawidłowo odczytać twórczość Owidiusza i mit o Herkulesie, a Douglas Cairns pomógł mi prawidłowo odczytać twórczość Heraklita i Nikandra. Rozdział Kulturystyka nie powstałby bez książki Bench Press Svena Lindqvista. W tworzeniu rozdziału Skóra głowy niezwykle istotna okazała się praca Claire Preston na temat Thomasa Browne'a. Malcolm McCallum z uniwersytetu w Edynburgu poświęcił ogromną ilość czasu i energii, wspierając moje poszukiwania podczas pisania tej książki. Kiedy pisałem Narodziny, pomogła mi książka Thomasa Morrisa The Matter of the Heart, a Marina Warner została moją przewodniczką po europejskich i bliskowschodnich mitach dotyczących odmłodzenia. Z wdzięcznością przyznaję, że podczas tworzenia Anoreksji wykorzystałem znakomity esej Katy Waldman There once was a girl, opublikowany w magazynie "Stale". Za pomoc przy Halucynacjach dziękuję Theresie Kiyocie, potwierdzając jednocześnie wpływy artykułu Paula i Johna Lysakerów Schizophrenia and alterations in self-experience z 2010 roku. Thomas Williams z uniwersytetu w Edynburgu i Louise Bath z edynburskiego Royal Hospital for Sick Children (w tej książce pojawiającego się jako Chore Dzieciaki) hojnie dzielili się radami i przemyśleniami, pomagając mi przy rozdziałach o dojrzewaniu płciowym i gigantyzmie, podobnie jak James Hall i Iain McClure. Chitra Ramaswamy pozwoliła mi na zamieszczenie obszernych cytatów z jej książki Expecting, a Maggie Nelson - z The Argonauts. Elan Anthony zgodził się na zacytowanie swojej wypowiedzi o zmianie płci na pierwotną. Profesor Dick Saab potwierdził szczegóły autopsji przytoczone w rozdziale o płci. Diane Mickley udzieliła zgody na zacytowanie swoich poglądów na temat anoreksji. Jestem niewymownie wdzięczny tym wszystkim osobom. Dziękuję również profesor Jo Arendt, która nadzorowała moją pracę dyplomową o rytmie dobowym w Antarktyce - to jej zawdzięczam część materiału w rozdziale Jet lag. James Kern chętnie zgodził się na zamieszczenie jego słów o przekształcaniu niechcianych tatuaży w nowe wzory. Stephen Owens, Kalilu Sanneh i Conor Doherty wprowadzili mnie w lokalną społeczność Keneby w Gambii. Ailsa Gebbie zaprosiła mnie do poradni dla kobiet z menopauzą w Edynburgu, a Louise Foxcroft, Germaine Greer, Iona Heath i nieżyjąca już Ursula Le Guin pozwoliły na publikację swoich przemyśleń na temat menopauzy - oficjalnych i nieoficjalnych. Sergio Bestente, świetny redaktor i przyjaciel, przedstawił mi książkę Marthy Feldman The Castrato. Spadkobiercy Anatole'a Broyarda zgodzili się na zacytowanie fragmentów z jego esejów. Wszystkim im składam ogromne podziękowania. Andrew Gannon, Olivia Giles i Jamie Andrew uprzejmie zgodzili się zdradzić mi więcej szczegółów na temat pracy z protezami i ich wykorzystania w codziennym życiu. Profesor Richard Morris z uniwersytetu w Edynburgu podzielił się ze mną refleksjami na temat pamięci i uszkodzeń mózgu. Karen Edgar w Nowym Jorku i spadkobiercy Aleksandra Łuriji w Moskwie zgodzili się na zacytowanie listu tego uczonego do Olivera Sacksa, poprzednio opublikowanego w zbiorze Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem. Damien Hirst okazał życzliwość, pozwalając mi zacytować swój komentarz z "The Telegraph" na temat śmierci i śmiertelności. David Farrier i Peter Dorward przeczytali jedną z pierwszych redakcji tej książki i opatrzyli ją cennymi komentarzami.

