Rozdział V. Jak przetrwać kataklizm? Wojna trzydziestoletnia (1618-1648) i pokój westfalski (1648)
Rozdział V
Jak przetrwać kataklizm?
Wojna trzydziestoletnia (1618-1648) i pokój westfalski (1648)
Nie tylko na Dzikich Polach Rzeczypospolitej pojawiały się w XVII wieku
"rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastujące jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia"40. Siedemnaste stulecie było epoką
wielorakich kryzysów Europa doświadczała znaczących zmian klimatycznych
zwanych "małą epoką lodowcową". Ochłodzenie klimatu spowodowane
najprawdopodobniej zmianami na Słońcu lub nieznaczną zmianą kąta
nachylenia Ziemi względem najbliższej nam gwiazdy oznaczało nadejście
długich i surowych zim. W Londynie na Tamizie budowano wtedy karczmy
przy tymczasowych zlodowaciałych ulicach. Bywały zimy, że skuty lodem
był Bosfor. Królowie szwedzcy maszerowali wraz z całą swoją artylerią po
skutym lodem Bałtyku41.
"Globalny kryzys" klimatyczny (G. Parker) oznaczał również dotkliwe
straty dla głównej gałęzi europejskiej gospodarki, jaką było wciąż
rolnictwo. Ochłodzenie oznaczało z kolei obniżkę plonów. Po surowych i długich zimach następowały krótkie i deszczowe lata. To zaś oznaczało
widmo klęski głodu dla milionów mieszkańców Starego Kontynentu.
Do mrozu i głodu dołączyła kolejna klęska: wojna. XVII stulecie to
prawdziwy "wiek żelaza" w Europie. Na wschodzie kontynentu swoje ofiary
pochłaniały kolejne fazy zmagań o dominium Maris Baltici (na czele z kolejną odsłoną "wojny północnej" w latach 1655-1660). Na zachodzie, w Anglii i Szkocji, szalała krwawa wojna domowa (od 1640 roku), która
miała również swoje okrutne konsekwencje dla Irlandii. We Francji
mieszczańska i szlachecka "fronda" próbowała (bez skutku) ograniczyć
absolutną władzę królów. A pośrodku była Rzesza (Święte Cesarstwo
Rzymskie Narodu Niemieckiego) - miejsce, na którym przez trzydzieści lat
od 1618 roku toczyły się kolejne wojny prowadzone między sobą przez
kraje niemieckie oraz ościenne mocarstwa. Ciąg tych wojen przeszedł do
historii jako "wojna niemiecka", ale najlepiej znany jest jako wojna
trzydziestoletnia (1618-1648).
Wybuchła ona niemal dokładnie sto lat po rozpoczęciu przez Marcina Lutra
reformacji. Te dwa wydarzenia - reformacja i trzydziestoletnia "wojna
niemiecka" - pozostają ze sobą w ścisłym związku. Reformacja nie tylko
bowiem miała konsekwencje religijne i eklezjalne (instytucjonalne
rozbicie Kościoła na Zachodzie, odrzucenie podstaw doktryny
katolickiej), ale również polityczne, te ostatnie zwłaszcza w obrębie
Rzeszy. Po 1517 roku władcy państw niemieckich jeszcze bardziej zyskali
na samodzielności. Ci z nich, którzy opowiedzieli się za "czystą
Ewangelią", stali się "biskupami z konieczności" (Notbischöfe) nowych
protestanckich wspólnot, co oznaczało również usamodzielnienie się wobec
władz centralnych Rzeszy na czele z cesarzem. Natomiast władcy państw
niemieckich trwający przy Kościele rzymskim (na przykład
Hohenzollernowie brandenburscy do 1539 roku) kazali sobie drogo - w sensie politycznym - płacić za militarne wsparcie dla katolickiego
cesarza w czasie trwających wojen religijnych w Rzeszy.
Temu procesowi politycznego usamodzielniania się władców niemieckich
wobec władzy cesarskiej sprzyjał inny, wywołany przez reformację proces
- konfesjonalizacja, czyli nakładanie się na siebie kwestii wyznaniowych
(konfesyjnych) i politycznych. Zyskała ona rangę prawa obowiązującego w całym Świętym Cesarstwie Rzymskim na mocy tzw. pokoju augsburskiego z 1555 roku, kończącego pierwszą fazę wojen religijnych w Rzeszy.
Na Sejmie Rzeszy w Augsburgu strony katolicka i luterańska zgodziły się
co do tego, że odtąd żaden stan Rzeszy nie może z powodu wyznawanej
wiary prześladować innego stanu. Postanowiono również, że wszystkie
dokonane do 1552 roku przez władców terytorialnych czy miasta
sekularyzacje majątków Kościoła miały być uznane za nieodwracalne.
Tym jednak, co stanowiło o wyjątkowości pokoju augsburskiego, było
przyznanie na jego mocy władcom krajów niemieckich ius reformandi
(dosłownie "prawo do reformacji"), które później przez jurystów z epoki
zostało ubrane w bardziej znaną formułę cuius regio eius religio
(czyja władza, tego religia). Słusznie wskazuje się na to, że w ten
sposób pokój religijny z 1555 roku "uprawomocniał i formalizował
konfesyjną koegzystencję, pozostawiając jednocześnie teologiczną kwestię
prawdy nierozstrzygniętą". W ten sposób w 1555 roku ostatecznie zerwano
z podstawową zasadą kształtującą od wieków polityczny i religijny ład
christianitas, czyli z przekonaniem o istnieniu bożego prawa, którego
wyznacznikiem była harmonijna jedność świeckiego i duchownego porządku.
Ten pierwszy w myśl owej zasady czerpał swoją legitymizację z pozostawania w łączności z ładem duchownym. Średniowieczna
christianitas uznawała konieczność harmonijnej współpracy władzy
świeckiej i duchownej. Odrzucała jednak zdecydowanie (por. konflikty o inwestyturę) ich złączenie w jednym ręku. Rok 1555 otwierał właśnie
możliwość takiego połączenia42.
Kruchość pokoju (a właściwie rozejmu) religijnego wynegocjowanego w Augsburgu polegała na tym, że obie strony zupełnie inaczej
interpretowały jego istotę. Dla strony luterańskiej oznaczał on
"powszechnie obowiązujące, nienaruszalne prawo podstawowe Rzeszy, które
na zawsze zrównywało we wszystkich prawach obydwie konfesje". Dla strony
katolickiej pokój z 1555 roku nie wprowadzał nowego lex fundamentalis.
Był raczej rozwiązaniem przejściowym, sytuacją wyjątkową wymuszoną
załamaniem się ładu politycznego i wyznaniowego w cesarstwie, który
powinien możliwie szybko powrócić do swojej pierwotnej (tj. sprzed 1517
roku) postaci43.
Był jeszcze inny czynnik, który od początku wpływał na nietrwałość
porozumienia z 1555 roku. Chodziło w tym przypadku o wyłączenie z niego
wyznania "reformowanego", tj. kalwińskiego, które stale zyskiwało na
popularności w kolejnych krajach Rzeszy przez kolejne dekady po pokoju
augsburskim.
Zarzewiem przyszłych konfliktów była również zawarta w traktacie
augsburskim klauzula o reservatum ecclesiasticum (rezerwacja
kościelna), która wprowadzała wyjątek od ogólnego prawa władców
świeckich "do reformacji" (ius reformandi). Klauzula odnosiła się
wprost do faktu istnienia w obrębie Rzeszy władztw terytorialnych
(katolickich), połączonych z urzędami (godnościami) kościelnymi.
Postanawiała ona, że w razie przejścia na luteranizm osoby sprawującej
władzę w takim "duchownym podmiocie" Rzeszy miała ona opuścić swój
urząd, w żaden sposób nie naruszając (np. przez sekularyzację) dóbr
kościelnych znajdujących się w obrębie takiego władztwa.
Klauzula taodnosiła się zarówno do takich małych podmiotów jak opactwa,
traktowane jako osobne stany Rzeszy (Reichstände), ale również
dotyczyła elektoratów duchownych (arcybiskupstw: mogunckiego,
kolońskiego i spirskiego). Strona katolicka chciała się w ten sposób
zabezpieczyć przed sytuacją "wrogiego przejęcia" jednego z tych
elektoratów przez stronę protestancką. Ponieważ zaś mowa była o elektorach Rzeszy, a więc o bezpośrednim wpływie na wybór cesarza,
sprawa dotyczyła więc tzw. wielkiej polityki.
To, że obawy strony katolickiej, prącej do zamieszczenia w pokoju
augsburskim klauzuli o reservatum ecclesiasticum, nie były pozbawione
podstaw, pokazała tzw. wojna kolońska pod koniec XVI wieku. Została ona
wywołana przejściem w 1582 roku na luteranizm arcybiskupa Kolonii
Gebharda Truchsessa von Waldburga, który nie krył jednocześnie swoich
zamiarów sekularyzacji majątków archidiecezji. Apostazja arcybiskupa
przy jednoczesnym zachowaniu przez niego władzy w kolońskim elektoracie
oznaczałaby zyskanie przez stronę protestancką większości w kolegium
elektorów, co z kolei oznaczałoby realne zagrożenie dla perspektywy
sukcesji korony cesarskiej przez katolicką dynastię Habsburgów. Konflikt
trwał do 1589 roku, gdy ostatecznie kwestia została rozstrzygnięta przez
zbrojną interwencję wojsk Rzeszy (wojsk cesarskich), które przywróciły w Kolonii władztwo duchowne.
Zgoda strony protestanckiej na klauzulę o "rezerwacji kościelnej"
została osiągnięta w zamian za zobowiązanie arcyksięcia Ferdynanda (od
1558 do 1564 roku cesarza Ferdynanda I), który w zastępstwie swego
ojca, cesarza Karola V, sprawował władzę w Rzeszy, do tego, że
protestanci (szlachta i mieszczaństwo) zamieszkujący katolickie władztwa
duchowne będą mogli pozostać przy swoim wyznaniu. Owa declaratio
Ferdinandea nie znalazła się jednak w spisanych ustaleniach
augsburskiego Sejmu Rzeszy, ale była osobistym zobowiązaniem
władcy44. Fakt ten z pewnością od początku stawiał pod znakiem
zapytania jej trwałość.
Jednak najważniejsze w tym kontekście były zmiany zachodzące w pejzażu
religijnym Rzeszy od ostatniej ćwierci XVI wieku. Jeden z kontrahentów
pokoju augsburskiego (luteranizm) coraz bardziej od lat
siedemdziesiątych tego stulecia tracił na rzecz innego (katolicyzm). W siłę rosła również trzecia strona, czyli kalwiniści, którzy w ogóle nie
byli zaproszeni w 1555 roku do ustalania warunków pokoju religijnego w Rzeszy45.
W 1563 roku zakończył swoje obrady sobór powszechny w Trydencie. Kościół
wszedł w fazę posoborowej odnowy (katolicka kontrreformacja). Na terenie
Rzeszy oznaczała ona rekatolicyzację wielu obszarów, które w pierwszej
fazie reformacji przyjęły "czystą Ewangelię" głoszoną przez Marcina
Lutra i jego zwolenników. Taki proces zachodził od lat siedemdziesiątych
XVI wieku w Bawarii, Frankonii oraz w rodowych posiadłościach Habsburgów
(Tyrol). Po stronie katolickiej widoczne było odnowienie spójności
doktrynalnej, formacji duchowej oraz intelektualnej duchowieństwa. Z kolei po stronie luterańskiej coraz wyraźniej odczuwalny był kryzys
pobożności, znajdujący pożywkę w tym, że trzecia po Marcinie Lutrze
generacja protestantów "tylko w sposób mocno ograniczony postrzegała
reformację jako osiągnięcie, a o wiele bardziej jako coś, co zostało im
po prostu przekazane"46.
Wigoru natomiast nie tracił kalwinizm. Od lat sześćdziesiątych XVI wieku
coraz więcej władców Rzeszy przechodziło na wiarę "reformowaną", co z pewnością pozostawało w ścisłym związku z kryzysem duchowym luteranizmu.
O przykładzie Brandenburgii Hohenzollernów była już mowa. Jednak
przełomowym dla przyszłości kalwinizmu w Rzeszy było jego przyjęcie w 1562 roku przez władców (elektorów) Palatynatu. To oni aż do wybuchu
wojny trzydziestoletniej będą głównymi protektorami "reformowanej wiary"
w Rzeszy. Nieprzypadkowo właśnie w ich stolicy, Heidelbergu,
opublikowany został w 1563 roku najważniejszy dokument "nowej wiary" -
Katechizm Heidelberski.
Decyzje podejmowane na płaszczyźnie religijnej miały oczywiście swoje
konsekwencje polityczne (konfesjonalizacja). Znajdowało to
odzwierciedlenie w sposobie funkcjonowania najważniejszych organów
politycznych Świętego Cesarstwa Rzymskiego: Sejmu Rzeszy, Sądu
Kameralnego Rzeszy (Reichskammergericht) oraz Sądu Nadwornego
(Hofgericht). Od lat dziewięćdziesiątych XVI wieku rozpoczął się
proces postępującej utraty przez te organy legitymizacji wewnętrznej,
która zwłaszcza w odniesieniu do instancji sądowniczych zasadzała się na
powszechnym zaufaniu w ich bezstronność. Ten walor szybko zanikał w dobie dynamicznie zmieniających się relacji międzywyznaniowych, które
wzmacniały stronę katolicką, a po stronie protestanckiej oznaczały
słabnięcie luteranizmu i systematyczny wzrost kalwinizmu. W najważniejszych instytucjach politycznych Rzeszy coraz wyraźniejszą
przewagę zyskiwała strona katolicka, która im bliżej XVII wieku, tym
bardziej dawała wyraz swojemu przekonaniu, że pokój z 1555 roku jest
sytuacją tylko tymczasową.
Symptomatyczne pod tym względem były orzeczenia Sądu Kameralnego Rzeszy
z 1598 roku w sprawie restytucji praw zwierzchnich do zsekularyzowanych
dóbr katolickich klasztorów, które zostały wcześniej przejęte przez
protestanckich władców w południowo-wschodniej części Rzeszy (tzw.
Vierklosterstreit)47. Wyroki te zostały powszechnie
przyjęte przez stronę protestancką - zwłaszcza zaś reprezentantów
zyskującej na znaczeniu wiary "reformowanej" - jako stronnicze i naruszające postanowienia pokoju augsburskiego.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Cyt. za: K. Friedrich, Inne Prusy. Prusy Królewskie i Polska między wolnością a wolnościami (1569-1772), Poznań 2005, s. 37. [wróć]
J. Donoso Cortes, Lettres politiquessur la situation de la Prusse en 1849, w: tegoż, Oeuvres, t. 2, Paris 1862, s. 82. W innym miejscu stwierdzał: "Historia tej rodziny [Hohenzollernów] od Wielkiego Elektora po obecnie panującego Fryderyka Wilhelma IV jest najbardziej cudowna ze wszystkich historii", tamże, s. 65. [wróć]
Selected writings of Lord Acton. Volume III. Essays in religion, politics and morality, ed. J.R. Fears, Indianapolis 1988, s. 598. [wróć]
Geheimes Staatsarchiv Preussischer Kulturbesitz, Berlin-Dahlem, Nachlass von Cleinow, nr 104, strona niepaginowana. [wróć]
Tej historycznej ziemi lubuskiej nie należy mylić z "nowo wytworzo-ną" po 1945 roku ziemią lubuską (województwem lubuskim), która geograficznie leży głównie na ziemiach dawnej Nowej Marchii i północnej części Dolnego Śląska, a nie obszarów okalających niegdyś Lubusz. [wróć]
B. Wachowiak, Brandenburgia i Prusy w średniowieczu, w: B. Wachowiak przy współudziale A. Kamieńskiego, Dzieje Brandenburgii-Prus na progu czasów nowożytnych (1500-1701), Poznań 2001, s. 27. [wróć]
B. Wachowiak, Brandenburgia i Prusy w średniowieczu, s. 42. [wróć]
List H. Beselera do żony, 22.10.1915. Bundesmilitärarchiv in Freiburg, Nachlass von Beseler, N 30/53, s. 24. [wróć]
O początkach dynastii Hohenzollernów - zob. W. Neugebauer, Die Hohenzollern. Band 1. Anfänge, Landesstaat und monarchische Autokratie bis 1740, Stuttgart-Berlin-Köln 1996, s. 11-15. [wróć]
W. Neugebauer, Die Hohenzollern, s. 70-71. [wróć]
W 1438 roku królem Niemiec został Albrecht II Habsburg. W 1440 roku, po śmierci Albrechta, godnośc tę objął inny przedstawiciel tej dynastii, Fryderyk III, który w 1452 roku został cesarzem rzymskim i jako ostatni cesarz odbył koronację w Rzymie. [wróć]
Cytowane opinie: B. Stollberg-Rilinger, Das Heilige Römische Reich Deutscher Nation. Vom Ende des Mittelalters bis 1806, München 2018, s. 16-17. [wróć]
K. Friedrich, dz. cyt., s. 42. [wróć]
Sformułowanie J. Pajewskiego, w: tegoż, Niemcy w czasach nowożytnych (1517-1939), Poznań 1947, s. 21. [wróć]
J. Wijaczka, Albrecht von Brandenburg-Ansbach (1490-1568). Ostatni mistrz zakonu krzyżackiego i pierwszy książę "w Prusiech", Olsztyn 2010, s. 49. [wróć]
Por. J. Pajewski, dz. cyt., s. 22. [wróć]
J. Pajewski, dz. cyt., s. 23. [wróć]
Syntetyczne opracowanie tych politycznych i społecznych skutków wystąpienia Marcina Lutra - zob. D. Pollack, Protestantismus und Moderne, w: Die Weltwirkung der Reformation. Wie der Protestantismus unsere Welt verändert hat, hrsg. U. Di Fabio, J. Schilling, München 2017, s. 81-118. [wróć]
J. Wijaczka, dz. cyt., s. 89. Tamże cytowane słowa autora. [wróć]
Tamże, s. 106. [wróć]
Tamże, s. 107. [wróć]
Kardynał S. Wyszyński, Ze stolicy Prymasów. Wybór kazań, Poznań 1988, s. 380-381. [wróć]
Cyt. za: J. Pajewski, dz. cyt., s. 25. [wróć]
W. Neugebauer, Die Hohenzollern, s. 136-137. [wróć]
S.D. Bowman, Masters and lords. Mid-19th-century U.S. planters and Prussian Junkers, New York-Oxford 1993, s. 46. [wróć]
B. Wachowiak, Dzieje Brandenburgii-Prus na progu czasów nowożytnych, s. 129. [wróć]
S.D. Bowman, Masters and lords, s. 46. [wróć]
T. Söding, Leuchtfeuer der Reformation - Luthers Bibelübersetzung, w: Weltwirkung der Reformation, s. 73-80. [wróć]
J. Pajewski, dz. cyt., s. 6. [wróć]
Aesticampianus był z pochodzenia Serbem łużyckim. Jego właściwe imię i nazwisko to Jan Rak. [wróć]
Nie było tutaj jednak automatyzmu. Studentem Viadriny był m.in. Łukasz Kościelecki, późniejszy biskup poznański. [wróć]
J. Wijaczka, dz. cyt., s. 259. [wróć]
Tamże, s. 255. [wróć]
J. Ochmański, Historia Litwy, Wrocław-Warszawa-Kraków 1982, s. 125, 155. [wróć]
Pierwsza defenestracja nastąpiła 30 lipca 1419 roku, gdy zwolennicy spalonego na stosie w Konstancji Jana Husa wyrzucili z okien praskiego ratusza nieprzychylnych im przedstawicieli magistratu. Potraktowani w ten sposób w 1618 roku przez protestancką szlachtę czeską urzędnicy cesarscy przeżyli defenestrację, lądując bezpiecznie na kupie śmieci pod oknami ratusza. W propagandzie strony katolickiej ocalenie to przypisywano cudownej interwencji Matki Bożej; H. Münkler, Der dreissigjährige Krieg. Europäische Katastrophe. Deutsches Trauma 1618-1648, Berlin 2018, s. 49-50. [wróć]
W swoim testamencie politycznym z 1752 roku Fryderyk II pisał: La politique consiste plutot a profiter des conjonctures favorables qua les preparer d'avance. Cyt. za: J. Kunisch, Friedrich der Große. Der König und seine Zeit, München 2009, s. 170. [wróć]
J. Wijaczka, dz. cyt., s. 178. Nie pierwszy raz konkury księcia Albrechta zostały odrzucone przez dwór jagielloński. Pierwszy raz stało się to w 1526 roku, gdy świeżo upieczony książę pruski ubiegał się o rękę Jadwigi, córki Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi. Jak wiemy, księżniczka została później wydana za innego Hohenzollerna, elektora brandenburskiego Joachima II. [wróć]
Por. M. Biskup, Bracia Albrechta von Hohenzollern-Ansbach - potencjalni sukcesorzy Prus Książęcych (1525-1543), w: Pomorze-Brandenburgia-Prusy (państwo i społeczeństwo), red. W. Stępiński, Z. Szultka, Szczecin 1999, s. 39-53. [wróć]
B. Wachowiak, Zabiegi Hohenzollernów o dopuszczenie przez Polskę linii elektorskiej do sukcesji w Księstwie Pruskim w pierwszej połowie XVI wieku, w: Stosunki polsko-niemieckie w XVI-XVIII wieku, red. J. Wijaczka, Kielce 2002, s. 15. [wróć]
Por. początek Ogniem i mieczem H. Sienkiewicza, gdy mowa jest o "dziwnym 1647 roku". [wróć]
Por. B. Fagan, The little Ice Age. How climate made history 1300-1850, New York 2002, s. 47-147; G. Parker, Global crisis. War, climate change and catastrophe in the seventeenth century, New Haven-London 2014. [wróć]
B. Stollberg-Rilinger, Das Heilige Römische Reich Deutscher Nation. Vom Ende des Mittelalters bis 1806, München 2018, s. 63. Cytowane słowa autorki. tamże. [wróć]
Tamże, s. 62. Tam również zacytowana opinia autorki. Zob. także H. Duchhardt, Der Weg in die Katastrophe des Dreissigjährigen Krieges. Die Krisendekade 1608-1681, München-Berlin 2017, s. 106-108. [wróć]
B. Stollberg-Rilinger, dz. cyt., s. 62. [wróć]
Tamże, s. 66. [wróć]
H. Duchhardt, dz. cyt., s. 214. [wróć]
Chodziło o majątki kościelne przejęte przez protestancki magistrat Strasburga, margrabiów Baden-Durlach, hrabiów von Oettingen-Oettingen oraz rycerzy (Reichsritter) von Hirschhorn, tamże, s. 116. [wróć]
Wstęp
WSTĘP
To, co w historii przyjęło się nazywać "Prusami", aż do pierwszej połowy
XVIII wieku było konglomeratem obszarów - połączonym więzami
dynastycznymi i przedzielonym polskim terytorium, rozciągającym się od
Renu po Niemen, o odmiennym statusie prawno-ustrojowym, odrębnej
strukturze społecznej i związanymi z tym różnorodnymi uwarunkowaniami
gospodarczymi. Berlin i Królewiec - dwie stolice państwa pruskiego -
były najpierw stolicami (odpowiednio) Marchii Brandenburskiej i Księstwa
Pruskiego, dwóch bytów państwowych, z których połączenia wyłoniły się
Prusy.
Ernest Lavisse, wybitny historyk francuski przełomu XIX i XX wieku,
specjalista od dziejów Niemiec, nad którymi Francuzi dotknięci traumą
Sedanu pochylali się wtedy długo i systematycznie, zauważył w 1891 roku,
że: "Matka Natura stworzyła wiele krajów i przygotowała kolebki dla
nowych narodów. Dla Prus nie zrobiła nic. Nie ma narodu pruskiego,
obszaru geograficznego zwanego Prusami. Niemcy są dzieckiem Natury, lecz
Prusy stworzone były przez człowieka"1.
Francuski uczony miał stuprocentową rację. "Czynnik ludzki", a konkretnie czynnik dynastyczny, był trzecim elementem - obok Marchii
Brandenburskiej i Księstwa Pruskiego - który złożył się na Prusy. Przez
niemal czterysta lat dzieje tych dwóch bytów państwowych nierozerwalnie
związane były z dziejami dynastii Hohenzollernów.
"Prusy są cudem w historii narodów, a ród ich władców jest cudem w historii Domów panujących. Wszystkie narody, wszystkie rodziny
[panujące] dochodziły do wielkości jasno wytyczoną drogą. Tylko Prusy
oraz ich władcy szli do niej wszystkimi ścieżkami - poprzez traktaty,
podboje, wojny, nabytki, a nawet poprzez klęski. Jeśli nie wznosili się
dzięki swoim wielkim cnotom, rośli dzięki wielkim niegodziwościom, jeśli
ich wzrost nie był dziełem narodu, przychodził od królów. Aby wznieść
się na poziom, na którym ich obecnie widzimy, z równym powodzeniem
wspierali się na absolutyzmie, jak i obecnie na rewolucji".2
Te słowa - jednak pełne niekłamanego podziwu - wyszły w 1849 roku spod
pióra hiszpańskiego katolickiego tradycjonalisty Juana Donoso Cortesa,
który w 1849 roku pełnił obowiązki posła Królestwa Hiszpanii na
berlińskim dworze. Zarówno Francuz, jak i Hiszpan piszący w odstępie
kilkudziesięciu lat zwracali uwagę właściwie na to samo - na pewną
sztuczność w pruskiej historii; na to, że została ona wytworzona,
niejako została zaprojektowana, a nie była owocem organicznego wzrostu
za sprawą matki Natury czy Historii.
Wrażenie było ogólnoeuropejskie. Wielki Anglik, lord Acton, pisał:
"Państwo pruskie zostało stworzone sztuką jego władców. Nie zostało
ukształtowane na naturalnej czy narodowej podstawie. Jednolitość jego
historii, podobnie jak przyczyna jego wzrostu, leży w jego
polityce"3.
O Prusach jako "państwie sztucznym" (Kunststaat), pisano wówczas
również nad Renem i Sprewą, niekoniecznie widząc w tym powód do chluby.
Sztuczność oznaczała nienaturalność, "nieorganiczność" pruskiego
państwa. Jednak niemiecki termin Kunststaat można również tłumaczyć
jako "państwo sztuki" vel "państwo-sztuka" - rezultat cierpliwej
rozbudowy administracji i armii przez kolejnych Hohenzollernów w siedemnastym i osiemnastym wieku oraz bezwzględnego stosowania "prawa
sprzyjających okoliczności" w polityce międzynarodowej.
To wymagało sztuki. Podobnie jak stawianie czoła kolejnym zadaniom
integracyjnym, wywoływanym przez kolejne militarne i dyplomatyczne
sukcesy monarchii Hohenzollernów na arenie międzynarodowej. Najczęściej
integracja szła w parze z modernizacją. Następujące po sobie
przedsięwzięcia modernizacyjne miały jednocześnie spoić wewnętrznie i unowocześnić konglomerat terytoriów rozsianych od Renu po Kłajpedę,
które składały się na państwo Hohenzollernów.
Integracja i modernizacja - to dwa słowa klucze, bez których nie sposób
zrozumieć historii Prus. Jak pokazywał jednak przykład Polaków, którzy
pod koniec XVIII wieku nie z własnej woli dostali się w obręb państwa
Hohenzollernów, nie zawsze były to procesy wobec siebie komplementarne.
Im więcej państwo pruskie wprowadzało na obszary zaboru procesów
modernizacyjnych (np. akcję uwłaszczenia chłopów czy Kulturkampf), tym
trudniej było Berlinowi na tych ziemiach osiągnąć cel integracyjny.
Należy ponadto zwrócić uwagę, że związek między modernizacją a rozrostem
terytorialnym Prus nie przebiegał według quasi-imperialnego wzorca:
centrum - peryferie. Jeśli przez te ostatnie rozumieć anektowane przez
Berlin obszary, to niejednokrotnie dawały one impuls modernizacyjny, a nie odwrotnie. Dość przywołać przykład Śląska przyłączonego manu
militari w 1740 roku oraz Nadrenii i Westfalii zajętych przez Prusy w wyniku ustaleń kongresu wiedeńskiego.
Był taki czas, że niemal trzy czwarte dzisiejszego obszaru Polski
wchodziło w skład Prus. Monarchia Hohenzollernów należała do inicjatorów
rozbiorów Polski, z którymi w sensie geopolitycznym, ale i kulturowym
borykać się musimy do dzisiaj. A jednak ciągle panuje u nas dziwna
niechęć, swego rodzaju odmowa wiedzy na temat historii Prus. Pamiętam,
jak w 2017 roku zaproponowałem jednemu z poczytnych tygodników artykuł
związany z 70. rocznicą decyzji Międzysojuszniczej Rady Kontroli Niemiec
o likwidacji państwa pruskiego. Uzyskałem odpowiedź, że redakcja nie
skorzysta, "bo taka tematyka nie interesuje naszych czytelników".
A przecież powinna. Podobnie jak poznańskich studentów (znowu wiedza z autopsji) głośno zastanawiających się, dlaczego w centrum stolicy
Wielkopolski znajdują się kierunkowskazy informujące o "trakcie
cesarsko-królewskim". Żeby nie popaść w kompleksy, przytoczę relację
jednego z moich kolegów historyków, który na początku lat 90. ubiegłego
wieku dorabiał sobie jako przewodnik wycieczek z niemieckimi turystami.
Jedną z nich zaprowadził pod kamienicę przy ulicy Podgórnej w Poznaniu,
gdzie w 1847 roku urodził się Paul von Hindenburg. Wycieczka składała
się z niemieckich nauczycieli. Gdy usłyszeli, że "oto jesteśmy przed
kamienicą, w której urodził się przyszły feldmarszałek i zwycięzca spod
Tannenbergu Paul von Hindenburg", zaskoczeni szeptali do siebie: "Ty,
nie wiedziałem, że Hindenburg też był Polakiem".
Mam nadzieję, że oddawana do rąk Czytelnikom historia pięciu stuleci
dziejów Prus pomoże rozwiać te i inne wątpliwości. Książka opowiada o pięciu wiekach dziejów Prus, przy czym wiek wiekowi nie jest równy. Tak,
jak w historii Europy mamy "długie" (np. wiek XX od 1789 do 1914) i "krótkie" (wiek XX od 1914 do 1989) stulecia, również w przypadku Prus
pewne procesy ustrojowe i zmiany polityczne, społeczne oraz kulturowe
każą odejść od podręcznikowego schematu. Dzięki temu lepiej widać to, co
najważniejsze w historii: ciągłość i zmianę.
Rozpoczynam od genezy, czyli zarysowania średniowiecznych dziejów
Marchii Brandenburskiej oraz państwa zakonu krzyżackiego. Następuje
potem pierwsze "pruskie stulecie", czyli wiek XV - od objęcia przez
Hohenzollernów władzy w Brandenburgii po sekularyzację państwa
krzyżackiego (1415-1525). Wiek XVI zaczyna się od hołdu pruskiego w 1525
roku, a kończy przejęciem władzy przez Hohenzollernów brandenburskich w Księstwie Pruskim i początkiem wojny trzydziestoletniej w Rzeszy
(1525-1618). Stulecie XVII jest wybitnie "krótkie". Trwa tylko
siedemdziesiąt lat - od 1618 do końca panowania Fryderyka Wilhelma
Hohenzollerna, Wielkiego Elektora w 1688 roku. Jednak właśnie w tym
"krótkim" stuleciu dochodzi do przełomowego wydarzenia, jakim było
zerwanie zależności lennej między Księstwem Pruskim a Koroną Polską
(1657).
XVIII wiek w historii Prus to z kolei "długie" stulecie. Trwa od 1688
roku do początku fatalnej dla Prus wojny z napoleońską Francją w 1806
roku. XIX wiek rozpoczął się wraz z klęską pod Jeną, ale i z początkiem
dzieła reform Steina-Hardenberga. Zakończył się, jak cały XIX wiek w Europie, wraz z "sierpniowymi salwami" 1914 roku. Ostatnie stulecie w dziejach Prus, wiek XX, było najkrótsze. Zaczęło się wraz z Wielką Wojną
(1914), a zakończyło w 1947 roku wraz ze wspomnianą decyzją
Międzysojuszniczej Rady Kontroli Niemiec o likwidacji państwa pruskiego.
Po każdym rozdziale staram się rzucić okiem, czyli zatrzymać uwagę
Czytelnika na pewnym aspekcie historii Prus, charakterystycznym dla
danej epoki lub po prostu w interesującym i - mam nadzieję -
ilustrującym dotychczas mniej znane aspekty.
Rozdział I. Geneza, czyli Marchia Brandenburska i państwo Zakonu Krzyżackiego w średniowieczu
Rozdział I
Geneza, czyli Marchia Brandenburska i państwo Zakonu Krzyżackiego w średniowieczu
Działająca w warszawskim Generalnym Gubernatorstwie niemiecka cenzura
wojenna na swoje listy druków objętych zakazem rozpowszechniania
wciągnęła w 1916 roku między innymi książkę Ludwika Stasiaka
Brandenburg: kraina słowiańskich mogił. Nie pomógł jej fakt, że
została ona opublikowana w 1902 roku w Krakowie, a więc pod okiem
austriackiej cenzury. W oczach niemieckich cenzorów niedopuszczalne były
zawarte w niej opisy efektów podboju przez Niemców ziem należących
kiedyś do Słowian Połabskich w rodzaju: "To grobowisko narodów. Całe
narody wymarły. Język ich i pieśń ich umarła. Nawet pamięć po nich
umarła. [...] Na tym olbrzymim słowiańskim cmentarzysku, w śpiewie
słowika dzwoni rzewna nuta smutku, wicher jesienny wyje głosem
mordowanych ludzi. Łka wicher i płacze, po raz tysięczny sypie żółte
liście na słowiańskie mogiły".
Niemieccy cenzorzy czasów Wielkiej Wojny troszczyli się również o dobre
imię zakonu krzyżackiego. Na listach prohibitów nie brakowało publikacji
przypominających krwawy podbój plemion pruskich przez niemieckich
rycerzy w habitach oraz prowadzone przez nich wojny z Polską. Zakazano
upowszechniania pod koniec 1915 roku w Warszawie pięć lat wcześniej
dziełka Pochód wojsk polskich i bitwa pod Grunwaldem. Opowiadanie
historyczne z początków XV wieku dla młodzieży i ludu naszego.
Niemiecka cenzura nie przeoczyła tego, co jej zdaniem uniemożliwiało
wydanie zgody na rozpowszechnianie tej książeczki, a mianowicie, że jest
to "paszkwil najbrutalniejszego rodzaju wymierzony w zakon niemiecki",
który nie może zostać dopuszczony do rozpowszechniania, "ponieważ może
przyczynić się on właśnie obecnie do pobudzenia nienawiści i wrogości
narodu polskiego wobec narodu niemieckiego i niemieckiej armii oraz do
zatrucia polskiej młodzieży"4.
Trudno stwierdzić, czy podejmując takie decyzje, niemieccy cenzorzy
działający w Warszawie na początku XX wieku mieli w tyle głowy
genealogię państwa pruskiego, ciągle formalnie istniejącego, które w 1871 roku walnie przyczyniło się do powstania Rzeszy Niemieckiej. U podstaw tego drzewa genealogicznego państwa Hohenzollernów były dwa
organizmy państwowe: Marchia Brandenburska oraz państwo zakonu
krzyżackiego. Inaczej mówiąc, bez zaboru przez Brandenburczyków (przy
wydatnym wsparciu innych feudałów niemieckich) ziem słowiańskich między
Łabą a Odrą oraz bez podboju plemion pruskich między Wisłą a Niemnem
przez Krzyżaków nie byłoby państwa pruskiego.
Ekspansja królestwa niemieckiego na wschód, w kierunku ziem słowiańskich
położonych między Łabą a Odrą, datuje się już na początek panowania
króla Niemiec i cesarza rzymskiego (od 962 roku) Ottona I. Podboje
poczynione przez margrabiów Gerona i Hodona oznaczały, że w latach
sześćdziesiątych i siedemdziesiątych X wieku granice królestwa
niemieckiego faktycznie przesunęły się w kierunku Odry, pod zachodnią
granicę tworzącego się właśnie państwa pierwszych Piastów.
Zabiegiem mającym stabilizować nowy porządek polityczny na ziemiach
zachodniosłowiańskich było powołanie dzięki staraniom Ottona I regularnej organizacji kościelnej na tych obszarach. Jej zwornikiem
miało być utworzone w 968 roku arcybiskupstwo magdeburskie. Metropolia w Magdeburgu, jak doskonale wiemy z naszej historii, miała ambicje
rozciągnięcia swojego zwierzchnictwa również nad arcybiskupstwem
gnieźnieńskim (ostatecznie plany te zostały zarzucone w pierwszej
połowie XII wieku). W epoce średniowiecza, gdy instytucje kościelne i państwowe były ze sobą ściśle splecione (dodatkowo zaś musimy pamiętać,
że mówimy o okresie sprzed reform gregoriańskich zmierzających do
emancypacji Kościoła spod wpływów państwa), powstanie pod auspicjami
króla Niemiec metropolitalnej organizacji kościelnej między Łabą a Odrą
miało swoje konkretne znaczenie polityczne.
Na problem podporządkowania feudałom niemieckim ziem między Łabą a Odrą
należy spojrzeć również od strony wschodniej, z perspektywy Słowian
nadłabskich. Fatalnym zjawiskiem dla nich, a dalekosiężnym dla
przyszłości całej Europy Środkowej, była niezdolność wytworzenia przez
nich jednolitej organizacji państwowej - na podobieństwo naszej
monarchii wczesnopiastowskiej czy czeskiego państwa Przemyślidów.
Niejednokrotnie zresztą plemiona zachodniosłowiańskie brały udział
wspólnie z Niemcami w wojnach przeciw Piastom. Dość wspomnieć postawę
Wieletów walczących wspólnie z Hodonem przeciw Mieszkowi I i później w okresie wojen Bolesława Chrobrego z Henrykiem II wspomagających tego
ostatniego (co piętnował św. Brunon z Kwerfurtu, zarzucając władcy
niemieckiemu szukanie sojuszy z poganami przeciw chrześcijańskiemu
władcy Polski).
Zabrakło więc zmysłu, czy jak kto woli, politycznej wyobraźni, sił
bowiem Słowianom nadłabskim nie brakowało. Udowodnili to pod koniec X
wieku, podejmując udane powstanie przeciw władzy niemieckich panów
feudalnych. Zniszczeniu uległa również powołana do życia przez Ottona I organizacja kościelna, choć sam Magdeburg, położony poza zasięgiem
powstania, przetrwał. Było to ostatnie "pięć minut" dla nadłabskich
plemion słowiańskich, by stworzyć własne, jednolite (rzecz jasna, na
miarę tamtej epoki, a nie współczesnych realiów ustrojowych) państwo.
Królestwo Niemieckie, zaangażowane w nasilający się konflikt z papiestwem o inwestyturę, nie miało możliwości podjęcia próby
odbudowania stanu swojego posiadania między Łabą a Odrą. Bolesław Śmiały
wykorzystał ten okres, by przeprowadzić odnowę gnieźnieńskiej
metropolii, a następnie odnowić instytucję Królestwa Polskiego
(koronacja w Gnieźnie w 1076 roku). Między Łabą a Odrą nic się pod tym
względem nie zmieniło; aż do pierwszej połowy XII wieku.
Jako początek nowej fali ekspansji niemieckiej na te ziemie należy
potraktować datę 1125 roku, gdy wywodzący się z rodu Askańczyków
(Askanier) Albrecht Niedźwiedź został margrabią Łużyc. Uwieńczeniem jego
trwających (z przerwami) trzydziestoletnich podbojów ziem
zachodniosłowiańskich było opanowanie przez niego w 1157 roku
Brenny/Brandenburga, stolicy słowiańskich Stodoran. W ten sposób manu
militari został rozstrzygnięty na korzyść niemiecką spór z Jaksą z Kopanicy o spadek po zmarłym w 1150 roku władcy Stodoran, Przybysławie
(Henryku).
Po 1157 roku w źródłach historycznych regularnie pojawia się określenie
Albrechta Niedźwiedzia mianem "margrabiego brandenburskiego". W tym
samym roku, w którym skończyła się historia słowiańskiej Brenny, książę
Bolesław Kędzierzawy w Krzyszkowie pod Poznaniem został zmuszony złożyć
hołd królowi Niemiec i cesarzowi rzymskiemu Fryderykowi I Barbarossie, w którym jako senior wszystkich pozostałych władców piastowskich (zgodnie
z tzw. testamentem Krzywoustego z 1138 roku) uznawał nad sobą i nad
całym podzielonym państwem piastowskim zwierzchność króla Niemiec i rzymskiego cesarza. Wydawało się, że niemieckie Drang nach Osten w swojej średniowiecznej wersji osiągnęło apogeum.
Nie należy jednak przypisywać temu pojęciu znaczenia, które nadawali mu
dziewiętnasto- i dwudziestowieczni niemieccy ideologowie z tytułami
profesorów nauk historycznych. Widzieli w tych wydarzeniach zapowiedź
"dobroczynnego" działania pruskiej Komisji Kolonizacyjnej i Związku
Wszechniemieckiego. O tym, że w Krzyszkowie Bolesław Kędzierzawy składał
hołd lenny Barbarossie boso i z mieczem przewieszonym na szyi, wiemy z kroniki czeskiej, ponieważ wyprawa 1157 roku była przedsięwzięciem
niemiecko-czeskim, a więc niemiecko-słowiańskim. Królowi Niemiec i cesarzowi rzymskiemu towarzyszył czeski książę Władysław II, który
według Kroniki Mistrza Wincentego miał "podżegać nienawiść Rudego
Smoka [Barbarossy - G.K.] do Bolesława".
Dziesięć lat wcześniej, gdy w 1147 roku ruszyła tzw. północna krucjata -
wyprawa przeciw Słowianom nadłabskim - zorganizowana przez
północnoniemieckich feudałów (pierwsze skrzypce grali tutaj Sasi); w jej
szeregach znalazł się również książę Mieszko, syn Bolesława Krzywoustego
(znany jako Mieszko III Stary). Niektórzy badacze widzieli w tym nie
tyle dowód krótkowzroczności Piasta, ile raczej przejaw starania, by
zabezpieczyć polskie wpływy na Pomorzu Zachodnim, skoro "krucjata"
doszła aż do Szczecina. Może - domniemują inni - chodziło o wzmocnienie
pozycji Jaksy z Kopanicy nad Sprewą. Jeśli tak miało być, zamysł - jak
widzieliśmy - okazał się zupełnie nieskuteczny.
Następcy Albrechta Niedźwiedzia z dynastii askańskiej potrafili
wykorzystać sprzyjające im okoliczności, zarówno zewnętrzne, czyli
pogłębiające się w XII i XIII wieku dzielnicowe rozbicie Polski, oraz
wewnątrzniemieckie, a więc narastające po śmierci Barbarossy w 1189 roku
osłabienie władzy królewskiej związane z zaangażowaniem Hohenstaufów
(Henryka VI oraz Fryderyka II) w sprawy Italii (spadek sycylijski) oraz
w kolejną fazę sporów z papiestwem. Od połowy XIII wieku Niemcy i instytucja cesarstwa rzymskiego wchodzą w okres tzw. wielkiego
bezkrólewia.
Wszystko to sprzyja politycznemu usamodzielnianiu się książąt Rzeszy,
którzy korzystając ze słabości, a od połowy XIII wieku z faktycznego
zaniku władzy centralnej (brak króla i cesarza) umacniają swoje władztwa
terytorialne. Nie inaczej było w przypadku margrabiów brandenburskich,
którzy dodatkowo korzystali na całkowitym zaniku władzy centralnej u ich
wschodniego sąsiada, piastowskiej Polski. Gdy nie było króla Niemiec i ciągle brakowało (od 1079 roku) króla Polski, brandenburscy margrabiowie
rośli w siłę. Nie zawsze działo się to drogą zbrojnych podbojów.
Nie tylko Stany Zjednoczone powiększały się drogą wielkich zakupów
(Luizjana w 1803, Alaska w 1867 roku). Ponad pięćset lat wcześniej w podobny sposób rozszerzali swoje posiadłości władcy Marchii
Brandenburskiej. Zakup nie był pod względem wielkości terytorium
objętego transakcją tak okazały, jak w przypadku ziem w Nowym Świecie,
ale strategicznie kluczowy.
Takie znaczenie miała położona w większości po zachodniej stronie Odry
ziemia lubuska z jej głównym grodem Lubuszem, nazywanym w trzynastowiecznych źródłach "kluczem Królestwa Polskiego"5. W 1248 roku - siedem lat po upadku tzw. monarchii Henryków Śląskich w wyniku najazdu mongolskiego (bitwa pod Legnicą w 1241 roku) - książę
śląski Bolesław Rogatka, poszukując pieniędzy na dalszą walkę ze swoimi
braćmi i z kuzynami o władzę nad Śląskim i Wielkopolską, sprzedał ziemię
lubuską wraz z jej stołecznym grodem arcybiskupowi Magdeburga. Ten zaś
po kilku latach odsprzedał ją margrabiom brandenburskim.
Opanowanie przez Brandenburczyków w połowie XIII wieku ziemi lubuskiej,
położonej na styku Śląska, Wielkopolski i Pomorza Zachodniego, było
wzięciem przez nich w posiadanie obszaru otwierającego dalszą ekspansję
w trzech kierunkach: na Pomorze, Wielkopolskę i Śląsk. Z perspektywy
wieków bez przesady można powiedzieć, że bez posiadania ziemi Lubuskiej
ekspansja Hohenzollernów - następców Askańczyków w Brandenburgii - w kierunku Pomorza, ale i Śląska nie byłaby możliwa.
W krótszej perspektywie czasowej ziemia lubuska stała się podstawą dla
utworzenia przez margrabiów brandenburskich w drugiej połowie XIII wieku
Nowej Marchii, która klinem wbijała się między Wielkopolskę a Pomorze
Zachodnie. Stanowiła również bazę wypadową dla ekspansji
Brandenburczyków jeszcze dalej na wschód, w kierunku Pomorza
Nadwiślańskiego. Po raz pierwszy swoją władzę nad Pomorzem Gdańskim
rozciągnęli przejściowo w 1271 roku. W 1308 roku ponowili próbę,
opanowując Gdańsk. Zostali jednak stamtąd wyparci przez nowego silnego
konkurenta w postaci zakonu krzyżackiego.
Zakon Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie powstał w Ziemi Świętej w czasie III wyprawy krzyżowej. W 1291 roku rycerze w białych płaszczach z czarnym krzyżem, wraz z templariuszami i joannitami, należeli do obrońców Akki, ostatniego bastionu "łacinników"
w Ziemi Świętej. W momencie gdy wojska sułtana Bajbarsa ostatecznie
położyły kres istnieniu Królestwa Jerozolimskiego, Krzyżacy mieli już
swoje własne państwo nad Bałtykiem.
Podjęte w odstępie niemal dwudziestu lat dwie decyzje książąt
piastowskich pośrednio zadecydowały o zaistnieniu okoliczności, bez
których nie powstałoby w przyszłości państwo pruskie. O fatalnym
kupczeniu ziemią lubuską przez księcia Bolesława Rogatkę była już mowa.
Prawie dwie dekady wcześniej książę Konrad Mazowiecki zaprosił na swoje
ziemie Krzyżaków i osadził ich w ziemi chełmińskiej, skąd mieli działać
na rzecz zabezpieczenia Mazowsza przed niszczącymi najazdami plemion
pruskich. Piast zdawał się zupełnie nie przejmować faktem wcześniejszego
wygnania niemieckiego zakonu z Siedmiogrodu przez króla Węgier, Andrzeja
II, który szybko zorientował się, że Krzyżacy dążą do całkowitego
zrzucenia jego zwierzchnictwa.
Takich ambicji Krzyżacy nie wyzbyli się po przybyciu do ziemi
chełmińskiej. Ich realizacji sprzyjał brak w Polsce centralnej władzy
królewskiej. Kilkanaście lat po ich osadzeniu przez Konrada
Mazowieckiego rozbicie dzielnicowe w Polsce tylko się pogłębiło na
skutek niszczącego najazdu mongolskiego w 1241 roku, który położył kres
jednoczeniu ziem polskich przez śląskich Piastów (w momencie śmierci w bitwie pod Legnicą książę Henryk Pobożny władał zwartym kompleksem
terytoriów od ziemi lubuskiej po Sandomierszczyznę, od południowej
Wielkopolski po Kraków). W tym czasie Krzyżacy prowadzą już bezwzględny
podbój ziem Prusów, który zakończy się na początku lat osiemdziesiątych
XIII wieku wraz z podporządkowaniem sobie Jaćwięgów. Równolegle,
wykorzystując słabość państwa piastowskiego, Zakon uzyskuje od kolejnych
papieży i cesarzy potwierdzenie swojej wyłącznej władzy nad podbijanymi
ziemiami. I nie tylko. Dokumenty te mówią również o ich prawowitym
zwierzchnictwie nad ziemią chełmińską.
W ten sposób Krzyżacy uznawali nad sobą podwójną zwierzchność - papieża
i cesarza, a więc dwóch suwerenów, którzy na początku XIV wieku nie
tylko byli daleko, ale na dodatek mocno osłabieni (por. "niewolę
awiniońską" papiestwa i zamęt wewnętrzny w Rzeszy) i dodatkowo ciągle ze
sobą skonfliktowani. Sytuacja idealna z punktu widzenia "tego trzeciego"
(tj. Krzyżaków), który na tym tylko korzystał, umacniając swoją
suwerenność.
Czternaste stulecie, które dla całej średniowiecznej christianitas
było okresem katastrof naturalnych ("czarna śmierć"), politycznych i eklejzalnych (wojna stuletnia między Anglią a Francją, przeniesienie
stolicy papiestwa z Rzymu do Awinionu, a w 1378 roku początek
"awiniońskiej schizmy"), dla Krzyżaków okazało się złotym wiekiem ich
potęgi; z czasem stworzone przez nich państwo stało się pierwszorzędnym
graczem politycznym w Europie Północnej i Środkowej.
Podbój w latach 1308-1309 Pomorza Gdańskiego, de facto uznany przez
króla Kazimierza Wielkiego na mocy pokoju kaliskiego z 1343 roku (choć
polski władca ciągle tytułował się "najwyższym władcą Pomorza") i wejście w posiadanie Gotlandii w 1398 roku były wydarzeniami
wyznaczającymi linię wzrostu państwa krzyżackiego. W ciągu tych
dziewięćdziesięciu lat (między 1308-1398) Krzyżacy kontynuują wysiłki na
rzecz podbicia Litwy. Celem organizowanych od ostatniej ćwierci XIV
wieku "rejz", w których brało udział również zachodnioeuropejskie
rycerstwo, był podbój Żmudzi, a więc zyskanie połączenia terytorialnego
z państwem "siostrzanego" Zakonu Kawalerów Mieczowych w Inflantach
(dzisiejsza Łotwa i Estonia).W ten sposób władza wielkich mistrzów
zakonu krzyżackiego, od 1309 roku rezydujących już nie w Wenecji, ale w nowej stolicy - Malborku, rozciągałaby się nieprzerwanym pasmem
terytoriów od Odry po Estonię.
Oto bowiem na początku XV wieku, u szczytu swojej potęgi Krzyżacy
dokonali cennego zakupu. W 1402 roku za kwotę 63,2 tys. florenów
węgierskich zakupili z rąk Zygmunta Luksemburskiego - od 1387 roku króla
węgierskiego, potem zaś króla Niemiec i cesarza rzymskiego - Nową
Marchię. W wyniku wewnątrz-dynastycznych porozumień dostała się ona pod
zwierzchnictwo ciągle poszukującego gotówki Zygmunta (dość wspomnieć
oddanie Koronie Polskiej w zastaw miast spiskich).
Dzięki tej transakcji po raz pierwszy zetknęły się ze sobą dwie części
przyszłego państwa pruskiego - Brandenburgia i państwo zakonu
krzyżackiego. Na początku XV wieku znajdowały się one jednak w diametralnie odmiennej sytuacji wewnętrznej. Marchia Brandenburska po
wygaśnięciu dynastii askańskiej w 1320 roku coraz bardziej pogrążała się
w anarchii feudalnej uwarunkowanej postępującą erozją władzy margrabiów.
Najpierw, w 1324 roku, przypadła ona w udziale Wittelsbachom za sprawą
decyzji cesarza Ludwika Bawarskiego, który przekazał Marchię
Brandenburską we władanie swojemu małoletniemu synowi (też Ludwikowi).
Przez kolejne półwiecze Brandenburgia nie tylko doświadczyła faktycznej
emancypacji stanu rycerskiego spod władzy margrabiów (których de facto
nie było), ale poniosła znaczące straty terytorialne. Odpadły: Łużyce
(Górne i Dolne), Krosno Nadodrzańskie i Świebodzin oraz Marchia
Wkrzańska. Ostatecznie też Brandenburczycy musieli w tym czasie pożegnać
się z aspiracjami do rozciągnięcia zwierzchności lennej nad Pomorzem
Gdańskim. W starciu z rosnącymi w siłę Krzyżakami, od 1308 roku
panującymi w Gdańsku i Tczewie, nie mieli żadnych szans.
Jedynym wydarzeniem, które w pierwszej połowie XIV wieku odbiegało od
ciągu tych fatalnych dla pozycji Marchii Brandenburskiej w Rzeszy i wobec wschodnich sąsiadów wydarzeń, było opublikowanie w 1346 roku
Złotej Bulli. Formalnie potwierdzała ona status brandenburskich
margrabiów jako elektorów przy wyborach cesarza rzymskiego, a z drugiej
strony przesądzała o niepodzielności jej terytorium jako władztwa
elektoralnego.
Dokument, o którym mowa, został wydany przez cesarza Karola IV z dynastii Luksemburgów. W 1373 roku ród ten przejął władzę nad Marchią
Brandenburską. Dynastia ta nie traktowała jednak Brandenburgii jako
podstawy swojego znaczenia w obrębie Rzeszy, czy szerzej - w odniesieniu
do możliwości realizacji ambitnych planów politycznych dotyczących
Europy Środkowej. W ciągu niespełna czterdziestoletniego okresu rządów
Luksemburczyków w Brandenburgii jej terytorium ulegało dalszemu
uszczupleniu (por. transakcja z Krzyżakami w 1402 roku). Dla
Luksemburgów ważniejsze było to, co działo się w Czechach (rewolucja
husycka) lub nad Dunajem (perspektywa objęcia władzy nad ziemiami Korony
św. Stefana). Po roku 1410 trzeba było - co systematycznie robił Zygmunt
Luksemburski - występować jako adwokat Krzyżaków w ich sporze z państwem
jagiellońskim, który to spór w sensie militarnym zakończył się dla
zakonu katastrofą pod Grunwaldem.
Rzut oka na:
Stosunki prusko-krzyżackie:
Zakon krzyżacki po utracie swojego państwa w 1525 roku w wyniku
reformacji przetrwał w katolickich częściach Rzeszy. Gdy w 1701 roku
elektor brandenburski Fryderyk III Hohenzollern podjął dyplomatyczne
starania u innych władców Rzeszy, by uznali jego tytuł "króla w Prusach", zakon krzyżacki rozpoczął szeroko zakrojoną kontrakcję przeciw
"uzurpatorowi rządzącemu zakonnymi posiadłościami w Prusach". Dyplomacja
Fryderyka I kontratakowała, przypominając w finansowanych przez siebie
pamfletach o rozkładzie moralnym elit krzyżackich na początku XVI wieku.
Krzyżacy nie uznawali królewskiej tytulatury Hohenzollernów nawet po
tym, jak w 1787 roku uczyniła to Stolica Apostolska.
W XIX wieku w Prusach "zapomniano" Krzyżakom te protesty. Sygnał do
"krzyżackiego renesansu" dali romantycy i liberałowie reformatorzy. W 1803 roku na łamach "Berlinische Zeitung" ukazał się artykuł
dwudziestoletniego Maksa von Schenkendorfa, który po odwiedzinach w popadającym pod pruskimi rządami w ruinę Malborku (Marienburg) wzywał do
poszanowania rezydencji wielkich mistrzów. Domagał się "upamiętnienia
ojców", których dzieło "należy czcić, a nie niszczyć".
Zamek w Malborku, który dostał się po pierwszym rozbiorze Polski w granice Prus, służył po części jako koszary, a po części jako siedziba
manufaktury tkackiej. Na początku XIX wieku urządzono w nim wojskowe
magazyny. Wielkim zwolennikiem przywrócenia po 1815 roku Malborkowi jego
dawnej świetności był nadprezydent prowincji pruskiej Theodor von Schön
- należący do obozu pruskich reformatorów po 1806 roku, a w późniejszym
okresie jeden z ideologów wschodniopruskiego liberalizmu. Dzięki jego
inicjatywie pod kierunkiem Karla Friedricha Schinkla prowadzono w latach
1817-1834 pierwsze prace restauracyjne.
Schön pisał w 1842 roku do króla Prus Fryderyka Wilhelma IV: "W Marienburgu żyje całe Królestwo Prus". Odnowiony Malbork miał służyć
przede wszystkim upamiętnieniu chwały Krzyżaków i kreowanych na ich
sukcesorów - Prusaków. To dlatego z serii witraży zaprojektowanych przez
Karla Wilhelma Kolbego na wyraźne polecenie Schöna zniknęła bitwa pod
Grunwaldem. Pojawiło się natomiast inne wydarzenie z 1410 roku -
zwycięska obrona Malborka przed armią króla Władysława Jagiełły. Na
witrażu żołnierze polskiego króla mieli bez wyjątku orientalne rysy,
jakby kontyngent tatarski stanowił zasadniczą część wojsk
polsko-litewskich. Chodziło jednak o zaakcentowanie zasadniczego
przekazu ideowego: Krzyżacy i Prusacy są "forpocztą i bastionem
zachodniej cywilizacji, szturmowaną przez wschodnie hordy barbarzyńców".
Do tej poetyki nawiązywała opublikowana w 1862 roku praca Heinricha von
Treitschkego Das deutsche Ordensland Preussen. Autor - polityk
związany z ruchem liberalnym, a jednocześnie historyk, jeden z głównych
reprezentantów tzw. pruskiej szkoły historiograficznej - utrzymywał, że
sensem istnienia państwa krzyżackiego była obrona "niemieckiej kultury"
przed "słowiańskim barbarzyństwem". W tym przypadku - jak utrzymywał -
nie tylko chodziło o "wojnę kulturową", ale również o "walkę rasową",
bez której "nie można zrozumieć najbardziej wewnętrznej istoty pruskiego
państwa". Krzyżacy przy wszystkich swoich zasługach mieli jednak jeden
feler - swój katolicyzm. Był on, jak utrzymywał Treitschke, "najbardziej
utajonym zafałszowaniem państwa zakonnego".
Na początku XX wieku w Malborku uwielbiający wszelkiego typu
inscenizacje ostatni król Prus i cesarz niemiecki Wilhelm II urządzał
tam "krzyżackie uroczystości", gdzie wygłaszał płomienne mowy przeciw
"polskiej bucie". Po jednej z takich mów, wygłoszonej 5 czerwca 1902
roku, w której wezwał "do świętej wojny z polską bezczelnością i sarmacką butą", współpracę z Hohenzollernem jako jego nadworny malarz
zerwał Wojciech Kossak.
Według niektórych źródeł zniszczenia spowodowane na skutek szerzącej się
w XIV wieku anarchii feudalnej w Brandenburgii były tak wielkie, że w jej niektórych regionach (Marchia Wkrzańska, Nowa Marchia) aż 40%
dotychczas uprawianych gruntów leżało odłogiem. Choć nie należy
lekceważyć również wpływu "czarnej śmierci", która co prawda nie
uderzyła tu z taką mocą jak w Europie Zachodniej, ale szerzyła się także
w naszym regionie Starego Kontynentu.
Groziło to zaprzepaszczeniem dzieła kolonizacji wiejskiej i miejskiej, a ta przecież od drugiej połowy XII wieku - obok podbojów militarnych i stabilizacji organizacji kościelnej - była trzecim filarem, na których
wspierała się władza margrabiów brandenburskich nad świeżo
podporządkowanymi sobie ziemiami zachodniosłowiańskimi. Kolejni następcy
Albrechta Niedźwiedzia aktywnie wspierali akcję kolonizacyjną na wsi i proces lokacji miast.
W jednym i drugim przypadku kolonizacja odbywała się na "prawie
niemieckim", co nie oznaczało na przykład, że wszystkie nowe osady
wiejskie powstałe w XII i XIII wieku w Brandenburgii były tworzone tylko
i wyłącznie przez etnicznych Niemców. Należy zresztą zauważyć, że w odniesieniu do średniowiecznych realiów to ostatnie określenie jest
wysoce nieprecyzyjne, by nie powiedzieć - ahistoryczne. Raczej należy
mówić o osadnikach dolnosaksońskich, tj. wywodzących się z Dolnej
Saksonii (północne Niemcy), skąd w większości pochodzili uczestnicy
trwającej od XII wieku w Brandenburgii akcji kolonizacyjnej.
Jak wskazują badacze tego procesu, wśród mieszkańców nowo lokowanych wsi
nie brakowało rodzimych, słowiańskich mieszkańców zasiedlanych ziem.
Uczestniczyli również w procesie reorganizacji (scalania) dotychczas
istniejących osad6. Miało to oczywiście swoje konsekwencje -
rozłożone na setki lat - w zakresie przebudowy etnicznej ziem między
Łabą a Odrą. Należy się jednak zgodzić, że nie można tutaj mówić o jakieś celowej, świadomie rozłożonej na etapy "czystce etnicznej" avant
la lettre, czy tym bardziej ludobójczej polityce zmierzającej do
uczynienia z tych ziem "wielkiego cmentarzyska Słowian". W tym ostatnim
przypadku potrzebne były totalitarna ideologia i wyposażone w odpowiednie instrumenty (chociażby infrastrukturę komunikacyjną) państwo
totalitarne. Tego w średniowieczu, rzecz jasna, nie było.
Akcji kolonizacyjnej pod patronatem brandenburskich margrabiów sprzyjała
również słaba gęstość zaludnienia na połabszczyźnie. Ziemie zachodnich
Słowian, choć nie były "etnicznie wyczyszczane" przez wszechwładne
państwo, to jednak systematycznie stawały się coraz bardziej niemieckie.
Jak już zaznaczono, był to proces rozłożony na stulecia i trzeba było
impulsu w postaci protestanckiej reformacji, aby uległ on dalszemu
przyspieszeniu. Nie do przecenienia był wpływ, jaki odegrało
"unarodowienie" Kościoła w Brandenburgii, której władcy ostatecznie
przystąpili do obozu protestanckiego.
Częścią procesu kolonizacyjnego były również lokacje miast. W XIII wieku
nastąpiło m.in. nadanie praw miejskich Berlinowi-Cölln, usadowionemu
między istniejącymi już grodami Spandau i Kopanica (władcą tego
ostatniego był wspomniany Jaksa, nieskutecznie walczący z Albrechtem
Niedźwiedziem o Brennę). Stolica (a właściwie stolice, jeśli oddzielnie
traktować Berlin i Cölln) Brandenburgii, a później Prus i Niemiec,
otrzymała prawa miejskie w latach 1237-1244 r.
W okresie swojej świetności państwo zakonu krzyżackiego było wyjątkiem w feudalnej Europie, która w sensie ustrojowym nie znała scentralizowanej
formy administracji państwowej. Pod tym względem organizm państwowy
stworzony przez Krzyżaków między Wisłą a Niemnem był przypadkiem
szczególnym. Na czele państwa stał wielki mistrz dożywotnio wybierany na
ten urząd przez kapitułę generalną zakonu, obradującą w Malborku
(składała się z mistrzów krajowych stojących na czele lokalnych
odgałęzień zakonu).
Wielki mistrz sprawował władzę, opierając się na grupie najwyższych
dostojników zakonu, na czele z wielkim komturem, wielkim marszałkiem,
wielkim szatnym, wielkim szpitalnikiem oraz wielkim podskarbim.
Dostojnicy ci byli jednocześnie lokalnymi komturami (na przykład wielki
marszałek był jednocześnie komturem królewieckim, a wielki szpitalnik
był komturem elbląskim). Komturie zarządzane przez podporządkowanych
wielkiemu mistrzowi komturów były podstawowymi jednostkami podziału
administracyjnego zakonnego państwa. Ponieważ mówimy tutaj o zakonie
rycerskim, cała struktura administracyjna tego państwa miała służyć nie
tylko zabezpieczeniu władztwa terytorialnego, ale również istnieniu
sprawnej struktury wojskowej.
Urzędy w zakonie krzyżackim (podobnie jak w innych rycerskich i nierycerskich zakonach) nie były dziedziczone, tylko obieralne. Państwem
zakonnym zarządzała więc grupa ludzi, która nie zawdzięczała swoich
stanowisk prostemu dziedziczeniu. Dodatkowo zaś należy pamiętać, że ta
elita władzy złożona z zakonnych braci, którzy mogli pełnić wymienione
kluczowe urzędy, była bardzo ograniczona liczebnie. Szacuje się, że na
początku XV wieku nie przekraczała ona tysiąca osób w całym państwie
zakonnym7.
Zupełnie wyjątkowa była również struktura własnościowa w tym państwie.
Do końca istnienia - tj. do pierwszej połowy XVI wieku - w Prusach
największym właścicielem państwa krzyżackiego był zakon, czyli w tamtych
realiach państwo. Pokaźne władztwo należało również do lokalnego
Kościoła, czyli biskupstw: sambijskiego, pomezańskiego, warmińskiego i chełmińskiego. Posiadłości rycerskie w przeważającej części należały do
napływowych (z krajów niemieckich) przedstawicieli tego stanu.
Zorganizowana przez Krzyżaków akcja kolonizacyjna na wsi oraz lokacje
miast, podobnie jak w Brandenburgii, miały konsekwencje w postaci
stopniowej przebudowy etnicznej ziem zamieszkanych przez rdzennych
mieszkańców (w tym przypadku przez plemiona pruskie). Czy ta długa
perspektywa czasowa oznaczała, że gdy jest mowa o krwawym podboju ziem
Prusów przez zakon, mówimy jedynie o "czarnej legendzie"? Raczej nie,
choć trzeba pamiętać, że podbój ten - bezwzględny i brutalny - nie miał
charakteru ludobójczego. Z drugiej jednak strony nie można zaprzeczyć,
że bez przybycia Krzyżaków i zorganizowania przez nich mocno
scentralizowanego państwa, proces niemczenia tych ziem by nie nastąpił.
Podobnie jak w Brandenburgii, również tutaj zwycięstwo reformacji
znacznie go przyspieszyło.
Przedstawiony tutaj w zarysie model zarządzania państwem zakonnym
zdecydowanie odbiegał od tego, co w tym samym czasie (tj. na przełomie
XIV i XV wieku) ukształtowało się w Brandenburgii. Upadek władzy
centralnej po wymarciu Askańczyków skutkował tam wyemancypowaniem się
stanów, przede wszystkim zaś stanu rycerskiego (szlacheckiego). Będzie
to miało swoje konsekwencje dla przyszłości państwa pruskiego, zwłaszcza
jeśli się zważy, że podobny proces emancypowania się stanów w państwie
zakonnym w połowie XV wieku będzie bezpośrednio związany z postępującą
erozją pozycji Malborka po grunwaldzkiej katastrofie.
XV wiek - feudałowie i rycerze zakonni
XV wiek - feudałowie i rycerze zakonni
Pięćsetlecie objęcia władzy w Brandenburgii przez Hohenzollernów
przypadło na drugi rok Wielkiej Wojny. Siłą rzeczy ten okrągły
jubileusz, który w warunkach pokojowych z pewnością wypadłby bardziej
okazale (uwielbiający pompatyczne uroczystości cesarz niemiecki i król
Prus Wilhelm II z pewnością by o to zadbał), przyćmiły wydarzenia
wojenne. Ale przecież nie pozostał niezauważony.
Pruski generał piechoty, zdobywca Antwerpii i Modlina Hans von Beseler w październiku 1915 roku - a więc ledwie parę tygodni po objęciu
kierownictwa nad warszawskim Generalnym Gubernatorstwem - pisał do żony
o dobrodziejstwach, które spłynęły na Brandenburgię z chwilą przybycia
nad Sprewę i Hawelę pierwszych Hohenzollernów. Dzięki nim w "tym
zaniedbanym kraju [Brandenburgii - G.K.], stojącym jeszcze przed swoim
rozwojem kulturowym", doszło do "wspaniałej przemiany". To
Hohenzollernowie sprawili, że z biegiem czasu Brandenburgia -
"zaniedbany kraj" - przedzierzgnęła się w "toczące wielkie bitwy
dzisiejsze Niemcy". "Czy byśmy do tego doszli, gdyby przywództwo w Niemczech objęli Wettynowie lub Wittelsbachowie? Nie sądzę! Nawet jeśli
dynastyczną legendą jest to, że wszyscy Hohenzollernowie byli wielcy, to
możemy im być wdzięczni za to, że ci wielcy pojawili się we właściwym
czasie"8.
Postawiony na czele niemieckiego sektora okupacyjnego w Kongresówce
pruski generał piechoty czuł się zresztą jak pierwsi Hohenzollernowie,
którzy przybyli do "zaniedbanej" Brandenburgii. Tak jak oni, musiał
"wszystko organizować" i zmagać się z "wieloletnimi zapóźnieniami
cywilizacyjnymi". Pozostawiając na boku osobiste ambicje i idiosynkrazje
Beselera, należy przyznać, że objęcie władzy przez Hohenzollernów w Brandenburgii w 1415 roku było trzecim w odstępie trzydziestu lat
wydarzeniem, które miały dalekosiężne skutki dla Brandenburgii oraz
państwa krzyżackiego. Pierwszym z nich było zawarcie w 1385 roku unii
polsko-litewskiej, która zapoczątkowała, używając dwudziestowiecznego
języka, geopolityczną rewolucję w Europie Środkowej i Wschodniej. Drugim
było zwycięstwo polsko-litewskie pod Grunwaldem, które ostatecznie
złamało potęgę Krzyżaków i potwierdziło mocarstwowy status monarchii
jagiellońskiej. Trzecim było przybycie Hohenzollernów do Brandenburgii.
Rozdział II. Hohenzollernowie w Brandenburgii. Koniec potęgi Państwa Krzyżackiego
Rozdział II
Hohenzollernowie w Brandenburgii.
Koniec potęgi Państwa Krzyżackiego
Dynastia, która przez kolejne stulecia miała być związana z brandenburskim elektoratem i Księstwem Pruskim (w tym ostatnim przypadku
od początku XVI wieku), wywodziła się ze Szwabii. Pierwsze wzmianki o przedstawicielach rodu "von Zolorin" pojawiają się w źródłach w XI
wieku. Na początku XIII wieku Hohenzollernowie związali się z Frankonią,
obejmując urząd burgrabiego norymberskiego. W połowie tego stulecia
doszło do podziału rodu na dwie linie: szwabską i frankońską. W 1248
roku przedstawiciele tej ostatniej władali Bayreuth, a następnie
Ansbach. Nieprzerwanie też dzierżyli urząd burgrabiego
Norymbergi9.
Jeden z nich, Fryderyk VI, już w 1411 roku dostał od Zygmunta
Luksemburskiego przyrzeczenie objęcia władzy w Marchii Brandenburskiej.
Jak wiemy, brak gotówki już wcześniej skłonił Zygmunta do sprzedaży
Krzyżakom Nowej Marchii (1402). Tym razem chodziło o odwdzięczenie się
Hohenzollernowi za finansowe wsparcie uwieńczonych sukcesem starań
Luksemburczyka o koronę niemiecką. Śladem tej mało heroicznej genezy
władztwa Hohenzollernów nad Brandenburgią był fakt, że początkowo
przyznano burgrabiemu norymberskiemu marchię jako zastaw za sto tysięcy
guldenów.
Oficjalnie Fryderyk VI jako Fryderyk I - margrabia, elektor
brandenburski i arcykomornik Rzeszy - objął władzę nad Sprewą 30
kwietnia 1415 roku. Hołd wszystkich stanów marchii złożony nowemu władcy
odbył się w Berlinie 21 października 1415 roku. Natomiast uroczysta
ceremonia nadania brandenburskiego lenna przez cesarza Zygmunta
Luksemburskiego miała miejsce w Konstancji 18 kwietnia 1417 roku.
Nie było cienia przesady w określaniu Brandenburgii mianem "zaniedbanego
kraju" w momencie przybycia tam Hohenzollernów. Trwające niemal sto lat
(od wygaśnięcia dynastii askańskiej w 1320 roku) osłabienie, a często
brak władzy centralnej miały znaczące konsekwencje. O emancypacji
rycerstwa, przeradzającej się w feudalną anarchię - była już mowa. Temu
towarzyszyła, jak wiemy, zapaść gospodarcza widoczna przede wszystkim w marchijskim rolnictwie. Namacalnym wyrazem tego ogólnego "zaniedbania"
były straty terytorialne, które ponosiła Brandenburgia na przełomie XIV
i XV wieku. Nowa Marchia nie była przecież jedynym utraconym terytorium.
Pierwsze dekady rządów brandenburskich Hohenzollernów poświęcone były
konsolidacji władzy elektorskiej oraz rewindykacjom terytorialnym. Na
obu tych polach nowi władcy osiągnęli wymierne sukcesy. W momencie
przejmowania władzy w brandenburskim elektoracie obszar marchii wynosił
ok. 23 tysięcy kilometrów kwadratowych. W 1499 roku wzrósł on do 36
tysięcy kilometrów kwadratowych. Z pewnością największym sukcesem
pierwszych brandenburskich Hohenzollernów było wykupienie w 1455 roku
Nowej Marchii z rąk Krzyżaków. Do tego kluczowego nabytku, bo
pozwalającego myśleć brandenburskim elektorom o wznowieniu ekspansji w kierunku Księstwa Pomorskiego (dzisiejsze Pomorze Zachodnie i Środkowe)
rządzonego przez Gryfitów, należy dodać uzyskane w 1482 roku: Krosno
Odrzańskie, Sulechów i Lubsko. Był to zastaw przejęty przez
brandenburskich Hohenzollernów na mocy układu zawartego z piastowskim
księciem Żagania, Janem.
Na tym nie kończyła się lista zakupów dokonywanych przez Hohenzollernów.
Już w latach czterdziestych XV wieku zakupili oni lenna: Cottbus,
Peitz, Teupitz, Barwalde (Barwice) i Gr. Lübben. W 1490 roku dokupili
jeszcze położone w pobliżu Berlina władztwo Zossen. Nie ogniem i mieczem, a nawet nie sakiewką i mieczem, a samą sakiewką dokonywał się
rozrost terytorialny Brandenburgii pod rządami pierwszych
Hohenzollernów. Należy podkreślić, że było to dzieło całej dynastii,
sakiewkę bowiem napełniali frankońscy Hohenzollernowie. Czerpali oni
duże dochody ze swoich władztw w Ansbach, Bayreuth i Kulmbach, gdzie
istniało o wiele bardziej dochodowe niż w Brandenburgii rolnictwo
(oparte przede wszystkim na rencie pieniężnej), rozwinięte miasta i -
last but not least - sprawna administracja fiskalna.
Sama sakiewka nie wystarczyła jednak do wypełnienia innego pilnego
zadania - ukrócenia anarchii feudalnej. Tutaj potrzebny był miecz. Zaraz
na początku swoich rządów w Brandenburgii, jeszcze przed oficjalnym
nadaniem lenna, Fryderyk I zderzył się z opozycją brandenburskich
feudałów. Toczona w latach 1412-1413 wojna przeciw wewnętrznej opozycji
(skoncentrowanej w tzw. Starej Marchii oraz w Prignitz) zakończyła się
sukcesem Fryderyka I. Również w tym przypadku nieocenione okazały się
posiłki - tym razem zbrojne - z Frankonii.
Kolejną przeszkodą na drodze do wzmocnienia władzy elektorskiej była
samodzielność stanu mieszczańskiego. Miasta brandenburskie wykorzystały
okres osłabienia władzy centralnej do uzyskania faktycznej autonomii,
czemu sprzyjało zawiązywanie przez nie wewnętrznych porozumień oraz
układów z innymi związkami miast na obszarze Rzeszy, z potężną Hanzą na
czele. W połowie XV wieku ten okres politycznej samodzielności
marchijskich miast należał już do przeszłości. Przełomowym i spektakularnym przykładem podporządkowywania sobie miast przez
brandenburskich Hohenzollernów był Berlin, a właściwie dwumiasto
Berlin-Cölln.
W 1442 roku elektor Fryderyk II wykorzystał spór władz miasta, dziesięć
lat wcześniej połączonego, z cechami. Wystąpił jako arbiter, zarządzając
powrót do rozbicia stolicy na dwa miasta: Berlin i Cölln. Spór toczył
się do 1448 roku, gdy ostatecznie władze Berlina podporządkowały się
woli elektora. Widomym znakiem, ale i gwarancją trwałości władzy
elektorskiej było wybudowanie w 1451 roku pierwszego zamku władców
brandenburskich w berlińskiej stolicy.
Jedynym stanem, który bez zastrzeżeń przyjął w Brandenburgii nowych
władców z Frankonii, było duchowieństwo. Biskupi z Brandenburga, Lubusza
i Havelbergu bez oporów uznali władzę Hohenzollernów, ciesząc się i tak
licznymi przywilejami (np. immunitetem sądowym), które pochodziły
jeszcze z czasów rządów dynastii askańskiej. Nowi władcy nie zamierzali
jednak tolerować aż tak daleko posuniętej autonomii stanu duchownego. W 1447 roku elektor brandenburski uzyskał od papieża Mikołaja V prawo
nominacji biskupich na swoim terytorium (zatwierdzał je papież). Przy
tej okazji ograniczono kompetencje sądów duchownych, wyłączając spod ich
jurysdykcji sprawy dotyczące poddanych elektora sądzonych w procesach
cywilnych i karnych.
Trwałości władztwa Hohenzollernów w Brandenburgii służyły również
wewnątrzdynastyczne ustalenia, które miały zapobiec ewentualnym
konfliktom wokół kwestii dziedziczenia władzy w Brandenburgii oraz w posiadłościach frankońskich. Ostatnim elektorem brandenburskim, który
sprawował jednocześnie władzę w Marchii i we Frankonii, był Albrecht
Achilles (okres panowania 1470-1486). Na mocy specjalnej dyspozycji
(Dispositio Achillea) z 1473 roku dokonał faktycznego podziału
władztwa Hohenzollernów na dwie linie: elektorską (brandenburską) oraz
ansbachską (młodszą). Oznaczało to, że po śmierci Albrechta jego
najstarszy syn Jan miał objąć władzę w elektoracie brandenburskim,
średni Fryderyk (jako Fryderyk III Stary) przejąć Ansbach i Bayreuth, a najmłodszy Zygmunt panować w Kulmbach10.
Sukcesy polityki "sakiewki i miecza" pierwszych brandenburskich
Hohenzollernów nie byłyby możliwe bez mądrej polityki zagranicznej
elektorów. Jej roztropność polegała na utrzymaniu poprawnych relacji z dwoma potężnymi sąsiadami - od wschodu z monarchią jagiellońską, od
zachodu z Rzeszą. Hohenzollernowie przybywali do Brandenburgii w momencie, gdy Korona Polska złączona unią personalną z Wielkim Księstwem
Litewskim po rozgromieniu Krzyżaków pod Grunwaldem stawała się
pierwszorzędnym graczem w Europie Środkowej. Tego faktu nowi władcy
Brandenburgii nie lekceważyli. Pamiętano zresztą w Berlinie, że w 1402
roku Zygmunt Luksemburski pierwotnie rozważał sprzedaż Nowej Marchii
właśnie królowi polskiemu.
Starano się więc unikać jakichkolwiek zadrażnień z Polską, a nawet
doprowadzić do zacieśnienia relacji z Krakowem. Wyrazem tych dążeń były
plany zawarcia związków dynastycznych między Hohenzollernami a Jagiellonami. Pierwszą próbą był projekt małżeństwa syna elektorskiego,
późniejszego elektora Fryderyka II, z Jadwigą, córką króla Władysława
Jagiełły. Kurprinz (następca elektora) przebywał nawet przez jakiś czas
na krakowskim dworze. Ostatecznie z matrymonialnego projektu nic nie
wyszło. Jednak plany zawiązania dynastycznej koligacji między
Hohenzollernami a Jagiellonami nie zostały zarzucone.
Rzut oka na:
Panowanie bohaterów "Iliady" i Rzymian w Marchii Brandenburskiej
Czterech elektorów brandenburskich z dynastii Hohenzollernów panujących
w stuleciu między 1471 a 1571 rokiem nosiło przydomki nawiązujące do
bohaterów wojny trojańskiej i rzymskiej historii. Byli więc: Albrecht
Achilles (1471-1486), Johann Cicero (1486-1499), Joachim I Nestor
(1499-1535) oraz Joachim II Hektor (1535-1571). Żadna dynastia
europejska takiego natężenia "bohaterskich" przydomków nie miała. To
przede wszystkim zasługa nadwornych historyków Domu Hohenzollernów w XVI
wieku, którzy w ten sposób chcieli zwiększyć prestiż dynastii panującej
w Berlinie. Elektor Albrecht z racji rycerskich cnót nazwany został
Achillesem, a jego syn Johann z racji swej biegłości w łacinie znany był
jako Cicero Germanicus.
Elektorowi Joachimowi I przypisywano dar udzielania roztropnych rad na
podobieństwo króla Pylos Nestora z Iliady. Z kolei Joachim II miał się
odznaczać siłą fizyczną, ale jako dowódca wojskowy (np. w czasie wypraw
u boku Habsburgów przeciw Turkom w latach 1541-1542) nawet nie zbliżył
się do mężnego dowódcy Trojan.
Czternastego maja 1479 roku młodszy syn elektora Albrechta Achillesa,
dziewiętnastoletni Fryderyk - władca na Ansbach i Bayreuth (a więc z linii frankońskiej), poślubił piętnastoletnią córkę króla Polski i wielkiego księcia litewskiego Kazimierza Jagiellończyka, Zofię. W ten
sposób Hohenzollernowie wiązali się z najpotężniejszą wówczas dynastią w Europie Środkowej, której przedstawiciele rządzili państwami w trójmorzu, między Bałtykiem, Morzem Czarnym a Adriatykiem.
Małżeństwo Zofii i Fryderyka doczekało się osiemnaściorga dzieci.
Dziewiątym z kolei był urodzony 17 maja 1490 roku Albrecht - późniejszy
ostatni (jak się okazało) wielki mistrz zakonu krzyżackiego w Prusach
oraz pierwszy książę pruski; siostrzeniec kolejnych Jagiellonów
panujących na tronie polskim: Jana Olbrachta, Aleksandra i Zygmunta I Starego.
Poprawne relacje utrzymywali brandenburscy Hohenzollernowie również z kolejnymi cesarzami rzymskimi z dynastii luksemburskiej oraz
habsburskiej. Tych pierwszych wspierali politycznie i zbrojnie w walce z husytami. W 1431 roku elektor Fryderyk I dowodził armią Rzeszy podczas
kolejnej (nieudanej) wyprawy przeciw zwolennikom czeskiego reformatora.
Gdy siedem lat później rozpoczęła się w Rzeszy era władców z dynastii
Habsburgów, Hohenzollernowie podtrzymali dotychczasowy kurs polityczny
obliczony na unikanie konfliktów z cesarzami11. Jako
elektorowie brandenburscy należeli do elity Rzeszy. Dodatkowo zaś
rozsianie rodowych posiadłości od Odry po Ren (Brandenburgia, Frankonia,
Szwabia) czyniło priorytetem utrzymywanie poprawnych relacji z kolejnymi
panującymi dynastiami. Tym bardziej że czas grał na ich korzyść.
Tym bowiem, co charakteryzowało Rzeszę (innymi słowy: Święte Cesarstwo
Rzymskie Narodu Niemieckiego) pod koniec średniowiecza, był proces
"nasilającej się terytorializacji, czyli przekształcania się władzy
złożonej z mnogości uprawnień władczych nad osobami w jednolitą władzę
nad konkretnym obszarem". W praktyce oznaczało to, że pod koniec XV
wieku Rzesza, która nigdy nie była jednolitym organizmem, coraz bardziej
stawała się "związkiem osób, skomplikowanym i ułożonym hierarchicznie
systemem złożonym z osób i korporacji, na czele którego stał cesarz
nadawający całości symboliczną jedność i prawomocność"12. W tym systemie "osób i korporacji" połączonych siecią powiązań i zależności lennych oraz przynależnością do wspólnych instytucji (takich
jak Reichstag) pozycja brandenburskich elektorów w związku z sukcesami
Hohenzollernów w polityce wewnętrznej i zagranicznej systematycznie
rosła. Co jeszcze ważniejsze, aż do początku XVI wieku odbywało się to
właściwie bez prowadzenia kosztownych i ryzykownych wojen.
Gdy w Brandenburgii następowała systematyczna konsolidacja władzy
elektorskiej i nowi władcy systematycznie powiększali terytorium
Marchii, państwo krzyżackie wchodziło w chroniczny kryzys. Klęska
Krzyżaków pod Grunwaldem, choć nie przyniosła bezpośrednich strat
terytorialnych (Pomorze Gdańskie na mocy pierwszego pokoju toruńskiego z 1411 roku pozostało przy zakonie), to jednak - mówiąc współczesnym
językiem - podcięła im perspektywy rozwojowe. Przede wszystkim otworzyła
w państwie między Wisłą a Pregołą trwającą niemal sto lat epokę kryzysu,
którą można określić załamaniem się legitymizacji wewnętrznej zakonu
krzyżackiego na tych ziemiach. I to w podwójnym sensie - w oczach swoich
własnych poddanych oraz, co okazało się decydujące, w podejściu samych
braci zakonnych do kontynuowania swojej misji jako katolickiego,
uznającego zwierzchność papieża i cesarza rzymskiego zakonu rycerskiego.
Pierwszą odsłonę tego kryzysu można określić jako dążenie stanów państwa
zakonnego (przede wszystkim rycerstwa i mieszczan) do emancypacji spod
słabnącej po 1410 roku władzy wielkich mistrzów. Malbork coraz bardziej
potrzebował pieniędzy na prowadzenie kosztownych i regularnie
przegrywanych wojen z państwem jagiellońskim. To zaś oznaczało
konieczność coraz głębszego sięgania do sakiewek rycerstwa i mieszkańców
pruskich miast. Podobnie jak Hohenzollernowie brandenburscy, również
Krzyżacy prowadzili w pierwszej połowie XV wieku politykę "miecza i sakiewki". Ale w odróżnieniu od brandenburskich elektorów zarówno
"miecz" (tj. wojny z Polską i Litwą), jak i "sakiewka" (dochody państwa)
nie zapewniały wzrostu potęgi zakonu, jego władzy centralnej, ale wręcz
odwrotnie - jeszcze bardziej przyczyniały się do osłabienia państwa. Gdy
Hohenzollernowie brandenburscy konsolidowali swoją władzę, łamiąc opór
stanów, Krzyżacy musieli stawiać czoło konsolidującej się opozycji
stanowej. Elektorowie wzmacniali się w XV wieku, dbając o możliwie
poprawne relacje z Koroną Polską. Krzyżacy w tym czasie szukali swojej
pomyślności w eskalowaniu napięć z Krakowem.
Pierwszym sygnałem wzrastającego oporu stanów pruskich przeciw
obciążeniom podatkowym było powstanie w 1397 roku złożonego z rycerstwa
Związku Jaszczurczego. Po grunwaldzkiej klęsce zakonu szeregi stanowej
opozycji protestującej przeciw ciągłemu zwiększaniu obciążeń podatkowych
zasilili mieszczanie. Pozycję miast państwa zakonnego (takich jak Gdańsk
czy Elbląg) wzmacniała jeszcze przynależność do potężnego ciągle (choć
mającego apogeum swojego znaczenia już za sobą) związku hanzeatyckiego.
W 1440 roku największe miasta państwa krzyżackiego skupiły się w Związku
Pruskim. Inicjatorami powstania tej organizacji byli mieszczanie, ale
nie tylko oni zostali jej członkami. Do Związku Pruskiego wstępowali
również przedstawiciele miejscowego rycerstwa (szlachty). Związek już w momencie swojego powstania domagał się współudziału w rządzeniu państwem
poprzez powołanie do życia politycznej reprezentacji stanowej - Rady
Krajowej (Landesrat) - która miała się składać z dwóch izb, osobno dla
rycerstwa (szlachty) i mieszczan.
Od początku też Związek Pruski widział w Koronie Polskiej, a mówiąc
precyzyjniej - w królu Polski - sprzymierzeńca i patrona. Przecież
krótko po Grunwaldzie pruskie stany w oczekiwaniu na rychłe zdobycie
Malborka przez zwycięskie wojska króla Władysława Jagiełły złożyły hołd
polskiemu władcy. Pokój toruński z 1411 roku co prawda unieważnił ten
akt, ale pamięć o nim pozostała.
Słabnący zakon próbował walczyć z opozycją stanową. W 1449 roku
Krzyżacy uzyskali dekret rozwiązujący Radę Krajową (Radę Pruską), która
jednak kontynuowała swoją działalność, tyle że nielegalnie. Ponadto nie
ustawał ucisk fiskalny ze strony państwa zakonnego. Szczególnie dotkliwe
dla mieszczan było tzw. cło funtowe (Pfundzoll) nakładane w Gdańsku.
W 1454 roku delegacja Związku Pruskiego udała się do Krakowa, gdzie
ponowiła hołd z 1410 roku, oddając się pod opiekę króla polskiego. W odpowiedzi Kazimierz Jagiellończyk 6 marca 1454 roku wydał akt
inkorporujący ziemie pruskie (tj. cały obszar państwa zakonnego) do
Korony Polskiej. Opieki i zwierzchności króla polskiego, co należy
podkreślić, poszukiwali mieszczanie i szlachta, która w sensie
pochodzenia etnicznego była niemiecka. Jednak najważniejsza była
ustrojowa atrakcyjność Korony Polskiej, w której prawa stanów (zwłaszcza
stanu szlacheckiego) były systematycznie rozszerzane. Nieprzypadkowo
dokument inkorporacyjny przewidywał, że stany pruskie w obrębie Korony
Polskiej cieszyć się będą tymi samymi przywilejami jak polskie stany,
zachowując jednocześnie wszystkie swoje dotychczasowe prawa. Polski
władca jednocześnie obiecywał, że wszystkie urzędy w inkorporowanych do
Korony ziemiach będą sprawowane tylko przez krajowców. Natomiast
wszystkie najważniejsze sprawy dotyczące tych ziem miały być
rozstrzygane przez krajowe zgromadzenie stanowe. Kazimierz Jagiellończyk
zgodził się nawet na prawo ziem pruskich do bicia własnej monety w Gdańsku i Toruniu13.
Wojna trzynastoletnia (1454-1466) Korony Polskiej z Krzyżakami nie
zakończyła się pełnym zwycięstwem Polski. Nie udało się wcielić -
zgodnie z aktem inkorporacyjnym - całości państwa zakonnego. Do Korony
powracało jednak Pomorze Gdańskie z jego najważniejszym portem oraz
ziemie chełmińska i michałowska. Dodatkowo zostało przyłączone do Polski
biskupstwo warmińskie oraz dotychczasowa stolica państwa krzyżackiego -
Malbork. To były Prusy Królewskie, które terytorialnie oraz ustrojowo
stały się częścią monarchii jagiellońskiej. Pozostałe obszary państwa
krzyżackiego pozostały pod władzą wielkiego mistrza, który po utracie
Malborka przeniósł swoją stolicę do Królewca. Warto wspomnieć o jeszcze
jednej stracie terytorialnej poniesionej pośrednio na skutek wojny z Polską. Mowa o Nowej Marchii, którą w poszukiwaniu gotówki Krzyżacy
musieli odsprzedać Brandenburgii w 1455 roku.
Drugi pokój toruński z 1466 roku określił nowy przebieg granicy między
Koroną a państwem krzyżackim. Przewidywał ponadto, że każdy wielki
mistrz po swoim wyborze będzie zobowiązany złożyć przysięgę wierności
królowi Polski, co w praktyce oznaczało nawiązanie stosunku lennego z Koroną. Ponieważ pokój kończący wojnę trzynastoletnią nie był
zatwierdzony przez papieża ani przez cesarza, Krzyżacy wykorzystywali
ten fakt, usiłując doprowadzić do jego rewizji. Zaczęli od sabotowania
zaciągniętego w 1466 roku zobowiązania do składania przysięgi wierności
kolejnym władcom polskim.
Pod koniec XV wieku w czasie panowania na tronie polskim króla Jana
Olbrachta (1492-1501) pojawiła się na dworze polskim sugestia
przeniesienia Krzyżaków znad Pregoły nad Dniestr, na Podole, gdzie
mogliby się bardziej wykazać biegłością w sztuce rycerskiej i umiłowaniem Kościoła, chroniąc południowo-wschodnie Kresy przed Turkami
i Tatarami. Gotowości do takich poświęceń w zakonie jednak nie było.
Nikt tam nie chciał występować w roli antemurale christianitatis
(zwłaszcza antemurale Poloniae), co swoją drogą było przejawem
poważniejszego kryzysu duchowej tożsamości, który już wtedy mocno
infekował zakon.
Gdy Turcy nie tylko mocno stanęli nad Dniestrem (podporządkowując sobie
Wołoszczyznę i Mołdawię), ale również regularnie penetrowali pod koniec
XV wieku południową Italię, Krzyżacy, odrzucając jakąkolwiek myśl o zaangażowaniu się w obronę christianitas z mieczem w ręku (co było
przecież rdzeniem etosu zakonów rycerskich od początku ich istnienia),
ostatecznie przypieczętowali swój los. Nie powtórzyli historii
joannitów, którzy bohatersko broniąc Rodos, a potem Malty przed
muzułmanami, uratowali swoje istnienie. Uratowali je, bo zachowali
pierwotne powołanie jako "rycerzy w habitach".
Krzyżacy skoncentrowali zaś pod koniec XV wieku swoje wysiłki na
utrzymaniu swojej władzy nad Pregołą, a w dalszej perspektywie odebraniu
Polsce utraconych w 1466 roku ziem. Stąd pomysł, by wybrać na urząd
wielkiego mistrza przedstawiciela niemieckiego rodu książęcego, co
pozwoliłoby szukać poparcia przeciw Polsce w Rzeszy. Takie było tło
wyboru w 1498 roku saskiego księcia Fryderyka z rodu Wettynów. Aż do
swojej śmierci w 1510 roku odmawiał on złożenia przysięgi wierności
królom Polski. Sprzyjały temu częste zmiany na tronie polskim (między
1501 a 1506 rokiem zasiadało na nim aż trzech władców) oraz wojna Litwy
z Moskwą.
Rozdział III. Przełom Reformacyjny nad Sprewą i Pregołą. Znika Państwo Krzyżackie, powstaje Księstwo Pruskie
Rozdział III
Przełom Reformacyjny nad Sprewą i Pregołą. Znika Państwo Krzyżackie,
powstaje Księstwo Pruskie
Czy można traktować wybór Albrechta Hohenzollerna na wielkiego mistrza
krzyżackiego jako "otwarcie drogi do królewsko-cesarskiej zawrotnej
kariery swego domu"?14 Jeśli uznać, że początkiem drogi do
stworzenia jednolitego państwa pruskiego, którego rdzeń stanowiły
elektorat brandenburski i Księstwo Pruskie, było skupienie tych dwóch
organizmów państwowych w ręku jednej dynastii, to taką opinię trudno
uznać za przesadzoną. Po raz pierwszy właśnie w 1511 roku
przedstawiciele jednej dynastii rządzili zarówno w Berlinie, jak i w Królewcu. Jak wiadomo urząd wielkiego mistrza krzyżackiego był
obieralny, nie dziedziczny. Sytuacja ta mogła więc wydawać się
tymczasowa. Wszystko jednak zmieni sekularyzacja zakonu krzyżackiego w Prusach na skutek przyjęcia przez wielkiego mistrza Albrechta i całą
elitę zakonną nad Pregołą reformacji protestanckiej. To otworzyło przed
Albrechtem perspektywę ustanowienia tam swojej władzy dziedzicznej na
podobieństwo tej, którą sprawowali w Brandenburgii jego kuzyni z linii
elektorskiej.
Wybór Albrechta Hohenzollerna na urząd wielkiego mistrza zakonu
krzyżackiego był kontynuacją linii politycznej zapoczątkowanej wyborem w 1498 roku na ten sam urząd księcia saskiego Fryderyka. W osobie
Albrechta władzę w Królewcu obejmował reprezentant rodu, którego pozycja
w Rzeszy na początku XVI wieku systematycznie rosła. Dość powiedzieć, że
w 1514 roku w gronie siedmiu elektorów wybierających cesarza rzymskiego
aż dwa miejsca przypadały Hohenzollernom. Jedno z tytułu posiadania
elektoratu brandenburskiego (złączonego z urzędem arcykomornika Rzeszy),
drugie zaś było związane z nominacją Albrechta Hohenzollerna (brata
elektora Joachima I, nie mylić z wielkim mistrzem krzyżackim) na godność
arcybiskupa Moguncji. Każdorazowo ta kościelna godność związana była z przywilejem zasiadania w elektorskim kolegium oraz sprawowaniem urzędu
arcykanclerza Rzeszy. W 1518 roku arcybiskup Albrecht Hohenzollern
otrzymał kapelusz kardynalski. Jak widać, wpływy Hohenzollernów sięgały
daleko poza obręb Rzeszy.
Podczas cesarskiej elekcji, która w 1519 roku wyniosła króla Hiszpanii
Karola I Habsburga do godności króla niemieckiego i cesarza rzymskiego
Karola V, jako ostatni dwaj elektorzy swoje głosy oddawali
Hohenzollernowie. Obydwaj opowiedzieli się za kandydaturą Habsburga, co
ostatecznie pogrzebało szansę jego konkurenta do korony cesarskiej,
króla Francji Franciszka I Walezjusza.
Hohenzollernowie systematycznie rozszerzali swój stan posiadania i wzorem ubiegłych dekad uciekali się przy tym przede wszystkim do
"sakiewki". W 1523 roku margrabia Ansbachu Jerzy I Pobożny (frankońska
linia Hohenzollernów) nabył Księstwo Karniowskie na Śląsku. Od tego
czasu datują się związki rodu z tą ziemią. Z punktu widzenia
długofalowych konsekwencji dla historii monarchii Hohenzollernów było to
wydarzenie trudne do przecenienia.
Wybiegając nieco do przodu, należy również zauważyć aktywizację polityki
brandenburskiej na kierunku pomorskim. Od układu w Pyrzycach z 1493 roku
z pomorskimi Gryfitami Hohenzollernowie snuli plany przejęcia władzy nad
Księstwem Pomorskim, które w charakterze lenna podlegało cesarzowi. W 1521 roku status ten został formalnie potwierdzony nadaniem mu statusu
osobnego księstwa Rzeszy. W 1529 roku brandenburscy Hohenzollernowie na
mocy traktatu zawartego z księciem pomorskim Jerzym I uzyskali
potwierdzenie (obowiązującego już od 1493 roku) swojego prawa do
dziedziczenia po Gryfitach, a elektor Joachim I prawo tytułowania się
księciem pomorskim. Odnowienie przymierza pyrzyckiego przypieczętowano
zawarciem w 1530 roku związku dynastycznego przez ślub księcia Jerzego I z córką elektora brandenburskiego, Małgorzatą.
Polityka brandenburskich Hohenzollernów szła jednak dwoma torami. Na
jednym były porozumienie i dynastyczne koligacje, na drugim uderzanie w Księstwo Pomorskie poprzez utrudnianie mu kontaktu z jego bezpośrednim
zapleczem gospodarczym w dorzeczu Odry. Elektorowie od lat trzydziestych
XVI wieku nakładając restrykcyjne cła, utrudniali handel na żeglugowej
trasie warciańsko-odrzańskiej. Z kolei frankfurckie prawo składu mocno
nadwerężyło kontakty handlowe Pomorzan ze swoim zapleczem drogą lądową.
Członkowie obradującej w Królewcu kapituły generalnej zakonu
krzyżackiego wybierając w 1511 roku Albrechta Hohenzollerna na urząd
wielkiego mistrza, z pewnością jako jego główny atut traktowali silne
"umocowanie" rodu księcia w Rzeszy. Być może nie bez znaczenia było
również to, że nowy wielki mistrz był siostrzeńcem panującego w Polsce
króla Zygmunta I. Można domniemywać, że liczono w Królewcu, iż w tej
sytuacji polski władca nie będzie twardo egzekwował zapisu pokoju z 1466
roku o przysiędze wielkiego mistrza na wierność królowi Polski.
Jeśli były takie kalkulacje, okazały się one całkowicie błędne.
Jagiellon wspierany przez kolejne sejmy nie zamierzał ani na jotę
ustępować z ustaleń kończących wojnę trzynastoletnią. Na domiar złego
dla coraz bardziej zeświecczającego się zakonu ponownie pojawiły się na
dworze krakowskim pomysły przeniesienia Krzyżaków znad Bałtyku na
Podole, by tam na nowo odkryli swoje powołanie jako zakonu rycerskiego.
Wielki mistrz Albrecht Hohenzollern, wzorem swoich poprzedników, ani
myślał podejmować się ryzykownej misji strażnika "przedmurza
chrześcijaństwa". Swoją szansę dostrzegł natomiast w dołączeniu do
szerokiej antypolskiej koalicji montowanej przez cesarza Maksymiliana I Habsburga, do której mieli wejść obok elektorów brandenburskich również
książęta sascy, państwo Zakonu Kawalerów Mieczowych w Inflantach, Dania
oraz Wielkie Księstwo Moskiewskie15.
Zwrot w polityce jagiellońskiej, który na mocy traktatu krakowskiego z 1515 roku zakończył ostrą fazę dynastycznej rywalizacji o pierwszeństwo
w Europie Środkowej (ostatecznie rozstrzygnięta na korzyść Habsburgów na
skutek klęski Węgier w bitwie z Turkami pod Mohaczem w 1526 roku),
zapobiegł zawiązaniu tego układu. W tej sytuacji wielki mistrz Albrecht
zdecydował się na kontynuowanie antypolskiego projektu dyplomatycznego w węższej formule, opartej na porozumieniu krzyżacko-moskiewskim przeciw
monarchii jagiellońskiej. Było to porozumienie iście "ekumeniczne",
zważywszy, że władcy Moskwy wobec trwania tzw. schzmy wschodniej
traktowani byli przez Kościół katolicki (a Krzyżacy, ciągle poszukując
protekcji papieża przeciw Polsce, przedstawiali się jako "wierni synowie
Kościoła") jako schizmatycy, z którymi obcowanie było dla prawowiernego
katolika grzechem śmiertelnym. Również dla władców Moskwy,
pielęgnujących już mit "trzeciego Rzymu", który nie upadnie w wierze tak
jak "Rzym pierwszy" - papieski, kontakty z katolickim zakonem rycerskim
miały charakter pewnej transgresji.
W latach 1517-1519 najbliższy doradca Albrechta Dietrich von Schönberg
odbył trzy poufne podróże do Moskwy. Już pierwsza z nich zakończyła się
zawarciem 10 marca 1517 roku sojuszu przeciwko Polsce. Wielki książę
Moskwy Wasyl III zobowiązywał się wysłać Albrechtowi posiłki wojskowe w postaci 10 tysięcy piechoty oraz 2 tysięcy jazdy oraz wspólnie z nim
wystąpić zbrojnie przeciw monarchii jagiellońskiej. Z perspektywy
Królewca rzecz była warta nawet takich "protokolarnych ustępstw" jak
padanie na twarz poselstwa krzyżackiego przed Wasylem i zgoda na witanie
wielkiego mistrza przez posła moskiewskiego ledwie skinieniem
głowy16.
W 1519 roku wielki mistrz Albrecht Hohenzollern rozpoczął wojnę przeciw
Koronie Polskiej. Pomoc moskiewska okazała się iluzoryczna. Na dodatek
brandenburscy kuzyni wielkiego mistrza nie zamierzali porzucać swojej
dotychczasowej polityki opartej na niezadrażnianiu relacji z Polską.
Elektor brandenburski Joachim I zachował neutralność w konflikcie
polsko-krzyżackim, obawiając się, że w przeciwnym razie narazi się na
atak wojsk polskich na Marchię.
W tej sytuacji Krzyżacy zgodzili się na zawarcie w 1521 roku rozejmu z Polską, a wielki mistrz udał się do Rzeszy, szukając tam wsparcia
przeciw swojemu królewskiemu wujowi. O nastroju Albrechta, z jakim
opuszczał państwo zakonne, świadczyły słowa napisane do biskupa
sambijskiego Georga Polentza: "Nie wrócę [do Prus - G.K.], aby się
zagłodzić. Jako urodzony książę brandenburski mogę się utrzymać ze swej
ojcowizny. Niech inni siedzą w Prusach na polewce"17.
Albrecht przybywał do Rzeszy w okresie szczególnym. W ciągu dziesięciu
lat od jego wyboru na wielkiego mistrza doszło do epokowej zmiany.
Rozpoczęty w 1517 roku przez księdza Marcina Lutra ruch reformy Kościoła
w 1521 roku przybrał formę rewolucyjnego zerwania z Rzymem i papieżem
jako "Antychrystem". Rok wcześniej niemiecki ksiądz został
ekskomunikowany przez papieża Leona X. Marcin Luter zrewanżował się
publicznym spaleniem ekskomunikującej go bulli pod murami Wittenbergi.
Do tego gestu nawiązywać będą w kolejnych wiekach następni organizatorzy
wielkich paleń "nieprawomyślnych" druków w Niemczech (np. podczas
obchodów trzechsetlecia reformacji w Wartburgu w 1817 roku).
Gdy do Rzeszy przybył ostatni wielki mistrz Zakonu Niemieckiego w Prusach, nauka Lutra była już ukształtowana w swoich najważniejszych
elementach, czyli w przekonaniu, że na drodze do osiągnięcia zbawienia
nie jest potrzebny wiernym autorytet Kościoła, wyznaczy sama wiara
(sola fide), ukształtowana przede wszystkim przez "prawdziwą
Ewangelię" (sola scriptura). Z katolickiej nauki o siedmiu
sakramentach pozostał jedynie sakrament chrztu.
Zakwestionowanie autorytetu Kościoła przez Lutra i jego zwolenników
miało dalekosiężne skutki polityczne, społeczne i kulturowe.
Ukształtowany w ciągu setek lat ład christianitas opierał się bowiem
na współdziałaniu władzy świeckiej i władzy duchownej. Jak pokazywały
długie konflikty papiestwa z cesarstwem, harmonia między tymi ośrodkami
była krucha, ale jednak opierała się na istnieniu dwóch autonomicznych
wobec siebie władz. Protestancka reformacja radykalnie zakwestionowała
ten stan rzeczy.
Czynnikiem, który przesądził o tym, że ruch Marcina Lutra (i on sam) nie
podzielił losu wcześniejszych, heterodoksyjnych prób "odnowy" Kościoła,
było opowiedzenie się za reformacją władzy świeckiej - niektórych
książąt Rzeszy widzących w tym szansę na poszerzenie podstaw rządów we
własnych państwach, jak i na zewnątrz poprzez możliwość wyemancypowania
się spod zwierzchności cesarskiej. Marcin Luter odwdzięczał się za
wsparcie swojego ruchu, nauczając, że książęta Rzeszy, którzy stanęli po
stronie "prawdziwej Ewangelii", są "biskupami z konieczności"
(Notbischöfe). W tym charakterze nie tylko mogli, ale wręcz powinni
ingerować w sprawy dotychczas zastrzeżone dla władzy duchownej. W tym
ostatnim przypadku nie chodziło tylko o zarządzanie strukturą i majątkiem Kościoła, ale również kwestie dotyczące na przykład prawa
małżeńskiego, co miało ścisły związek z odrzuceniem przez Lutra
sakramentalnego charakteru małżeństwa ("Nic, co dotyczy spraw
małżeńskich, nie należy do Ewangelii" - mawiał)18.
Przykład Rzeszy (w tym Brandenburgii, o której będzie jeszcze mowa)
potwierdzał regułę spotykaną także w innych państwach, gdzie zwyciężała
reformacja (Anglia i monarchie skandynawskie), zgodnie z którą jej
sukces był uwarunkowany "odgórnie". Decydującym impulsem okazywało się
opowiedzenie po stronie "nowej wiary" władzy państwowej oraz akces do
niej (lub bierność) sporej części duchowieństwa katolickiego. Jak
świadczyły przykłady wielkich powstań chłopskich w Szwecji i Anglii w obronie "starej wiary", lud Boży za nowinkami religijnymi nie specjalnie
tęsknił.
Klasycznym wręcz przykładem takiego "odgórnego" modelu narzucania
protestantyzmu był los państwa Zakonu Niemieckiego w Prusach. Do
spotkania wielkiego mistrza Albrechta z Marcinem Lutrem doszło w listopadzie 1523 roku w Wittenberdze. W marcu tego samego roku niemiecki
reformator zwrócił się w liście otwartym do członków zakonu w Prusach,
by porzucili "papistowskie przesądy" w postaci celibatu i innych ślubów
zakonnych oraz by przyjęli "prawdziwą Ewangelię" na nowo odkrytą przez
doktora z Wittenbergi. Eks-ksiądz radził to samo wielkiemu mistrzowi.
W obu przypadkach wezwanie padło na podatny grunt. Proces zeświecczenia
zakonu krzyżackiego datował się od przełomu XV i XVI wieku. Przełomowe
pod tym względem okazało się urzędowanie jako wielkiego mistrza księcia
Fryderyka Saskiego (1498-1510), który uczynił ze swojej siedziby w Królewcu dwór świeckiego władcy, otwarty na wpływy włoskiego humanizmu
renesansowego. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że
chodziło o instytucję zakonną. Jak wiemy, rycerze w białych habitach z czarnym krzyżem zdecydowanie odrzucali myśl o przeniesieniu się na
pierwszą linię frontu walki z kolejną falą muzułmańskiej ofensywy na
chrześcijańską Europę. Duch obrońców Akki z 1291 roku dawno umarł nad
Bałtykiem.
Na początku XVI wieku w Zakonie Niemieckim w Prusach panował zgoła
odmienny duch. Cytując autora niedawno opublikowanej biografii Albrechta
Hohenzollerna, zakon krzyżacki w momencie obejmowania przez niego władzy
w 1511 roku "znajdował się w stanie rozkładu. Zaczęły zanikać powaga i godność stanu duchownego. Zdarzały się wypadki, że Krzyżacy popełniali
pospolite przestępstwa, takie jak morderstwa, grabieże, kradzieże i oszustwa". Wśród najwyższych dostojników zakonnych szerzyły się choroby
weneryczne (zapadł na nią sam Albrecht), które raczej nie były
rezultatem gorliwego praktykowania cnót i rad
ewangelicznych19.
Grunt, w sensie duchowym, pod przyjęcie "prawdziwej Ewangelii" przez
wielkiego mistrza i elitę władzy Zakonu Niemieckiego w Prusach był
gotowy jeszcze przed 1517 rokiem. Pod tym względem los Krzyżaków w Prusach w niczym nie odbiegał od losu tych licznych konwentów zakonnych
w państwach niemieckich, które gremialnie - niemal z dnia na dzień -
przyjmowały naukę Marcina Lutra i porzucały Kościół rzymski, choć
wcześniej przyrzekały mu wierność.
Równie wymowny i znaczący był fakt, że ochoczo akces do "nowej wiary"
złożyli również dwaj biskupi pruscy (inaczej: cały pruski episkopat):
wspomniany biskup sambijski Georg Polentz oraz biskup pomezański Erhard
Queis. Nie tylko dobrowolnie porzucili swoje godności biskupie, ale
ochoczo wspierali Albrechta w zaprowadzeniu nad Pregołą nowej wiary,
oddając mu do dyspozycji majątki kościelne oraz uznając jego
zwierzchnictwo we wszystkich sprawach dotyczących organizacji kościelnej
w Prusach. Okazało się, że w połowie lat dwudziestych XVI wieku dwa
filary starego porządku w państwie zakonnym - elita zakonna oraz
miejscowy episkopat - przeszły w komplecie do obozu reformacyjnego.
Pozostawał jeszcze jeden, decydujący dla przyszłości protestantyzmu na
ziemiach pruskich, czynnik - stanowisko Korony Polskiej. Po zawarciu
rozejmu z Krzyżakami w 1521 roku czas biegł na korzyść Polski. Sam
Albrecht, jak widzieliśmy, miał świadomość niemal beznadziejności
swojego położenia. Również wśród władców europejskich panowało dość
powszechne przekonanie, że tylko kwestią czasu jest przejęcie przez
Polskę całości ziem państwa zakonnego.
Stojąca u szczytu swojej potęgi monarchia jagiellońska zdecydowała się
na inne rozwiązanie. Król Zygmunt I Stary przyjął usługi mediacyjne,
które w imieniu Albrechta podjęli książę legnicki Fryderyk (ze śląskich
Piastów) oraz brat wielkiego mistrza, margrabia Ansbachu, Jerzy.
Wynikiem negocjacji podjętych w marcu 1525 roku było podpisanie 8
kwietnia w Krakowie traktatu, który uznawał sekularyzację Prus
Krzyżackich i przekazywał powstałe w ten sposób Księstwo Pruskie -
pierwsze państwo luterańskie - we władanie Albrechtowi jako "księciu w Prusach" (dux in Prussia).
Jako władca Księstwa Pruskiego (Prus Książęcych) był on lennikiem króla
Polski, któremu zgodnie z traktatem krakowskim przysługiwał tytuł "pana
i dziedzica wszystkich Prus" (dominus et haeres totius Prussiae).
Określenie "wszystkie Prusy" nawiązywało do nazewnictwa odnoszącego się
do całości ziem państwa krzyżackiego, które po 1466 roku zostały
częściowo wcielone do Korony jako tzw. Prusy Królewskie. Od 1525 roku
formalnie zaczęła się również historia Prus Książęcych (czyli Księstwa
Pruskiego oddanego we władanie księciu Albrechtowi).
Na mocy traktatu krakowskiego władza Albrechta jako "księcia w Prusach"
stawała się dziedziczna. W razie braku męskiego potomka tron książęcy
mieli dziedziczyć jego trzej bracia z linii frankońskiej dynastii
Hohenzollernów, margrabiowie Kazimierz, Jerzy i Jan, oraz ich synowie.
Symbolicznym dopełnieniem układu polsko-pruskiego, ale i wykonaniem
traktatowego postanowienia, iż "winien pan margrabia Albrecht złożyć
przysięgę Jego Królewskiej Mości i Królestwu Polskiemu, jako swemu
przyrodzonemu i dziedzicznemu Panu, oraz okazywać się na przyszłość
posłusznym Jego Królewskiej Mości we wszystkim, jak z prawa należy
księciu wasalnemu względem swego dziedzicznego pana", była ceremonia
uroczystego hołdu księcia Albrechta przed królem Polski Zygmuntem I na
rynku w Krakowie 10 kwietnia 1525 roku. Po złożeniu na klęczkach
przysięgi wierności królowi i jego potomkom na tronie polskim Albrecht,
na znak zależności lennej, otrzymał od polskiego władcy chorągiew z herbem nowego Księstwa Pruskiego. Na białym polu widniał czarny orzeł,
który jako symbol podległości lennej koronę miał na szyi, a nie na
głowie, a pod nią inicjał "S" na oznaczenie łacińskiego brzmienia
imienia polskiego króla (aż do 1640 roku litera ta będzie odnosić się do
innych imion - Stephanus [Stefana Batorego] i Sigismundus [Zygmunta
III Wazy], pojawi się również litera V w odniesieniu do imienia
Vladislaus [króla Władysława IV]).
Zafrasowany Stańczyk ze słynnego obrazu Jana Matejki Hołd pruski był
symbolem złych przeczuć, które towarzyszyły zawarciu układu Zygmunta
Starego z Albrechtem. Czas (okres zaborów), w którym powstało to płótno,
dodatkowo sprzyjał przypominaniu o nieostrożności popełnionej przez
Jagiellona. Głosy przestrogi odzywały się już w momencie zawierania
traktatu krakowskiego. Wybitny humanista i biskup warmiński Jan
Dantyszek pisał na początku 1525 roku do króla Zygmunta: "Nie powinno
się pominąć żadnej sposobności, ażeby wejść w posiadanie tego kraju
[Prus krzyżackich - G.K.], skąd tyle nieszczęść od dawnych czasów
spadało na Polskę, gdyż okazywanie łaskawości i miłosierdzia, zwłaszcza
wrogom, często przynosiło niepowetowane szkody"20. Trzeba
przyznać, słowa godne wielkiego męża stanu.
Inni obserwatorzy wskazywali na fatalną rolę, jaką odegrali w całej
sprawie najbliżsi doradcy Zygmunta I - kanclerz Krzysztof Szydłowiecki i biskup Piotr Tomicki. Żadnych wątpliwości w tej sprawie nie miał
przebywający w Polsce legat papieski Antonio Puglioni, który przyznawał,
że "król jest dobrym człowiekiem, lecz w wielu sprawach pozwala kierować
sobą, a część rady królewskiej, w której rękach spoczywają podobne
sprawy, jest dość przekupna". Kanclerz cesarza Karola V Mercurino
Gattinara stwierdził, że godząc się na sekularyzację państwa
krzyżackiego i status Albrechta jako luterańskiego władcy świeckiego,
król Polski "utracił wszelką powagę i dobre mniemanie u wszystkich"21.
Na marginesie można dodać, że jeszcze w XX wieku prymas Polski kardynał
Stefan Wyszyński krytycznie wypowiadał się o postawie króla Polski w 1525 roku, określając je "mimowolnym patronowaniem zdradzie Kościoła
przez Krzyżaków", co "kosztowało Polskę bardzo wiele". Cała zaś
późniejsza historia relacji polsko-pruskich (niemieckich) była "dla nas
ostrzeżeniem, iż za cenę niewierności Bogu nie można ubezpieczać ani
Narodu, ani państwa" (Gniezno, 27 kwietnia 1975 roku) 22.
Krytyczne opinie papieskich i cesarskich dyplomatów o traktacie
krakowskim niespecjalnie dziwią. Przyjęcie przez Albrechta luteranizmu i sekularyzacja państwa krzyżackiego w Prusach oznaczały, że zarówno
papież, jak i cesarz przestali być protektorami Zakonu Niemieckiego nad
Bałtykiem, bo zakon przestał tam istnieć. Jego ostatni wielki mistrz
rezydujący w Królewcu stał się zaś heretykiem i jako taki ściągnął na
siebie ekskomunikę (od papieża) i karę banicji z Rzeszy (w 1532 roku).
Nowy książę pruski - w oczach swoich dotychczasowych protektorów heretyk
i banita - od 1525 roku miał nowego i jedynego prorektora w osobie króla
Polski i jego następców. Od wschodu, zachodu i południa otoczony był
przez jagiellońską monarchię, która przeżywała właśnie swój "złoty
wiek". Należy zgodzić się z opinią Władysława Konopczyńskiego, który
komentując znaczenie traktatu krakowskiego z 1525 roku, stwierdził: "Od
dalszej zręcznej polityki oraz od siły cywilizacyjnej obu stron
zależało, czy Prusy przylgną na stałe do Polski, czy też, połączone z Brandenburgią, odcinać ją będą od Bałtyku"23.
Zygmuntowi I Staremu nie można zarzucić krótkowzroczności -
kategorycznie odrzucił sugestie ks. Albrechta, by rozszerzyć listę
przyszłych dziedziców Księstwa Pruskiego o brandenburskich
Hohenzollernów. Król Polski przewidywał zagrożenie, jakie dla Korony
mogło wyniknąć w skupieniu w jednym ręku władzy w Berlinie i Królewcu.
Brandenburskim Hohenzollernom nie pomogło nawet dynastyczne skoligacenie
z polskim domem panującym. Historię zmarnowanych okazji i krótkowzrocznych decyzji rozpoczyna dopiero panowanie ostatniego
Jagiellona, króla Zygmunta Augusta.
Na drodze do osiągnięcia przez Hohenzollernów strategicznego celu, tj.
jednoczesnego panowania w Brandenburgii i Księstwie Pruskim, trzeba było
nie tylko pokonać nieprzychylność dworu polskiego. Czynnikiem, który w pierwszych latach po traktacie krakowskim wyraźnie ograniczał możliwości
realizacji tego planu, była odmienność wyznaniowa Brandenburgii oraz
zsekularyzowanych Prus Książęcych. Przez pierwsze dziesięć lat po
krakowskim hołdzie księcia Albrechta między Brandenburgią a Księstwem
Pruskim utrzymywały się napięte relacje wywołane tym, że panujący w Berlinie elektor Joachim I aż do swojej śmierci (11 lipca 1535 roku)
pozostał przy Kościele rzymskim.
Elektor brandenburski do końca swojego panowania był również zdecydowany
bronić wiary katolickiej w Rzeszy z mieczem w ręku. W 1521 roku na
sejmie Rzeszy w Wormacji (tam miały paść owiane legendą słowa Marcina
Lutra: "Tutaj stoję, inaczej nie mogę") Joachim I opowiedział się
przeciw twórcy reformacji. Trzy lata później wydał zakaz
rozpowszechniania na terenie Marchii tłumaczenia Biblii na język
niemiecki dokonanego przez reformatora. W 1533 roku - a więc osiem lat
po utworzeniu pierwszego państwa luterańskiego w postaci Księstwa
Pruskiego - elektor brandenburski zawarł w Halle wraz z innymi
książętami Rzeszy związek mający na celu obronę (również manu
militari) wiary katolickiej w cesarstwie.
Rzut oka na:
Miłosierdzie pana i lennika
Trwający mocno przy katolicyzmie król Polski Zygmunt I Stary; ten sam,
który kategorycznie żądał od swojego brandenburskiego zięcia, elektora
Joachima II, wytrwania przy Kościele rzymskim, zgodził się w 1525 roku,
by jego siostrzeniec nie tylko porzucił ten Kościół, ale utworzył nad
Bałtykiem pierwsze państwo luterańskie. Mało tego, jedynym protektorem
tego "heretyckiego" państwa w Prusach stał się trwający szczerze przy
katolickiej ortodoksji małżonek królowej Bony.
Stanisław Hozjusz, mąż uczony - późniejszy biskup warmiński i kardynał,
jeden z ojców soboru trydenckiego i filar obozu katolickiej
kontrreformacji (założyciel pierwszego kolegium jezuickiego w Rzeczypospolitej) - wydawać by się mogło, zagorzały przeciwnik traktatu
krakowskiego z 1525 roku, w okolicznościowej poezji skomponowanej dla
upamiętnienia tego wydarzenia prezentował całkiem inną ocenę:
Powiedz, ktokolwiek przeczytasz te sprawy,
Czy li nie nazwiesz monarchę łagodnym,
Co mogąc łatwo skończyć ze zwyciężonym,
Wzrok swój mu wolał pokazać łaskawy?
W podobnym duchu komentował zależność lenną Hohenzollernów od Korony
Polskiej Mistrz z Czarnolasu, który w poemacie Proporzec albo Hołd
pruski z 1563 roku zachwalał księcia Albrechta, wszak:
Jego tedy postępki mądre uczyniły,
Jego wiara i cnota, że co srodze były
Pruskie kraje strapione ustawicznym bojem,
Wrychle jęły się cieszyć pożądanym pokojem.
Sprawy konfesyjne pociągały za sobą również ważne decyzje polityczne.
Trwanie Joachima I przy katolicyzmie oznaczało, że Brandenburgia
znalazła się w sojuszu z Habsburgami (cesarzem Karolem V). W tym samym
czasie książę Albrecht budował swoją pozycję polityczną na zerwaniu z dynastią panującą w Rzeszy, wiążąc swoją przyszłość w związku z Koroną
Polską.
O determinacji elektora Joachima I w trwaniu przy Kościele rzymskim
świadczył również fakt, że w swoim testamencie z 1534 roku zobowiązywał
(pod przysięgą) synów: Joachima (późniejszego elektora Joachima II) oraz
Jana, by trwali w wierze katolickiej. Synowie przysięgę umierającemu
złożyli, by po kilku latach ją złamać. W 1539 roku do obozu
protestanckiego oficjalnie przystąpił Joachim II, ogłaszając nową
ordynację kościelną dla Marchii. Rok wcześniej do zwolenników
"prawdziwej Ewangelii" dołączył jego brat Jan, władający Nową Marchią.
Jak wszędzie, również w Brandenburgii decydujące dla zwycięstwa
reformacji protestanckiej okazało się przejście na jej stronę dwóch
filarów starego ładu christianitas: władzy świeckiej (tronu) oraz
ołtarza (sporej części katolickiego duchowieństwa). Należy bowiem
zauważyć, że nawet wtedy, gdy władza świecka (Joachim I) trwała przy
katolicyzmie, głęboki kryzys duchowy i moralny drążył już brandenburski
Kościół. Niezwykle wymowne pod tym względem były przykłady rozpadania
się całych wspólnot klasztornych pod wpływem nauczania zwolenników
"prawdziwej Ewangelii". Jeszcze przed 1539 rokiem taki los spotkał m.in.
cysterski klasztor w Himmelpfort, dom zakonny premonstratensów w Leitzkau czy kartuzję we Frankfurcie nad Odrą. W ten sposób kolejny raz
zyskała potwierdzenie stara reguła znana z dziejów Kościoła, że miarą
jego kondycji duchowej i moralnej był stan, w jakim znajdowały się
zakony.
Wyłom nastąpił również w brandenburskim episkopacie. Od początku
stronnikiem Marcina Lutra w Marchii okazał się biskup Brandenburga
Matthias von Jagow, który należał do kręgu najbliższych doradców
elektora Joachima II. To z jego rąk elektor uroczyście przyjął 1
listopada 1539 roku w kościele św. Mikołaja I w Spandau komunię pod
dwiema postaciami, co było symbolicznym znakiem przystąpienia
brandenburskiego władcy do obozu reformacji. Zważywszy na to, że w Brandenburgii istniały trzy diecezje (obok Brandenburga również w Havelbergu i Lubuszu), okazuje się, że jedna trzecia episkopatu przeszła
na stronę "czystej wiary".
Z pewnością czynnikami, które wpływały na kruszenie się obozu obrońców
wiary katolickiej w elektoracie brandenburskim, było rozszerzanie się
reformacji w miejskich ośrodkach oraz jej zwycięstwo na przełomie 1534 i 1535 roku w bezpośrednio sąsiadującym z Marchią Księstwie Pomorskim.
Z drugiej strony elektor Joachim II musiał liczyć się z oporem wobec
perspektywy przyjęcia "nowej wiary" ze strony swojej żony Jadwigi
Jagiellonki oraz swojego teścia, króla Polski Zygmunta I. Ślub polskiej
królewny - córki Zygmunta Starego z jego pierwszego małżeństwa z Barbarą
Zapolyą - z panującym od niespełna dwóch miesięcy elektorem
brandenburskim został zawarty w Krakowie 2 września 1535 roku. Zarówno
Jadwiga, jak i jej królewski ojciec zdecydowanie sprzeciwiali się
przyjęciu "prawdziwej Ewangelii" przez Joachima II. Akcesja elektora do
obozu protestanckiego była czynnikiem, który dodatkowo wzmocnił opór
króla Polski wobec starań brandenburskich Hohenzollernów o przyznanie im
możliwości dziedziczenia w Księstwie Pruskim. Joachim II musiał również
liczyć się z negatywnym stanowiskiem swojego stryja - kardynała i arcybiskupa Moguncji Albrechta Hohenzollerna.
Dlaczego więc elektor Joachim II zdecydował się na przyjęcie "czystej
Ewangelii"? Trudno historykowi zaglądać w zakamarki duszy człowieka,
który zdecydował się na taką decyzję natury przede wszystkim duchowej,
łamiąc jednocześnie przysięgę daną swojemu ojcu i przezwyciężając opór
najbliższej rodziny. Może chodziło o to, że na mocy wprowadzonej w 1539
roku nowej ordynacji kościelnej elektor stawał się de facto głową
Kościoła w Brandenburgii? Ale przecież już wcześniej, w XV wieku, władcy
Brandenburgii uzyskali od papieży decydujący wpływ na obsadę stanowisk
biskupich (por. wyżej). Te dawne prawa elektor Joachim I tylko wzmocnił
swoją ortodoksyjną postawą.
Tak, elektorowie mieli wielki wpływ na sprawy kościelne, ale nie na
majątki Kościoła. Wszędzie, gdzie zwyciężała reformacja, fakt ten
pociągał za sobą konfiskatę kościelnych nieruchomości przez
przyjmującego "czystą Ewangelię" świeckiego władcę. Ten, stając się
nowym summus episcopus struktur kościelnych oddzielonych od Rzymu,
zyskiwał nową legitymizację wewnętrzną (stara z chwilą zerwania z "rzymską wiarą" traciła na znaczeniu). Przejmując majątki kościelne i powiększając w ten sposób zasób własnej domeny, znacznie rozszerzał
materialną podstawę swojej władzy. Natomiast mechanizm redystrybucji
skonfiskowanych Kościołowi majątków, które z biegiem czasu trafiały w ręce nowych nabywców, niemal bez wyjątku pochodzenia szlacheckiego,
oznaczał nie tylko poszerzenie obozu tych, którzy nie byli
zainteresowani restytucją katolicyzmu. Oznaczał również przebudowę
przedreformacyjnej struktury stanowej, z której "wypadło", jako osobny
stan, duchowieństwo. Od tej pory w państwie liczyć się będą wzmocniony
władca i zasilony majątkami kościelnymi (odkupionymi od władcy) stan
szlachecki.
Ten wzór znalazł również zastosowanie w Brandenburgii po 1539 roku.
Dostępne dane pochodzące z lat 1540-1620 pokazują, że na sekularyzacji
majątków kościelnych najbardziej zyskały dwa podmioty: elektor oraz
szlachta. Takie same procesy jak w Księstwie Pruskim zachodziły wówczas
w Brandenburgii. Z jedną różnicą. W Prusach Książęcych, zważywszy na
strukturę własnościową w państwie krzyżackim (zakon był największym
właścicielem ziemskim) i mniejszą liczbę szlachty niż w elektoracie,
głównym materialnym beneficjentem reformacji była władza książęca. Nie
oznaczało to jednak zepchnięcia szlachty wschodniopruskiej na margines.
Była ona mniej liczna niż w Brandenburgii, ale za to dysponowała
rozleglejszymi majątkami. Ponadto również w tym przypadku działał
mechanizm redystrybucji skonfiskowanych majątków kościelnych (w tym
przypadku chodziło przede wszystkim o dobra zlikwidowanych po 1525 roku
biskupstw sambijskiego i pomezańskiego). Pod koniec XVI wieku niemal 30%
areału uprawnego w Prusach Książęcych należało do tamtejszych rodów
szlacheckich.
Reformacja zwyciężyła nad Pregołą i Sprewą. Oprócz wpływu na sferę
duchową i kulturową miało to swoje znaczenie polityczne (usunięcie
przeszkód natury wyznaniowej na drodze do połączenia w jednym ręku
Berlina i Królewca) i społeczne (monarchia stanowa na nowych
podstawach). Trzeba jednak pamiętać, że zwycięstwo to nie było ani
natychmiastowe, ani od początku jednoznaczne. Wiele katolickich wspólnot
zakonnych w Brandenburgii rozpadało się bez żadnego zewnętrznego
przymusu. Były jednak i takie, które trwały po 1539 roku mimo
wprowadzanej odgórnie nowej, protestanckiej ordynacji kościelnej.
Jeszcze kilkadziesiąt lat po jej inauguracji opór stawiali (do 1567
roku) franciszkanie z Angermünde. Jeszcze dłużej, bo do 1570 roku,
trwali ich współbracia w Brandenburgu. Dominikanie w Strausbergu
przetrwali do 1552 roku. Do 1548 roku utrzymały się cysterki w Heiligengrabe. Sekularyzacja klasztorów Nowej Marchii trwała natomiast
do lat pięćdziesiątych XVI wieku (najbardziej "oporne" były domy zakonne
w: Reczu, Cedyni i Świdwinie). Jeszcze na początku szóstej dekady XVI
wieku wizytacje dokonywane przez organizatorów nowych (luterańskich)
struktur kościelnych w Brandenburgii wykazywały, że ciągle w wielu
miejscach jest odprawiana "papistowska" Msza Święta.
Etapami dokonywała się również likwidacja katolickiej struktury
diecezjalnej w Brandenburgii. Pierwszy polegał na obsadzaniu "opornych"
stolic biskupich małoletnimi synami lub wnukami elektorskimi. Osiągano w ten sposób dwa cele: podporządkowywano władzy elektorskiej najważniejszą
strukturę kościelną oraz degradowano w oczach wiernych powagę urzędu
biskupiego sprawowanego przez dziecko.
W 1552 roku taki modus operandi zastosowano wobec biskupstwa w Havelbergu. Po śmierci w 1548 roku trwającego przy Kościele powszechnym
biskupa Busso, elektor łamiąc opór kapituły katedralnej (nie mówiąc o sprzeciwie Rzymu), przeforsował w 1551 roku wybór na stolicę biskupią
swojego syna Fryderyka, a po jego rychłej śmierci (w 1552 roku) -
swojego wnuka, siedmioletniego Joachima Fryderyka. "Opiekę" nad
majątkiem biskupstwa rozciągnęli od razu elektor oraz ojciec
małoletniego biskupa, a syn elektora, Jan Jerzy. Po tej "opiece" tak
niewiele już zostało, że w 1571 roku biskupstwo havelberskie zostało
ostatecznie włączone do domeny elektorskiej przez Jana Jerzego, ojca
nominalnego biskupa.
W 1554 roku ten sam Joachim Fryderyk, który dwa lata wcześniej został
biskupem Havelbergu, w podobny sposób jako dziewięcioletnie dziecko
objął "rządy" nad diecezją lubuską. Krótko potem został również biskupem
Brandenburga. W każdym przypadku "opiekę" nad biskupimi dobrami
roztoczył jego ojciec, a późniejszy elektor, Jan Jerzy. Efekt był taki,
że pod koniec XVI wieku nie było już na terenie Brandenburgii żadnych
biskupstw.
Jednolitość wyznaniowa między władcami Brandenburgii a Prus Książęcych
trwała niewiele ponad siedemdziesiąt lat. Przerwało ją przyjęcie w 1613
roku przez elektora Jana Zygmunta tzw. wiary reformowanej, jak nazywano
w Rzeszy kalwinizm24. Należy pamiętać, że zwolennicy tej
ostatniej odmiany protestantyzmu byli w pierwszej fazie wojen
religijnych zgodnie zwalczani na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego
zarówno przez obóz katolicki, jak i luterański. Również gwarancje pokoju
augsburskiego z 1555 roku (słynna zasada: cuius regio eius religio)
dotyczyły tylko katolików i luteranów.
Decyzja Jana Zygmunta, podobnie jak decyzja elektora Joachima I z 1539
roku o zerwaniu z Kościołem rzymskim, miała podwójny charakter: wyboru
osobistego (własnej drogi życia duchowego) oraz politycznej kalkulacji.
Jan Zygmunt spędził młodość (studia w Heidelbergu) w Palatynacie
Reńskim, gdzie pierwszy raz zetknął się (i zaakceptował) z naukami Jana
Kalwina oraz jego uczniów.
Nie bez znaczenia był również fakt, że przyjęcie kalwinizmu otwierało
elektorowi brandenburskiemu drogę do ubiegania się o sukcesję po
ostatnim władcy księstw Jüllich i Kleve Janie Wilhelmie. To zaś
oznaczało perspektywę przesunięcia władztwa brandenburskich
Hohenzollernów również nad Ren. Spadek, o którym będzie jeszcze mowa w niniejszym opracowaniu, obejmował również hrabstwa: Mark, Ravensberg
oraz Ravenstein, których mieszkańcy byli przeważnie wyznania
kalwińskiego.
O tym, że chodziło przede wszystkim o nadreńskie posiadłości, świadczy
pośrednio fakt, iż elektor Jan Zygmunt nie podejmował właściwie żadnych
kroków, by uczynić w Brandenburgii wyznanie "reformowane" czymś więcej
niż tylko wyznaniem dworu berlińskiego. Ta wstrzemięźliwość brała się
również z tego, że decyzja Jana Zygmunta o konwersji na kalwinizm
spotkała się z dużym oporem stanów brandenburskich - szlachty i mieszczaństwa, zdecydowanych trwać przy luteranizmie. Gdy w 1615 roku
usunięto obrazy z luterańskiej katedry w Berlinie (kalwinizm w odróżnieniu od luteranizmu wydał bezwzględną walkę "papistowskim
idolom", jak nazywano wywodzącą się z katolicyzmu sztukę sakralną),
doszło w stolicy Marchii do sporego tumultu.
Swobodę elektora dodatkowo krępował stan prawny obowiązujący w Rzeszy,
tj. postanowienia wspomnianego pokoju religijnego z 1555 roku, który
swoimi gwarancjami obejmował jedynie katolików i luteran. W praktyce
oznaczało to pozbawienie elektora jakiejkolwiek możliwości zmuszenia
poddanych do przejścia na wiarę "reformowaną" (w tym przypadku nie
obowiązywała więc zasada cuius regio eius religio). Dwór berliński
musiał również brać pod uwagę, że decyzja o konwersji elektora na
kalwinizm była bardzo niechętnie postrzegana zarówno przez słynący z katolickiej ortodoksji dwór króla Polski Zygmunta III Wazy, jak i przez
trwające przy luteranizmie stany Prus Książęcych.
Wzrost znaczenia czynnika stanowego w Brandenburgii i Prusach Książęcych
należał do zasadniczych konsekwencji politycznych i społecznych
zwycięstwa reformacji nad Sprewą i Pregołą. Zarówno w elektoracie
brandenburskim, jak i w Księstwie Pruskim szlachta stała się głównym
obok władzy elektorskiej i książęcej beneficjentem zwycięstwa "czystej
Ewangelii" nad "papistowskimi błędami".
W przypadku Prus Książęcych dochodził dodatkowy czynnik sprzyjający
usamodzielnieniu się stanu szlacheckiego, jakim była zależność księstwa
wobec Korony Polskiej. Książęta pruscy w odróżnieniu od brandenburskich
elektorów mieli swojego suwerena bardzo blisko, i na tę bliskość bardzo
liczyli reprezentanci stanów szlacheckiego i mieszczańskiego, widząc w niej najlepsze zabezpieczenie przed absolutystycznymi zapędami władcy.
Odmienna sytuacja pod tym względem panowała w Brandenburgii. W coraz
luźniejszej strukturze politycznej, jaką stawała się Rzesza wchodząca w epokę wojen religijnych, pozycja elektorów rządzących w Berlinie
systematycznie rosła. Najpierw jako wsparcie obozu katolickiego
(cesarskiego), a po 1539 roku jako podpora obozu protestanckiego. W każdym "rozdaniu" władcy Brandenburgii wygrywali, choć nominalnie
pozostawali lennikami coraz słabszego cesarza. Podobnie jak pruscy
książęta, musieli się jednak liczyć z rosnącą dzięki reformacji (por.
przejęcie części majątków kościelnych) pozycją brandenburskiej szlachty.
Wyrazem politycznej emancypacji stanów pruskich po 1525 roku było
ukształtowanie się w Prusach Książęcych sejmu krajowego jako stanowej
reprezentacji politycznej miejscowej szlachty i mieszczaństwa. Sejm
obradował w dwóch izbach. W pierwszej zasiadali reprezentanci
najmożniejszych rodów oraz dwunastu radców, którzy zazwyczaj wywodzili
się z tej samej grupy społecznej, a sprawowali najważniejsze urzędy w księstwie (kanclerz, nadmarszałek, nadburgrabia i ochmistrz). Osobno
obradowali reprezentanci szlachty pruskiej wyłonieni na sejmikach
powiatowych, które obradowały w poszczególnych starostwach (amtach),
stanowiących podstawową jednostkę administracyjną w Księstwie Pruskim po
1525 roku.
Swoich reprezentantów na sejm Prus Książęcych wysyłały również miasta, a właściwie jedno - Królewiec - podzielone na trzy odrębne jednostki
administracyjne: Stare Miasto, Knipawę i Lipnik. Mieszczanie byli
zapraszani na obrady sejmowe przez księcia, co podkreślało podrzędną
rolę kurii mieszczańskiej. Dodatkowo ten status przejawiał się w tym, że
mieszczańscy delegaci mogli obradować tylko nad tymi kwestiami, które
wcześniej procedowano w obu kuriach szlacheckich.
Specyfiką Prus Książęcych był spory odsetek tzw. wolnych pruskich. Ich
reprezentanci także znajdowali się w drugiej izbie sejmu krajowego. Ta
grupa mogła składać na forum izby gravamina (skargi).
W sensie ustrojowym silna pozycja stanów - a właściwie jednego: stanu
szlacheckiego - w Prusach Książęcych została opisana w ustawie o rządzie
Księstwa Pruskiego (Regimentsnottel) ogłoszonej przez księcia
Albrechta Hohenzollerna w 1542 roku. Książę pruski, poszukujący nowych
środków finansowych na zebranie kontyngentu, który miał wejść w skład
wojsk Rzeszy podczas planowanej wyprawy przeciw Turkom (co z kolei - jak
sądzono na dworze królewieckim - miało pomóc w anulowania wyroku z 1532
roku skazującego Albrechta na banicję), zatwierdził współudział stanów
pruskich w administrowaniu państwem. Pretekstem było uregulowanie spraw
związanych z rządami w Księstwie Pruskim na wypadek długiej nieobecności
władcy (wyprawa wojenna) lub jego śmierci.
Na mocy Regimentsnottel rządy w Prusach Książęcych zostały podzielone
między administrację książęcą (starostwa) oraz administrację
podporządkowaną stanowemu ciału kolegialnemu zwanemu Radą Naczelną lub
Izbą Wyższą Rady Księstwa. Składała się ona z nadradców sprawujących
najważniejsze urzędy (nadmarszałka, kanclerza, ochmistrza,
nadburgrabiego), radców dworskich i sądowych w liczbie od 6 do 8 oraz
czterech starostów sprawujących swe urzędy w okręgach położonych
najbliżej stolicy Księstwa. Co istotne, wszyscy członkowie Rady musieli
być wyłonieni z miejscowej, pruskiej szlachty (indygenat).
Do tego należy dodać kompetencje sejmu krajowego z najważniejszą:
wyłącznym prawem uchwalania podatków. Zważywszy zaś na to, że potrzeby
władzy książęcej w tym zakresie były stałe i ciągle rosły, dawało to
gwarancję periodyczności obrad sejmowych. Należy podkreślić, że
uprawnienia sejmu krajowego nie kończyły się tylko na uchwalaniu
podatków. Partycypował on również w administracji fiskalnej, sprawując
za pośrednictwem okręgowych kas stanowych oraz Kasy Krajowej w Królewcu
zarząd i kontrolę nad ściągalnością i wydatkowaniem środków pozyskanych
z obciążeń podatkowych.
Podobny model rozwoju politycznych reprezentacji stanowych wykształcił
się w szesnastowiecznej Brandenburgii. Tam również najważniejszym
gremium był sejm krajowy, który tuż przed 1517 rokiem składał się z czterech kurii: prałatów (wyższe duchowieństwo katolickie), możnych
rodów szlacheckich, rycerstwa (tj. średniej szlachty) oraz
mieszczaństwa. Po przyjęciu reformacji przez elektorów brandenburskich
znaczenie pierwszej kurii zostało zmarginalizowane. Liczyły się tylko te
dwie, w których zasiadali reprezentanci stanu szlacheckiego. Najlepszym
dowodem na rosnącą dominację tego stanu był fakt, że właśnie w XVI wieku
utarła się praktyka, iż uchwalane przez brandenburski sejm krajowy
obciążenia podatkowe rozkładano w taki sposób, aby w większości (mniej
więcej w dwóch trzecich) spadały na miasta.
Podobnie jak sejm krajowy w Prusach Książęcych, również jego odpowiednik
w Brandenburgii sprawował kontrolę nad pozyskanymi środkami podatkowymi
za pośrednictwem pod-porządkowanych stanom kas ziemskich. Istniały
odrębne kasy miejskie. Wszystkie podlegały specjalnej komisji sejmu
krajowego, a urzędnikiem wyłanianym przez to gremium, który zarządzał
zgromadzonymi środkami finansowymi, był rentmistrz krajowy
(Landrentmeister). Był odpowiednikiem rentmistrza dworskiego
(Hofrentmeister), który kierował administracją finansową elektora.
Istnienie równoległej - obok podporządkowanej władcom Brandenburgii -
administracji finansowej było oznaką i rękojmią politycznej
niezależności stanów wobec elektora. Stopniowe zyskiwanie przez elektora
od połowy XVII wieku przewagi w tym zakresie będzie oznaczało początek
budowy w Brandenburgii niezależnej od stanów władzy absolutnej
Hohenzollernów.
Polityczny wzrost znaczenia szlachty brandenburskiej szedł w parze ze
wzrostem jej bogactwa. Złożyły się na to dwa czynniki. O roli
reformacji, która otworzyła przed rodami szlacheckimi możliwość
powiększenia własnych majątków o konfiskowane majątki kościelne, była
już mowa. Drugim czynnikiem była dogodna koniunktura wywołana z jednej
strony rosnącym na Zachodzie popytem na zboże z Europy Środkowej oraz
napływem do Europy złota i srebra z Nowego Świata. Było zapotrzebowanie
i były pieniądze, by płacić za strategiczny towar, jakim w tamtej epoce
ciągle zagrożone plagą głodu, pozostawało zboże.
Jeśli w 1460 roku eksport zboża z krajów Europy Środkowej położonych nad
Bałtykiem wynosił ok. sześciu milionów kilogramów, to sto lat później
wielkość ta wzrosła do stu milionów kilogramów i utrzymywała się na
takim poziomie do początków XVII wieku. W drugiej połowie XVI wieku ceny
żyta sprzedawanego kupcom holenderskim wzrosły średnio o 250%.
Jednocześnie cena za to samo zboże sprzedawane w Amsterdamie, głównym
odbiorcy ziarna spławianego do Gdańska, była dwa razy wyższa niż w porcie nadbałtyckim25.
Brandenburgia leżała na pograniczu dwóch stref rozwoju gospodarczego,
których granicę w "klasycznym" historiograficznym ujęciu wyznaczała
linia Łaby. Na wschód od niej przeważała gospodarka rolna oparta na
pańszczyźnie (władztwo dworskie - Gutsherrschaft), na zachód od niej
powinności chłopskie nie polegały na przymusowej pracy na "pańskim", ale
świadczeniach w naturze lub czynszu pieniężnym (władztwo gruntowe -
Grundherrschaft). To rozdzielenie wzdłuż Łaby należy, rzecz jasna,
traktować umownie i w wielu regionach Marchii Brandenburskiej stosunki
rolne były bardzo zróżnicowane, dalekie od prostych schematów.
Jednak zauważalna w całym XVI wieku tendencja była dość czytelna i dla
Brandenburgii, i - w mniejszym zakresie - dla Prus Książęcych:
intensyfikacja produkcji rolnej obliczonej na eksport zboża na zachodnie
rynki odbywała się przez powiększanie areału folwarcznego oraz dążenie
szlacheckich właścicieli folwarków do maksymalnego obniżenia kosztów
pracy. W tym ostatnim przypadku coraz częściej wybieranym sposobem było
zwiększanie pańszczyzny (darmowa praca przymusowa). W Brandenburgii
zdarzało się, że właściciele ziemscy zmuszali do pańszczyzny chłopów
dysponujących dziedzicznym prawem własności ziemi.
Jak już zaznaczono, odrębność Prus Książęcych w tym zakresie przejawiała
się w istnieniu sporego odsetka (około 13%) tzw. wolnych pruskich, czyli
chłopów bez obowiązku świadczenia przymusowej pracy na rzecz właścicieli
folwarków oraz w fakcie posiadania przez miasta pruskie sporego areału
(ok. 18%). Jednak to właśnie w Księstwie Pruskim, po krwawym stłumieniu
wielkiego powstania chłopów sambijskich (1526), zostało wprowadzone
poddaństwo osobiste chłopów jako prawo (statut) krajowe. W przypadku
Brandenburgii proces ten rozpocznie się dopiero w XVII wieku.
W obu częściach władztwa Hohenzollernów powiększanie areału folwarcznego
odbywało się przede wszystkim przez włączanie w obręb folwarków
nieużytków, tzw. włók opuszczonych. Niejednokrotnie jednak dochodziło
również do rugowania chłopów z uprawianej przez nich ziemi. W niektórych
częściach Brandenburgii (np. w Marchii Wkrzańskiej) areał folwarczny od
początku XVI wieku do lat sześćdziesiątych tego stulecia zwiększył się o ponad 80%. W tym samym czasie areał chłopski zmniejszył się o połowę26.
W odróżnieniu od Prus Książęcych mających dostęp do morza Brandenburgia
musiała prowadzić handel zbożowy za pośrednictwem Szczecina lub spławiać
zboże Łabą w kierunku Hamburga. Było to z pewnością utrudnienie
(konieczność dzielenia się zyskami z pośrednikami), ale nie stanowiło to
bariery uniemożliwiającej partycypację brandenburskich folwarków w intratnym handlu. Według niektórych szacunków (H. Harnisch) roczny
eksport zboża z Brandenburgii wystarczył, aby wyżywić w tym samym czasie
połowę ze stu tysięcy mieszkańców Amsterdamu27.
Głównymi beneficjentami szesnastowiecznego handlu zbożem były w Brandenburgii przede wszystkim szlacheckie folwarki. Miasta
brandenburskie nie tylko nie przeżywały gospodarczej prosperity, ale
raczej wchodziły w okres stagnacji. Uwarunkowane to było z jednej strony
niekorzystnym oddaleniem Brandenburgii od głównego szlaku handlowego,
biegnącego z Rusi Czerwonej przez Kraków, Śląsk i dalej do Saksonii i Norymbergi. Niewiele pomogło prawo składu przyznane przez elektorów
Frankfurtowi nad Odrą prawo składu. Osłabieniu uległy również związki
miast marchijskich ze związkiem hanzeatyckim, co było rezultatem
realizowanej od XV wieku polityki kolejnych elektorów z dynastii
Hohenzollernów, którzy postrzegali takie kontakty jako możliwość
zbytniego usamodzielnienia się brandenburskich miast. Hanza w XVI wieku
miała zresztą już swój okres świetności za sobą.
Marchijskie miasta zapłaciły wreszcie wysoką cenę za rozwój gospodarki
rolnej opartej na modelu folwarczno-pańszczyźnianym w dłuższej
perspektywie czasowej oznaczało to bowiem skurczenie się lokalnych
rynków wewnętrznych. Gdy rosły obciążenia pańszczyźniane, zamierała
również wymiana handlowa między miastem a wsią. Chłopi pozbawieni
pieniędzy nie mieli czym w tej wymianie uczestniczyć. Do tego dochodziła
egoistyczna postawa szlachty brandenburskiej, która świadomie wypychała
miasta z handlu międzynarodowego oraz krajowego.
Miasta Prus Książęcych, przede wszystkim porty u ujścia spławnych rzek
(Królewiec u ujścia Pregoły i Kłajpeda u ujścia Niemna), w znacznie
większym stopniu niż ośrodki miejskie w Brandenburgii uczestniczyły w zyskach z handlu zbożem. W XVI wieku Królewiec stał się drugim po
Gdańsku portem nad Bałtykiem partycypującym w tej wymianie.
Według utartej opinii reformacja protestancka dała ożywczy impuls dla
rozwoju kultury w krajach Rzeszy. Zazwyczaj wskazuje się tutaj na rolę,
jaką dla rozwoju literatury niemieckiej miało dokonane przez Marcina
Lutra tłumaczenie Biblii na język niemiecki. W ostatnim czasie badania
nad dziejami kultury krajów niemieckiego obszaru językowego pozwalają
zweryfikować te stereotypowe opinie. Dość wspomnieć, że przed ukazaniem
się tłumaczenia Pisma Świętego autorstwa Marcina Lutra (a właściwie
zespołu tłumaczy kierowanych przez twórcę reformacji), na terenie
cesarstwa pod koniec XV wieku było w obiegu kilkanaście wersji tłumaczeń
świętych tekstów na lokalne odmiany języka niemieckiego28.
Krótko mówiąc: reformacja nie zastała w Rzeszy na początku XVI wieku
zupełnej pustyni kulturowej. Było raczej odwrotnie. Nie brakowało oznak
ożywienia szeroko pojętej kultury religijnej. Należy w tym kontekście
powtórzyć opinię polskiego historyka, który zauważył, że u progu
reformacji "życie religijne w Niemczech nie było w upadku. Przeciwnie,
krzewiło się ono bujnie, jak we wszystkich epokach, w których toczą się
wielkie spory religijne, w których powstają wielkie herezje. Pobożność,
zwłaszcza warstw ludowych, była duża"29.
Trudno też mówić o zastoju w kulturze umysłowej, także w jej
instytucjonalnym wymiarze. Brandenburgia jest pod tym względem dobrym
przykładem. W 1506 roku dzięki staraniom elektora Joachima I - jak się
okazało po 1517 roku, zdecydowanego przeciwnika reformacji - doszło do
fundacji uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą. Uczelnia od początku
swojego istnienia miała cztery wydziały: teologiczny, prawniczy,
medyczny i sztuk wyzwolonych (artes liberales).
Elektor postarał się również o sprowadzenie do nowego uniwersytetu kadry
profesorskiej wywodzącej się przede wszystkim z sąsiedniej Saksonii.
Zdarzały się wśród niej wybitne postaci, takie jak znany poeta
renesansowy, podziwiany na dworze cesarskim Johannes Rhagius
Aesticampianus (1457-1520), uczeń wybitnego niemieckiego humanisty
Konrada Celtesa (związanego pod koniec XV wieku z Uniwersytetem
Krakowskim)30.
Początek reformacji oznaczał dla frankfurckiego uniwersytetu trudny
okres. Ponieważ uczelnia stała się intelektualnym filarem stronnictwa
katolickiego w Brandenburgii (pierwszy rektor uniwersytetu Konrad
Wimpina pisał wymierzone w Lutra i jego naukę pamflety oraz organizował
publiczne palenie jego pism), część kadry i studentów odpłynęła do
konkurencyjnej uczelni w Wittenberdze. Dopiero po przyjęciu
protestantyzmu przez elektora Joachima II doszło do reaktywacji
Viadriny, ale już jako uczelni protestanckiej. Po 1540 roku miała ona
dostarczać kadr podporządkowanemu elektorowi Kościołowi krajowemu oraz
przyciągać reprezentantów możnych rodów z sąsiedniej Wielkopolski,
którzy w ten sposób zapoznawali się z "czystą ewangelią" zwolenników
Marcina Lutra31. Bazę materialną dla rozwoju tej nowej wersji
frankfurckiego uniwersytetu stanowiły przekazane jej przez elektora
skonfiskowane majątki kościelne (m.in. frankfurckiej kartuzji).
Podobny zamysł towarzyszył pierwszemu księciu pruskiemu, który w 1544
roku ogłosił akt fundacyjny uniwersytetu w Królewcu (Albertyna). Nie
udało się Albrechtowi uzyskać potwierdzenia tej fundacji na dworze
cesarskim (aż do swojej śmierci był jako "margrabia Albrecht" banitą w świetle prawa Rzeszy). O potwierdzenie zwrócił się więc do swojego pana
lennego, króla Zygmunta Augusta. Ostatni Jagiellon przychylił się do
prośby Hohenzollerna, wydając 28 marca 1560 roku dokument konfirmacyjny.
Stwierdził w nim, że inicjatywa lennika "ze wszech miar zasługuje na
pochwałę, jako że rokuje wielkie owoce dla Rzeczypospolitej oraz wiele
pożytku i korzyści zarówno dla jego poddanych, jak i dla poddanych
krajów sąsiednich"32.
Po upływie trzech stuleci ten fakt zatwierdzenia przez króla Polski
istnienia uniwersytetu w stolicy Księstwa Pruskiego, później miasta
koronacyjnego królów Prus, starannie przemilczali twórcy propagandy o pruskiej "pracy kulturowej na wschodzie" (Kulturarbeit) wśród
"pozbawionych wyższej kultury" Polaków. Książę Albrecht, zakładając
uniwersytet w swojej stolicy, nie myślał, rzecz jasna, o "owocach dla
Rzeczypospolitej". Albertyna miała dostarczyć kadr Kościołowi
luterańskiemu w Księstwie Pruskim oraz kadr urzędniczych dla tworzonej
właśnie nowej administracji książęcej. Podobnie jak Viadrina, miała
również przyciągać studentów z Korony i Litwy, kształcąc w ten sposób
intelektualne i polityczne elity obozu protestanckiego w Rzeczypospolitej.
Czy można to traktować jako "owoce dla Rzeczypospolitej"? W pewnym
sensie tak. Choć inną sprawą było to, kto miał je konsumować: dwór
polski czy raczej dwór królewiecki, który w okresie panowania księcia
Albrechta (1525-1568) kreował się na patrona całego obozu
protestanckiego w państwie polsko-litewskim? Wymowne pod tym względem
były słowa, które napisał do Albrechta krótko po ogłoszeniu aktu
fundacyjnego Andrzej Frycz Modrzewski. Nie kryjąc swojej sympatii dla
"czystej wiary chrześcijańskiej" autor traktatu O naprawie
Rzeczypospolitej pisał do pierwszego "księcia w Prusach": "Wydaje mi
się, żeś zbudował tam w Królewcu, Panie, port i przytułek, w którym w tych niepewnych i burzliwych czasach znajdują schronienie prace nad
zagadnieniami religii i innych szlachetnych nauk"33.
Pomijając zapał retoryczny towarzyszący tym słowom, należy przyznać, że
nadzieje Modrzewskiego w dużym stopniu się spełniły. Nie do przecenienia
dla wzrostu roli Królewca jako ośrodka "transmisji" protestantyzmu na
ziemie Rzeczypospolitej Obojga Narodów miała działalność wydawnicza
(drukarska), która w postaci powołania uniwersytetu zyskała nad Pregołą
potężny impuls rozwojowy. Dość wspomnieć, że pierwsze polskie
(protestanckie) tłumaczenie Nowego Testamentu, tzw. Biblia Królewiecka,
ukazało się drukiem właśnie w stolicy Księstwa Pruskiego w 1552 roku
nakładem Jana Seklucjana (autorem tłumaczenia był Stanisław
Murzynowski).
Królewiecki ośrodek naukowo-wydawniczy szczególnie mocno oddziaływał (z racji na swoje położenie geograficzne) na Wielkie Księstwo Litewskie i żyjących tam zwolenników "czystej Ewangelii". Studentem Albertyny był
Marcin Mazvydas, autor wydanej w 1547 roku pierwszej książki w języku
litewskim Catehismus aprastysza dei, czyli przeznaczonych dla
litewskich protestantów Prostych słów katechizmu. W 1653 roku w Królewcu wydrukowano pierwszą gramatykę języka litewskiego Grammatica
Litvanica autorstwa pastora Daniela Kleina pochodzącego z tzw. pruskiej
Litwy (okręg Kłajpedy i Tylży w Prusach Książęcych)34.
W pierwszych latach istnienia Albertyny jej kadrę profesorską tworzyli
protestanccy uczeni z Wittenbergi, przyciągani nad Pregołę hojnością
Albrechta. Wśród pierwszych profesorów królewieckiej uczelni byli
również poddani króla polskiego: Abraham Kulwieć - wykładowca greki,
hebrajskiego i gramatyki, oraz Stanisław Rafajłowicz - wypromowany
osobiście przez Marcina Lutra doktor teologii. Obydwaj pochodzili z Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Powstanie w 1579 roku na bazie jezuickiego kolegium Akademii Wileńskiej
miało być przeciwwagą dla królewieckiej Albertyny, funkcjonującej od
ponad trzydziestu lat jako "port i przytułek" dla "prawdziwej Ewangelii"
w Wielkim Księstwie Litewskim.
Rozdział IV. Droga z Berlina do Królewca. Rządy Brandenburskich Hohenzollernów w
Księstwie Pruskim
Rozdział IV
Droga z Berlina do Królewca.
Rządy Brandenburskich Hohenzollernów w Księstwie Pruskim
Polityczna koniunktura okazała się łaskawa, a nawet miłosierna - jak
pisali Hozjusz i Kochanowski - dla ostatniego wielkiego mistrza Zakonu
Niemieckiego w Prusach i pierwszego księcia pruskiego Albrechta
Hohenzollerna. Nie we wszystkim jednak los mu sprzyjał. Odstępca od
wiary - wywołaniec i banita - musiał prędzej czy później ponieść karę -
mówiono po stronie katolickiej i wskazywano w tym kontekście na życie
rodzinne Albrechta.
W 1526 roku poślubił księżniczkę duńską Dorotę, córkę króla Fryderyka I.
Małżeństwo okazało się czymś więcej niż tylko mariażem dynastycznym.
Albrecht szczerze kochał swoją żonę i tym większy był jego ból, gdy
Dorota zmarła w 1547 roku. Żałoba, w której pogrążył się książę pruski,
była tak wielka, że podobno nosił się nawet z zamiarem abdykacji. Z Dorotą doczekał się sześciorga dzieci, z których tylko jedno - urodzona
w 1527 roku Anna Zofia - miało przeżyć swoich rodziców. Na początku
grudnia 1529 roku urodził się Albrecht Fryderyk, wyczekiwany syn i dziedzic Albrechta. Dziecko nie przeżyło jednak miesiąca. 17 marca 1539
roku urodził się drugi syn księcia pruskiego, który również otrzymał
imię Albrecht. Jednak i tym razem tragedia nie ominęła dworu książęcego.
Dziecko zmarło po kilku godzinach.
W 1550 roku Albrecht zawarł drugie małżeństwo z młodszą o czterdzieści
lat od siebie księżniczką brunszwicką Anną Marią. Tym razem była to
wyłącznie sprawa państwowa, a nie uczuciowa. Dwór królewiecki huczał od
plotek o ciągłych konfliktach między Albrechtem a jego drugą żoną.
Książę miał do niej pretensje o rozrzutność i nadużywanie alkoholu. Nie
był zachwycony rozczytywaniem się przez nią w książkach o czarach.
Temperament księżnej na własnej skórze poznał ochmistrz dworu Hans Jacob
Truchsess von Waldburg, który został przez nią publicznie spoliczkowany.
To, że nie otrzymał kolejnych ciosów srebrnym kubkiem, było zasługą
dworzan, którzy w ostatniej chwili powstrzymali krewką małżonkę
Albrechta.
W 1551 roku urodziło się pierwsze dziecko Albrechta i Anny Marii -
księżniczka Elżbieta. Dziecko okazało się ociemniałe, ale przeżyło
(Elżbieta zmarła w 1596 roku); 29 kwietnia 1553 roku urodził się kolejny
syn księcia pruskiego - Albrecht Fryderyk. Przeżył krytyczne pierwsze
dni i tygodnie. Jednak radość z narodzin długo oczekiwanego potomka
została przyćmiona, gdy zauważono, że syn książęcy zdradza coś, co
dzisiaj nazywa się wadami rozwojowymi. Zaczął mówić dopiero w wieku
trzech lat. Gdy osiągnął osiemnasty rok życia, stało się jasne, że
jedyny syn i dziedzic Albrechta cierpi na chorobę psychiczną,
prawdopodobnie schizofrenię paranoidalną. Widowiskowe próby samobójcze,
wahania nastrojów, urojenia - wszystko to świadczyło o tym, że nie
będzie on w stanie samodzielnie sprawować rządów w księstwie. To zaś
oznaczało kłopoty polityczne, związane z koniecznością ustanowienia
kurateli nad chorym władcą.
Pojawiało się oczywiście pytanie, czy Albrecht Fryderyk będzie mógł mieć
męskiego potomka. W 1573 roku poślubił księżniczkę Marię Eleonorę z Jüllich-Kleve. Jednak i w tym przypadku zadziałał zły los. Dwaj synowie
Albrechta Fryderyka zmarli w wieku niemowlęcym. Założona przez Albrechta
dynastia książąt pruskich miała więc wygasnąć na jego synu.
Seria nieszczęśliwych wydarzeń na dworze królewieckim, dramat rodzinny
Albrechta i nieszczęśliwy los jego syna były tym, co osiemnastowieczny
król Prus i zaprzysięgły wróg Polski Fryderyk II nazywał "prawem
sprzyjających okoliczności"36. Jak się jednak okazało,
kolejni królowie Polski (w tym tacy wybitni jak Stefan Batory) nie
zamierzali z niego skorzystać. Ciąg zmarnowanych okazji, które potem
srodze się zemściły - oto w największym skrócie historia stosunków
polsko-brandenbursko-pruskich w okresie stu lat między 1563 a 1663
rokiem. Nie można bezkarnie całe stulecie popełniać błędu za błędem.
Pierwszym z nich było odrzucenie w 1549 roku zabiegów niedawno
owdowiałego księcia Albrechta o rękę Katarzyny Jagiellonki, siostry
rozpoczynającego właśnie swoje samodzielne panowanie króla Zygmunta
Augusta. Władca Polski nie chciał zadrażniać relacji z Habsburgami, z którymi zawarł w końcu sojusz. Obawiał się również, że małżeństwo z siostrą królewską da Albrechtowi możliwość mieszania się w wewnętrzne
sprawy Korony.
Jednak nie godząc się na ślub swojej siostry z księciem pruskim,
pozbawiał siebie dodatkowej możliwości - obok tych zawartych w traktacie
krakowskim z 1525 roku - ściślejszego związania Prus Książęcych z Polską. Należy zgodzić się z opinią, że z chwilą podania Albrechtowi
czarnej polewki "przesądzone zostały w owym momencie na niekorzyść
Polski istniejące jeszcze szanse związania z nią ściślej rodu panującego
w Prusach poprzez więzy rodzinne, kulturowe i polityczne" (A.
Sucheni-Grabowska)37.
W 1549 roku została więc zmarnowana pierwsza okazja umocnienia wpływów
Korony nad Pregołą. Druga została zepsuta przez tego samego Zygmunta
Augusta kilkanaście lat później. Jak wiadomo, na mocy traktatu
krakowskiego do dziedziczenia lenna pruskiego obok Albrechta i męskich
potomków tegoż księcia uprawnieni byli jego trzej bracia oraz ich
synowie. Z tych trzech braci - margrabia Jan zmarł bezpotomnie już w 1525 roku. Drugi z nich - Kazimierz - zmarł dwa lata później,
pozostawiając jedynego syna Albrechta Alcybiadesa, który w 1557 roku
zmarł bezpotomnie. Najmłodszy z braci Albrechta uprawnionych na mocy
układu z 1525 roku do dziedziczenia lenna pruskiego, margrabia Ansbachu
Jerzy Fryderyk urodził się dopiero w 1539 roku. Umrze w 1603 roku, nie
pozostawiając męskiego potomka38.
Nie trzeba było nawet politycznej zręczności, tylko cierpliwego
czekania, by doprowadzić do wcielenia - zgodnie z traktatem krakowskim -
Księstwa Pruskiego do Korony, co z pewnością zmieniłoby sytuację
geopolityczną w naszym regionie Europy na całe wieki.
W 1563 roku król Zygmunt August zgodził się na rozszerzenie
dziedziczenia w Księstwie Pruskim o brandenburską linię Hohenzollernów.
Tutaj dopiero Stańczyk miałby powody do snucia jak najgorszych
przypuszczeń, tym bardziej że już w 1539 roku Zygmunt Stary, odrzucając
podobne starania Albrechta, wskazywał, że Korona nie może dopuścić -
nawet w dalszej perspektywie - do połączenia w jednym ręku Berlina i Królewca. Dlaczego dwie dekady później syn Zygmunta I nie miał takich
obaw?
Zapewne dlatego że pojawił się bowiem nowy stary czynnik w relacjach
polsko-pruskich, czyli Moskwa39. W 1556 roku doszło do ostrego
konfliktu zakonu inflanckiego (boczna gałąź Krzyżaków) z arcybiskupem
ryskim Wilhelmem Hohenzollernem (bratem księcia Albrechta), którego
przyczyną i efektem była sekularyzacja na wzór krzyżacki ziem dawnego
państwa Zakonu Kawalerów Mieczowych. W konflikt zaangażowała się Polska.
Z nadarzającej się okazji postanowił skorzystać również car moskiewski
Iwan Groźny, który w 1558 roku opanował większość ziem byłego państwa
zakonnego, zyskując w ten sposób dostęp do Bałtyku. Rozpoczęła się
pierwsza wojna północna.
Polsce zależało w tej sytuacji na zachowaniu przez Brandenburgię
życzliwej neutralności, czyli nieprzepuszczaniu przez elektora posiłków
zbrojnych z Rzeszy idących do Inflant na służbę wielkiego mistrza. Już w 1559 roku wysłannicy brandenburscy otrzymali od sejmu obradującego w Piotrkowie zapewnienie o życzliwym rozpatrzeniu starań elektorskiej
dyplomacji o włączenie brandenburskich Hohenzollernów do dziedziczenia
lenna pruskiego. Ostatecznie 4 marca 1563 roku w dokumencie wydanym w Piotrkowie król Zygmunt August dopuścił elektora brandenburskiego
Joachima II oraz jego męskich potomków do grona dziedziców Księstwa
Pruskiego. Królewską decyzję zatwierdził w 1569 roku sejm lubelski, ten
sam, na którym doszło do zawarcia unii realnej między Koroną a Wielkim
Księstwem Litewskim. W czasie więc jednego sejmu doszło do dwóch
wydarzeń o epokowych konsekwencjach: formalnego (ustrojowego) utworzenia
Rzeczypospolitej Obojga Narodów oraz wyśliźnięcia się z polskich rąk
realnej możliwości przejęcia Księstwa Pruskiego.
Czynnik moskiewski odegrał też rolę przy kolejnej fatalnej decyzji dla
interesów Polski w Księstwie Pruskim, jaką było przekazanie przez króla
Stefana Batorego kurateli nad chorym księciem Albrechtem Fryderykiem
margrabiemu ansbachskiemu Jerzemu Fryderykowi, ostatniemu z żyjących i uprawnionych do dziedziczenia na mocy traktatu krakowskiego braci
pierwszego księcia pruskiego. Jerzy Fryderyk w 1577 roku otrzymał od
króla Polski prawo do administracji Prusami Książęcymi jako kurator
chorego władcy. Zgodnie z dokumentem wystawionym przez Batorego miał
sprawować rządy jako "książę Prus" i z tego tytułu był zobowiązany
złożyć hołd lenny królowi Polski. Jednocześnie król Stefan potwierdzał
prawo do dziedziczenia lenna pruskiego przez władców Brandenburgii.
Decyzje te zapadały w momencie ciągle trwającego konfliktu zbrojnego
polskiego króla z Gdańskiem i w cieniu zbliżającej się zbrojnej rozprawy
z Iwanem Groźnym. Zastrzyk finansowy w postaci 200 tysięcy guldenów,
który otrzymał Batory od beneficjentów wspomnianej decyzji, był w tym
kontekście bardzo poszukiwaną pomocą. Pytanie zasadnicze brzmi jednak:
czy Rzeczpospolita czasów Stefana Batorego była na tyle słaba, że
musiała liczyć na transfery gotówkowe od Hohenzollernów, by móc
prowadzić wojnę z Moskwą? Oczywiście, że nie. Nie brak gotówki był
problemem, ale brak politycznej wyobraźni polskiego dworu i całego
szlacheckiego "narodu politycznego", zasadniczo lekceważącego sprawę
pruskiego lenna lub tkwiącego w oparach fałszywie pojętego miłosierdzia.
Za mało było Dantyszków, a za dużo Kochanowskich.
Ostatni etap przejmowania przez brandenburskich Hohenzollernów Księstwa
Pruskiego dokonał się za panowania Zygmunta III Wazy. Pierwsza faza
nastąpiła w 1605 roku, gdy Zygmunt III przekazał kuratelę nad chorym
Albrechtem Fryderykiem elektorowi brandenburskiemu Joachimowi
Fryderykowi (margrabia Jerzy Fryderyk, dotychczasowy kurator, zmarł w 1603 roku). W 1611 roku oficjalnie Księstwo Pruskie jako lenno zostało
nadane kolejnemu elektorowi, Janowi Zygmuntowi. Ostatni akt
zainaugurowała śmierć 18 sierpnia 1618 roku księcia Albrechta Fryderyka.
W ten sposób wygasła panująca od 1525 roku pruska linia książęca. Nic
już nie stało na przeszkodzie, by brandenburscy Hohenzollernowie objęli
władzę jako książęta pruscy w Królewcu.
Dwudziestego trzeciego września 1621 roku elektor Jerzy Wilhelm -
następca zmarłego w 1620 roku Jana Zygmunta - złożył w Warszawie
uroczysty hołd lenny przed królem Polski Zygmuntem III Wazą. Wydawać by
się mogło, że to był wyjątkowo dobry czas dla Rzeczpospolitej. W stosunkowo krótkim czasie po sobie na kolana przed polskim władcą padali
carowie moskiewscy i władca Brandenburgii oraz Księstwa Pruskiego. W rzeczywistości, czyli na dłuższą metę (bo w polityce rzeczywiste jest
to, co długotrwałe) liczyło się jednak to, że Kremla nie utrzymaliśmy, a Hohenzollernowie od 1621 roku rządzili jednocześnie w Berlinie i Królewcu. Pierwszy krok na drodze do powstania jednolitego państwa
brandenbursko-pruskiego został uczyniony. Bez zgody Rzeczypospolitej nie
byłoby to możliwe.
Ponownie należy postawić zasadnicze pytanie, czy Rzeczpospolita na
początku XVII wieku była aż tak słaba, że musiała zabiegać o poparcie
lub życzliwą neutralność Brandenburgii, elektoratu będącego częścią
Rzeszy, która wchodziła akurat w fazę ostrego kryzysu
polityczno-konfesyjnego? Niebawem (w 1618 roku) skutkuje on ciągiem
krwawych konfliktów z udziałem ościennych mocarstw (wojna
trzydziestoletnia). Oczywiście, że nie. Podobnie jak na wielu innych
etapach historii stosunków prusko-polskich, po naszej stronie mieliśmy
do czynienia z sekwencją zmarnowanych szans. To spiętrzenie
niekorzystnych dla Rzeczypospolitej rozstrzygnięć politycznych w XVII
wieku nie było przecież uwarunkowane przewagą militarną czy polityczną
Berlina nad Warszawą, ale raczej brakiem politycznej wyobraźni polskiej
elity politycznej (dworu królewskiego i "narodu szlacheckiego"). Brak
wyobraźni, zwłaszcza w materii politycznej, wiedzie do gorszych rzeczy
niż zbrodnia - do błędów.