Przebudzenie w ramionach księcia - Lorraine Heath

-
Proszę czekać

1

Herndon Hall, Leicestershire listopad 1860

Uznam, że w pełni spłaciłeś swój dług, jeśli dasz mojej żonie dziecko.

Ransom Seymour, dziewiąty książę Ainsley, usiłował się skupić, rozparty w wygodnym fotelu w doskonale urządzonej pałacowej bibliotece. Od przyjazdu do wiejskiej posiadłości markiza Walforta na polowanie - niegdyś te polowania cieszyły się ogromną sławą - wlewał w siebie kieliszkami wyborną whisky. Po trzech godzinach obaj byli już mocno wstawieni, więc pewnie źle zrozumiał markiza.

- Czy twoje milczenie świadczy, że akceptujesz warunki? - zapytał Walfort.

Ainsley przyjrzał się uważnie kuzynowi i zarazem wieloletniemu przyjacielowi, siedzącemu w inwalidzkim fotelu na kółkach, w którym sam go umieścił trzy lata wcześniej. Walfort znacznie się postarzał w ciągu tego czasu. Kasztanowe włosy posiwiały mu na skroniach, brązowe oczy spochmurniały tak bardzo, że przegnały wszelki ślad wesołości z pokoju. Ainsley zaśmiał się.

- Za dużo wypiłem. Nie uwierzyłbyś, co mi się wydawało, że powiedziałeś.

- Jayne chce mieć dziecko. Nie mogę jej go dać. Jesteś mi to winien.

Ainsley uniósł się z fotela. Chciał się z niego poderwać jednym silnym ruchem, ale zatoczył się i o mało nie stracił równowagi w drodze do kominka. Wsparł się przedramieniem o kamienną półkę i wpatrywał w tańczące płomyki. W błyskach ognia niemal widział tamtą noc, kiedy razem z Walfortem pędzili ulicami Londynu na złamanie karku...

Zastanawiał się nieraz, ale nigdy nie odważył się zapytać, jak bardzo Walfort ucierpiał w wypadku. W ciągu ostatnich lat widywali się rzadko, tamta tragiczna noc odgrodziła ich murem poczucia winy.

- Jestem ci winien twoje nogi. Nie moje nasienie.

- Do diabła, jesteś mi winien przyrodzenie!

Ainsley wzdrygnął się wewnętrznie, ale nie pozwolił, żeby jego twarz ujawniła targające nim emocje. Skupił wzrok na ogniu w kominku. Płomienie - czerwone, niebieskie, żółte, pomarańczowe - wirowały w makabrycznym walcu, dając mu bez wątpienia przedsmak tego, co szykowała dla niego wieczność. Miał się w nich smażyć za swoje grzechy, za brak rozsądku. Skończył wtedy dwadzieścia pięć lat. Przeklęty wiek dla niego i jego braci. Westcliffe ożenił się, mając dwadzieścia pięć lat, i został zdradzony. Stephen pomaszerował na wojnę i wrócił całkowicie zagubiony. Ainsley zaś, zawsze taki piekielnie odpowiedzialny, zniszczył życie porządnemu człowiekowi. I cudownej kobiecie. I swoje własne, jeśli miał być ze sobą szczery.

- Chcesz powiedzieć, że nie możesz... że ty... - Spojrzał na Walforta, wytrzymując jego wzrok, gdy zadawał to pytanie. Przynajmniej tyle był winien przyjacielowi z dzieciństwa . - Że nie możesz z nią spać?

- Straciłem czucie. - Walfort uderzył się w uda i grzmotnął pięścią między nogi z taką siłą, że Ainsley się skrzywił, a krzesło inwalidy zatrzeszczało. - Żadnego czucia. Próbowała, niech Bóg ją błogosławi, starała się, żeby to wyszło... ale wszystko kończy się tylko na jej płaczu.

Ainsley miał wrażenie, że tysiąc sztyletów przebija mu serce. Pojechali wtedy do Londynu świętować wspaniałą nowinę, że Jayne wreszcie, po latach oczekiwania, nosi pod sercem dziecko, być może syna, dziedzica Walforta.

- Czuję się stary w wieku dwudziestu ośmiu lat - poskarżył się mu Walfort. - Chcę się znowu poczuć młody.

Tak więc pili bez umiaru. A chociaż Walfort był żonaty, odwiedzili nawet łóżka kilku wesołych pań. Ainsley nigdy nie rozumiał upodobania Walforta do takich rozrywek. Gdyby Jayne była jego żoną...

- Jayne nigdy nie przystanie na twój szalony pomysł. Gardzi mną.

Nie mógł jej za to winić. Zrozpaczona wypadkiem, w którym jej mąż o mało nie stracił życia, i straszliwymi ranami, jakie w nim odniósł, straciła dziecko. Teraz straciła również wszelką nadzieję na następne. Była kobietą, której los nie powinien odmawiać niczego, czego pragnęło jej serce. Gdybyś należała do mnie, nigdy by ci niczego nie zabrakło. To była druga myśl, jaka mu przyszła do głowy, gdy go jej przedstawiono na kolacji wydanej z okazji zaręczyn jej i Walforta. Wcześniej zaś pomyślał. iż żałuje, że nie spotkał jej, zanim poznała Walforta; z pewnością udałoby mu się ją oczarować i zdobyć. Nie widział w życiu piękniejszej od niej kobiety. Każdy jej ruch odznaczał się niezwykłym wdziękiem i godnością. Jej uśmiech sprawiał, że mężczyzna czuł się tak, jakby był najważniejszy na świecie.

Nie spiesząc się do ożenku, Ainsley unikał, jak tylko mógł, wieczornych przyjęć wydawanych w sezonie towarzyskim. Ominęła go wskutek tego okazja poznania lady Jayne Spencer i zabiegania o jej rękę. Chociaż, jeśli wierzyć słowom Walforta, tamten skradł serce Jayne podczas ich pierwszego tańca.

- Masz reputację wprawnego uwodziciela. Wypróbuj swoje umiejętności na mojej żonie - powiedział teraz Walfort, cedząc z trudem każde słowo przez zaciśnięte zęby.

- Chcesz, żebym ją uwiódł?

- Chcę, żebyś dał jej to, czego ja nie mogę.

- To żałosne. - Ainsley odsunął się od kominka i opadł z powrotem na fotel, który nagle stał się straszliwie niewygodny. Podniósł się znowu i powlókł do okna. Poruszony, nie chciał przyznać sam przed sobą, jak często marzył o Jayne, choć nigdy nie uczynił niczego, żeby ją zdobyć. Przestrzegał kodeksu honorowego, przekazanego przez przodków, którzy walczyli u boku Ryszarda Lwie Serce w czasach krucjat. Nie tykał kobiet należących do innych mężczyzn. - Czy ona przystała na ten niedorzeczny plan?

- Jeszcze z nią o tym nie rozmawiałem. Chciałem najpierw uzyskać twoją zgodę.

Ainsley odwrócił się twarzą do człowieka, którego nie poznawał. Czy nieszczęście sprowadziło na Walforta chorobę umysłową?

- Jestem w stanie przewidzieć jej odpowiedź bez obawy pomyłki - stwierdził. - Zacznie się śmiać, uderzy mnie w twarz, potem się rozpłacze. Nie biorę pod uwagę komplikacji prawnych. Jeśli urodzi chłopca, to on zostanie dziedzicem. Nawet jeśli cała Anglia będzie wiedziała, że nie ty go spłodziłeś, prawo cię zobowiąże...

- Ty i ja jesteśmy nie tylko przyjaciółmi, ale także kuzynami. W naszych żyłach płynie krew Seymourów. To nie będzie jakieś poważne nadużycie.

- Kuzyn, który jest następny w kolejce do twojego tytułu, może się z tym nie zgodzić.

- Traci rozum przez syfilis. Poza tym, czy naprawdę wierzysz, że każdy książę, który zasiadł na tronie i został królem, był rzeczywiście synem swojego ojca? Wątpię w to. I krew nie obchodzi mnie tyle, ile Jayne i jej szczęście.

A co się stanie ze mną, zastanawiał się Ainsley. Mieć syna czy córkę, których nie będzie mógł uznać? Czy był kuzynowi winien takie poświęcenie? Chociaż jego wspomnienia tamtej nocy były mgliste, zamazane, wiedział, że to on powoził. Gdy powóz się przewrócił, wypadł z niego, ale jedyną pamiątką tego nieszczęśliwego zdarzenia była cienka blizna przecinająca lewą stronę jego brody. Walfort zaplątał się w uprząż i, zanim konie się zatrzymały, był wleczony za powozem. Jego kości zostały w wielu miejscach złamane. Straszliwie. Nieodwracalnie.

Wypili tyle, że żaden nie pamiętał szczegółów. Wiedzieli tylko, że Ainsley wyszedł z wypadku z jednym małym zadrapaniem, Walfort zaś nigdy już nie stanął na nogach.

- A jeśli odrzucę zaproszenie, żeby przespać się z twoją piękną żoną? - zapytał cicho Ainsley. Nie mógł dojść do siebie po tym, co usłyszał. Nigdy nie poszedł do łóżka z mężatką. Sama myśl o tym go mierziła. Uważał, że można się zabawiać z każdą chętną kobietą, póki nie ma ona męża, któremu winna lojalność. Szanował obowiązek i przysięgi. I wymagał od innych przestrzegania przyjętych przez siebie wysokich standardów.

- Poproszę kogoś innego. I moja żona może marnie na tym wyjść. A ty zawsze miałeś opinię świetnego kochanka. Dzięki tobie pamiętałaby tę noc.

- Nie zniesie mojego dotyku.

- Nie wątpię, że postarasz się, żeby zmieniła zdanie.

- Nie bierzesz pod uwagę tego, że ona mnie nie znosi.

- Przeciwnie. Uważam, że to dobrze, iż ma o tobie niskie mniemanie. Wasze stosunki sprowadzą się do transakcji. Bez uczuć. Z dystansem. Ale, jak znam ciebie, znajdziesz sposób, żeby sprawić jej przyjemność, i to także będzie moim darem dla niej. Od trzech lat żyje w celibacie. Nigdy się nie skarżyła, niech ją Bóg błogosławi, ale miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, kiedy brutalnie pozbawiono ją radości życia z powodu naszej głupoty. Dlaczego ma nadal cierpieć i płacić za nasze grzechy? Noc w ramionach osławionego londyńskiego kochanka? Dziewięć miesięcy później dziecko przy piersi.

- Zbytnio zawierzasz mojej reputacji. Nawet ja nie mogę zagwarantować, że stanie się brzemienna po jednym zaledwie spotkaniu.

Walfort wzruszył nieporadnie ramionami. Niegdyś silne i sprawne, teraz ginęły w doskonale skrojonym żakiecie.

- Zatem miesiąc. W cichym, dyskretnym miejscu.

Odpowiedzi padały zbyt szybko, bez wahania, jakby już wcześniej to przedyskutowali.

- Przemyślałeś to.

- Tylko o tym myślę. Jak uszczęśliwić moją żonę. Jesteś mi to winien, Ainsley. Jesteś to winien jej.

- Ona nigdy się na to nie zgodzi.

- A jeśli?

Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi biblioteki otworzyły się i ta, o której mówili, weszła do środka. Gdy zobaczył ją po raz pierwszy, uśmiechała się, niebieskie oczy promieniały radością, jej uroda zniewalała. Teraz przygasła, jakby okrył ją cień. Mała i krucha, była zbyt delikatna, żeby dźwigać ciężary, jakie ją przytłaczały.

Omijała Ainsleya wzrokiem, podchodząc do męża. Czarne włosy miała upięte do góry. Siwe pasmo, starannie zaczesane do tyłu, pojawiło się przed trzema laty, gdy zmagała się ze stratą dziecka i nieszczęściem męża. Fioletowa suknia znakomicie uwydatniała jej figurę i Ainsley oczami wyobraźni - wbrew woli, ku własnemu wstydowi - ujrzał, jak zsuwa tę suknię z jej ramion i przesuwa wargami po kremowej skórze. Nie przystałaby na to. Wiedział, że nie przystałaby. Był draniem, wyobrażając sobie choćby przez sekundę, jak ją wprowadza do królestwa zmysłów, gdzie istnieje tylko rozkosz.

Była żoną przyjaciela, na Boga, a Walfort, skazany na ten przeklęty fotel na kółkach, po prostu stracił jasność myślenia. Jayne przywróci go szybko do rzeczywistości, a o ten żałosny pomysł z pewnością oskarży Ainsleya.

Uśmiechając się łagodnie, pochyliła się i pocałowała Walforta lekko w policzek.

- Witaj, kochanie.

Wyprostowała się i spojrzała na Ainsleya jak na śmieć, który nie wiadomo skąd znalazł się na nieskazitelnie czystym dywanie.

- Wasza Wysokość.

Skłonił się lekko.

- Lady Walfort. Czy wolno mi zauważyć, że wygląda pani prześlicznie?

- Może pan mówić, co się panu podoba.

Dla niego nie miała uśmiechu, łagodnego spojrzenia, przyjaznego tonu. Walfort naprawdę stracił rozum, jeśli sądził, że jego żona zgodzi się na jakąkolwiek bliskość z Ainsleyem. Podejrzewał, że więcej przyjemności sprawiłoby jej przebicie jego serca sztyletem niż wyrafinowane pieszczoty.

- Panowie, kolacja czeka.

- Świetnie. Umieram z głodu - oznajmił Walfort. - Ainsley, odprowadzisz moją żonę do jadalni?

- Nie potrzebuję eskorty - wtrąciła szybko. - Jednakże Randall jest w tej chwili zajęty, więc może Jego Wysokość zechce pomóc tobie.

Ainsley wyczytał w jej oczach wyzwanie. I coś więcej. Wiedział, że chce mu przypomnieć, do czego doprowadziła jego lekkomyślność. Jakby mógł w ogóle o tym zapomnieć.

- To dla mnie zaszczyt - odparł zwięźle, ruszając w stronę Walforta.

Popychając fotel, zdziwił się, jak lekki był markiz w porównaniu z tym, co Ainsley zapamiętał. Przyjaciel wydawał się bardziej kruchy, niż Ainsley sobie uświadamiał. Poczucie winy odżyło w nim, sprawiając ból.

Nasiliło się zaś jeszcze bardziej, kiedy stwierdził, że wpatruje się, oczarowany, w kołyszące się biodra Jayne, która szła przed nimi. Nie chciał się zastanawiać nad piekłem, które go czekało, gdyby przystał na szaloną propozycję jej męża, żeby dać jej dziecko.

Dalsza część rozdziału w pełnej wersji książki