Przebudzone - Małgorzata Ohme

Kup ebooka

47.90 zł
37.49 zł (38,27 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Po­dzię­ko­wa­nia

Mia­łam na­pi­sać książkę o czymś in­nym. Na pewno nie o prze­bu­dze­niu.

Mia­łam na­pi­sać o psy­cho­lo­gii. Na pewno nie o du­cho­wo­ści.

I mia­łam na­pi­sać ją już dawno temu.

Ta książka przy­szła do mnie ra­zem z ko­bie­tami po­zna­wa­nymi pod­czas pro­wa­dze­nia pro­gramu Kafka'15, z mo­imi pa­cjent­kami i tymi oso­bami, które po­dzie­liły się ze mną swoją hi­sto­rią. W ostat­nim roku słowa "prze­bu­dzi­łam się" były naj­czę­ściej po­wta­rza­ją­cymi się sło­wami w Wa­szych li­stach, ma­ilach i opo­wie­ściach. Dla­tego, mimo iż tych słów nie­jed­no­krot­nie już uży­wano w li­te­ra­tu­rze, są dziś na okładce. Bo Prze­bu­dzone to Wy. Są dzięki Wam. Za co dzi­siaj tu i te­raz dzię­kuję.

Dzię­kuję moim dzie­ciom Kla­rze i Jur­kowi za to, że je­ste­ście mo­imi przy­ja­ciółmi i że uczy­cie mnie ko­chać każ­dego dnia.

Dzię­kuję To­bie, Ra­fale Ohme, za ro­dzinę, którą stwo­rzy­li­śmy, za wspar­cie i obec­ność, która ni­gdy mnie nie za­wio­dła.

Ewo Fo­ley, moja du­chowa Mamo, przy­ja­ciółko, prze­wod­niczko - uczę się od Cie­bie każ­dego dnia. Cie­szę się, że spo­tka­ły­śmy się w tym ży­ciu. Też.

Agnieszko Żu­kow­ska, przy­ja­cielu, druhu mój, dzię­kuję, że cze­ka­łaś cier­pli­wie, że sto­isz za mną wier­nie i mocno tyle lat, że od­bie­rasz te nie­wy­godne te­le­fony, od­krę­casz moje od­je­chane fan­ta­zje, że słu­chasz, czu­jesz i my­ślisz. Czę­sto bar­dziej niż inni. I że wie­rzy­łaś, że to na­pi­szę.

Ju­styno Mar­ci­niak, dzię­kuję za tyle lat ucze­nia mnie przy­jaźni, że je­steś, po­mimo, moja ko­chana.

Aniu Ka­rol­ska, Ka­siu Ar­ku­szyń­ska, moja Bando Wando - ko­cham Was za­wsze, dziew­czyny.

Na­ta­lio Su­łow­ska, Ju­lito Su­łow­ska - do­brze być Wa­szą sio­strą, ko­cham mocno.

Dzię­kuję To­bie, Da­nielu We­lfel, za du­chowe in­spi­ra­cje i to­wa­rzy­sze­nie mi w cza­sie, gdy pi­sa­łam tę książkę.

Iwono We­ncel, Tomku Szczy­giel­ski - dzię­kuję za in­spi­ra­cje, mą­drość i wpro­wa­dze­nie mnie do świata du­cho­wo­ści.

Magdo Cy­le­jew­ska, moja wy­daw­czyni naj­wspa­nial­sza, dzię­kuję, że mi za­ufa­łaś, że cze­ka­łaś, że da­łaś tyle prze­strzeni. Tylko z Tobą mo­gło się to udać.

I To­bie, Go­siu Ohme, dzię­kuję, że do­wio­złaś. Fajne jest ży­cie z Tobą. Zwłasz­cza gdy się prze­bu­dzi­ły­śmy, prawda? :-)

Przed­mowa

Ewa Fo­ley

Mał­go­sia za­sko­czyła mnie prośbą o na­pi­sa­nie przed­mowy do jej no­wej książki, po­nie­waż nie znamy się zbyt długo w chro­no­lo­gicz­nym wy­mia­rze czasu..., ale w cza­sie kro­nos (emo­cjo­nal­nym, cza­sami zwa­nym "tu i te­raz") znamy i ro­zu­miemy się wy­śmie­ni­cie.

Po raz pierw­szy o Au­torce tej książki usły­sza­łam w po­ło­wie roku 2023 i za­nim przy­ję­łam jej za­pro­sze­nie do roz­mowy, bar­dzo so­lid­nie od­słu­cha­łam wiele po­ran­nych pro­gra­mów Kafka'15. Te pod­ca­sty na­prawdę były pełne bez­cen­nych rad i wska­zó­wek eks­per­tów z róż­nych ob­sza­rów psy­cho­lo­gii, roz­woju oso­bi­stego, me­dy­cyny... i tak na mo­ich oczach po­wsta­wała piękna spo­łecz­ność PRZE­BU­DZO­NYCH. Go­sia pro­wa­dziła Kafkę'15 z we­rwą i godną po­dziwu au­ten­tycz­no­ścią. To rzad­kie zja­wi­sko w na­szych cza­sach.

Pod­czas na­szego pierw­szego spo­tka­nia on­line o go­dzi­nie 8.15 roz­ma­wia­ły­śmy spon­ta­nicz­nie i swo­bod­nie o tym, jak zo­stać Anio­łem Swo­jego Ży­cia, jak Po­wie­dzieć Ży­ciu TAK. Roz­ma­wia­ły­śmy o prze­bu­dze­niu, o ży­ciu świa­do­mym, po­dró­żach i wy­bo­rach, po­sta­wie wo­bec trud­nych do­świad­czeń. Po­lu­bi­ły­śmy się od razu. Po­pły­nęło mię­dzy nami ja­kieś nie­uchwytne czułe wza­jemne zro­zu­mie­nie, cho­ciaż je­stem z in­nego po­ko­le­nia... Zo­rien­to­wa­łam się, że Go­sia jest z rocz­nika mo­jego syna Maćka..., czyli mo­głaby być moją córką. Po­ko­cha­łam ją jak wła­sną córkę od razu w tej pierw­szej roz­mo­wie... a po­tem do­wie­dzia­łam się, że jej mama nie żyje. A po­tem ona się do­wie­działa, że mój je­dyny syn Ma­ciek nie żyje. Och, ży­cie pi­sze na­prawdę za­ska­ku­jące sce­na­riu­sze!

Książka, którą trzy­masz w ręku, oparta jest na so­lid­nych ba­da­niach na­uko­wych i pre­zen­tuje bli­skie mi in­te­gra­cyjne po­dej­ście do zdro­wia psy­chicz­nego, emo­cjo­nal­nego i fi­zycz­nego. Au­torka pro­wa­dzi czy­tel­niczki w świat, w któ­rym moż­liwe jest osią­gnię­cie opty­mal­nego do­bro­stanu emo­cjo­nal­nego i do­brego zdro­wia przez kul­ty­wo­wa­nie stanu we­wnętrz­nej po­zy­tyw­no­ści, nie­za­leż­nego od oko­licz­no­ści ze­wnętrz­nych ży­cia. To dla wielu lu­dzi jest wiel­kim wy­zwa­niem.

Od czter­dzie­stu lat (te­raz mam sie­dem­dzie­siąt dwa lata) uczę ta­kiego po­zy­tyw­nego, zdro­wo­roz­sąd­ko­wego po­dej­ścia do sie­bie, swo­jego ciała, re­la­cji emo­cjo­nal­nych i do swo­jego ży­cia.

Wie­rzę, że po­ko­cha­nie ży­cia ta­kim, ja­kie ono jest TE­RAZ, to umie­jęt­ność ob­ję­cia z ak­cep­ta­cją i ela­stycz­no­ścią za­równo po­zy­tyw­nych, jak i ne­ga­tyw­nych jego aspek­tów. Wie­rzę, że szczę­ście ro­dzi się spon­ta­nicz­nie i po­cho­dzi z na­szego wnę­trza, a szu­ka­nie go poza sobą jest co naj­mniej nie­roz­sądne. Wie­rzę też, że pie­lę­gno­wa­nie w so­bie i utrzy­my­wa­nie po­stawy po­god­nej ak­cep­ta­cji za­pew­nia na­tu­ralną rów­no­wagę emo­cjo­nalną, co jest dla nas, lu­dzi ży­ją­cych na pla­ne­cie Zie­mia w tych peł­nych wy­zwań cza­sach, bar­dzo ko­rzystne i bar­dzo po­trzebne.

Ob­ser­wuję, że w ostat­nich la­tach punkt rów­no­wagi emo­cjo­nal­nej prze­su­nął się zna­cząco w stronę ne­ga­tywną. Na moje wy­kłady i warsz­taty co­raz czę­ściej przy­cho­dzą osoby pie­lę­gnu­jące w so­bie żal, roz­cza­ro­wa­nie, smu­tek i nie­za­do­wo­le­nie. Oczy­wi­ście na to też po­winno być w ży­ciu miej­sce - i w tej książce to miej­sce też się zna­la­zło.

Wie­rzę, że by­cie szczę­śli­wym przez cały czas to ma­rze­nie ścię­tej głowy i nie o to w ży­ciu cho­dzi.

No to o co cho­dzi?

Cho­dzi o to, by każdy z nas w każ­dej chwili był w sta­nie prze­bu­dzić się do świa­do­mego ży­cia i za­cząć roz­wi­jać swoją ela­stycz­ność i od­por­ność emo­cjo­nalną, by stop­niowo prze­su­nąć się w stronę po­zy­ty­wów. Tak wła­śnie ro­zu­miem SZTUKĘ PRZE­BU­DZO­NEGO ŻY­CIA.

Książka "Prze­bu­dzone" to ar­se­nał pe­łen na­rzę­dzi, które po­ma­gają do­ko­nać dłu­go­trwa­łych zmian i wpro­wa­dzić nowe ja­ko­ści do wła­snego ży­cia. To prak­tyczny pod­ręcz­nik dla osób szu­ka­ją­cych no­wej wie­dzy, także dla pra­gną­cych mieć bar­dziej sa­tys­fak­cjo­nu­jące ży­cie. Przed­sta­wiona w niej prak­tyczna mą­drość, wy­nie­siona z wie­lo­let­nich do­świad­czeń te­ra­peu­tycz­nych Au­torki, po­zwala zro­zu­mieć, jak znaj­do­wać w so­bie in­spi­ra­cję do roz­woju i jak sta­wać się lep­szą osobą.

To obo­wiąz­kowa lek­tura dla każ­dego, kogo in­te­re­suje wła­sny roz­wój. Ten po­rad­nik do­star­cza kon­kret­nych na­rzę­dzi do pro­cesu prze­miany, bu­du­jąc w pro­sty spo­sób most mię­dzy za­sa­dami ciała, umy­słu, emo­cji i du­szy.

Uświa­do­mie­nie lu­dziom, że to oni sami de­cy­dują o osta­tecz­nym kształ­cie swo­jego ży­cia, nie jest pro­stym za­da­niem; Go­sia Ohme po­dej­muje się tego w swo­jej no­wej książce z sza­cun­kiem, wraż­li­wo­ścią i wy­czu­ciem... Przez to książkę czyta się jak naj­bar­dziej eks­cy­tu­jącą epo­peję przy­go­dową, tyle że roz­gry­wa­jącą się na kon­ty­nen­cie zwa­nym świa­do­mość.

Na ko­niec pi­sa­nia tej przed­mowy po­ja­wia się we mnie re­flek­sja o zwy­cza­jach pew­nego szczepu ży­ją­cego we wschod­niej Afryce, u któ­rego pod­stawą ży­cia jest uzdra­wia­jąca za­ży­łość wspól­noty. W tym szcze­pie za datę na­ro­dzin nie uważa się dnia fi­zycz­nego po­czę­cia dziecka czy fak­tycz­nych jego na­ro­dzin, ale dzień, w któ­rym idea dziecka po raz pierw­szy po­ja­wia się w umy­śle matki. Gdy ko­bieta uświa­domi so­bie, że pra­gnie mieć dziecko z okre­ślo­nym męż­czy­zną, od­cho­dzi i siada sa­mot­nie pod drze­wem. Sie­dzi tam tak długo i na­słu­chuje, aż usły­szy śpiew dziecka, które ma na­dzieję po­cząć. Wtedy wraca do wio­ski i uczy pie­śni przy­szłego ojca, tak by mo­gli ją śpie­wać, gdy będą się ko­chać, by w ten spo­sób za­pro­sić dziecko do łona matki. Matka śpiewa tę pieśń dziecku przez cały okres ciąży. Po­tem uczy jej stare ko­biety i po­łożne z wio­ski. Dzięki temu w cu­dow­nym mo­men­cie na­ro­dzin dziecko jest wi­tane swoją pie­śnią. Po na­ro­dzi­nach wszy­scy miesz­kańcy wio­ski uczą się pie­śni no­wego miesz­kańca i śpie­wają ją w chwi­lach jego bólu, stra­chu, suk­cesu oraz pod­czas ry­tu­ałów ini­cja­cji. Gdy dziecko do­ro­śnie, pieśń staje się czę­ścią jego ce­re­mo­nii ślub­nej. U kresu ży­cia bli­scy śpie­wają mu tę pieśń zgro­ma­dzeni wo­kół łoża śmierci.

