Wstęp
Wstęp
Tę książkę napisałam dla was, moi drodzy, napędzanych sukcesami,
pozbawionych kompleksów specjalistów o osobowości typu A. Jestem taka
jak wy. Może ktoś wam już powiedział, że powinniście trochę zwolnić, ale
cały problem polega na tym, że my zwalniać nie chcemy. Szczerze mówiąc,
nie mamy możliwości ani luksusu, by wcisnąć przycisk pauzy czy zrobić
sobie przerwę - czy to krótkoterminową, czy na przykład roczną dla
poratowania zdrowia. Jesteście liderami, rewolucjonistami, opiekunami,
samotnymi rodzicami, studiującymi wieczorowo i spłacającymi kredyt
hipoteczny dorosłymi, którzy żyją w prawdziwym świecie. Czterogodzinny
tydzień pracy? To niemożliwe! Współpracowałam z ludźmi sukcesu, którzy
realizują swoje cele z pasją i wcale nie pracują po cztery godziny w tygodniu. To nauczyciele, prawnicy, dziennikarze, pielęgniarze,
technolodzy, dyrektorzy finansowi, architekci, kierownicy organizacji
non-profit, krajowi liderzy sprzedaży, członkowie zarządów, bankowcy i przedstawiciele farmaceutyczni. Wszyscy oni wyznaczają sobie ważne cele.
Kiedy prowadziłam dla tych zaangażowanych, ciężko pracujących i niezwykłych ludzi konsultacje, odkrywałam, że wszystkich ich łączy jedno
- jeżeli jeszcze raz ktoś powie im, by "wyluzowali" i "płynęli z prądem", to rozdepczą go designerskimi butami i stłuką na kwaśne jabłko
gadżetami technologicznymi.
Nasze życie napędzane jest poczuciem celu, ale zdajemy sobie też sprawę,
że musi istnieć jakiś inny sposób, by odnosić sukcesy, a jednocześnie
nie doprowadzać się do wypalenia zawodowego. Po niezliczonych latach
badań - oraz moich osobistych doświadczeniach z wypaleniem i wynikających z niego problemów zdrowotnych - postanowiłam znaleźć drogę
do sukcesu, która nie wiąże się z przytłaczającym stresem. Nie musimy
nikogo przepraszać za naszą silną motywację, ale jest kilka podstawowych
działań, które możemy podjąć, by uniknąć przytłoczenia stresem i wypalenia. Odpowiedzi na męczące mnie pytania znalazłam dzięki rozmowom
z wieloma z was na korytarzach centrów konferencyjnych podczas
sympozjów, na których miałam prezentacje o zarządzaniu stresem. Jestem
ogromnie wdzięczna tym z was, którzy stali w kolejce, by ze mną
porozmawiać (czasem ponad dwie godziny), opowiedzieć mi o swoich
objawach i frustracji wywołanej aktualną kondycją służby zdrowia. Trudno
zliczyć ludzi, którzy pytali mnie o lek na przeciążony mózg - to termin,
który podczas lektury tej książki poznacie bardzo dobrze. Ukułam go, by
precyzyjnie opisać wzorzec neurologicznego stanu zapalnego w mózgu
spowodowanego przewlekłym stresem i wypaleniem. Objawy przeciążonego
mózgu to zaburzenia koncentracji, stany lękowe oraz trudności z zasypianiem i ogólnie ze snem.
Jeżeli nie zetknęliście się wcześniej z moją działalnością i nie
słuchaliście moich wystąpień na konferencjach, możecie zadawać sobie
pytanie, czy ten temat w ogóle was dotyczy. Przejdźmy więc do rzeczy.
Jeżeli zgodzicie się z dowolnym z poniższych stwierdzeń, możecie mieć
przeciążony mózg:
Trudno wam dojść do siebie bez porannej dużej kawy z mlekiem bez
laktozy. Jeżeli, nie daj Boże, barista użyje mleka krowiego, do końca
dnia czujecie Gorycz przez wielkie G.
Utrzymujecie, że pijecie tylko kawę, ale tak naprawdę wciągacie
jeszcze trzy energetyki, a jeśli zobaczę was przy tym ze sceny,
próbujecie schować puszkę pod siedzeniem. Mam was!
Władzę nad planem waszego dnia/listą zadań do wykonania przejmuje
jakaś tajemnicza zewnętrzna siła.
Macie za dużo otwartych okien przeglądarki i na komputerze, i w głowie.
Próbujecie skupić się na jednym istotnym zadaniu, ale sygnał
powiadomień ze skrzynki pocztowej, kanałów komunikatorów i esemesów
stale was rozprasza. Ukończenie zadania, które powinno zająć mniej niż
3 minuty, wam zabiera 47 minut.
W końcu udaje się wam dotrzeć do końca dnia - i kieliszka wina w nagrodę. Albo trzech. A na koniec szklaneczka whisky, tak dla
rozluźnienia.
Jeżeli nie pijecie alkoholu, to testujecie najnowszy modny suplement,
który poleciła jakaś instagramowa influencerka.
Jesteście jednocześnie podminowani i zmęczeni - powinniście bez
problemu zasnąć, ale kiedy przykładacie głowę do poduszki, trudno wam
opanować gonitwę myśli.
I ponownie sygnał powiadomienia przyciąga wasz palec wskazujący do
ekranu telefonu. Kolejne 92 minuty tracicie w odległych zakątkach
internetu, zastanawiając się mimochodem, dlaczego czytacie opinie
użytkowników na temat luksusowej szczotki do toalet.
Kiedy już w końcu zaśniecie, budzicie się o wpół do trzeciej nad ranem
i gapicie się w sufit. Ech. Korzystając z okazji, możecie równie
dobrze odpowiedzieć na maile i puścić pranie, zanim dzieci się zbudzą.
Powiedzcie uczciwie - czy którekolwiek z tych stwierdzeń brzmi znajomo?
Bynajmniej was nie oceniam. Jak się przekonacie podczas lektury, sama
miałam te objawy, ale i tak parłam naprzód - ciężko pracowałam w ciągu
dnia, a w nocy siedziałam do późna. Stres nosiłam z dumą jak order, co
poprowadziło mnie prostą drogą do wypalenia, a w efekcie potrzebowałam
operacji, by w ogóle przeżyć. Wydawało mi się, że muszę walczyć z całym
systemem - wy także pewnie macie takie wrażenie.
Kiedy mój mózg zagubił się w tej pułapce, ostatnie, co chciałam
usłyszeć, to: "Wszystko będzie dobrze, myśl o tęczy, motylkach i szczeniaczkach". Nie potrzebowałam kolejnych zajęć z medytacji. Nie
chciałam, by ktokolwiek wstydem zmuszał mnie do wzięcia udziału w kursie
poświęconym odporności psychicznej. Toksyczna pozytywność tylko
zaogniała rany, a ja szukałam coraz to nowych sposobów radzenia sobie,
ale nie mogłam ich znaleźć, ponieważ nie miałam do dyspozycji
odpowiednich dojrzałych umiejętności przetrwania.
Czy i wy tkwicie w błędnym kole stresu i sukcesu? Czy ma ktoś podręcznik
dla dorosłych, który nauczy nas, jak zrobić w tył zwrot, przebudować
życie i odzyskać energię? Może w tej właśnie chwili skrolujecie
Instagram w poszukiwaniu pseudosinspiracyjnej rolki utrzymanej w odcieniach millenialsowego różu, by wasz mózg mógł stawić czoło kolejnym
47 minutom roboczego calla - z wyłączoną kamerką - ale czy ktoś może wam
pomóc włączyć mózg z powrotem?
Jeżeli pozwolicie mi na jedno przesłanie, które zacznie wasz proces
leczenia, oto ono:
Z waszymi mózgami wszystko w porządku.
Nie leżą w gruzach.
Nie traćcie nadziei.
Przeciążony mózg w nadaktywnym świecie
W zderzeniu z przepełnionymi harmonogramami, ekranami urządzeń i wrzeszczącymi ludźmi na ulicach doświadczamy przebodźcowania. Na naszych
urządzeniach - i w naszych umysłach - mamy za dużo otwartych okien
przeglądarek. Nie żyjemy już w świecie, w którym czynniki stresogenne są
tymczasowe, a nasze mózgi mają okazję się uspokoić.
Stres jest teraz przewlekły. Popadając w coraz większe wypalenie, mamy
poczucie beznadziei. Chcę wam powiedzieć, że życie w stanie przewlekłego
stresu odbija się na waszej pamięci, zdolności myślenia, nastroju i wszystkich aspektach waszego zdrowia fizycznego. Stres chroniczny i niekontrolowany powoduje przewlekłe choroby i prędzej czy później was
zabije. Niemal zabił mnie, a ja zawodowo leczę mózgi. Powinnam zdawać
sobie z tego sprawę.
A jeśli wam powiem, że medycyna konwencjonalna się myli? Że zespół
deficytu uwagi (ADD), niepokój i bezsenność u dorosłych to nie trzy
różne problemy, ale trzy aspekty tego samego objawu? Nazywam go
przeciążonym mózgiem.
Na czym więc polega problem? W kulturze zachodniej używamy stymulantów
(na przykład kofeiny), by dodać sobie energii i utrzymać koncentrację
przez cały dzień, a wieczorem uciekamy się do środków uspokajających (na
przykład alkoholu), by się wyciszyć. Gdy połączenie kawy i wina zawodzi,
niektórzy lekarze przepisują leki na ADHD, by pomóc pacjentom przetrwać
kolejny dzień, a na noc tabletki nasenne lub uspokajające, żeby w ogóle
dali radę zasnąć. Tkwimy w błędnym kole stymulacji i uspokojenia, a wszystko to w imię sukcesu.
Pozwólcie, że wyrażę się jasno już na wstępie. Rozwiązaniem problemu
przeciążonego mózgu nie jest detoks, dieta czy kolejny modny program
żywieniowy. W ramach leczenia przeciążonego mózgu przestaniecie
stresować się dietą - zamiast tego będziecie świadomie cieszyć się
jedzeniem dla ukojenia. Tak, lekarka od mózgu mówi wam, że jedzenie dla
ukojenia jest w porządku. W drugiej części książki dowiecie się,
dlaczego jest ono nie tylko drogą do wyleczenia przeciążonego mózgu, ale
także sposobem, by docenić wasze zróżnicowane zespoły. Nie krępujcie się
- zajrzyjcie do załącznika. Ja poczekam. Przekonacie się, że mam dla was
wybór jedzenia dla ukojenia według przepisów bliskich mi osób.
I jeszcze jedno. Nie potrzebujecie ani kolejnej metody zarządzania
czasem, ani narzędzia zwiększającego produktywność. Ile książek o samorozwoju już przeczytaliście? Ilu wysłuchaliście rad podczas
treningów, przysięgając sobie solennie, że będziecie się do nich
stosować, a potem mieliście wrażenie, że to tylko kolejna pozycja na
waszej liście zadań, która potęguje wasz stres?
BrainSHIFT - lekarstwo na przeciążony mózg
Jeżeli nie wyprowadzimy naszych mózgów na prostą, nie uda nam się ani
zrealizować naszych marzeń, ani rozwijać naszych zespołów. Jeżeli nie
zaczniemy od optymalizacji działania mózgu, nie będziemy w stanie
zoptymalizować naszych pasji, celów, relacji i powołania. Tak - lekarka
od mózgu mówi wam, że nie macie powodu przepraszać za swoją
determinację, a być może nawet za sześćdziesięciogodzinny tydzień pracy.
Takie obciążenie pracą jest możliwe, jeżeli wasz mózg funkcjonuje na
pełnych obrotach - jak na razie nie udało mi się jednak znaleźć wielu do
tego zdolnych (mój także sobie czasem nie radzi). Kiedy wyleczycie
przeciążony mózg, będziecie w stanie się skupić, zachować spokój, spać i optymalizować własną wydajność. Jak by to było odzyskać kontrolę nie
tylko nad harmonogramem zadań, ale także nad zdolnością do skupienia
uwagi i snem, a przy tym nie czuć cały czas niepokoju?
Jako wielokrotnie nagradzana mówczyni, założycielka brainSHIFT Institute
i dyrektorka ds. dobrostanu pracowników przez ostatnie trzy lata badałam
osoby indywidualne i zespoły korporacyjne w USA pod kątem możliwości
leczenia przeciążonego mózgu. Na potrzeby tej książki wykorzystałam
swoje dwudziestoletnie doświadczenie badaczki, neurolożki i lekarki
medycyny integracyjnej (a także nieco wiedzy technologicznej, szczyptę
bezczelności i duchowości). Nie zapominajmy przy tym o mądrości moich
ciotek - ich nie wolno ignorować, a poza tym nie pozwalają na to ich
krzykliwe naszyjniki i bransolety z dwudziestodwukaratowego żółtego
złota, które zakładają na specjalne okazje. Moje ciotki to pochodzące z różnych grup religijnych i kulturowych starsze panie, które
zaprzyjaźniły się z moimi rodzicami po ich emigracji do USA. Połączyły
ich tradycyjne wartości rodzinne i otwarcie wyrażane życzenie, bym
została lekarką i dobrze wyszła za mąż (niekoniecznie w tej kolejności).
W tej książce znajdziecie również historie osób, zespołów i przedsiębiorstw, które wzięły udział w moim Protokole brainSHIFT i zaangażowały się w leczenie przeciążonego mózgu. Bez owijania w bawełnę
dzielę się również moją drogą od przeciążonego mózgu do wypalenia i z powrotem, co udało mi się zarówno dzięki lekarzom medycyny zachodniej,
jak i uzdrowicielom z całego świata.
Moje lekarstwo na przeciążony mózg nazwałam Protokołem brainSHIFT.
Opracowałam go z myślą o wszystkich pacjentach, którzy podczas mojej
kariery w neurologii i w medycynie integracyjnej przychodzili do mnie z podobnymi objawami. Kiedy udawało mi się im pomóc, zaczęłam się
zastanawiać, jak rozbudować tę koncepcję, by móc się nią podzielić z zespołami i z całym społeczeństwem. Wybuch pandemii w 2020 r. był dla
mnie impulsem, by twórczo wykorzystać dostępne rozwiązania
technologiczne. Wtedy to ośmiotygodniowy program brainSHIFT został
udostępniony w internecie. Udało nam się nie tylko przywrócić zdrowy sen
i poczucie normalności w okresie, który - nie oszukujmy się - był dość
stresujący. Członkowie zespołów, które wzięły udział w programie,
odzyskali także poczucie wspólnoty, choć nie mogli spotykać się w biurze.
Przeciążony mózg jest jednak nie tylko dla pracujących zdalnie
specjalistów. Zjawisko przeciążonego mózgu nie zna granic kulturowych
ani geograficznych. Według Światowej Organizacji Zdrowia na zaburzenia
lękowe cierpi na całym świecie 3,6% populacji (około 264 miliony ludzi).
Stany lękowe dotykają 4,6% kobiet i 2,6% mężczyzn na całym świecie.
Sporządzony przez Instytut Gallupa na podstawie danych ze 116 krajów
raport State of the Global Workplace 2022 wykazał, że 43% pracowników
doświadcza stresu w miejscu pracy.
Podczas ponad 120 wirtualnych globalnych prezentacji, które wygłosiłam w latach 2020-2022, nikt nigdy nie chciał usłyszeć od lekarki od mózgu, że
ma "jeść dużo owoców i oddychać, a wszystko będzie dobrze". Musiałam
znaleźć rozwiązanie dla jednostek i rozwiązanie strategiczne dla
zespołów korporacyjnych.
Czym więc jest brainSHIFT? Definiuję go jako szereg wdrażanych
mikronawyków, które mają największy wpływ na mózg i zdrowie fizyczne.
"SHIFT" w brainSHIFT to akronim odnoszący się do pięciu kluczowych
obszarów, które są odpowiedzialne za praprzyczynę przeciążonego mózgu u większości osób.
S = sleep (sen)
H = hormones (hormony)
I = inflammation markers (markery stanu zapalnego)
F = food as fuel (żywność jako paliwo)
T = technology (technologia)
Każdy przeciążony mózg jest wyjątkowy. Wspólnie ustalimy, na którym
kluczowym obszarze - śnie, hormonach, stanie zapalnym, jedzeniu czy
technologii - trzeba się skupić w waszych indywidualnych przypadkach.
Być może nie musicie zajmować się nimi wszystkimi, ale dobry fundament
snu (rozdział 5) jest niezbędny dla okiełznania przeciążonego mózgu.
Jak korzystać z tej książki i Protokołu brainSHIFT, by okiełznać przeciążony mózg
Wasz stan nie pogorszył się z dnia na dzień. Nie widzę sensu, by was
oszukiwać, że możecie zapłacić za skomplikowane badanie mózgu albo drogi
suplement, który zapewni wam szybkie rozwiązanie problemu. W mózgu nie
ma wyłącznika, do którego dostęp da wam medytacja czy kupno drogich
szpilek. W zamian oferuję wam doświadczenie płynące z lat praktyki,
najnowsze badania medyczne, historie innych osób i lek na przeciążony
mózg, dzięki którym wyrwiecie się z impasu. W tej książce znajdziecie
ośmiotygodniowy plan, który pomoże wam odzyskać skupienie, powstrzymać
lęki i ponownie zasnąć. Dodałam także kilka bonusów, na przykład
kwestionariusze samooceny, listę badań, które musicie omówić z lekarzem,
a także Protokół brainSHIFT, dzięki któremu możecie zacząć wdrażać
tygodniowe mikronawyki, by okiełznać przeciążony mózg.
W części pierwszej pomogę wam zrozumieć błędne koło stresu i sukcesu, w którym przewlekły stres może prowadzić do neurozapalenia, chorób, a w szczególności do przeciążonego mózgu.
W części drugiej przedstawiam wyniki badań nad przyczynami przeciążonego
mózgu, począwszy od zakłócenia rytmu okołodobowego, poprzez zaburzenia
gospodarki hormonalnej, po rolę technologii.
W części trzeciej przeprowadzę was przez zbudowany na kanwie badań i zweryfikowany naukowo ośmiotygodniowy Protokół brainSHIFT, abyśmy mogli
wspólnie wyleczyć wasze przeciążone mózgi.
Chcę wam zapewnić zarówno nadzieję, jak i gotowe rozwiązania. Nie
musicie już żyć w stanie ciągłego niepokoju, ciągle żłopać kofeiny, żeby
się koncentrować, wieczorem pochłaniać pół butelki wina na uspokojenie i pozwalać, by niekończąca się lista zadań do wykonania pozbawiała was
zmysłów.
Kiedy w 2010 r. rozpoczęłam poszukiwania leku na przeciążony mózg,
wypalenie nie było terminem powszechnie znanym. Ludzi takich jak ja
uważano za "zbyt słabych, by radzić sobie z presją". Dziś szacuje się,
że 82% pracowników w USA ma objawy wypalenia zawodowego - ale ani wy,
ani ja nie jesteśmy smutnymi danymi statystycznymi. Jesteśmy
specjalistami, innowatorami i liderami naszych rodzin, społeczności i przedsiębiorstw. Na drodze od przeciążonego mózgu do wypalenia
zawodowego można się zatrzymać, dokonać autorefleksji i podjąć wyważone,
przemyślane działania.
Kiedy moje życie pogrążyło się w mroku z powodu wypalenia zawodowego,
gdyby ktoś powiedział mi, że pewnego dnia mój mózg będzie funkcjonował
lepiej niż na studiach medycznych, nie uwierzyłabym mu. Nie byłam sobie
nawet w stanie wyobrazić takiej fantastycznej efektywności. Byłam
permanentnie niewyspaną i roztrzęsioną lekarką. Udało mi się jednak
wyleczyć przeciążony mózg, dokonać brainSHIFT i zostać przedsiębiorcą,
który budzi się pełen energii i ma kontrolę nad własną skrzynką
pocztową, kalendarzem i emocjami. Teraz skupiam się na tym, by prowadzić
pełne pasji życie jako nagradzany mówca, przedsiębiorca i dyrektorka ds.
dobrostanu pracowników oraz opracowuję programy uważności i dobrego
samopoczucia dla ponad 7 tysięcy podopiecznych.
Jeżeli czujecie, że tracicie kontrolę albo doświadczacie wypalenia,
pozwólcie, że powiem wam wprost:
Z waszymi mózgami wszystko w porządku.
Nie leżą w gruzach.
Nie traćcie nadziei.
To dla mnie zaszczyt, że mogę być waszą przewodniczką na dalszej drodze.
Obróćmy teraz razem stronę i dokonajmy brainSHIFT.
Doktor Romie
Rozdział 1. Czy tkwisz w błędnym kole stresu i sukcesu?
Rozdział 1
Czy tkwisz w błędnym kole stresu i sukcesu?
O rany, Maybelline, ależ mnie okłamaliście. Ta maskara w ogóle nie jest
wodoodporna.
Jechałam, szlochając, drogą międzystanową 94, a kiedy spojrzałam w lusterko wsteczne, zaczęłam niekontrolowanie chlipać, bo po moich
policzkach spływały czarne wodospady tuszu do rzęs. Podgrzewany fotel w moim lexusie IS 350 w eleganckim kolorze przydymionego łupka nie
zapewniał takiego komfortu jak zwykle. Wzięłam głęboki wdech i jak na
łyżwach przejechałam przez trzy oblodzone pasy autostrady w kierunku
zjazdu do szpitala, w którym byłam lekarką prowadzącą i profesorem
neurologii. Nie miałam nawet pojęcia, dlaczego płaczę. Byłam po prostu
tak strasznie zmęczona. Całe życie harowałam, by zostać lekarką, a moim
marzeniem było zapewnić lepsze życie pacjentom z padaczką.
"Uwielbiam moją pracę. Uwielbiam moją pracę. Uwielbiam moją pracę" -
wyszeptałam do lusterka wstecznego.
Uwielbiam, prawda?
Czarny garnitur z włoskiego jedwabiu i horrendalnie drogie szpilki Jimmy
Choo nie były w stanie ukryć faktu, że nie jestem tak elegancka i pozbierana, jak wskazywałyby na to metki projektantów. Była 6:42 rano, a mój pager już wibrował, wzywając mnie na kolejną pilną konsultację na
oddziale intensywnej opieki neurologicznej. Sięgnęłam po śniadanie, ale
znalazłam tylko zapomniany, na wpół zamrożony kawałek kitkata na desce
rozdzielczej. I nawet go zjadłam.
Do diabła ciężkiego, jak ja się w to wpakowałam?
Odkąd pierwszego dnia w przedszkolu założyłam na szyję czerwono-żółty
stetoskop Fisher Price, stosowałam się do (niemal) każdej zasady, którą
mi wpojono. Dorastałam w rytm mantry sukcesu, którą mój ojciec imigrant
szeptał nad moją kołyską każdego dnia: "Mamy tylko jedną córkę, a ona
zostanie lekarką".
Wszelkie inne życiowe zasady, które przekazywała mi rodzinna starszyzna,
pchały mnie do tego właśnie celu.
"Ucz się matematyki i nauk ścisłych. Jak inaczej dostaniesz się na
studia medyczne?"
"O-ho-ho, jak ktoś chce być lekarzem, to nie przeklina".
"Obyś pewnego dnia znalazła odpowiedniego męża. W końcu poszłaś na
medycynę".
Podobnie jak w przypadku każdego pracującego dorosłego w USA, dzieliłam
dni między odhaczanie kolejnych pozycji z listy zadań do zrobienia a kupowaniem markowych ubrań, pogonią za osiągnięciami i zdobywaniem
kolejnych par butów. W oczach otoczenia miałam wszystko, czego ode mnie
oczekiwano - byłam lekarką, profesorem, badaczką i posłuszną córką.
Dobrze wyszłam za mąż, a trzy lata później rozwiodłam się z jeszcze
większym rozmachem. Jeżeli ktokolwiek zaczynał się zastanawiać, co kryje
się pod moją nieskazitelną fasadą, stukot moich drogich designerskich
szpilek na szpitalnym korytarzu przywoływał go do porządku. Byłam
ucieleśnieniem marzeń feministek o kobietach w świecie nauki -
przybyłam, zobaczyłam i zwyciężyłam.
Na zewnątrz zachowywałam pozory samokontroli, ale miałam wrażenie, że
mózg mi płonie. Nieważne, ile kofeiny pochłonęłam, nie byłam w stanie
skoncentrować się i zgromadzić tyle energii, by przetrwać cały dzień.
Gdy groziło mi, że wybuch emocji zniszczy mój wizerunek opanowanej
lekarki, natychmiast ordynowałam sobie wyższą dawkę czekolady. Byłam
podminowana, zmęczona i stale niewyspana. Gdy kładłam się spać,
próbowałam wewnętrznie przetworzyć miniony dzień, ocenić własne
działania i rozbudować niekończącą się listę zadań, a w mojej głowie
toczyły się 72 wzajemnie sprzeczne dyskusje. Co kontrolowało włącznik w moim mózgu, który mógłby zatrzymać to szaleństwo i przywrócić porządek?
Chyba nic.
Byłam wierną wyznawczynią codziennej praktyki duchowej "gaz do dechy",
która łączy wszystkich działających w medycynie akademickiej - to praca
na pełnych obrotach w ciągu dnia i zarywanie nocy. Nieustanny stres,
póki nie osiągniemy kolejnego sukcesu, a potem "spłukać i czynność
powtórzyć". Zdecydowanie tkwiłam w błędnym kole stresu i sukcesu.
Zajechałam lexusem na szpitalny parking, zlizałam z palców czekoladę z kitkata i zebrałam się na odwagę, by wysiąść z samochodu i strategicznie
łapać równowagę na oblodzonym chodniku prowadzącym do rozsuwanych drzwi
wydziału neuronauki.
W tym właśnie momencie poczułam przeszywający ból w klatce piersiowej.
16 lat później wiem już bez cienia wątpliwości, że nie wolno traktować
codziennego stresu jako odznaki honorowej - a ja to właśnie robiłam,
wchodząc każdego dnia do pracy. Kilkanaście lat temu, kiedy jechałam tą
oblodzoną autostradą, nie było jeszcze takich terminów, jak wypalenie,
chroniczny stres czy dobrostan pracowników. W międzyczasie odkryłam,
że przewlekły stres jest toksyczny. Niszczy strukturę mózgu i ciała oraz
zaburza ich funkcjonowanie. Nie wolno poświęcać zdrowia, aby osiągnąć
cele w pogoni za sukcesem. Tak się składa, że chroniczny stres z czasem
faktycznie ZABIJA. Czy to zbyt śmiałe stwierdzenie? Wcale nie
dramatyzuję. Mnie niemal zabił.
PRZERWA NA NAUKĘ: Czy tkwisz w błędnym kole stresu i sukcesu?
Czy zdarzyło ci się zadać sobie pytanie: "Dlaczego nie czuję
autentycznego spokoju czy szczęścia w życiu? Czego mi brak?". Czy cichy
wewnętrzny głosik odpowiedział ci natychmiast: "A może szczęście da ci
osiągnięcie celu sprzedażowego w tym kwartale?" albo: "Może w końcu się
uspokoję, kiedy skończę kolejny duży remont domu?".
Jako nastawiony na sukces specjalista wyznaczasz sobie cele SMART,
stosujesz metodę GTD i wprowadzasz niezliczone inne techniki i systemy,
by zarządzać sobą i własną wydajnością. Do tego stresujesz się,
obsesyjnie myślisz o podejmowanych działaniach i zamartwiasz się, dopóki
nie zrealizujesz celu, do którego dążysz w danym momencie. To dokuczliwe
uczucie nieodmiennie jednak powraca - czegoś ci brakuje. Wcale nie
czujesz już spokoju ani skupienia. Zadajesz więc sobie pytanie, co
jeszcze figuruje na twojej liście zadań, i skupiasz się na tym, bo może
dzięki temu poczujesz się lepiej. Tak się jednak nie dzieje.
To właśnie, drogi czytelniku, błędne koło stresu i sukcesu. Jako lekarka
z potrójną specjalizacją i członkini zarządu dużej korporacji nie chcę
ci jednak powiedzieć, że pragnienie sukcesu jest samo w sobie złe. Co
jednak, gdybym ci powiedziała, że da się dążyć do sukcesu w życiu
osobistym i zawodowym bez ciągłego stresu?
Owszem, tkwisz w błędnym kole stresu i sukcesu, jeżeli twoją mantrą
jest "sukces za wszelką cenę", a stres nosisz dumnie jak order za
zasługi. Twój mózg jest już uwarunkowany do przekonania, że jeżeli tylko
uda ci się odhaczyć kolejną pozycję z niekończącej się listy zadań, to
osiągniesz wewnętrzny spokój. I co w tym złego? Otóż zamiast
wewnętrznego spokoju, który w twoim przekonania leży na końcu długiego
ciągu odhaczających zadania ptaszków (a nie oszukujmy się, odhaczenie
ich wszystkich to w najlepszym wypadku mrzonka), zaczyna cię męczyć ból
pleców, refluks, spadek libido czy ataki paniki. Co więcej, zaczynasz
ignorować lekarza pierwszego kontaktu, który twierdzi, że masz
nadciśnienie, stan przedcukrzycowy albo nieregularny rytm serca.
Jeżeli na dłuższą metę pozostaniesz w błędnym kole stresu i sukcesu, to
dorobisz się objawów przewlekłej choroby serca, żołądka, płuc i stawów.
Ale - hej, wszystko przecież jest w porządku... Do momentu, kiedy zawał
powali cię plackiem na ziemię. Stres może nie tylko zniweczyć twoje
plany na sukces, ale także zabić cię, jeśli się nim nie zajmiesz.
Zanim jednak wpadniesz w panikę, pamiętaj, że da się realizować
wyznaczone cele, kierować się ambicją i odnosić sukcesy bez wpadania w błędne koło chronicznego stresu, wypalenia i chorób. Pierwszy krok, do
którego wykonania cię zapraszam, jest często najtrudniejszy - to zwykła
samoświadomość. Ostatecznie decyzja o wyjściu z błędnego koła należy do
ciebie - i tylko do ciebie.
O co chodzi z tym stresem?
Kiedy pacjent zaczyna od przyznania się do stresu, często stosuje
mechanizm obronny: "Ale, pani doktor, kto nie jest zestresowany w rzeczywistości dzisiejszego rynku pracy?".
Gdybyśmy spotkali się twarzą w twarz, zadałabym ci kilka pytań:
Czy tkwisz w błędnym kole stresu i sukcesu przejściowo z powodu
zbliżającego się terminu realizacji zadania w pracy?
A może żyjesz w stresie przez cały czas z powodu trudności
związanych z finansami, związkiem, zdrowiem albo jeszcze czymś
innym?
Może czujesz nieustanny stres życiowy, na który nakładają się
kolejne trudności?
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) definiuje stres jako każdą zmianę,
która powoduje obciążenie fizyczne, emocjonalne lub psychiczne. Każde z nich może spowodować pogorszenie samopoczucia w jednym lub kilku z poniższych obszarów:
działanie mózgu (funkcje poznawcze),
dobrostan emocjonalny (zdrowie psychiczne),
funkcjonowanie ciała (zdrowie fizyczne),
poczucie własnej tożsamości w świecie (zdrowie duchowe).
Gdy zastanawiamy się, jak stres wpływa na zdrowie, powinniśmy pamiętać,
że klasyfikujemy go nie tylko ze względu na rodzaje, ale także w zależności od czasu trwania czynnika stresogennego. W standardowej
psychologii stres dzieli się na trzy rodzaje:
Stres ostry.
Stres ostry epizodyczny.
Stres przewlekły.
Stres ostry wynika z reakcji organizmu na nową lub trudną sytuację. To
uczucie, które pojawia się, gdy zbliża się termin realizacji zadania lub
gdy cudem uda ci się uniknąć potrącenia przez samochód. W przypadku
stresu ostrego naukowcy zgadzają się, że jest on normalną reakcją, która
zmusza mózg do koncentracji, motywuje go i skłania do działania. Stresu
ostrego można doświadczyć nawet na skutek sytuacji, które sprawiają
przyjemność, na przykład jazdy kolejką górską. Stres ostry klasyfikuje
się jako krótkotrwały. Hormony stresu, emocje i organizm wracają zwykle
do stanu równowagi w ciągu kilku minut lub godzin dzięki reakcji
odprężenia w mózgu.
Drugim rodzajem stresu jest stres ostry epizodyczny. Zachodzi on, gdy
stres ostry (rozumiany zgodnie z powyższą definicją) występuje często.
Masz wtedy wrażenie, że kryzysy następują jeden po drugim. Przykładem
stresu ostrego epizodycznego są napięte terminy w pracy, które
powtarzają się bez przerwy. Innym przykładem są częste sytuacje
intensywnego stresu, których doświadczają niektórzy specjaliści, na
przykład pracownicy służby zdrowia. Lekarze, pielęgniarze, ratownicy i inni co chwilę stają nad łóżkiem pacjenta w potencjalnie krytycznym
stanie, co podnosi poziom hormonów stresu, a cykl ten powtarza się z każdym kolejnym pacjentem przyjmowanym na izbie przyjęć, oddziale
intensywnej terapii czy w klinice. W przypadku stresu ostrego
epizodycznego nie mamy czasu na powrót do stanu odprężenia i spokoju,
więc w razie wysokiej częstotliwości występowania jego skutki się
kumulują.
Ostatnią, ale nie mniej ważną kategorią jest stres przewlekły. Jest on
pochodną czynników stresogennych, które utrzymują się przez dłuższy czas
i mogą sprawiać wrażenie pozbawionych końca. Są to na przykład ciągłe
kłótnie z partnerem życiowym, stawianie czoła przytłaczającym długom czy
przewlekła choroba. W stresie przewlekłym trudno nam znaleźć jakikolwiek
sposób na poprawę lub zmianę sytuacji. W jego obliczu uciekanie się do
działających doraźnie środków odprężających, takich jak drzemka, krótka
medytacja czy ćwiczenia, rzadko kiedy pozwala się od niego uwolnić. Nie
istnieje żadne natychmiast działające rozwiązanie ani przełącznik w mózgu.
W dyskusji na temat stresu i jego klasyfikacji musimy zająć się
stwierdzeniem, że "stres jest dla nas dobry". Chciałabym wyjaśnić
wszelkie związane z nim nieporozumienia, które promowano w ostatnich
latach. Kiedy słyszysz ten zwrot, musisz pamiętać, że dotyczy on stresu
ostrego, który - jak wspomniałam powyżej - pozwala ci zrealizować
zadanie w terminie lub szybko podjąć działania dzięki odruchowemu
działaniu. Powiedzmy, że jedziesz samochodem, jest zima i ślisko,
hamujesz na oblodzonej nawierzchni i wpadasz w poślizg. W tej konkretnej
sytuacji "stres jest dla ciebie dobry", ponieważ pozwala ci się w pełni
skoncentrować, poddać odruchom i opanować niebezpieczeństwo. W tej
książce zajmiemy się dwoma pozostałymi rodzajami stresu - stresem ostrym
epizodycznym i stresem przewlekłym. To właśnie one mnie niepokoją,
ponieważ mogą wręcz zabijać.
Stres ostry epizodyczny i stres przewlekły sieją spustoszenie w naszych
mózgach i ciałach. Pomyśl o swoim mózgu jako o wieży kontroli ruchu
powietrznego. Na ruchliwym lotnisku nadzoruje ona działania w samolocie
(sam lot), otoczenie samolotu i operacje naziemne (na lotnisku). Ludzki
mózg także ma centrum kontroli ruchu, które kieruje operacjami mózgu i wszystkich układów narządów w ciele.
Twój mózg to wieża kontroli ruchu powietrznego
14 lat po tamtym wybuchu płaczu w samochodzie zaczęłam luksusowy romans
z nowym partnerem - linią lotniczą Delta Airlines. W 2019 r. dostałam
nawet upragniony brylant - status Diamond Medallion. W 2022 r. nasza
relacja weszła na wyższy poziom, bo kierownictwo Delta Airlines
zaprosiło mnie na spotkanie z całą rodziną pracowników w bazie
macierzystej linii, czyli w Międzynarodowym Porcie Lotniczym
Hartsfield-Jackson Atlanta (ATL).
Kiedy obudziłam się rankiem tego wyjątkowego dnia, radość i ekscytację,
które przepełniały mnie w związku z zaproszeniem, przyćmił w moim
przeciążonym mózgu zbiorowy głos osądzających mnie ciotek: "Hai, hai,
jesteś gościem na ich lotnisku, odwiedzającym dygnitarzem. Delta
Airlines wyświadcza ci wielki zaszczyt. Będziesz reprezentować całą
naszą rodzinę. 51 lat temu twoja matka przyleciała takim wielkim
samolotem z Azji do Ameryki, zaraz po ślubie z twoim ojcem. W co się
ubierzesz? Pochodzisz z dobrej rodziny, nie przynieś nam wstydu. Musisz
mieć na sobie przynajmniej odpowiednią biżuterię i coś jedwabnego".
Ubierając się na moją ważną "randkę", wsłuchałam się w wewnętrzne
wskazówki (ehm... krytykę) starszyzny i założyłam mój najlepszy perłowy
naszyjnik, kolczyki z dwudziestodwukaratowego złota i różową jedwabną
bluzkę. Po przybyciu na miejsce spotkałam się z Rondah Smart, menedżerką
ds. zaangażowania pracowników i komunikacji Delta Airlines ATL
Worldport. Trzeba jej przyznać, że zachowała stoicki spokój, pomagając
mi włożyć na jedwab i perły odblaskową zieloną kamizelkę, w dodatku pięć
rozmiarów za dużą. Z przodu kamizelki widniał wielki, srebrny i błyszczący napis "Gość Delta". Jeszcze bardziej niż stoicyzm
zaimponowało mi jej współczucie i troska, gdy wtykała mi do uszu
zatyczki, próbując nie dotknąć dwudziestodwukaratowych złotych kółek.
Mój przeciążony mózg oczywiście zapomniał o krytycznym szczególe -
mieliśmy spędzić czas na dworze. Kiedy stałam na płycie przed bramką T8,
charakterystyczny dla Atlanty ostry grudniowy wiatr bez problemu
przenikał delikatny jedwab i odblaskową kamizelkę. Mimo zimna stałam jak
zaczarowana, witając pilotów i obserwując, jak potężny holownik wypycha
boeinga 757 z bramki na drogę kołowania. Stanąć pod brzuchem takiego
molocha - to był niezwykły moment w moim życiu.
Do czasu tej "randki" z partnerem podróżnikiem nie miałam pojęcia, że
wystarczy jeden podmuch wiatru, jedno uderzenie pioruna czy jedna
poważna burza śnieżna lub z piorunami, a ta starannie kontrolowana
symfonia operacyjna może się zmienić w czysty chaos, skutkując
uziemieniem. Uziemienie zarządza Federalny Urząd Lotnictwa Cywilnego
(FAA) w wieży kontroli ruchu na lotnisku, aby żaden pracownik nie
znajdował się na płycie przy niebezpiecznej pogodzie i aby żaden samolot
nie próbował wystartować ani wylądować przy słabej widoczności.
Co więcej, jeżeli przedstawiciel FAA na wieży kontroli ruchu portu
lotniczego ATL zarządzi uziemienie, to wstrzymuje ruch na jednym z najbardziej oblężonych lotnisk na świecie. Jak myślisz, ile czasu
potrzeba, aby Międzynarodowy Port Lotniczy Los Angeles (LAX) lub
Międzynarodowy Port Lotniczy Heathrow w Londynie (LHR) odczuły skutki
uziemienia w ATL? W ciągu zaledwie kilku sekund chaos związany z odwołanymi i opóźnionymi lotami rozprzestrzenia się na całą globalną
przestrzeń powietrzną, wpływając na pasażerów i załogi oraz powodując
opóźnienia lub przekierowania samolotów do innych portów.
Na tej samej zasadzie działa ludzki mózg i całe ciało, kiedy próbujemy
działać na siłę. Stres epizodyczny jest jak tymczasowe spowolnienie na
jednym pasie startowym, wywołane natłokiem przylatujących i odlatujących
samolotów, które kołują do odpowiednich terminali. Nakładanie się na
siebie jednej sytuacji stresu ostrego po drugiej przez długi czas
powoduje w mózgu stan chronicznego stresu, który przypomina całkowite
uziemienie. Można to porównać ze śnieżycą nad lotniskiem ATL. Pogarsza
się widoczność, przebywanie na płycie lotniska jest niebezpieczne dla
pracowników, a wszystkie operacje naziemne ulegają spowolnieniu lub
całkowitemu wstrzymaniu.
Wpływ stresu na funkcjonowanie mózgu i ciała
W sytuacji stresowej mózg ma do wyboru reakcję walki, ucieczki lub
zamrożenia. To tak zwana reakcja stresowa - sposób, w jaki mózg reaguje
na każde zdarzenie, które postrzega jako szkodliwe, atak lub zagrożenie
dla swojego przetrwania. Reakcję stresową opisał jako pierwszy dr Walter
Bradford Cannon, a znana jest jako teoria Cannona-Barda. Zakłada ona, że
centrum kontroli ruchu w mózgu (ciało migdałowate) przetwarza to, co
widzimy i słyszymy, przekazując informację o potencjalnym zagrożeniu do
bramek (podwzgórza). Mówiąc prościej, reakcja stresowa uwalnia hormony
stresu, które sygnalizują, że należy walczyć, uciekać lub zastygnąć w bezruchu.
W sytuacji, gdy burza śnieżna zagraża ludziom lub operacjom portu ATL
albo powoduje szkody, przedstawiciel FAA na wieży kontroli ruchu
przesyła sygnał do kluczowych obszarów lotniska, uruchamiając procedurę
uziemienia. Żaden samolot nie może wystartować ani wylądować, póki
wznowienie działalności nie będzie bezpieczne. Pracownicy, którzy
pracują na płycie w obsłudze naziemnej, również mają obowiązek schronić
się w bezpiecznym miejscu. To, co pasażerowie odbierają jako blokadę na
lotnisku, jest w rzeczywistości starannie zaplanowaną symfonią działań,
których celem jest zapewnienie wszystkim bezpieczeństwa.
Kiedy doświadczamy ciągłego stresu epizodycznego (zamiast stresu ostrego
tymczasowego), ciało migdałowate przypomina wieżę kontroli ruchu, która
stale wysyła sygnał alarmowy - pracownicy wszystkich bramek na
lotnisku zaczynają wdrażać procedury awaryjne. W tryb kryzysowy
przełącza się już nie tylko mózg, ale i reszta personelu, czyli ciało.
Następnie podwzgórze aktywuje autonomiczny układ nerwowy, wysyłając
nerwami współczulnymi sygnał do nadnerczy. To tak zwana oś
podwzgórze-przysadka-nadnercza (oś HPA). Nadnercza produkują kluczowe
substancje chemiczne i hormony, które zapewniają ciału zasilanie. Pod
wpływem stresu pompują te substancje i hormony (kortyzol i adrenalinę)
do krwiobiegu. Krążące w organizmie hormony wywołują kilka zmian
fizjologicznych, które sygnalizują, że dzieje się coś złego:
Wzrasta częstotliwość skurczów serca, które pompuje krew do mięśni,
mózgu i innych ważnych narządów.
Wzrasta również ciśnienie krwi. Człowiek doświadczający tych zmian
zaczyna także szybciej oddychać.
Drobne kanaliki oddechowe w płucach otwierają się szerzej. Dzięki
temu przy każdym oddechu płuca pobierają więcej tlenu.
Dodatkowy tlen przesyłany jest do mózgu, zwiększając czujność.
Wyostrza się wzrok, słuch i inne zmysły.
Tymczasem adrenalina uruchamia uwalnianie do krwi cukru (glukozy) i tłuszczów z tymczasowych zapasów w organizmie. Składniki odżywcze
dostają się do krwiobiegu, dostarczając energię do wszystkich części
naszego ciała.
Trzeba pamiętać, że podobnie jak porty lotnicze w różnych krajach każdy
organizm jest inny, więc i każdy człowiek inaczej postrzega wpływ stresu
epizodycznego i przewlekłego. Zmiany fizjologiczne mogą różnić się w zależności od osoby i każdy z nas musi wiedzieć, jak działa jego
organizm.
Poszczególne porty lotnicze różnią się między sobą rozwiązaniami
architektonicznymi, ale ich kluczowe funkcje działają tak samo. Podobnie
jest z ludzkim mózgiem, osobowością i zdolnością do radzenia sobie ze
stresem. Sytuacja, w której kontroler ruchu w twoim mózgu wpada w panikę
lub zawiesza działalność, na inną osobę może nie wywrzeć aż takiego
wpływu i będzie ona funkcjonować normalnie.
Wieża kontroli ruchu w twoim mózgu postrzega zagrożenia inaczej niż
mózgi innych ludzi. To dlatego dwie różne osoby mogą doświadczyć tej
samej sytuacji i odmiennej reakcji stresowej - lub nie doświadczyć jej
wcale. Przyjrzyjmy się sytuacji, gdy podczas spotkania toksyczny członek
zespołu zaczyna krzyczeć. Jeden z pozostałych uczestników może poczuć
nudności lub zirytować się rozzłoszczonym współpracownikiem, a inny
wcale nie zareaguje. Nie zrobi to na nim w ogóle wrażenia. Normalne
jest, że ludzie przejawiają różne reakcje stresowe na te same
okoliczności - jedni postrzegają je jako zagrożenie, a inni nie. Innym
przykładem są publiczne wystąpienia. 90% populacji obawia się przemawiać
publicznie, bo wywołuje to reakcję stresową, natomiast pozostałe 10% -
do których ja należę - czerpie radość z wystąpień publicznych, które nie
wywołują u nich silnej reakcji.
Często żartuję, że badania i czytanie przynoszą mi ulgę w stresie i odprężenie. Nawyk czytania encyklopedii zaszczepiły we mnie mama i ciotki - nie chciały, żebym ciągle kręciła im się pod nogami i zadawała
pytania. Gdybym miała więcej czasu, zrobiłabym doktorat z psycho-neuroimmunoendokrynologii. A teraz powtórz to słowo pięć razy - u większości jest to wyzwalaczem ostrego stresu. U mnie wywołuje
niezmąconą niczym błogość.
Fascynuje mnie badanie, w jaki sposób emocje i nastrój (psycho-)
zmieniają strukturę i funkcjonowanie mózgu (neuro-), wpływając w efekcie na cały układ odpornościowy organizmu (immuno-) i rolę
hormonów każdego układu narządów (endokrynologia).
Psychoneuroimmunoendokrynologia. Wpływ stresu nie ogranicza się tylko do
nastroju. Dzięki dziesięcioleciom badań wiemy, że emocje zmieniają
sposób funkcjonowania mózgu (sen, pamięć) i zdrowie fizyczne (trawienie,
hormony, układ odpornościowy, napięcie mięśni).
We wszystkich trzech rodzajach stresu za reakcję stresową i przetwarzanie emocji odpowiada układ limbiczny. Powtórzę, że pod wpływem
stresu ostrego, epizodycznego lub przewlekłego ciało migdałowate (część
układu limbicznego) wysyła sygnał alarmowy do podwzgórza. Dochodzi wtedy
do aktywacji osi HPA. W przypadku stresu ostrego po pewnym czasie (od
kilku minut do kilku godzin) zachodzi reakcja odprężenia, czyli reakcja
układu przywspółczulnego, której celem jest odwrócenie skutków stresu
ostrego.
Z kolei w stresie epizodycznym i przewlekłym nie ma szans, aby reakcja
odprężenia w pełni przywróciła stan homeostazy mózgu i ciała. Za
utrzymanie homeostazy każdego układu narządów w organizmie
odpowiedzialne są podwzgórze i przysadka mózgowa. Harmonijną pracę
każdego układu narządów zapewnia ponad 50 hormonów w mózgu i ciele. Po
aktywacji osi HPA pod wpływem stresu gwałtownie rośnie poziom
glikokortykosteroidów i katecholaminy. W sytuacji długotrwałego stresu
oś HPA nieustannie stymuluje współczulny układ nerwowy.
Co się dzieje, gdy współczulny układ nerwowy jest bez przerwy pobudzany
do działania? Przy ciągłej stymulacji w sytuacji stresu przewlekłego
współczulny układ nerwowy podnosi tętno i ciśnienie krwi, powoduje
napięcie mięśni, zapalenie stawów i wywraca procesy trawienne do góry
nogami.
Doświadczyłam tego 16 lat temu, kiedy weszłam przez automatyczne drzwi
oddziału neurologii i poczułam przeszywający ból w klatce piersiowej.
Nie miałam pojęcia, że w pracy lekarza doświadczam stresu ostrego
przewlekłego. Miałam raptem trzydzieści parę lat. Nie wiedziałam wówczas
także, że ból w klatce piersiowej nasila się z powodu stresu, którego
wieża kontroli ruchu w moim mózgu nie jest w stanie kontrolować... a który
siał spustoszenie w moim nastroju, śnie i trawieniu. Minęły lata, zanim
udało mi się połączyć objawy i własną historię w jedną układankę i znaleźć rozwiązanie, które pozwoliło wieży kontrolnej mojego mózgu
utrzymać homeostazę.
Szybka zmiana - zacznij działać od razu
Poświęć chwilę, by zadać sobie pytanie, czy tkwisz w błędnym kole stresu
i sukcesu.
Ćwiczenie samoświadomości
Czy masz wrażenie, że musisz za wszelką cenę dążyć do realizacji
wyznaczonych celów, ukończyć zadanie lub odnieść sukces?
Skąd wziął się ten wzorzec zachowań?
Jakie objawy zaczynasz odczuwać, gdy stres doprowadza cię do granic
wytrzymałości?
Czy chcesz zrobić pierwszy krok na drodze do wyrwania się z błędnego
koła stresu i sukcesu?
Czy pamiętasz, kiedy ostatni raz udało ci się osiągnąć w życiu coś
ważnego bez długotrwałego stresu?
Rozdział 2. Oznaki, że stres wywołał u ciebie przeciążony mózg
Rozdział 2
Oznaki, że stres wywołał u ciebie przeciążony mózg
Ból w klatce piersiowej, którego doświadczyłam w 2007 r., gdy chwiejnym
krokiem przemierzałam w szpilkach oblodzony parking, zaczął się tuż pod
środkowym panelem mojego czarnego koronkowego stanika La Perla - szybko
rozprzestrzeniający się ogień wznosił się do gardła i przepalał mnie na
wylot aż do pleców. Chwilę później zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie mogłam oddychać. Oblałam się potem. Doszłam do siebie i poszłam do
pracy, ale od tego dnia objawy te zaczęły się pojawiać częściej,
prześladowały mnie i atakowały, kiedy najmniej się ich spodziewałem. Na
co dzień robiłam wszystko, by tylko nie zwinąć się w kłębek na podłodze.
Chciałam jedynie wrócić do domu i przytulić mojego pieska Rahję.
Próbowałam wszystkiego, aby złagodzić skurcz w klatce piersiowej. Za
którymś razem wypiłam duszkiem pół butelki neonoworóżowego
pepto-bismolu, ale wszystko zwymiotowałam. Początkowo prowadziłam spór z moim wewnętrznym lekarzem, że jestem co najmniej 22 lata za młoda na
zawał. Nie grałam jednak na czas. Poszłam po pomoc prosto do mojej
lekarki pierwszego kontaktu.
W oczekiwaniu na nią przebrałam się z La Perli w szorstką koszulę
zabiegową. Po przejrzeniu wszystkich informacji w mojej cieniutkiej
karcie lekarka spojrzała mi prosto w oczy.
- Romie, jesteś jak wszyscy inni młodzi lekarze o osobowości typu A,
których tu spotykam. To tylko refluks. Musisz przestać łączyć kawę z czekoladą i winem.
Straciłam panowanie nad sobą i aż sapnęłam, zanim się opanowałam.
Romie, przyjmij to jak wojowniczka. Nie zdradzaj nic po sobie.
- Zaczniemy od leków na nadkwasotę i antybiotyków. Dam ci też
skierowanie na oddział chorób układu pokarmowego, gdzie zrobią ci dalsze
badania.
Zastosowałam się do jej poleceń. Przestałam spożywać jedyne trzy grupy
pokarmów, które były dla mnie ważne, zaczęłam brać leki zobojętniające i antybiotyki. Nie zadziałały, więc w końcu odstawiłam je i wróciłam do
czekolady - trzeba umieć sobie radzić, prawda? Mniej więcej w tym
osiemnastomiesięcznym okresie moje przytłoczone, chronicznie
zestresowane ja zaczęło tracić radość, którą wcześniej odczuwałam na
widok pacjentów z padaczką, którzy realizowali kolejne kamienie milowe w terapii - na przykład szli na bal maturalny czy zdawali egzamin na prawo
jazdy.
Jeśli zdarzyło ci się wysłuchać mojego wykładu TEDx z 2014 r., znasz tę
historię. Ból w klatce nasilał się z powodu chronicznego stresu i wypalenia, a ostatecznie musiałam poddać się operacji ratującej życie,
co wymusiło zmianę dotychczasowych nawyków. Jeżeli ominął cię mój wykład
zatytułowany The Powerful Secret of Your Breath, to nie miałam
zwykłego refluksu (który, notabene, wcale nie jest zwykłym bólem). Po
wizytach u wielu specjalistów, w tym kilku, którzy byli przekonani, że
wszystko sobie wymyśliłam, oraz po wielu wszechstronnych nowoczesnych
badaniach, ostatecznie na trop naprowadziło medyków klasyczne badanie z początku lat 70. XX w., czyli zdjęcie rentgenowskie z kontrastem. Miałam
achalazję, a wyniki biopsji były niejednoznaczne. Dorobiłam się
patologicznych zmian w przełyku, które mogły być wczesnymi objawami
czegoś poważniejszego (przełyk Barretta). Nie wiedziałam, co to takiego.
Jestem lekarką od mózgu. Upraszczając, miałam w przełyku przewężenie,
które uniemożliwiało właściwe przełykanie, a z komórek zdrowej śluzówki
wykształciła się toksyczna, prawdopodobnie przednowotworowa zmiana. Na
widok pełnych współczucia spojrzeń radiologów ruszyłam od razu po radę
do doktora Google, ale pierwsze 37 wyników wyszukiwania sprowadzało się
do Prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworu przełyku przy achalazji.
Kiedy masz gorszy moment, doktor Google zawsze sugeruje nowotwór,
prawda? Niemniej nawet w obliczu utrudniających życie objawów i zaszczepionego przez doktora Google w moim przeciążonym mózgu strachu
ciężko pracowałam każdego dnia i zarywałam noce. Nie miałam wyboru. Mój
harmonogram i lista zadań magicznie się wydłużały, mimo że czułam, iż
ciało odmawia mi posłuszeństwa.
Bez względu na to, jakie leki czy diety stosowałam, nic nie pomagało na
ból w klatce, a ja coraz bardziej izolowałam się od otoczenia. Budziłam
się w środku nocy, łapczywie łapiąc oddech, dławiąc się śliną i wymiocinami. Często zapadałam na przeziębienia, grypę, a w dalszej
kolejności na zapalenie płuc. Dlaczego nie miałam w mózgu przełącznika,
by wyłączyć to przytłaczające uczucie?
Poza achalazją współczesna medycyna nie miała określenia na drugą
diagnozę - mój duch był w rozsypce. Rozpaczliwie pragnęłam, aby choroba
i ciągły niepokój zniknęły. Chciałam powrócić do normalnego życia, w którym byłam obowiązkową lekarką, pełną szacunku córką i psią mamą, ale
nie miałam sposobu, by zatrzymać świat, który zaczynał mi uciekać. Jak
miałam za nim nadążyć?
PRZERWA NA NAUKĘ: Czy w mózgu znajduje się wyłącznik stresu?
- Siri, wyłącz, proszę, stres.
- Hej, jest tam kto?!
- Dobra, Alexo, twoja kolej. Wyłącz stres, do cholery!
Gdyby moje ciotki usłyszały, jak warczymy na Siri czy Alexę,
zakrzyknęłyby zgodnie: "Hai, hai, krzyczenie do telefonu lub komputera
w domu to oznaka głośnego, wulgarnego, złego wychowania. Dlatego wciąż
używamy Clappera. Za każdym razem, gdy wchodzisz do każdego
pomieszczenia w swoim domu, rozlega się aplauz".
Zanim nadeszła era pokrzykiwania na smartfony i inteligentne urządzenia
domowe, moje ciotki miały obsesję na punkcie Clappera. Jeśli nie masz
pojęcia, o czym mówię, to Clapper pojawił się przed sztuczną
inteligencją. Była to kostka, którą wkładało się do kontaktu i dopiero
do niej włączało się wtyczkę kabla od lampy. Dzięki temu włączać i wyłączać światło można było klaśnięciem dłoni. Nie wiem, która z ciotek
jako pierwsza znalazła to urządzenie w środku nocy na jakimś kanale
telezakupowym, ale po jednej prezentacji przy herbatce trend się przyjął
i wszystkie domy członków rodziny zostały w nie wyposażone. Dosłownie.
Każdy. Pokój. Na co komu włączniki czy ściemniacze lamp? Naszym
przeznaczeniem było wyklaskać sobie drogę z ciemności do światła.
Byłoby cudownie, gdyby dało się zaprogramować Clappera, Siri czy Alexę,
by wyłączały stres w naszych mózgach, prawda? Każdy, od influencerów po
dziennikarzy prezentujących wieczorne wiadomości, próbuje znaleźć ten
jeden, jedyny i najlepszy sposób na pokonanie stresu. Tymczasem według
danych Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego Amerykanie byli
zestresowani, niewyspani i wypaleni już w 2019 r., jeszcze przed
globalną pandemią, a w roku 2020 sytuacja tylko się pogorszyła.
Obawiam się jednak, że mimo naszych najszczerszych życzeń stresu w mózgu
i ciele nie da się po prostu wyłączyć. Przewijanie kolejnych memów,
które sugerują, że można automatycznie przełączyć wajchę w mózgu, aby
"mniej się stresować i doświadczyć błogosławieństwa", jest mylące,
szczególnie w warunkach stresu przewlekłego.
Dlaczego pomimo rozlicznych badań i postępów w leczeniu stresu wszyscy
wciąż jesteśmy przytłoczeni życiem i próbujemy znaleźć kolejne
wskazówki, triki czy sztuczki, by przetrwać dzień pracy? Zgodnie ze
współczesnym etosem pracy stres jest powodem do dumy albo oznaką hańby,
że nie poradziłeś sobie w ekstremalnie trudnym otoczeniu, czyli własnym
życiu.
Według raportu Instytutu Gallupa State of the Global Workplace 2022
Report stres związany z pracą pozostaje po globalnej pandemii kluczowym
problemem. Niezależnie od tego, czy pracownicy stresują się w pracy, czy
przynoszą stres do pracy ze sobą, w skali globalnej czują jego większe
natężenie niż w 2020 r. (poprzedni rekord wszech czasów). 44%
pracowników doświadczyło istotnego stresu w ciągu poprzedniego dnia.
Obciążenia stresem doświadcza prawie połowa pracowników na świecie, ale
to pracujące kobiety w USA i Kanadzie należą do najbardziej
zestresowanych pracowników na planecie. Stres jest podstawową przyczyną,
z której powodu trafiamy do lekarza pierwszego kontaktu z takimi
objawami, jak częste przeziębienia, nadciśnienie, wrzody, bóle pleców,
bóle głowy, nieregularne cykle menstruacyjne, niskie libido i depresja.
Według amerykańskiego CDC objawy te są impulsem do ponad 75% wizyt w gabinecie lekarskim, a ich główną przyczyną jest wysoki poziom stresu
lub wypalenie zawodowe.
Niekontrolowany i nieleczony stres ostry epizodyczny i stres przewlekły,
które omówiliśmy w poprzednim rozdziale, prowadzą do wypalenia
zawodowego. Stres i wypalenie zawodowe to jednak NIE TO SAMO i nie
należy stosować tych pojęć wymiennie. Termin wypalenie ukuł w latach
70. XX w. amerykański psycholog Herbert Freudenberger. Użył go do
opisania konsekwencji silnego stresu i wysokich ideałów w zawodach
zajmujących się pomocą innym. W podręczniku diagnostycznym
Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób Światowa Organizacja Zdrowia (WHO)
oficjalnie sklasyfikowała wypalenie zawodowe jako "syndrom wynikający z przewlekłego stresu w miejscu pracy, który nie został skutecznie
opanowany". Należy zauważyć, że w 2019 r. WHO podniosła definicję
wypalenia zawodowego do syndromu i dodała jego diagnozę do
Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-11) jako zjawisko związane z pracą.
Trzy objawy wymienione w opisie diagnozy wypalenia zawodowego to:
uczucie braku energii lub wyczerpania,
zwiększony dystans mentalny wobec wykonywanej pracy lub negatywne
odczucia związane z karierą,
zmniejszona produktywność w pracy.
Określenie częstotliwości występowania wypalenia zawodowego wśród
amerykańskich pracowników różni się w zależności od sposobu zadawania
pytań przez badaczy. Dla przykładu w Aflac Workforces Report for
2022-23 ponad połowa (59%) amerykańskich pracowników przyznała, że
doświadcza co najmniej umiarkowanego poziomu wypalenia zawodowego, co
stanowi znaczny wzrost w stosunku do 2021 r. (52%) i jest na równi z poziomami odnotowanymi w 2020 r., w szczytowym okresie pandemii
COVID-19. W tym przypadku "umiarkowane wypalenie" określono jako
występowanie jednego z trzech objawów zdefiniowanych przez WHO. W Polsce
mówi się, według różnych danych, o ok. 45%. Według badań
przeprowadzonych przez Microsoft (który w 2022 r. przebadał 20 tysięcy
osób w 11 krajach) prawie 50% pracowników i 53% menedżerów zgłasza
problem wypalenia zawodowego.
Przy przeglądaniu danych dotyczących stresu i wypalenia zawodowego
wyraźnie widać, że nikt nie jest odporny na negatywny wpływ stresu
przewlekłego, a ryzyko rozwoju wypalenia zawodowego pozostaje wysokie.
Stres przewlekły prowadzi do stanów zapalnych w mózgu (i w całym organizmie)
W poprzednim rozdziale wspominaliśmy o wieży kontroli ruchu w mózgu,
czyli o układzie limbicznym. Mózg jest połączony z wszystkimi
pozostałymi układami narządów w ciele - można to porównać do globalnej
przestrzeni powietrznej.
Kiedy narażamy się na przewlekły stres fizyczny, emocjonalny lub
psychiczny, w strukturze i funkcjonowaniu mózgu zaczynają zachodzić
negatywne zmiany, które nazywamy neurozapaleniem. Jest to proces, który
uruchamia wewnętrzny układ odpornościowy mózgu i prowadzi do zmian
komórkowych i chemicznych. Dzięki wieloletnim badaniom wiemy, że
neurozapalenie może być spowodowane urazem, infekcją, narażeniem na
toksyny, chorobą neurodegeneracyjną lub starzeniem się mózgu.
Dla ciebie (i twojego lekarza pierwszego kontaktu) kluczowy jest
natomiast fakt, iż nowe badania przeprowadzone w ciągu ostatniej dekady
wykazały, że neurozapalenie może też być wywołane przez stres
przewlekły. Stres emocjonalny i psychiczny, którego doświadczamy na co
dzień, prowadzi do neurozapalenia, a ono - jak już wiemy - współistnieje
w takich chorobach, jak zapalenie mózgu i demencja. Innymi słowy, wiemy
teraz, że pewne rodzaje neurozapalenia mogą być wywoływane stresem
ostrym epizodycznym i przewlekłym. W rozdziale 6 przedstawię szczegółowy
opis neurozapalenia na tle stresu ostrego epizodycznego i przewlekłego.
Dowiesz się, jak pod wpływem stresu przewlekłego mózg produkuje
niebezpieczne cytokiny, w szczególności interleukinę-1 (IL-1). Te
markery stanu zapalnego są związane z wysokim poziomem stresu i zaburzeniami lękowymi.
Niezależnie od faktu, że neurozapalenie podnosi poziom IL-1, inne
badania wskazują, że w okresach stresu rosną krytyczne markery stanu
zapalnego, które wpływają głównie na hipokamp i korę przedczołową.
Stres przewlekły może wywoływać zaburzenia lękowe i inne zaburzenia
mózgu, takie jak pogorszenie pamięci, depresja i zaburzenia snu. Jak do
tego dochodzi? Przetwarzanie stresu przewlekłego zachodzi na kilku
ścieżkach łączących mózg z ciałem. Ciało migdałowate to centrum
przetwarzania emocji w mózgu, a w ostatnim rozdziale nazwałam je wieżą
kontroli ruchu dla mózgu i ciała.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki