Przedmowa
Książkę, którą trzymasz w dłoniach, dedykuję wszystkim poszukiwacz_om nowych perspektyw. Gdy poddamy się urokowi płynącemu z wielobarwności siostrzeństwa i dążenia do wiedzy, właściwego wiedźmie, nic nigdy już nie będzie takie samo. Spojrzymy inaczej na poznane w dzieciństwie baśnie i opowieści. Przyjaciele i przyjaciółki zaczną nas zaskakiwać. Codzienne rytuały, takie jak poranna kawa i krótka medytacja przed wyjściem do pracy, będą smakować inaczej.
Przeżyte niepowodzenie zatraca swoją istotę. Wdrażanie nowych nawyków staje się nieodłączną częścią rzeczywistości i naturalną ścieżką do odkrywania w sobie wiedzącej. Redefiniujemy pojęcie sukcesu, zaczynając rozumieć, że najwyższe wartości znajdujemy nierzadko na drodze wiodącej ku niemu, a nie mecie.
Przebudzenie wiedźmy. Odkryj w sobie mądrość przodkiń to pozycja dla wszystkich, którzy mają potrzebę zatrzymania się - i rozejrzenia dookoła, w duchu ciekawości i otwartości na mądrość natury, wiedzę naszych przodków i przodkiń oraz doświadczenia drugiej osoby. Pobycia w kręgu, gdzie jesteśmy równ_. Przyjrzenia się swoim myślowym schematom i zauważenia w innym człowieku widuna, widunki. Bez oceny i rywalizacji. Wspólnie wyruszymy w podróż w głąb tego, co nas ukształtowało, by wprowadzać w relacje więcej nadziei, w codzienne życie - uważność i miłość do Matki Natury, w swój kulturowy pokarm w postaci książek, muzyki czy filmów - inspiracje, ale również inspirować innych? Stać się inspiracją dla innych? W duchu poszanowania do tych, których potencjał został obrócony w zgliszcza, dosłownie i w przenośni. Myśląc o osobach, które nigdy nie zdążyły rozkwitnąć.
Starałam się, abyś - kimkolwiek jesteś - odnalazł_ jak najwięcej inspiracji dla siebie w podejmowanych przeze mnie wątkach i proponowanych praktykach. Choć piszę te słowa jako kobieta i poruszam na kartach tej pozycji m.in. tematykę siostrzeństwa, język, jakim się posługuję, nie jest nacechowany płciowo, co wynika z - przyświecającej procesowi przygotowywania książki - potrzeby łączenia, a nie dzielenia. Pomimo że różnice naszych doświadczeń są oczywistością, chciałabym, abyśmy wspólnie poszukali mostów - pomiędzy siostrzeństwem i braterstwem (o którym piszę w ostatnim rozdziale), wspólnotą i samotnością, a nade wszystko - czuciem i wiarą oraz szkiełkiem i okiem. Do ostatniego ze wspomnianych wątków odnoszę się w rozdziale Znaki.
Książka ta ma w założeniu być poradnikiem na temat tego, kim jest współczesna wiedźma - i w jaki sposób można przekształcić jej profil w styl życia. Bez czarów i uroków, zwyczajnie; bo życie już nigdy nie będzie zwyczajne. Sam_ się o tym przekonasz.
Książka Przebudzenie wiedźmy. Odkryj w sobie mądrość przodkiń została skonstruowana tak, aby można było ją czytać w dowolny sposób, niekoniecznie w proponowanej przeze mnie kolejności. Obie części książki wzajemnie się uzupełniają. W każdej z nich znajdziesz również wskazówki i praktyki tematyczne, powiązane z ideą danego rozdziału. Zawarte w pozycji ćwiczenia są nieobowiązkowe i zawsze należy dostosować je do swojego aktualnego samopoczucia i stanu. W przypadku wątpliwości (np. dotyczących praktyk oddechowych i kontaktu z zimną wodą) skonsultuj się ze specjalistą. Jeżeli jesteś w stanie kryzysu psychicznego, w pierwszej kolejności udaj się po pomoc - ćwiczenia nie mogą zastąpić konsultacji psychiatrycznej czy terapii.
Na końcu książki pozostawiłam przestrzeń dla Ciebie - notatnik, z którego możesz korzystać według potrzeb - np. zapisując w nich wnioski z wykonywanych ćwiczeń. Ze swojej strony zachęcam Cię również do założenia osobnego kajetu - wiedźmiego pamiętnika - który może okazać się pomocny w planowaniu sabatów, dokumentowaniu śladów nawiedzającej weny, wreszcie, w dłuższej perspektywie, obserwowaniu własnego rozwoju.
Przez stulecia to świat zmieniał nas, narzucając tożsamość czy przypisując konkretne role. Dziś to my, odzyskując głos, możemy zmieniać świat. Nawet - i równocześnie aż - w wymiarze mikrozmiany.
Na podobieństwo nieuchwytnego ducha, który nas uskrzydla.
Zasiądźmy zatem w kręgu. Jak siostry-wiedźmy.
Wstęp,
czyli o czym szumią wiedźmy
(...)
Ja, wiedźma bez ożoga,
z sercem opalonem
tęskniąca za dalekim, ubogim demonem,
wpatrzona w świat jak w szklaną czarodziejską kulę,
kocham cię i do serca tulę,
rodzino czarownicy,
podejrzana, kochana...2
(M. Pawlikowska-Jasnorzewska, Rodzina czarownicy)
Ja dziś do serca tulę Twoje wiedźmie serce.
Nosimy ich historie głęboko w sobie. Jesteśmy do nich podobn_, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę; ich dramaty pracują w nas, gdy chcemy podzielić się z drugą osobą skrawkiem siebie, czuciem, jednak - słysząc, że jesteśmy przewrażliwieni i przewrażliwione - staramy się na nowo budować swój wizerunek. Kiedy pragniemy chronić swoją wrażliwość albo kiedy brakuje nam sił witalnych, próbujemy dopasować się do oczekiwań innych. Gdy - wiedząc, że z różnych powodów nasz głos nie jest w stanie się przebić, milkniemy - albo mówimy głosem wszystkich. Everymana. Nasz głos pozostaje uwięziony.
Jeden z rozdziałów studium Michaela Ostlinga na temat procesów o czary (poddanego krytycznej analizie przez Jacka Wijaczkę)3, zatytułowanego Między diabłem a hostią. Czary i czarownice w wyobrażeniach mieszkańców i mieszkanek Rzeczypospolitej XVI-XVII wieku, nosi tytuł Złamane ciała4. Nasi przodkowie i przodkinie, posłani na stos, doświadczyli, obok zniszczenia ciała, również złamania ducha. Absurdalne insynuacje, w których wybrzmiewały wątki obcowania seksualnego z diabłem czy lotów na Łysą Górę, po długotrwałych torturach odzwierciedlały się także i w zeznaniach domniemanych czarownic. Ofiary krwawego procederu w obliczu trudno wyobrażalnego cierpienia przyznawały się do zarzucanych im czynów, opowiadając w szczegółach o nocnych sabatach czy pomawiając inne "czarownice". Z zeznań kobiet poddawanych torturom wybrzmiewały nieraz zapewnienia o wierze i próby dowiedzenia własnej pobożności; w obliczu bezwzględności serc niegdysiejszych oprawców wydaje się, że dziś oddanie głosu tym kobietom, które nie mogły się skutecznie bronić, jest szczególnie ważne, co zresztą Ostling sam zauważa5. Książka, którą trzymasz, jest hołdem, jaki chcę oddać naszym siostrom. Przodkiniom. Tym, które wiedziały.
Idąc tropem znakomitej badaczki tematyki czarostwa w literaturze, Sabiny Kowalczyk, będę się posługiwać wymiennie pojęciem wiedźmy i czarownicy6, świadoma, że wśród Czytelników i Czytelniczek są osoby, które bardziej utożsamiają się z tym drugim archetypem, etymologicznie skupionym wokół czarów. Może być i tak, że żaden z nich do Ciebie nie przemawia - i bliższe są Ci idee siostrzeństwa niż te jakkolwiek powiązane z wiedźmami - albo zdecydował_ś się na przeczytanie tej książki z jeszcze innych powodów.
Z czym kojarzy Ci się postać wiedźmy i czarownicy? Jakie emocje w Tobie wzbudza? Może okaże się, że mamy podobne doświadczenia; moje konotacje z postaciami wiedźmy, czarownicy transformowały z wiekiem. Gdy byłam dzieckiem, jednocześnie fascynowały i wzbudzały lęk. Fascynacja odzwierciedlała się w odgrywanych wraz z rówieśniczką baśniach, gdzie jedna z nas wcielała się w czarownicę. Lęk mieszkał w dziecięcej percepcji fonetyki słowa; w mojej ówczesnej ocenie - niepokojącej. Czarownica ćwierć wieku temu w swojej enigmatyczności kojarzyła mi się z nawałnicą, sikawicą, rozmaitymi anomaliami pogodowymi, powodowanymi oczywiście przez czary, a ponadto zawsze przypominała mi o Jasiu i Małgosi, których przygody wywoływały nieprzyjemny dreszcz. Była trochę jak yamanba - egzystująca w samotni, budząca grozę. Co interesujące, ta japońska, krwiożercza (miała bowiem wykazywać upodobanie m.in. do ludzkiego mięsa) odpowiedniczka naszej wiedźmy miała kilka twarzy: sędziwej kobiety, czasem młodej i urodziwej, a zdarzało się, że i mężczyzny7. W dziecięcych wyobrażeniach wiedźmy były dla mnie. zdziwaczałymi staruszkami odizolowanymi od ludzi. Dla Mony Chollet, autorki jednej z moich obecnie ulubionych książek tematycznych - Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet - postać, która trwale zaszczepiła w niej fascynację czarownicami, to Furkota Odwilżyna, bohaterka szwedzkiej książki Dzieci szklarza8; u mnie przełom nastąpił w szkole podstawowej, gdy obejrzałam disneyowskiego Dzwonnika z Notre Dame, a następnie przeczytałam Katedrę Marii Panny w Paryżu Viktora Hugo. Nie będąc oczywiście świadoma jeszcze powagi niektórych wątków, całym sercem towarzyszyłam upokarzanej Esmeraldzie w jej stosunkowo krótkiej życiowej drodze; współdzieliłam z nią smutek i gniew powodowane kąśliwościami gawiedzi, podziwiałam jej wrażliwość. Przeżywałam głęboko tortury. Wreszcie - naiwnie wierzyłam w happy end historii tej barwnej postaci, a wraz z końcem książki brutalnie dotarło do mnie, że czarownice mogą żyć długo i szczęśliwie tylko w animowanych adaptacjach dla dzieci. Wtedy, gdy nabyłam tę wiedzę, jakiś niewielki, ale istotny skrawek mojego dzieciństwa ulotnił się bezpowrotnie. A ja, jeśli patrzeć z perspektywy minionych ponad dwudziestu lat z hakiem, zupełnie nieświadomie po raz pierwszy obudziłam w sobie głos wiedźmy.
Na wcześniejszych etapach dzieciństwa moim częstym wieczornym towarzyszem był Pinokio, wydanie kunsztownie ilustrowane przez Elę Wysocką. Im częściej wracałam do lektury, tym większa była moja konsternacja względem opiekunki tytułowego bohatera, Wróżki, zwanej również Panienką o Błękitnych Włosach. Nie śmiałam powątpiewać w umiejętności wróżek, niemniej jednak w moim umyśle, w miarę dorastania, roiło się od pytań: czy wszystkie wróżki znają się na medykamentach, w tym tych ratujących życie? Rozmawiają z krukami, sowami i świerszczami? Edukują, wychowują, inspirują, stają się nie tyle opiekunkami, ile ostojami nieskończonej mądrości, autorytetkami, mistrzyniami? Któregoś dnia, podczas sentymentalnego studiowania ilustracji przedstawiających błękitnowłosą kobietę, w której rysunku zawierały się swoista sensualność i zadziorność, doznałam - już jako nieco starsza dziewczyna - olśnienia wynikającego ze spotkania z najprawdziwszą wiedźmą. Bilet do dziecięcego świata wróżek stracił ważność.
Te dwa wydarzenia uchyliły mi wrota do miejsca, w którym wszystko miało być inaczej niż dotychczas. Przez wąską szparę mogłam czasem dojrzeć cień skrywanych tam wspaniałości; towarzyszyło temu uczucie podobne trochę do "blasku"9, którego doświadczała Emilka ze Srebrnego Nowiu, tytułowa bohaterka znakomitej sagi Lucy Maud Montgomery, niestety niedocenionej na taką skalę jak Ania z Zielonego Wzgórza; tymczasem panna Byrd Starr, ta charyzmatyczna dziewczyna, którą poznajemy jako dziesięciolatkę, jest w mojej opinii chyba najlepszym literackim uosobieniem wiedzącej, jakie mogłabym sobie wyobrazić, czego przejawy dają się zauważyć już w jej dzieciństwie.
Nie byłam jednak ani Emilią Byrd Starr, ani "Córką Czarownic"10 - przez lata żyjąca we mnie wiedźma pozostawała uśpiona, czasami jedynie dając znać o swojej obecności za pomocą krótkich przebłysków, zaskakujących zwrotów akcji, nazywanych czasem naiwnie "przypadkami" i potrzebą ciągłego pogłębiania wiedzy. Zaczęła się budzić, gdy podjęłam pracę, która postawiła mnie niejako na granicy światów - świata codziennego i tego niewidzianego z zewnątrz; świata choroby, niepełnosprawności, bólu, a jednocześnie królestwa najwspanialszych ludzi, jakich kiedykolwiek poznałam. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną, z którymi pracowałam, są dla mnie niczym dobre duchy; dostrzegają, wiedzą i czują więcej, a co najważniejsze, w każdym człowieku potrafią znaleźć dobro, tę jedną iskrę, niewidoczną dla jej właściciela - czekającą tylko na swój moment. Zapragnęłam wejść głębiej w tę perspektywę - i tak zaczęły się moja praca z archetypami, zmiana w podejściu do sztuki, przekształcanie codziennych nawyków - w duchu uważności - i sympatyzowanie z otwartością na nowe. W tym świetle samotne nocne wędrówki i śpiewy praktykowane w sercu gór stanowiły pewnego rodzaju dodatek (co należy zaznaczyć, absolutnie niebagatelny), którym było spoiwo łączące mnie z dzikością natury i tym, co nieuchwytne, trudne do nazwania, a utwierdzające w poczuciu sensowności podjętego wyboru - wyboru ścieżki.
Drugim spoiwem stała się muzyka. Ten rodzaj sztuki jest dla mnie jak strumień świadomości, uzdrawiający eliksir, którego katartyczna moc przenosi się na innych. Jego pełną wartość można odkryć przez współdzielenie. Praca z dźwiękiem pozwoliła mi wyrazić to, co niewyrażalne, i rozwinąć świadomość własnych emocji i tego, w których miejscach w ciele emocje te są przeze mnie odczuwane. Tematykę kultury i sztuki poruszam w rozdziale pt. Co chłonę jako wiedźma? - nie w kontekście umiejętności wokalnych, ale znaczenia muzyki (i nie tylko) w świecie wiedźmy.
Widzisz zatem, że poprzez bycie wiedźmą rozumiem szczególny rodzaj wrażliwości, która pozwala nam dotknąć najcieńszych strun naszego "ja" - a proces odkrywania jej niekoniecznie odbywa się przy akompaniamencie rytualnych śpiewów (swoją drogą, przeze mnie uwielbianych), w obliczu kart i blasku świec. To nie jest kolejna książka o tajnikach magii, pracy z księżycem i miłosnych zaklęciach. Uważam, że ulokowanie archetypu wiedźmy we współdzielonej społecznej przestrzeni nie odziera jej z mistycyzmu, wręcz przeciwnie - wprowadza ten pierwiastek w codzienność, tym samym ją ubogacając. Wiedźmia niezwyczajność nieraz zamanifestuje się w szarej prozie życia. W mikroolśnieniu, które pozwoli Ci uświadomić sobie, że pomimo powtarzalności pewnych sytuacji Twoje spojrzenie zmieniło się diametralnie. W dialogu. Samowspółczuciu. Uważności na siebie i bliskie Ci osoby, a czasami i te zupełnie Ci obojętne - czy nawet przez Ciebie nielubiane. Równocześnie jednak ta postawa pozbawiona jest ciemięstwa zawierającego się w przedkładaniu potrzeb innych ponad własne. Wstąpienie na ścieżkę wiedźmy obejmuje dążenie do harmonii i tym samym pomaga wyzbyć się przekonania zakładającego, że coś odbywa się kosztem czegoś. Synergiczna dbałość o zasoby własne nie spowoduje, że ucierpią zasoby drugiego człowieka.
Bycie wiedźmą jest, w mojej opinii, nieodłącznie związane z siostrzeństwem, którego idee były dla mnie kluczowe podczas pisania tej książki. Spróbujemy im się wspólnie przyjrzeć w pierwszej części Między nami, siostrami. Jako że piszę z perspektywy kobiecej, moje rozważania często odnoszą się właśnie do niej, również w ujęciu historycznokulturowym, niebagatelnym dla idei tej książki; intencjonalnie jednak w kierowanych do Ciebie słowach posługuję się podkreślnikami, ponieważ drobne zmiany wprowadzane w świecie każdego dnia nie są zależne od płci. Kimkolwiek jesteś, droga Osobo, zapraszam Cię w tę podróż, bo wierzę, że w wielu podejmowanych tematach i proponowanych ćwiczeniach może odnaleźć się każd_ z nas.
Następnie, poza rozważaniami teoretycznymi, proponuję - utrzymaną w duchu życzliwości i siostrzeństwa - optykę pozwalającą inaczej spojrzeć na potencjalne sytuacje trudne, związane z komunikacją, postrzeganiem ciała, niezdrową rywalizacją, powszechną w dobie social mediów. Nie jest moim celem dostarczanie gotowych recept, ale zainspirowanie do podjęcia pewnej pracy mentalnej, która może okazać się zaraźliwa (i żywię nadzieję, że tak będzie). Jako psycholożka w ramach swojej działalności edukuję na co dzień młodzież m.in. w zakresie wspierającej komunikacji, obserwując ze smutkiem eskalację hejtu w internecie, w tym beauty-hejtu czy body-shamingu, ukierunkowanych na wyśmiewanie czyjegoś wyglądu. Sama już w szkole podstawowej niejednokrotnie doświadczałam wrogich zachowań ze strony koleżanek, obejmujących wyśmiewanie się z wybieranych ubrań czy noszonej fryzury, i ja również mam niemało do zarzucenia swoim postawom względem znajomych. Przebudzenie wiedźmy. Odkryj w sobie mądrość przodkiń nie stanowi zachęty do bezkrytycznego postrzegania ludzi nas otaczających, ale raczej pogłębionej refleksji nad tym, czy trudne emocje wobec znanych nam kobiet nie są podyktowane nieuświadomionymi uprzedzeniami dotyczącymi wszystkiego, co przez wieki stanowiło o wartości kobiety, wreszcie - zaproszenia do nauki życzliwego reagowania na próby poróżnienia nas. Skutki widzimy już na poziomie mediów.
Gdyby ktoś zapytał mnie, w czym na co dzień przejawia się u mnie identyfikacja z wiedźmą, odpowiedziałabym z dużą dozą prawdopodobieństwa, że w poszukiwaniu niezwykłości w rzeczywistości; to wspomniany wcześniej pomost pomiędzy "zwyczajnym" a "ponadzwyczajnym", który może budować każd_z nas. Choć nie ukrywam, że jako osoba związana na co dzień z nauką czuję się czasami jak Siddarth Ramakrishnan, autor znakomitej książki Tarot i neuronauka, który, będąc naukowcem i jednocześnie entuzjastą czytania kart, zastanawiał się nieraz, szukając połączeń pomiędzy tymi dwoma obszarami, czy nie popada w szaleństwo11. Ale czy w byciu wiedźmą nie chodzi o to, by być trochę szalonym?
Taki tytuł nadałam kolejnej części mojej książki - Wiedźma. W przynależnych jej rozdziałach, wychodząc poza tematykę siostrzeństwa (a jednocześnie wciąż uznając ją za jedną z wiedźmich supermocy), próbuję naszkicować specyfikę różnych odnóg ścieżki wiedźmy, od pracy z żywiołami po aktywne współtworzenie wiedźmiej wspólnoty. Przyjrzymy się wspólnie kręgom i sabatom.
W proponowanych ćwiczeniach czerpię m.in. z dóbr lasoterapii czy mindfulness. Mając na uwadze różnice indywidualne w naszych potrzebach związanych z interakcjami społecznymi, opisuję zarówno aktywności przeznaczone do pracy indywidualnej, jak i te, które integrują i przyczyniają się do upowszechniania obecności wiedźm również w przestrzeni publicznej. Swoje myśli ulotne, wnioski i refleksje możesz zapisywać w notatniku na końcu książki - jak w pamiętniku.
Wreszcie - próbuję podjąć wątek czegoś, co nazwałabym etyką współczesnej wiedźmy. Kodeks zaproponowanych przeze mnie wartości pozostaje otwarty. W ich duchu przyjrzymy się również codziennemu kulturowemu pokarmowi wiedźm - naszym inspiracjom, kwestii interpretacji znaków, a także idei braterstwa. Na przestrzeni całej lektury odwołuję się nie tylko do literatury, ale również własnych doświadczeń, którym poświęcony jest też osobny rozdział.
XXI wiek to czas rehabilitacji statusu wiedźm. W wielu miejscach, m.in. w Niemczech, Francji czy Holandii, podejmuje się inicjatywy ukierunkowane na upamiętnienie straconych kobiet, np. w formie pomników. Figur prześladowanych "czarownic" nie brakuje także na terenie Polski. Jedna z nich, wzniesiona ku pamięci ściętej w I połowie XVIII stulecia Katarzyny Włodyczkowej, znajduje się w Czeladzi. W kraju nad Wisłą tematyka ta wciąż jednak spotyka się z ambiwalentnymi reakcjami - co widać było chociażby w akcie odmowy rehabilitacji lubelskich czarownic dokonanym przez Beatę Krzyżanowską, związaną z Lublinem12. Kiedyś od pewnej osoby zajmującej się rekonstrukcją historyczną usłyszałam, że odtwarzanie wikinga to więcej niż pasja - bo styl życia. Wypowiedź ta wydaje mi się inspirująca również w kontekście osób utożsamiających się z archetypem wiedźmy. Mam nieodparte wrażenie, że gdy zdecydujesz się wstąpić na tę ścieżkę rozwoju, stopniowej zmianie ulega każdy obszar egzystencji, od relacji po projektowanie wnętrza domu.
Proces owej rehabilitacji to również przygotowywanie bezpiecznej przestrzeni dla kolejnych pokoleń wiedźm. Wśród naszych przodkiń oskarżanych o czary nie brakowało dzieci. Marianna z Tuliszkowa, uboga służąca, była jeszcze nastolatką, gdy, "przyłapano" ją na przewiązywaniu nićmi bieliźnianymi figur w kościele. Oskarżono ją o sprowadzenie śmierci na syna niejakiego Wojciecha Brezy. Kilkukrotnie torturowana, przyznała się do rozmaitych absurdalnych przewin; los młodej dziewczyny wywodzącej się z ubogiej kasty społecznej był z góry przesądzony13. W obliczu tych przerażających wydarzeń walka o lepsze jutro dla naszych córek i wnuczek z perspektywy wiedźmy staje się misją.
To także akt symbolicznego otulenia sióstr, które padły ofiarami przemocy; nasuwa mi się na myśl tragiczna postać żyjącej w XVIII wieku Zofii Janowskiej, posługującej w domu wdowca pochodzącego z Rzeszowa. Zofia miała nadzieję na oświadczyny, jednak wspomniany jegomość nie spieszył się do ożenku, za to do bicia - wyjątkowo. Pokrzywdzona, nieszczęśliwa kobieta odprawiła przeciw swojemu "panu" rytuał - który, nie dość, że nieskuteczny, okazał się katastrofalny w skutkach dla służącej. Wdowiec, jej oprawca, pozostał bezkarny, natomiast Zofię okaleczono poprzez obcięcie prawej dłoni, a następnie spalono14. Nie chciałabym naszej misji przedstawiać jako powinności względem naszych przodkiń, ponieważ w kontekście tragizmu przedstawianych - i tych nigdy nieopisanych - herstorii powinność sama w sobie kojarzy się z tym, z czym od lat wiele z nas walczy. Niemniej jednak trudno nie dostrzec, że archetyp wiedźmy ewoluuje w kształt wielkiego kolektywu, co wskazuje na intensywny rozwój świadomości zbiorowej - i wspólnotową pracę.
Sabina Kowalczyk zauważa, że aktualnie ta figura staje się symbolem współczesnej kobiety walczącej, zaangażowanej - buntowniczki sprzeciwiającej się politycznym opresjom; jednocześnie badaczka wskazuje rozbieżności występujące pomiędzy tym wyobrażeniem a niegdysiejszymi "czarownicami", bezradnymi wobec działań ich krzywdzicieli, pozbawionymi narzędzi do walki z barbarzyńskim procederem15. O ile rzeczywiście, przeglądając współczesne fora dla wiedźm, dostrzegam zjawisko mitologizacji tej postaci, o tyle uważam je w pewnym sensie za naturalny etap procesu społecznej rehabilitacji, nawet jeśli nacechowany ambiwalencją. W tym kontekście nasuwa mi się na myśl zupełnie inna grupa społeczna - zbójnicy, grasujący przed wiekami pośród gór i dolin. Janosika, Ondraszka i innych "chłopców" kojarzymy z literatury, w której jawili się jako alegorie męstwa i odwagi, bohaterowie hojnie obdarowujący uciemiężony lud. Współcześnie, choć mamy świadomość, że wizje te miały niewiele wspólnego z rzeczywistością, rozumiemy ich podłoże; w obliczu zauważalnego hype'u na wiedźmy można byłoby wysnuć wniosek, że i my potrzebujemy dziś alegorii odwagi i siły, która przychodzi do nas w tej figurze. Swoją drogą, ostatnie dni życia młodzieńca parającego się zbójnictwem i kobiety oskarżonej o czary łączyły zazwyczaj ból i upokorzenie.
Rozumiem oczywiście perspektywę, w której romantyzowanie postaci wiedźmy czy czarownicy, utożsamianie jej z reprezentantką i przewodniczką kobiet, wiodącą je na barykady, może przesłaniać faktyczny obraz dramatycznych wydarzeń z przeszłości i indywidualnych dramatów; nie wymaże to hańby, którą okryły się wskutek swoich poczynań ówczesne bezlitosne sądy. Nadrzędną ideą jest tu co innego: reminiscencja wielu anonimowych istnień i zbudowanie figury wiedźmy, czarownicy, na nowo. Bez lęku. I z ogniem, ale na własnych warunkach.
Dalsza część w wersji pełnej
2 M. Pawlikowska-Jasnorzewska, Cisza leśna, Warszawa 1928, s. 22.
3 J. Wijaczka, Nieprawdziwy obraz czarownic i procesów o czary, "Przegląd Nauk Historycznych" 2025, r. 24, nr 1, s. 367-403.
4 M. Ostling, Między diabłem a hostią. Czary i czarownice w wyobrażeniach mieszkańców i mieszkanek Rzeczypospolitej XVI-XVIII wieku, przeł. Ł. Hajdrych, Warszawa 2023, s. 236.
5 Ibidem, s. 274.
6 S. Kowalczyk, Wizerunek wiedźmy w piśmiennictwie staropolskim XVI i XVII wieku, Kraków 2023, s. 11.
7 J. Frydman, Japonia. Przewodnik po bóstwach, duchach i bohaterach, przeł. N. Sztorc, Poznań 2025, s. 300-301.
8 M. Chollet, Czarownice. Niezwyciężona siła kobiet, przeł. S. Królak, Kraków 2019, s. 7-9.
9 L.M. Montgomery, Emilka ze Srebrnego Nowiu, przeł. A. Ciepłowska, Warszawa 2001, s. 7.
10 Taki tytuł ma znakomita powieść Doroty Terakowskiej.
11 S. Ramakrishnan, Tarot i neuronauka. Jak intuicja, symbole i energia umysłu tworzą most między świadomością a przepowiednią, przeł. K. Grudnik, Białystok 2025, s. 23.
12 S. Kowalczyk, Wizerunek wiedźmy..., op. cit., s. 239.
13 Ł. Hajdrych, Proces o czary w Wąsoszach w 1688 r. Analiza procesu i problemy interpretacyjne, "Historyka. Studia metodologiczne" 2021, t. 5, 2021, s. 333-350.
14 Ibidem, M. Ostling, Kim były polskie czarownice, 29.10.2024, https://hrabiatytus.pl/2024/10/29/kim-byly-polskie-czarownice/ [data dostępu: 31.08.2025].
15 S. Kowalczyk, Wizerunek wiedźmy..., op. cit., s. 235-237.