Przegrani zwycięzcy. Wspomnienia ambasadora Polski w Stanach Zjednoczonych w czasie II wojny światowej - Jan Ciechanowski


Reflow text when sidebars are open.
Rozdział IAkredytacja
- Proszę wejść, panie ambasadorze. Cieszę się, że mogę pana powitać. Jeśli wierzyć mojej matce, jestem, zdaje się, jedynym Rooseveltem, którego pan jeszcze nie poznał.
Tymi oto przyjacielskimi słowami przywitał mnie prezydent Roosevelt słonecznego poranka 6 marca 1941 roku, po tym jak wkroczyłem do jego gabinetu w Białym Domu wprowadzany przez przesympatycznego George'a Summerlina, szefa Wydziału Protokołu Dyplomatycznego w Departamencie Stanu. Przybyłem tam, by złożyć pierwszą oficjalną wizytę prezydentowi Stanów Zjednoczonych w celu przedstawienia moich listów uwierzytelniających po niedawnym mianowaniu na stanowisko ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej.
Pan Summerlin oświadczył mi wcześniej, że aby uniknąć komplikacji wynikających z neutralności Ameryki w świecie rozdartym przez wojnę totalną toczoną przez Hitlera, prezydent postanowił w znacznym stopniu uprościć wszelkie procedury protokolarne. Zrezygnował zatem z formalnych przyjęć w Białym Domu, podczas których dochodziło do krępujących sytuacji, kiedy to wysłannicy Niemiec i innych satelickich państw Osi musieli stanąć twarzą w twarz z przedstawicielami Wielkiej Brytanii i państw sojuszniczych. Niemniej wciąż spodziewałem się dość oficjalnego spotkania z prezydentem Rooseveltem, tymczasem zostałem przezeń przyjęty z dużym ciepłem i ujmującą prostotą, jakże uderzającą ze strony człowieka, który przez moich rodaków, ale chyba i przez wszystkich Europejczyków, postrzegany był jako Mąż Opatrznościowy.
Kiedy już uścisnąłem dłoń prezydenta, wskazał mi on krzesło przy swoim biurku, po czym rozpoczął rozmowę, prowadzoną w nader miłym i lekkim tonie. Na początek wyznał mi, że był świadom mojej wcześniejszej misji w Stanach Zjednoczonych, kiedy to w latach 1925-1929 reprezentowałem Polskę w Waszyngtonie. Powiedział, że jak mu wiadomo, już wówczas wykazywałem żywe zainteresowanie amerykańskim życiem i polityką.
- Pamiętając Amerykę z tamtych czasów, teraz dostrzeże pan zapewne wiele zmian - powiedział prezydent.
Ja ze swojej strony zapewniłem go, że tak naprawdę nigdy nie zaprzestałem przyglądania się najnowszym trendom w amerykańskim życiu politycznym, a ponadto śledziłem też jego własne wystąpienia i byłem pod dużym wrażeniem sposobu, w jaki starał się nadawać kierunek polityce swojego kraju od momentu wybuchu wojny w Europie.
Prezydent zapytał, co szczególnie uderzyło mnie zarówno jako Europejczyka, jak i pilnego obserwatora polityki amerykańskiej. Odparłem, że jako Europejczyk dostrzegam, że choć formalnie Stany Zjednoczone pozostają neutralne, to z ideologicznego punktu widzenia zaangażowały się w tę wojnę od samego jej zarania. Jako zaś obserwator amerykańskiego życia politycznego mam nieodparte wrażenie, że mój rozmówca niestrudzenie pracuje nad stopniowym przygotowywaniem społeczeństwa amerykańskiego do kolejnego etapu rozwoju wydarzeń, w którym Stany Zjednoczone będą bez wątpienia musiały odegrać znaczącą rolę, możliwe nawet, że jeszcze w trakcie samej wojny, a już z całą pewnością po jej zakończeniu, przy zaprowadzaniu światowego pokoju.
Prezydent zamyślił się na chwilę, po czym po krótkim milczeniu odparł:
- To w pełni zasadna opinia. Już teraz stajemy się swoistym arsenałem dla walczących państw demokratycznych. Wielka Brytania dokonuje cudów, ale potrzebuje naszej pomocy. Wasi polscy żołnierze, lotnicy i marynarze walczą z charakterystyczną dla was odwagą. Podobnie dzielnie spisują się pozostali sojusznicy Wielkiej Brytanii. Ale siły Osi są lepiej przygotowane do wojny i dysponują wielką potęgą militarną. Zadają swoim nieprzyjaciołom ciężkie straty. Jak panu wiadomo, Churchill i ja jesteśmy coraz bardziej zaniepokojeni możliwością zerwania linii zaopatrzenia między moim krajem a Wielką Brytanią. Tymczasem są one nieodzowne dla zaangażowania wojennego aliantów. Mam nadzieję, że zdołam utrzymać Amerykę z dala od tej wojny. Ale jestem też realistą. Niemcy stanowią zagrożenie dla całego świata, nie tylko dla Europy, a w razie pokonania Wielkiej Brytanii to właśnie Ameryka będzie następna w kolejce.