Prywatne wojny Hitlera, Churchilla, Stalina i Roosevelta - Simon Berthon, Joanna Potts

-
Proszę czekać

Przedmowa

Politycy często narzekają, że środki przekazu informują o nich w sposób zbyt "spersonalizowany". Zamiast analizować "zagadnienia", mówi się o cechach charakteru przywódców i plotkuje o ich prywatnych sprawach. Ale na początku XXI wieku trudno się temu dziwić. Brzemienną w skutki decyzję o wojnie z Irakiem podjął osobiście amerykański prezydent, który dostał w spadku po ojcu niezałatwiony problem iracki, oraz brytyjski premier, który, jak to coraz wyraźniej widać z ujawnianych źródeł, sam wciągnął swój kraj w tę wojnę. Na jego postępowanie miała największy wpływ "szczególna więź" łącząca go z George'em W. Bushem. Zgodność poglądów obu przywódców sprawiła, że Brytyjczycy i Amerykanie ramię w ramię walczą, i giną, w Iraku.

Autorzy tej książki otwarcie głoszą pogląd, że podczas II wojny światowej osobiste decyzje czterech tytanów konfliktu rozstrzygały o jego wybuchu, przebiegu i skutkach. Hitler w pojedynkę postanowił napaść na Polskę; latem 1940 roku to on zwrócił się przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Stalin - nikt inny - zawarł pakt z Hitlerem; to z jego psychologicznych i strategicznych wizji wynikało, że Hitler nie uderzy na Związek Radziecki w 1941 roku, i dlatego kraj pozostał bez obrony. Latem 1940 roku wydarzenia potoczyłyby się zapewne inaczej, gdyby to nie Churchill, ale Halifax został brytyjskim premierem pamiętnego 10 maja. I jakkolwiek długo Roosevelt lawirował i kluczył, zanim w końcu agresja japońska wciągnęła go w wir wojny, to właśnie on postanowił, że nie Japonia, lecz Niemcy hitlerowskie są najważniejszym wrogiem Stanów Zjednoczonych, i to on uznał, że hojna pomoc aliantów skłoni Stalina do współpracy w tworzeniu nowego świata bez wojen i imperializmu.

Ci czterej przywódcy byli też kapłanami najważniejszych ideologii XX wieku, które starły się ze sobą w czasie II wojny światowej: totalitaryzmu prawicowego i lewicowego, liberalnej demokracji, demokracji socjalnej, europejskiego kolonializmu i imperializmu gospodarczego. W wojnie między tymi ideologiami walczyły i ginęły miliony ludzi.

Nasza książka dotyczy istoty tego konfliktu: wciąż zmieniających się stosunków między czterema przywódcami i wojny psychologicznej, jaką ze sobą prowadzili.

Podczas pracy nad książką korzystałem z pomocy wielu osób. Ogromny wpływ wywarła na mnie znakomita monografia profesora Johna Lukacsa The Duel: Hitler vs Churchill (Pojedynek: Hitler kontra Churchill), na podstawie której, dzięki uprzejmości autora, kilka lat temu nakręciłem film dokumentalny. Dotyczyła ona rozgrywki psychologicznej między wrogami, ale równie ciekawy wydał mi się trwający jednocześnie pojedynek między aliantami. Napisałem więc książkę o burzliwych stosunkach między francuskim przywódcą Charles'em de Gaulle'em a Churchillem i Rooseveltem pod tytułem Allies at War (Wojna aliantów), która wiele zawdzięczała niezrównanej wiedzy i mądrym radom profesora Warrena Kimballa. Za pomoc przy Bogach wojny jestem ogromnie wdzięczny trzeciemu historykowi, profesorowi Geoffreyowi Robertsowi, którego uwagi pozwoliły mi zwłaszcza zrozumieć Stalina.

Wiele osób ułatwiło mi dostęp do materiałów archiwalnych i pomogło w poszukiwaniach dokumentów. Byli to między innymi: profesor Alexander Chubarian, Andrew Riley i pracownicy Churchill Archives Centre w Churchill College w Cambridge, pracownicy Borthwick Institute uniwersytetu w Yorku, pracownicy działu rękopisów w Bibliotece Kongresu, profesor Georgy Kumanev, doktor Mikhail Myagkov, pracownicy National Archives w Kew, pracownicy National Archives w Waszyngtonie, Christine Penney i pracownicy działu zbiorów specjalnych na uniwersytecie w Birmingham, Wilderstein Preservation, pracownicy Biblioteki Franklina D. Roosevelta, profesor Oleg Rzheshevsky, Cordula Schacht, hrabina Avon, lady Soames oraz rodzina Edwarda Wooda, hrabiego Halifaksa.

Janice Hadlow i Timowi Gardanowi zawdzięczam wiele ciekawych spostrzeżeń i wsparcie w początkowej fazie pracy; Hamish Mykura i Ralph Lee życzliwie służyli mi swoją wybitną inteligencją. Ekipa stacji 3BM Television była jak zawsze wspaniała, a specjalne podziękowania należą się Simonowi Battersby'emu, Frances Craig, Denysse Edwardes, Danowi Kornowi, Oystein Lagerstrom, Glynis Robertson i Julii Yershovej.

Przede wszystkim jednak chciałbym podziękować współautorce tej książki Joannie Potts, która pracowała ze mną od samego początku. Bez jej wnikliwych poszukiwań, pierwszych szkiców tekstu i wytrwałości książka ta nigdy by nie powstała. Oboje pragniemy podziękować Emmie Musgrave z wydawnictwa Politico, naszemu korektorowi Jonathanowi Wadmanowi i naszemu agentowi Andrew Lowniemu, którzy włożyli w swoją pracę wiele serca.

Dziękuję wreszcie Penelope, Helenie i Olivii, które cierpliwie znosiły moje obsesyjne zainteresowanie wodzami II wojny światowej.

Simon Berthon

Prolog: 10 maja 1940

Był piątek 10 maja 1940 roku, tuż po północy. Dwa wielkie parowozy ciągnące 10 luksusowych zielonych wagonów sunęły w stronę węzła kolejowego 220 kilometrów od Berlina. Linia kolejowa prowadziła z Hanoweru na północ, do Hamburga, ale szereg zwrotnic skierował pociąg na zachód. W jednym z wagonów tego pociągu, noszącego kryptonim "America", jechał Adolf Hitler. Przywódca Trzeciej Rzeszy zmierzał na spotkanie z przeznaczeniem.

Führerowi towarzyszyła jego osobista sekretarka, 32-letnia Christa Schroerder, pogodna i atrakcyjna, pozostająca pod wrażeniem uroku i energii swego szefa. W afektowanym liście do przyjaciółki opisywała swoją wielką przygodę. Poprzedniego dnia zaufanym pracownicom biura Hitlera z Kancelarii Rzeszy, do których należała, powiedziano, że udają się "w podróż". Jej cel i czas trwania były tajemnicą. Kiedy pociąg wyjechał z Berlina, pracownice zapytały szefa, czy jadą do Norwegii, gdzie owego dnia trwały walki między Niemcami a Wielką Brytanią. Hitler przekornie potwierdził ich domysły:

- Jeśli będą panie grzeczne, dostaną panie po futrze z fok1.

O świcie pociąg Führera wjechał na stację pozbawioną tablicy z nazwą miejscowości. Okazało się, że są w miasteczku Euskirchen, 50 kilometrów od granicy niemieckiej. Hitler i jego świta przesiedli się do samochodów. Szosa prowadziła przez wsie, w których zamiast tablic z nazwami stały drogowskazy wojskowe. W końcu skręcili w polną drogę i przez szpaler brzóz dojechali do małej polany w lesie, na której znajdowały się betonowe bunkry i budki wartownicze. Byli u celu - w Felsennest, Skalnym Gnieździe, nowej kwaterze Hitlera.

W oddali rozległ się huk dział. Hitler wyciągnął rękę w kierunku zachodnim i oznajmił:

- Panowie, rozpoczęła się ofensywa przeciwko państwom zachodnim2.

Rządy Belgii, Holandii i Francji miały się niebawem dowiedzieć, że 136 świetnie wyszkolonych i uzbrojonych dywizji niemieckich zaatakowało ich kraje. "Dziwna wojna" dobiegła końca, zaczął się Blitzkrieg. Hitler wtrącił świat w najkrwawszy konflikt w dziejach, który miał trwać następnych pięć lat.

W czasie gdy eskadry samolotów Luftwaffe zasłoniły niebo nad Felsennest, a oddziały Wehrmachtu sunęły na zachód, pewien młody człowiek odbywał poranną przejażdżkę konną po Richmond Park na południowo-zachodnich peryferiach Londynu. Nazywał się John Colville, miał lat 25 i tak jak Christa Schroeder był prywatnym sekretarzem - tyle że innego europejskiego przywódcy, premiera Wielkiej Brytanii Neville'a Chamberlaina. Colville jednak przypuszczał, że nie będzie już nim długo. Kiedy zsiadł z konia, dowiedział się od stajennego, że Niemcy zaatakowały Belgię i Holandię. Colville wiedział, że zbliża się polityczne przesilenie, i jak zanotował w dzienniku, jedno było dlań przygnębiająco oczywiste: "Jeśli premier odejdzie, nic nas nie uchroni przed Winstonem"3.

Trzeciego września 1939 roku, po wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Wielką Brytanię, Winston Churchill wrócił do rządu na stanowisko pierwszego lorda admiralicji. W brytyjskich sferach rządzących uchodził za człowieka lekkomyślnego, niegodnego zaufania i nieznośnego. Ale tego pamiętnego dnia Churchill obudził się z przekonaniem, że do wieczora spełni się marzenie jego życia: zostanie premierem Wielkiej Brytanii.

Churchill za swoim biurkiem.

Jak na ironię, swoją szansę zawdzięczał fiasku, za które ponosił największą odpowiedzialność - kampanii norweskiej. Chcąc odciąć Niemcy od dostaw stali i rud żelaza ze Szwecji, Brytyjczycy postanowili udzielić Norwegom zbrojnej pomocy w walce z Niemcami. Kiedy jednak brytyjskie okręty wojenne wysadzały na norweski brzeg pozbawione wsparcia siły lądowe, Hitler uderzył z powietrza, zmuszając przeciwnika do upokarzającego odwrotu. Klęska norweska ugruntowała w Londynie opinię, że Chamberlain nie nadaje się na przywódcę czasu wojny. Mimo wszelkich wad Churchilla nikt nie mógł zaprzeczyć, że jest on tym, kogo naród potrzebuje - wodzem, który od dawna ostrzegał kraj przed Hitlerem.

Poprzedniego dnia, kiedy Hitler ze swoją świtą opuszczał Berlin, Churchill odbył w siedzibie premiera przy Downing Street decydujące spotkanie z Chamberlainem i ministrem spraw zagranicznych lordem Halifaksem. Chamberlain, któremu groził bunt własnych posłów w Izbie Gmin, nie potrafił przekonać laburzystowskiej opozycji do utworzenia rządu zgody narodowej. Premier wiedział, że przegrał i musi się podać do dymisji. Brytyjskie sfery rządzące chciały, aby jego następcą został Halifax, przebiegły dyplomata z arystokratycznej rodziny. Minister spraw zagranicznych wiedział jednak, że nie nadaje się na przywódcę państwa w stanie wojny, i nie skorzystał z okazji.

Dziesiątego maja, po rozpoczęciu się Blitzkriegu na Zachodzie, Chamberlain próbował jeszcze ratować stanowisko, twierdząc, że kryzys wymaga ciągłości rządów. Opozycja laburzystowska i liberalna nie chciały o tym słyszeć; nawet ministrowie stracili zaufanie do swego premiera. O godzinie 18.00 Churchill pojechał do pałacu Buckingham. Od siedziby admiralicji dzieliło go niewiele ponad kilometr, ale była to najważniejsza podróż w życiu Churchilla.

- Przypuszczam, że nie wie pan, w jakim celu kazałem pana wezwać? - zapytał król Jerzy VI.

- Wasza Wysokość - odpowiedział Churchill z przekornym błyskiem w oku - nie mam najmniejszego pojęcia.

Król się roześmiał.

- Chciałbym powierzyć panu misję utworzenia rządu4.

Nagłówki wieczornej prasy przyniosły wstrząsającą wiadomość o niemieckim ataku na Francję, Belgię i Holandię.

- Mam nadzieję, że nie jest za późno - powiedział Churchill ze łzą w oku do detektywa W.H. Thompsona, kiedy wracali do admiralicji. - Bardzo się boję, że jednak tak5.

Churchill został więc brytyjskim premierem. W salonach Londynu i całego świata różnie ten fakt komentowano. "Wydaje się, że Churchilla zesłało samo niebo - pisał radziecki ambasador w Londynie Iwan Majski - ale kiedy będą chcieli zawrzeć pokój, może się stać wielką przeszkodą"6. Nowy premier poprosił Johna Colville'a o pozostanie na stanowisku, ale młody człowiek miał wątpliwości i uspokoiła go dopiero myśl, że Chamberlain i Halifax zostają w rządzie. "Będą jakoś hamować naszego nowego wodza - zapisał tego wieczoru w dzienniku. - Może to rzeczywiście człowiek pełen werwy i energii, za jakiego uważa go kraj (...) ale jego mianowanie to straszne ryzyko"7. W Berlinie hitlerowski minister propagandy Joseph Goebbels, który również prowadził dziennik, zanotował: "Churchill naprawdę został premierem. Sytuacja jasna! Tak lubimy"8. Nie znamy reakcji Hitlera, ale miał on już wyrobione zdanie o Churchillu: to anachroniczny imperialista, samochwała, i, jak pokazała kampania norweska, niedołęga.

Po drugiej stronie Atlantyku, w Waszyngtonie, nowy premier brytyjski miał opinię podejrzanego osobnika. Na wiadomość o niemieckim podwójnym uderzeniu i nominacji Churchilla prezydent Franklin Roosevelt zwołał nadzwyczajne posiedzenie gabinetu. Sekretarz spraw wewnętrznych Harold Ickes zanotował jego słowa: "Myślę, że to najlepszy człowiek, jakiego ma Anglia, nawet jeśli przez pół dnia jest pijany"9. Ickes dodał zgryźliwie, że na Churchillu "zupełnie nie można polegać, gdy jest pod wpływem alkoholu"10.

Bez względu na to, czy Churchill rzeczywiście był niegodnym zaufania alkoholikiem, Roosevelt wiedział, że jest on teraz na pierwszej linii walki z Hitlerem. Mimo to żywił do niego zadawnioną niechęć. W 1918 roku, jeszcze przed chorobą, która przykuła go do wózka inwalidzkiego, jako zastępca amerykańskiego sekretarza marynarki wojennej odwiedził Francję i Wielką Brytanię. To wówczas jedyny raz zetknął się osobiście z Churchillem. W Londynie wygłosił przemówienie na uroczystym obiedzie w Gray's Inn, twierdzy brytyjskiej palestry. Churchill, znacznie mniej wówczas znany, był wśród audytorium. Roosevelt mówił później, że przyszły premier zachowywał się jak "gbur (...) pomiatał nami"11.

Politycy nie widzieli się od tej pory i w latach 30. XX wieku stanowili całkowite przeciwieństwo. Roosevelt był charyzmatycznym prezydentem, Churchill błąkał się po peryferiach życia politycznego; Roosevelt gromił europejski kolonializm, Churchill zaciekle bronił imperium brytyjskiego. Ale jedno ich łączyło. Obaj od dawna rozumieli, że Hitler to nowe śmiertelne zagrożenie dla pokoju światowego.

Kariery Roosevelta i Hitlera były zbieżne w czasie. Czwartego marca 1933 roku odbyła się inauguracja pierwszej kadencji prezydenckiej Roosevelta. Nazajutrz Hitler umocnił się na stanowisku kanclerza, odnosząc zdecydowane zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Ale dopiero trzy lata później, 7 marca 1936 roku, gdy wojska niemieckie wkroczyły do Nadrenii, obawy Roosevelta nabrały konkretnych kształtów. Stany Zjednoczone były krajem neutralnym, naród amerykański nie chciał wikłać się w europejskie spory, toteż Roosevelt nie mógł dać publicznie wyrazu swemu zaniepokojeniu. Jednym z jego powierników była daleka kuzynka i bliska przyjaciółka Daisy Suckley. Pisał do niej: "Z Niemiec nadchodzą złe wieści i chociaż moi ludzie zapewniają mnie, że wojna nie grozi, pamiętam, że to samo mówili w lipcu 1914 roku"12.

Roosevelt - skryty prezydent.

Prezydent mógł się tylko przyglądać, jak Hitler, przy biernej postawie Wielkiej Brytanii i Francji, odnosi kolejne triumfy. W marcu 1938 roku zauważył: "Ktoś mi kiedyś powiedział: "Jeśli szef policji dobije targu z gangsterami i dzięki temu skończą się napady, to takiego szefa policji okrzykną bohaterem - ale jeśli gangsterzy nie dotrzymają słowa, szef policji pójdzie siedzieć". Moim zdaniem niektórzy podejmują bardzo duże ryzyko"13. Po przemówieniu Hitlera wygłoszonym w apogeum kryzysu monachijskiego we wrześniu 1938 roku Roosevelt w liście do Suckley z pogardą pisał o przywódcy nazistów: "Słyszałaś dziś Hitlera, te jego wrzaski, błazeństwa i reakcję publiczności? Nie klaskali - wyli jak zwierzęta"14.

Roosevelt - człowiek towarzyski.

Kiedy po wybuchu wojny Churchill został pierwszym lordem admiralicji, Roosevelt od razu zrozumiał, że będzie on ważną postacią w walce z nazistami, i nawiązał z nim telegraficzną korespondencję. W pierwszej depeszy pisał: "Mój drogi Churchillu, ponieważ zajmujemy podobne stanowisko w wojnie światowej, pragnę Panu donieść, że bardzo się ucieszyłem z Pańskiego powrotu do admiralicji"15. Natomiast amerykańskiemu ambasadorowi w Wielkiej Brytanii Josephowi Kennedy'emu wyznał prywatnie: "Nie lubiłem go od czasu mojego pobytu w Anglii w 1918 roku (...). Poświęcam mu tyle uwagi, bo jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie premierem, więc chcę już przygotować grunt"16. Dziesiątego maja 1940 roku przepowiednia Roosevelta się sprawdziła.

Po drugiej stronie kuli ziemskiej czwarty z wielkich przywódców również robił bilans wypadków z 10 maja. Moskiewski wspólnik Hitlera Józef Stalin wysłał swego komisarza spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa do niemieckiej ambasady, aby przekazał wiadomość od niego dla Führera. "[Stalin] zrozumiał, że Niemcy muszą się bronić przed atakiem brytyjsko-francuskim - donosił Hitlerowi ambasador, hrabia von der Schulenburg. - Nie wątpi w nasze zwycięstwo"17. Ten komplement pod adresem sojusznika był tylko maską, skrywającą głęboki niepokój radzieckiego przywódcy. Stalin i Hitler, choć żaden nie uświadamiał sobie tego jasno, od dziewięciu miesięcy toczyli psychologiczny pojedynek, który będzie miał tragiczne skutki dla nich samych, ich państw i świata.

Rozpoczął go Hitler latem poprzedniego roku. W lipcu 1939 roku najsłynniejszy na świecie wielbiciel Wagnera obejrzał aż siedem inscenizacji oper kompozytora, po czym udał się na wakacje do swojej górskiej rezydencji, willi Berghof na Obersalzbergu. Spędzając piękne letnie dni w jednym z najbardziej uroczych zakątków świata, Hitler planował brutalną napaść na Polskę - swoją "wojenkę", jak ją nazywał. Nikt nie mógł go od niej odwieść. Żądza wojny wzbierała w nim od chwili zawarcia układu monachijskiego jesienią poprzedniego roku. Zamiast cieszyć się, że bez jednego wystrzału zdobył czeskie Sudety, Hitler czuł gorycz, bo nie mógł zademonstrować potęgi niemieckiej machiny wojskowej.

Był więc zdecydowany na wojnę z Polską, a od swoich generałów wiedział, że musi zaatakować przed nadejściem jesiennych słot. Jedno tylko stało mu na przeszkodzie - Wielka Brytania i Francja zapowiedziały, że przyjdą Polsce z pomocą. Gdyby i Związek Radziecki włączył się do konfliktu, Hitler byłby zmuszony walczyć na dwa fronty. A dobrze pamiętał, że przed 20 laty taka wojna skończyła się dla Niemiec klęską.

W czystym górskim powietrzu w głowie Hitlera zrodził się niewiarygodny pomysł paktu z największym wrogiem ideologicznym. W sierpniu 1939 roku zaczął sondować, co o tym myślą w Moskwie.

Stalin odniósł się do propozycji Hitlera bardzo podejrzliwie. Zwlekał, godzinami czytając Mein Kampf, autobiografię, a zarazem manifest polityczny Hitlera sprzed 15 lat. Podkreślał najważniejsze fragmenty, między innymi opinie Hitlera o pierwszych przywódcach bolszewickich, do których należał też Stalin: "Nigdy nie zapominać, że władcy dzisiejszej Rosji to pospolici kryminaliści o rękach splamionych krwią, to wyrzutki ludzkości"18.

Stalin jednak wiedział, że Hitlerowi bardzo zależy na porozumieniu. Niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop mógł natychmiast przyjechać do Moskwy na rozmowy. Tymczasem Brytyjczycy i Francuzi, którzy również zabiegali o względy Stalina, zdobyli się tylko na przysłanie do Moskwy delegacji wojskowej. Przywódca radziecki uznał, że oferta Hitlera jest zbyt kusząca, aby ją odrzucić, i zaprosił Ribbentropa do Rosji. Goebbels, również obawiający się wojny na dwa fronty, zanotował w dzienniku: "Pakt o nieagresji z Moskwą doskonały. Ribbentrop we środę w Moskwie. To jest coś! Znów jesteśmy górą. Teraz możemy spać spokojniej"19.

Hitler w górach

Ribbentrop wylądował w Moskwie 23 sierpnia. Tuż po północy 24 sierpnia pakt hitlerowsko-radziecki został podpisany, a wraz z nim tajny protokół, przewidujący rozbiór Polski przez Niemcy i Rosję. Hitler zadzwonił do Ribbentropa: "To będzie jak bomba"20. Ale Goebbels twierdził, że to nie siła, lecz lęk przed Stalinem skłonił Hitlera do największej wolty w historii: "Führer uważa, że to on musi zabiegać o względy, a jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Na bezrybiu i rak ryba"21.

Na Kremlu Stalin wzniósł cyniczny toast na cześć Ribbentropa i paktu z hitlerowcami: "Wiem, że naród niemiecki bardzo kocha swego Führera; chciałbym więc teraz wypić za jego zdrowie22. Ale Stalin też działał pod wpływem strachu - obawiał się ataku Hitlera. Tego wieczoru powiedział swoim współpracownikom: "Oczywiście, to wszystko gra o to, kto kogo. On myśli, że mnie przechytrzył, ale to ja go wywiodłem w pole"23.

Życie dopisało do tych uroczystości osobliwe postscriptum. Hitler kazał swemu osobistemu fotografowi Heinrichowi Hoffmanowi sfotografować małżowiny uszne Stalina; zdjęcia miały mu powiedzieć, czy małżowiny te są "przyrośnięte, czyli żydowskie, czy oddzielone, a więc aryjskie". Nie były przyrośnięte; radziecki dyktator zdał egzamin24.

Stalin od dawna żywił coś w rodzaju podziwu dla przebiegłości Hitlera. Jeszcze w 1934 roku, przy okazji rozprawy Hitlera z opozycją w partii nazistowskiej, tak zwanej nocy długich noży, zauważył: "Słyszeliście, co się stało w Niemczech? Zuch z tego Hitlera! Zręcznie sobie poczyna!"25

Hitler nie odwzajemniał się Stalinowi podobnymi wyrazami uznania. W pierwszych latach sprawowania władzy pragnął urzeczywistnić swoje plany z Mein Kampf: zawrzeć sojusz z brytyjskim imperium morskim i ruszyć na wschód, aby zbudować niemieckie imperium na kontynencie. Dopiero gdy okazało się to niewykonalne, Hitler dostrzegł w Stalinie potencjalnego sprzymierzeńca.

Stalin pierwszy dokonał masowych zbrodni. W maju 1937 roku, kiedy uruchomiona przezeń machina terroru zwiększała obroty, przyrównał swe ofiary do bojarów, których 400 lat wcześniej wymordował car Iwan Groźny: "Kto będzie pamiętał tę hołotę za 10 albo 20 lat? Nikt. Kto dziś pamięta nazwiska bojarów, z którymi rozprawił się Iwan Groźny? Nikt"26. Na tydzień przed napaścią na Polskę, w czasie narady ze swoimi generałami, Hitler wypowiedział podobne słowa: "Czyngis-chan z lekkim sercem kazał zabijać miliony mężczyzn i kobiet. A historia uważa go tylko za twórcę wielkiego imperium (...). Kto dziś wspomina zagładę Ormian?"27

Dla obu masowe mordy były tylko bronią w walce ideologicznej. Liczyło się wyłącznie państwo, czy to komunistyczne, czy to nazistowskie; jednostki były narzędziami jednorazowego użytku. Tę zasadę dyktatorzy stosowali nawet w swoim życiu prywatnym. Hitler miał potajemne kochanki, z najsłynniejszą Ewą Braun na czele, ale oficjalnie żadna kobieta nie mogła stanąć między nim a narodem. Jedna z jego sekretarek wspominała, że bardzo często powtarzał: "Moją miłością są Niemcy"28. Stalin dwukrotnie się ożenił i miał dzieci, ale po samobójstwie drugiej żony Nadieżdy w 1932 roku stał się jeszcze okrutniejszy. Jakby powtarzając za Hitlerem, rzekł kiedyś: "Prawdziwy bolszewik nie może i nie powinien mieć rodziny, powinien całkowicie poświęcić się partii". Synowi Wasylowi mówił: "Ja nie jestem Stalinem (...). Stalin to władza radziecka"29.

Pakt nazistowsko-radziecki połączył na zawsze dwóch totalitarnych dyktatorów. Osiem dni po jego podpisaniu Hitler napadł na Polskę, a Stalin publicznie poparł swego sojusznika, oświadczając w organie partii komunistycznej "Prawda": "To nie Niemcy zaatakowały Anglię i Francję, to Anglia i Francja zaatakowały Niemcy". Połączyła ich krew, którą wspólnie przelali w Polsce. Jednostki SS zamordowały 60 000 Żydów i członków polskich elit. Była to pierwsza masowa zbrodnia Hitlera. Tajna policja Stalina, NKWD, mająca już duże doświadczenie w masowych mordach, dokonała podobnych zbrodni we wschodniej Polsce. Wśród ofiar znalazło się ponad 20 000 polskich oficerów i więźniów politycznych, których ciała zostaną odkryte trzy lata później.

Imperator Stalin

Zawierając porozumienie z Hitlerem, Stalin wiedział świetnie, że jest to pakt z diabłem. Uważał jednak, że dzięki niemu zapewnia Związkowi Radzieckiemu zarówno bezpieczeństwo, jak i nowe możliwości działania. Tydzień po inwazji Niemiec na Polskę powiedział współpracownikom:

- Między dwoma obozami państw kapitalistycznych trwa wojna (...). Hitler, nie chcąc tego ani nie rozumiejąc, osłabia i podkopuje system kapitalistyczny (...). My możemy lawirować, napuszczać jednych na drugich, aby bili się ze sobą do upadłego.

Liczył też na powiększenie swego komunistycznego imperium: "Cóż by to szkodziło, gdybyśmy w wyniku pogromu Polski rozciągnęli ustrój socjalistyczny na nowe obszary i ludy?"30

Również przed Hitlerem pakt otworzył drzwi do nowych podbojów. Zlikwidowawszy potencjalne zagrożenie na swoich tyłach, Führer oddał się teraz całą duszą planowaniu wojny z Francją. Pierwszego października 1939 roku Goebbels zanotował, że Hitler napomyka nawet o długofalowej współpracy ze Stalinem: "Prywatna narada z Hitlerem. Jest przekonany o lojalności Rosji. Stalin zgarnie przecież wielkie łupy"31. Natomiast przywódca radziecki nie spodziewał się podobnej lojalności po Hitlerze. Wciąż miał w pamięci Mein Kampf, przede wszystkim młodzieńcze marzenia Hitlera o podboju Rosji i zbudowaniu nowej Rzeszy niemieckiej: "Jeśli mówimy dziś o terytoriach w Europie, możemy mieć na myśli tylko Rosję i jej wasalne państwa ościenne"32.

Licząc się z tym, że Hitler może pewnego dnia zaatakować, Stalin przystąpił do budowy strefy buforowej. Wymusił na państwach bałtyckich, Litwie, Łotwie i Estonii, zgodę na rozmieszczenie na ich terytorium wojsk radzieckich. Trzeciego października 1939 roku oświadczył delegacji łotewskiej: "Sytuacja przybrała nieoczekiwany obrót, ale nie można być pewnym jej trwałości. Musimy być gotowi na czas. Ci, którzy się nie przygotowali, zapłacili za to. Niemcy mogą na nas napaść"33.

Stalin zażądał też od Finów oddania Rosji obszarów przygranicznych, aby odsunąć granicę od Leningradu. Kiedy spotkał się z odmową, kazał Armii Czerwonej zaatakować Finlandię. Pierwsze natarcie zakończyło się klęską Rosjan - w ciągu paru dni tysiące zamarzniętych na kość trupów rosyjskich żołnierzy zasłało śnieg. Choć Związek Radziecki pokonał w końcu Finów dzięki przewadze w ludziach i sprzęcie, w toku tej krwawej "wojny zimowej" stracił aż 125 000 żołnierzy.

Stalin posłał na front fiński komisarzy politycznych, aby zrobili tam porządek z nieudolnymi dowódcami; jednakże rzeczywistą winę ponosił on sam, bo jeszcze przed wojną kazał zgładzić najlepszych oficerów. Słabość armii radzieckiej dodała tylko Hitlerowi pewności siebie. Piętnastego marca 1940 roku Goebbels zanotował w dzienniku: "Rosjanie nigdy nam nie zagrożą. Ponieważ Stalin rozstrzeliwuje swoich generałów, my nie będziemy musieli tego robić. Jak dotąd sojusz z Rosją przynosi nam same korzyści"34.

A zatem 10 maja 1940 roku Hitler uderzył na zachodzie. Wzajemnie wyniszczająca wojna państw kapitalistycznych i faszystowskich, o której marzył Stalin przed ośmioma miesiącami, rozgorzała na całego.

Sukcesy, jakie armia niemiecka odniosła 10 maja, przeszły najśmielsze oczekiwania Hitlera. Przed rozpoczęciem ofensywy Führer niepokoił się zwłaszcza o wynik ataku na belgijski fort Eben Emael. Do tej operacji przygotowano się tak starannie, że wybudowano nawet makietę okolicy35. Atmosfera w kwaterze Führera była napięta. Czy udało się zaskoczyć nieprzyjaciela? Około południa napłynęły meldunki mówiące o zwycięstwach i powodzeniu ofensywy. "Napięcie opadło - notował Goebbels. - Ta walka decyduje o 1000 lat niemieckiej historii"36. Hitler mógł nadal wierzyć, że opatrzność nad nim czuwa. W Londynie Churchill odniósł to samo wrażenie. Pracował do późna w nocy, organizując swój rząd. Później wspominał, że czuł "głęboką ulgę", iż jest teraz politycznym przywódcą i wojskowym wodzem narodu brytyjskiego37.

W ciągu jednej doby zmienił się charakter całej wojny. Premier brytyjski podał się do dymisji, a machina wojenna Hitlera posuwała się szybko w kierunku kanału La Manche. Losy świata spoczywały na razie w rękach dwóch wodzów europejskich, Winstona Churchilla i Adolfa Hitlera. Jednakże, choć nikt tego jeszcze nie przeczuwał, epoka imperiów europejskich dobiegała właśnie końca. Roosevelt i Stalin, którzy na razie przyglądają się zmaganiom zza kulis, za pięć lat wyjdą zwycięsko z tej wojny i rozpoczną nową epokę w dziejach świata, epokę dwóch supermocarstw o przeciwstawnej ideologii.

13 maja - 31 lipca 1940

Poniedziałek, 13 maja 1940 roku. Z lasów porastających Ardeny, które francuskie dowództwo uważało za nie do przebycia przez dywizje pancerne, wyłoniły się hitlerowskie czołgi. Po przełamaniu słabych linii obronnych rozpoczęły błyskawiczny rajd ku kanałowi La Manche. W południe Hitler i jego generałowie zebrali się na naradę w sali odpraw w Felsennest. Uważnie, co mu się rzadko zdarzało, Führer wysłuchał meldunku generała Alfreda Jodla, który poinformował, że wojska niemieckie przeszły przez Mozę.

Hitler wpadł w uniesienie i zaczął wykrzykiwać rozkazy dla swoich zmęczonych oficerów. Mieli atakować bez chwili wytchnienia, Führer tymczasem zajął się opracowaniem dyrektywy numer 2 - wytycznych do drugiej fazy kampanii. Wehrmacht miał "nacierać wszystkimi siłami na północ"1. Strategia "przecięcia sierpem" sił brytyjskich i francuskich na dwoje zaczynała przynosić owoce. "Tam, w Felsennest, wiedziałem, co robię" - wspominał potem Hitler2.

Tego popołudnia w Izbie Gmin Winston Churchill wygłosił pierwsze przemówienie jako premier. "Zwykle zachowywał się nieco teatralnie - notował Iwan Majski, który siedział na galerii dla widzów - ale tego dnia był naprawdę wzruszony. Czasami nawet głos mu się łamał"3.

"Mogę wam obiecać tylko krew, znój, pot i łzy" - oświadczył Churchill, a jego słowa na zawsze przeszły do historii4. Ale w owej chwili nie wzbudziły entuzjazmu. Kierownictwo Partii Konserwatywnej wciąż uważało Churchilla za zaprzańca i awanturnika, a jego popisy retoryczne nie każdemu przypadały do gustu; niektórzy podzielali zdanie hitlerowskich propagandzistów nazywających premiera "nadętą świnią". Churchill zresztą bardzo lubił to zwierzę5.

Po powrocie do admiralicji - przeprowadzka na Downing Street nie była jeszcze zakończona - Churchill zauważył, że na ulicy zebrał się tłumek londyńczyków.

- Wszystkiego dobrego, Winnie. Niech cię Bóg ma w opiece! - krzyczeli, kiedy przechodził obok. Churchill się rozkleił.

- Biedacy - rzekł półgłosem do swego szefa sztabu, generała Ismaya - wierzą we mnie, a ja jeszcze długo będę mógł im dać tylko klęski6.

Gabinet wojenny obradował późnym wieczorem w minorowym nastroju, bo napływające wieści brzmiały niewesoło. Ale jakkolwiek Churchill był pełen obaw, miał zupełną jasność co do celów wojennych stojących przed Wielką Brytanią. Na czoło zdecydowanie wysuwał się jeden: pokonanie Adolfa Hitlera.

"Oczywiście - notował John Colville, który jeszcze przed trzema dniami z wahaniem przyjął stanowisko osobistego sekretarza nowego premiera - trzeba przyznać, że rząd Winstona, mimo wszystkich wad, pali się do działania"7. Na czele państwa brytyjskiego stał teraz człowiek, który niezachwianie wierzył w ostateczne zwycięstwo; pozostawało pytanie, jak je osiągnąć, skoro armia francuska i jej osławiona linia Maginota runęły pod naporem Blitzkriegu.

Churchill znał tylko jedną odpowiedź. Pewnego majowego ranka jego syn Randolph odwiedził go w porze śniadania i zastał ojca na górze, "golącego się starą brzytwą marki Valet. Miał twardy zarost i jak zwykle się zacinał". Churchill poprosił syna, żeby usiadł i poczytał gazety, póki on nie skończy się golić. Po kilku minutach Churchill odwrócił się do Randolpha i oświadczył:

- Chyba wiem, jak to zrobić.

Zdziwiony Randolph spytał ojca, czy ma na myśli uniknięcie klęski, co wydawało się możliwe, czy odniesienie zwycięstwa, co zdawało się marzeniem ściętej głowy. Churchill cisnął brzytwę do umywalki i powiedział:

- Oczywiście chodzi mi o to, że możemy ich pokonać.

Randolph odparł, że on też bardzo by tego chciał, ale nie ma pojęcia, jak tego dokonać. Churchill rzekł wtedy z naciskiem:

- Wciągnę do wojny Stany Zjednoczone8.

Już kilka dni po objęciu stanowiska premiera Churchill związał wszystkie swoje nadzieje z jednym człowiekiem: Franklinem Rooseveltem. Przez następne półtora roku, kiedy dwóch przywódców totalitarnych, Hitler i Stalin, toczyło psychologiczny pojedynek, który zakończył się niemiecką inwazją na Związek Radziecki, dwóch przywódców demokratycznych prowadziło własną grę, w której celem Churchilla było wciągnięcie Roosevelta do wojny. Te osobiste rozgrywki między przywódcami miały zadecydować o wyniku II wojny światowej.

Piętnastego maja 1940 roku Churchill wystosował swój pierwszy apel do Roosevelta. Tego dnia o 7.00 rano zbudził go telefon z Francji.

- Droga do Paryża stoi otworem - informował przerażonym głosem francuski premier Paul Reynaud. - Przegraliśmy9.

W obliczu hiobowej wieści - po pięciu dniach od niemieckiego uderzenia Francja wydawała się pokonana - Churchill usiłował wymóc na Roosevelcie, aby natychmiast przyszedł aliantom z pomocą: "W razie konieczności będziemy prowadzić wojnę sami i nie boimy się tego. Ale chyba zdaje Pan sobie sprawę, że głos i potęga Stanów Zjednoczonych mogą nie zdać się na nic, jeśli zostaną użyte za późno". Na koniec wymienił całą listę uzbrojenia i wyposażenia, które chciał otrzymać. Najbardziej zależało mu na wypożyczeniu 40-50 amerykańskich niszczycieli, które pozostały Stanom z I wojny światowej i rdzewiały w dokach10. Wypożyczenie niszczycieli miało się stać pierwszym poważnym sprawdzianem przyjaźni między premierem a prezydentem.

Na posiedzeniu rządu tego dnia Churchill zdumiał kolegów wezwaniem do nawiązania stosunków roboczych z Józefem Stalinem. Było to o tyle zaskakujące, że Churchill miał opinię zajadłego antykomunisty i w 1919 roku, podczas krwawej wojny domowej w Rosji, zorganizował brytyjski korpus ekspedycyjny do walki z bolszewikami. Jednakże w latach 30. doszedł do wniosku, że hitlerowcy stanowią znacznie większe zagrożenie dla interesów brytyjskich i dla całego świata niż bolszewicy. Będąc w opozycji, starał się utrzymywać przyjazne stosunki z radzieckim ambasadorem w Londynie Iwanem Majskim i namawiał rząd Chamberlaina do zawarcia paktu ze Stalinem przeciwko Hitlerowi. W walce z Hitlerem liczył się każdy sojusznik.

Kiedy Churchill szykował się do walki z Niemcami, Hitler nie był wcale zdecydowany na wojnę z Wielką Brytanią, co okazało się jego fatalnym błędem. Siedemnastego maja 1940 roku, gdy wojska niemieckie zmiatały wszystko na swojej drodze, Führer odwiedził wysunięty sztab Grupy Armii A w Bastogne. Generał Günther Blumentritt był świadkiem jego przemówienia. "Hitler był w świetnym humorze - wspominał później - i ocenił, że za sześć tygodni wojna będzie skończona". Tego można się było spodziewać, ale następne słowa Hitlera wprawiły oficerów w osłupienie: "Potem chcę zawrzeć rozsądny pokój z Francją, a później będzie otwarta droga do porozumienia z Wielką Brytanią". Kiedy Hitler zaczął mówić o swoim podziwie dla imperium brytyjskiego, obecni wymienili zdziwione spojrzenia. "Od Wielkiej Brytanii oczekuję jedynie uznania naszej pozycji na kontynencie" - oświadczył11. "Jeśli chce tylko tego - zauważył z ulgą generał von Rundstedt po odjeździe Hitlera - to wreszcie będziemy mieli pokój"12.

Hitler jednak, choć o tym nie wiedział, prosił o coś, na co Churchill nie przystałby za żadną cenę. Jeszcze w 1935 roku, zanim hitlerowcy rozpoczęli podboje terytorialne, przyszły premier wyznał przyjacielowi: "Jeśli Hitlerowi chodzi o to, że powinniśmy porozumieć się z Niemcami w sprawie panowania w Europie, to moim zdaniem byłoby to sprzeczne z całą naszą historią"13. Teraz Hitler próbował zmusić Wielką Brytanię do takiego porozumienia dzięki szybkiemu zwycięstwu nad Francją. Na razie wszystko szło dobrze, może aż za dobrze. O 21.30 Hitler był już z powrotem w Felsennest i przewodniczył ostatniej tego dnia naradzie wojskowej. Szef sztabu wojsk lądowych generał Fritz Halder zanotował w dzienniku: "Jest przerażony własnym powodzeniem, obawia się wszelkiego ryzyka i raczej ściągnie nam cugle"14. Hitler zaczynał się wahać.

Tego ranka Churchill wrócił z Paryża, gdzie bawił z krótką wizytą, podczas której przekonał się, że generałowie francuscy pogodzili się z klęską. W ministerstwach palono dokumenty - nieomylny znak, że rząd szykuje się do opuszczenia stolicy. Dla Churchilla był to straszny cios, bo jako frankofil mocno wierzył we francuską armię i jej umocnienia obronne.

Kiedy premier informował Gabinet Wojenny o panującym w Paryżu defetyzmie, nadeszły meldunki, że wojska niemieckie wkroczyły do stolicy Belgii Brukseli. A potem nastąpił jeszcze jeden cios: Joseph Kennedy, amerykański ambasador w Londynie, przyjechał na Downing Street z depeszą od swojego prezydenta. "Co się tyczy wypożyczenia 40-50 naszych starych niszczycieli - pisał Roosevelt w odpowiedzi na prośbę Churchilla - to nie możemy się na to zgodzić"15. Odmowa prezydenta była zrozumiała. Ameryka nie toczyła z nikim wojny, a ustawa o neutralności uchwalona przez Kongres w 1935 roku wciąż obowiązywała. Roosevelt po cichu obchodził tę ustawę, sprzedając broń Wielkiej Brytanii i Francji, ale wypożyczenie niszczycieli wiązało się ze zbytnim ryzykiem politycznym. W 1940 roku miały się odbyć wybory prezydenckie, a Roosevelt praktycznie postanowił już w nich wystartować. Musiał być ostrożny.

Osiemnastego maja o 11.30 rozpoczęło się posiedzenie brytyjskiego Gabinetu Wojennego. Optymizm Churchilla, mimo piętrzących się trudności, zaczynał wreszcie podnosić na duchu jego współpracowników. "Winston jest w bojowym nastroju i rozkwita w trudnych chwilach" - zapisał John Colville, który w ciągu kilku dni przekonał się do nowego premiera16. Jedyny kłopot z Churchillem polegał na tym, że wszystko chciał robić sam. "Winston byłby lepszym premierem - oceniał minister wojny Anthony Eden - gdyby nie starał się dyskutować o wszystkich szczegółach wojny. Jego odwaga jest niesamowita i animusz również"17.

Churchill oświadczył ministrom, że postanowił wysłać do Moskwy nowego emisariusza, który przywróci stosunki dyplomatyczne zerwane po wybuchu wojny rosyjsko-fińskiej. Został nim Stafford Cripps, ascetyczny socjalista wykształcony w prywatnych szkołach, który wysunął się na czoło polityków Partii Pracy. Churchill liczył na to, że Stalin przychylnie potraktuje Crippsa ze względu na ideowe pokrewieństwo. Pomylił się. Cripps był zupełnym przeciwieństwem okrutników i pijaków, którymi otaczał się radziecki przywódca. Ale to, czy brytyjski wysłannik umie pić wódkę i kocha komunistów, nie miało znaczenia. Ważne było to, czy Churchill ma coś konkretnego do zaproponowania - tymczasem, jak na razie, nie miał nic. A przecież dzięki paktowi z Hitlerem Stalin zagarnął pół Polski. Jeśli Churchill pokładał nadzieje w Roosevelcie, Stalin wiązał swoje z Hitlerem.

Oddziały niemieckie parły naprzód i 20 maja dotarły do kanału La Manche. Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, wraz z dziesiątkami tysięcy żołnierzy francuskich w północnej Francji, został odcięty i przyparty do morza. Nazajutrz wielki admirał Erich Raeder, naczelny dowódca niemieckiej marynarki wojennej, zapytał Hitlera, czy naprawdę zamierza przeprowadzić inwazję na Anglię przez kanał La Manche. Nie wyglądało na to, aby Hitler choćby rozważał taki pomysł. Spodziewał się, że Brytyjczycy z Churchillem na czele pogodzą się z wojskową porażką i usiądą do rokowań pokojowych.

Dwudziestego pierwszego maja generał Halder zapisał podobną wypowiedź Führera: "Naszym wrogiem numer 1 jest Francja. Dążymy do zawarcia porozumienia z Wielką Brytanią na zasadzie podziału świata"18. Zgodnie z tym porozumieniem Wielka Brytania zachowałaby swoje morskie imperium, a Hitlerowi przypadłaby Europa. Tego dnia w Felsennest Führer nie posiadał się ze szczęścia: "Cóż za urocza wieś! Tego ranka po raz pierwszy od 20 lat znów usłyszałem śpiew słowików"19.

W Londynie John Colville zapisał: "W siedzibie admiralicji zupełny zamęt (...). Pierwszy raz widziałem Winstona tak przygnębionego (...) powiedział: "W całej historii wojen nie znam przykładu podobnej nieudolności""20.

Otoczony Brytyjski Korpus Ekspedycyjny wycofywał się w kierunku francuskich portów Boulogne, Calais i Dunkierki. Rankiem 24 maja Boulogne skapitulowało. Wiceminister spraw zagranicznych Alexander Cadogan złowieszczo zapisał w dzienniku: "Posiedzenie gabinetu o 11.30 - nastrój ponury. Czołgi pędzą po całej północno-wschodniej Francji"21. Jedna z elitarnych niemieckich dywizji pancernych zbliżyła się do Dunkierki na odległość 25 kilometrów. Brytyjski Korpus Ekspedycyjny i towarzyszący mu Francuzi wydawali się zgubieni.

Ale oto 12 minut później, o 11.42, kiedy Gabinet Wojenny w Londynie rozpaczał nad klęską, Adolf Hitler podjął jedną z najbardziej zagadkowych decyzji II wojny światowej: kazał generałom zatrzymać nacierające czołgi. Przyczyny tego gigantycznego błędu strategicznego do dziś nie są zupełnie jasne. Na pewno wchodziły w grę czynniki taktyczne. Poprzedniego dnia Hermann Göring zapewnił Hitlera, że jego Luftwaffe sama unicestwi siły brytyjskie, a dowódca szpicy pancernej chciał dać odpocząć ludziom i maszynom. Ale na decyzji Hitlera mogło też zaważyć jego marzenie o współpracy z Wielką Brytanią. Dwudziestego piątego maja, nazajutrz po wydaniu rozkazu zatrzymania natarcia, generał Jeschonnek, szef sztabu Luftwaffe i bliski współpracownik Göringa, zanotował: "Führer chce oszczędzić Brytyjczykom upokarzającej klęski"22.

Generał Halder nie chciał w to uwierzyć: "Nasze oddziały pancerne i zmotoryzowane zatrzymały się jak sparaliżowane zgodnie z rozkazem z góry i nie wolno im atakować (...). Te rozkazy z góry nie trzymają się kupy (...). Unieruchamiają wojska w chwili, kiedy nieprzyjaciel mógł zostać w każdej chwili odcięty"23. Dwudziestego szóstego maja Hitler odwołał rozkaz. Szpica pancerna zajęła Boulogne i Calais, a oddziały niemieckie otoczyły Dunkierkę.

Adiutant Hitlera major Gerhard Engel pisał o ciągłych zapewnieniach Göringa, że Luftwaffe nie pozwoli przeciwnikowi się wymknąć: "Göring melduje o sukcesach w porcie w Dunkierce, mówi dosłownie: "Przepuszczamy tylko łodzie rybackie; mam nadzieję, że Angole umieją pływać""24.

Kiedy Hitler spierał się z generałami, również w rządzie Churchilla pojawiły się różnice zdań. Rząd francuski, którego traktat sojuszniczy zobowiązywał do informowania Wielkiej Brytanii o wszelkich rokowaniach z Niemcami, poprosił o zgodę na wysondowanie Hitlera co do ewentualnych warunków pokojowych. W tym celu chciano skorzystać z pośrednictwa włoskiego dyktatora Mussoliniego. Podczas posiedzeń Gabinetu Wojennego odbytych w dniach 26-28 maja minister spraw zagranicznych lord Halifax, człowiek, który mógł zostać premierem, wyraził opinię, że Wielka Brytania powinna przychylić się do prośby Francuzów, bo cóż to szkodzi zobaczyć, co proponuje Hitler. Churchill sprzeciwiał się, ale pierwszego dnia krytycznych obrad Gabinetu Wojennego wyglądało na to, że większość ministrów opowiada się za Halifaksem i przeciwko własnemu premierowi. Zaledwie dwa tygodnie po objęciu stanowiska Churchill znalazł się w opałach.

Dwudziestego siódmego maja spór trwał, a tymczasem z frontu nadchodziły coraz gorsze wiadomości. Belgia skapitulowała, a wojskom cofającym się w kierunku Dunkierki groziło coraz większe niebezpieczeństwo. Podczas popołudniowego posiedzenia Gabinetu Wojennego Halifax nalegał na to, by poprosić Mussoliniego o pośrednictwo. Churchill gwałtownie zaoponował, twierdząc, że taki krok nie tylko będzie daremny, ale może być bardzo niebezpieczny. "Będziemy walczyć do końca - oświadczył. - Nasz prestiż w Europie jest dziś bardzo mały. Możemy go odzyskać, pokazując światu, że Niemcy nas nie pokonały"25. Rozgniewało to Halifaksa. "Ręce mi opadają - żalił się Alexandrowi Cadoganowi - gdy [Churchill] daje się ponosić emocjom, choć powinien myśleć trzeźwo (...). Nie mogę dłużej pracować z Winstonem"26.

Cadogan jednak radził Halifaksowi nie robić niczego pod wpływem chwilowego zdenerwowania.

Nazajutrz spór w Gabinecie Wojennym został rozstrzygnięty po myśli Churchilla. Uznano, że w obecnej trudnej chwili, gdy aliantom brakuje atutów, nieroztropnie byłoby wdawać się w rokowania pokojowe. O 18.00 odbyło się posiedzenie rządu w pełnym składzie. "Jeśli długa historia tej wyspy ma dobiegnąć końca - oznajmił patetycznie i z wielkim wzruszeniem premier - niech nastąpi to dopiero wtedy, gdy wszyscy polegniemy na ojczystej ziemi, krztusząc się swoją krwią"27.

Ministrowie zgotowali mu owację, której echo niosło się po korytarzach Pałacu Westminsterskiego. Godzinę później Gabinet Wojenny podjął decyzję, że nie wystąpi z inicjatywą rokowań z Hitlerem. Churchill przetrwał pierwszy kryzys; ważne było też to, że Halifax pozostał w rządzie i jedność została zachowana28.

Hitler, nieświadom politycznej burzy w Londynie, z coraz większym zadowoleniem obserwował, jak wojska Churchilla uciekają z kontynentu. "Wszystkimi porami wydzielają pot trwogi - unosił się Joseph Goebbels. - Czeka nas wielkie zwycięstwo"29. Dwudziestego dziewiątego maja Hitler wybrał się na przejażdżkę po miejscach, w których walczył podczas I wojny światowej. O 22.00 proste przyjemności dnia zakłóciła mu depesza od niemieckiego ambasadora w Moskwie, hrabiego von der Schulenburga, który donosił, że Stalin zgodził się, aby Stafford Cripps był brytyjskim ambasadorem w Moskwie. Schulenburg zapewniał Hitlera: "Nie ma powodów do obaw, jeśli chodzi o misję Crippsa, bo lojalność Związku Radzieckiego wobec nas nie ulega wątpliwości"30.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Londynie zgadzało się z tą opinią, gdyż wyższy urzędnik Orme Sargeant notował: "Przypuszczam, że Stalin, który prawdopodobnie ma wspaniałe poczucie humoru, do maksimum wykorzysta fałszywą sytuację, w którą nas uwikłał". Sargeant doszedł do wniosku, że Stalin uważa Crippsa za kukłę, którą może się posłużyć, "aby rozdrażnić Niemców, nie wywołując żadnych nieprzyjemnych kroków odwetowych z ich strony"31.

Wyglądało na to, że Wielka Brytania wciąż interesuje Stalina bardziej jako teren komunistycznej ekspansji niż potencjalny partner. Odtajnione niedawno zapisy podsłuchu prowadzonego przez kontrwywiad brytyjski dowodzą, że służby brytyjskie nie spuszczały z oka pracowników radzieckiej ambasady i misji handlowej, zajmujących się szpiegostwem32. Od czasu do czasu dokonywano spektakularnych aresztowań, na przykład Johna Herberta Kinga, pracownika działu szyfrów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, którego zdemaskowano jako radzieckiego agenta we wrześniu 1939 roku. King przekazywał tajne informacje dotyczące zapewne angielsko-radzieckich negocjacji, które poprzedzały pakt nazistowsko-radziecki33, swemu radzieckiemu szefowi Andriejowi Gorskiemu34.

Stalin bardzo poważnie traktował akcje wywrotowe przeciwko innym państwom. W swoim dzienniku, odtajnionym w 2002 roku, Guy Liddell, szef działu B MI-5 podczas wojny, przyznawał: "Nie ma wątpliwości, że Rosjanie są najlepsi na świecie w szpiegostwie"35. Brytyjczycy wiedzieli o tym z poufnego źródła. W styczniu 1940 roku uciekł na Zachód Walter Kriwicki, były szef radzieckiego wywiadu wojskowego w Europie Zachodniej, najwyżej postawiony funkcjonariusz wywiadu radzieckiego, jaki zdezerterował do owej chwili. Kriwicki poinformował Brytyjczyków, że w rządzie brytyjskim i służbach wywiadowczych działa siatka głęboko zakonspirowanych agentów radzieckich. Choć nie znał ich nazwisk, miał na myśli Piątkę z Cambridge, ze słynną trójką Burgess, Malean i Philby na czele.

Prowadzono też jawną agitację komunistyczną. Dzięki stałej inwigilacji, między innymi podsłuchowi telefonicznemu, kontroli korespondencji i infiltracji36, kontrwywiad brytyjski wiedział, że Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii jest "tylko przybudówką" radzieckiej partii z siedzibą w Moskwie i jako taka stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa37. W swoim dzienniku szef Kominternu Georgi Dymitrow zanotował wytyczne dla członków Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii, które Stalin wydał w chwili wybuchu wojny - mieli oni działać jako "grabarze na pogrzebie kapitalizmu"38.

Churchill był nałogowym czytelnikiem raportów wywiadu i wiedział, że dowody na radziecką działalność wywrotową są niepodważalne. Uważał jednak, że przede wszystkim musi szukać sprzymierzeńców do walki z Hitlerem. Pisał później: "Nie mieliśmy złudzeń co do stanowiska Rosjan. Mimo to cierpliwie staraliśmy się przywrócić wzajemne zaufanie w stosunkach z Rosją"39. Skutki obłaskawiania Stalina wyjdą na jaw dopiero po latach. Tymczasem, na przełomie maja i czerwca 1940 roku, bitwa o Francję wchodziła w ostatnią, tragiczną fazę.

Większości sił Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego, ponad 330 000 żołnierzom, którym towarzyszyło 100 000 Francuzów, cudem udało się uciec z Dunkierki. "Będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i na ulicach, będziemy walczyć w górach" - oświadczył Churchill 4 czerwca w wypełnionej po brzegi Izbie Gmin40.

Nazajutrz wojska niemieckie skierowały się w stronę Paryża, a czoło natarcia minęło Sommę. Francuzi bronili się zaciekle, ich dzienne straty były wyższe niż podczas najkrwawszych bitew I wojny światowej. Mieli jednak kiepskich dowódców, a przestarzała taktyka nie mogła powstrzymać zmechanizowanego walca Blitzkriegu.

Hitler przeniósł swoją kwaterę do Bruly de Pesche, położonego bliżej granicy francusko-belgijskiej. "Churchill jest półobłąkany - oświadczył współpracownikom 5 czerwca. - Doprowadzi Anglię do zguby"41.

Hitler doszedł do wniosku, że Churchill jest główną przeszkodą w zawarciu traktatu pokojowego, o którym marzył, ale był pewien, że naród brytyjski dojdzie z Niemcami do porozumienia wbrew swemu nowemu pomylonemu przywódcy. "Chcę oszczędzić Anglię - zapewnił. - Sprawiedliwy pokój byłby najlepszym rozwiązaniem". Zależało mu tylko na tym, aby wojska brytyjskie "nie zachowały zdolności do zaatakowania nas"42.

Niespodziewane wydarzenie ponownie napełniło nadzieją Brytyjczyków i Francuzów. Włoski dyktator Benito Mussolini koniecznie chciał wziąć udział w podziale łupów i 10 czerwca wypowiedział Francji wojnę. Hitler był wściekły na arogancję swojego sojusznika: "To najbardziej spóźnione wypowiedzenie wojny, jakie zna świat. Nie przypuszczałem, że Il Duce jest takim prostakiem"43. Churchill żartował w rozmowie z Johnem Colville'em: "Turyści odwiedzający Włochy, aby podziwiać ruiny, nie będą już musieli jeździć aż do Neapolu i Pompejów"44.

Na agresję Mussoliniego w najbardziej konkretny sposób zareagowano jednak po drugiej stronie Atlantyku.

Prezydent Roosevelt stał na mównicy w auli uniwersytetu stanowego w Charlottesville w Wirginii. Na nogach miał niewygodny aparat ortopedyczny, który kazał pomalować na czarno, aby ukryć swoje kalectwo (w młodości przeszedł chorobę Heinego-Medina). Tego wieczoru przemawiał nie tylko do grona zebranego w auli, ale też do milionów ludzi na całym świecie, bo przemówienie transmitowało radio. Słowa prezydenta były czymś nowym w jego ustach. "Ręka, która trzymała sztylet, uderzyła w plecy sąsiada" - mówił z oburzeniem45. "Szef był bardzo rozgniewany" - wspominała oddana sekretarka Roosevelta Grace Tully46. Potem Roosevelt złożył niedwuznaczną obietnicę pomocy Wielkiej Brytanii i Francji: "Tym, którzy przeciwstawiają się przemocy, oddamy do dyspozycji wszystkie zasoby materialne naszego państwa"47.

W Londynie Churchill i jego współpracownicy przyjęli z radością obietnicę amerykańskiego prezydenta. "Wszyscy słuchaliśmy Pana wczoraj w nocy i byliśmy zbudowani rozmachem pańskiej deklaracji" - depeszował premier, a potem powtórzył swą prośbę o wypożyczenie niszczycieli. "Nie ma ważniejszej sprawy" - podkreślał, kończąc komplementem, mającym na uwadze ten sam cel, co zawsze - uwikłanie prezydenta w europejską wojnę: "Przesyłam serdeczne podziękowania moje i moich współpracowników za wszystko, co Pan robi i stara się robić w imię wspólnej sprawy"48.

John Colville z dystansem przyjmował rosnący optymizm swego zwierzchnika. "Winston przesłał barwną depeszę Rooseveltowi, opisując nadciągającą katastrofę - notował w dzienniku - i liczy chyba na to, że Ameryka udzieli pomocy, choćby jako niewojujący sojusznik. Ale czy wsparcie amerykańskie przyjdzie na czas?"49 W hitlerowskiej kwaterze reakcje były pełne złośliwości. "Roosevelt nie ma zachodnim mocarstwom do zaproponowania nic oprócz sympatii. A wiadomo, ile ona znaczy przeciwko sztukasom" - pisał Goebbels z typowym dla siebie cynizmem50.

Po południu 11 czerwca, po wysłaniu depeszy do Roosevelta, Churchill poleciał do Francji na spotkanie z rządem francuskim, który już opuścił Paryż i kwaterował w jednym z pałaców pod Orleanem w środkowej Francji. Brytyjski przywódca nie wiedział, że poprzedniego dnia owładnięty defetyzmem generał Weygand, francuski naczelny dowódca, oświadczył swemu premierowi Paulowi Reynaudowi, że Francja może już tylko prosić o zawieszenie broni. Churchill wysunął pomysły alternatywnych, nawet partyzanckich form oporu, ale Weygand nie chciał o tym słyszeć.

Nazajutrz rano, 12 czerwca, po kolejnym przygnębiającym spotkaniu z Francuzami, Churchill odleciał do Londynu swoim samolotem typu Flamingo, któremu zazwyczaj towarzyszyła eskorta 12 hurricane'ów. Ranek jednak wstał pochmurny, co uniemożliwiło start eskorcie. Churchill podjął ryzyko i poleciał bez niej. Kiedy samolot z premierem znalazł się nad kanałem La Manche, przejaśniło się i pasażerowie ujrzeli 2,5 kilometra niżej płonący port w Hawrze. Nad kanałem pilot zszedł na wysokość zaledwie 30 metrów nad powierzchnią morza i na tym pułapie doleciał do brzegów Anglii. Churchill dowiedział się później, że minęli lecące wyżej dwa niemieckie myśliwce, atakujące łodzie rybackie. Niemcy nie dostrzegli bezbronnego flamingo.

Trzynastego czerwca Churchill wysłał do Roosevelta rozpaczliwą depeszę. "Francuzi znów mnie wezwali, a więc sytuacja jest krytyczna. Właśnie wyjeżdżam. Cokolwiek Pan teraz powie lub zrobi, aby im pomóc, może mieć znaczenie"51. Churchill leciał do Tours, następnego przystanku na trasie ucieczki rządu francuskiego, która skończy się niebawem w Bordeaux. Na lotnisku w Tours, ciężko zbombardowanym poprzedniej nocy, panował straszny zamęt i kiedy premier wylądował, nikt nie wyszedł mu na spotkanie. Anglicy pożyczyli więc samochód i ruszyli do miejscowej prefektury. Ale i tam nie zastali nikogo z władz. Głodny Churchill domagał się lunchu, więc specjalnie dla niego otwarto miejscową kawiarnię.

W końcu zjawił się premier Reynaud. Oznajmił Churchillowi wprost, że choć sam będzie walczył dalej, tylko jedno może teraz odwieść rząd francuski od zawieszenia broni: przystąpienie Stanów Zjednoczonych do wojny, nawet gdyby Amerykanie na razie wysłali do Europy tylko okręty wojenne. Kiedy Churchill bawił w Tours, nadeszła do Reynauda depesza od Roosevelta, w której prezydent powtarzał swoją propozycję pomocy: "Jak już oświadczyłem Panu i panu Churchillowi, mój rząd robi wszystko, aby oddać rządom alianckim do dyspozycji sprzęt, którego tak pilnie potrzebują; zdwoiliśmy też wysiłki, aby uczynić jeszcze więcej. To dlatego, że wierzymy w ideały, o które walczą alianci, i popieramy je"52.

Churchill uznał, że prywatne depesze to za mało. Aby Francja nie złożyła broni, prezydent musiał oficjalnie poprzeć sprawę aliancką. Churchill wysłał więc kolejną depeszę. "Panie prezydencie, muszę Panu oświadczyć, że uważam za absolutnie konieczne, aby Pańska depesza została jutro, 14 czerwca, opublikowana, gdyż może całkowicie zmienić bieg historii"53.

Nazajutrz, 14 czerwca, o pierwszym brzasku zbudził Churchilla telefon od Josepha Kennedy'ego. Nadzieje premiera z poprzedniej nocy rozwiały się, bo ambasador amerykański poinformował go, że Roosevelt nie zgodził się na ujawnienie swojego listu do Reynauda. "Moje przesłanie (...) nie miało żadną miarą na celu zobowiązać czy nie zobowiązywać rządu do zbrojnego poparcia rządów alianckich - pisał prezydent. - Nie mogę przychylić się do Pańskiej prośby o opublikowanie listu, ponieważ uważam, że należy za wszelką cenę unikać wszelkich nieporozumień"54.

Atmosfera przygnębienia panująca przy Downing Street zgęstniała jeszcze po nadejściu wiadomości z Francji. Wojska Hitlera wkroczyły do Paryża. W ciągu niecałych dziewięciu miesięcy była to szósta stolica, która skapitulowała przed niemieckim wodzem.

Churchill spędził tę noc w Chequers, wiejskiej rezydencji premierów brytyjskich w Chiltern Hills, 50 kilometrów od Londynu. John Colville zapisał, że "kolacja zaczęła się smętnie. Ale szampan, brandy i cygara zrobiły swoje i niebawem staliśmy się rozmowni, a nawet gadatliwi"55. Po kolacji Churchill przechadzał się ze swoim zięciem Duncanem Sandysem po ogrodzie skąpanym w świetle księżyca. Colville bez przerwy wydzwaniał do Londynu, a potem szukał premiera wśród różanych krzewów, aby przekazać mu najświeższe wiadomości. "Zameldowałem, że otrzymaliśmy pełniejsze informacje o stanowisku Francuzów, którzy chyba się łamią. "Powiedz im - odparł - że jeśli przekażą nam swoją flotę, nigdy im tego nie zapomnimy, ale jeśli skapitulują bez zasięgnięcia naszej rady, nigdy im tego nie wybaczymy. Zszargamy im opinię na 1000 lat!" Potem, może się obawiając, że wezmę jego słowa poważnie, dorzucił: "Oczywiście nie mów im tego, rób dalej to, co robisz". Był w świetnym humorze, recytował wiersze, rozwodził się o dramatyzmie bieżącej sytuacji"56.

Siedemnastego czerwca rząd francuski poprosił o zawieszenie broni. Nazajutrz Hitler spotkał się z Mussolinim w Monachium. Dyktatorzy paradowali wśród tłumów wiwatujących, rozradowanych ludzi. Po sześciu tygodniach Blitzkriegu imperium Hitlera objęło już Francję, Belgię, Holandię, Norwegię, Danię, Polskę, Austrię i Czechosłowację. "[Führer] jest głęboko wzruszony i przejęty - zanotował Goebbels. - Anglicy są wciąż krnąbrni i twierdzą, że będą walczyć dalej sami. Zobaczymy"57.

Włoski minister spraw zagranicznych hrabia Galeazzo Ciano był obecny w Monachium i poznał zapatrywania Hitlera. "Hitler ma wiele zastrzeżeń co do tego, czy należy rozsadzać imperium brytyjskie, które jeszcze dziś uważa za ważny czynnik równowagi światowej - zapisał w dzienniku. - Hitler jest jak hazardzista, który wygrał kupę pieniędzy i chce skończyć grę, nie ryzykując więcej"58. Führer osiągnął swój cel wojenny: klęska Niemiec w I wojnie światowej została pomszczona. Teraz, po raz pierwszy w swojej karierze politycznej, chciał zakończyć podboje i, zgodnie ze swym instynktownym przekonaniem, zawrzeć pokój z Wielką Brytanią.

Hitler i Mussolini w Monachium, 18 czerwca 1940 roku.

Jeśli dla Hitlera Blitzkrieg był triumfem, to dla Stalina oznaczał katastrofę. Radziecki przywódca oczekiwał, że wojna państw kapitalistycznych i faszystowskich będzie długotrwała i wyniszczająca dla obu stron, tymczasem wszystko skończyło się w kilka tygodni. "Czy oni nie potrafią stawić żadnego oporu? - rzekł zgryźliwie do Nikity Chruszczowa. - Teraz Hitler zrobi z nas miazgę!"59 Kiedy Hitler odbierał hołdy w Monachium, Stalin, zaciskając zęby, przesłał mu gratulacje z okazji "wspaniałych sukcesów" Wehrmachtu. Radziecki dyktator, skryty za wysokimi murami Kremla, zaczął się bać. "Był strasznie zdenerwowany - wspominał Chruszczow. - Chodził w kółko, klnąc jak dorożkarz. Klął Francuzów, klął Anglików. Jak mogli pozwolić się tak pokonać, zmiażdżyć Hitlerowi?"60

Obawiając się, że Hitler, zwyciężywszy na zachodzie, zechce natychmiast urzeczywistnić swój długo odkładany plan ekspansji na wschód, Stalin sam ruszył na podbój. Postanowił poszerzyć i zabezpieczyć swoje imperium, nie prowokując zarazem Hitlera. Wojska rosyjskie zajęły państwa nadbałtyckie i Besarabię, wschodnią prowincję Rumunii. Posunięcia te były zgodne z tajnym załącznikiem do paktu nazistowsko-radzieckiego. Stalin jednak zajął też inną rumuńską prowincję, Bukowinę, czego pakt już nie przewidywał. Radziecki przywódca nie zdawał sobie sprawy, jak niebezpieczną prowadzi grę.

Churchill został więc sam na sam z Hitlerem. Osiemnastego czerwca przypadała 125. rocznica bitwy pod Waterloo, ale nikt nie miał nastroju do świętowania. Tego popołudnia Churchill wygłosił swoje słynne przemówienie w Izbie Gmin, w którym padły słowa o "godzinie największej chwały" narodu angielskiego. Cztery godziny później powtórzył swoją mowę na antenie radiowej. Wielu słuchaczy, nie wyłączając przyjaciół, przyjęło ją źle: Churchill robił wrażenie zmęczonego albo podpitego. Tego wieczoru był w ponurym nastroju. "Mogę się założyć, że kolejny kraj diabli wzięli" - wściekał się do Johna Colville'a, kiedy nadeszła ostatnia tego dnia depesza. Churchill był tak wytrącony z równowagi, że rozlał whisky na leżące na biurku dokumenty61. Ale najgorsze miało dopiero nastąpić.

W Waszyngtonie Roosevelt przyjął klęskę Francji z niepokojem. Obawiał się, że Wielka Brytania pójdzie teraz w jej ślady, uznał więc, że na razie nie ma sensu pomagać tonącemu. Ku rozczarowaniu części swego rządu ponownie odmówił wypożyczenia Churchillowi amerykańskich niszczycieli z I wojny światowej. "Uważam, że jeśli nie wesprzemy Brytyjczyków kilkoma niszczycielami, to nie ma co liczyć, że będą walczyć dalej" - napisał do Roosevelta sekretarz skarbu Henry Morgenthau62. Prezydent jednak nie zmienił zdania. Nie przekonał go nawet list króla Jerzego VI, który w czerwcu 1939 roku spędził kilka pamiętnych dni w rodzinnym domu Rooseveltów w Hyde Parku w stanie Nowy Jork. Roosevelt zignorował apel monarchy, który pisał, że "z każdym dniem coraz bardziej potrzebujemy pomocy, jeśli mamy doprowadzić naszą samotną walkę o wolność do pomyślnego końca"63.

Dziewiętnastego czerwca Colville z żalem zanotował w dzienniku: "Prezydent R. odrzucił naszą prośbę o 40 niszczycieli. Bardzo by nam się przydały"64. Ta pierwsza potyczka w psychologicznym pojedynku z Rooseveltem zakończyła się porażką Churchilla. W gruncie rzeczy był on naiwny, sądząc choćby przez chwilę, że w tej fazie wojny Roosevelt może zdecydować o zaangażowaniu się Ameryki w działania wojenne. A przecież amerykański prezydent zarówno publicznie, jak i prywatnie obiecał pomoc. Była to przestroga, że słowa Roosevelta nie zawsze należy brać za dobrą monetę.

Po pokonaniu Francji Hitler spoczął nieco na laurach. Naczelne dowództwo Wehrmachtu ostrzegło go, że trzeba albo natychmiast zawrzeć pokój z Wielką Brytanią, albo przygotować i przeprowadzić inwazję przez kanał La Manche. Major Engel zanotował odpowiedź Hitlera: "Führer powątpiewa i uważa Wielką Brytanię za tak słabą, że po bombardowaniach niepotrzebne będą nawet działania lądowe na większą skalę. F. twierdzi, że "tak czy owak się poddadzą""65.

Zamiast więc szykować się do bitwy, Hitler pojechał na wycieczkę do Paryża. Towarzyszyli mu jego architekci Albert Speer i Hermann Giesler. Dwudziestego ósmego czerwca 1940 roku o godzinie 5.30 samolot Hitlera wylądował na paryskim lotnisku Le Bourget. Była to jego pierwsza i ostatnia wizyta w stolicy okupowanej Francji. Rozpoczął ją w gmachu opery, a skończył w kościele Sacré-Coeur, skąd mógł podziwiać panoramę swojej ostatniej zdobyczy wojennej.

- Zawsze marzyłem, żeby zobaczyć Paryż - wyznał Hitler Albertowi Speerowi po zakończeniu trzygodzinnego zwiedzania miasta. - Brak mi słów, aby wyrazić szczęście, że udało mi się spełnić to marzenie66.

- Kiedy skończymy [prace budowlane] w Berlinie - szepnął Hitler do Speera, gdy patrzyli na piękną francuską stolicę - Paryż będzie tylko cieniem67.

Około południa Führer wrócił do kwatery polowej, gdzie dowiedział się, że wojska radzieckie zajęły Bukowinę. Pazerność Stalina zrobiła na nim fatalne wrażenie, ale na razie marzył o pokoju, a nie o dalszych walkach.

Pierwszego lipca, przy parnej pogodzie, nowy ambasador brytyjski w Moskwie Stafford Cripps udał się do siedziby radzieckiej władzy, Pałacu Kremlowskiego, na pierwsze spotkanie ze Stalinem. W teczce niósł list od Churchilla. Po powitaniu patrzył w milczeniu, jak zimne, żółte oczy dyktatora beznamiętnie przebiegają starannie wyważony tekst posłania brytyjskiego premiera. "Nasze kraje leżą na przeciwległych krańcach Europy, a z ustrojowego punktu widzenia reprezentują bardzo różne systemy polityczne. Wierzę jednak, że mimo to stosunki między naszymi krajami na arenie międzynarodowej mogą się układać harmonijnie i z obopólną korzyścią".

Stalin w Moskwie.

Churchill pisał, że "cała Europa - włącznie z naszymi krajami - stoi przed problemem, jak państwa i narody europejskie mają postępować wobec perspektywy niemieckiej hegemonii na kontynencie". Oświadczał, że "rząd brytyjski zamierza skorzystać ze swego położenia geograficznego i wielkich zasobów", aby pokonać Hitlera, i że pragnie zapewnić Stalina o swej "gotowości do wyczerpującego omówienia z rządem radzieckim wszystkich ogromnych problemów" powstałych z powodu "prowadzenia przez Niemcy polityki podbojów i aneksji"68. Był to subtelnie sformułowany apel do Stalina, aby miał się przed Hitlerem na baczności i przeszedł na stronę Wielkiej Brytanii. Ale Stalin nie zadał sobie nawet trudu odpisania na list Churchilla. Aby dowieść Hitlerowi swej lojalności, poinformował Berlin o zabiegach brytyjskiego premiera.

Hitler po swojemu zrozumiał te dwa fakty: zachłanność Stalina w Rumunii i ofertę Churchilla. Jeszcze przed wojną tłumaczył adiutantowi: "Mój mózg działa jak maszyna licząca. Każda osoba, która referuje mi coś, wprowadza do tej maszyny informację. Tam na każdym trybiku powstaje pewien obraz albo liczba. Naciskam guzik i w moim umyśle wyskakuje suma tych wszystkich informacji"69. Maszyna licząca Hitlera będzie teraz tworzyć teorię spiskową, która stanie się punktem zwrotnym w jego pojedynku ze Stalinem.

Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych doszło do wniosku, że pierwsze spotkanie Crippsa ze Stalinem pogrzebało nadzieje Churchilla na rychły sojusz ze Stalinem. "Stalin ustawił S. Crippsa w wygodnej dla siebie pozycji - notował Orme Sargeant, wysoki urzędnik referatu rosyjskiego - to znaczy w pozycji petenta, który w jednej ręce trzyma żałosną ofertę pokojową, a w drugiej czek bez pokrycia". Sargeant uważał, że Stalin potrzebuje brytyjskiego ambasadora tylko do tego, aby "w odpowiedzi na niemieckie żądania i naciski pokazać na stojącego w progu S. Crippsa i zagrozić, że wpuści go do środka i podejmie rozmowy z nim, a nie z niemieckim ambasadorem"70. Ale jeśli spotykając się z Crippsem, Stalin chciał dać do zrozumienia Hitlerowi, że oprócz nazistów może sobie znaleźć i innych sojuszników, to grubo się mylił.

Hitler nadal chciał zmusić Wielką Brytanię do negocjacji pokojowych, ale upór Churchilla coraz bardziej go niecierpliwił. "Zamierza przemówić w Reichstagu i dać Anglii ostatnią szansę - pisał Goebbels 2 lipca o najnowszych planach Hitlera. - Ale czy ta będzie nią zainteresowana? Churchill na pewno nie będzie. To głupiec (...) jeśli Londyn ją zlekceważy, poniesie odpowiedzialność za skutki. A te będą straszne"71. Opracowując swoją ofertę pokojową, Goebbels i Hitler szykowali się jednocześnie do triumfalnego powrotu do Berlina. Defilada zwycięstwa miała się odbyć cztery dni później, w sobotę 6 lipca, a w następny poniedziałek Hitler zamierzał wystąpić w Reichstagu z inicjatywą pokojową wobec Wielkiej Brytanii. Goebbels nie mylił się, przypuszczając, że Churchill będzie wolał klęskę niż pokój z Hitlerem. Ale ani on, ani Hitler nie spodziewali się, że premier brytyjski tak szybko rzuci im wyzwanie. Ich starannie obmyślony plan runął z hukiem zaledwie 24 godziny później.

Trzeciego lipca 1940 roku o 17.55 brytyjska marynarka wojenna ostrzelała najnowocześniejsze francuskie okręty wojenne, cumujące w Oranie we francuskiej Algierii. Churchill, który był zdecydowany usunąć francuską flotę z pola bitwy, wystosował do jej dowódcy ultimatum: albo popłynie do Wielkiej Brytanii lub Ameryki, albo zatopi swoje okręty. Ponieważ w oznaczonym terminie odpowiedź nie nadeszła, Royal Navy otworzyła ogień. Po dziewięciu minutach 1250 marynarzy francuskich nie żyło, a trzy pancerniki płonęły. Churchill powiedział Colville'owi, że po raz pierwszy od wybuchu wojny Francuzi walczą z całym animuszem.

Nazajutrz premier wystąpił w Izbie Gmin, aby wytłumaczyć, dlaczego kazał zaatakować siły zbrojne państwa, które jeszcze przed dwoma tygodniami było głównym sprzymierzeńcem Wielkiej Brytanii. "Premier był wyraźnie przejęty - zanotował Iwan Majski, który przyglądał się scenie z galerii. - Posłowie słuchali go z zapartym tchem"72.

"Akcja, którą przeprowadziliśmy - oświadczył Churchill - choć bolesna, powinna wystarczyć, aby raz na zawsze zadać kłam wszystkim łgarstwom i pomówieniom piątej kolumny, że mamy zamiar nawiązać pertraktacje. Będziemy kontynuować wojnę z całą energią i wszystkimi środkami, jakimi dysponujemy"73.

"Kiedy Churchill skończył przemawiać - wspominał Majski - nastąpiła scena, która, jak opowiadały mi stare wygi parlamentarne, nigdy przedtem się nie zdarzyła: wszyscy posłowie w uniesieniu zerwali się z miejsc i urządzili premierowi prawdziwą owację"74. Był to obraz przeznaczony nie tylko dla narodu brytyjskiego, ale całego świata, nie wyłączając obecnych wrogów i potencjalnych przyjaciół, z których najważniejszym był amerykański prezydent.

Roosevelt przebywał w Białym Domu, wyglądając już letnich wakacji w malowniczym majątku rodzinnym Hyde Park nad rzeką Hudson. Zaledwie przed kilkoma dniami ocenił, że Wielka Brytania ma tylko 50 procent szans na przetrwanie; teraz jego zdaniem szanse Churchilla znacznie wzrosły75. Śmiała akcja brytyjska w Oranie ogromnie zaimponowała Rooseveltowi, bo wcześniej nie dawała mu spokoju obawa, że flota francuska wpadnie w ręce niemieckie76. Ambasadzie brytyjskiej w Waszyngtonie dał poufnie znać, że aprobuje decyzję premiera.

Szóstego lipca Hitler odbył triumfalny wjazd do Berlina. "Na niebie cudne lipcowe słońce. Prawdziwie uroczysty dzień - notował zachwycony Goebbels. - Ulice są przybrane kwiatami i wyglądają jak barwny kobierzec. Miasto jest w niewyobrażalnej ekstazie". Tysiące ludzi czekało przez ponad sześć godzin, nim wreszcie, o godzinie 15.00, pociąg Hitlera wtoczył się na dworzec Anhalter. Goebbels entuzjastycznie opisuje nastrój tłumu: "Dworzec wypełnia okrzyk radości. Führer jest wzruszony. Do oczu napływają mu łzy. Nasz Führer!"77 Wiwatujące tłumy, ich całkowicie spontaniczna radość, przekraczająca wszelkie przedwojenne defilady zwycięstwa, towarzyszyły Hitlerowi podczas całej drogi do Kancelarii Rzeszy.

Jednakże w tym apogeum triumfu jedno nie dawało Hitlerowi spokoju. Nie ulegało wątpliwości, że wygrał wojnę. Dlaczego więc Brytyjczycy nie pogodzą się z tym faktem i nie zawrą pokoju? Dlaczego kontynuują walkę, a nawet urządzają takie demonstracje jak ta w Oranie? Hitler zaczynał podejrzewać, że istnieje jakiś zewnętrzny czynnik, na który liczy Wielka Brytania i Churchill.

Kilka dni po berlińskim triumfie generał Halder zanotował: "Führer jest zupełnie zbity z tropu uporczywą niechęcią Wielkiej Brytanii do zawarcia pokoju. Uważa, że Wielka Brytania pokłada nadzieje w Rosji"78. Hitler zaczynał skłaniać się do poglądu, że Churchill nie ustępuje, ponieważ liczy na potajemny układ ze Stalinem. Ta teoria spiskowa utrudniała mu podjęcie jasnej decyzji. "Führer jest niezdecydowany jak nigdy i nie wie, co robić ani jak to zrobić" - pisał Engel79. Churchill niezwykle trafnie objaśnił Colville'owi dylemat swego niemieckiego oponenta: "Premier powtarza, że "Hitler musi dokonać inwazji albo przegra. Jeśli przegra, musi iść na wschód, a przegra""80.

Szesnastego lipca Hitler podpisał w końcu dyrektywę numer 16 dotyczącą przygotowań do inwazji morskiej na Anglię. "Postanowiłem przygotować operację desantową przeciwko Anglii", a to dlatego, że "Anglia (...) wciąż nie jest gotowa do porozumienia". Mimo nadziei niemieckich generałów retoryka wzięła górę nad rzeczywistością. Naczelne dowództwo nie potraktowało tego rozkazu poważnie i Hitler powiedział Göringowi w zaufaniu, że nie ma zamiaru dokonywać inwazji81. Pracował natomiast nad naprawdę ostatnim już apelem do Brytyjczyków o pokój.

Trzy dni później, po raz drugi w ciągu dwóch tygodni, Hitler przedefilował przez Berlin wśród blasku hełmów i stukotu podkutych butów. Tym razem zmierzał do Reichstagu, aby wygłosić długo odwlekane przemówienie, nad którym tak się mozolił. Jak pisał Goebbels, nazwał Churchilla "piramidalnym głupcem, który spalił za sobą mosty"82. Jednakże naród brytyjski wciąż mógł zmienić zdanie.

Triumf Hitlera latem 1940 roku.

"Pan Churchill - oświadczył Hitler tonem logicznej argumentacji, a nie gniewnej pretensji - powtórzył znowu, że chce wojny. Pan Churchill powinien mi uwierzyć, kiedy jak prorok przepowiadam: wielkie imperium światowe zostanie zniszczone - imperium światowe, którego nigdy nie zamierzałem niszczyć, ani nawet wyrządzić mu szkody. Ale jasno zdaję sobie sprawę, że kontynuowanie tej wojny może się skończyć tylko całkowitą zagładą jednej z walczących stron. Pan Churchill może sobie wierzyć, że to będą Niemcy. Ja wiem, że to będzie Anglia. W tej godzinie czuję się zmuszony, dla spokoju sumienia, odwołać się jeszcze raz do rozsądku Anglii. Nie widzę żadnego istotnego powodu, aby kontynuować tę wojnę"83.

Była to trafna przepowiednia, wyjąwszy zakończenie. "Hitler mówi prosto i, można również powiedzieć, niezwykle ludzkim tonem - komentował Ciano, który przybył do Berlina na to wielkie wydarzenie. - Sądzę, że szczerze pragnie pokoju"84. Churchill, zapytany, czy odpowie Hitlerowi, odparł sucho: "Nie zamierzam odpowiadać na mowę pana Hitlera, bo nie rozmawiamy ze sobą"85. Ciano zapisał: "Późnym wieczorem, kiedy nadeszły pierwszy chłodne reakcje brytyjskie na przemówienie, Niemców ogarnęło nieskrywane uczucie zawodu"86.

Tego samego dnia Franklin Roosevelt został demokratycznym kandydatem w wyborach prezydenckich. Miał się ubiegać o trzecią kadencję, co nigdy dotąd się nie zdarzyło. Nie brał udziału w konwencji Partii Demokratycznej, bo nie chciał zabiegać o nominację, wolał, by podano mu ją na tacy. Przemówienie, w którym zgadzał się na kandydowanie, z powodu jego nieobecności zostało delegatom odczytane. Zawierało zawoalowany sprzeciw wobec hitlerowskiej polityki agresji: "Faktem, który wysuwa się w dzisiejszym świecie na pierwszy plan, jest agresja zbrojna wymierzona w ustrój, w model społeczeństwa, który wybraliśmy i stworzyliśmy w Stanach Zjednoczonych"87. Była to jeszcze jedna informacja dla maszyny liczącej Hitlera.

Dwudziestego drugiego lipca Hitler przedstawił generałom swoją ocenę sytuacji. "Powody kontynuowania wojny przez Wielką Brytanię. Pierwszy: liczy na zmianę stanowiska Ameryki (...). Drugi: pokłada nadzieje w Rosji. Stalin flirtuje z Wielką Brytanią, aby dalej toczyła wojnę i wiązała nasze siły"88. Był to całkowicie mylny pogląd. Hitler z każdym dniem coraz mocniej wierzył we własne fantazje.

Nazajutrz udał się do Bayreuth, aby obejrzeć przedstawienie Zmierzchu bogów. Poprzedniego lata miał dość czasu, aby zobaczyć siedem inscenizacji wagnerowskich oper; tego roku mógł sobie pozwolić tylko na jedną. Wówczas był podekscytowany, bo przygotowywał atak na Polskę; teraz markotny, bo wojna z Wielką Brytanią, której nie chciał, trwała nadal. Zmierzch bogów kończy się zburzeniem Walhalii, mitycznej krainy bogów. Ale czyją krainę miał zburzyć Hitler? Po spektaklu niemiecki dyktator wrócił na Obersalzberg. "Czekamy i czekamy - utyskiwał Goebbels - kiedy wreszcie Führer uderzy na Anglię?"89 W Londynie panowało coraz silniejsze przekonanie, że do ataku nie dojdzie. "Jutro rano może się okazać, że nie mam racji (o co nie dbam), ale moim zdaniem Hitler nie będzie na tyle głupi, aby próbować inwazji"90.

Sześć tygodni po upadku Francji, 31 lipca Churchill jeszcze raz poprosił Roosevelta o niszczyciele z I wojny światowej: "Panie prezydencie, z wielkim szacunkiem muszę Panu powiedzieć, że w długich dziejach świata nie było słuszniejszej rzeczy"91. Sytuacja się zmieniła. Oszałamiające podboje Hitlera skłoniły wielu Amerykanów do zrewidowania poglądów. Badania opinii publicznej wskazywały, że liczba zwolenników przyjścia z pomocą Wielkiej Brytanii, nawet gdyby to oznaczało, że Stany Zjednoczone zostaną wciągnięte do wojny, skoczyła z 30 do 60 procent. A Roosevelt widział, że Churchill i Brytyjczycy będą walczyć do końca. Tym razem więc odniósł się do prośby Churchilla ze zrozumieniem.

Tego samego dnia w Berghofie, górskiej rezydencji wodza Trzeciej Rzeszy, odbyła się ważna narada. O 11.30 Hitler wszedł do sali konferencyjnej. Powietrze było czyste i rześkie, a Führerowi wróciła dawna pewność siebie. Poinformował generałów o wynikach swoich wielotygodniowych, męczących rozważań. "Rosja to czynnik, na który Wielka Brytania najbardziej liczy. Coś musiało się wydarzyć w Londynie. Brytyjczycy byli już zupełnie załamani, a teraz znów odżyli. Po rozgromieniu Rosji zniknie ostatnia nadzieja Wielkiej Brytanii. Im wcześniej zmiażdżymy Rosję, tym lepiej. Jeśli rozpoczniemy w maju 1941 roku, będziemy mieli pięć miesięcy na wykonanie zadania"92.

Był to na razie tylko plan, gdyby zawiodły wszystkie inne metody zmuszenia Wielkiej Brytanii do kapitulacji. Ale dwa wielkie złudzenia: że już wygrał wojnę i że Wielka Brytania i Rosja są o krok od zawarcia tajnego porozumienia, wiodły Hitlera ku nieuchronnej katastrofie.

Koniec wersji demonstracyjnej.