Wczesna wersja rozdziału o płci została opublikowana w "The New Republic" z listopada 2015 roku. Napisanie go - z pomocą Sarah Kennedy i Jennifer Whyte - pozwoliło mi rozpocząć podróż w krainę przemian ludzkiego ciała. Dziękuję redaktorom za pozwolenie na publikację w tej książce niektórych jego fragmentów, a Laurze Marsh i Emmie Foehringer Merchant - za biegłość w ich zredagowaniu. Wcześniejsze wersje Wilkołaków i Śmierci pojawiły się w "London Review of Books". Mary-Kay Wilmers zgodziła się, by włączyć je do tej książki, a Paul Myerscough zajął się ich uważną redakcją. Część materiału do rozdziału o śnie zebrałem podczas pracy nad artykułem Cerebral Hygiene (Higiena mózgu), opublikowanym również w "London Review of Books", natomiast informacje o sieciach neuronowych i plastyczności synaptycznej w rozdziale o pamięci - podczas pracy nad recenzją książki Santiago Ramóna y Cajala In The Flower Garden of the Brain w "New York Review of Books".

Dziękuję również koleżankom z praktyki medycznej Dalkeith Road: Teresie Quinn, Fionie Wright, Ishbel White, Janis Blair, Geraldine Fraser, Pearl Ferguson, Jennie Pemberton, Lynsay McDonald, Sharon Lawson i Nicoli Gray - jesteście niezrównane.

Na samym końcu załączam podziękowania dla Esy, za wszystkie zmiany, jakie przechodziliśmy razem na różnych etapach życia.

 

 

"Opowiem, jak się w nowe kształty przemieniały ciała".

Owidiusz, Metamorfozy[2], ok. 8 roku

"Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi".

Lotar, władca Świętego Cesarstwa Rzymskiego, ok. 840 roku

"I wówczas ja, kobieta, za jednym pstryknięciem palców Losu zostałam przeobrażona w mężczyznę".

Christine de Pizan, The Mutation of Fortune, 1403 rok

"Reszta ludzi to nic innego niż wiązka czy zbiór różnych percepcji, które (...) znajdują się w nieustannym stanie płynnym i ruchu".

David Hume, Traktat o naturze ludzkiej[3], 1739 rok

"Staw pozostał nie zmieniony i woda w nim wciąż jest ta sama, na którą patrzyły moje młodzieńcze oczy; cała zmiana dokonała się we mnie".

Henry Thoreau, Walden[4], 1854 rok

"Przemiana rządzi naturalnymi zjawiskami (...), odzwierciedla zmienny charakter wiedzy i nastawienia wobec natury ludzkiej".

Marina Warner, Ovidian Metamorphosis in Contemporary Art[5], 2009 rok

2 Owidiusz. Metamorfozy, przekł. A. Kamieńska i S. Stabryła, Wrocław 1995.

3 D. Hume, Traktat o naturze ludzkiej, przekł. C. Znamierowski, Warszawa 2005.

4 H. Thoreau, Walden, czyli Życie w lesie, przekł. H. Cieplińska, Warszawa 1991.

5 M. Warner, Ovidian Metamorphosis in Contemporary Art, [w:] C. Saunders, The Body and the Arts, 2009.

 

I   Transformacja

"Z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż się jeszcze rozwija nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu"[7].

Karol Darwin, O powstawaniu gatunków

Niedaleko mojego gabinetu lekarskiego znajduje się park, w którym rosną szpalery wiśni i wiązów, co roku przechodzących przepiękny cykl zmian. Jeżeli mam chwilę przed rozpoczęciem pracy, siadam na ławce i przyglądam się im przez kilka chwil. Zimą zdarzają się burze, które w ostatnich latach powaliły kilka najwyższych wiązów. Kiedy drzewa te się przewróciły, wyrwane z korzeniami, u ich podstawy otworzyły się rozpadliny, głębokie niczym groby. W okolicach Wielkanocy gałęzie nabrzmiewają zielenią tak urokliwą, że wiem już, dlaczego niektórzy wyobrażają ją sobie jako niebiański kolor. Gdy wiosną kwitną wiśnie, trawniki usiane są płatkami ich kwiatów, a każdy, kto przespaceruje się pod ich gałęziami, zostaje udekorowany na różowo. Latem w powietrzu unosi się ostry, gęsty aromat - ludzie urządzają tu grilla. W cieniu drzew na kocach igrają małe dzieci, a po linach rozciągniętych między pniami chodzą akrobaci. Moja ulubiona pora roku to jesień: nad głową rozciąga się wówczas ogromna przestrzeń nieba, powietrze wydaje się przejrzyste i ostre w smaku, a u moich stóp piętrzą się stosy karmazynowych, soczyście brązowych i złotych liści. Sycę oczy widokami z tego parku od dwudziestu pięciu lat, ponieważ przylega on do uczelni medycznej, na której studiowałem.

Jesienne liście w parku Meadows, Edynburg (2017), ze zbiorów Gavina Francisa

W wieku 18 lat, na pierwszym roku studiów, chadzałem między kolorowymi pagórkami liści na zajęcia z biochemii, które będę pamiętać do końca życia. Podczas tych wykładów przeżyłem niemalże oświecenie: zbliżyłem się do wyjaśnienia tajemnicy życia zapisanej w tych misternych i złożonych procesach. Początki wyglądały niepozornie: na ścianie wyświetlono nam złożony schemat cząsteczki hemoglobiny. Wykładowczyni wyjaśniła, że związek chemiczny wiążący tlen w komórkach krwi, znany jako pierścień porfirynowy, jest podstawowym elementem zarówno hemoglobiny, jak i chlorofilu, który przetwarza energię światła słonecznego w liściach. "To dzięki porfirynom - stwierdziła - możliwe jest życie na Ziemi w kształcie, jaki znamy". Nad nią, na ścianie, widniała struktura cząsteczkowa wyglądająca jak czterolistna koniczyna, z "listkami" porfiryny połączonymi w złożony kształt przypominający architekturę gotyku. W centrum, pomiędzy czterema listkami tkwił atom żelaza, czerwony niczym rozpalona lawa.

"Kiedy tlen zostaje związany w sercu każdego listka - wyjaśniała - cząsteczka ta czerwienieje jak klonowy liść jesienią; gdy tlen jest uwalniany, ciemnieje do fioletu". Do tego momentu była to czysta biochemia. "Nie jest to jednak proces statyczny - dodała wykładowczyni - wręcz przeciwnie, jest on dynamiczny i pełen życia". Przyłączenie tlenu przekształca całą chemiczną "kolebkę"; ciśnienie transformacji pociąga za maleńką atomową dźwignię, która wygina pozostałe trzy listki cząsteczki, ułatwiając przyłączenie większej ilości tlenu. To eleganckie biochemiczne rozwiązanie wywarło na mnie wrażenie tak wielkie, że niemal przeżyłem iluminację. Z perspektywy czasu oceniam ją jako zaskakującą: przecież powinno być dla mnie oczywiste, że zarówno w chlorofilu, jak i w hemoglobinie cząsteczki współpracują ze sobą, by podtrzymać życie.

Patrząc na schemat, próbowałem sobie wyobrazić miliardy molekuł mojej własnej hemoglobiny, o kształtach zmieniających się za każdym oddechem, gdy przechwytują tlen w moich płucach. Potem puls serca przepycha rzekę krwi do mózgu, mięśni i wątroby, a jednocześnie pozostała krew przepływa tę samą drogę w odwrotnym kierunku. Zmiana ta wydawała się równie powtarzalna i ponadczasowa jak coroczny cykl życia liści, jednak w pierwszej chwili uznałem za nieprawdopodobny fakt, że zachodzi ona z dużo większą częstotliwością w moim ciele.

Czułem coraz większy szacunek, a nawet swego rodzaju radość, że wśród biochemicznego chaosu panującego w ludzkim organizmie można znaleźć tak piękny i uporządkowany proces.

Transformacja jest jednym z najstarszych i najważniejszych motywów w literaturze i sztuce. Dwa tysiące lat temu rzymski poeta Owidiusz przedstawił naturę i rodzaj ludzki jako rodzaj kipiącego wiru, w którym cała materia, ożywiona i nieożywiona, porusza się w cyklach zmian, "jak w miękkim wosku odbijają się coraz to nowe kształty, a on nie pozostaje taki, jaki był, i nie zachowuje tych samych figur (...). Wszystko płynie i każda rzecz powstaje jako zjawisko zmienne"[8]. Owidiusz zakończył swój poemat deklaracją braterstwa istot żywych i żarliwą prośbą, by traktować je wszystkie jednakowo, z empatią. Leży ona również u podstaw lekarskiej praktyki - wszak medycynę można opisać jako sojusz nauki z życzliwością.

"Być żywym" oznacza "przechodzić nieustanne zmiany". Nasze ciała są kształtowane i budowane od nowa przez otoczenie, które przenika je, zacierając ich granice. Woda, która teraz płynie w rzece, pieniła się niegdyś na szczytach morskich fal, a za rok może stanowić składnik krwi w żyłach twojego sąsiada. Płyn w twoim mózgu niegdyś opadał w kroplach deszczu na prehistoryczne krajobrazy i falował podczas przypływów i odpływów dawno już nieistniejących oceanów. Z tej perspektywy każdy człowiek jest płynnym strumieniem lub gorejącym ogniem: co chwila się zmienia. Rosnąc, chorując i zdrowiejąc, przystosowując się i starzejąc, nasze ciała w nieunikniony sposób zmieniają formę - podobnie jak umysły podczas snu, uczenia się i zapamiętywania.

Podczas zwykłego dnia pracy w przychodni przyjmuję co najmniej dwanaście osób przed południem i tyle samo po południu. Dwadzieścia cztery rozdziały tej książki są równie urozmaicone, jak dwadzieścia cztery przypadki, konsultowane przeze mnie czasem nawet tego samego dnia. Podczas lektury będziecie mieli okazję zaobserwować, jak wykorzystuję w pracy te zmiany, które pomagają pacjentom, i jak próbuję spowolnić te, które nas ograniczają. Mimo ich mnogości i rozmaitości opisałem tu zaledwie część przeobrażeń, których świadkiem miałem zaszczyt być jako lekarz.

Kategorie metamorfoz opisanych w tej książce w wielu przypadkach się pokrywają, lecz około jednej czwartej rozdziałów poświęciłem najważniejszym zmianom zachodzącym w życiu człowieka: poczęciu, narodzinom, dojrzewaniu, ciąży, menopauzie i śmierci. Coraz częściej wymagamy od lekarzy, by asystowali nam podczas tych przeobrażeń (albo żeby je powstrzymali). W kolejnej części rozdziałów przyjrzymy się sytuacjom, które mają moc zmiany naszych ciał i umysłów, takich jak amputacje, złamania, nierównowaga hormonalna czy nawet rak. Nasze myśli w każdej sekundzie płyną, toteż kolejne 25 procent rozdziałów omawia zmiany, w wyniku których przeobraża się umysł, od spoczynku i snu, poprzez procesy pozwalające zapamiętywać, aż po rozmaite objawy zaburzeń psychicznych, które obserwuję czasem jako lekarz rodzinny. Ostatnia ćwiartka zaś to zmiany, na które decydujemy się z własnej woli: możemy kształtować rzeźbę mięśni, naznaczyć skórę tatuażem, wzmocnić albo przekształcić swoje ciała w inny sposób, tak by uczynić je idealnymi lub dopasować do obrazu samych siebie, pielęgnowanego w wyobraźni jako autentyczny. W takich przypadkach staram się pomóc w przeprowadzeniu zmian pomocnych pacjentom, a powstrzymać te, które mogą się dla nich skończyć źle.

Słowo "pacjent" pochodzi od łacińskiego patiens - "cierpiący". Praktykowanie medycyny oznacza zatem poszukiwanie sposobów, by ulżyć cierpiącemu. Zmiana interesuje mnie jako autora - przekonanego, że od tysiącleci jest ona podstawową metaforą poetów, artystów i myślicieli - a także jako lekarza, ponieważ praktykowanie medycyny polega na szukaniu pozytywnej transformacji - choćby najmniejszej - w umysłach i ciałach moich pacjentów. Chciałbym, żeby czytelnicy potraktowali ten zbiór esejów jako książkę napisaną ku czci dynamizmu i przeobrażeń zachodzących w ludzkim życiu: zarówno zmian myślenia o ciele człowieka, jak i samych procesów. Zmiana jest nie tylko możliwa, ale wręcz nieunikniona: to przesłanie niesie nadzieję dla nas wszystkich.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

7 K. Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, przekł. S. Dickstein i J. Nusbaum, Warszawa 2001.

8 Owidiusz, op. cit.