Głę­boko wie­rzę, że po­kój na świe­cie za­czyna się od jed­nego miej­sca: od po­koju w TWOIM SERCU. Wy­ko­rzy­staj wie­dzę za­wartą w tej książce do zbu­do­wa­nia tego po­koju w so­bie, w swo­jej ro­dzi­nie, w swo­jej spo­łecz­no­ści, w swoim kraju i na na­szej pla­ne­cie. Od­waż­nie śpie­waj pieśń swo­jego serca! Od­waż­nie krocz ścieżką swo­jej du­szy! Od­waż­nie ko­chaj nie­za­leż­nie od wszyst­kiego! Po­trze­bu­jemy się na­wza­jem.

Świat jest ro­dziną za­leż­nych od sie­bie istot. Wie­rzę, że ni­gdy nie jest za późno, by za­cząć od nowa. Za­cznijmy te­raz, bo je­śli nie TE­RAZ, to kiedy? A je­śli nie TY, to kto?

Opo­wieść o dwóch cza­sach: Chro­no­sie i Ka­iro­sie

Dawno temu było so­bie dwóch braci: Chro­nos i Ka­iros. Chro­nos za­wsze gdzieś się spie­szył, zde­ner­wo­wany. Bie­gał, ro­bił wszystko szybko, pod pre­sją ucie­ka­ją­cego czasu, prze­ko­nany, że musi się spie­szyć, bo ina­czej nie zdąży. Za­czy­nał kilka rze­czy rów­no­cze­śnie, żad­nej z nich nie koń­czył, tylko bie­gał od jed­nej do dru­giej. Na przy- kład tro­chę po­pra­so­wał i biegł zmy­wać na­czy­nia. De­ner­wo­wał się, bo po­wi­nien spie­szyć się na ze­bra­nie do szkoły, a trzeba jesz­cze wy- pa­sto­wać buty przed wyj­ściem. Wy­sma­ro­wał buty pa­stą, szybko je wło­żył i ubru­dził no­gawki spodni. Jesz­cze bar­dziej zde­ner­wo­wany po­szedł się prze­brać. Czas ucie­kał... a Chro­nos już na­prawdę był spóź­niony.

Ka­iros zaś, po­mimo świa­do­mo­ści upły­wa­ją­cego czasu, był spo- kojny. Ro­bił tylko jedną rzecz w da­nym mo­men­cie i po­świę­cał jej cał­ko­wi­cie swoją uwagę. Dzięki temu wy­ko­ny­wał ją je­den raz, bez ko­niecz­no­ści po­pra­wia­nia. Jego świa­do­mość obecna była tu i te­raz w da­nej chwili jego ży­cia.

War­szawa, sier­pień 2024

Ewa Fo­ley

www.fo­ley.com.pl

Au­torka "Try­lo­gii ży­cia": "Za­ko­chaj się w ży­ciu", "Po­wiedz ży­ciu tak", "Bądź anio­łem swo­jego ży­cia".

Od

AU­TORKI

Długo śni­łam na ja­wie. Szłam przez czter­dzie­ści lat ży­cia z za­mknię­tymi oczami. Cza­sami do­cie­rało do mnie świa­tło, ale moje po­wieki były zbyt cięż­kie, bym mo­gła utrzy­mać je dłu­żej w peł­nym otwar­ciu. Bo­lały mnie oczy. Do­słow­nie. Świat, który był po dru­giej stro­nie, wy­ma­gał ode mnie sta­nię­cia w praw­dzie, peł­nego czu­cia, roz­po­star­tych ra­mion, od­wagi. Do­ma­gał się także strat, żalu i bo­le­ści. A ja by­łam tchó­rzem. Kon­for­mistką. La­wi­rantką. Jak ka­me­leon zmie­nia­łam po­włoki, do­sto­so­wu­jąc się do oto­cze­nia. Ka­wa­łek po ka­wałku zo­sta­wia­łam w tej dro­dze sie­bie. Gu­bi­łam wszystko, co na­le­żało do mo­jego we­wnętrz­nego domu. Z za­dyszką wspi­na­łam się po szcze­bel­kach suk­cesu, nie ba­cząc na to, co tracę, czego nie wi­dzę, nie sły­szę.

Naj­waż­niejsi byli lu­dzie. Dla nich tra­ci­łam głowę. Dla ich za­do­wo­le­nia, sza­cunku, uści­sku dłoni, apro­baty. Chcia­łam być ważną czę­ścią stada. Uczy­łam się świata, pa­trząc nań ich oczami, bo moje po­zo­sta­wały za­mknięte. Wi­dzia­łam ich per­spek­tywę, osąd, czu­łam ich emo­cje, do­świad­cza­łam nie swo­jego ciała. Za­mknięta w ob­cych hi­sto­riach nie two­rzy­łam wła­snej. Nie je­stem pewna, w któ­rym do­kład­nie mo­men­cie sie­bie opu­ści­łam, ale to mu­siało być dawno temu. Bę­dąc małą dziew­czynką, spę­dza­łam ze sobą sporo czasu i mia­łam bo­gaty we­wnętrzny świat. Pi­sa­łam opo­wia­da­nia, w któ­rych wy­ka­zy­wa­łam się piękną wy­obraź­nią. Zo­sta­łam ob­da­ro­wana moż­li­wo­ścią eks­pre­sji, do­świad­cza­łam flow, lu­bi­łam wła­sne to­wa­rzy­stwo.

W któ­rym mo­men­cie prze­sta­łam so­bie wy­star­czać? Nie pa­mię­tam...

Wi­dzę sie­bie wmon­to­waną w tłum. Za­gu­bie­nie przy­kry­wam ha­ła­sem. Mrużę oczy. Stoję co­raz bar­dziej ty­łem do sie­bie. Ślepnę. Śni mi się smoła, czarna smoła w mo­ich ustach, która unie­moż­li­wia mi mó­wie­nie. Dławi. Za­wsty­dza. Szu­kam miej­sca w moim śnie, gdzie mogę się jej po­zbyć. Da­leko od in­nych. Nie chcę, aby to zo­ba­czyli, wie­dzieli o smole i o mnie. Je­stem na gło­śnej ulicy, szu­kam wzro­kiem ko­sza na śmieci, żeby tam ukryć sub­stan­cję za­le­ga­jącą mi w ustach, wy­cią­gam ją jak gruby czarny sznur, a ona zdaje się nie mieć końca. Kie­dyś ktoś na gru­pie te­ra­peu­tycz­nej po­rów­nał to do pę­po­winy. Bar­dzo traf­nie. Ni­gdy nie od­cię­łam swo­jej. Mama umarła, a ja po­mimo to mia­łam wra­że­nie, że ja­kaś pę­tla za­ci­ska mi się wo­kół szyi. Jedna z go­ściń w Kafce'15, moim au­tor­skim pro­gra­mie, który co­dzien­nie pro­wa­dzę na YouTo­ubie, na­zwała pie­kło smołą. To było moje we­wnętrzne pie­kło wstydu, po­czu­cia winy, osa­mot­nie­nia.

Prze­bu­dze­nia przy­cho­dziły do mnie i od­cho­dziły.

Prze­bu­dze­nia przy­cho­dziły do mnie i od­cho­dziły. Nie by­łam na nie go­towa. Je­steś za­pewne cie­kawa, ja­kie to uczu­cie? A może je znasz? Ten mo­ment, gdy otwie­rasz oczy i do­strze­gasz róż­nicę w tym, jaka je­steś dla świata i in­nych, a jaka je­steś na­prawdę. Nie­któ­rzy okre­ślają to jako po­wrót do domu. Zna­jome uczu­cie ła­sko­ta­nia bli­sko serca. Spo­kój. Wy­ci­sze­nie drgań. Cie­pło. Przy­jem­nie. Ciało wy­peł­nia wdzięcz­ność. Nie­któ­rzy mó­wią, że to uczu­cie bli­skie pustki. Tak jakby to, co było, co za­le­gało, na­gle się roz­myło. A w środku jest ci­sza. Albo ina­czej. Prze­bu­dze­nie ro­dzi się w krzyku, w kry­zy­sie. Cha­osie. Dy­so­nan­sie. Po­ja­wia się "nie wiem". Ta­kie "nie wiem", które jest we wszyst­kich od­po­wie­dziach. "Nie wiem", mimo że kie­dyś wszystko na­zy­wa­łaś, wie­dzia­łaś. "Nie wiem", które jest po­cząt­kiem wszyst­kiego. Sa­dh­guru na­ucza, że nie wiem jest mą­dro­ścią nie­wie­dze­nia...

Prze­bu­dze­nie ro­dzi się w krzyku, w kry­zy­sie. Cha­osie. Dy­so­nan­sie.

Asia B., która po­da­ro­wała mi swoje prze­bu­dze­nie, mówi, że w ży­ciu de­fi­niuje nas je­den mo­ment. Albo czło­wiek. Hi­sto­ria. Na­gły zwrot ak­cji. Strata. Nie­któ­rych ten mo­ment bu­dzi do ży­cia. Moja ścieżka jest sumą ta­kich mo­men­tów, prze­bu­dzeń. Tak a pro­pos - "prze­bu­dze­nie" to piękne słowo, prawda? Bu­dzić się do ży­cia. Prze­bu­dzać. Opi­sy­wane do tej pory głów­nie w kon­tek­ście prze­bu­dze­nia du­cho­wego, które ma ko­rze­nie w hin­du­izmie i bud­dy­zmie i ozna­cza po­wrót do swo­jej na­tury, po­rzu­ce­nie ego, zwień­cze­nie drogi du­cho­wej. W róż­nych tra­dy­cjach prze­bu­dze­nie na­zywa się nir­waną, oświe­ce­niem, sa­m?dhi, wy­zwo­le­niem. Sta­nem, w któ­rym czło­wiek prze­staje śnić i cier­pieć. Droga do ta­kiego prze­bu­dze­nia jest efek­tem cią­głego roz­woju, po­głę­bia­nia du­cho­wego za­an­ga­żo­wa­nia, a w efek­cie od­rzu­ca­nia ze­bra­nych przez lata kon­struk­tów po­znaw­czych w umy­śle na wła­sny te­mat. Dziew­czyna, li­derka, bo­gata, atrak­cyjna, bru­netka, Po­lka - nie ma to tu zna­cze­nia. Znacz­nie waż­niej­szy jest od­dech. Do­wód ist­nie­nia. Od­dech jako po­czą­tek i ko­niec w od­nie­sie­niu do ży­cia. Czy go czu­jesz? Czy go sły­szysz? Czy wiesz, że od­dy­chasz? W mi­sty­cy­zmie droga ta wy­maga cier­pli­wo­ści i nie­jed­no­krot­nie prze­wod­ni­ków. Mę­dr­ców jak Thích Nh?t H?nh, który na­uczał, że uważ­ność jest cu­dem, dzięki któ­remu po­zna­jemy sa­mych sie­bie. Ady­ashanti, na­uczy­ciel du­chowy, mówi, że nie bu­dzimy się do no­wej rze­czy­wi­sto­ści, ale do tej, która ist­nieje. Tu i te­raz. Nie w fan­ta­zjach na te­mat przy­szło­ści, nie w cier­pie­niu prze­szło­ści, ale w tym mo­men­cie. Prawda jest jedna i dzieje się wła­śnie te­raz. Można tylko za­sła­niać przed nią oczy.

Moja droga była inna. Jako psy­cho­lożka, psy­cho­te­ra­peutka szu­ka­łam zna­nych mi ście­żek sa­mo­po­zna­nia. Wiele lat od­kry­wa­łam sie­bie w te­ra­pii, a da­lej w kry­zy­sach, któ­rych do­świad­cza­łam. Sta­wia­łam się do ży­cia, a po­tem za­my­ka­łam oczy i za­sy­pia­łam. Bu­dzi­łam się i śni­łam. Wiem, jak to jest tra­cić. Upa­dać. Czoł­gać się. Ła­pać rów­no­wagę. Spa­dać. Wdra­py­wać się na górę. Nie mieć siły. Mieć siłę. Wie­rzyć. Nie wie­rzyć. Po­wta­rza­łam nie­jed­no­krot­nie, że po­tra­fię za­rzą­dzać kry­zy­sami. Wiele osób, które ko­cha­łam, ode­szło. A ja ode­szłam znacz­nie wcze­śniej, ale w prze­ci­wień­stwie do nich wró­ci­łam. Po pro­stu się obu­dzi­łam.

Są różne drogi do prze­bu­dzeń.

Wie­rzę, że są różne drogi do prze­bu­dzeń. Du­cho­wość jest pięk­nym da­rem, wy­peł­nia nas, scala jak ala­ba­ster fun­da­menty po­sta­wione przez wsze­laki sa­mo­roz­wój. Je­stem wdzięczna za to, że mogę iść także tą drogą. Ale nie­któ­rzy z nas ina­czej do­świad­czają prze­bu­dze­nia. W dro­dze sa­mo­roz­woju, te­ra­pii lub po­je­dyn­czego wy­da­rze­nia, które zmie­nia bieg ich ży­cia. Dzieje się to pod wpły­wem róż­nych czyn­ni­ków, które po­ja­wiają się w da­nym mo­men­cie. Albo też jest kul­mi­na­cją wszyst­kich ko­lej­nych prze­bu­dzeń.

Ci, któ­rzy do­świad­czyli oświe­ce­nia, za­pewne wy­mie­ni­liby jed­nym tchem róż­nice mię­dzy du­cho­wym a psy­cho­lo­gicz­nym prze­bu­dze­niem, mo­żemy na­wet przy­jąć, że to umowna na­zwa. Ce­lem moim jest po­ka­za­nie róż­nych ście­żek, efek­tów we­wnętrz­nej pracy, która bu­dzi umysł i oczysz­cza go z wielu ilu­zji, pod ja­kich wpły­wem prze­bywa przez więk­szość ży­cia.

Masz być tylko obecna i uważna.

Moją de­fi­ni­cją prze­bu­dze­nia jest go­to­wość do świa­do­mego ży­cia. Ta­kiego, w któ­rym od­kry­wasz istotne, cza­sem nie­przy­jemne prawdy na swój te­mat. Wiesz, że nie je­steś osobna ani naj­waż­niej­sza dla świata, ani też nie­skoń­czona w tym ziem­skim ży­ciu. Masz być tylko obecna i uważna. Jed­no­cze­śnie ro­zu­miesz, że te prawdy są ab­so­lut­nie wy­zwa­la­jące. Ni­gdy nie prze­sta­jesz ist­nieć, bo przy­po­mi­nasz so­bie, jak na­pi­sała kie­dyś psy­cho­te­ra­peutka Tanna Ja­ku­bo­wicz-Mo­unt, "rzekę do­bie­ga­jącą kresu i roz­pusz­cza­jącą swoje wody w nie­skoń­czo­nym oce­anie mi­ło­ści". Wi­dzisz też wy­raź­nie, że re­la­cja ze sobą jest źró­dłem wszyst­kiego. Wszystko inne jest kom­pul­syw­nym za­stęp­czym szu­ka­niem ak­cep­ta­cji dla swo­jego ist­nie­nia. Kropka. Sku­pie­nie na so­bie, na te­raź­niej­szo­ści pro­wa­dzi nas pro­sto do świa­do­mego au­ten­tycz­nego ży­cia.

Wie­rzę, że i ty już idziesz tą drogą i za chwilę się spo­tkamy. Po­znasz nie tylko moją hi­sto­rię, ale także ko­biet, które mi za­ufały. Wie­rzę, że od­naj­dziesz w nas sie­bie. I je­śli twoje prze­bu­dze­nie jesz­cze nie na­stą­piło, droga bo­ha­te­rek tej książki za­in­spi­ruje cię do tego, by otwo­rzyć się na zmianę. My­ślisz może: kto bę­dzie chciał słu­chać o mo­ich po­trze­bach? Kto mnie wes­prze w ego­istycz­nym dą­że­niu do sa­mo­za­do­wo­le­nia? Kto po­zwoli mi opu­ścić stare mury i pójść jak głu­pek z ple­ca­kiem przed sie­bie, po ja­kieś szczę­ście?

Są tacy, wierz mi. Nie­wielu. Oni albo już tam byli, albo bar­dzo cię ko­chają i po­cze­kają. Albo nie in­te­re­suje ich twoja ofiar­ność, po­świę­ce­nie czy nad­da­wa­nie. Lu­bią twoje po­czu­cie hu­moru, prze­pastne smutne oczy, głę­bo­kie re­flek­sje po obej­rze­niu filmu, wraż­li­wość, która bywa po­to­kiem łez po prze­czy­ta­niu po­sta o ko­lej­nym bez­dom­nym psie. Lu­bią coś wię­cej niż by­cie ob­da­ro­wy­wa­nym przez cie­bie, bo do­brze so­bie ra­dzą z za­pew­nie­niem so­bie od­po­wied­niego po­ziomu ob­fi­to­ści. Oni są albo ich za chwilę spo­tkasz, gdy stwo­rzysz ku temu prze­strzeń.

A ja opo­wiem ci, jak sa­mot­ność stała się moim schro­nie­niem. Jak prze­sta­łam za­le­żeć od in­nych, a za­czę­łam od sie­bie. Jak lęk, który mnie pa­ra­li­żo­wał, za­mie­ni­łam w od­wagę po­dej­mo­wa­nia bar­dzo trud­nych de­cy­zji, się­ga­nia po ma­rze­nia. Jak prze­sta­łam bać się ry­zyka i nie zwa­ża­łam na in­nych. Jak ko­cha­jąc roz­pacz­li­wie lu­dzi, prze­sta­łam sta­wiać ich na pierw­szym miej­scu. Jak od­zy­ska­łam wol­ność i jak tej wol­no­ści dziś bro­nię.

Opo­wiem ci, jak sa­mot­ność stała się moim schro­nie­niem.

I w mo­men­cie, kiedy roz­po­czy­nam pi­sa­nie tej książki z tobą, wiem, że ko­lejny kry­zys przy­nie­sie mi owoce, któ­rych nie wy­śni­łam w żad­nym z mo­ich snów. I że moje do­bre, świa­dome już ży­cie nie jest za­gro­żone. Wiesz dla­czego? Bo jest moje. Bo wal­czę o nie każ­dego dnia. Bo taką pod­ję­łam de­cy­zję - że będę do­brze żyć. A przede wszyst­kim dla­tego, że się prze­bu­dzi­łam. I wiem, je­stem tego na­wet pewna, że ty też mo­żesz. Po pro­stu mi za­ufaj, a przede wszyst­kim za­ufaj so­bie.

Pi­szę tę książkę dla nas obu.

.

Je­steś w do­brym miej­scu

To nie jest dom ani las

Nie jest to też po­lana

Którą śnisz cza­sami

Nie jest to ga­nek

Ani też miej­sce nad je­zio­rem

Mało tam drzew i mało ja­gód

Które zbie­ra­łaś la­tem

Jest chłodno ra­czej

Jak w je­sienne po­po­łu­dnie

Gdy słońce od­bija się

Na li­ściach dębu

Kie­dyś tu by­łaś

Chyba

Bo my­lisz sen z jawą

Od­kąd le­piej śnisz

Niż ży­jesz

To miej­sce wy­star­cza­jąco do­bre by spo­cząć na chwilę

Za­mknąć oczy

I za­po­mnieć

Co za­po­mnieć wiesz

Za­wsze są sprawy do za­po­mnie­nia

Po pro­stu usiądź tu na chwilę

Od­dy­chaj spo­koj­nie

A po­tem

Otwórz oczy

Niech tuli Cię świat

Mał­go­rzata Ohme

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki