Wstęp
Wstęp
"Im dalej człowiek posuwa się w tak zwanym ulepszaniu ras i gatunków
oraz wytwarzaniu nowych, tym większe przeszkody stawia na jego drodze
Natura. Choroby i epidemie, nieznane w początkowym okresie jego
bytowania na Ziemi, szerzą się pośród zwierząt domowych i gospodarskich,
a pola uprawne są pustoszone przez chmary żarłocznych owadów. Hodowla
rasowych koni staje się coraz trudniejsza i wymaga więcej zabiegów.
Uprawiane ludzkimi metodami rośliny degenerują się, tracą soki życiowe i wtedy człowiek szuka pierwotnego, naturalnego typu rośliny, ptaka lub
zwierzęcia, aby sztucznie zapłodnić gatunki wyhodowane przez siebie lub
wyjałowione". Te słowa mogłyby paść podczas jednej z setek akcji
urządzanych obecnie przez ekologów. Napisał je jednak ponad sto
pięćdziesiąt lat temu Prentice Mulford - zapomniany dziś, genialny
amerykański samouk.
Przy omawianiu prądów mistycznych drugiej połowy XIX wieku wymienia się
przede wszystkim Thomasa Carlyle'a, Ralpha Walda Emersona czy Phineasa
Quimby'ego. Nie należy jednak zapominać również o Mulfordzie, który
wniósł do dyskursu filozoficznego tamtych czasów powiew świeżości. Nie
odebrał starannego wykształcenia, a prawdę powiedziawszy, uczył się sam.
Podstawą jego twórczości była obserwacja burzliwego życia społecznego w Stanach Zjednoczonych, które właśnie dokonywały niezwykłego skoku
cywilizacyjnego.
Imał się rozlicznych zajęć: był kucharzem okrętowym, polował na
wieloryby, szukał złota, miedzi i srebra w Kalifornii. Ubiegał się (bez
powodzenia) o fotel kongresmena w niższej izbie parlamentu Kalifornii.
Swój pierwszy esej opublikował w roku 1863 w kalifornijskim piśmie "The
Golden Era". Przez pięć lat pracował jako dziennikarz, pisząc do różnych
gazet. W kręgach intelektualnych San Francisco zyskał przydomek "króla
cyganerii artystycznej" z powodu ostentacyjnego braku szacunku dla
pieniędzy. W swojej autobiografii Mulford stwierdził wręcz, że "bieda
zwiększa liczbę zwojów mózgowych". Zasłynął z humorystycznego stylu
pisania i barwnych portretów życia poszukiwaczy złota i marynarzy. W 1872 roku wrócił do Nowego Jorku, gdzie w latach 1875-1881 dał się
poznać jako wydawca komiksów, autor wierszy i esejów oraz felietonista
"The New York Daily Graphic".
Mulford odegrał kluczową rolę w rozwoju popularnego prądu filozoficznego
o nazwie New Thought. Jego zbiór esejów "Myśli to rzeczy" służył jako
przewodnik po tym nowym "systemie wierzeń" i nadal cieszy się
popularnością. W roku 1872 pisarz udał się do Europy. Dwa lata mieszkał
w Anglii, zyskując materiał do nowych przemyśleń. Po powrocie podjął na
nowo pracę jako dziennikarz nowojorskiego "The New York Daily Graphic".
Ustabilizowane, miejskie życie nie zadowalało go jednak. W lesie w New
Jersey samodzielnie wybudował chatę, z której codziennie dojeżdżał do
pracy. Tam też powstała większość jego esejów, z których wiele wydał
własnym sumptem. Bez żadnej reklamy zyskał wielką popularność. Jego
książki czytane były na całym świecie, wszędzie tam, gdzie żywe były
ideały bliskie amerykańskiej wierze wpływu człowieka na własny los.
Prentice Mulford umarł w 1891 roku w łodzi, którą właśnie zamierzał
wyruszyć w podróż do Sag Harbor - miejsca swojego urodzenia.
Rozdział 1. Niektóre prawa siły i piękna
Rozdział 1
Niektóre prawa siły i piękna
Nasze myśli kreują nasze oblicze i odciskają na nim niepowtarzalne
piętno. Wpływają na ruch, postawę i kształt całego ciała.
Prawa piękna i doskonałego zdrowia są takie same. W pełni zależą od
stanu uczuć lub też, innymi słowami, od właściwości tych myśli, które
najczęściej biegną od nas ku innym i od innych ku nam.
Brzydota w wyrazie twarzy - czy to osoby starej, czy młodej - powstaje
zawsze z nieświadomego przekroczenia jakiegoś prawa. Każdy znak
zniszczenia w ludzkim ciele, każda forma jego słabości, wszystko, co
niszczy człowieka, ma swoją przyczynę w jego dominującym nastroju i uczuciach. Natura obdarzyła nas czymś, co nazywamy instynktem, a co ja
nazwałbym raczej wyższym rozsądkiem, ponieważ odsuwając się z niechęcią
od wszystkiego, co brzydkie i zdeformowane, co nosi znamiona upadku,
posługujemy się czymś subtelniejszym i doskonalszym niż instynkt.
Wrodzony popęd ludzkiej natury każe nam unikać niedoskonałości i szukać
czegoś chociażby względnie doskonałego. Nasz wyższy rozsądek ma
słuszność, podsuwając nam uczucie obrzydzenia do zmarszczek i defektów,
tak samo jak podsuwa nam je wobec brudnej i podartej odzieży! Ciało jest
żywą odzieżą i jednocześnie narzędziem ducha. Pokoleniom przed nami
wpajano od dzieciństwa, że nieuniknioną koniecznością, prawem
ugruntowanym w niezmiennym porządku natury jest to, że nasze ciało po
pewnym określonym czasie przekwitnie, straci powab i również umysł z biegiem czasu zgaśnie, odmawiając posłuszeństwa. Mówiono nam, że duch
nie ma mocy sprzeciwić się temu i odrodzić ciała, że nie da się z pomocą
wewnętrznych sił przekształcić je w nowe, ku nowemu życiu! Jednakże w nieuniknionym biegu natury nie leży wcale, by ciało ludzkie ulegało
degradacji, podobnie jak w jej biegu nie leży też, aby ludzie jeździli
dyliżansem, jak przed laty, a nie samochodem, jak dzisiaj, lub też, aby
wiadomości posyłano przez gońców, a nie przez impulsy
elektromagnetyczne.
Twierdzenie, co leży w zakresie praw natury, a co nie, byłoby arogancją
wynikającą z głębokiej nieświadomości. Fatalnym błędem jest też
spoglądanie na skrawek przeszłości, który mamy za sobą, jak na
niezawodny drogowskaz wskazujący, co stanie się kiedykolwiek w wieczności. Jeżeli nasza planeta była niegdyś tym, o czym uczy geologia
- pulsującą masą dzikich, nieokiełznanych i brutalnych sił, a formy
roślinnego, zwierzęcego, a później ludzkiego życia były ordynarniejsze,
pospolitsze niż obecnie - to czyż nie jest to znak, nadzieja, dowód
większego wysubtelnienia, ku któremu dążymy - ba! - w które wstępujemy
tu i teraz, w tej i w każdej godzinie? I czy to wysubtelnienie nie
oznacza spotęgowania mocy, tej samej, która potęguje siłę żelaza w stali? I czy najwyższe, niemal nieznane dotąd siły, nie powinny jeszcze
bardziej rozwinąć się w człowieku, w tę najsubtelniejszą organiczną
całość, jaką znamy?
Tysiące myślących ludzi na całym świecie zadaje sobie w duchu pytanie:
"Dlaczego musimy marnieć i tracić wszystko, co najlepsze, co nadaje
życiu wartość, i to w momencie, gdy zdobyliśmy już doświadczenie i mądrość, najprzydatniejsze w życiu? Lato ledwie się zaczęło, lecz patrz:
oto dni są już krótsze!".
Wołanie to na początku artykułowane bywa zwykle szeptem. Modlitwa -
życzenie - prośba tłumów najpierw jest tajemnym błaganiem. Pierwszy,
który woła, nie odważy się nawet pobiec do sąsiada, obawiając się
śmieszności. Lecz o jednej rzeczy można być głęboko przekonanym: każde
pragnienie, pomyślane czy wypowiedziane, przybliża ku nam to, czego
pożądamy, stosownie do intensywności pragnienia oraz rosnącej liczby
pragnących. Duchowa energia jest kierowana na określone tory. W ten
sposób zaczyna się ruch milczącej siły woli, która choć nie jest
uznawana przez naukę, nadaje pragnieniom kształt. Miliony ludzi tęskniło
po cichu do lepszych i szybszych środków komunikacji - i oto ujarzmiono
parę i elektryczność. Wkrótce inne pytanie, inna zachcianka zażąda
odpowiedzi i spełnienia - i są to pytania wewnętrzne, wewnętrzne
zachcianki. W tych pierwszych próbach przybliżania pragnień, które są
niejako wizjami, do rzeczywistości, pojawią się zapewne błędy, bezdroża,
sytuacje bez wyjścia, tak jak na początku rewolucji technicznej zdarzały
się zderzenia pociągów, eksplozje kotłów itd.
Wiek nasz jest dwojakiego rodzaju. Wiek naszego ciała i wiek naszego
ducha. Duch ten przez miliony lat, poprzez niezliczone ciała i formy
bytu, dojrzał do swego dzisiejszego stopnia świadomości i "zużył" wiele
młodych ciał, niczym ubrań. Tymczasem to, co nazywamy "śmiercią", jest
tylko brakiem umiejętności utrzymania naszej cielesnej odzieży na
zawsze, odradzania naszego ciała za pomocą życiodajnych pierwiastków. Im
starszy, im dojrzalszy duch, tym łatwiej mu panować nad ciałem i przemieniać je według swojej woli. Dzięki tej duchowej sile możemy stać
się piękni, zdrowi i mocni, godni miłości. Ale też za sprawą tej samej
siły możemy bezwiednie zmienić się w istotę nędzną, chorą, słabą,
odrażającą - przynajmniej w tym jednym wcieleniu. Jeżeli bowiem rozwój
dąży do uszlachetnienia i doskonałości, wszystko musi przyjąć wyższe
formy.
Tę magiczną siłę stanowią nasze myśli, które są tak samo rzeczywiste jak
kwiat, drzewo lub owoc.
Myśli napinają bezustannie nasze mięśnie w rytm, który wypływa z istoty
charakteru. Człowiek zdecydowany inaczej stawia kroki niż człowiek
wahający się. Niezdecydowany ma niemrawe gesty, postawę, wolny sposób
mówienia i ruchy ciała, które czynią go niezgrabnym, niezręcznym i nieudolnym. Członki ciała są niczym litery listu, który tworzony w pośpiechu zapisany jest pismem bezładnym i pełnym błędów, podczas gdy
usposobienie zrównoważone formułuje pięknie zaokrąglone zdania, wyrażone
ładnym, regularnym pismem.
Każdego dnia wstępujemy w jakąś nową fazę bytu, wcielamy się w jakąś
inną, urojoną postać, a dominująca rola, którą najczęściej gramy, odbija
się na naszej twarzy jak na masce właściwej tej roli.
Kto większą część swego życia narzeka, zawsze jest w złym humorze i,
płacząc nad samym sobą, oddaje się prawdziwym orgiom niezadowolenia, ten
zatruwa sobie krew, rujnuje rysy twarzy i niszczy bezpowrotnie cerę,
wytwarzając w niewidocznym laboratorium ducha niewidoczny trujący
element - myśl, która przyciąga z otoczenia, według nieuniknionego
prawa, myśli podobne sobie. Oddać się we władzę rozdrażnionemu, gnuśnemu
nastrojowi znaczy to samo, co otworzyć na oścież drzwi myślowym fluidom
każdego rozdrażnionego, gnuśnego człowieka - a to oznacza nie co innego,
jak naładowanie swojego wielkiego duchowego magnesu szkodliwymi,
mającymi przeciwne znaki ładunkami i połączenie baterii myślowej ze
wszystkimi ładunkami tego samego rodzaju! Kto myśli o kradzieży lub
morderstwie, wchodzi przez tę myśl w duchowy związek z każdym mordercą i złodziejem na świecie!
Na złe trawienie w znacznie mniejszym stopniu wpływa samo pożywienie niż
nastrój, w którym zazwyczaj spożywamy posiłek. Najzdrowszy chleb jedzony
w gorzkim usposobieniu działa na krew jak trucizna. Gdy wszyscy siedzą w milczeniu przy rodzinnym stole z wymuszonymi, pełnymi rezygnacji minami,
które zdają się mówić: "Cóż... trzeba to jakoś przetrwać", kiedy głowa
rodziny rozmyśla o kłopotach, z którymi boryka się jego firma, lub czyta
gazetę, wchłaniając wszystkie morderstwa, samobójstwa i skandale, które
zdarzyły się w ciągu ostatnich 24 godzin, kiedy pani domu rozpamiętuje
wszystkie swe gospodarskie i wychowawcze troski - wówczas przy tym
stole, od jednego krańca po drugi, pojawia się, wraz z potrawami,
element zmartwienia, smutku i choroby, objawiając się w każdym
organizmie jako rodzaj niestrawności!
Jeżeli dominującym wyrazem twarzy jest grymas, wówczas grymas
przekształca się w myśli, chowające się za czołem. Gdy kąciki ust
opadają, wówczas i myśli, które te usta artykułują i nad nimi panują, są
mętne i ponure. Twarz jako pierwsza oddaje stan ducha, dlatego nic nie
ma większej wartości niż pierwsze wrażenie.
Nastrój pośpiechu, który powstaje ze złego nawyku wyprzedzania myślami
ruchów ciała, wpływa negatywnie na naszą sylwetkę. Człowiek stateczny,
który nad sobą panuje, nigdy się nie spieszy. Koncentruje swoją wolę,
swoją siłę, swój rozum na tym jedynym celu, ku któremu jego ciało, a więc narzędzie ducha, w tym jednym momencie zmierza. W ten sposób uczy
się panować nad sobą, nabiera gracji w każdym geście, gdyż jego duch
jest niepodzielnym panem jego ciała i członków - jest w nim, a nie w oddali, gdzieś na bezdrożach, spieszący bez wytchnienia, pełen troski o rzeczy odległe, które zdarzyć się mają dopiero po upływie godzin i dni.
Kto układa plan jakiegoś działania, przedsięwzięcia czy wynalazku,
tworzy z niewidzialnych elementów coś, co jest równie rzeczywiste jak
maszyna z żelaza czy stali. Plan ten, to przedsięwzięcie, przyciąga znów
dla swego urzeczywistnienia niewidoczne siły, które w końcu je
materializują. Kto zaś na odwrót - obawia się nieszczęścia, żyje w ciągłym strachu przed jakimś złem, oczekuje niepowodzenia, ten tworzy
pewnego rodzaju myślowego upiora, milczącą siłę, która na podstawie tego
samego prawa przyciąga pierwiastki szkodliwe.
Sukces i klęska opierają się na jednym prawie, które może służyć zarówno
jednemu, jak i drugiemu, zupełnie jak ramię człowieka, które ratuje
innego z topieli lub zabija uderzeniem sztyletu.
Myśląc, budujemy z niewidocznego materiału coś, co przyciąga do siebie
siły - dla naszej pomocy lub szkody, stosownie do charakteru myśli,
które wysyłamy. Kto cały czas myśli, że się zestarzeje, kto nosi zawsze
w duchu swój obraz jako zgrzybiałego starca, do tego starość prędko
przyjdzie.
Lecz ten, kto potrafi zobaczyć siebie jako człowieka pełnego młodości,
siły i zdrowia, który okopuje się przeciwko legionowi ludzi
przychodzących i mówiących mu, że się starzeje, że musi się zestarzeć -
kto z tym mentalnym wizerunkiem potrafi się bez ustanku jednoczyć - ten
pozostanie młody.
Musimy bez przerwy budować ideał samego siebie. W ten sposób przyciągamy
pierwiastki, które pozwalają ten idealny obraz przybliżyć do
rzeczywistości. Kto lubi myśleć o rzeczach mocnych, o górach, potokach,
drzewach, przyciąga do siebie pierwiastki niezwykłej mocy.
Kto dzisiaj odbudowuje się w sile i pięknie, a jutro wątpi lub wraca do
starych, powszechnie podzielanych przekonań, nie niszczy tego, co
stworzył w swym duchu. Dzieło jego zatrzyma się tylko na jakiś czas -
drzemie i oczekuje najbliższej godziny wzlotu.
Konsekwencja w myśleniu o pięknie, o sile, o młodości to fundament ich
urzeczywistnienia. O czym najwięcej myślimy - tym będziemy. Pacjenci nie
myślą: "Jestem silny", lecz: "Jaki jestem słaby". Ci z was, którzy mają
kłopoty z trawieniem, nie mówią: "Chcę mieć zdrowy żołądek", lecz: "Nie
mogę nic na to poradzić!". I rzeczywiście nie mogą - właśnie z tego
powodu! Pielęgnujemy nasze własne choroby, chcielibyśmy, aby pochylano
się nad naszym cierpieniem. Jeżeli cierpimy na jakieś uporczywe
przeziębienie, w istocie to nasz kaszel błaga nieświadomie: "Dzisiaj
jestem przedmiotem współczucia! O, jaki jestem godny litości!". Przy
odpowiednim leczeniu pacjent i całe jego otoczenie powinni stanąć
przeciwko cierpieniu, uzbrojeni w mentalne wyobrażenie zdrowia:
"Uzdrowienia są tak samo zaraźliwe jak choroby! Zaraźmy się zdrowiem,
tak jak zaraża się ospą!".
Czegóż nie oddaliby dorośli, aby mieć członki takie świeże i elastyczne,
jakie ma dwunastolatek! Ciało, które wdrapuje się na drzewa, chodzi,
skacze przez poręcze, które biega, ponieważ kocha bieg i ponieważ nic
innego nie umie - tylko biegać. Gdybyż takie ciała można było fabrykować
i sprzedawać, jakiż popyt miałyby u tych wszystkich korpulentnych kobiet
i mężczyzn, którzy z trudem gramolą się z samochodów, niczym worki mąki!
Dlaczego ludzkość z taką rezygnacją i prawie bez oporu przyjmuje na swe
barki coraz większą ociężałość, ospałość, marazm, i to w swych
najlepszych latach? Wydaje mi się, że zawieramy kompromis z upokorzeniami i nazywamy je... godnością! Oczywiście - mąż, ojciec,
obywatel, wyborca, podpora państwa - nie powinien biegać, okładać się,
skakać jak dziecko, ponieważ nie wypada!
Nosimy nasze słabości jak ornaty, co i raz utykamy i mówimy: "Tak jest,
gdyż inaczej być nie może!".
Tymczasem w naturze, w świecie, w ludziach i wokół nich objawia się
coraz więcej możliwości! Przychodzą tak samo szybko, jak szybko uczymy
się te nowe siły poznawać i nad nimi panować...
Lecz przeszkadza w tym jedna straszna cecha: lenistwo!
Rozdział 2. Myśli pozytywne i negatywne - aktywność i bierność
Rozdział 2
Myśli pozytywne i negatywne - aktywność i bierność
Twój umysł nieustannie oddaje swoją duchową energię (czyli myśli) i w tym samym czasie pobiera ją z otoczenia, niczym akumulator, który w tym
samym momencie napędza silnik i czerpie energię z prądnicy. Gdy używasz
swojej energii, mówiąc, pisząc lub podejmując jakikolwiek wysiłek
fizyczny, działasz pozytywnie (jesteś aktywny). Jeśli jej nie używasz,
znajdujesz się w fazie negatywnej (jesteś bierny). W tej drugiej
sytuacji pobierasz/absorbujesz energię lub elementy duchowe, które mogą
wyrządzić ci przejściową szkodę lub przynieść trwały pożytek.
Wszelkie zło ma jedynie tymczasowe konsekwencje. Jeśli myślisz
pozytywnie, kurs, który obiorą twoje myśli, przez wszystkie koleje życia
będzie ci się kazał piąć w górę, aż zaprowadzi cię do stanu pełnej
satysfakcji.
Trująca atmosfera myśli istnieje tak samo realnie, jak realne są
toksyczne opary arszeniku lub niektórych szkodliwych metali. Jeśli
jesteś w negatywnej (absorbującej) fazie, wystarczy zaledwie godzina
przebywania w jednym pomieszczeniu z osobami, których umysły są pełne
zawiści, zazdrości, cynizmu lub przygnębienia, abyś wchłonął trujące
"wyziewy" ich myśli i zapadł na chorobę ducha (woli). Zagrożenie jest
tak samo realne jak to, które powstaje w kontakcie ze szkodliwym gazem,
ale nieskończenie bardziej niebezpieczne, ponieważ jego działanie jest
subtelne, a pełnia negatywnych skutków może się ujawnić dopiero kilka
dni później, i zazwyczaj będzie wiązana z zupełnie innymi przyczynami.
To bardzo istotne, w jakim otoczeniu znajdujesz się w fazie negatywnej
(w stanie bierności), ponieważ wtedy nieświadomie, niczym gąbka,
chłoniesz myśli lub nastroje, które mogą wyrządzić zarówno umysłowi, jak
i ciału wielką - choć przejściową - szkodę lub równie wielkie - ale
trwałe - dobro.
Jeśli po kilku godzinach wysiłku, a więc znajdowania się w fazie
pozytywnej, gdy wysyłasz energię, czyli się jej pozbywasz - czy będą to
rozmowy biznesowe, praca przy komputerze, gotowanie, sprzątanie czy
jakaś twórczość artystyczna - znajdziesz się od razu w zatłoczonym
sklepie lub odwiedzisz chorego w szpitalu, weźmiesz udział w burzliwym
spotkaniu lub trudnych negocjacjach z jakąś niemiłą osobą, złośliwą i pełną agresji, staniesz się wobec tych sytuacji negatywny (bierny) -
będziesz chłonął chaos zabieganych ludzi w sklepie, melancholię chorego
leżącego w szpitalu czy toksyczne myśli złośliwca, którego umysł jest
mniej zdrowy lub mniej dojrzały niż twój.
Jeśli w takim stanie umysłu lub ciała znajdziesz się w tłumie
zmęczonych, rozgorączkowanych czy podekscytowanych ludzi, nie przekażesz
im swojej energii, bo masz już jej zbyt mało. Pojawi się za to
niebezpieczeństwo bezwiednego absorbowania ich przyziemnych myśli, które
mogą stać się dla ciebie poważnym obciążeniem. Gdy przyjmiesz za własną
ich jakość myślenia, możesz w wielu sprawach zacząć myśleć tak jak oni i obrać ich punkt widzenia. Będziesz zniechęcony w sytuacji, w której
wcześniej emanowałeś pełną energii nadzieją. Twoje śmiałe plany
biznesowe, które jeszcze niedawno wydawały się pewne i łatwe do
zrealizowania, staną się teraz odległe i ryzykowne. Będziesz bał się
podejmować decyzje w sytuacjach, w których wcześniej wykazywałeś odwagę.
Prawdopodobnie ogarnie cię brak stanowczości i w rezultacie kupisz to,
czego tak naprawdę nie potrzebujesz, nie załatwisz czegoś, co niedawno
wydawało ci się oczywiste, i podejmiesz decyzje, których byś nie podjął,
kierując się własnym rozsądkiem, a nie chaotycznymi myślami tłumu wokół
ciebie. Prawdopodobnie wrócisz do domu zmęczony, zarówno fizycznie, jak
i psychicznie.
W takich okolicznościach istotna może się okazać osoba, którą spotkałeś
godzinę wcześniej - może przywieść cię do sukcesu lub porażki w bardzo
ważnym przedsięwzięciu; od takiej osoby możesz wchłonąć myśl, która
spowoduje diametralną zmianę planów.
Jeśli musisz wmieszać się w tłum ludzi o umysłach generujących myśli
mniej lotne od twoich, rób to tylko wtedy, gdy masz najsprawniejszy
umysł i ciało, i odejdź natychmiast, gdy poczujesz zmęczenie. Gdy jesteś
silny, działasz niczym część magnesu o ładunku dodatnim, który odpycha
szkodliwe myśli otoczenia. Gdy jesteś słaby, działasz niczym część
magnesu o ładunku ujemnym, przyciągając je do siebie.
Ludzie myślący pozytywnie są zdobywcami i przywódcami, osiągają sukcesy,
pewnie krocząc nawet wśród przeciwności losu. Nie jest jednak czymś
korzystnym znajdowanie się cały czas w fazie pozytywnej, czyli wysyłania
energii umysłowej - zbytnia pewność siebie często może prowadzić do
odtrącenia wielu cennych pomysłów płynących z zewnątrz.
Musi się ponadto znaleźć czas na napełnienie rezerwuaru energii oraz
myśli, aby znów nimi emanować. Im częściej następuje cykl rozładowania i naładowania owego rezerwuaru, tym lepiej. Osoba zbyt często przebywająca
w fazie pozytywnej (aktywności) - obojętne, czy jest to kobieta czy
mężczyzna - zwykle ma tendencję do natychmiastowego odrzucania pomysłów
z zewnątrz i nie poświęca czasu na wysłuchanie konceptów, które zrazu
wydawać się jej mogą absurdalne i ekstrawaganckie. Uważa, że to, co jej
wydaje się nierozsądne, musi być nierozsądne dla wszystkich innych -
takie umysły, o ile stale będą wykazywać takie mentalne usztywnienie,
szybko wyczerpią zasoby swojej mentalnej energii.
Z drugiej strony osoba ciągle znajdująca się w fazie negatywnej
(przyjmującej, biernej), która nie potrafi podjąć decyzji, która
bezwiednie zgadza się ze wszystkimi rozmówcami, która zmienia plany lub
nadrzędny cel, zniechęcając się czyimś szyderstwem lub pojedynczym
słowem sprzeciwu, jest jak pojemnik zapełniający się błotem i śmieciami,
które w końcu zatkają odpływ. Innymi słowami, osoba taka nie ma żadnego
pozytywnego wpływu na otoczenie, a jej wszelkie przedsięwzięcia kończą
się porażką.
Nastawienie pozytywne (aktywność) powinieneś wykazywać, kiedy masz do
czynienia ze światem zewnętrznym, w którym spotykasz ludzi dominujących,
z tego samego powodu, z jakiego pięściarz musi emanować pozytywną
energią, gdy wkracza na ring. Gdy schodzisz z ringu, czyli przestajesz
aktywnie działać, choćby na kilka godzin powinieneś przejść w fazę
negatywną (bierności). Nie ma sensu toczyć duchowych bojów ze swoimi
przeciwnikami w samotności - w ten sposób tylko tracisz na próżno siły.
Dlaczego Jezus tak często starał się unikać tłumu?
Ponieważ po wielu godzinach pracy (uzdrawiania, przemawiania lub dawania
nadprzyrodzonych dowodów sprawowania kontroli nad elementami fizycznymi)
jego ogromna moc skoncentrowanych myśli w fazie pozytywnej (aktywności)
traciła swoją energię - przychodził czas na fazę negatywną (bierności),
kiedy musiał opuścić tłum, aby nie wchłaniać przyziemnych,
przygnębiających myśli.
Podobnie się dzieje, gdy osoba obarczona kłopotami przychodzi do ciebie
i przez godzinę opowiada ci o swoich nieszczęściach i troskach,
dosłownie zalewając cię niepokojem. Współczujesz jej, pragniesz pomóc, a kiedy odchodzi, twoje myślenie podąża za nią. W rezultacie twoja siła
zostaje zmarnowana na jałowe współczucie, podczas gdy w przeciwnym razie
mogłaby zostać zużyta na coś znacznie bardziej korzystnego dla ciebie i ogółu.
Żaden mówca na godzinę przed publicznym wystąpieniem nie pójdzie pomagać
robotnikowi nosić worki z cementem, gdyż tym sposobem osłabiłby całą swą
siłę, inteligencję i natchnienie. W tym czasie jego umysł mógłby dokonać
pracy, która pośrednio lub bezpośrednio przyniosłaby ulgę w znoju nie
jednemu robotnikowi, lecz tysiącom. Kto bezustannie przebywa w tłumie, w sposób nieunikniony marnuje dużo ze swych sił.
Najszkodliwsze zaś są stałe kontakty z osobami znajdującymi się na
niższym poziomie duchowego rozwoju, ponieważ w stanie bierności, który
zawsze nieodzownie wraca, ulegamy wtedy mniej cennym jakościowo fluidom,
bez względu na to, jakie stosunki wiążą nas z tymi osobami - czy jest to
brat, syn czy mąż. Z dwojga ludzi, którzy chociaż związani uczuciem,
należą do dwóch różnych duchowych sfer, natura subtelniejsza i bardziej
wartościowa będzie zawsze poszkodowana, ponieważ jest bardziej wrażliwa,
a co więcej natura niższa przyjmie tylko pewną część tego, co w jej
stronę wysłano. Reszta przepada, nie przynosząc żadnego pożytku.
Czy jeśli uporczywie wchłaniasz element strachu lub niezdecydowania,
będziesz działał w swoim interesie z właściwą sobie pewnością siebie,
odwagą, energią i determinacją?
Nie ma znaczenia, jaka relacja łączy cię z daną osobą - czy chodzi o rodzica, brata, siostrę, żonę czy przyjaciela. Jeśli jej rozwój umysłowy
jest na niższym poziomie niż twój, nie może ona widzieć otoczenia w taki
sam sposób jak ty i jest bardzo prawdopodobne, że ciągły kontakt z nią
przyniesie ci szkody mentalne, zdrowotne czy biznesowe. W Drugim Liście
do Koryntian św. Paweł pisze: "Nie ciągnijcie nierównego jarzma".
Wiadomo, że spośród dwóch osób żyjących stale razem, ale znajdujących
się na różnych poziomach rozwoju, jedna poniesie szkody i będzie to
zawsze ta o "lepszym" umyśle - to on zostanie obciążony, okaleczony i spętany przez przyziemne myśli "gorszego" umysłu. Jeśli prowadzisz
działalność biznesową lub pozostajesz w związku z kimś, kto jest ciągle
zdenerwowany, podniecony, drażliwy, kto nie umie odpoczywać, zawsze o coś się martwi i cały dzień, od rana do wieczora, żyje w pośpiechu, to
nawet jeśli dzielą was setki mil, a ty jesteś w fazie negatywnej
(biernej), umysł tej osoby będzie na ciebie szkodliwie oddziaływał.
Bowiem tak czy tak wyśle ci ona sporo z rezerwuaru swoich pospolitych
mentalnych treści, które, ustawicznie niepokojąc twój umysł, z czasem
przyniosą ogólne osłabienie organizmu.
Właściwy związek ma kluczowe znaczenie dla osiągnięcia sukcesu, zdrowia
i szczęścia. W tym przypadku "związek" oznacza coś o wiele większego niż
fizyczną bliskość ciał.
Nawiązanie bliskości z jakimś człowiekiem zależy od psychicznej
intensywności, z jaką się nim interesujemy - oddalenie ciała w przestrzeni, nawet znaczne, nie jest istotne - odległość w niewidzialnym
świecie myśli jest niewielka. Jeśli pozostaje się przez jakiś czas w związku z osobą o niższym poziomie mentalnym, nie da od razu zamknąć na
jej wpływy: jej umysł nadal działa na twój, wysyłając ci jeszcze
bardziej negatywne i szkodliwe fale. Musisz nauczyć się je zapominać,
aby uniknąć szkód mentalnych. To musi być proces stopniowy. Zapominając,
przecinasz niewidzialne więzy łączące cię z daną osobą, poprzez które
następował przepływ szkodliwych dla ciebie elementów.
Brzmi chłodno, okrutnie i bezdusznie? Ale jaka jest korzyść z tego, że
dwie osoby tak są ze sobą powiązane w myślach lub pamięci, że jedna lub
obie ponoszą szkody - w tym samym czasie lub jedna po drugiej? Umysł
wyższy zostaje zraniony i wiele osób z tego powodu nie osiąga pozycji,
na którą zasługuje. Z tej samej przyczyny pojawiają się choroby, brak
energii, niemoc. Element destrukcyjny, wysłany przez kogoś innego i wchłonięty przez ciebie, może zmaterializować się w substancji
fizycznej, a także objawić w postaci niezdrowego i nadmiernego
otłuszczenia, obrzękniętych kończyn lub innych zewnętrznych oznak
chorobowych. W takim przypadku twoje ciało staje się niezdarne i bezwolne - i nie twoje, lecz należące do innej osoby, z którą
pozostajesz w niewłaściwym związku; proces ten trwa rok za rokiem, a ciało, które nosisz, staje się w końcu zbyt ciężkie, aby mógł je unieść
twój duch. Twoi znajomi uważają, że jesteś "martwy", ale to nieprawda:
po prostu ugiąłeś się pod ciężarem, którego nie potrafisz już udźwignąć.
Nawet lektura książki, która cię zainteresuje, bo mocno czerpie z twojej
relacji psychicznej lub fizycznej z osobą znajdującą się na niższym
poziomie rozwoju, może, jeśli przeczytasz ją w fazie negatywnej, czyli
absorbującej, przynieść jakąś formę fizycznych lub psychicznych
dolegliwości. Taka książka jest bowiem reprezentacją umysłu osoby,
której historię zawiera, oddziałując na twoją historię i wprowadzając w twoje myśli wszystkie chorobliwe i niezdrowe stany tej osoby, które na
pewien czas w tobie osiadają i pasożytują.
Niewłaściwe jest również czytanie "dla wytchnienia", a więc w stanie
biernym, oddziałujących na emocje romansów, przejmowanie się dziejami
bohaterów i wchłanianie w momencie własnej słabości ich losów.
Szczególną bierność należy zachować podczas jedzenia. Przyjmując
pożywienie, tj. materiał odbudowujący nasze ciało, czyńmy to zawsze w spokojnym, pogodnym nastroju! Bo jednocześnie jeść i kpić z innych,
dyskutować lub rozmyślać o interesach, to znaczy być pozytywnym w momencie, gdy wskazana jest zupełna negatywność. I nieważne, czy kpiny
te bądź dysputy odbywają się tylko w myślach, czy też ujawniają się na
zewnątrz. Szkodliwe jest również, gdy jakaś osoba, siedząca za stołem,
opanowana jest przez nastrój, przeciwko któremu trzeba się wewnętrznie
zbroić, który trzeba tolerować - wszystko to jest marnowaniem siły, jest
aktywnością, stanem pozytywności! Tylko ludzie, którzy darzą się
najczystszą sympatią, powinni razem zasiadać przy stole.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki