Prusy. Pięć wieków - Grzegorz Kucharczyk

Kup ebooka

85.00 zł
67.89 zł (70,55 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział V. Jak prze­trwać kata­klizm? Wojna trzy­dzie­sto­let­nia (1618-1648) i pokój west­fal­ski (1648)

Roz­dział V

Jak prze­trwać kata­klizm? Wojna trzy­dzie­sto­let­nia (1618-1648) i pokój west­fal­ski (1648)

Nie tylko na Dzi­kich Polach Rze­czy­po­spo­li­tej poja­wiały się w XVII wieku "roz­ma­ite znaki na nie­bie i ziemi zwia­stu­jące jako­weś klę­ski i nad­zwy­czajne zda­rze­nia"40. Sie­dem­na­ste stu­le­cie było epoką wie­lo­ra­kich kry­zy­sów Europa doświad­czała zna­czą­cych zmian kli­ma­tycz­nych zwa­nych "małą epoką lodow­cową". Ochło­dze­nie kli­matu spo­wo­do­wane naj­praw­do­po­dob­niej zmia­nami na Słońcu lub nie­znaczną zmianą kąta nachy­le­nia Ziemi wzglę­dem naj­bliż­szej nam gwiazdy ozna­czało nadej­ście dłu­gich i suro­wych zim. W Lon­dy­nie na Tami­zie budo­wano wtedy karczmy przy tym­cza­so­wych zlo­do­wa­cia­łych uli­cach. Bywały zimy, że skuty lodem był Bos­for. Kró­lo­wie szwedzcy masze­ro­wali wraz z całą swoją arty­le­rią po sku­tym lodem Bał­tyku41.

"Glo­balny kry­zys" kli­ma­tyczny (G. Par­ker) ozna­czał rów­nież dotkliwe straty dla głów­nej gałęzi euro­pej­skiej gospo­darki, jaką było wciąż rol­nic­two. Ochło­dze­nie ozna­czało z kolei obniżkę plo­nów. Po suro­wych i dłu­gich zimach nastę­po­wały krót­kie i desz­czowe lata. To zaś ozna­czało widmo klę­ski głodu dla milio­nów miesz­kań­ców Sta­rego Kon­ty­nentu.

Do mrozu i głodu dołą­czyła kolejna klę­ska: wojna. XVII stu­le­cie to praw­dziwy "wiek żelaza" w Euro­pie. Na wscho­dzie kon­ty­nentu swoje ofiary pochła­niały kolejne fazy zma­gań o domi­nium Maris Bal­tici (na czele z kolejną odsłoną "wojny pół­noc­nej" w latach 1655-1660). Na zacho­dzie, w Anglii i Szko­cji, sza­lała krwawa wojna domowa (od 1640 roku), która miała rów­nież swoje okrutne kon­se­kwen­cje dla Irlan­dii. We Fran­cji miesz­czań­ska i szla­checka "fronda" pró­bo­wała (bez skutku) ogra­ni­czyć abso­lutną wła­dzę kró­lów. A pośrodku była Rze­sza (Święte Cesar­stwo Rzym­skie Narodu Nie­miec­kiego) - miej­sce, na któ­rym przez trzy­dzie­ści lat od 1618 roku toczyły się kolejne wojny pro­wa­dzone mię­dzy sobą przez kraje nie­miec­kie oraz ościenne mocar­stwa. Ciąg tych wojen prze­szedł do histo­rii jako "wojna nie­miecka", ale naj­le­piej znany jest jako wojna trzy­dzie­sto­let­nia (1618-1648).

Wybu­chła ona nie­mal dokład­nie sto lat po roz­po­czę­ciu przez Mar­cina Lutra refor­ma­cji. Te dwa wyda­rze­nia - refor­ma­cja i trzy­dzie­sto­let­nia "wojna nie­miecka" - pozo­stają ze sobą w ści­słym związku. Refor­ma­cja nie tylko bowiem miała kon­se­kwen­cje reli­gijne i ekle­zjalne (insty­tu­cjo­nalne roz­bi­cie Kościoła na Zacho­dzie, odrzu­ce­nie pod­staw dok­tryny kato­lic­kiej), ale rów­nież poli­tyczne, te ostat­nie zwłasz­cza w obrę­bie Rze­szy. Po 1517 roku władcy państw nie­miec­kich jesz­cze bar­dziej zyskali na samo­dziel­no­ści. Ci z nich, któ­rzy opo­wie­dzieli się za "czy­stą Ewan­ge­lią", stali się "bisku­pami z koniecz­no­ści" (Notbischöfe) nowych pro­te­stanc­kich wspól­not, co ozna­czało rów­nież usa­mo­dziel­nie­nie się wobec władz cen­tral­nych Rze­szy na czele z cesa­rzem. Nato­miast władcy państw nie­miec­kich trwa­jący przy Kościele rzym­skim (na przy­kład Hohen­zol­ler­no­wie bran­den­bur­scy do 1539 roku) kazali sobie drogo - w sen­sie poli­tycz­nym - pła­cić za mili­tarne wspar­cie dla kato­lic­kiego cesa­rza w cza­sie trwa­jących wojen reli­gij­nych w Rze­szy.

Temu pro­ce­sowi poli­tycz­nego usa­mo­dziel­nia­nia się wład­ców nie­miec­kich wobec wła­dzy cesar­skiej sprzy­jał inny, wywo­łany przez refor­ma­cję pro­ces - kon­fe­sjo­na­li­za­cja, czyli nakła­da­nie się na sie­bie kwe­stii wyzna­nio­wych (kon­fe­syj­nych) i poli­tycz­nych. Zyskała ona rangę prawa obo­wią­zu­ją­cego w całym Świę­tym Cesar­stwie Rzym­skim na mocy tzw. pokoju augs­bur­skiego z 1555 roku, koń­czą­cego pierw­szą fazę wojen reli­gij­nych w Rze­szy.

Na Sej­mie Rze­szy w Augs­burgu strony kato­licka i lute­rań­ska zgo­dziły się co do tego, że odtąd żaden stan Rze­szy nie może z powodu wyzna­wa­nej wiary prze­śla­do­wać innego stanu. Posta­no­wiono rów­nież, że wszyst­kie doko­nane do 1552 roku przez wład­ców tery­to­rial­nych czy mia­sta seku­la­ry­za­cje mająt­ków Kościoła miały być uznane za nie­od­wra­calne.

Tym jed­nak, co sta­no­wiło o wyjąt­ko­wo­ści pokoju augs­bur­skiego, było przy­zna­nie na jego mocy wład­com kra­jów nie­miec­kich ius refor­mandi (dosłow­nie "prawo do refor­ma­cji"), które póź­niej przez jury­stów z epoki zostało ubrane w bar­dziej znaną for­mułę cuius regio eius reli­gio (czyja wła­dza, tego reli­gia). Słusz­nie wska­zuje się na to, że w ten spo­sób pokój reli­gijny z 1555 roku "upra­wo­moc­niał i for­ma­li­zo­wał kon­fe­syjną koeg­zy­sten­cję, pozo­sta­wia­jąc jed­no­cze­śnie teo­lo­giczną kwe­stię prawdy nie­roz­strzy­gniętą". W ten spo­sób w 1555 roku osta­tecz­nie zerwano z pod­sta­wową zasadą kształ­tu­jącą od wie­ków poli­tyczny i reli­gijny ład chri­stia­ni­tas, czyli z prze­ko­na­niem o ist­nie­niu bożego prawa, któ­rego wyznacz­ni­kiem była har­mo­nijna jed­ność świec­kiego i duchow­nego porządku. Ten pierw­szy w myśl owej zasady czer­pał swoją legi­ty­mi­za­cję z pozo­sta­wa­nia w łącz­no­ści z ładem duchow­nym. Śre­dnio­wieczna chri­stia­ni­tas uzna­wała koniecz­ność har­mo­nij­nej współ­pracy wła­dzy świec­kiej i duchow­nej. Odrzu­cała jed­nak zde­cy­do­wa­nie (por. kon­flikty o inwe­sty­turę) ich złą­cze­nie w jed­nym ręku. Rok 1555 otwie­rał wła­śnie moż­li­wość takiego połą­cze­nia42.

Kru­chość pokoju (a wła­ści­wie rozejmu) reli­gij­nego wyne­go­cjo­wa­nego w Augs­burgu pole­gała na tym, że obie strony zupeł­nie ina­czej inter­pre­to­wały jego istotę. Dla strony lute­rań­skiej ozna­czał on "powszech­nie obo­wią­zu­jące, nie­na­ru­szalne prawo pod­sta­wowe Rze­szy, które na zawsze zrów­ny­wało we wszyst­kich pra­wach oby­dwie kon­fe­sje". Dla strony kato­lic­kiej pokój z 1555 roku nie wpro­wa­dzał nowego lex fun­da­men­ta­lis. Był raczej roz­wią­za­niem przej­ścio­wym, sytu­acją wyjąt­kową wymu­szoną zała­ma­niem się ładu poli­tycz­nego i wyzna­nio­wego w cesar­stwie, który powi­nien moż­li­wie szybko powró­cić do swo­jej pier­wot­nej (tj. sprzed 1517 roku) postaci43.

Był jesz­cze inny czyn­nik, który od początku wpły­wał na nie­trwa­łość poro­zu­mie­nia z 1555 roku. Cho­dziło w tym przy­padku o wyłą­cze­nie z niego wyzna­nia "refor­mo­wa­nego", tj. kal­wiń­skiego, które stale zyski­wało na popu­lar­no­ści w kolej­nych kra­jach Rze­szy przez kolejne dekady po pokoju augs­bur­skim.

Zarze­wiem przy­szłych kon­flik­tów była rów­nież zawarta w trak­ta­cie augs­bur­skim klau­zula o rese­rva­tum ecc­le­sia­sti­cum (rezer­wa­cja kościelna), która wpro­wa­dzała wyją­tek od ogól­nego prawa wład­ców świec­kich "do refor­ma­cji" (ius refor­mandi). Klau­zula odno­siła się wprost do faktu ist­nie­nia w obrę­bie Rze­szy władztw tery­to­rial­nych (kato­lic­kich), połą­czo­nych z urzę­dami (god­no­ściami) kościel­nymi. Posta­na­wiała ona, że w razie przej­ścia na lute­ra­nizm osoby spra­wu­ją­cej wła­dzę w takim "duchow­nym pod­mio­cie" Rze­szy miała ona opu­ścić swój urząd, w żaden spo­sób nie naru­sza­jąc (np. przez seku­la­ry­za­cję) dóbr kościel­nych znaj­du­ją­cych się w obrę­bie takiego władz­twa.

Klau­zula tao­d­no­siła się zarówno do takich małych pod­mio­tów jak opac­twa, trak­to­wane jako osobne stany Rze­szy (Reichstände), ale rów­nież doty­czyła elek­to­ra­tów duchow­nych (arcy­bi­skupstw: mogunc­kiego, koloń­skiego i spir­skiego). Strona kato­licka chciała się w ten spo­sób zabez­pie­czyć przed sytu­acją "wro­giego prze­ję­cia" jed­nego z tych elek­to­ra­tów przez stronę pro­te­stancką. Ponie­waż zaś mowa była o elek­to­rach Rze­szy, a więc o bez­po­śred­nim wpły­wie na wybór cesa­rza, sprawa doty­czyła więc tzw. wiel­kiej poli­tyki.

To, że obawy strony kato­lic­kiej, prą­cej do zamiesz­cze­nia w pokoju augs­bur­skim klau­zuli o rese­rva­tum ecc­le­sia­sti­cum, nie były pozba­wione pod­staw, poka­zała tzw. wojna koloń­ska pod koniec XVI wieku. Została ona wywo­łana przej­ściem w 1582 roku na lute­ra­nizm arcy­bi­skupa Kolo­nii Gebharda Truch­sessa von Wald­burga, który nie krył jed­no­cze­śnie swo­ich zamia­rów seku­la­ry­za­cji mająt­ków archi­die­ce­zji. Apo­sta­zja arcy­bi­skupa przy jed­no­cze­snym zacho­wa­niu przez niego wła­dzy w koloń­skim elek­to­ra­cie ozna­cza­łaby zyska­nie przez stronę pro­te­stancką więk­szo­ści w kole­gium elek­to­rów, co z kolei ozna­cza­łoby realne zagro­że­nie dla per­spek­tywy suk­ce­sji korony cesar­skiej przez kato­licką dyna­stię Habs­bur­gów. Kon­flikt trwał do 1589 roku, gdy osta­tecz­nie kwe­stia została roz­strzy­gnięta przez zbrojną inter­wen­cję wojsk Rze­szy (wojsk cesar­skich), które przy­wró­ciły w Kolo­nii władz­two duchowne.

Zgoda strony pro­te­stanc­kiej na klau­zulę o "rezer­wa­cji kościel­nej" została osią­gnięta w zamian za zobo­wią­za­nie arcy­księ­cia Fer­dy­nanda (od 1558 do 1564 roku cesa­rza Fer­dy­nanda I), który w zastęp­stwie swego ojca, cesa­rza Karola V, spra­wo­wał wła­dzę w Rze­szy, do tego, że pro­te­stanci (szlachta i miesz­czań­stwo) zamiesz­ku­jący kato­lic­kie władz­twa duchowne będą mogli pozo­stać przy swoim wyzna­niu. Owa dec­la­ra­tio Fer­di­nan­dea nie zna­la­zła się jed­nak w spi­sa­nych usta­le­niach augs­bur­skiego Sejmu Rze­szy, ale była oso­bi­stym zobo­wią­za­niem władcy44. Fakt ten z pew­no­ścią od początku sta­wiał pod zna­kiem zapy­ta­nia jej trwa­łość.

Jed­nak naj­waż­niej­sze w tym kon­tek­ście były zmiany zacho­dzące w pej­zażu reli­gij­nym Rze­szy od ostat­niej ćwierci XVI wieku. Jeden z kon­tra­hen­tów pokoju augs­bur­skiego (lute­ra­nizm) coraz bar­dziej od lat sie­dem­dzie­sią­tych tego stu­le­cia tra­cił na rzecz innego (kato­li­cyzm). W siłę rosła rów­nież trze­cia strona, czyli kal­wi­ni­ści, któ­rzy w ogóle nie byli zapro­szeni w 1555 roku do usta­la­nia warun­ków pokoju reli­gij­nego w Rze­szy45.

W 1563 roku zakoń­czył swoje obrady sobór powszechny w Try­den­cie. Kościół wszedł w fazę poso­bo­ro­wej odnowy (kato­licka kontr­re­for­ma­cja). Na tere­nie Rze­szy ozna­czała ona reka­to­li­cy­za­cję wielu obsza­rów, które w pierw­szej fazie refor­ma­cji przy­jęły "czy­stą Ewan­ge­lię" gło­szoną przez Mar­cina Lutra i jego zwo­len­ni­ków. Taki pro­ces zacho­dził od lat sie­dem­dzie­sią­tych XVI wieku w Bawa­rii, Fran­ko­nii oraz w rodo­wych posia­dło­ściach Habs­bur­gów (Tyrol). Po stro­nie kato­lic­kiej widoczne było odno­wie­nie spój­no­ści dok­try­nal­nej, for­ma­cji ducho­wej oraz inte­lek­tu­al­nej ducho­wień­stwa. Z kolei po stro­nie lute­rań­skiej coraz wyraź­niej odczu­walny był kry­zys poboż­no­ści, znaj­du­jący pożywkę w tym, że trze­cia po Mar­ci­nie Lutrze gene­ra­cja pro­te­stan­tów "tylko w spo­sób mocno ogra­ni­czony postrze­gała refor­ma­cję jako osią­gnię­cie, a o wiele bar­dziej jako coś, co zostało im po pro­stu prze­ka­zane"46.

Wigoru nato­miast nie tra­cił kal­wi­nizm. Od lat sześć­dzie­sią­tych XVI wieku coraz wię­cej wład­ców Rze­szy prze­cho­dziło na wiarę "refor­mo­waną", co z pew­no­ścią pozo­sta­wało w ści­słym związku z kry­zy­sem ducho­wym lute­ra­ni­zmu. O przy­kła­dzie Bran­den­bur­gii Hohen­zol­ler­nów była już mowa. Jed­nak prze­ło­mo­wym dla przy­szło­ści kal­wi­nizmu w Rze­szy było jego przy­ję­cie w 1562 roku przez wład­ców (elek­to­rów) Pala­ty­natu. To oni aż do wybu­chu wojny trzy­dzie­sto­let­niej będą głów­nymi pro­tek­to­rami "refor­mo­wa­nej wiary" w Rze­szy. Nie­przy­pad­kowo wła­śnie w ich sto­licy, Heidel­bergu, opu­bli­ko­wany został w 1563 roku naj­waż­niej­szy doku­ment "nowej wiary" - Kate­chizm Heidel­ber­ski.

Decy­zje podej­mo­wane na płasz­czyź­nie reli­gij­nej miały oczy­wi­ście swoje kon­se­kwen­cje poli­tyczne (kon­fe­sjo­na­li­za­cja). Znaj­do­wało to odzwier­cie­dle­nie w spo­so­bie funk­cjo­no­wa­nia naj­waż­niej­szych orga­nów poli­tycz­nych Świę­tego Cesar­stwa Rzym­skiego: Sejmu Rze­szy, Sądu Kame­ral­nego Rze­szy (Reich­skam­mer­ge­richt) oraz Sądu Nadwor­nego (Hofge­richt). Od lat dzie­więć­dzie­sią­tych XVI wieku roz­po­czął się pro­ces postę­pu­ją­cej utraty przez te organy legi­ty­mi­za­cji wewnętrz­nej, która zwłasz­cza w odnie­sie­niu do instan­cji sądow­ni­czych zasa­dzała się na powszech­nym zaufa­niu w ich bez­stron­ność. Ten walor szybko zani­kał w dobie dyna­micz­nie zmie­nia­ją­cych się rela­cji mię­dzy­wy­zna­nio­wych, które wzmac­niały stronę kato­licką, a po stro­nie pro­te­stanc­kiej ozna­czały słab­nię­cie lute­ra­ni­zmu i sys­te­ma­tyczny wzrost kal­wi­ni­zmu. W naj­waż­niej­szych insty­tu­cjach poli­tycz­nych Rze­szy coraz wyraź­niej­szą prze­wagę zyski­wała strona kato­licka, która im bli­żej XVII wieku, tym bar­dziej dawała wyraz swo­jemu prze­ko­na­niu, że pokój z 1555 roku jest sytu­acją tylko tym­cza­sową.

Symp­to­ma­tyczne pod tym wzglę­dem były orze­cze­nia Sądu Kame­ral­nego Rze­szy z 1598 roku w spra­wie resty­tu­cji praw zwierzch­nich do zse­ku­la­ry­zo­wa­nych dóbr kato­lic­kich klasz­to­rów, które zostały wcze­śniej prze­jęte przez pro­te­stanc­kich wład­ców w połu­dniowo-wschod­niej czę­ści Rze­szy (tzw. Vier­klo­ster­streit)47. Wyroki te zostały powszech­nie przy­jęte przez stronę pro­te­stancką - zwłasz­cza zaś repre­zen­tan­tów zysku­ją­cej na zna­cze­niu wiary "refor­mo­wa­nej" - jako stron­ni­cze i naru­sza­jące posta­no­wie­nia pokoju augs­bur­skiego.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Cyt. za: K. Frie­drich, Inne Prusy. Prusy Kró­lew­skie i Pol­ska mię­dzy wol­no­ścią a wol­no­ściami (1569-1772), Poznań 2005, s. 37. [wróć]

J. Donoso Cor­tes, Let­tres poli­ti­qu­es­sur la situ­ation de la Prusse en 1849, w: tegoż, Oeu­vres, t. 2, Paris 1862, s. 82. W innym miej­scu stwier­dzał: "Histo­ria tej rodziny [Hohen­zol­ler­nów] od Wiel­kiego Elek­tora po obec­nie panu­ją­cego Fry­de­ryka Wil­helma IV jest naj­bar­dziej cudowna ze wszyst­kich histo­rii", tamże, s. 65. [wróć]

Selec­ted wri­tings of Lord Acton. Volume III. Essays in reli­gion, poli­tics and mora­lity, ed. J.R. Fears, India­na­po­lis 1988, s. 598. [wróć]

Gehe­imes Sta­at­sar­chiv Preus­si­scher Kul­tur­be­sitz, Ber­lin-Dah­lem, Nachlass von Cle­inow, nr 104, strona nie­pa­gi­no­wana. [wróć]

Tej histo­rycz­nej ziemi lubu­skiej nie należy mylić z "nowo wytwo­rzo-ną" po 1945 roku zie­mią lubu­ską (woje­wódz­twem lubu­skim), która geo­gra­ficz­nie leży głów­nie na zie­miach daw­nej Nowej Mar­chii i pół­noc­nej czę­ści Dol­nego Ślą­ska, a nie obsza­rów oka­la­ją­cych nie­gdyś Lubusz. [wróć]

B. Wacho­wiak, Bran­den­bur­gia i Prusy w śre­dnio­wie­czu, w: B. Wacho­wiak przy współ­udziale A. Kamień­skiego, Dzieje Bran­den­bur­gii-Prus na progu cza­sów nowo­żyt­nych (1500-1701), Poznań 2001, s. 27. [wróć]

B. Wacho­wiak, Bran­den­bur­gia i Prusy w śre­dnio­wie­czu, s. 42. [wróć]

List H. Bese­lera do żony, 22.10.1915. Bundesmilitärarchiv in Fre­iburg, Nachlass von Bese­ler, N 30/53, s. 24. [wróć]

O począt­kach dyna­stii Hohen­zol­ler­nów - zob. W. Neu­ge­bauer, Die Hohen­zol­lern. Band 1. Anfänge, Lan­des­staat und monar­chi­sche Auto­kra­tie bis 1740, Stut­t­gart-Ber­lin-Köln 1996, s. 11-15. [wróć]

W. Neu­ge­bauer, Die Hohen­zol­lern, s. 70-71. [wróć]

W 1438 roku kró­lem Nie­miec został Albrecht II Habs­burg. W 1440 roku, po śmierci Albrechta, god­nośc tę objął inny przed­sta­wi­ciel tej dyna­stii, Fry­de­ryk III, który w 1452 roku został cesa­rzem rzym­skim i jako ostatni cesarz odbył koro­na­cję w Rzy­mie. [wróć]

Cyto­wane opi­nie: B. Stol­l­berg-Rilin­ger, Das Heilige Römische Reich Deut­scher Nation. Vom Ende des Mit­te­lal­ters bis 1806, München 2018, s. 16-17. [wróć]

K. Frie­drich, dz. cyt., s. 42. [wróć]

Sfor­mu­ło­wa­nie J. Pajew­skiego, w: tegoż, Niemcy w cza­sach nowo­żyt­nych (1517-1939), Poznań 1947, s. 21. [wróć]

J. Wijaczka, Albrecht von Bran­den­burg-Ans­bach (1490-1568). Ostatni mistrz zakonu krzy­żac­kiego i pierw­szy książę "w Pru­siech", Olsz­tyn 2010, s. 49. [wróć]

Por. J. Pajew­ski, dz. cyt., s. 22. [wróć]

J. Pajew­ski, dz. cyt., s. 23. [wróć]

Syn­te­tyczne opra­co­wa­nie tych poli­tycz­nych i spo­łecz­nych skut­ków wystą­pie­nia Mar­cina Lutra - zob. D. Pol­lack, Pro­te­stan­ti­smus und Moderne, w: Die Weltwir­kung der Refor­ma­tion. Wie der Pro­te­stan­ti­smus unsere Welt verändert hat, hrsg. U. Di Fabio, J. Schil­ling, München 2017, s. 81-118. [wróć]

J. Wijaczka, dz. cyt., s. 89. Tamże cyto­wane słowa autora. [wróć]

Tamże, s. 106. [wróć]

Tamże, s. 107. [wróć]

Kar­dy­nał S. Wyszyń­ski, Ze sto­licy Pry­ma­sów. Wybór kazań, Poznań 1988, s. 380-381. [wróć]

Cyt. za: J. Pajew­ski, dz. cyt., s. 25. [wróć]

W. Neu­ge­bauer, Die Hohen­zol­lern, s. 136-137. [wróć]

S.D. Bow­man, Masters and lords. Mid-19th-cen­tury U.S. plan­ters and Prus­sian Jun­kers, New York-Oxford 1993, s. 46. [wróć]

B. Wacho­wiak, Dzieje Bran­den­bur­gii-Prus na progu cza­sów nowo­żyt­nych, s. 129. [wróć]

S.D. Bow­man, Masters and lords, s. 46. [wróć]

T. Söding, Leucht­feuer der Refor­ma­tion - Luthers Bibelübersetzung, w: Weltwir­kung der Refor­ma­tion, s. 73-80. [wróć]

J. Pajew­ski, dz. cyt., s. 6. [wróć]

Aesti­cam­pia­nus był z pocho­dze­nia Ser­bem łużyc­kim. Jego wła­ściwe imię i nazwi­sko to Jan Rak. [wróć]

Nie było tutaj jed­nak auto­ma­ty­zmu. Stu­den­tem Via­driny był m.in. Łukasz Koście­lecki, póź­niej­szy biskup poznań­ski. [wróć]

J. Wijaczka, dz. cyt., s. 259. [wróć]

Tamże, s. 255. [wróć]

J. Ochmań­ski, Histo­ria Litwy, Wro­cław-War­szawa-Kra­ków 1982, s. 125, 155. [wróć]

Pierw­sza defe­ne­stra­cja nastą­piła 30 lipca 1419 roku, gdy zwo­len­nicy spa­lo­nego na sto­sie w Kon­stan­cji Jana Husa wyrzu­cili z okien pra­skiego ratu­sza nie­przy­chyl­nych im przed­sta­wi­cieli magi­stratu. Potrak­to­wani w ten spo­sób w 1618 roku przez pro­te­stancką szlachtę cze­ską urzęd­nicy cesar­scy prze­żyli defe­ne­stra­cję, lądu­jąc bez­piecz­nie na kupie śmieci pod oknami ratu­sza. W pro­pa­gan­dzie strony kato­lic­kiej oca­le­nie to przy­pi­sy­wano cudow­nej inter­wen­cji Matki Bożej; H. Münkler, Der dreissigjährige Krieg. Europäische Kata­stro­phe. Deut­sches Trauma 1618-1648, Ber­lin 2018, s. 49-50. [wróć]

W swoim testa­men­cie poli­tycz­nym z 1752 roku Fry­de­ryk II pisał: La poli­ti­que con­si­ste plu­tot a pro­fi­ter des con­jonc­tu­res favo­ra­bles qua les pre­pa­rer d'avance. Cyt. za: J. Kunisch, Frie­drich der Große. Der König und seine Zeit, München 2009, s. 170. [wróć]

J. Wijaczka, dz. cyt., s. 178. Nie pierw­szy raz kon­kury księ­cia Albrechta zostały odrzu­cone przez dwór jagiel­loń­ski. Pierw­szy raz stało się to w 1526 roku, gdy świeżo upie­czony książę pru­ski ubie­gał się o rękę Jadwigi, córki Zyg­munta Sta­rego i Bar­bary Zapo­lyi. Jak wiemy, księż­niczka została póź­niej wydana za innego Hohen­zol­lerna, elek­tora bran­den­bur­skiego Joachima II. [wróć]

Por. M. Biskup, Bra­cia Albrechta von Hohen­zol­lern-Ans­bach - poten­cjalni suk­ce­so­rzy Prus Ksią­żę­cych (1525-1543), w: Pomo­rze-Bran­den­bur­gia-Prusy (pań­stwo i spo­łe­czeń­stwo), red. W. Stę­piń­ski, Z. Szultka, Szcze­cin 1999, s. 39-53. [wróć]

B. Wacho­wiak, Zabiegi Hohen­zol­ler­nów o dopusz­cze­nie przez Pol­skę linii elek­tor­skiej do suk­ce­sji w Księ­stwie Pru­skim w pierw­szej poło­wie XVI wieku, w: Sto­sunki pol­sko-nie­miec­kie w XVI-XVIII wieku, red. J. Wijaczka, Kielce 2002, s. 15. [wróć]

Por. począ­tek Ogniem i mie­czem H. Sien­kie­wi­cza, gdy mowa jest o "dziw­nym 1647 roku". [wróć]

Por. B. Fagan, The lit­tle Ice Age. How cli­mate made history 1300-1850, New York 2002, s. 47-147; G. Par­ker, Glo­bal cri­sis. War, cli­mate change and cata­stro­phe in the seven­te­enth cen­tury, New Haven-Lon­don 2014. [wróć]

B. Stol­l­berg-Rilin­ger, Das Heilige Römische Reich Deut­scher Nation. Vom Ende des Mit­te­lal­ters bis 1806, München 2018, s. 63. Cyto­wane słowa autorki. tamże. [wróć]

Tamże, s. 62. Tam rów­nież zacy­to­wana opi­nia autorki. Zob. także H. Duch­hardt, Der Weg in die Kata­stro­phe des Dreissigjährigen Krie­ges. Die Kri­sen­de­kade 1608-1681, München-Ber­lin 2017, s. 106-108. [wróć]

B. Stol­l­berg-Rilin­ger, dz. cyt., s. 62. [wróć]

Tamże, s. 66. [wróć]

H. Duch­hardt, dz. cyt., s. 214. [wróć]

Cho­dziło o majątki kościelne prze­jęte przez pro­te­stancki magi­strat Stras­burga, mar­gra­biów Baden-Dur­lach, hra­biów von Oet­tin­gen-Oet­tin­gen oraz ryce­rzy (Reich­srit­ter) von Hir­sch­horn, tamże, s. 116. [wróć]

Wstęp

WSTĘP

To, co w histo­rii przy­jęło się nazy­wać "Pru­sami", aż do pierw­szej połowy XVIII wieku było kon­glo­me­ra­tem obsza­rów - połą­czo­nym wię­zami dyna­stycz­nymi i prze­dzie­lo­nym pol­skim tery­to­rium, roz­cią­ga­ją­cym się od Renu po Nie­men, o odmien­nym sta­tu­sie prawno-ustro­jo­wym, odręb­nej struk­tu­rze spo­łecz­nej i zwią­za­nymi z tym róż­no­rod­nymi uwa­run­ko­wa­niami gospo­dar­czymi. Ber­lin i Kró­le­wiec - dwie sto­lice pań­stwa pru­skiego - były naj­pierw sto­li­cami (odpo­wied­nio) Mar­chii Bran­den­bur­skiej i Księ­stwa Pru­skiego, dwóch bytów pań­stwo­wych, z któ­rych połą­cze­nia wyło­niły się Prusy.

Ernest Lavisse, wybitny histo­ryk fran­cu­ski prze­łomu XIX i XX wieku, spe­cja­li­sta od dzie­jów Nie­miec, nad któ­rymi Fran­cuzi dotknięci traumą Sedanu pochy­lali się wtedy długo i sys­te­ma­tycz­nie, zauwa­żył w 1891 roku, że: "Matka Natura stwo­rzyła wiele kra­jów i przy­go­to­wała kolebki dla nowych naro­dów. Dla Prus nie zro­biła nic. Nie ma narodu pru­skiego, obszaru geo­gra­ficz­nego zwa­nego Pru­sami. Niemcy są dziec­kiem Natury, lecz Prusy stwo­rzone były przez czło­wieka"1.

Fran­cu­ski uczony miał stu­pro­cen­tową rację. "Czyn­nik ludzki", a kon­kret­nie czyn­nik dyna­styczny, był trze­cim ele­men­tem - obok Mar­chii Bran­den­bur­skiej i Księ­stwa Pru­skiego - który zło­żył się na Prusy. Przez nie­mal czte­ry­sta lat dzieje tych dwóch bytów pań­stwo­wych nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zane były z dzie­jami dyna­stii Hohen­zol­ler­nów.

"Prusy są cudem w histo­rii naro­dów, a ród ich wład­ców jest cudem w histo­rii Domów panu­ją­cych. Wszyst­kie narody, wszyst­kie rodziny [panu­jące] docho­dziły do wiel­ko­ści jasno wyty­czoną drogą. Tylko Prusy oraz ich władcy szli do niej wszyst­kimi ścież­kami - poprzez trak­taty, pod­boje, wojny, nabytki, a nawet poprzez klę­ski. Jeśli nie wzno­sili się dzięki swoim wiel­kim cno­tom, rośli dzięki wiel­kim nie­go­dzi­wo­ściom, jeśli ich wzrost nie był dzie­łem narodu, przy­cho­dził od kró­lów. Aby wznieść się na poziom, na któ­rym ich obec­nie widzimy, z rów­nym powo­dze­niem wspie­rali się na abso­lu­ty­zmie, jak i obec­nie na rewo­lu­cji".2

Te słowa - jed­nak pełne nie­kła­ma­nego podziwu - wyszły w 1849 roku spod pióra hisz­pań­skiego kato­lic­kiego tra­dy­cjo­na­li­sty Juana Donoso Cor­tesa, który w 1849 roku peł­nił obo­wiązki posła Kró­le­stwa Hisz­pa­nii na ber­liń­skim dwo­rze. Zarówno Fran­cuz, jak i Hisz­pan piszący w odstę­pie kil­ku­dzie­się­ciu lat zwra­cali uwagę wła­ści­wie na to samo - na pewną sztucz­ność w pru­skiej histo­rii; na to, że została ona wytwo­rzona, nie­jako została zapro­jek­to­wana, a nie była owo­cem orga­nicz­nego wzro­stu za sprawą matki Natury czy Histo­rii.

Wra­że­nie było ogól­no­eu­ro­pej­skie. Wielki Anglik, lord Acton, pisał: "Pań­stwo pru­skie zostało stwo­rzone sztuką jego wład­ców. Nie zostało ukształ­to­wane na natu­ral­nej czy naro­do­wej pod­sta­wie. Jed­no­li­tość jego histo­rii, podob­nie jak przy­czyna jego wzro­stu, leży w jego poli­tyce"3.

O Pru­sach jako "pań­stwie sztucz­nym" (Kun­st­staat), pisano wów­czas rów­nież nad Renem i Sprewą, nie­ko­niecz­nie widząc w tym powód do chluby. Sztucz­ność ozna­czała nie­na­tu­ral­ność, "nie­orga­nicz­ność" pru­skiego pań­stwa. Jed­nak nie­miecki ter­min Kun­st­staat można rów­nież tłu­ma­czyć jako "pań­stwo sztuki" vel "pań­stwo-sztuka" - rezul­tat cier­pli­wej roz­bu­dowy admi­ni­stra­cji i armii przez kolej­nych Hohen­zol­ler­nów w sie­dem­na­stym i osiem­na­stym wieku oraz bez­względ­nego sto­so­wa­nia "prawa sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ści" w poli­tyce mię­dzy­na­ro­do­wej.

To wyma­gało sztuki. Podob­nie jak sta­wia­nie czoła kolej­nym zada­niom inte­gra­cyj­nym, wywo­ły­wa­nym przez kolejne mili­tarne i dyplo­ma­tyczne suk­cesy monar­chii Hohen­zol­ler­nów na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Naj­czę­ściej inte­gra­cja szła w parze z moder­ni­za­cją. Nastę­pu­jące po sobie przed­się­wzię­cia moder­ni­za­cyjne miały jed­no­cze­śnie spoić wewnętrz­nie i uno­wo­cze­śnić kon­glo­me­rat tery­to­riów roz­sia­nych od Renu po Kłaj­pedę, które skła­dały się na pań­stwo Hohen­zol­ler­nów.

Inte­gra­cja i moder­ni­za­cja - to dwa słowa klu­cze, bez któ­rych nie spo­sób zro­zu­mieć histo­rii Prus. Jak poka­zy­wał jed­nak przy­kład Pola­ków, któ­rzy pod koniec XVIII wieku nie z wła­snej woli dostali się w obręb pań­stwa Hohen­zol­ler­nów, nie zawsze były to pro­cesy wobec sie­bie kom­ple­men­tarne. Im wię­cej pań­stwo pru­skie wpro­wa­dzało na obszary zaboru pro­ce­sów moder­ni­za­cyj­nych (np. akcję uwłasz­cze­nia chło­pów czy Kul­tur­kampf), tym trud­niej było Ber­li­nowi na tych zie­miach osią­gnąć cel inte­gra­cyjny.

Należy ponadto zwró­cić uwagę, że zwią­zek mię­dzy moder­ni­za­cją a roz­ro­stem tery­to­rial­nym Prus nie prze­bie­gał według quasi-impe­rial­nego wzorca: cen­trum - pery­fe­rie. Jeśli przez te ostat­nie rozu­mieć anek­to­wane przez Ber­lin obszary, to nie­jed­no­krot­nie dawały one impuls moder­ni­za­cyjny, a nie odwrot­nie. Dość przy­wo­łać przy­kład Ślą­ska przy­łą­czo­nego manu mili­tari w 1740 roku oraz Nad­re­nii i West­fa­lii zaję­tych przez Prusy w wyniku usta­leń kon­gresu wie­deń­skiego.

Był taki czas, że nie­mal trzy czwarte dzi­siej­szego obszaru Pol­ski wcho­dziło w skład Prus. Monar­chia Hohen­zol­ler­nów nale­żała do ini­cja­to­rów roz­bio­rów Pol­ski, z któ­rymi w sen­sie geo­po­li­tycz­nym, ale i kul­tu­ro­wym bory­kać się musimy do dzi­siaj. A jed­nak cią­gle panuje u nas dziwna nie­chęć, swego rodzaju odmowa wie­dzy na temat histo­rii Prus. Pamię­tam, jak w 2017 roku zapro­po­no­wa­łem jed­nemu z poczyt­nych tygo­dni­ków arty­kuł zwią­zany z 70. rocz­nicą decy­zji Mię­dzy­so­jusz­ni­czej Rady Kon­troli Nie­miec o likwi­da­cji pań­stwa pru­skiego. Uzy­ska­łem odpo­wiedź, że redak­cja nie sko­rzy­sta, "bo taka tema­tyka nie inte­re­suje naszych czy­tel­ni­ków".

A prze­cież powinna. Podob­nie jak poznań­skich stu­den­tów (znowu wie­dza z autop­sji) gło­śno zasta­na­wia­ją­cych się, dla­czego w cen­trum sto­licy Wiel­ko­pol­ski znaj­dują się kie­run­kow­skazy infor­mu­jące o "trak­cie cesar­sko-kró­lew­skim". Żeby nie popaść w kom­pleksy, przy­to­czę rela­cję jed­nego z moich kole­gów histo­ry­ków, który na początku lat 90. ubie­głego wieku dora­biał sobie jako prze­wod­nik wycie­czek z nie­miec­kimi tury­stami. Jedną z nich zapro­wa­dził pod kamie­nicę przy ulicy Pod­gór­nej w Pozna­niu, gdzie w 1847 roku uro­dził się Paul von Hin­den­burg. Wycieczka skła­dała się z nie­miec­kich nauczy­cieli. Gdy usły­szeli, że "oto jeste­śmy przed kamie­nicą, w któ­rej uro­dził się przy­szły feld­mar­sza­łek i zwy­cięzca spod Tan­nen­bergu Paul von Hin­den­burg", zasko­czeni szep­tali do sie­bie: "Ty, nie wie­dzia­łem, że Hin­den­burg też był Pola­kiem".

Mam nadzieję, że odda­wana do rąk Czy­tel­ni­kom histo­ria pię­ciu stu­leci dzie­jów Prus pomoże roz­wiać te i inne wąt­pli­wo­ści. Książka opo­wiada o pię­ciu wie­kach dzie­jów Prus, przy czym wiek wie­kowi nie jest równy. Tak, jak w histo­rii Europy mamy "dłu­gie" (np. wiek XX od 1789 do 1914) i "krót­kie" (wiek XX od 1914 do 1989) stu­lecia, rów­nież w przy­padku Prus pewne pro­cesy ustro­jowe i zmiany poli­tyczne, spo­łeczne oraz kul­tu­rowe każą odejść od pod­ręcz­ni­ko­wego sche­matu. Dzięki temu lepiej widać to, co naj­waż­niej­sze w histo­rii: cią­głość i zmianę.

Roz­po­czy­nam od genezy, czyli zary­so­wa­nia śre­dnio­wiecz­nych dzie­jów Mar­chii Bran­den­bur­skiej oraz pań­stwa zakonu krzy­żac­kiego. Nastę­puje potem pierw­sze "pru­skie stu­le­cie", czyli wiek XV - od obję­cia przez Hohen­zol­ler­nów wła­dzy w Bran­den­bur­gii po seku­la­ry­za­cję pań­stwa krzy­żac­kiego (1415-1525). Wiek XVI zaczyna się od hołdu pru­skiego w 1525 roku, a koń­czy prze­ję­ciem wła­dzy przez Hohen­zol­ler­nów bran­den­bur­skich w Księ­stwie Pru­skim i począt­kiem wojny trzy­dzie­sto­let­niej w Rze­szy (1525-1618). Stu­le­cie XVII jest wybit­nie "krót­kie". Trwa tylko sie­dem­dzie­siąt lat - od 1618 do końca pano­wa­nia Fry­de­ryka Wil­helma Hohen­zol­lerna, Wiel­kiego Elek­tora w 1688 roku. Jed­nak wła­śnie w tym "krót­kim" stu­le­ciu docho­dzi do prze­ło­mo­wego wyda­rze­nia, jakim było zerwa­nie zależ­no­ści len­nej mię­dzy Księ­stwem Pru­skim a Koroną Pol­ską (1657).

XVIII wiek w histo­rii Prus to z kolei "dłu­gie" stu­le­cie. Trwa od 1688 roku do początku fatal­nej dla Prus wojny z napo­le­oń­ską Fran­cją w 1806 roku. XIX wiek roz­po­czął się wraz z klę­ską pod Jeną, ale i z począt­kiem dzieła reform Ste­ina-Har­den­berga. Zakoń­czył się, jak cały XIX wiek w Euro­pie, wraz z "sierp­nio­wymi sal­wami" 1914 roku. Ostat­nie stu­le­cie w dzie­jach Prus, wiek XX, było naj­krót­sze. Zaczęło się wraz z Wielką Wojną (1914), a zakoń­czyło w 1947 roku wraz ze wspo­mnianą decy­zją Mię­dzy­so­jusz­ni­czej Rady Kon­troli Nie­miec o likwi­da­cji pań­stwa pru­skiego.

Po każ­dym roz­dziale sta­ram się rzu­cić okiem, czyli zatrzy­mać uwagę Czy­tel­nika na pew­nym aspek­cie histo­rii Prus, cha­rak­te­ry­stycz­nym dla danej epoki lub po pro­stu w inte­re­su­ją­cym i - mam nadzieję - ilu­stru­ją­cym dotych­czas mniej znane aspekty.

Roz­dział I. Geneza, czyli Mar­chia Bran­den­bur­ska i pań­stwo Zakonu Krzy­żac­kiego w śre­dnio­wie­czu

Roz­dział I

Geneza, czyli Mar­chia Bran­den­bur­ska i pań­stwo Zakonu Krzy­żac­kiego w śre­dnio­wie­czu

Dzia­ła­jąca w war­szaw­skim Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwie nie­miecka cen­zura wojenna na swoje listy dru­ków obję­tych zaka­zem roz­po­wszech­nia­nia wcią­gnęła w 1916 roku mię­dzy innymi książkę Ludwika Sta­siaka Bran­den­burg: kra­ina sło­wiań­skich mogił. Nie pomógł jej fakt, że została ona opu­bli­ko­wana w 1902 roku w Kra­ko­wie, a więc pod okiem austriac­kiej cen­zury. W oczach nie­miec­kich cen­zo­rów nie­do­pusz­czalne były zawarte w niej opisy efek­tów pod­boju przez Niem­ców ziem nale­żą­cych kie­dyś do Sło­wian Połab­skich w rodzaju: "To gro­bo­wi­sko naro­dów. Całe narody wymarły. Język ich i pieśń ich umarła. Nawet pamięć po nich umarła. [...] Na tym olbrzy­mim sło­wiań­skim cmen­ta­rzy­sku, w śpie­wie sło­wika dzwoni rzewna nuta smutku, wicher jesienny wyje gło­sem mor­do­wa­nych ludzi. Łka wicher i pła­cze, po raz tysięczny sypie żółte liście na sło­wiań­skie mogiły".

Nie­mieccy cen­zo­rzy cza­sów Wiel­kiej Wojny trosz­czyli się rów­nież o dobre imię zakonu krzy­żac­kiego. Na listach pro­hi­bi­tów nie bra­ko­wało publi­ka­cji przy­po­mi­na­ją­cych krwawy pod­bój ple­mion pru­skich przez nie­miec­kich ryce­rzy w habi­tach oraz pro­wa­dzone przez nich wojny z Pol­ską. Zaka­zano upo­wszech­nia­nia pod koniec 1915 roku w War­sza­wie pięć lat wcze­śniej dziełka Pochód wojsk pol­skich i bitwa pod Grun­wal­dem. Opo­wia­da­nie histo­ryczne z począt­ków XV wieku dla mło­dzieży i ludu naszego. Nie­miecka cen­zura nie prze­oczyła tego, co jej zda­niem unie­moż­li­wiało wyda­nie zgody na roz­po­wszech­nia­nie tej ksią­żeczki, a mia­no­wi­cie, że jest to "pasz­kwil naj­bru­tal­niej­szego rodzaju wymie­rzony w zakon nie­miecki", który nie może zostać dopusz­czony do roz­po­wszech­nia­nia, "ponie­waż może przy­czy­nić się on wła­śnie obec­nie do pobu­dze­nia nie­na­wi­ści i wro­go­ści narodu pol­skiego wobec narodu nie­mieckiego i nie­mieckiej armii oraz do zatru­cia pol­skiej mło­dzieży"4.

Trudno stwier­dzić, czy podej­mu­jąc takie decy­zje, nie­mieccy cen­zo­rzy dzia­ła­jący w War­sza­wie na początku XX wieku mieli w tyle głowy gene­alo­gię pań­stwa pru­skiego, cią­gle for­mal­nie ist­nie­ją­cego, które w 1871 roku wal­nie przy­czy­niło się do powsta­nia Rze­szy Nie­miec­kiej. U pod­staw tego drzewa gene­alo­gicz­nego pań­stwa Hohen­zol­ler­nów były dwa orga­ni­zmy pań­stwowe: Mar­chia Bran­den­bur­ska oraz pań­stwo zakonu krzy­żac­kiego. Ina­czej mówiąc, bez zaboru przez Bran­den­bur­czy­ków (przy wydat­nym wspar­ciu innych feu­da­łów nie­miec­kich) ziem sło­wiań­skich mię­dzy Łabą a Odrą oraz bez pod­boju ple­mion pru­skich mię­dzy Wisłą a Nie­mnem przez Krzy­ża­ków nie byłoby pań­stwa pru­skiego.

Eks­pan­sja kró­le­stwa nie­miec­kiego na wschód, w kie­runku ziem sło­wiań­skich poło­żo­nych mię­dzy Łabą a Odrą, datuje się już na począ­tek pano­wa­nia króla Nie­miec i cesa­rza rzym­skiego (od 962 roku) Ottona I. Pod­boje poczy­nione przez mar­gra­biów Gerona i Hodona ozna­czały, że w latach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych X wieku gra­nice kró­le­stwa nie­miec­kiego fak­tycz­nie prze­su­nęły się w kie­runku Odry, pod zachod­nią gra­nicę two­rzą­cego się wła­śnie pań­stwa pierw­szych Pia­stów.

Zabie­giem mają­cym sta­bi­li­zo­wać nowy porzą­dek poli­tyczny na zie­miach zachod­nio­sło­wiań­skich było powo­ła­nie dzięki sta­ra­niom Ottona I regu­lar­nej orga­ni­za­cji kościel­nej na tych obsza­rach. Jej zwor­ni­kiem miało być utwo­rzone w 968 roku arcy­bi­skup­stwo mag­de­bur­skie. Metro­po­lia w Mag­de­burgu, jak dosko­nale wiemy z naszej histo­rii, miała ambi­cje roz­cią­gnię­cia swo­jego zwierzch­nic­twa rów­nież nad arcy­bi­skup­stwem gnieź­nień­skim (osta­tecz­nie plany te zostały zarzu­cone w pierw­szej poło­wie XII wieku). W epoce śre­dnio­wie­cza, gdy insty­tu­cje kościelne i pań­stwowe były ze sobą ści­śle sple­cione (dodat­kowo zaś musimy pamię­tać, że mówimy o okre­sie sprzed reform gre­go­riań­skich zmie­rza­ją­cych do eman­cy­pa­cji Kościoła spod wpły­wów pań­stwa), powsta­nie pod auspi­cjami króla Nie­miec metro­po­li­tal­nej orga­ni­za­cji kościel­nej mię­dzy Łabą a Odrą miało swoje kon­kretne zna­cze­nie poli­tyczne.

Na pro­blem pod­po­rząd­ko­wa­nia feu­da­łom nie­miec­kim ziem mię­dzy Łabą a Odrą należy spoj­rzeć rów­nież od strony wschod­niej, z per­spek­tywy Sło­wian nad­łab­skich. Fatal­nym zja­wi­skiem dla nich, a dale­ko­sięż­nym dla przy­szło­ści całej Europy Środ­ko­wej, była nie­zdol­ność wytwo­rze­nia przez nich jed­no­li­tej orga­ni­za­cji pań­stwo­wej - na podo­bień­stwo naszej monar­chii wcze­sno­pia­stow­skiej czy cze­skiego pań­stwa Prze­my­śli­dów. Nie­jed­no­krot­nie zresztą ple­miona zachod­nio­sło­wiań­skie brały udział wspól­nie z Niem­cami w woj­nach prze­ciw Pia­stom. Dość wspo­mnieć postawę Wie­le­tów wal­czą­cych wspól­nie z Hodo­nem prze­ciw Miesz­kowi I i póź­niej w okre­sie wojen Bole­sława Chro­brego z Hen­ry­kiem II wspo­ma­ga­ją­cych tego ostat­niego (co pięt­no­wał św. Bru­non z Kwer­furtu, zarzu­ca­jąc władcy nie­miec­kiemu szu­ka­nie soju­szy z poga­nami prze­ciw chrze­ści­jań­skiemu władcy Pol­ski).

Zabra­kło więc zmy­słu, czy jak kto woli, poli­tycz­nej wyobraźni, sił bowiem Sło­wia­nom nad­łab­skim nie bra­ko­wało. Udo­wod­nili to pod koniec X wieku, podej­mu­jąc udane powsta­nie prze­ciw wła­dzy nie­miec­kich panów feu­dal­nych. Znisz­cze­niu ule­gła rów­nież powo­łana do życia przez Ottona I orga­ni­za­cja kościelna, choć sam Mag­de­burg, poło­żony poza zasię­giem powsta­nia, prze­trwał. Było to ostat­nie "pięć minut" dla nad­łab­skich ple­mion sło­wiań­skich, by stwo­rzyć wła­sne, jed­no­lite (rzecz jasna, na miarę tam­tej epoki, a nie współ­cze­snych realiów ustro­jo­wych) pań­stwo. Kró­le­stwo Nie­miec­kie, zaan­ga­żo­wane w nasi­la­jący się kon­flikt z papie­stwem o inwe­sty­turę, nie miało moż­li­wo­ści pod­ję­cia próby odbu­do­wa­nia stanu swo­jego posia­da­nia mię­dzy Łabą a Odrą. Bole­sław Śmiały wyko­rzy­stał ten okres, by prze­pro­wa­dzić odnowę gnieź­nień­skiej metro­po­lii, a następ­nie odno­wić insty­tu­cję Kró­le­stwa Pol­skiego (koro­na­cja w Gnieź­nie w 1076 roku). Mię­dzy Łabą a Odrą nic się pod tym wzglę­dem nie zmie­niło; aż do pierw­szej połowy XII wieku.

Jako począ­tek nowej fali eks­pan­sji nie­miec­kiej na te zie­mie należy potrak­to­wać datę 1125 roku, gdy wywo­dzący się z rodu Askań­czy­ków (Aska­nier) Albrecht Niedź­wiedź został mar­gra­bią Łużyc. Uwień­cze­niem jego trwa­ją­cych (z prze­rwami) trzy­dzie­sto­let­nich pod­bo­jów ziem zachod­nio­sło­wiań­skich było opa­no­wa­nie przez niego w 1157 roku Brenny/Bran­den­burga, sto­licy sło­wiań­skich Sto­do­ran. W ten spo­sób manu mili­tari został roz­strzy­gnięty na korzyść nie­miecką spór z Jaksą z Kopa­nicy o spa­dek po zmar­łym w 1150 roku władcy Sto­do­ran, Przy­by­sła­wie (Hen­ryku).

Po 1157 roku w źró­dłach histo­rycz­nych regu­lar­nie poja­wia się okre­śle­nie Albrechta Niedź­wie­dzia mia­nem "mar­gra­biego bran­den­bur­skiego". W tym samym roku, w któ­rym skoń­czyła się histo­ria sło­wiań­skiej Brenny, książę Bole­sław Kędzie­rzawy w Krzysz­ko­wie pod Pozna­niem został zmu­szony zło­żyć hołd kró­lowi Nie­miec i cesa­rzowi rzym­skiemu Fry­de­ry­kowi I Bar­ba­ros­sie, w któ­rym jako senior wszyst­kich pozo­sta­łych wład­ców pia­stow­skich (zgod­nie z tzw. testa­men­tem Krzy­wo­ustego z 1138 roku) uzna­wał nad sobą i nad całym podzie­lo­nym pań­stwem pia­stow­skim zwierzch­ność króla Nie­miec i rzym­skiego cesa­rza. Wyda­wało się, że nie­miec­kie Drang nach Osten w swo­jej śre­dnio­wiecz­nej wer­sji osią­gnęło apo­geum.

Nie należy jed­nak przy­pi­sy­wać temu poję­ciu zna­cze­nia, które nada­wali mu dzie­więt­na­sto- i dwu­dzie­sto­wieczni nie­mieccy ide­olo­go­wie z tytu­łami pro­fe­so­rów nauk histo­rycz­nych. Widzieli w tych wyda­rze­niach zapo­wiedź "dobro­czyn­nego" dzia­ła­nia pru­skiej Komi­sji Kolo­ni­za­cyj­nej i Związku Wszech­nie­miec­kiego. O tym, że w Krzysz­ko­wie Bole­sław Kędzie­rzawy skła­dał hołd lenny Bar­ba­ros­sie boso i z mie­czem prze­wie­szo­nym na szyi, wiemy z kro­niki cze­skiej, ponie­waż wyprawa 1157 roku była przed­się­wzię­ciem nie­miecko-cze­skim, a więc nie­miecko-sło­wiań­skim. Kró­lowi Nie­miec i cesa­rzowi rzym­skiemu towa­rzy­szył cze­ski książę Wła­dy­sław II, który według Kro­niki Mistrza Win­cen­tego miał "pod­że­gać nie­na­wiść Rudego Smoka [Bar­ba­rossy - G.K.] do Bole­sława".

Dzie­sięć lat wcze­śniej, gdy w 1147 roku ruszyła tzw. pół­nocna kru­cjata - wyprawa prze­ciw Sło­wia­nom nad­łab­skim - zor­ga­ni­zo­wana przez pół­noc­no­nie­miec­kich feu­da­łów (pierw­sze skrzypce grali tutaj Sasi); w jej sze­re­gach zna­lazł się rów­nież książę Mieszko, syn Bole­sława Krzy­wo­ustego (znany jako Mieszko III Stary). Nie­któ­rzy bada­cze widzieli w tym nie tyle dowód krót­ko­wzrocz­no­ści Pia­sta, ile raczej prze­jaw sta­ra­nia, by zabez­pie­czyć pol­skie wpływy na Pomo­rzu Zachod­nim, skoro "kru­cjata" doszła aż do Szcze­cina. Może - domnie­mują inni - cho­dziło o wzmoc­nie­nie pozy­cji Jaksy z Kopa­nicy nad Sprewą. Jeśli tak miało być, zamysł - jak widzie­li­śmy - oka­zał się zupeł­nie nie­sku­teczny.

Następcy Albrechta Niedź­wie­dzia z dyna­stii askań­skiej potra­fili wyko­rzy­stać sprzy­ja­jące im oko­licz­no­ści, zarówno zewnętrzne, czyli pogłę­bia­jące się w XII i XIII wieku dziel­ni­cowe roz­bi­cie Pol­ski, oraz wewnątrz­nie­miec­kie, a więc nara­sta­jące po śmierci Bar­ba­rossy w 1189 roku osła­bie­nie wła­dzy kró­lew­skiej zwią­zane z zaan­ga­żo­wa­niem Hohen­stau­fów (Hen­ryka VI oraz Fry­de­ryka II) w sprawy Ita­lii (spa­dek sycy­lij­ski) oraz w kolejną fazę spo­rów z papie­stwem. Od połowy XIII wieku Niemcy i insty­tu­cja cesar­stwa rzym­skiego wcho­dzą w okres tzw. wiel­kiego bez­kró­le­wia.

Wszystko to sprzyja poli­tycz­nemu usa­mo­dziel­nia­niu się ksią­żąt Rze­szy, któ­rzy korzy­sta­jąc ze sła­bo­ści, a od połowy XIII wieku z fak­tycz­nego zaniku wła­dzy cen­tral­nej (brak króla i cesa­rza) umac­niają swoje władz­twa tery­to­rialne. Nie ina­czej było w przy­padku mar­gra­biów bran­den­bur­skich, któ­rzy dodat­kowo korzy­stali na cał­ko­wi­tym zaniku wła­dzy cen­tral­nej u ich wschod­niego sąsiada, pia­stow­skiej Pol­ski. Gdy nie było króla Nie­miec i cią­gle bra­ko­wało (od 1079 roku) króla Pol­ski, bran­den­bur­scy mar­gra­bio­wie rośli w siłę. Nie zawsze działo się to drogą zbroj­nych pod­bo­jów.

Nie tylko Stany Zjed­no­czone powięk­szały się drogą wiel­kich zaku­pów (Luizjana w 1803, Ala­ska w 1867 roku). Ponad pięć­set lat wcze­śniej w podobny spo­sób roz­sze­rzali swoje posia­dło­ści władcy Mar­chii Bran­den­bur­skiej. Zakup nie był pod wzglę­dem wiel­ko­ści tery­to­rium obję­tego trans­ak­cją tak oka­zały, jak w przy­padku ziem w Nowym Świe­cie, ale stra­te­gicz­nie klu­czowy.

Takie zna­cze­nie miała poło­żona w więk­szo­ści po zachod­niej stro­nie Odry zie­mia lubu­ska z jej głów­nym gro­dem Lubu­szem, nazy­wa­nym w trzy­na­sto­wiecz­nych źró­dłach "klu­czem Kró­le­stwa Pol­skiego"5. W 1248 roku - sie­dem lat po upadku tzw. monar­chii Hen­ry­ków Ślą­skich w wyniku najazdu mon­gol­skiego (bitwa pod Legnicą w 1241 roku) - książę ślą­ski Bole­sław Rogatka, poszu­ku­jąc pie­nię­dzy na dal­szą walkę ze swo­imi braćmi i z kuzy­nami o wła­dzę nad Ślą­skim i Wiel­ko­pol­ską, sprze­dał zie­mię lubu­ską wraz z jej sto­łecz­nym gro­dem arcy­bi­sku­powi Mag­de­burga. Ten zaś po kilku latach odsprze­dał ją mar­gra­biom bran­den­bur­skim.

Opa­no­wa­nie przez Bran­den­bur­czy­ków w poło­wie XIII wieku ziemi lubu­skiej, poło­żo­nej na styku Ślą­ska, Wiel­ko­pol­ski i Pomo­rza Zachod­niego, było wzię­ciem przez nich w posia­da­nie obszaru otwie­ra­ją­cego dal­szą eks­pan­sję w trzech kie­run­kach: na Pomo­rze, Wiel­ko­pol­skę i Śląsk. Z per­spek­tywy wie­ków bez prze­sady można powie­dzieć, że bez posia­da­nia ziemi Lubu­skiej eks­pan­sja Hohen­zol­ler­nów - następ­ców Askań­czy­ków w Bran­den­bur­gii - w kie­runku Pomo­rza, ale i Ślą­ska nie byłaby moż­liwa.

W krót­szej per­spek­ty­wie cza­so­wej zie­mia lubu­ska stała się pod­stawą dla utwo­rze­nia przez mar­gra­biów bran­den­bur­skich w dru­giej poło­wie XIII wieku Nowej Mar­chii, która kli­nem wbi­jała się mię­dzy Wiel­ko­pol­skę a Pomo­rze Zachod­nie. Sta­no­wiła rów­nież bazę wypa­dową dla eks­pan­sji Bran­den­bur­czy­ków jesz­cze dalej na wschód, w kie­runku Pomo­rza Nad­wi­ślań­skiego. Po raz pierw­szy swoją wła­dzę nad Pomo­rzem Gdań­skim roz­cią­gnęli przej­ściowo w 1271 roku. W 1308 roku pono­wili próbę, opa­no­wu­jąc Gdańsk. Zostali jed­nak stam­tąd wyparci przez nowego sil­nego kon­ku­renta w postaci zakonu krzy­żac­kiego.

Zakon Naj­święt­szej Maryi Panny Domu Nie­miec­kiego w Jero­zo­li­mie powstał w Ziemi Świę­tej w cza­sie III wyprawy krzy­żo­wej. W 1291 roku ryce­rze w bia­łych płasz­czach z czar­nym krzy­żem, wraz z tem­pla­riu­szami i joan­ni­tami, nale­żeli do obroń­ców Akki, ostat­niego bastionu "łacin­ni­ków" w Ziemi Świę­tej. W momen­cie gdy woj­ska suł­tana Baj­barsa osta­tecz­nie poło­żyły kres ist­nie­niu Kró­le­stwa Jero­zo­lim­skiego, Krzy­żacy mieli już swoje wła­sne pań­stwo nad Bał­ty­kiem.

Pod­jęte w odstę­pie nie­mal dwu­dzie­stu lat dwie decy­zje ksią­żąt pia­stow­skich pośred­nio zade­cy­do­wały o zaist­nie­niu oko­licz­no­ści, bez któ­rych nie powsta­łoby w przy­szło­ści pań­stwo pru­skie. O fatal­nym kup­cze­niu zie­mią lubu­ską przez księ­cia Bole­sława Rogatkę była już mowa. Pra­wie dwie dekady wcze­śniej książę Kon­rad Mazo­wiecki zapro­sił na swoje zie­mie Krzy­ża­ków i osa­dził ich w ziemi cheł­miń­skiej, skąd mieli dzia­łać na rzecz zabez­pie­cze­nia Mazow­sza przed nisz­czą­cymi najaz­dami ple­mion pru­skich. Piast zda­wał się zupeł­nie nie przej­mo­wać fak­tem wcze­śniejszego wygna­nia nie­miec­kiego zakonu z Sied­mio­grodu przez króla Węgier, Andrzeja II, który szybko zorien­to­wał się, że Krzy­żacy dążą do cał­ko­wi­tego zrzu­ce­nia jego zwierzch­nic­twa.

Takich ambi­cji Krzy­żacy nie wyzbyli się po przy­by­ciu do ziemi cheł­miń­skiej. Ich reali­za­cji sprzy­jał brak w Pol­sce cen­tral­nej wła­dzy kró­lew­skiej. Kil­ka­na­ście lat po ich osa­dze­niu przez Kon­rada Mazo­wiec­kiego roz­bi­cie dziel­ni­cowe w Pol­sce tylko się pogłę­biło na sku­tek nisz­czą­cego najazdu mon­gol­skiego w 1241 roku, który poło­żył kres jed­no­cze­niu ziem pol­skich przez ślą­skich Pia­stów (w momen­cie śmierci w bitwie pod Legnicą książę Hen­ryk Pobożny wła­dał zwar­tym kom­plek­sem tery­to­riów od ziemi lubu­skiej po San­do­miersz­czy­znę, od połu­dnio­wej Wiel­ko­pol­ski po Kra­ków). W tym cza­sie Krzy­żacy pro­wa­dzą już bez­względny pod­bój ziem Pru­sów, który zakoń­czy się na początku lat osiem­dzie­sią­tych XIII wieku wraz z pod­po­rząd­ko­wa­niem sobie Jaćwię­gów. Rów­no­le­gle, wyko­rzy­stu­jąc sła­bość pań­stwa pia­stow­skiego, Zakon uzy­skuje od kolej­nych papieży i cesa­rzy potwier­dze­nie swo­jej wyłącz­nej wła­dzy nad pod­bi­ja­nymi zie­miami. I nie tylko. Doku­menty te mówią rów­nież o ich pra­wo­wi­tym zwierzch­nic­twie nad zie­mią cheł­miń­ską.

W ten spo­sób Krzy­żacy uzna­wali nad sobą podwójną zwierzch­ność - papieża i cesa­rza, a więc dwóch suwe­re­nów, któ­rzy na początku XIV wieku nie tylko byli daleko, ale na doda­tek mocno osła­bieni (por. "nie­wolę awi­nioń­ską" papie­stwa i zamęt wewnętrzny w Rze­szy) i dodat­kowo cią­gle ze sobą skon­flik­to­wani. Sytu­acja ide­alna z punktu widze­nia "tego trze­ciego" (tj. Krzy­ża­ków), który na tym tylko korzy­stał, umac­nia­jąc swoją suwe­ren­ność.

Czter­na­ste stu­le­cie, które dla całej śre­dnio­wiecz­nej chri­stia­ni­tas było okre­sem kata­strof natu­ral­nych ("czarna śmierć"), poli­tycz­nych i eklej­zal­nych (wojna stu­let­nia mię­dzy Anglią a Fran­cją, prze­nie­sie­nie sto­licy papie­stwa z Rzymu do Awi­nionu, a w 1378 roku począ­tek "awi­nioń­skiej schi­zmy"), dla Krzy­ża­ków oka­zało się zło­tym wie­kiem ich potęgi; z cza­sem stwo­rzone przez nich pań­stwo stało się pierw­szo­rzęd­nym gra­czem poli­tycz­nym w Euro­pie Pół­noc­nej i Środ­ko­wej.

Pod­bój w latach 1308-1309 Pomo­rza Gdań­skiego, de facto uznany przez króla Kazi­mie­rza Wiel­kiego na mocy pokoju kali­skiego z 1343 roku (choć pol­ski władca cią­gle tytu­ło­wał się "naj­wyż­szym władcą Pomo­rza") i wej­ście w posia­da­nie Gotlan­dii w 1398 roku były wyda­rze­niami wyzna­cza­ją­cymi linię wzro­stu pań­stwa krzy­żac­kiego. W ciągu tych dzie­więć­dzie­się­ciu lat (mię­dzy 1308-1398) Krzy­żacy kon­ty­nu­ują wysiłki na rzecz pod­bi­cia Litwy. Celem orga­ni­zo­wa­nych od ostat­niej ćwierci XIV wieku "rejz", w któ­rych brało udział rów­nież zachod­nio­eu­ro­pej­skie rycer­stwo, był pod­bój Żmu­dzi, a więc zyska­nie połą­cze­nia tery­to­rial­nego z pań­stwem "sio­strza­nego" Zakonu Kawa­le­rów Mie­czo­wych w Inf­lan­tach (dzi­siej­sza Łotwa i Esto­nia).W ten spo­sób wła­dza wiel­kich mistrzów zakonu krzy­żac­kiego, od 1309 roku rezy­du­ją­cych już nie w Wene­cji, ale w nowej sto­licy - Mal­borku, roz­cią­ga­łaby się nie­prze­rwa­nym pasmem tery­to­riów od Odry po Esto­nię.

Oto bowiem na początku XV wieku, u szczytu swo­jej potęgi Krzy­żacy doko­nali cen­nego zakupu. W 1402 roku za kwotę 63,2 tys. flo­re­nów węgier­skich zaku­pili z rąk Zyg­munta Luk­sem­bur­skiego - od 1387 roku króla węgier­skiego, potem zaś króla Nie­miec i cesa­rza rzym­skiego - Nową Mar­chię. W wyniku wewnątrz-dyna­stycz­nych poro­zu­mień dostała się ona pod zwierzch­nic­two cią­gle poszu­ku­ją­cego gotówki Zyg­munta (dość wspo­mnieć odda­nie Koro­nie Pol­skiej w zastaw miast spi­skich).

Dzięki tej trans­ak­cji po raz pierw­szy zetknęły się ze sobą dwie czę­ści przy­szłego pań­stwa pru­skiego - Bran­den­bur­gia i pań­stwo zakonu krzy­żac­kiego. Na początku XV wieku znaj­do­wały się one jed­nak w dia­me­tral­nie odmien­nej sytu­acji wewnętrz­nej. Mar­chia Bran­den­bur­ska po wyga­śnię­ciu dyna­stii askań­skiej w 1320 roku coraz bar­dziej pogrą­żała się w anar­chii feu­dal­nej uwa­run­ko­wa­nej postę­pu­jącą ero­zją wła­dzy mar­gra­biów. Naj­pierw, w 1324 roku, przy­pa­dła ona w udziale Wit­tels­ba­chom za sprawą decy­zji cesa­rza Ludwika Bawar­skiego, który prze­ka­zał Mar­chię Bran­den­bur­ską we wła­da­nie swo­jemu mało­let­niemu synowi (też Ludwi­kowi).

Przez kolejne pół­wie­cze Bran­den­bur­gia nie tylko doświad­czyła fak­tycz­nej eman­cy­pa­cji stanu rycer­skiego spod wła­dzy mar­gra­biów (któ­rych de facto nie było), ale ponio­sła zna­czące straty tery­to­rialne. Odpa­dły: Łużyce (Górne i Dolne), Kro­sno Nad­odrzań­skie i Świe­bo­dzin oraz Mar­chia Wkrzań­ska. Osta­tecz­nie też Bran­den­bur­czycy musieli w tym cza­sie poże­gnać się z aspi­ra­cjami do roz­cią­gnię­cia zwierzch­no­ści len­nej nad Pomo­rzem Gdań­skim. W star­ciu z rosną­cymi w siłę Krzy­ża­kami, od 1308 roku panu­ją­cymi w Gdań­sku i Tcze­wie, nie mieli żad­nych szans.

Jedy­nym wyda­rze­niem, które w pierw­szej poło­wie XIV wieku odbie­gało od ciągu tych fatal­nych dla pozy­cji Mar­chii Bran­den­bur­skiej w Rze­szy i wobec wschod­nich sąsia­dów wyda­rzeń, było opu­bli­ko­wa­nie w 1346 roku Zło­tej Bulli. For­mal­nie potwier­dzała ona sta­tus bran­den­bur­skich mar­gra­biów jako elek­to­rów przy wybo­rach cesa­rza rzym­skiego, a z dru­giej strony prze­są­dzała o nie­po­dziel­no­ści jej tery­to­rium jako władz­twa elek­to­ral­nego.

Doku­ment, o któ­rym mowa, został wydany przez cesa­rza Karola IV z dyna­stii Luk­sem­bur­gów. W 1373 roku ród ten prze­jął wła­dzę nad Mar­chią Bran­den­bur­ską. Dyna­stia ta nie trak­to­wała jed­nak Bran­den­bur­gii jako pod­stawy swo­jego zna­cze­nia w obrę­bie Rze­szy, czy sze­rzej - w odnie­sie­niu do moż­li­wo­ści reali­za­cji ambit­nych pla­nów poli­tycz­nych doty­czą­cych Europy Środ­ko­wej. W ciągu nie­spełna czter­dzie­sto­let­niego okresu rzą­dów Luk­sem­bur­czy­ków w Bran­den­bur­gii jej tery­to­rium ule­gało dal­szemu uszczu­ple­niu (por. trans­ak­cja z Krzy­ża­kami w 1402 roku). Dla Luk­sem­bur­gów waż­niej­sze było to, co działo się w Cze­chach (rewo­lu­cja husycka) lub nad Duna­jem (per­spek­tywa obję­cia wła­dzy nad zie­miami Korony św. Ste­fana). Po roku 1410 trzeba było - co sys­te­ma­tycz­nie robił Zyg­munt Luk­sem­bur­ski - wystę­po­wać jako adwo­kat Krzy­ża­ków w ich spo­rze z pań­stwem jagiel­loń­skim, który to spór w sen­sie mili­tar­nym zakoń­czył się dla zakonu kata­strofą pod Grun­wal­dem.

Rzut oka na:

Sto­sunki pru­sko-krzy­żac­kie:

Zakon krzy­żacki po utra­cie swo­jego pań­stwa w 1525 roku w wyniku refor­ma­cji prze­trwał w kato­lic­kich czę­ściach Rze­szy. Gdy w 1701 roku elek­tor bran­den­bur­ski Fry­de­ryk III Hohen­zol­lern pod­jął dyplo­ma­tyczne sta­ra­nia u innych wład­ców Rze­szy, by uznali jego tytuł "króla w Pru­sach", zakon krzy­żacki roz­po­czął sze­roko zakro­joną kontr­ak­cję prze­ciw "uzur­pa­to­rowi rzą­dzą­cemu zakon­nymi posia­dło­ściami w Pru­sach". Dyplo­ma­cja Fry­de­ryka I kontr­ata­ko­wała, przy­po­mi­na­jąc w finan­so­wa­nych przez sie­bie pam­fle­tach o roz­kła­dzie moral­nym elit krzy­żackich na początku XVI wieku. Krzy­żacy nie uzna­wali kró­lew­skiej tytu­la­tury Hohen­zol­lernów nawet po tym, jak w 1787 roku uczy­niła to Sto­lica Apo­stol­ska.

W XIX wieku w Pru­sach "zapo­mniano" Krzy­ża­kom te pro­te­sty. Sygnał do "krzy­żac­kiego rene­sansu" dali roman­tycy i libe­ra­ło­wie refor­ma­to­rzy. W 1803 roku na łamach "Ber­li­ni­sche Zeitung" uka­zał się arty­kuł dwu­dzie­sto­let­niego Maksa von Schen­ken­dorfa, który po odwie­dzi­nach w popa­da­ją­cym pod pru­skimi rzą­dami w ruinę Mal­borku (Marien­burg) wzy­wał do posza­no­wa­nia rezy­den­cji wiel­kich mistrzów. Doma­gał się "upa­mięt­nie­nia ojców", któ­rych dzieło "należy czcić, a nie nisz­czyć".

Zamek w Mal­borku, który dostał się po pierw­szym roz­bio­rze Pol­ski w gra­nice Prus, słu­żył po czę­ści jako koszary, a po czę­ści jako sie­dziba manu­fak­tury tkac­kiej. Na początku XIX wieku urzą­dzono w nim woj­skowe maga­zyny. Wiel­kim zwo­len­ni­kiem przy­wró­ce­nia po 1815 roku Mal­bor­kowi jego daw­nej świet­no­ści był nad­pre­zy­dent pro­win­cji pru­skiej The­odor von Schön - nale­żący do obozu pru­skich refor­ma­to­rów po 1806 roku, a w póź­niej­szym okre­sie jeden z ide­olo­gów wschod­nio­pru­skiego libe­ra­li­zmu. Dzięki jego ini­cja­ty­wie pod kie­run­kiem Karla Frie­dri­cha Schin­kla pro­wa­dzono w latach 1817-1834 pierw­sze prace restau­ra­cyjne.

Schön pisał w 1842 roku do króla Prus Fry­de­ryka Wil­helma IV: "W Marien­burgu żyje całe Kró­le­stwo Prus". Odno­wiony Mal­bork miał słu­żyć przede wszyst­kim upa­mięt­nie­niu chwały Krzy­ża­ków i kre­owa­nych na ich suk­ce­so­rów - Pru­sa­ków. To dla­tego z serii witraży zapro­jek­to­wa­nych przez Karla Wil­helma Kol­bego na wyraźne pole­ce­nie Schöna znik­nęła bitwa pod Grun­wal­dem. Poja­wiło się nato­miast inne wyda­rze­nie z 1410 roku - zwy­cię­ska obrona Mal­borka przed armią króla Wła­dy­sława Jagiełły. Na witrażu żoł­nie­rze pol­skiego króla mieli bez wyjątku orien­talne rysy, jakby kon­tyn­gent tatar­ski sta­no­wił zasad­ni­czą część wojsk pol­sko-litew­skich. Cho­dziło jed­nak o zaak­cen­to­wa­nie zasad­ni­czego prze­kazu ide­owego: Krzy­żacy i Pru­sacy są "for­pocztą i bastio­nem zachod­niej cywi­li­za­cji, sztur­mo­waną przez wschod­nie hordy bar­ba­rzyń­ców".

Do tej poetyki nawią­zy­wała opu­bli­ko­wana w 1862 roku praca Hein­ri­cha von Tre­it­sch­kego Das deut­sche Orden­sland Preus­sen. Autor - poli­tyk zwią­zany z ruchem libe­ral­nym, a jed­no­cze­śnie histo­ryk, jeden z głów­nych repre­zen­tan­tów tzw. pru­skiej szkoły histo­rio­gra­ficz­nej - utrzy­my­wał, że sen­sem ist­nie­nia pań­stwa krzy­żac­kiego była obrona "nie­miec­kiej kul­tury" przed "sło­wiań­skim bar­ba­rzyń­stwem". W tym przy­padku - jak utrzy­my­wał - nie tylko cho­dziło o "wojnę kul­tu­rową", ale rów­nież o "walkę rasową", bez któ­rej "nie można zro­zu­mieć naj­bar­dziej wewnętrz­nej istoty pru­skiego pań­stwa". Krzy­żacy przy wszyst­kich swo­ich zasłu­gach mieli jed­nak jeden feler - swój kato­li­cyzm. Był on, jak utrzy­my­wał Tre­it­schke, "naj­bar­dziej uta­jo­nym zafał­szo­wa­niem pań­stwa zakon­nego".

Na początku XX wieku w Mal­borku uwiel­bia­jący wszel­kiego typu insce­ni­za­cje ostatni król Prus i cesarz nie­miecki Wil­helm II urzą­dzał tam "krzy­żac­kie uro­czy­sto­ści", gdzie wygła­szał pło­mienne mowy prze­ciw "pol­skiej bucie". Po jed­nej z takich mów, wygło­szo­nej 5 czerwca 1902 roku, w któ­rej wezwał "do świę­tej wojny z pol­ską bez­czel­no­ścią i sar­macką butą", współ­pracę z Hohen­zol­ler­nem jako jego nadworny malarz zerwał Woj­ciech Kos­sak.

Według nie­któ­rych źró­deł znisz­cze­nia spo­wo­do­wane na sku­tek sze­rzą­cej się w XIV wieku anar­chii feu­dal­nej w Bran­den­bur­gii były tak wiel­kie, że w jej nie­któ­rych regio­nach (Mar­chia Wkrzań­ska, Nowa Mar­chia) aż 40% dotych­czas upra­wia­nych grun­tów leżało odło­giem. Choć nie należy lek­ce­wa­żyć rów­nież wpływu "czar­nej śmierci", która co prawda nie ude­rzyła tu z taką mocą jak w Euro­pie Zachod­niej, ale sze­rzyła się także w naszym regio­nie Sta­rego Kon­ty­nentu.

Gro­ziło to zaprze­pasz­cze­niem dzieła kolo­ni­za­cji wiej­skiej i miej­skiej, a ta prze­cież od dru­giej połowy XII wieku - obok pod­bo­jów mili­tar­nych i sta­bi­li­za­cji orga­ni­za­cji kościel­nej - była trze­cim fila­rem, na któ­rych wspie­rała się wła­dza mar­gra­biów bran­den­bur­skich nad świeżo pod­po­rząd­ko­wa­nymi sobie zie­miami zachod­nio­sło­wiań­skimi. Kolejni następcy Albrechta Niedź­wie­dzia aktyw­nie wspie­rali akcję kolo­ni­za­cyjną na wsi i pro­ces loka­cji miast.

W jed­nym i dru­gim przy­padku kolo­ni­za­cja odby­wała się na "pra­wie nie­miec­kim", co nie ozna­czało na przy­kład, że wszyst­kie nowe osady wiej­skie powstałe w XII i XIII wieku w Bran­den­bur­gii były two­rzone tylko i wyłącz­nie przez etnicz­nych Niem­ców. Należy zresztą zauwa­żyć, że w odnie­sie­niu do śre­dnio­wiecz­nych realiów to ostat­nie okre­śle­nie jest wysoce nie­pre­cy­zyjne, by nie powie­dzieć - ahi­sto­ryczne. Raczej należy mówić o osad­ni­kach dol­no­sak­soń­skich, tj. wywo­dzą­cych się z Dol­nej Sak­so­nii (pół­nocne Niemcy), skąd w więk­szo­ści pocho­dzili uczest­nicy trwa­ją­cej od XII wieku w Bran­den­bur­gii akcji kolo­ni­za­cyj­nej.

Jak wska­zują bada­cze tego pro­cesu, wśród miesz­kań­ców nowo loko­wa­nych wsi nie bra­ko­wało rodzi­mych, sło­wiań­skich miesz­kań­ców zasie­dla­nych ziem. Uczest­ni­czyli rów­nież w pro­ce­sie reor­ga­ni­za­cji (sca­la­nia) dotych­czas ist­nie­ją­cych osad6. Miało to oczy­wi­ście swoje kon­se­kwen­cje - roz­ło­żone na setki lat - w zakre­sie prze­bu­dowy etnicz­nej ziem mię­dzy Łabą a Odrą. Należy się jed­nak zgo­dzić, że nie można tutaj mówić o jakieś celo­wej, świa­do­mie roz­ło­żonej na etapy "czy­stce etnicz­nej" avant la let­tre, czy tym bar­dziej ludo­bój­czej poli­tyce zmie­rza­ją­cej do uczy­nie­nia z tych ziem "wiel­kiego cmen­ta­rzy­ska Sło­wian". W tym ostat­nim przy­padku potrzebne były tota­li­tarna ide­olo­gia i wypo­sa­żone w odpo­wied­nie instru­menty (cho­ciażby infra­struk­turę komu­ni­ka­cyjną) pań­stwo tota­li­tarne. Tego w śre­dnio­wie­czu, rzecz jasna, nie było.

Akcji kolo­ni­za­cyj­nej pod patro­na­tem bran­den­bur­skich mar­gra­biów sprzy­jała rów­nież słaba gęstość zalud­nie­nia na połabsz­czyź­nie. Zie­mie zachod­nich Sło­wian, choć nie były "etnicz­nie wyczysz­czane" przez wszech­władne pań­stwo, to jed­nak sys­te­ma­tycz­nie sta­wały się coraz bar­dziej nie­miec­kie. Jak już zazna­czono, był to pro­ces roz­ło­żony na stu­le­cia i trzeba było impulsu w postaci pro­te­stanc­kiej refor­ma­cji, aby uległ on dal­szemu przy­spie­sze­niu. Nie do prze­ce­nie­nia był wpływ, jaki ode­grało "una­ro­do­wie­nie" Kościoła w Bran­den­bur­gii, któ­rej władcy osta­tecz­nie przy­stą­pili do obozu pro­te­stanc­kiego.

Czę­ścią pro­cesu kolo­ni­za­cyj­nego były rów­nież loka­cje miast. W XIII wieku nastą­piło m.in. nada­nie praw miej­skich Ber­li­nowi-Cölln, usa­do­wio­nemu mię­dzy ist­nie­ją­cymi już gro­dami Span­dau i Kopa­nica (władcą tego ostat­niego był wspo­mniany Jaksa, nie­sku­tecz­nie wal­czący z Albrech­tem Niedź­wie­dziem o Brennę). Sto­lica (a wła­ści­wie sto­lice, jeśli oddziel­nie trak­to­wać Ber­lin i Cölln) Bran­den­bur­gii, a póź­niej Prus i Nie­miec, otrzy­mała prawa miej­skie w latach 1237-1244 r.

W okre­sie swo­jej świet­no­ści pań­stwo zakonu krzy­żac­kiego było wyjąt­kiem w feu­dal­nej Euro­pie, która w sen­sie ustro­jo­wym nie znała scen­tra­li­zo­wa­nej formy admi­ni­stra­cji pań­stwowej. Pod tym wzglę­dem orga­nizm pań­stwowy stwo­rzony przez Krzy­ża­ków mię­dzy Wisłą a Nie­mnem był przy­pad­kiem szcze­gól­nym. Na czele pań­stwa stał wielki mistrz doży­wot­nio wybie­rany na ten urząd przez kapi­tułę gene­ralną zakonu, obra­du­jącą w Mal­borku (skła­dała się z mistrzów kra­jo­wych sto­ją­cych na czele lokal­nych odga­łę­zień zakonu).

Wielki mistrz spra­wo­wał wła­dzę, opie­ra­jąc się na gru­pie naj­wyż­szych dostoj­ni­ków zakonu, na czele z wiel­kim kom­tu­rem, wiel­kim mar­szał­kiem, wiel­kim szat­nym, wiel­kim szpi­tal­ni­kiem oraz wiel­kim pod­skar­bim. Dostoj­nicy ci byli jed­no­cze­śnie lokal­nymi kom­tu­rami (na przy­kład wielki mar­sza­łek był jed­no­cze­śnie kom­tu­rem kró­le­wiec­kim, a wielki szpi­tal­nik był kom­tu­rem elblą­skim). Kom­tu­rie zarzą­dzane przez pod­po­rząd­ko­wa­nych wiel­kiemu mistrzowi kom­tu­rów były pod­sta­wo­wymi jed­nost­kami podziału admi­ni­stra­cyj­nego zakon­nego pań­stwa. Ponie­waż mówimy tutaj o zako­nie rycer­skim, cała struk­tura admi­ni­stra­cyjna tego pań­stwa miała słu­żyć nie tylko zabez­pie­cze­niu władz­twa tery­to­rial­nego, ale rów­nież ist­nie­niu spraw­nej struk­tury woj­sko­wej.

Urzędy w zako­nie krzy­żac­kim (podob­nie jak w innych rycer­skich i nierycer­skich zako­nach) nie były dzie­dzi­czone, tylko obie­ralne. Pań­stwem zakon­nym zarzą­dzała więc grupa ludzi, która nie zawdzię­czała swo­ich sta­no­wisk pro­stemu dzie­dzi­cze­niu. Dodat­kowo zaś należy pamię­tać, że ta elita wła­dzy zło­żona z zakon­nych braci, któ­rzy mogli peł­nić wymie­nione klu­czowe urzędy, była bar­dzo ogra­ni­czona liczeb­nie. Sza­cuje się, że na początku XV wieku nie prze­kra­czała ona tysiąca osób w całym pań­stwie zakon­nym7.

Zupeł­nie wyjąt­kowa była rów­nież struk­tura wła­sno­ściowa w tym pań­stwie. Do końca ist­nie­nia - tj. do pierw­szej połowy XVI wieku - w Pru­sach naj­więk­szym wła­ści­cie­lem pań­stwa krzy­żac­kiego był zakon, czyli w tam­tych realiach pań­stwo. Pokaźne władz­two nale­żało rów­nież do lokal­nego Kościoła, czyli biskupstw: sam­bij­skiego, pome­zań­skiego, war­miń­skiego i cheł­miń­skiego. Posia­dło­ści rycer­skie w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści nale­żały do napły­wo­wych (z kra­jów nie­miec­kich) przed­sta­wi­cieli tego stanu.

Zor­ga­ni­zo­wana przez Krzy­ża­ków akcja kolo­ni­za­cyjna na wsi oraz loka­cje miast, podob­nie jak w Bran­den­bur­gii, miały kon­se­kwen­cje w postaci stop­nio­wej prze­bu­dowy etnicz­nej ziem zamiesz­ka­nych przez rdzen­nych miesz­kań­ców (w tym przy­padku przez ple­miona pru­skie). Czy ta długa per­spek­tywa cza­sowa ozna­czała, że gdy jest mowa o krwa­wym pod­boju ziem Pru­sów przez zakon, mówimy jedy­nie o "czar­nej legen­dzie"? Raczej nie, choć trzeba pamię­tać, że pod­bój ten - bez­względny i bru­talny - nie miał cha­rak­teru ludo­bój­czego. Z dru­giej jed­nak strony nie można zaprze­czyć, że bez przy­by­cia Krzy­ża­ków i zor­ga­ni­zo­wa­nia przez nich mocno scen­tra­li­zo­wa­nego pań­stwa, pro­ces niem­cze­nia tych ziem by nie nastą­pił. Podob­nie jak w Bran­den­bur­gii, rów­nież tutaj zwy­cię­stwo refor­ma­cji znacz­nie go przy­spie­szyło.

Przed­sta­wiony tutaj w zary­sie model zarzą­dza­nia pań­stwem zakon­nym zde­cy­do­wa­nie odbie­gał od tego, co w tym samym cza­sie (tj. na prze­ło­mie XIV i XV wieku) ukształ­to­wało się w Bran­den­bur­gii. Upa­dek wła­dzy cen­tral­nej po wymar­ciu Askań­czy­ków skut­ko­wał tam wyeman­cy­po­wa­niem się sta­nów, przede wszyst­kim zaś stanu rycer­skiego (szla­chec­kiego). Będzie to miało swoje kon­se­kwen­cje dla przy­szło­ści pań­stwa pru­skiego, zwłasz­cza jeśli się zważy, że podobny pro­ces eman­cy­po­wa­nia się sta­nów w pań­stwie zakon­nym w poło­wie XV wieku będzie bez­po­śred­nio zwią­zany z postę­pu­jącą ero­zją pozy­cji Mal­borka po grun­waldz­kiej kata­stro­fie.

XV wiek - feu­da­ło­wie i ryce­rze zakonni

XV wiek - feu­da­ło­wie i ryce­rze zakonni

Pięć­set­le­cie obję­cia wła­dzy w Bran­den­bur­gii przez Hohen­zol­ler­nów przy­pa­dło na drugi rok Wiel­kiej Wojny. Siłą rze­czy ten okrą­gły jubi­le­usz, który w warun­kach poko­jo­wych z pew­no­ścią wypadłby bar­dziej oka­zale (uwiel­bia­jący pom­pa­tyczne uro­czy­sto­ści cesarz nie­miecki i król Prus Wil­helm II z pew­no­ścią by o to zadbał), przy­ćmiły wyda­rze­nia wojenne. Ale prze­cież nie pozo­stał nie­zau­wa­żony.

Pru­ski gene­rał pie­choty, zdo­bywca Antwer­pii i Modlina Hans von Bese­ler w paź­dzier­niku 1915 roku - a więc led­wie parę tygo­dni po obję­ciu kie­row­nic­twa nad war­szaw­skim Gene­ral­nym Guber­na­tor­stwem - pisał do żony o dobro­dziej­stwach, które spły­nęły na Bran­den­bur­gię z chwilą przy­by­cia nad Sprewę i Hawelę pierw­szych Hohen­zol­ler­nów. Dzięki nim w "tym zanie­dba­nym kraju [Bran­den­bur­gii - G.K.], sto­ją­cym jesz­cze przed swoim roz­wo­jem kul­tu­ro­wym", doszło do "wspa­nia­łej prze­miany". To Hohen­zol­ler­no­wie spra­wili, że z bie­giem czasu Bran­den­bur­gia - "zanie­dbany kraj" - prze­dzierz­gnęła się w "toczące wiel­kie bitwy dzi­siej­sze Niemcy". "Czy byśmy do tego doszli, gdyby przy­wódz­two w Niem­czech objęli Wet­ty­no­wie lub Wit­tels­ba­cho­wie? Nie sądzę! Nawet jeśli dyna­styczną legendą jest to, że wszy­scy Hohen­zol­ler­no­wie byli wielcy, to możemy im być wdzięczni za to, że ci wielcy poja­wili się we wła­ści­wym cza­sie"8.

Posta­wiony na czele nie­miec­kiego sek­tora oku­pa­cyj­nego w Kon­gre­sówce pru­ski gene­rał pie­choty czuł się zresztą jak pierwsi Hohen­zol­ler­no­wie, któ­rzy przy­byli do "zanie­dba­nej" Bran­den­bur­gii. Tak jak oni, musiał "wszystko orga­ni­zo­wać" i zma­gać się z "wie­lo­let­nimi zapóź­nie­niami cywi­li­za­cyj­nymi". Pozo­sta­wia­jąc na boku oso­bi­ste ambi­cje i idio­syn­kra­zje Bese­lera, należy przy­znać, że obję­cie wła­dzy przez Hohen­zol­ler­nów w Bran­den­bur­gii w 1415 roku było trze­cim w odstę­pie trzy­dzie­stu lat wyda­rze­niem, które miały dale­ko­siężne skutki dla Bran­den­bur­gii oraz pań­stwa krzy­żac­kiego. Pierw­szym z nich było zawar­cie w 1385 roku unii pol­sko-litew­skiej, która zapo­cząt­ko­wała, uży­wa­jąc dwu­dzie­sto­wiecz­nego języka, geo­po­li­tyczną rewo­lu­cję w Euro­pie Środ­ko­wej i Wschod­niej. Dru­gim było zwy­cię­stwo pol­sko-litew­skie pod Grun­wal­dem, które osta­tecz­nie zła­mało potęgę Krzy­ża­ków i potwier­dziło mocar­stwowy sta­tus monar­chii jagiel­loń­skiej. Trze­cim było przy­by­cie Hohen­zol­ler­nów do Bran­den­bur­gii.

Roz­dział II. Hohen­zol­ler­no­wie w Bran­den­bur­gii. Koniec potęgi Pań­stwa Krzy­żac­kiego

Roz­dział II

Hohen­zol­ler­no­wie w Bran­den­bur­gii. Koniec potęgi Pań­stwa Krzy­żac­kiego

Dyna­stia, która przez kolejne stu­le­cia miała być zwią­zana z bran­den­bur­skim elek­to­ra­tem i Księ­stwem Pru­skim (w tym ostat­nim przy­padku od początku XVI wieku), wywo­dziła się ze Szwa­bii. Pierw­sze wzmianki o przed­sta­wi­cie­lach rodu "von Zolo­rin" poja­wiają się w źró­dłach w XI wieku. Na początku XIII wieku Hohen­zol­ler­no­wie zwią­zali się z Fran­ko­nią, obej­mu­jąc urząd bur­gra­biego norym­ber­skiego. W poło­wie tego stu­le­cia doszło do podziału rodu na dwie linie: szwab­ską i fran­koń­ską. W 1248 roku przed­sta­wi­ciele tej ostat­niej wła­dali Bay­reuth, a następ­nie Ans­bach. Nie­prze­rwa­nie też dzier­żyli urząd bur­gra­biego Norym­bergi9.

Jeden z nich, Fry­de­ryk VI, już w 1411 roku dostał od Zyg­munta Luk­sem­bur­skiego przy­rze­cze­nie obję­cia wła­dzy w Mar­chii Bran­den­bur­skiej. Jak wiemy, brak gotówki już wcze­śniej skło­nił Zyg­munta do sprze­daży Krzy­ża­kom Nowej Mar­chii (1402). Tym razem cho­dziło o odwdzię­cze­nie się Hohen­zol­ler­nowi za finan­sowe wspar­cie uwień­czo­nych suk­ce­sem sta­rań Luk­sem­bur­czyka o koronę nie­miecką. Śla­dem tej mało hero­icz­nej genezy władz­twa Hohen­zol­ler­nów nad Bran­den­bur­gią był fakt, że począt­kowo przy­znano bur­gra­biemu norym­ber­skiemu mar­chię jako zastaw za sto tysięcy gul­de­nów.

Ofi­cjal­nie Fry­de­ryk VI jako Fry­de­ryk I - mar­gra­bia, elek­tor bran­den­bur­ski i arcy­ko­mor­nik Rze­szy - objął wła­dzę nad Sprewą 30 kwiet­nia 1415 roku. Hołd wszyst­kich sta­nów mar­chii zło­żony nowemu władcy odbył się w Ber­li­nie 21 paź­dzier­nika 1415 roku. Nato­miast uro­czy­sta cere­mo­nia nada­nia bran­den­bur­skiego lenna przez cesa­rza Zyg­munta Luk­sem­bur­skiego miała miej­sce w Kon­stan­cji 18 kwiet­nia 1417 roku.

Nie było cie­nia prze­sady w okre­śla­niu Bran­den­bur­gii mia­nem "zanie­dba­nego kraju" w momen­cie przy­by­cia tam Hohen­zol­ler­nów. Trwa­jące nie­mal sto lat (od wyga­śnię­cia dyna­stii askań­skiej w 1320 roku) osła­bie­nie, a czę­sto brak wła­dzy cen­tral­nej miały zna­czące kon­se­kwen­cje. O eman­cy­pa­cji rycer­stwa, prze­ra­dza­ją­cej się w feu­dalną anar­chię - była już mowa. Temu towa­rzy­szyła, jak wiemy, zapaść gospo­dar­cza widoczna przede wszyst­kim w mar­chij­skim rol­nic­twie. Nama­cal­nym wyra­zem tego ogól­nego "zanie­dba­nia" były straty tery­to­rialne, które pono­siła Bran­den­bur­gia na prze­ło­mie XIV i XV wieku. Nowa Mar­chia nie była prze­cież jedy­nym utra­co­nym tery­to­rium.

Pierw­sze dekady rzą­dów bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów poświę­cone były kon­so­li­da­cji wła­dzy elek­tor­skiej oraz rewin­dy­ka­cjom tery­to­rial­nym. Na obu tych polach nowi władcy osią­gnęli wymierne suk­cesy. W momen­cie przej­mo­wa­nia wła­dzy w bran­den­bur­skim elek­to­ra­cie obszar mar­chii wyno­sił ok. 23 tysięcy kilo­me­trów kwa­dra­to­wych. W 1499 roku wzrósł on do 36 tysięcy kilo­me­trów kwa­dra­to­wych. Z pew­no­ścią naj­więk­szym suk­ce­sem pierw­szych bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów było wyku­pie­nie w 1455 roku Nowej Mar­chii z rąk Krzy­ża­ków. Do tego klu­czo­wego nabytku, bo pozwa­la­ją­cego myśleć bran­den­bur­skim elek­to­rom o wzno­wie­niu eks­pan­sji w kie­runku Księ­stwa Pomor­skiego (dzi­siej­sze Pomo­rze Zachod­nie i Środ­kowe) rzą­dzo­nego przez Gry­fi­tów, należy dodać uzy­skane w 1482 roku: Kro­sno Odrzań­skie, Sule­chów i Lub­sko. Był to zastaw prze­jęty przez bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów na mocy układu zawar­tego z pia­stow­skim księ­ciem Żaga­nia, Janem.

Na tym nie koń­czyła się lista zaku­pów doko­ny­wa­nych przez Hohen­zol­ler­nów. Już w latach czter­dzie­stych XV wieku zaku­pili oni lenna: Cot­t­bus, Peitz, Teu­pitz, Bar­walde (Bar­wice) i Gr. Lübben. W 1490 roku doku­pili jesz­cze poło­żone w pobliżu Ber­lina władz­two Zos­sen. Nie ogniem i mie­czem, a nawet nie sakiewką i mie­czem, a samą sakiewką doko­ny­wał się roz­rost tery­to­rialny Bran­den­bur­gii pod rzą­dami pierw­szych Hohen­zol­ler­nów. Należy pod­kre­ślić, że było to dzieło całej dyna­stii, sakiewkę bowiem napeł­niali fran­koń­scy Hohen­zol­ler­no­wie. Czer­pali oni duże dochody ze swo­ich władztw w Ans­bach, Bay­reuth i Kulm­bach, gdzie ist­niało o wiele bar­dziej docho­dowe niż w Bran­den­bur­gii rol­nic­two (oparte przede wszyst­kim na ren­cie pie­nięż­nej), roz­wi­nięte mia­sta i - last but not least - sprawna admi­ni­stra­cja fiskalna.

Sama sakiewka nie wystar­czyła jed­nak do wypeł­nie­nia innego pil­nego zada­nia - ukró­ce­nia anar­chii feu­dal­nej. Tutaj potrzebny był miecz. Zaraz na początku swo­ich rzą­dów w Bran­den­bur­gii, jesz­cze przed ofi­cjal­nym nada­niem lenna, Fry­de­ryk I zde­rzył się z opo­zy­cją bran­den­bur­skich feu­da­łów. Toczona w latach 1412-1413 wojna prze­ciw wewnętrz­nej opo­zy­cji (skon­cen­tro­wa­nej w tzw. Sta­rej Mar­chii oraz w Pri­gnitz) zakoń­czyła się suk­ce­sem Fry­de­ryka I. Rów­nież w tym przy­padku nie­oce­nione oka­zały się posiłki - tym razem zbrojne - z Fran­ko­nii.

Kolejną prze­szkodą na dro­dze do wzmoc­nie­nia wła­dzy elek­tor­skiej była samo­dziel­ność stanu miesz­czań­skiego. Mia­sta bran­den­bur­skie wyko­rzy­stały okres osła­bie­nia wła­dzy cen­tral­nej do uzy­ska­nia fak­tycz­nej auto­no­mii, czemu sprzy­jało zawią­zy­wa­nie przez nie wewnętrz­nych poro­zu­mień oraz ukła­dów z innymi związ­kami miast na obsza­rze Rze­szy, z potężną Hanzą na czele. W poło­wie XV wieku ten okres poli­tycz­nej samo­dziel­no­ści mar­chij­skich miast nale­żał już do prze­szło­ści. Prze­ło­mo­wym i spek­ta­ku­lar­nym przy­kła­dem pod­po­rząd­ko­wy­wa­nia sobie miast przez bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów był Ber­lin, a wła­ści­wie dwu­mia­sto Ber­lin-Cölln.

W 1442 roku elek­tor Fry­de­ryk II wyko­rzy­stał spór władz mia­sta, dzie­sięć lat wcze­śniej połą­czo­nego, z cechami. Wystą­pił jako arbi­ter, zarzą­dza­jąc powrót do roz­bi­cia sto­licy na dwa mia­sta: Ber­lin i Cölln. Spór toczył się do 1448 roku, gdy osta­tecz­nie wła­dze Ber­lina pod­po­rząd­ko­wały się woli elek­tora. Wido­mym zna­kiem, ale i gwa­ran­cją trwa­ło­ści wła­dzy elek­torskiej było wybu­do­wa­nie w 1451 roku pierw­szego zamku wład­ców bran­den­bur­skich w ber­liń­skiej sto­licy.

Jedy­nym sta­nem, który bez zastrze­żeń przy­jął w Bran­den­bur­gii nowych wład­ców z Fran­ko­nii, było ducho­wień­stwo. Biskupi z Bran­den­burga, Lubu­sza i Havel­bergu bez opo­rów uznali wła­dzę Hohen­zol­ler­nów, cie­sząc się i tak licz­nymi przy­wi­le­jami (np. immu­ni­te­tem sądo­wym), które pocho­dziły jesz­cze z cza­sów rzą­dów dyna­stii askań­skiej. Nowi władcy nie zamie­rzali jed­nak tole­ro­wać aż tak daleko posu­nię­tej auto­no­mii stanu duchow­nego. W 1447 roku elek­tor bran­den­bur­ski uzy­skał od papieża Miko­łaja V prawo nomi­na­cji bisku­pich na swoim tery­to­rium (zatwier­dzał je papież). Przy tej oka­zji ogra­ni­czono kom­pe­ten­cje sądów duchow­nych, wyłą­cza­jąc spod ich jurys­dyk­cji sprawy doty­czące pod­da­nych elek­tora sądzo­nych w pro­ce­sach cywil­nych i kar­nych.

Trwa­ło­ści władz­twa Hohen­zol­ler­nów w Bran­den­bur­gii słu­żyły rów­nież wewnątrz­dy­na­styczne usta­le­nia, które miały zapo­biec ewen­tu­al­nym kon­flik­tom wokół kwe­stii dzie­dzi­cze­nia wła­dzy w Bran­den­bur­gii oraz w posia­dło­ściach fran­koń­skich. Ostat­nim elek­to­rem bran­den­bur­skim, który spra­wo­wał jed­no­cze­śnie wła­dzę w Mar­chii i we Fran­ko­nii, był Albrecht Achil­les (okres pano­wa­nia 1470-1486). Na mocy spe­cjal­nej dys­po­zy­cji (Dispo­si­tio Achil­lea) z 1473 roku doko­nał fak­tycz­nego podziału władz­twa Hohen­zol­ler­nów na dwie linie: elek­tor­ską (bran­den­bur­ską) oraz ans­bach­ską (młod­szą). Ozna­czało to, że po śmierci Albrechta jego naj­star­szy syn Jan miał objąć wła­dzę w elek­to­ra­cie bran­den­bur­skim, średni Fry­de­ryk (jako Fry­de­ryk III Stary) prze­jąć Ans­bach i Bay­reuth, a naj­młod­szy Zyg­munt pano­wać w Kulm­bach10.

Suk­cesy poli­tyki "sakiewki i mie­cza" pierw­szych bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów nie byłyby moż­liwe bez mądrej poli­tyki zagra­nicz­nej elek­to­rów. Jej roz­trop­ność pole­gała na utrzy­ma­niu popraw­nych rela­cji z dwoma potęż­nymi sąsia­dami - od wschodu z monar­chią jagiel­loń­ską, od zachodu z Rze­szą. Hohen­zol­ler­no­wie przy­by­wali do Bran­den­bur­gii w momen­cie, gdy Korona Pol­ska złą­czona unią per­so­nalną z Wiel­kim Księ­stwem Litew­skim po roz­gro­mie­niu Krzy­ża­ków pod Grun­wal­dem sta­wała się pierw­szo­rzęd­nym gra­czem w Euro­pie Środ­ko­wej. Tego faktu nowi władcy Bran­den­bur­gii nie lek­ce­wa­żyli. Pamię­tano zresztą w Ber­li­nie, że w 1402 roku Zyg­munt Luk­sem­bur­ski pier­wot­nie roz­wa­żał sprze­daż Nowej Mar­chii wła­śnie kró­lowi pol­skiemu.

Sta­rano się więc uni­kać jakich­kol­wiek zadraż­nień z Pol­ską, a nawet dopro­wa­dzić do zacie­śnie­nia rela­cji z Kra­ko­wem. Wyra­zem tych dążeń były plany zawar­cia związ­ków dyna­stycz­nych mię­dzy Hohen­zol­ler­nami a Jagiel­lo­nami. Pierw­szą próbą był pro­jekt mał­żeń­stwa syna elek­tor­skiego, póź­niej­szego elek­tora Fry­de­ryka II, z Jadwigą, córką króla Wła­dy­sława Jagiełły. Kur­prinz (następca elek­tora) prze­by­wał nawet przez jakiś czas na kra­kow­skim dwo­rze. Osta­tecz­nie z matry­mo­nial­nego pro­jektu nic nie wyszło. Jed­nak plany zawią­za­nia dyna­stycz­nej koli­ga­cji mię­dzy Hohen­zol­ler­nami a Jagiel­lo­nami nie zostały zarzu­cone.

Rzut oka na:

Pano­wa­nie boha­te­rów "Iliady" i Rzy­mian w Mar­chii Bran­den­bur­skiej

Czte­rech elek­to­rów bran­den­bur­skich z dyna­stii Hohen­zol­ler­nów panu­ją­cych w stu­le­ciu mię­dzy 1471 a 1571 rokiem nosiło przy­domki nawią­zu­jące do boha­te­rów wojny tro­jań­skiej i rzym­skiej histo­rii. Byli więc: Albrecht Achil­les (1471-1486), Johann Cicero (1486-1499), Joachim I Nestor (1499-1535) oraz Joachim II Hek­tor (1535-1571). Żadna dyna­stia euro­pej­ska takiego natę­że­nia "boha­ter­skich" przy­dom­ków nie miała. To przede wszyst­kim zasługa nadwor­nych histo­ry­ków Domu Hohen­zol­ler­nów w XVI wieku, któ­rzy w ten spo­sób chcieli zwięk­szyć pre­stiż dyna­stii panu­ją­cej w Ber­li­nie. Elek­tor Albrecht z racji rycer­skich cnót nazwany został Achil­lesem, a jego syn Johann z racji swej bie­gło­ści w łaci­nie znany był jako Cicero Ger­ma­ni­cus.

Elek­to­rowi Joachi­mowi I przy­pi­sy­wano dar udzie­la­nia roz­trop­nych rad na podo­bień­stwo króla Pylos Nestora z Iliady. Z kolei Joachim II miał się odzna­czać siłą fizyczną, ale jako dowódca woj­skowy (np. w cza­sie wypraw u boku Habs­bur­gów prze­ciw Tur­kom w latach 1541-1542) nawet nie zbli­żył się do męż­nego dowódcy Tro­jan.

Czter­na­stego maja 1479 roku młod­szy syn elek­tora Albrechta Achil­lesa, dzie­więt­na­sto­letni Fry­de­ryk - władca na Ans­bach i Bay­reuth (a więc z linii fran­koń­skiej), poślu­bił pięt­na­sto­let­nią córkę króla Pol­ski i wiel­kiego księ­cia litew­skiego Kazi­mie­rza Jagiel­loń­czyka, Zofię. W ten spo­sób Hohen­zol­ler­no­wie wią­zali się z naj­po­tęż­niej­szą wów­czas dyna­stią w Euro­pie Środ­ko­wej, któ­rej przed­sta­wi­ciele rzą­dzili pań­stwami w trój­mo­rzu, mię­dzy Bał­ty­kiem, Morzem Czar­nym a Adria­ty­kiem.

Mał­żeń­stwo Zofii i Fry­de­ryka docze­kało się osiem­na­ściorga dzieci. Dzie­wią­tym z kolei był uro­dzony 17 maja 1490 roku Albrecht - póź­niej­szy ostatni (jak się oka­zało) wielki mistrz zakonu krzy­żac­kiego w Pru­sach oraz pierw­szy książę pru­ski; sio­strze­niec kolej­nych Jagiel­lo­nów panu­ją­cych na tro­nie pol­skim: Jana Olbrachta, Alek­san­dra i Zyg­munta I Sta­rego.

Poprawne rela­cje utrzy­my­wali bran­den­bur­scy Hohen­zol­ler­no­wie rów­nież z kolej­nymi cesa­rzami rzym­skimi z dyna­stii luk­sem­bur­skiej oraz habs­bur­skiej. Tych pierw­szych wspie­rali poli­tycz­nie i zbroj­nie w walce z husy­tami. W 1431 roku elek­tor Fry­de­ryk I dowo­dził armią Rze­szy pod­czas kolej­nej (nie­uda­nej) wyprawy prze­ciw zwo­len­ni­kom cze­skiego refor­ma­tora. Gdy sie­dem lat póź­niej roz­po­częła się w Rze­szy era wład­ców z dyna­stii Habs­bur­gów, Hohen­zol­ler­no­wie pod­trzy­mali dotych­cza­sowy kurs poli­tyczny obli­czony na uni­ka­nie kon­flik­tów z cesa­rzami11. Jako elek­to­ro­wie bran­den­bur­scy nale­żeli do elity Rze­szy. Dodat­kowo zaś roz­sia­nie rodo­wych posia­dło­ści od Odry po Ren (Bran­den­bur­gia, Fran­ko­nia, Szwa­bia) czy­niło prio­ry­te­tem utrzy­my­wa­nie popraw­nych rela­cji z kolej­nymi panu­ją­cymi dyna­stiami. Tym bar­dziej że czas grał na ich korzyść.

Tym bowiem, co cha­rak­te­ry­zo­wało Rze­szę (innymi słowy: Święte Cesar­stwo Rzym­skie Narodu Nie­miec­kiego) pod koniec śre­dnio­wie­cza, był pro­ces "nasi­la­ją­cej się tery­to­ria­li­za­cji, czyli prze­kształ­ca­nia się wła­dzy zło­żo­nej z mno­go­ści upraw­nień wład­czych nad oso­bami w jed­no­litą wła­dzę nad kon­kret­nym obsza­rem". W prak­tyce ozna­czało to, że pod koniec XV wieku Rze­sza, która ni­gdy nie była jed­no­li­tym orga­ni­zmem, coraz bar­dziej sta­wała się "związ­kiem osób, skom­pli­ko­wa­nym i uło­żo­nym hie­rar­chicz­nie sys­te­mem zło­żo­nym z osób i kor­po­ra­cji, na czele któ­rego stał cesarz nada­wa­jący cało­ści sym­bo­liczną jed­ność i pra­wo­moc­ność"12. W tym sys­te­mie "osób i kor­po­ra­cji" połą­czo­nych sie­cią powią­zań i zależ­no­ści len­nych oraz przy­na­leż­no­ścią do wspól­nych insty­tu­cji (takich jak Reich­stag) pozy­cja bran­den­bur­skich elek­to­rów w związku z suk­ce­sami Hohen­zol­ler­nów w poli­tyce wewnętrz­nej i zagra­nicz­nej sys­te­ma­tycz­nie rosła. Co jesz­cze waż­niej­sze, aż do początku XVI wieku odby­wało się to wła­ści­wie bez pro­wa­dze­nia kosz­tow­nych i ryzy­kow­nych wojen.

Gdy w Bran­den­bur­gii nastę­po­wała sys­te­ma­tyczna kon­so­li­da­cja wła­dzy elek­tor­skiej i nowi władcy sys­te­ma­tycz­nie powięk­szali tery­to­rium Mar­chii, pań­stwo krzy­żac­kie wcho­dziło w chro­niczny kry­zys. Klę­ska Krzy­ża­ków pod Grun­wal­dem, choć nie przy­nio­sła bez­po­śred­nich strat tery­to­rial­nych (Pomo­rze Gdań­skie na mocy pierw­szego pokoju toruń­skiego z 1411 roku pozo­stało przy zako­nie), to jed­nak - mówiąc współ­cze­snym języ­kiem - pod­cięła im per­spek­tywy roz­wo­jowe. Przede wszyst­kim otwo­rzyła w pań­stwie mię­dzy Wisłą a Pre­gołą trwa­jącą nie­mal sto lat epokę kry­zysu, którą można okre­ślić zała­ma­niem się legi­ty­mi­za­cji wewnętrz­nej zakonu krzy­żac­kiego na tych zie­miach. I to w podwój­nym sen­sie - w oczach swo­ich wła­snych pod­da­nych oraz, co oka­zało się decy­du­jące, w podej­ściu samych braci zakon­nych do kon­ty­nu­owa­nia swo­jej misji jako kato­lic­kiego, uzna­ją­cego zwierzch­ność papieża i cesa­rza rzym­skiego zakonu rycer­skiego.

Pierw­szą odsłonę tego kry­zysu można okre­ślić jako dąże­nie sta­nów pań­stwa zakon­nego (przede wszyst­kim rycer­stwa i miesz­czan) do eman­cy­pa­cji spod słab­ną­cej po 1410 roku wła­dzy wiel­kich mistrzów. Mal­bork coraz bar­dziej potrze­bo­wał pie­nię­dzy na pro­wa­dze­nie kosz­tow­nych i regu­lar­nie prze­gry­wa­nych wojen z pań­stwem jagiel­loń­skim. To zaś ozna­czało koniecz­ność coraz głęb­szego się­ga­nia do sakie­wek rycer­stwa i miesz­kań­ców pru­skich miast. Podob­nie jak Hohen­zol­ler­no­wie bran­den­bur­scy, rów­nież Krzy­żacy pro­wa­dzili w pierw­szej poło­wie XV wieku poli­tykę "mie­cza i sakiewki". Ale w odróż­nie­niu od bran­den­bur­skich elek­to­rów zarówno "miecz" (tj. wojny z Pol­ską i Litwą), jak i "sakiewka" (dochody pań­stwa) nie zapew­niały wzro­stu potęgi zakonu, jego wła­dzy cen­tral­nej, ale wręcz odwrot­nie - jesz­cze bar­dziej przy­czy­niały się do osła­bie­nia pań­stwa. Gdy Hohen­zol­ler­no­wie bran­den­bur­scy kon­so­li­do­wali swoją wła­dzę, łamiąc opór sta­nów, Krzy­żacy musieli sta­wiać czoło kon­so­li­du­ją­cej się opo­zy­cji sta­no­wej. Elek­to­ro­wie wzmac­niali się w XV wieku, dba­jąc o moż­li­wie poprawne rela­cje z Koroną Pol­ską. Krzy­żacy w tym cza­sie szu­kali swo­jej pomyśl­no­ści w eska­lo­wa­niu napięć z Kra­ko­wem.

Pierw­szym sygna­łem wzra­sta­ją­cego oporu sta­nów pru­skich prze­ciw obcią­że­niom podat­ko­wym było powsta­nie w 1397 roku zło­żo­nego z rycer­stwa Związku Jasz­czur­czego. Po grun­waldz­kiej klę­sce zakonu sze­regi sta­no­wej opo­zy­cji pro­te­stu­ją­cej prze­ciw cią­głemu zwięk­sza­niu obcią­żeń podat­ko­wych zasi­lili miesz­cza­nie. Pozy­cję miast pań­stwa zakon­nego (takich jak Gdańsk czy Elbląg) wzmac­niała jesz­cze przy­na­leż­ność do potęż­nego cią­gle (choć mają­cego apo­geum swo­jego zna­cze­nia już za sobą) związku han­ze­atyc­kiego.

W 1440 roku naj­więk­sze mia­sta pań­stwa krzy­żac­kiego sku­piły się w Związku Pru­skim. Ini­cja­to­rami powsta­nia tej orga­ni­za­cji byli miesz­cza­nie, ale nie tylko oni zostali jej człon­kami. Do Związku Pru­skiego wstę­po­wali rów­nież przed­sta­wi­ciele miej­sco­wego rycer­stwa (szlachty). Zwią­zek już w momen­cie swo­jego powsta­nia doma­gał się współ­udziału w rzą­dze­niu pań­stwem poprzez powo­ła­nie do życia poli­tycz­nej repre­zen­ta­cji sta­no­wej - Rady Kra­jo­wej (Lan­de­srat) - która miała się skła­dać z dwóch izb, osobno dla rycer­stwa (szlachty) i miesz­czan.

Od początku też Zwią­zek Pru­ski widział w Koro­nie Pol­skiej, a mówiąc pre­cy­zyj­niej - w królu Pol­ski - sprzy­mie­rzeńca i patrona. Prze­cież krótko po Grun­wal­dzie pru­skie stany w ocze­ki­wa­niu na rychłe zdo­by­cie Mal­borka przez zwy­cię­skie woj­ska króla Wła­dy­sława Jagiełły zło­żyły hołd pol­skiemu władcy. Pokój toruń­ski z 1411 roku co prawda unie­waż­nił ten akt, ale pamięć o nim pozo­stała.

Słab­nący zakon pró­bo­wał wal­czyć z opo­zy­cją sta­nową. W 1449 roku Krzy­żacy uzy­skali dekret roz­wią­zu­jący Radę Kra­jową (Radę Pru­ską), która jed­nak kon­ty­nu­owała swoją dzia­łal­ność, tyle że nie­le­gal­nie. Ponadto nie usta­wał ucisk fiskalny ze strony pań­stwa zakon­nego. Szcze­gól­nie dotkliwe dla miesz­czan było tzw. cło fun­towe (Pfun­dzoll) nakła­dane w Gdań­sku.

W 1454 roku dele­ga­cja Związku Pru­skiego udała się do Kra­kowa, gdzie pono­wiła hołd z 1410 roku, odda­jąc się pod opiekę króla pol­skiego. W odpo­wie­dzi Kazi­mierz Jagiel­loń­czyk 6 marca 1454 roku wydał akt inkor­po­ru­jący zie­mie pru­skie (tj. cały obszar pań­stwa zakon­nego) do Korony Pol­skiej. Opieki i zwierzch­no­ści króla pol­skiego, co należy pod­kre­ślić, poszu­ki­wali miesz­cza­nie i szlachta, która w sen­sie pocho­dze­nia etnicz­nego była nie­miecka. Jed­nak naj­waż­niej­sza była ustro­jowa atrak­cyj­ność Korony Pol­skiej, w któ­rej prawa sta­nów (zwłasz­cza stanu szla­chec­kiego) były sys­te­ma­tycz­nie roz­sze­rzane. Nie­przy­pad­kowo doku­ment inkor­po­ra­cyjny prze­wi­dy­wał, że stany pru­skie w obrę­bie Korony Pol­skiej cie­szyć się będą tymi samymi przy­wi­le­jami jak pol­skie stany, zacho­wu­jąc jed­no­cze­śnie wszyst­kie swoje dotych­cza­sowe prawa. Pol­ski władca jed­no­cze­śnie obie­cy­wał, że wszyst­kie urzędy w inkor­po­ro­wa­nych do Korony zie­miach będą spra­wo­wane tylko przez kra­jow­ców. Nato­miast wszyst­kie naj­waż­niej­sze sprawy doty­czące tych ziem miały być roz­strzy­gane przez kra­jowe zgro­ma­dze­nie sta­nowe. Kazi­mierz Jagiel­loń­czyk zgo­dził się nawet na prawo ziem pru­skich do bicia wła­snej monety w Gdań­sku i Toru­niu13.

Wojna trzy­na­sto­let­nia (1454-1466) Korony Pol­skiej z Krzy­ża­kami nie zakoń­czyła się peł­nym zwy­cię­stwem Pol­ski. Nie udało się wcie­lić - zgod­nie z aktem inkor­po­ra­cyj­nym - cało­ści pań­stwa zakon­nego. Do Korony powra­cało jed­nak Pomo­rze Gdań­skie z jego naj­waż­niej­szym por­tem oraz zie­mie cheł­miń­ska i micha­łow­ska. Dodat­kowo zostało przy­łą­czone do Pol­ski biskup­stwo war­miń­skie oraz dotych­cza­sowa sto­lica pań­stwa krzy­żac­kiego - Mal­bork. To były Prusy Kró­lew­skie, które tery­to­rial­nie oraz ustro­jowo stały się czę­ścią monar­chii jagiel­loń­skiej. Pozo­stałe obszary pań­stwa krzy­żac­kiego pozo­stały pod wła­dzą wiel­kiego mistrza, który po utra­cie Mal­borka prze­niósł swoją sto­licę do Kró­lewca. Warto wspo­mnieć o jesz­cze jed­nej stra­cie tery­to­rial­nej ponie­sio­nej pośred­nio na sku­tek wojny z Pol­ską. Mowa o Nowej Mar­chii, którą w poszu­ki­wa­niu gotówki Krzy­żacy musieli odsprze­dać Bran­den­bur­gii w 1455 roku.

Drugi pokój toruń­ski z 1466 roku okre­ślił nowy prze­bieg gra­nicy mię­dzy Koroną a pań­stwem krzy­żac­kim. Prze­wi­dy­wał ponadto, że każdy wielki mistrz po swoim wybo­rze będzie zobo­wią­zany zło­żyć przy­sięgę wier­no­ści kró­lowi Pol­ski, co w prak­tyce ozna­czało nawią­za­nie sto­sunku len­nego z Koroną. Ponie­waż pokój koń­czący wojnę trzy­na­sto­let­nią nie był zatwier­dzony przez papieża ani przez cesa­rza, Krzy­żacy wyko­rzy­sty­wali ten fakt, usi­łu­jąc dopro­wa­dzić do jego rewi­zji. Zaczęli od sabo­to­wa­nia zacią­gnię­tego w 1466 roku zobo­wią­za­nia do skła­da­nia przy­sięgi wier­no­ści kolej­nym wład­com pol­skim.

Pod koniec XV wieku w cza­sie pano­wa­nia na tro­nie pol­skim króla Jana Olbrachta (1492-1501) poja­wiła się na dwo­rze pol­skim suge­stia prze­nie­sie­nia Krzy­ża­ków znad Pre­goły nad Dniestr, na Podole, gdzie mogliby się bar­dziej wyka­zać bie­gło­ścią w sztuce rycer­skiej i umi­ło­wa­niem Kościoła, chro­niąc połu­dniowo-wschod­nie Kresy przed Tur­kami i Tata­rami. Goto­wo­ści do takich poświę­ceń w zako­nie jed­nak nie było. Nikt tam nie chciał wystę­po­wać w roli ante­mu­rale chri­stia­ni­ta­tis (zwłasz­cza ante­mu­rale Polo­niae), co swoją drogą było prze­ja­wem poważ­niej­szego kry­zysu ducho­wej toż­sa­mo­ści, który już wtedy mocno infe­ko­wał zakon.

Gdy Turcy nie tylko mocno sta­nęli nad Dnie­strem (pod­po­rząd­ko­wu­jąc sobie Wołosz­czy­znę i Moł­da­wię), ale rów­nież regu­lar­nie pene­tro­wali pod koniec XV wieku połu­dniową Ita­lię, Krzy­żacy, odrzu­ca­jąc jaką­kol­wiek myśl o zaan­ga­żo­wa­niu się w obronę chri­stia­ni­tas z mie­czem w ręku (co było prze­cież rdze­niem etosu zako­nów rycer­skich od początku ich ist­nie­nia), osta­tecz­nie przy­pie­czę­to­wali swój los. Nie powtó­rzyli histo­rii joan­ni­tów, któ­rzy boha­ter­sko bro­niąc Rodos, a potem Malty przed muzuł­ma­nami, ura­to­wali swoje ist­nie­nie. Ura­to­wali je, bo zacho­wali pier­wotne powo­ła­nie jako "ryce­rzy w habi­tach".

Krzy­żacy skon­cen­tro­wali zaś pod koniec XV wieku swoje wysiłki na utrzy­ma­niu swo­jej wła­dzy nad Pre­gołą, a w dal­szej per­spek­ty­wie ode­bra­niu Pol­sce utra­co­nych w 1466 roku ziem. Stąd pomysł, by wybrać na urząd wiel­kiego mistrza przed­sta­wi­ciela nie­miec­kiego rodu ksią­żę­cego, co pozwo­li­łoby szu­kać popar­cia prze­ciw Pol­sce w Rze­szy. Takie było tło wyboru w 1498 roku saskiego księ­cia Fry­de­ryka z rodu Wet­ty­nów. Aż do swo­jej śmierci w 1510 roku odma­wiał on zło­że­nia przy­sięgi wier­no­ści kró­lom Pol­ski. Sprzy­jały temu czę­ste zmiany na tro­nie pol­skim (mię­dzy 1501 a 1506 rokiem zasia­dało na nim aż trzech wład­ców) oraz wojna Litwy z Moskwą.

Roz­dział III. Prze­łom Refor­ma­cyjny nad Sprewą i Pre­gołą. Znika Pań­stwo Krzy­żac­kie, powstaje Księ­stwo Pru­skie

Roz­dział III

Prze­łom Refor­ma­cyjny nad Sprewą i Pre­gołą. Znika Pań­stwo Krzy­żac­kie, powstaje Księ­stwo Pru­skie

Czy można trak­to­wać wybór Albrechta Hohen­zol­lerna na wiel­kiego mistrza krzy­żac­kiego jako "otwar­cie drogi do kró­lew­sko-cesar­skiej zawrot­nej kariery swego domu"?14 Jeśli uznać, że począt­kiem drogi do stwo­rze­nia jed­no­li­tego pań­stwa pru­skiego, któ­rego rdzeń sta­no­wiły elek­to­rat bran­den­bur­ski i Księ­stwo Pru­skie, było sku­pie­nie tych dwóch orga­ni­zmów pań­stwo­wych w ręku jed­nej dyna­stii, to taką opi­nię trudno uznać za prze­sa­dzoną. Po raz pierw­szy wła­śnie w 1511 roku przed­sta­wi­ciele jed­nej dyna­stii rzą­dzili zarówno w Ber­li­nie, jak i w Kró­lewcu. Jak wia­domo urząd wiel­kiego mistrza krzy­żac­kiego był obie­ralny, nie dzie­dziczny. Sytu­acja ta mogła więc wyda­wać się tym­cza­sowa. Wszystko jed­nak zmieni seku­la­ry­za­cja zakonu krzy­żac­kiego w Pru­sach na sku­tek przy­ję­cia przez wiel­kiego mistrza Albrechta i całą elitę zakonną nad Pre­gołą refor­ma­cji pro­te­stanc­kiej. To otwo­rzyło przed Albrech­tem per­spek­tywę usta­no­wie­nia tam swo­jej wła­dzy dzie­dzicz­nej na podo­bień­stwo tej, którą spra­wo­wali w Bran­den­bur­gii jego kuzyni z linii elek­tor­skiej.

Wybór Albrechta Hohen­zol­lerna na urząd wiel­kiego mistrza zakonu krzy­żac­kiego był kon­ty­nu­acją linii poli­tycz­nej zapo­cząt­ko­wa­nej wybo­rem w 1498 roku na ten sam urząd księ­cia saskiego Fry­de­ryka. W oso­bie Albrechta wła­dzę w Kró­lewcu obej­mo­wał repre­zen­tant rodu, któ­rego pozy­cja w Rze­szy na początku XVI wieku sys­te­ma­tycz­nie rosła. Dość powie­dzieć, że w 1514 roku w gro­nie sied­miu elek­to­rów wybie­ra­ją­cych cesa­rza rzym­skiego aż dwa miej­sca przy­pa­dały Hohen­zol­ler­nom. Jedno z tytułu posia­da­nia elek­to­ratu bran­den­bur­skiego (złą­czo­nego z urzę­dem arcy­ko­mor­nika Rze­szy), dru­gie zaś było zwią­zane z nomi­na­cją Albrechta Hohen­zol­lerna (brata elek­tora Joachima I, nie mylić z wiel­kim mistrzem krzy­żac­kim) na god­ność arcy­bi­skupa Mogun­cji. Każ­do­ra­zowo ta kościelna god­ność zwią­zana była z przy­wi­le­jem zasia­da­nia w elek­tor­skim kole­gium oraz spra­wo­wa­niem urzędu arcy­kanc­le­rza Rze­szy. W 1518 roku arcy­bi­skup Albrecht Hohen­zol­lern otrzy­mał kape­lusz kar­dy­nal­ski. Jak widać, wpływy Hohen­zol­lernów się­gały daleko poza obręb Rze­szy.

Pod­czas cesar­skiej elek­cji, która w 1519 roku wynio­sła króla Hisz­pa­nii Karola I Habs­burga do god­no­ści króla nie­miec­kiego i cesa­rza rzym­skiego Karola V, jako ostatni dwaj elek­to­rzy swoje głosy odda­wali Hohen­zol­ler­no­wie. Oby­dwaj opo­wie­dzieli się za kan­dy­da­turą Habs­burga, co osta­tecz­nie pogrze­bało szansę jego kon­ku­renta do korony cesar­skiej, króla Fran­cji Fran­ciszka I Wale­zju­sza.

Hohen­zol­ler­no­wie sys­te­ma­tycz­nie roz­sze­rzali swój stan posia­da­nia i wzo­rem ubie­głych dekad ucie­kali się przy tym przede wszyst­kim do "sakiewki". W 1523 roku mar­gra­bia Ans­ba­chu Jerzy I Pobożny (fran­koń­ska linia Hohen­zol­ler­nów) nabył Księ­stwo Kar­niow­skie na Ślą­sku. Od tego czasu datują się związki rodu z tą zie­mią. Z punktu widze­nia dłu­go­fa­lo­wych kon­se­kwen­cji dla histo­rii monar­chii Hohen­zol­ler­nów było to wyda­rze­nie trudne do prze­ce­nie­nia.

Wybie­ga­jąc nieco do przodu, należy rów­nież zauwa­żyć akty­wi­za­cję poli­tyki bran­den­bur­skiej na kie­runku pomor­skim. Od układu w Pyrzy­cach z 1493 roku z pomor­skimi Gry­fi­tami Hohen­zol­ler­no­wie snuli plany prze­ję­cia wła­dzy nad Księ­stwem Pomor­skim, które w cha­rak­te­rze lenna pod­le­gało cesa­rzowi. W 1521 roku sta­tus ten został for­mal­nie potwier­dzony nada­niem mu sta­tusu osob­nego księ­stwa Rze­szy. W 1529 roku bran­den­bur­scy Hohen­zol­ler­no­wie na mocy trak­tatu zawar­tego z księ­ciem pomor­skim Jerzym I uzy­skali potwier­dze­nie (obo­wią­zu­ją­cego już od 1493 roku) swo­jego prawa do dzie­dzi­cze­nia po Gry­fi­tach, a elek­tor Joachim I prawo tytu­ło­wa­nia się księ­ciem pomor­skim. Odno­wie­nie przy­mie­rza pyrzyc­kiego przy­pie­czę­to­wano zawar­ciem w 1530 roku związku dyna­stycz­nego przez ślub księ­cia Jerzego I z córką elek­tora bran­den­bur­skiego, Mał­go­rzatą.

Poli­tyka bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów szła jed­nak dwoma torami. Na jed­nym były poro­zu­mie­nie i dyna­styczne koli­ga­cje, na dru­gim ude­rza­nie w Księ­stwo Pomor­skie poprzez utrud­nia­nie mu kon­taktu z jego bez­po­śred­nim zaple­czem gospo­dar­czym w dorze­czu Odry. Elek­to­ro­wie od lat trzy­dzie­stych XVI wieku nakła­da­jąc restryk­cyjne cła, utrud­niali han­del na żeglu­go­wej tra­sie war­ciań­sko-odrzań­skiej. Z kolei frank­furc­kie prawo składu mocno nad­we­rę­żyło kon­takty han­dlowe Pomo­rzan ze swoim zaple­czem drogą lądową.

Człon­ko­wie obra­du­ją­cej w Kró­lewcu kapi­tuły gene­ral­nej zakonu krzy­żac­kiego wybie­ra­jąc w 1511 roku Albrechta Hohen­zol­lerna na urząd wiel­kiego mistrza, z pew­no­ścią jako jego główny atut trak­to­wali silne "umo­co­wa­nie" rodu księ­cia w Rze­szy. Być może nie bez zna­cze­nia było rów­nież to, że nowy wielki mistrz był sio­strzeń­cem panu­ją­cego w Pol­sce króla Zyg­munta I. Można domnie­my­wać, że liczono w Kró­lewcu, iż w tej sytu­acji pol­ski władca nie będzie twardo egze­kwo­wał zapisu pokoju z 1466 roku o przy­się­dze wiel­kiego mistrza na wier­ność kró­lowi Pol­ski.

Jeśli były takie kal­ku­la­cje, oka­zały się one cał­ko­wi­cie błędne. Jagiel­lon wspie­rany przez kolejne sejmy nie zamie­rzał ani na jotę ustę­po­wać z usta­leń koń­czą­cych wojnę trzy­na­sto­let­nią. Na domiar złego dla coraz bar­dziej zeświec­cza­ją­cego się zakonu ponow­nie poja­wiły się na dwo­rze kra­kow­skim pomy­sły prze­nie­sie­nia Krzy­ża­ków znad Bał­tyku na Podole, by tam na nowo odkryli swoje powo­ła­nie jako zakonu rycer­skiego.

Wielki mistrz Albrecht Hohen­zol­lern, wzo­rem swo­ich poprzed­ni­ków, ani myślał podej­mo­wać się ryzy­kow­nej misji straż­nika "przed­mu­rza chrze­ści­jań­stwa". Swoją szansę dostrzegł nato­miast w dołą­cze­niu do sze­ro­kiej anty­pol­skiej koali­cji mon­to­wa­nej przez cesa­rza Mak­sy­mi­liana I Habs­burga, do któ­rej mieli wejść obok elek­to­rów bran­den­bur­skich rów­nież ksią­żęta sascy, pań­stwo Zakonu Kawa­le­rów Mie­czo­wych w Inf­lan­tach, Dania oraz Wiel­kie Księ­stwo Moskiew­skie15.

Zwrot w poli­tyce jagiel­loń­skiej, który na mocy trak­tatu kra­kow­skiego z 1515 roku zakoń­czył ostrą fazę dyna­stycz­nej rywa­li­za­cji o pierw­szeń­stwo w Euro­pie Środ­ko­wej (osta­tecz­nie roz­strzy­gnięta na korzyść Habs­bur­gów na sku­tek klę­ski Węgier w bitwie z Tur­kami pod Moha­czem w 1526 roku), zapo­biegł zawią­za­niu tego układu. W tej sytu­acji wielki mistrz Albrecht zde­cy­do­wał się na kon­ty­nu­owa­nie anty­pol­skiego pro­jektu dyplo­ma­tycz­nego w węż­szej for­mule, opar­tej na poro­zu­mie­niu krzy­żacko-moskiew­skim prze­ciw monar­chii jagiel­loń­skiej. Było to poro­zu­mie­nie iście "eku­me­niczne", zwa­żyw­szy, że władcy Moskwy wobec trwa­nia tzw. schzmy wschod­niej trak­to­wani byli przez Kościół kato­licki (a Krzy­żacy, cią­gle poszu­ku­jąc pro­tek­cji papieża prze­ciw Pol­sce, przed­sta­wiali się jako "wierni syno­wie Kościoła") jako schi­zma­tycy, z któ­rymi obco­wa­nie było dla pra­wo­wier­nego kato­lika grze­chem śmier­tel­nym. Rów­nież dla wład­ców Moskwy, pie­lę­gnu­ją­cych już mit "trze­ciego Rzymu", który nie upad­nie w wie­rze tak jak "Rzym pierw­szy" - papie­ski, kon­takty z kato­lickim zako­nem rycer­skim miały cha­rak­ter pew­nej trans­gre­sji.

W latach 1517-1519 naj­bliż­szy doradca Albrechta Die­trich von Schönberg odbył trzy poufne podróże do Moskwy. Już pierw­sza z nich zakoń­czyła się zawar­ciem 10 marca 1517 roku soju­szu prze­ciwko Pol­sce. Wielki książę Moskwy Wasyl III zobo­wią­zy­wał się wysłać Albrech­towi posiłki woj­skowe w postaci 10 tysięcy pie­choty oraz 2 tysięcy jazdy oraz wspól­nie z nim wystą­pić zbroj­nie prze­ciw monar­chii jagiel­loń­skiej. Z per­spek­tywy Kró­lewca rzecz była warta nawet takich "pro­to­ko­lar­nych ustępstw" jak pada­nie na twarz posel­stwa krzy­żac­kiego przed Wasy­lem i zgoda na wita­nie wiel­kiego mistrza przez posła moskiew­skiego led­wie ski­nie­niem głowy16.

W 1519 roku wielki mistrz Albrecht Hohen­zol­lern roz­po­czął wojnę prze­ciw Koro­nie Pol­skiej. Pomoc moskiew­ska oka­zała się ilu­zo­ryczna. Na doda­tek bran­den­bur­scy kuzyni wiel­kiego mistrza nie zamie­rzali porzu­cać swo­jej dotych­cza­so­wej poli­tyki opar­tej na nie­za­draż­nia­niu rela­cji z Pol­ską. Elek­tor bran­den­bur­ski Joachim I zacho­wał neu­tral­ność w kon­flik­cie pol­sko-krzy­żac­kim, oba­wia­jąc się, że w prze­ciwnym razie narazi się na atak wojsk pol­skich na Mar­chię.

W tej sytu­acji Krzy­żacy zgo­dzili się na zawar­cie w 1521 roku rozejmu z Pol­ską, a wielki mistrz udał się do Rze­szy, szu­ka­jąc tam wspar­cia prze­ciw swo­jemu kró­lew­skiemu wujowi. O nastroju Albrechta, z jakim opusz­czał pań­stwo zakonne, świad­czyły słowa napi­sane do biskupa sam­bij­skiego Geo­rga Polentza: "Nie wrócę [do Prus - G.K.], aby się zagło­dzić. Jako uro­dzony książę bran­den­bur­ski mogę się utrzy­mać ze swej ojco­wi­zny. Niech inni sie­dzą w Pru­sach na polewce"17.

Albrecht przy­by­wał do Rze­szy w okre­sie szcze­gól­nym. W ciągu dzie­się­ciu lat od jego wyboru na wiel­kiego mistrza doszło do epo­ko­wej zmiany. Roz­po­częty w 1517 roku przez księ­dza Mar­cina Lutra ruch reformy Kościoła w 1521 roku przy­brał formę rewo­lu­cyj­nego zerwa­nia z Rzy­mem i papie­żem jako "Anty­chry­stem". Rok wcze­śniej nie­miecki ksiądz został eks­ko­mu­ni­ko­wany przez papieża Leona X. Mar­cin Luter zre­wan­żo­wał się publicz­nym spa­le­niem eks­ko­mu­ni­ku­ją­cej go bulli pod murami Wit­ten­bergi. Do tego gestu nawią­zy­wać będą w kolej­nych wie­kach następni orga­ni­za­to­rzy wiel­kich paleń "nie­pra­wo­myśl­nych" dru­ków w Niem­czech (np. pod­czas obcho­dów trzech­set­le­cia refor­ma­cji w Wart­burgu w 1817 roku).

Gdy do Rze­szy przy­był ostatni wielki mistrz Zakonu Nie­miec­kiego w Pru­sach, nauka Lutra była już ukształ­to­wana w swo­ich naj­waż­niej­szych ele­men­tach, czyli w prze­ko­na­niu, że na dro­dze do osią­gnię­cia zba­wie­nia nie jest potrzebny wier­nym auto­ry­tet Kościoła, wyzna­czy sama wiara (sola fide), ukształ­to­wana przede wszyst­kim przez "praw­dziwą Ewan­ge­lię" (sola scrip­tura). Z kato­lic­kiej nauki o sied­miu sakra­men­tach pozo­stał jedy­nie sakra­ment chrztu.

Zakwe­stio­no­wa­nie auto­ry­tetu Kościoła przez Lutra i jego zwo­len­ni­ków miało dale­ko­siężne skutki poli­tyczne, spo­łeczne i kul­tu­rowe. Ukształ­to­wany w ciągu setek lat ład chri­stia­ni­tas opie­rał się bowiem na współ­dzia­ła­niu wła­dzy świec­kiej i wła­dzy duchow­nej. Jak poka­zy­wały dłu­gie kon­flikty papie­stwa z cesar­stwem, har­mo­nia mię­dzy tymi ośrod­kami była kru­cha, ale jed­nak opie­rała się na ist­nie­niu dwóch auto­no­micz­nych wobec sie­bie władz. Pro­te­stancka refor­ma­cja rady­kal­nie zakwe­stio­no­wała ten stan rze­czy.

Czyn­ni­kiem, który prze­są­dził o tym, że ruch Mar­cina Lutra (i on sam) nie podzie­lił losu wcze­śniej­szych, hete­ro­dok­syj­nych prób "odnowy" Kościoła, było opo­wie­dze­nie się za refor­ma­cją wła­dzy świec­kiej - nie­któ­rych ksią­żąt Rze­szy widzą­cych w tym szansę na posze­rze­nie pod­staw rzą­dów we wła­snych pań­stwach, jak i na zewnątrz poprzez moż­li­wość wyeman­cy­po­wa­nia się spod zwierzch­no­ści cesar­skiej. Mar­cin Luter odwdzię­czał się za wspar­cie swo­jego ruchu, naucza­jąc, że ksią­żęta Rze­szy, któ­rzy sta­nęli po stro­nie "praw­dzi­wej Ewan­ge­lii", są "bisku­pami z koniecz­no­ści" (Notbischöfe). W tym cha­rak­te­rze nie tylko mogli, ale wręcz powinni inge­ro­wać w sprawy dotych­czas zastrze­żone dla wła­dzy duchow­nej. W tym ostat­nim przy­padku nie cho­dziło tylko o zarzą­dza­nie struk­turą i mająt­kiem Kościoła, ale rów­nież kwe­stie doty­czące na przy­kład prawa mał­żeń­skiego, co miało ści­sły zwią­zek z odrzu­ce­niem przez Lutra sakra­men­tal­nego cha­rak­teru mał­żeń­stwa ("Nic, co doty­czy spraw mał­żeń­skich, nie należy do Ewan­ge­lii" - mawiał)18.

Przy­kład Rze­szy (w tym Bran­den­bur­gii, o któ­rej będzie jesz­cze mowa) potwier­dzał regułę spo­ty­kaną także w innych pań­stwach, gdzie zwy­cię­żała refor­ma­cja (Anglia i monar­chie skan­dy­naw­skie), zgod­nie z którą jej suk­ces był uwa­run­ko­wany "odgór­nie". Decy­du­ją­cym impul­sem oka­zy­wało się opo­wie­dze­nie po stro­nie "nowej wiary" wła­dzy pań­stwo­wej oraz akces do niej (lub bier­ność) spo­rej czę­ści ducho­wień­stwa kato­lic­kiego. Jak świad­czyły przy­kłady wiel­kich powstań chłop­skich w Szwe­cji i Anglii w obro­nie "sta­rej wiary", lud Boży za nowin­kami reli­gij­nymi nie spe­cjal­nie tęsk­nił.

Kla­sycz­nym wręcz przy­kła­dem takiego "odgór­nego" modelu narzu­ca­nia pro­te­stan­ty­zmu był los pań­stwa Zakonu Nie­miec­kiego w Pru­sach. Do spo­tka­nia wiel­kiego mistrza Albrechta z Mar­ci­nem Lutrem doszło w listo­pa­dzie 1523 roku w Wit­ten­ber­dze. W marcu tego samego roku nie­miecki refor­ma­tor zwró­cił się w liście otwar­tym do człon­ków zakonu w Pru­sach, by porzu­cili "papi­stow­skie prze­sądy" w postaci celi­batu i innych ślu­bów zakon­nych oraz by przy­jęli "praw­dziwą Ewan­ge­lię" na nowo odkrytą przez dok­tora z Wit­ten­bergi. Eks-ksiądz radził to samo wiel­kiemu mistrzowi.

W obu przy­pad­kach wezwa­nie padło na podatny grunt. Pro­ces zeświec­cze­nia zakonu krzy­żac­kiego dato­wał się od prze­łomu XV i XVI wieku. Prze­ło­mowe pod tym wzglę­dem oka­zało się urzę­do­wa­nie jako wiel­kiego mistrza księ­cia Fry­de­ryka Saskiego (1498-1510), który uczy­nił ze swo­jej sie­dziby w Kró­lewcu dwór świec­kiego władcy, otwarty na wpływy wło­skiego huma­ni­zmu rene­san­so­wego. Nie byłoby w tym nic zdroż­nego, gdyby nie fakt, że cho­dziło o insty­tu­cję zakonną. Jak wiemy, ryce­rze w bia­łych habi­tach z czar­nym krzy­żem zde­cy­do­wa­nie odrzu­cali myśl o prze­nie­sie­niu się na pierw­szą linię frontu walki z kolejną falą muzuł­mań­skiej ofen­sywy na chrze­ści­jań­ską Europę. Duch obroń­ców Akki z 1291 roku dawno umarł nad Bał­ty­kiem.

Na początku XVI wieku w Zako­nie Nie­miec­kim w Pru­sach pano­wał zgoła odmienny duch. Cytu­jąc autora nie­dawno opu­bli­ko­wa­nej bio­gra­fii Albrechta Hohen­zol­lerna, zakon krzy­żacki w momen­cie obej­mo­wa­nia przez niego wła­dzy w 1511 roku "znaj­do­wał się w sta­nie roz­kładu. Zaczęły zani­kać powaga i god­ność stanu duchow­nego. Zda­rzały się wypadki, że Krzy­żacy popeł­niali pospo­lite prze­stęp­stwa, takie jak mor­der­stwa, gra­bieże, kra­dzieże i oszu­stwa". Wśród naj­wyż­szych dostoj­ni­ków zakon­nych sze­rzyły się cho­roby wene­ryczne (zapadł na nią sam Albrecht), które raczej nie były rezul­ta­tem gor­li­wego prak­ty­ko­wa­nia cnót i rad ewan­ge­licz­nych19.

Grunt, w sen­sie ducho­wym, pod przy­ję­cie "praw­dzi­wej Ewan­ge­lii" przez wiel­kiego mistrza i elitę wła­dzy Zakonu Nie­miec­kiego w Pru­sach był gotowy jesz­cze przed 1517 rokiem. Pod tym wzglę­dem los Krzy­ża­ków w Pru­sach w niczym nie odbie­gał od losu tych licz­nych kon­wen­tów zakon­nych w pań­stwach nie­miec­kich, które gre­mial­nie - nie­mal z dnia na dzień - przyj­mo­wały naukę Mar­cina Lutra i porzu­cały Kościół rzym­ski, choć wcze­śniej przy­rze­kały mu wier­ność.

Rów­nie wymowny i zna­czący był fakt, że ocho­czo akces do "nowej wiary" zło­żyli rów­nież dwaj biskupi pru­scy (ina­czej: cały pru­ski epi­sko­pat): wspo­mniany biskup sam­bij­ski Georg Polentz oraz biskup pome­zań­ski Erhard Queis. Nie tylko dobro­wol­nie porzu­cili swoje god­no­ści bisku­pie, ale ocho­czo wspie­rali Albrechta w zapro­wa­dze­niu nad Pre­gołą nowej wiary, odda­jąc mu do dys­po­zy­cji majątki kościelne oraz uzna­jąc jego zwierzch­nic­two we wszyst­kich spra­wach doty­czą­cych orga­ni­za­cji kościel­nej w Pru­sach. Oka­zało się, że w poło­wie lat dwu­dzie­stych XVI wieku dwa filary sta­rego porządku w pań­stwie zakon­nym - elita zakonna oraz miej­scowy epi­sko­pat - prze­szły w kom­ple­cie do obozu refor­ma­cyj­nego.

Pozo­sta­wał jesz­cze jeden, decy­du­jący dla przy­szło­ści pro­te­stan­ty­zmu na zie­miach pru­skich, czyn­nik - sta­no­wi­sko Korony Pol­skiej. Po zawar­ciu rozejmu z Krzy­ża­kami w 1521 roku czas biegł na korzyść Pol­ski. Sam Albrecht, jak widzie­li­śmy, miał świa­do­mość nie­mal bez­na­dziej­no­ści swo­jego poło­że­nia. Rów­nież wśród wład­ców euro­pej­skich pano­wało dość powszechne prze­ko­na­nie, że tylko kwe­stią czasu jest prze­ję­cie przez Pol­skę cało­ści ziem pań­stwa zakon­nego.

Sto­jąca u szczytu swo­jej potęgi monar­chia jagiel­loń­ska zde­cy­do­wała się na inne roz­wią­za­nie. Król Zyg­munt I Stary przy­jął usługi media­cyjne, które w imie­niu Albrechta pod­jęli książę legnicki Fry­de­ryk (ze ślą­skich Pia­stów) oraz brat wiel­kiego mistrza, mar­gra­bia Ans­ba­chu, Jerzy. Wyni­kiem nego­cja­cji pod­ję­tych w marcu 1525 roku było pod­pi­sa­nie 8 kwiet­nia w Kra­ko­wie trak­tatu, który uzna­wał seku­la­ry­za­cję Prus Krzy­żac­kich i prze­ka­zy­wał powstałe w ten spo­sób Księ­stwo Pru­skie - pierw­sze pań­stwo lute­rań­skie - we wła­da­nie Albrech­towi jako "księ­ciu w Pru­sach" (dux in Prus­sia).

Jako władca Księ­stwa Pru­skiego (Prus Ksią­żę­cych) był on len­ni­kiem króla Pol­ski, któ­remu zgod­nie z trak­ta­tem kra­kow­skim przy­słu­gi­wał tytuł "pana i dzie­dzica wszyst­kich Prus" (domi­nus et haeres totius Prus­siae). Okre­śle­nie "wszyst­kie Prusy" nawią­zy­wało do nazew­nic­twa odno­szą­cego się do cało­ści ziem pań­stwa krzy­żac­kiego, które po 1466 roku zostały czę­ściowo wcie­lone do Korony jako tzw. Prusy Kró­lew­skie. Od 1525 roku for­mal­nie zaczęła się rów­nież histo­ria Prus Ksią­żę­cych (czyli Księ­stwa Pru­skiego odda­nego we wła­da­nie księ­ciu Albrech­towi).

Na mocy trak­tatu kra­kow­skiego wła­dza Albrechta jako "księ­cia w Pru­sach" sta­wała się dzie­dziczna. W razie braku męskiego potomka tron ksią­żęcy mieli dzie­dzi­czyć jego trzej bra­cia z linii fran­koń­skiej dyna­stii Hohen­zol­ler­nów, mar­gra­bio­wie Kazi­mierz, Jerzy i Jan, oraz ich syno­wie.

Sym­bo­licz­nym dopeł­nie­niem układu pol­sko-pru­skiego, ale i wyko­na­niem trak­ta­to­wego posta­no­wie­nia, iż "winien pan mar­gra­bia Albrecht zło­żyć przy­sięgę Jego Kró­lew­skiej Mości i Kró­le­stwu Pol­skiemu, jako swemu przy­ro­dzo­nemu i dzie­dzicz­nemu Panu, oraz oka­zy­wać się na przy­szłość posłusz­nym Jego Kró­lew­skiej Mości we wszyst­kim, jak z prawa należy księ­ciu wasal­nemu wzglę­dem swego dzie­dzicz­nego pana", była cere­mo­nia uro­czy­stego hołdu księ­cia Albrechta przed kró­lem Pol­ski Zyg­mun­tem I na rynku w Kra­ko­wie 10 kwiet­nia 1525 roku. Po zło­że­niu na klęcz­kach przy­sięgi wier­no­ści kró­lowi i jego potom­kom na tro­nie pol­skim Albrecht, na znak zależ­no­ści len­nej, otrzy­mał od pol­skiego władcy cho­rą­giew z her­bem nowego Księ­stwa Pru­skiego. Na bia­łym polu wid­niał czarny orzeł, który jako sym­bol pod­le­gło­ści len­nej koronę miał na szyi, a nie na gło­wie, a pod nią ini­cjał "S" na ozna­cze­nie łaciń­skiego brzmie­nia imie­nia pol­skiego króla (aż do 1640 roku litera ta będzie odno­sić się do innych imion - Ste­pha­nus [Ste­fana Bato­rego] i Sigi­smun­dus [Zyg­munta III Wazy], pojawi się rów­nież litera V w odnie­sie­niu do imie­nia Vla­di­slaus [króla Wła­dy­sława IV]).

Zafra­so­wany Stań­czyk ze słyn­nego obrazu Jana Matejki Hołd pru­ski był sym­bo­lem złych prze­czuć, które towa­rzy­szyły zawar­ciu układu Zyg­munta Sta­rego z Albrech­tem. Czas (okres zabo­rów), w któ­rym powstało to płótno, dodat­kowo sprzy­jał przy­po­mi­na­niu o nie­ostroż­no­ści popeł­nio­nej przez Jagiel­lona. Głosy prze­strogi odzy­wały się już w momen­cie zawie­ra­nia trak­tatu kra­kow­skiego. Wybitny huma­ni­sta i biskup war­miń­ski Jan Dan­ty­szek pisał na początku 1525 roku do króla Zyg­munta: "Nie powinno się pomi­nąć żad­nej spo­sob­no­ści, ażeby wejść w posia­da­nie tego kraju [Prus krzy­żac­kich - G.K.], skąd tyle nie­szczęść od daw­nych cza­sów spa­dało na Pol­skę, gdyż oka­zy­wa­nie łaska­wo­ści i miło­sier­dzia, zwłasz­cza wro­gom, czę­sto przy­no­siło nie­po­we­to­wane szkody"20. Trzeba przy­znać, słowa godne wiel­kiego męża stanu.

Inni obser­wa­to­rzy wska­zy­wali na fatalną rolę, jaką ode­grali w całej spra­wie naj­bliżsi doradcy Zyg­munta I - kanc­lerz Krzysz­tof Szy­dło­wiecki i biskup Piotr Tomicki. Żad­nych wąt­pli­wo­ści w tej spra­wie nie miał prze­by­wa­jący w Pol­sce legat papie­ski Anto­nio Puglioni, który przy­zna­wał, że "król jest dobrym czło­wie­kiem, lecz w wielu spra­wach pozwala kie­ro­wać sobą, a część rady kró­lew­skiej, w któ­rej rękach spo­czy­wają podobne sprawy, jest dość prze­kupna". Kanc­lerz cesa­rza Karola V Mer­cu­rino Gat­ti­nara stwier­dził, że godząc się na seku­la­ry­za­cję pań­stwa krzy­żac­kiego i sta­tus Albrechta jako lute­rań­skiego władcy świec­kiego, król Pol­ski "utra­cił wszelką powagę i dobre mnie­ma­nie u wszyst­kich"21.

Na mar­gi­ne­sie można dodać, że jesz­cze w XX wieku pry­mas Pol­ski kar­dy­nał Ste­fan Wyszyń­ski kry­tycz­nie wypo­wia­dał się o posta­wie króla Pol­ski w 1525 roku, okre­śla­jąc je "mimo­wol­nym patro­no­wa­niem zdra­dzie Kościoła przez Krzy­ża­ków", co "kosz­to­wało Pol­skę bar­dzo wiele". Cała zaś póź­niej­sza histo­ria rela­cji pol­sko-pru­skich (nie­miec­kich) była "dla nas ostrze­że­niem, iż za cenę nie­wier­no­ści Bogu nie można ubez­pie­czać ani Narodu, ani pań­stwa" (Gnie­zno, 27 kwiet­nia 1975 roku) 22.

Kry­tyczne opi­nie papie­skich i cesar­skich dyplo­ma­tów o trak­ta­cie kra­kow­skim nie­spe­cjal­nie dzi­wią. Przy­ję­cie przez Albrechta lute­ra­ni­zmu i seku­la­ry­za­cja pań­stwa krzy­żac­kiego w Pru­sach ozna­czały, że zarówno papież, jak i cesarz prze­stali być pro­tek­to­rami Zakonu Nie­miec­kiego nad Bał­ty­kiem, bo zakon prze­stał tam ist­nieć. Jego ostatni wielki mistrz rezy­du­jący w Kró­lewcu stał się zaś here­ty­kiem i jako taki ścią­gnął na sie­bie eks­ko­mu­nikę (od papieża) i karę bani­cji z Rze­szy (w 1532 roku). Nowy książę pru­ski - w oczach swo­ich dotych­cza­so­wych pro­tek­to­rów here­tyk i banita - od 1525 roku miał nowego i jedy­nego pro­rek­tora w oso­bie króla Pol­ski i jego następ­ców. Od wschodu, zachodu i połu­dnia oto­czony był przez jagiel­loń­ską monar­chię, która prze­ży­wała wła­śnie swój "złoty wiek". Należy zgo­dzić się z opi­nią Wła­dy­sława Konop­czyń­skiego, który komen­tu­jąc zna­cze­nie trak­tatu kra­kow­skiego z 1525 roku, stwier­dził: "Od dal­szej zręcz­nej poli­tyki oraz od siły cywi­li­za­cyj­nej obu stron zale­żało, czy Prusy przy­lgną na stałe do Pol­ski, czy też, połą­czone z Bran­den­bur­gią, odci­nać ją będą od Bał­tyku"23.

Zyg­mun­towi I Sta­remu nie można zarzu­cić krót­ko­wzrocz­no­ści - kate­go­rycz­nie odrzu­cił suge­stie ks. Albrechta, by roz­sze­rzyć listę przy­szłych dzie­dzi­ców Księ­stwa Pru­skiego o bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów. Król Pol­ski prze­wi­dy­wał zagro­że­nie, jakie dla Korony mogło wynik­nąć w sku­pie­niu w jed­nym ręku wła­dzy w Ber­li­nie i Kró­lewcu. Bran­den­bur­skim Hohen­zol­ler­nom nie pomo­gło nawet dyna­styczne sko­li­ga­ce­nie z pol­skim domem panu­ją­cym. Histo­rię zmar­no­wa­nych oka­zji i krót­ko­wzrocz­nych decy­zji roz­po­czyna dopiero pano­wa­nie ostat­niego Jagiel­lona, króla Zyg­munta Augu­sta.

Na dro­dze do osią­gnię­cia przez Hohen­zol­ler­nów stra­te­gicz­nego celu, tj. jed­no­cze­snego pano­wa­nia w Bran­den­bur­gii i Księ­stwie Pru­skim, trzeba było nie tylko poko­nać nie­przy­chyl­ność dworu pol­skiego. Czyn­ni­kiem, który w pierw­szych latach po trak­ta­cie kra­kow­skim wyraź­nie ogra­ni­czał moż­li­wo­ści reali­za­cji tego planu, była odmien­ność wyzna­niowa Bran­den­bur­gii oraz zse­ku­la­ry­zo­wa­nych Prus Ksią­żę­cych. Przez pierw­sze dzie­sięć lat po kra­kow­skim hoł­dzie księ­cia Albrechta mię­dzy Bran­den­bur­gią a Księ­stwem Pru­skim utrzy­my­wały się napięte rela­cje wywo­łane tym, że panu­jący w Ber­li­nie elek­tor Joachim I aż do swo­jej śmierci (11 lipca 1535 roku) pozo­stał przy Kościele rzym­skim.

Elek­tor bran­den­bur­ski do końca swo­jego pano­wa­nia był rów­nież zde­cy­do­wany bro­nić wiary kato­lic­kiej w Rze­szy z mie­czem w ręku. W 1521 roku na sej­mie Rze­szy w Wor­ma­cji (tam miały paść owiane legendą słowa Mar­cina Lutra: "Tutaj stoję, ina­czej nie mogę") Joachim I opo­wie­dział się prze­ciw twórcy refor­ma­cji. Trzy lata póź­niej wydał zakaz roz­po­wszech­nia­nia na tere­nie Mar­chii tłu­ma­cze­nia Biblii na język nie­miecki doko­na­nego przez refor­ma­tora. W 1533 roku - a więc osiem lat po utwo­rze­niu pierw­szego pań­stwa lute­rań­skiego w postaci Księ­stwa Pru­skiego - elek­tor bran­den­bur­ski zawarł w Halle wraz z innymi ksią­żę­tami Rze­szy zwią­zek mający na celu obronę (rów­nież manu mili­tari) wiary kato­lic­kiej w cesar­stwie.

Rzut oka na:

Miło­sier­dzie pana i len­nika

Trwa­jący mocno przy kato­li­cy­zmie król Pol­ski Zyg­munt I Stary; ten sam, który kate­go­rycz­nie żądał od swo­jego bran­den­bur­skiego zię­cia, elek­tora Joachima II, wytrwa­nia przy Kościele rzym­skim, zgo­dził się w 1525 roku, by jego sio­strze­niec nie tylko porzu­cił ten Kościół, ale utwo­rzył nad Bał­ty­kiem pierw­sze pań­stwo lute­rań­skie. Mało tego, jedy­nym pro­tek­to­rem tego "here­tyc­kiego" pań­stwa w Pru­sach stał się trwa­jący szcze­rze przy kato­lic­kiej orto­dok­sji mał­żo­nek kró­lo­wej Bony.

Sta­ni­sław Hozjusz, mąż uczony - póź­niej­szy biskup war­miń­ski i kar­dy­nał, jeden z ojców soboru try­denc­kiego i filar obozu kato­lic­kiej kontr­re­for­ma­cji (zało­ży­ciel pierw­szego kole­gium jezu­ic­kiego w Rze­czy­po­spo­li­tej) - wyda­wać by się mogło, zago­rzały prze­ciw­nik trak­tatu kra­kow­skiego z 1525 roku, w oko­licz­no­ścio­wej poezji skom­po­no­wa­nej dla upa­mięt­nie­nia tego wyda­rze­nia pre­zen­to­wał cał­kiem inną ocenę:

Powiedz, kto­kol­wiek prze­czy­tasz te sprawy, Czy li nie nazwiesz monar­chę łagod­nym, Co mogąc łatwo skoń­czyć ze zwy­cię­żo­nym, Wzrok swój mu wolał poka­zać łaskawy?

W podob­nym duchu komen­to­wał zależ­ność lenną Hohen­zol­ler­nów od Korony Pol­skiej Mistrz z Czar­no­lasu, który w poema­cie Pro­po­rzec albo Hołd pru­ski z 1563 roku zachwa­lał księ­cia Albrechta, wszak:

Jego tedy postępki mądre uczy­niły, Jego wiara i cnota, że co sro­dze były Pru­skie kraje stra­pione usta­wicz­nym bojem, Wry­chle jęły się cie­szyć pożą­da­nym poko­jem.

Sprawy kon­fe­syjne pocią­gały za sobą rów­nież ważne decy­zje poli­tyczne. Trwa­nie Joachima I przy kato­li­cy­zmie ozna­czało, że Bran­den­bur­gia zna­la­zła się w soju­szu z Habs­bur­gami (cesa­rzem Karo­lem V). W tym samym cza­sie książę Albrecht budo­wał swoją pozy­cję poli­tyczną na zerwa­niu z dyna­stią panu­jącą w Rze­szy, wią­żąc swoją przy­szłość w związku z Koroną Pol­ską.

O deter­mi­na­cji elek­tora Joachima I w trwa­niu przy Kościele rzym­skim świad­czył rów­nież fakt, że w swoim testa­men­cie z 1534 roku zobo­wią­zy­wał (pod przy­sięgą) synów: Joachima (póź­niej­szego elek­tora Joachima II) oraz Jana, by trwali w wie­rze kato­lic­kiej. Syno­wie przy­sięgę umie­ra­ją­cemu zło­żyli, by po kilku latach ją zła­mać. W 1539 roku do obozu pro­te­stanc­kiego ofi­cjal­nie przy­stą­pił Joachim II, ogła­sza­jąc nową ordy­na­cję kościelną dla Mar­chii. Rok wcze­śniej do zwo­len­ni­ków "praw­dzi­wej Ewan­ge­lii" dołą­czył jego brat Jan, wła­da­jący Nową Mar­chią.

Jak wszę­dzie, rów­nież w Bran­den­bur­gii decy­du­jące dla zwy­cię­stwa refor­ma­cji pro­te­stanc­kiej oka­zało się przej­ście na jej stronę dwóch fila­rów sta­rego ładu chri­stia­ni­tas: wła­dzy świec­kiej (tronu) oraz ołta­rza (spo­rej czę­ści kato­lic­kiego ducho­wień­stwa). Należy bowiem zauwa­żyć, że nawet wtedy, gdy wła­dza świecka (Joachim I) trwała przy kato­li­cy­zmie, głę­boki kry­zys duchowy i moralny drą­żył już bran­den­bur­ski Kościół. Nie­zwy­kle wymowne pod tym wzglę­dem były przy­kłady roz­pa­da­nia się całych wspól­not klasz­tor­nych pod wpły­wem naucza­nia zwo­len­ni­ków "praw­dzi­wej Ewan­ge­lii". Jesz­cze przed 1539 rokiem taki los spo­tkał m.in. cyster­ski klasz­tor w Him­melp­fort, dom zakonny pre­mon­stra­ten­sów w Leitz­kau czy kar­tu­zję we Frank­fur­cie nad Odrą. W ten spo­sób kolejny raz zyskała potwier­dze­nie stara reguła znana z dzie­jów Kościoła, że miarą jego kon­dy­cji ducho­wej i moral­nej był stan, w jakim znaj­do­wały się zakony.

Wyłom nastą­pił rów­nież w bran­den­bur­skim epi­sko­pa­cie. Od początku stron­ni­kiem Mar­cina Lutra w Mar­chii oka­zał się biskup Bran­den­burga Mat­thias von Jagow, który nale­żał do kręgu naj­bliż­szych dorad­ców elek­tora Joachima II. To z jego rąk elek­tor uro­czy­ście przy­jął 1 listo­pada 1539 roku w kościele św. Miko­łaja I w Span­dau komu­nię pod dwiema posta­ciami, co było sym­bo­licz­nym zna­kiem przy­stą­pie­nia bran­den­bur­skiego władcy do obozu refor­ma­cji. Zwa­żyw­szy na to, że w Bran­den­bur­gii ist­niały trzy die­ce­zje (obok Bran­den­burga rów­nież w Havel­bergu i Lubu­szu), oka­zuje się, że jedna trze­cia epi­sko­patu prze­szła na stronę "czy­stej wiary".

Z pew­no­ścią czyn­ni­kami, które wpły­wały na kru­sze­nie się obozu obroń­ców wiary kato­lic­kiej w elek­to­ra­cie bran­den­bur­skim, było roz­sze­rza­nie się refor­ma­cji w miej­skich ośrod­kach oraz jej zwy­cię­stwo na prze­ło­mie 1534 i 1535 roku w bez­po­śred­nio sąsia­du­ją­cym z Mar­chią Księ­stwie Pomor­skim.

Z dru­giej strony elek­tor Joachim II musiał liczyć się z opo­rem wobec per­spek­tywy przy­ję­cia "nowej wiary" ze strony swo­jej żony Jadwigi Jagiel­lonki oraz swo­jego teścia, króla Pol­ski Zyg­munta I. Ślub pol­skiej kró­lewny - córki Zyg­munta Sta­rego z jego pierw­szego mał­żeń­stwa z Bar­barą Zapo­lyą - z panu­ją­cym od nie­spełna dwóch mie­sięcy elek­torem bran­den­bur­skim został zawarty w Kra­ko­wie 2 wrze­śnia 1535 roku. Zarówno Jadwiga, jak i jej kró­lew­ski ojciec zde­cy­do­wa­nie sprze­ci­wiali się przy­ję­ciu "praw­dzi­wej Ewan­ge­lii" przez Joachima II. Akce­sja elek­tora do obozu pro­te­stanc­kiego była czyn­ni­kiem, który dodat­kowo wzmoc­nił opór króla Pol­ski wobec sta­rań bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów o przy­zna­nie im moż­li­wo­ści dzie­dzi­cze­nia w Księ­stwie Pru­skim. Joachim II musiał rów­nież liczyć się z nega­tyw­nym sta­no­wi­skiem swo­jego stryja - kar­dy­nała i arcy­bi­skupa Mogun­cji Albrechta Hohen­zol­lerna.

Dla­czego więc elek­tor Joachim II zde­cy­do­wał się na przy­ję­cie "czy­stej Ewan­ge­lii"? Trudno histo­ry­kowi zaglą­dać w zaka­marki duszy czło­wieka, który zde­cy­do­wał się na taką decy­zję natury przede wszyst­kim ducho­wej, łamiąc jed­no­cze­śnie przy­sięgę daną swo­jemu ojcu i prze­zwy­cię­ża­jąc opór naj­bliż­szej rodziny. Może cho­dziło o to, że na mocy wpro­wa­dzo­nej w 1539 roku nowej ordy­na­cji kościel­nej elek­tor sta­wał się de facto głową Kościoła w Bran­den­bur­gii? Ale prze­cież już wcze­śniej, w XV wieku, władcy Bran­den­bur­gii uzy­skali od papieży decy­du­jący wpływ na obsadę sta­no­wisk bisku­pich (por. wyżej). Te dawne prawa elek­tor Joachim I tylko wzmoc­nił swoją orto­dok­syjną postawą.

Tak, elek­to­ro­wie mieli wielki wpływ na sprawy kościelne, ale nie na majątki Kościoła. Wszę­dzie, gdzie zwy­cię­żała refor­ma­cja, fakt ten pocią­gał za sobą kon­fi­skatę kościel­nych nie­ru­cho­mo­ści przez przyj­mu­ją­cego "czy­stą Ewan­ge­lię" świec­kiego władcę. Ten, sta­jąc się nowym sum­mus epi­sco­pus struk­tur kościel­nych oddzie­lo­nych od Rzymu, zyski­wał nową legi­ty­mi­za­cję wewnętrzną (stara z chwilą zerwa­nia z "rzym­ską wiarą" tra­ciła na zna­cze­niu). Przej­mu­jąc majątki kościelne i powięk­sza­jąc w ten spo­sób zasób wła­snej domeny, znacz­nie roz­sze­rzał mate­rialną pod­stawę swo­jej wła­dzy. Nato­miast mecha­nizm redy­stry­bu­cji skon­fi­sko­wa­nych Kościo­łowi mająt­ków, które z bie­giem czasu tra­fiały w ręce nowych nabyw­ców, nie­mal bez wyjątku pocho­dze­nia szla­chec­kiego, ozna­czał nie tylko posze­rze­nie obozu tych, któ­rzy nie byli zain­te­re­so­wani resty­tu­cją kato­li­cy­zmu. Ozna­czał rów­nież prze­bu­dowę przed­re­for­ma­cyj­nej struk­tury sta­no­wej, z któ­rej "wypa­dło", jako osobny stan, ducho­wień­stwo. Od tej pory w pań­stwie liczyć się będą wzmoc­niony władca i zasi­lony mająt­kami kościel­nymi (odku­pio­nymi od władcy) stan szla­checki.

Ten wzór zna­lazł rów­nież zasto­so­wa­nie w Bran­den­bur­gii po 1539 roku. Dostępne dane pocho­dzące z lat 1540-1620 poka­zują, że na seku­la­ry­za­cji mająt­ków kościel­nych naj­bar­dziej zyskały dwa pod­mioty: elek­tor oraz szlachta. Takie same pro­cesy jak w Księ­stwie Pru­skim zacho­dziły wów­czas w Bran­den­bur­gii. Z jedną róż­nicą. W Pru­sach Ksią­żę­cych, zwa­żyw­szy na struk­turę wła­sno­ściową w pań­stwie krzy­żac­kim (zakon był naj­więk­szym wła­ści­cie­lem ziem­skim) i mniej­szą liczbę szlachty niż w elek­toracie, głów­nym mate­rial­nym bene­fi­cjen­tem refor­ma­cji była wła­dza ksią­żęca. Nie ozna­czało to jed­nak zepchnię­cia szlachty wschod­nio­pru­skiej na mar­gi­nes. Była ona mniej liczna niż w Bran­den­bur­gii, ale za to dys­po­no­wała roz­le­glej­szymi mająt­kami. Ponadto rów­nież w tym przy­padku dzia­łał mecha­nizm redy­stry­bu­cji skon­fi­sko­wa­nych mająt­ków kościel­nych (w tym przy­padku cho­dziło przede wszyst­kim o dobra zli­kwi­do­wa­nych po 1525 roku biskupstw sam­bij­skiego i pome­zań­skiego). Pod koniec XVI wieku nie­mal 30% are­ału upraw­nego w Pru­sach Ksią­żę­cych nale­żało do tam­tej­szych rodów szla­chec­kich.

Refor­ma­cja zwy­cię­żyła nad Pre­gołą i Sprewą. Oprócz wpływu na sferę duchową i kul­tu­rową miało to swoje zna­cze­nie poli­tyczne (usu­nię­cie prze­szkód natury wyzna­nio­wej na dro­dze do połą­cze­nia w jed­nym ręku Ber­lina i Kró­lewca) i spo­łeczne (monar­chia sta­nowa na nowych pod­sta­wach). Trzeba jed­nak pamię­tać, że zwy­cię­stwo to nie było ani natych­mia­stowe, ani od początku jed­no­znaczne. Wiele kato­lic­kich wspól­not zakon­nych w Bran­den­bur­gii roz­pa­dało się bez żad­nego zewnętrz­nego przy­musu. Były jed­nak i takie, które trwały po 1539 roku mimo wpro­wa­dza­nej odgór­nie nowej, pro­te­stanc­kiej ordy­na­cji kościel­nej. Jesz­cze kil­ka­dzie­siąt lat po jej inau­gu­ra­cji opór sta­wiali (do 1567 roku) fran­cisz­ka­nie z Angermünde. Jesz­cze dłu­żej, bo do 1570 roku, trwali ich współ­bra­cia w Bran­den­burgu. Domi­ni­ka­nie w Straus­bergu prze­trwali do 1552 roku. Do 1548 roku utrzy­mały się cysterki w Heili­gen­grabe. Seku­la­ry­za­cja klasz­to­rów Nowej Mar­chii trwała nato­miast do lat pięć­dzie­sią­tych XVI wieku (naj­bar­dziej "oporne" były domy zakonne w: Reczu, Cedyni i Świ­dwi­nie). Jesz­cze na początku szó­stej dekady XVI wieku wizy­ta­cje doko­ny­wane przez orga­ni­za­to­rów nowych (lute­rań­skich) struk­tur kościel­nych w Bran­den­bur­gii wyka­zy­wały, że cią­gle w wielu miej­scach jest odpra­wiana "papi­stow­ska" Msza Święta.

Eta­pami doko­ny­wała się rów­nież likwi­da­cja kato­lic­kiej struk­tury die­ce­zjal­nej w Bran­den­bur­gii. Pierw­szy pole­gał na obsa­dza­niu "opor­nych" sto­lic bisku­pich mało­let­nimi synami lub wnu­kami elek­tor­skimi. Osią­gano w ten spo­sób dwa cele: pod­po­rząd­ko­wy­wano wła­dzy elek­tor­skiej naj­waż­niej­szą struk­turę kościelną oraz degra­do­wano w oczach wier­nych powagę urzędu bisku­piego spra­wo­wa­nego przez dziecko.

W 1552 roku taki modus ope­randi zasto­so­wano wobec biskup­stwa w Havel­bergu. Po śmierci w 1548 roku trwa­ją­cego przy Kościele powszech­nym biskupa Busso, elek­tor łamiąc opór kapi­tuły kate­dral­nej (nie mówiąc o sprze­ci­wie Rzymu), prze­for­so­wał w 1551 roku wybór na sto­licę bisku­pią swo­jego syna Fry­de­ryka, a po jego rychłej śmierci (w 1552 roku) - swo­jego wnuka, sied­mio­let­niego Joachima Fry­de­ryka. "Opiekę" nad mająt­kiem biskup­stwa roz­cią­gnęli od razu elek­tor oraz ojciec mało­let­niego biskupa, a syn elek­tora, Jan Jerzy. Po tej "opiece" tak nie­wiele już zostało, że w 1571 roku biskup­stwo havel­ber­skie zostało osta­tecz­nie włą­czone do domeny elek­torskiej przez Jana Jerzego, ojca nomi­nal­nego biskupa.

W 1554 roku ten sam Joachim Fry­de­ryk, który dwa lata wcze­śniej został bisku­pem Havel­bergu, w podobny spo­sób jako dzie­wię­cio­let­nie dziecko objął "rządy" nad die­ce­zją lubu­ską. Krótko potem został rów­nież bisku­pem Bran­den­burga. W każ­dym przy­padku "opiekę" nad bisku­pimi dobrami roz­to­czył jego ojciec, a póź­niej­szy elek­tor, Jan Jerzy. Efekt był taki, że pod koniec XVI wieku nie było już na tere­nie Bran­den­bur­gii żad­nych biskupstw.

Jed­no­li­tość wyzna­niowa mię­dzy wład­cami Bran­den­bur­gii a Prus Ksią­żę­cych trwała nie­wiele ponad sie­dem­dzie­siąt lat. Prze­rwało ją przy­ję­cie w 1613 roku przez elek­tora Jana Zyg­munta tzw. wiary refor­mo­wa­nej, jak nazy­wano w Rze­szy kal­wi­nizm24. Należy pamię­tać, że zwo­len­nicy tej ostat­niej odmiany pro­te­stan­ty­zmu byli w pierw­szej fazie wojen reli­gij­nych zgod­nie zwal­czani na obsza­rze Świę­tego Cesar­stwa Rzym­skiego zarówno przez obóz kato­licki, jak i lute­rań­ski. Rów­nież gwa­ran­cje pokoju augs­bur­skiego z 1555 roku (słynna zasada: cuius regio eius reli­gio) doty­czyły tylko kato­li­ków i lute­ra­nów.

Decy­zja Jana Zyg­munta, podob­nie jak decy­zja elek­tora Joachima I z 1539 roku o zerwa­niu z Kościo­łem rzym­skim, miała podwójny cha­rak­ter: wyboru oso­bi­stego (wła­snej drogi życia ducho­wego) oraz poli­tycz­nej kal­ku­la­cji. Jan Zyg­munt spę­dził mło­dość (stu­dia w Heidel­bergu) w Pala­ty­na­cie Reń­skim, gdzie pierw­szy raz zetknął się (i zaak­cep­to­wał) z naukami Jana Kal­wina oraz jego uczniów.

Nie bez zna­cze­nia był rów­nież fakt, że przy­ję­cie kal­wi­ni­zmu otwie­rało elek­to­rowi bran­den­bur­skiemu drogę do ubie­ga­nia się o suk­ce­sję po ostat­nim władcy księstw Jüllich i Kleve Janie Wil­hel­mie. To zaś ozna­czało per­spek­tywę prze­su­nię­cia władz­twa bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów rów­nież nad Ren. Spa­dek, o któ­rym będzie jesz­cze mowa w niniej­szym opra­co­wa­niu, obej­mo­wał rów­nież hrab­stwa: Mark, Ravens­berg oraz Raven­stein, któ­rych miesz­kańcy byli prze­waż­nie wyzna­nia kal­wiń­skiego.

O tym, że cho­dziło przede wszyst­kim o nad­reń­skie posia­dło­ści, świad­czy pośred­nio fakt, iż elek­tor Jan Zyg­munt nie podej­mo­wał wła­ści­wie żad­nych kro­ków, by uczy­nić w Bran­den­bur­gii wyzna­nie "refor­mo­wane" czymś wię­cej niż tylko wyzna­niem dworu ber­liń­skiego. Ta wstrze­mięź­li­wość brała się rów­nież z tego, że decy­zja Jana Zyg­munta o kon­wer­sji na kal­wi­nizm spo­tkała się z dużym opo­rem sta­nów bran­den­bur­skich - szlachty i miesz­czań­stwa, zde­cy­do­wa­nych trwać przy lute­ra­ni­zmie. Gdy w 1615 roku usu­nięto obrazy z lute­rań­skiej kate­dry w Ber­li­nie (kal­wi­nizm w odróż­nie­niu od lute­ra­ni­zmu wydał bez­względną walkę "papi­stow­skim ido­lom", jak nazy­wano wywo­dzącą się z kato­li­cy­zmu sztukę sakralną), doszło w sto­licy Mar­chii do spo­rego tumultu.

Swo­bodę elek­tora dodat­kowo krę­po­wał stan prawny obo­wią­zu­jący w Rze­szy, tj. posta­no­wie­nia wspo­mnia­nego pokoju reli­gij­nego z 1555 roku, który swo­imi gwa­ran­cjami obej­mo­wał jedy­nie kato­li­ków i lute­ran. W prak­tyce ozna­czało to pozba­wie­nie elek­tora jakiej­kol­wiek moż­li­wo­ści zmu­sze­nia pod­da­nych do przej­ścia na wiarę "refor­mo­waną" (w tym przy­padku nie obo­wią­zy­wała więc zasada cuius regio eius reli­gio). Dwór ber­liń­ski musiał rów­nież brać pod uwagę, że decy­zja o kon­wer­sji elek­tora na kal­wi­nizm była bar­dzo nie­chęt­nie postrze­gana zarówno przez sły­nący z kato­lic­kiej orto­dok­sji dwór króla Pol­ski Zyg­munta III Wazy, jak i przez trwa­jące przy lute­ra­ni­zmie stany Prus Ksią­żę­cych.

Wzrost zna­cze­nia czyn­nika sta­no­wego w Bran­den­bur­gii i Pru­sach Ksią­żę­cych nale­żał do zasad­ni­czych kon­se­kwen­cji poli­tycz­nych i spo­łecz­nych zwy­cię­stwa refor­ma­cji nad Sprewą i Pre­gołą. Zarówno w elek­to­ra­cie bran­den­bur­skim, jak i w Księ­stwie Pru­skim szlachta stała się głów­nym obok wła­dzy elek­tor­skiej i ksią­żę­cej bene­fi­cjen­tem zwy­cię­stwa "czy­stej Ewan­ge­lii" nad "papi­stow­skimi błę­dami".

W przy­padku Prus Ksią­żę­cych docho­dził dodat­kowy czyn­nik sprzy­ja­jący usa­mo­dziel­nie­niu się stanu szla­chec­kiego, jakim była zależ­ność księ­stwa wobec Korony Pol­skiej. Ksią­żęta pru­scy w odróż­nie­niu od bran­den­bur­skich elek­to­rów mieli swo­jego suwe­rena bar­dzo bli­sko, i na tę bli­skość bar­dzo liczyli repre­zen­tanci sta­nów szla­chec­kiego i miesz­czań­skiego, widząc w niej naj­lep­sze zabez­pie­cze­nie przed abso­lu­ty­stycz­nymi zapę­dami władcy.

Odmienna sytu­acja pod tym wzglę­dem pano­wała w Bran­den­bur­gii. W coraz luź­niej­szej struk­tu­rze poli­tycz­nej, jaką sta­wała się Rze­sza wcho­dząca w epokę wojen reli­gij­nych, pozy­cja elek­to­rów rzą­dzą­cych w Ber­li­nie sys­te­ma­tycz­nie rosła. Naj­pierw jako wspar­cie obozu kato­lic­kiego (cesar­skiego), a po 1539 roku jako pod­pora obozu pro­te­stanc­kiego. W każ­dym "roz­da­niu" władcy Bran­den­bur­gii wygry­wali, choć nomi­nal­nie pozo­sta­wali len­ni­kami coraz słab­szego cesa­rza. Podob­nie jak pru­scy ksią­żęta, musieli się jed­nak liczyć z rosnącą dzięki refor­ma­cji (por. prze­ję­cie czę­ści mająt­ków kościel­nych) pozy­cją bran­den­bur­skiej szlachty.

Wyra­zem poli­tycz­nej eman­cy­pa­cji sta­nów pru­skich po 1525 roku było ukształ­to­wa­nie się w Pru­sach Ksią­żę­cych sejmu kra­jo­wego jako sta­no­wej repre­zen­ta­cji poli­tycz­nej miej­sco­wej szlachty i miesz­czań­stwa. Sejm obra­do­wał w dwóch izbach. W pierw­szej zasia­dali repre­zen­tanci naj­moż­niej­szych rodów oraz dwu­na­stu rad­ców, któ­rzy zazwy­czaj wywo­dzili się z tej samej grupy spo­łecz­nej, a spra­wo­wali naj­waż­niej­sze urzędy w księ­stwie (kanc­lerz, nad­mar­sza­łek, nad­bur­gra­bia i och­mistrz). Osobno obra­do­wali repre­zen­tanci szlachty pru­skiej wyło­nieni na sej­mi­kach powia­to­wych, które obra­do­wały w poszcze­gól­nych sta­ro­stwach (amtach), sta­no­wią­cych pod­sta­wową jed­nostkę admi­ni­stra­cyjną w Księ­stwie Pru­skim po 1525 roku.

Swo­ich repre­zen­tan­tów na sejm Prus Ksią­żę­cych wysy­łały rów­nież mia­sta, a wła­ści­wie jedno - Kró­le­wiec - podzie­lone na trzy odrębne jed­nostki admi­ni­stra­cyjne: Stare Mia­sto, Kni­pawę i Lip­nik. Miesz­cza­nie byli zapra­szani na obrady sej­mowe przez księ­cia, co pod­kre­ślało pod­rzędną rolę kurii miesz­czań­skiej. Dodat­kowo ten sta­tus prze­ja­wiał się w tym, że miesz­czań­scy dele­gaci mogli obra­do­wać tylko nad tymi kwe­stiami, które wcze­śniej pro­ce­do­wano w obu kuriach szla­chec­kich.

Spe­cy­fiką Prus Ksią­żę­cych był spory odse­tek tzw. wol­nych pru­skich. Ich repre­zen­tanci także znaj­do­wali się w dru­giej izbie sejmu kra­jo­wego. Ta grupa mogła skła­dać na forum izby gra­va­mina (skargi).

W sen­sie ustro­jo­wym silna pozy­cja sta­nów - a wła­ści­wie jed­nego: stanu szla­chec­kiego - w Pru­sach Ksią­żę­cych została opi­sana w usta­wie o rzą­dzie Księ­stwa Pru­skiego (Regi­ment­snot­tel) ogło­szo­nej przez księ­cia Albrechta Hohen­zol­lerna w 1542 roku. Książę pru­ski, poszu­ku­jący nowych środ­ków finan­so­wych na zebra­nie kon­tyn­gentu, który miał wejść w skład wojsk Rze­szy pod­czas pla­no­wa­nej wyprawy prze­ciw Tur­kom (co z kolei - jak sądzono na dwo­rze kró­le­wiec­kim - miało pomóc w anu­lo­wa­nia wyroku z 1532 roku ska­zu­ją­cego Albrechta na bani­cję), zatwier­dził współ­udział sta­nów pru­skich w admi­ni­stro­wa­niu pań­stwem. Pre­tek­stem było ure­gu­lo­wa­nie spraw zwią­za­nych z rzą­dami w Księ­stwie Pru­skim na wypa­dek dłu­giej nie­obec­no­ści władcy (wyprawa wojenna) lub jego śmierci.

Na mocy Regi­ment­snot­tel rządy w Pru­sach Ksią­żę­cych zostały podzie­lone mię­dzy admi­ni­stra­cję ksią­żęcą (sta­ro­stwa) oraz admi­ni­stra­cję pod­po­rząd­ko­waną sta­no­wemu ciału kole­gial­nemu zwa­nemu Radą Naczelną lub Izbą Wyż­szą Rady Księ­stwa. Skła­dała się ona z nad­rad­ców spra­wu­ją­cych naj­waż­niej­sze urzędy (nad­mar­szałka, kanc­le­rza, och­mi­strza, nad­bur­gra­biego), rad­ców dwor­skich i sądo­wych w licz­bie od 6 do 8 oraz czte­rech sta­ro­stów spra­wu­ją­cych swe urzędy w okrę­gach poło­żo­nych naj­bli­żej sto­licy Księ­stwa. Co istotne, wszy­scy człon­ko­wie Rady musieli być wyło­nieni z miej­sco­wej, pru­skiej szlachty (indy­ge­nat).

Do tego należy dodać kom­pe­ten­cje sejmu kra­jo­wego z naj­waż­niej­szą: wyłącz­nym pra­wem uchwa­la­nia podat­ków. Zwa­żyw­szy zaś na to, że potrzeby wła­dzy ksią­żę­cej w tym zakre­sie były stałe i cią­gle rosły, dawało to gwa­ran­cję perio­dycz­no­ści obrad sej­mo­wych. Należy pod­kre­ślić, że upraw­nie­nia sejmu kra­jo­wego nie koń­czyły się tylko na uchwa­la­niu podat­ków. Par­ty­cy­po­wał on rów­nież w admi­ni­stra­cji fiskal­nej, spra­wu­jąc za pośred­nic­twem okrę­go­wych kas sta­no­wych oraz Kasy Kra­jo­wej w Kró­lewcu zarząd i kon­trolę nad ścią­gal­no­ścią i wydat­ko­wa­niem środ­ków pozy­ska­nych z obcią­żeń podat­ko­wych.

Podobny model roz­woju poli­tycz­nych repre­zen­ta­cji sta­no­wych wykształ­cił się w szes­na­sto­wiecz­nej Bran­den­bur­gii. Tam rów­nież naj­waż­niej­szym gre­mium był sejm kra­jowy, który tuż przed 1517 rokiem skła­dał się z czte­rech kurii: pra­ła­tów (wyż­sze ducho­wień­stwo kato­lic­kie), moż­nych rodów szla­chec­kich, rycer­stwa (tj. śred­niej szlachty) oraz miesz­czań­stwa. Po przy­ję­ciu refor­ma­cji przez elek­to­rów bran­den­bur­skich zna­cze­nie pierw­szej kurii zostało zmar­gi­na­li­zo­wane. Liczyły się tylko te dwie, w któ­rych zasia­dali repre­zen­tanci stanu szla­chec­kiego. Naj­lep­szym dowo­dem na rosnącą domi­na­cję tego stanu był fakt, że wła­śnie w XVI wieku utarła się prak­tyka, iż uchwa­lane przez bran­den­bur­ski sejm kra­jowy obcią­że­nia podat­kowe roz­kła­dano w taki spo­sób, aby w więk­szo­ści (mniej wię­cej w dwóch trze­cich) spa­dały na mia­sta.

Podob­nie jak sejm kra­jowy w Pru­sach Ksią­żę­cych, rów­nież jego odpo­wied­nik w Bran­den­bur­gii spra­wo­wał kon­trolę nad pozy­ska­nymi środ­kami podat­ko­wymi za pośred­nic­twem pod-porząd­ko­wa­nych sta­nom kas ziem­skich. Ist­niały odrębne kasy miej­skie. Wszyst­kie pod­le­gały spe­cjal­nej komi­sji sejmu kra­jo­wego, a urzęd­ni­kiem wyła­nia­nym przez to gre­mium, który zarzą­dzał zgro­ma­dzo­nymi środ­kami finan­so­wymi, był rent­mistrz kra­jowy (Lan­drent­me­ister). Był odpo­wied­ni­kiem rent­mi­strza dwor­skiego (Hofrent­me­ister), który kie­ro­wał admi­ni­stra­cją finan­sową elek­tora. Ist­nie­nie rów­no­le­głej - obok pod­po­rząd­ko­wa­nej wład­com Bran­den­bur­gii - admi­ni­stra­cji finan­so­wej było oznaką i rękoj­mią poli­tycz­nej nie­za­leż­no­ści sta­nów wobec elek­tora. Stop­niowe zyski­wa­nie przez elek­tora od połowy XVII wieku prze­wagi w tym zakre­sie będzie ozna­czało począ­tek budowy w Bran­den­bur­gii nie­za­leż­nej od sta­nów wła­dzy abso­lut­nej Hohen­zol­ler­nów.

Poli­tyczny wzrost zna­cze­nia szlachty bran­den­bur­skiej szedł w parze ze wzro­stem jej bogac­twa. Zło­żyły się na to dwa czyn­niki. O roli refor­ma­cji, która otwo­rzyła przed rodami szla­chec­kimi moż­li­wość powięk­sze­nia wła­snych mająt­ków o kon­fi­sko­wane majątki kościelne, była już mowa. Dru­gim czyn­nikiem była dogodna koniunk­tura wywo­łana z jed­nej strony rosną­cym na Zacho­dzie popy­tem na zboże z Europy Środ­ko­wej oraz napły­wem do Europy złota i sre­bra z Nowego Świata. Było zapo­trze­bo­wa­nie i były pie­nią­dze, by pła­cić za stra­te­giczny towar, jakim w tam­tej epoce cią­gle zagro­żone plagą głodu, pozo­sta­wało zboże.

Jeśli w 1460 roku eks­port zboża z kra­jów Europy Środ­ko­wej poło­żo­nych nad Bał­ty­kiem wyno­sił ok. sze­ściu milio­nów kilo­gra­mów, to sto lat póź­niej wiel­kość ta wzro­sła do stu milio­nów kilo­gra­mów i utrzy­my­wała się na takim pozio­mie do począt­ków XVII wieku. W dru­giej poło­wie XVI wieku ceny żyta sprze­da­wa­nego kup­com holen­der­skim wzro­sły śred­nio o 250%. Jed­no­cze­śnie cena za to samo zboże sprze­da­wane w Amster­da­mie, głów­nym odbiorcy ziarna spła­wia­nego do Gdań­ska, była dwa razy wyż­sza niż w por­cie nad­bał­tyc­kim25.

Bran­den­bur­gia leżała na pogra­ni­czu dwóch stref roz­woju gospo­dar­czego, któ­rych gra­nicę w "kla­sycz­nym" histo­rio­gra­ficz­nym uję­ciu wyzna­czała linia Łaby. Na wschód od niej prze­wa­żała gospo­darka rolna oparta na pańsz­czyź­nie (władz­two dwor­skie - Gut­sher­r­schaft), na zachód od niej powin­no­ści chłop­skie nie pole­gały na przy­mu­so­wej pracy na "pań­skim", ale świad­cze­niach w natu­rze lub czyn­szu pie­nięż­nym (władz­two grun­towe - Grun­dher­r­schaft). To roz­dzie­le­nie wzdłuż Łaby należy, rzecz jasna, trak­to­wać umow­nie i w wielu regio­nach Mar­chii Bran­den­bur­skiej sto­sunki rolne były bar­dzo zróż­ni­co­wane, dale­kie od pro­stych sche­ma­tów.

Jed­nak zauwa­żalna w całym XVI wieku ten­den­cja była dość czy­telna i dla Bran­den­bur­gii, i - w mniej­szym zakre­sie - dla Prus Ksią­żę­cych: inten­sy­fi­ka­cja pro­duk­cji rol­nej obli­czo­nej na eks­port zboża na zachod­nie rynki odby­wała się przez powięk­sza­nie are­ału fol­warcz­nego oraz dąże­nie szla­chec­kich wła­ści­cieli fol­war­ków do mak­sy­mal­nego obni­że­nia kosz­tów pracy. W tym ostat­nim przy­padku coraz czę­ściej wybie­ra­nym spo­so­bem było zwięk­sza­nie pańsz­czy­zny (dar­mowa praca przy­mu­sowa). W Bran­den­bur­gii zda­rzało się, że wła­ści­ciele ziem­scy zmu­szali do pańsz­czy­zny chło­pów dys­po­nu­ją­cych dzie­dzicz­nym pra­wem wła­sno­ści ziemi.

Jak już zazna­czono, odręb­ność Prus Ksią­żę­cych w tym zakre­sie prze­ja­wiała się w ist­nie­niu spo­rego odsetka (około 13%) tzw. wol­nych pru­skich, czyli chło­pów bez obo­wiązku świad­cze­nia przy­mu­so­wej pracy na rzecz wła­ści­cieli fol­war­ków oraz w fak­cie posia­da­nia przez mia­sta pru­skie spo­rego are­ału (ok. 18%). Jed­nak to wła­śnie w Księ­stwie Pru­skim, po krwa­wym stłu­mie­niu wiel­kiego powsta­nia chło­pów sam­bij­skich (1526), zostało wpro­wa­dzone pod­dań­stwo oso­bi­ste chło­pów jako prawo (sta­tut) kra­jowe. W przy­padku Bran­den­bur­gii pro­ces ten roz­pocz­nie się dopiero w XVII wieku.

W obu czę­ściach władz­twa Hohen­zol­ler­nów powięk­sza­nie are­ału fol­warcz­nego odby­wało się przede wszyst­kim przez włą­cza­nie w obręb fol­war­ków nie­użyt­ków, tzw. włók opusz­czo­nych. Nie­jed­no­krot­nie jed­nak docho­dziło rów­nież do rugo­wa­nia chło­pów z upra­wia­nej przez nich ziemi. W nie­któ­rych czę­ściach Bran­den­bur­gii (np. w Mar­chii Wkrzań­skiej) areał fol­warczny od początku XVI wieku do lat sześć­dzie­sią­tych tego stu­le­cia zwięk­szył się o ponad 80%. W tym samym cza­sie areał chłop­ski zmniej­szył się o połowę26.

W odróż­nie­niu od Prus Ksią­żę­cych mają­cych dostęp do morza Bran­den­bur­gia musiała pro­wa­dzić han­del zbo­żowy za pośred­nic­twem Szcze­cina lub spła­wiać zboże Łabą w kie­runku Ham­burga. Było to z pew­no­ścią utrud­nie­nie (koniecz­ność dzie­le­nia się zyskami z pośred­ni­kami), ale nie sta­no­wiło to bariery unie­moż­li­wia­ją­cej par­ty­cy­pa­cję bran­den­bur­skich fol­war­ków w intrat­nym han­dlu. Według nie­któ­rych sza­cun­ków (H. Har­nisch) roczny eks­port zboża z Bran­den­bur­gii wystar­czył, aby wyży­wić w tym samym cza­sie połowę ze stu tysięcy miesz­kań­ców Amster­damu27.

Głów­nymi bene­fi­cjen­tami szes­na­sto­wiecz­nego han­dlu zbo­żem były w Bran­den­bur­gii przede wszyst­kim szla­chec­kie fol­warki. Mia­sta bran­den­bur­skie nie tylko nie prze­ży­wały gospo­dar­czej pro­spe­rity, ale raczej wcho­dziły w okres sta­gna­cji. Uwa­run­ko­wane to było z jed­nej strony nie­ko­rzyst­nym odda­le­niem Bran­den­bur­gii od głów­nego szlaku han­dlo­wego, bie­gną­cego z Rusi Czer­wo­nej przez Kra­ków, Śląsk i dalej do Sak­so­nii i Norym­bergi. Nie­wiele pomo­gło prawo składu przy­znane przez elek­to­rów Frank­fur­towi nad Odrą prawo składu. Osła­bie­niu ule­gły rów­nież związki miast mar­chij­skich ze związ­kiem han­ze­atyc­kim, co było rezul­ta­tem reali­zo­wa­nej od XV wieku poli­tyki kolej­nych elek­to­rów z dyna­stii Hohen­zol­ler­nów, któ­rzy postrze­gali takie kon­takty jako moż­li­wość zbyt­niego usa­mo­dziel­nie­nia się bran­den­bur­skich miast. Hanza w XVI wieku miała zresztą już swój okres świet­no­ści za sobą.

Mar­chij­skie mia­sta zapła­ciły wresz­cie wysoką cenę za roz­wój gospo­darki rol­nej opar­tej na modelu fol­warczno-pańsz­czyź­nia­nym w dłuż­szej per­spek­ty­wie cza­so­wej ozna­czało to bowiem skur­cze­nie się lokal­nych ryn­ków wewnętrz­nych. Gdy rosły obcią­że­nia pańsz­czyź­niane, zamie­rała rów­nież wymiana han­dlowa mię­dzy mia­stem a wsią. Chłopi pozba­wieni pie­nię­dzy nie mieli czym w tej wymia­nie uczest­ni­czyć. Do tego docho­dziła ego­istyczna postawa szlachty bran­den­bur­skiej, która świa­do­mie wypy­chała mia­sta z han­dlu mię­dzynarodowego oraz kra­jo­wego.

Mia­sta Prus Ksią­żę­cych, przede wszyst­kim porty u ujścia spław­nych rzek (Kró­le­wiec u ujścia Pre­goły i Kłaj­peda u ujścia Nie­mna), w znacz­nie więk­szym stop­niu niż ośrodki miej­skie w Bran­den­bur­gii uczest­ni­czyły w zyskach z han­dlu zbo­żem. W XVI wieku Kró­le­wiec stał się dru­gim po Gdań­sku por­tem nad Bał­ty­kiem par­ty­cy­pu­ją­cym w tej wymia­nie.

Według utar­tej opi­nii refor­ma­cja pro­te­stancka dała ożyw­czy impuls dla roz­woju kul­tury w kra­jach Rze­szy. Zazwy­czaj wska­zuje się tutaj na rolę, jaką dla roz­woju lite­ra­tury nie­miec­kiej miało doko­nane przez Mar­cina Lutra tłu­ma­cze­nie Biblii na język nie­miecki. W ostat­nim cza­sie bada­nia nad dzie­jami kul­tury kra­jów nie­mieckiego obszaru języ­ko­wego pozwa­lają zwe­ry­fi­ko­wać te ste­reo­ty­powe opi­nie. Dość wspo­mnieć, że przed uka­za­niem się tłu­ma­cze­nia Pisma Świę­tego autor­stwa Mar­cina Lutra (a wła­ści­wie zespołu tłu­ma­czy kie­ro­wa­nych przez twórcę refor­ma­cji), na tere­nie cesar­stwa pod koniec XV wieku było w obiegu kil­ka­na­ście wer­sji tłu­ma­czeń świę­tych tek­stów na lokalne odmiany języka nie­mieckiego28.

Krótko mówiąc: refor­ma­cja nie zastała w Rze­szy na początku XVI wieku zupeł­nej pustyni kul­tu­ro­wej. Było raczej odwrot­nie. Nie bra­ko­wało oznak oży­wie­nia sze­roko poję­tej kul­tury reli­gij­nej. Należy w tym kon­tek­ście powtó­rzyć opi­nię pol­skiego histo­ryka, który zauwa­żył, że u progu refor­ma­cji "życie reli­gijne w Niem­czech nie było w upadku. Prze­ciw­nie, krze­wiło się ono buj­nie, jak we wszyst­kich epo­kach, w któ­rych toczą się wiel­kie spory reli­gijne, w któ­rych powstają wiel­kie here­zje. Poboż­ność, zwłasz­cza warstw ludo­wych, była duża"29.

Trudno też mówić o zastoju w kul­tu­rze umy­sło­wej, także w jej insty­tu­cjo­nal­nym wymia­rze. Bran­den­bur­gia jest pod tym wzglę­dem dobrym przy­kła­dem. W 1506 roku dzięki sta­ra­niom elek­tora Joachima I - jak się oka­zało po 1517 roku, zde­cy­do­wa­nego prze­ciw­nika refor­ma­cji - doszło do fun­da­cji uni­wer­sy­tetu we Frank­fur­cie nad Odrą. Uczel­nia od początku swo­jego ist­nie­nia miała cztery wydziały: teo­lo­giczny, praw­ni­czy, medyczny i sztuk wyzwo­lo­nych (artes libe­ra­les).

Elek­tor posta­rał się rów­nież o spro­wa­dze­nie do nowego uni­wer­sy­tetu kadry pro­fe­sor­skiej wywo­dzą­cej się przede wszyst­kim z sąsied­niej Sak­so­nii. Zda­rzały się wśród niej wybitne postaci, takie jak znany poeta rene­san­sowy, podzi­wiany na dwo­rze cesar­skim Johan­nes Rha­gius Aesti­cam­pia­nus (1457-1520), uczeń wybit­nego nie­miec­kiego huma­ni­sty Kon­rada Cel­tesa (zwią­za­nego pod koniec XV wieku z Uni­wer­sy­te­tem Kra­kow­skim)30.

Począ­tek refor­ma­cji ozna­czał dla frank­furc­kiego uni­wer­sy­tetu trudny okres. Ponie­waż uczel­nia stała się inte­lek­tu­al­nym fila­rem stron­nic­twa kato­lic­kiego w Bran­den­bur­gii (pierw­szy rek­tor uni­wer­sy­tetu Kon­rad Wim­pina pisał wymie­rzone w Lutra i jego naukę pam­flety oraz orga­ni­zo­wał publiczne pale­nie jego pism), część kadry i stu­den­tów odpły­nęła do kon­ku­ren­cyj­nej uczelni w Wit­ten­ber­dze. Dopiero po przy­ję­ciu pro­te­stan­ty­zmu przez elek­tora Joachima II doszło do reak­ty­wa­cji Via­driny, ale już jako uczelni pro­te­stanc­kiej. Po 1540 roku miała ona dostar­czać kadr pod­po­rząd­ko­wa­nemu elek­to­rowi Kościo­łowi kra­jo­wemu oraz przy­cią­gać repre­zen­tan­tów moż­nych rodów z sąsied­niej Wiel­ko­pol­ski, któ­rzy w ten spo­sób zapo­zna­wali się z "czy­stą ewan­ge­lią" zwo­len­ni­ków Mar­cina Lutra31. Bazę mate­rialną dla roz­woju tej nowej wer­sji frank­furc­kiego uni­wer­sy­tetu sta­no­wiły prze­ka­zane jej przez elek­tora skon­fi­sko­wane majątki kościelne (m.in. frank­furc­kiej kar­tu­zji).

Podobny zamysł towa­rzy­szył pierw­szemu księ­ciu pru­skiemu, który w 1544 roku ogło­sił akt fun­da­cyjny uni­wer­sy­tetu w Kró­lewcu (Alber­tyna). Nie udało się Albrech­towi uzy­skać potwier­dze­nia tej fun­da­cji na dwo­rze cesar­skim (aż do swo­jej śmierci był jako "mar­gra­bia Albrecht" banitą w świe­tle prawa Rze­szy). O potwier­dze­nie zwró­cił się więc do swo­jego pana len­nego, króla Zyg­munta Augu­sta. Ostatni Jagiel­lon przy­chy­lił się do prośby Hohen­zol­lerna, wyda­jąc 28 marca 1560 roku doku­ment kon­fir­ma­cyjny. Stwier­dził w nim, że ini­cja­tywa len­nika "ze wszech miar zasłu­guje na pochwałę, jako że rokuje wiel­kie owoce dla Rze­czy­po­spo­li­tej oraz wiele pożytku i korzy­ści zarówno dla jego pod­da­nych, jak i dla pod­da­nych kra­jów sąsied­nich"32.

Po upły­wie trzech stu­leci ten fakt zatwier­dze­nia przez króla Pol­ski ist­nie­nia uni­wer­sy­tetu w sto­licy Księ­stwa Pru­skiego, póź­niej mia­sta koro­na­cyj­nego kró­lów Prus, sta­ran­nie prze­mil­czali twórcy pro­pa­gandy o pru­skiej "pracy kul­tu­ro­wej na wscho­dzie" (Kul­tu­rar­beit) wśród "pozba­wio­nych wyż­szej kul­tury" Pola­ków. Książę Albrecht, zakła­da­jąc uni­wer­sy­tet w swo­jej sto­licy, nie myślał, rzecz jasna, o "owo­cach dla Rze­czy­po­spo­li­tej". Alber­tyna miała dostar­czyć kadr Kościo­łowi lute­rań­skiemu w Księ­stwie Pru­skim oraz kadr urzęd­ni­czych dla two­rzo­nej wła­śnie nowej admi­ni­stra­cji ksią­żę­cej. Podob­nie jak Via­drina, miała rów­nież przy­cią­gać stu­den­tów z Korony i Litwy, kształ­cąc w ten spo­sób inte­lek­tu­alne i poli­tyczne elity obozu pro­te­stanc­kiego w Rze­czy­po­spo­li­tej.

Czy można to trak­to­wać jako "owoce dla Rze­czy­po­spo­li­tej"? W pew­nym sen­sie tak. Choć inną sprawą było to, kto miał je kon­su­mo­wać: dwór pol­ski czy raczej dwór kró­le­wiecki, który w okre­sie pano­wa­nia księ­cia Albrechta (1525-1568) kre­ował się na patrona całego obozu pro­te­stanc­kiego w pań­stwie pol­sko-litew­skim? Wymowne pod tym wzglę­dem były słowa, które napi­sał do Albrechta krótko po ogło­sze­niu aktu fun­da­cyj­nego Andrzej Frycz Modrzew­ski. Nie kry­jąc swo­jej sym­pa­tii dla "czy­stej wiary chrze­ści­jań­skiej" autor trak­tatu O napra­wie Rze­czy­po­spo­li­tej pisał do pierw­szego "księ­cia w Pru­sach": "Wydaje mi się, żeś zbu­do­wał tam w Kró­lewcu, Panie, port i przy­tu­łek, w któ­rym w tych nie­pew­nych i burz­li­wych cza­sach znaj­dują schro­nie­nie prace nad zagad­nie­niami reli­gii i innych szla­chet­nych nauk"33.

Pomi­ja­jąc zapał reto­ryczny towa­rzy­szący tym sło­wom, należy przy­znać, że nadzieje Modrzew­skiego w dużym stop­niu się speł­niły. Nie do prze­ce­nie­nia dla wzro­stu roli Kró­lewca jako ośrodka "trans­mi­sji" pro­te­stan­ty­zmu na zie­mie Rze­czy­po­spo­li­tej Obojga Naro­dów miała dzia­łal­ność wydaw­ni­cza (dru­kar­ska), która w postaci powo­ła­nia uni­wer­sy­tetu zyskała nad Pre­gołą potężny impuls roz­wo­jowy. Dość wspo­mnieć, że pierw­sze pol­skie (pro­te­stanc­kie) tłu­ma­cze­nie Nowego Testa­mentu, tzw. Biblia Kró­le­wiecka, uka­zało się dru­kiem wła­śnie w sto­licy Księ­stwa Pru­skiego w 1552 roku nakła­dem Jana Seklu­cjana (auto­rem tłu­ma­cze­nia był Sta­ni­sław Murzy­now­ski).

Kró­le­wiecki ośro­dek naukowo-wydaw­ni­czy szcze­gól­nie mocno oddzia­ły­wał (z racji na swoje poło­że­nie geo­gra­ficzne) na Wiel­kie Księ­stwo Litew­skie i żyją­cych tam zwo­len­ni­ków "czy­stej Ewan­ge­lii". Stu­den­tem Alber­tyny był Mar­cin Mazvy­das, autor wyda­nej w 1547 roku pierw­szej książki w języku litew­skim Cate­hi­smus apra­sty­sza dei, czyli prze­zna­czo­nych dla litew­skich pro­te­stan­tów Pro­stych słów kate­chi­zmu. W 1653 roku w Kró­lewcu wydru­ko­wano pierw­szą gra­ma­tykę języka litew­skiego Gram­ma­tica Litva­nica autor­stwa pastora Daniela Kle­ina pocho­dzą­cego z tzw. pru­skiej Litwy (okręg Kłaj­pedy i Tylży w Pru­sach Ksią­żę­cych)34.

W pierw­szych latach ist­nie­nia Alber­tyny jej kadrę pro­fe­sor­ską two­rzyli pro­te­stanccy uczeni z Wit­ten­bergi, przy­cią­gani nad Pre­gołę hoj­no­ścią Albrechta. Wśród pierw­szych pro­fe­so­rów kró­le­wiec­kiej uczelni byli rów­nież pod­dani króla pol­skiego: Abra­ham Kul­wieć - wykła­dowca greki, hebraj­skiego i gra­ma­tyki, oraz Sta­ni­sław Rafaj­ło­wicz - wypro­mo­wany oso­bi­ście przez Mar­cina Lutra dok­tor teo­lo­gii. Oby­dwaj pocho­dzili z Wiel­kiego Księ­stwa Litew­skiego.

Powsta­nie w 1579 roku na bazie jezu­ic­kiego kole­gium Aka­de­mii Wileń­skiej miało być prze­ciw­wagą dla kró­le­wiec­kiej Alber­tyny, funk­cjo­nu­ją­cej od ponad trzy­dzie­stu lat jako "port i przy­tu­łek" dla "praw­dzi­wej Ewan­ge­lii" w Wiel­kim Księ­stwie Litew­skim.

Roz­dział IV. Droga z Ber­lina do Kró­lewca. Rządy Bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów w

Księ­stwie Pru­skim

Roz­dział IV

Droga z Ber­lina do Kró­lewca. Rządy Bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów w Księ­stwie Pru­skim

Poli­tyczna koniunk­tura oka­zała się łaskawa, a nawet miło­sierna - jak pisali Hozjusz i Kocha­now­ski - dla ostat­niego wiel­kiego mistrza Zakonu Nie­miec­kiego w Pru­sach i pierw­szego księ­cia pru­skiego Albrechta Hohen­zol­lerna. Nie we wszyst­kim jed­nak los mu sprzy­jał. Odstępca od wiary - wywo­ła­niec i banita - musiał prę­dzej czy póź­niej ponieść karę - mówiono po stro­nie kato­lic­kiej i wska­zy­wano w tym kon­tek­ście na życie rodzinne Albrechta.

W 1526 roku poślu­bił księż­niczkę duń­ską Dorotę, córkę króla Fry­de­ryka I. Mał­żeń­stwo oka­zało się czymś wię­cej niż tylko maria­żem dyna­stycz­nym. Albrecht szcze­rze kochał swoją żonę i tym więk­szy był jego ból, gdy Dorota zmarła w 1547 roku. Żałoba, w któ­rej pogrą­żył się książę pru­ski, była tak wielka, że podobno nosił się nawet z zamia­rem abdy­ka­cji. Z Dorotą docze­kał się sze­ściorga dzieci, z któ­rych tylko jedno - uro­dzona w 1527 roku Anna Zofia - miało prze­żyć swo­ich rodzi­ców. Na początku grud­nia 1529 roku uro­dził się Albrecht Fry­de­ryk, wycze­ki­wany syn i dzie­dzic Albrechta. Dziecko nie prze­żyło jed­nak mie­siąca. 17 marca 1539 roku uro­dził się drugi syn księ­cia pru­skiego, który rów­nież otrzy­mał imię Albrecht. Jed­nak i tym razem tra­ge­dia nie omi­nęła dworu ksią­żę­cego. Dziecko zmarło po kilku godzi­nach.

W 1550 roku Albrecht zawarł dru­gie mał­żeń­stwo z młod­szą o czter­dzie­ści lat od sie­bie księż­niczką brunsz­wicką Anną Marią. Tym razem była to wyłącz­nie sprawa pań­stwowa, a nie uczu­ciowa. Dwór kró­le­wiecki huczał od plo­tek o cią­głych kon­flik­tach mię­dzy Albrech­tem a jego drugą żoną. Książę miał do niej pre­ten­sje o roz­rzut­ność i nad­uży­wa­nie alko­holu. Nie był zachwy­cony roz­czy­ty­wa­niem się przez nią w książ­kach o cza­rach. Tem­pe­ra­ment księż­nej na wła­snej skó­rze poznał och­mistrz dworu Hans Jacob Truch­sess von Wald­burg, który został przez nią publicz­nie spo­licz­ko­wany. To, że nie otrzy­mał kolej­nych cio­sów srebr­nym kub­kiem, było zasługą dwo­rzan, któ­rzy w ostat­niej chwili powstrzy­mali krewką mał­żonkę Albrechta.

W 1551 roku uro­dziło się pierw­sze dziecko Albrechta i Anny Marii - księż­niczka Elż­bieta. Dziecko oka­zało się ociem­niałe, ale prze­żyło (Elż­bieta zmarła w 1596 roku); 29 kwiet­nia 1553 roku uro­dził się kolejny syn księ­cia pru­skiego - Albrecht Fry­de­ryk. Prze­żył kry­tyczne pierw­sze dni i tygo­dnie. Jed­nak radość z naro­dzin długo ocze­ki­wa­nego potomka została przy­ćmiona, gdy zauwa­żono, że syn ksią­żęcy zdra­dza coś, co dzi­siaj nazywa się wadami roz­wo­jo­wymi. Zaczął mówić dopiero w wieku trzech lat. Gdy osią­gnął osiem­na­sty rok życia, stało się jasne, że jedyny syn i dzie­dzic Albrechta cierpi na cho­robę psy­chiczną, praw­do­po­dob­nie schi­zo­fre­nię para­no­idalną. Wido­wi­skowe próby samo­bój­cze, waha­nia nastro­jów, uro­je­nia - wszystko to świad­czyło o tym, że nie będzie on w sta­nie samo­dziel­nie spra­wo­wać rzą­dów w księ­stwie. To zaś ozna­czało kło­poty poli­tyczne, zwią­zane z koniecz­no­ścią usta­no­wie­nia kura­teli nad cho­rym władcą.

Poja­wiało się oczy­wi­ście pyta­nie, czy Albrecht Fry­de­ryk będzie mógł mieć męskiego potomka. W 1573 roku poślu­bił księż­niczkę Marię Ele­onorę z Jüllich-Kleve. Jed­nak i w tym przy­padku zadzia­łał zły los. Dwaj syno­wie Albrechta Fry­de­ryka zmarli w wieku nie­mow­lę­cym. Zało­żona przez Albrechta dyna­stia ksią­żąt pru­skich miała więc wyga­snąć na jego synu.

Seria nie­szczę­śli­wych wyda­rzeń na dwo­rze kró­le­wiec­kim, dra­mat rodzinny Albrechta i nie­szczę­śliwy los jego syna były tym, co osiem­na­sto­wieczny król Prus i zaprzy­się­gły wróg Pol­ski Fry­de­ryk II nazy­wał "pra­wem sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ści"36. Jak się jed­nak oka­zało, kolejni kró­lo­wie Pol­ski (w tym tacy wybitni jak Ste­fan Batory) nie zamie­rzali z niego sko­rzy­stać. Ciąg zmar­no­wa­nych oka­zji, które potem sro­dze się zemściły - oto w naj­więk­szym skró­cie histo­ria sto­sun­ków pol­sko-bran­den­bur­sko-pru­skich w okre­sie stu lat mię­dzy 1563 a 1663 rokiem. Nie można bez­kar­nie całe stu­le­cie popeł­niać błędu za błę­dem.

Pierw­szym z nich było odrzu­ce­nie w 1549 roku zabie­gów nie­dawno owdo­wia­łego księ­cia Albrechta o rękę Kata­rzyny Jagiel­lonki, sio­stry roz­po­czy­na­ją­cego wła­śnie swoje samo­dzielne pano­wa­nie króla Zyg­munta Augu­sta. Władca Pol­ski nie chciał zadraż­niać rela­cji z Habs­bur­gami, z któ­rymi zawarł w końcu sojusz. Oba­wiał się rów­nież, że mał­żeń­stwo z sio­strą kró­lew­ską da Albrech­towi moż­li­wość mie­sza­nia się w wewnętrzne sprawy Korony.

Jed­nak nie godząc się na ślub swo­jej sio­stry z księ­ciem pru­skim, pozba­wiał sie­bie dodat­ko­wej moż­li­wo­ści - obok tych zawar­tych w trak­ta­cie kra­kow­skim z 1525 roku - ści­ślej­szego zwią­za­nia Prus Ksią­żę­cych z Pol­ską. Należy zgo­dzić się z opi­nią, że z chwilą poda­nia Albrech­towi czar­nej polewki "prze­są­dzone zostały w owym momen­cie na nie­ko­rzyść Pol­ski ist­nie­jące jesz­cze szanse zwią­za­nia z nią ści­ślej rodu panu­ją­cego w Pru­sach poprzez więzy rodzinne, kul­tu­rowe i poli­tyczne" (A. Sucheni-Gra­bow­ska)37.

W 1549 roku została więc zmar­no­wana pierw­sza oka­zja umoc­nie­nia wpły­wów Korony nad Pre­gołą. Druga została zepsuta przez tego samego Zyg­munta Augu­sta kil­ka­na­ście lat póź­niej. Jak wia­domo, na mocy trak­tatu kra­kow­skiego do dzie­dzi­cze­nia lenna pru­skiego obok Albrechta i męskich potom­ków tegoż księ­cia upraw­nieni byli jego trzej bra­cia oraz ich syno­wie. Z tych trzech braci - mar­gra­bia Jan zmarł bez­po­tom­nie już w 1525 roku. Drugi z nich - Kazi­mierz - zmarł dwa lata póź­niej, pozo­sta­wia­jąc jedy­nego syna Albrechta Alcy­bia­desa, który w 1557 roku zmarł bez­po­tom­nie. Naj­młod­szy z braci Albrechta upraw­nio­nych na mocy układu z 1525 roku do dzie­dzi­cze­nia lenna pru­skiego, mar­gra­bia Ans­ba­chu Jerzy Fry­de­ryk uro­dził się dopiero w 1539 roku. Umrze w 1603 roku, nie pozo­sta­wia­jąc męskiego potomka38.

Nie trzeba było nawet poli­tycz­nej zręcz­no­ści, tylko cier­pli­wego cze­ka­nia, by dopro­wa­dzić do wcie­le­nia - zgod­nie z trak­ta­tem kra­kow­skim - Księ­stwa Pru­skiego do Korony, co z pew­no­ścią zmie­ni­łoby sytu­ację geo­po­li­tyczną w naszym regio­nie Europy na całe wieki.

W 1563 roku król Zyg­munt August zgo­dził się na roz­sze­rze­nie dzie­dzi­cze­nia w Księ­stwie Pru­skim o bran­den­bur­ską linię Hohen­zol­ler­nów. Tutaj dopiero Stań­czyk miałby powody do snu­cia jak naj­gor­szych przy­pusz­czeń, tym bar­dziej że już w 1539 roku Zyg­munt Stary, odrzu­ca­jąc podobne sta­ra­nia Albrechta, wska­zy­wał, że Korona nie może dopu­ścić - nawet w dal­szej per­spek­ty­wie - do połą­cze­nia w jed­nym ręku Ber­lina i Kró­lewca. Dla­czego dwie dekady póź­niej syn Zyg­munta I nie miał takich obaw?

Zapewne dla­tego że poja­wił się bowiem nowy stary czyn­nik w rela­cjach pol­sko-pru­skich, czyli Moskwa39. W 1556 roku doszło do ostrego kon­fliktu zakonu inf­lanc­kiego (boczna gałąź Krzy­ża­ków) z arcy­bi­sku­pem ryskim Wil­hel­mem Hohen­zol­ler­nem (bra­tem księ­cia Albrechta), któ­rego przy­czyną i efek­tem była seku­la­ry­za­cja na wzór krzy­żacki ziem daw­nego pań­stwa Zakonu Kawa­le­rów Mie­czo­wych. W kon­flikt zaan­ga­żo­wała się Pol­ska. Z nada­rza­ją­cej się oka­zji posta­no­wił sko­rzy­stać rów­nież car moskiew­ski Iwan Groźny, który w 1558 roku opa­no­wał więk­szość ziem byłego pań­stwa zakon­nego, zysku­jąc w ten spo­sób dostęp do Bał­tyku. Roz­po­częła się pierw­sza wojna pół­nocna.

Pol­sce zale­żało w tej sytu­acji na zacho­wa­niu przez Bran­den­bur­gię życz­li­wej neu­tral­no­ści, czyli nie­prze­pusz­cza­niu przez elek­tora posił­ków zbroj­nych z Rze­szy idą­cych do Inf­lant na służbę wiel­kiego mistrza. Już w 1559 roku wysłan­nicy bran­den­bur­scy otrzy­mali od sejmu obra­du­ją­cego w Piotr­ko­wie zapew­nie­nie o życz­li­wym roz­pa­trze­niu sta­rań elek­tor­skiej dyplo­ma­cji o włą­cze­nie bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów do dzie­dzi­cze­nia lenna pru­skiego. Osta­tecz­nie 4 marca 1563 roku w doku­men­cie wyda­nym w Piotr­ko­wie król Zyg­munt August dopu­ścił elek­tora bran­den­bur­skiego Joachima II oraz jego męskich potom­ków do grona dzie­dzi­ców Księ­stwa Pru­skiego. Kró­lew­ską decy­zję zatwier­dził w 1569 roku sejm lubel­ski, ten sam, na któ­rym doszło do zawar­cia unii real­nej mię­dzy Koroną a Wiel­kim Księ­stwem Litew­skim. W cza­sie więc jed­nego sejmu doszło do dwóch wyda­rzeń o epo­ko­wych kon­se­kwen­cjach: for­mal­nego (ustro­jo­wego) utwo­rze­nia Rze­czy­po­spo­li­tej Obojga Naro­dów oraz wyśliź­nię­cia się z pol­skich rąk real­nej moż­li­wo­ści prze­ję­cia Księ­stwa Pru­skiego.

Czyn­nik moskiew­ski ode­grał też rolę przy kolej­nej fatal­nej decy­zji dla inte­re­sów Pol­ski w Księ­stwie Pru­skim, jaką było prze­ka­za­nie przez króla Ste­fana Bato­rego kura­teli nad cho­rym księ­ciem Albrech­tem Fry­de­ry­kiem mar­gra­biemu ans­bach­skiemu Jerzemu Fry­de­ry­kowi, ostat­niemu z żyją­cych i upraw­nio­nych do dzie­dzi­cze­nia na mocy trak­tatu kra­kow­skiego braci pierw­szego księ­cia pru­skiego. Jerzy Fry­de­ryk w 1577 roku otrzy­mał od króla Pol­ski prawo do admi­ni­stra­cji Pru­sami Ksią­żę­cymi jako kura­tor cho­rego władcy. Zgod­nie z doku­men­tem wysta­wio­nym przez Bato­rego miał spra­wo­wać rządy jako "książę Prus" i z tego tytułu był zobo­wią­zany zło­żyć hołd lenny kró­lowi Pol­ski. Jed­no­cze­śnie król Ste­fan potwier­dzał prawo do dzie­dzi­cze­nia lenna pru­skiego przez wład­ców Bran­den­bur­gii.

Decy­zje te zapa­dały w momen­cie cią­gle trwa­ją­cego kon­fliktu zbroj­nego pol­skiego króla z Gdań­skiem i w cie­niu zbli­ża­ją­cej się zbroj­nej roz­prawy z Iwa­nem Groź­nym. Zastrzyk finan­sowy w postaci 200 tysięcy gul­de­nów, który otrzy­mał Batory od bene­fi­cjen­tów wspo­mnia­nej decy­zji, był w tym kon­tek­ście bar­dzo poszu­ki­waną pomocą. Pyta­nie zasad­ni­cze brzmi jed­nak: czy Rzecz­po­spo­lita cza­sów Ste­fana Bato­rego była na tyle słaba, że musiała liczyć na trans­fery gotów­kowe od Hohen­zol­ler­nów, by móc pro­wa­dzić wojnę z Moskwą? Oczy­wi­ście, że nie. Nie brak gotówki był pro­ble­mem, ale brak poli­tycz­nej wyobraźni pol­skiego dworu i całego szla­chec­kiego "narodu poli­tycz­nego", zasad­ni­czo lek­ce­wa­żą­cego sprawę pru­skiego lenna lub tkwią­cego w opa­rach fał­szy­wie poję­tego miło­sier­dzia. Za mało było Dan­tysz­ków, a za dużo Kocha­now­skich.

Ostatni etap przej­mo­wa­nia przez bran­den­bur­skich Hohen­zol­ler­nów Księ­stwa Pru­skiego doko­nał się za pano­wa­nia Zyg­munta III Wazy. Pierw­sza faza nastą­piła w 1605 roku, gdy Zyg­munt III prze­ka­zał kura­telę nad cho­rym Albrech­tem Fry­de­ry­kiem elek­to­rowi bran­den­bur­skiemu Joachi­mowi Fry­de­ry­kowi (mar­gra­bia Jerzy Fry­de­ryk, dotych­cza­sowy kura­tor, zmarł w 1603 roku). W 1611 roku ofi­cjal­nie Księ­stwo Pru­skie jako lenno zostało nadane kolej­nemu elek­to­rowi, Janowi Zyg­muntowi. Ostatni akt zain­au­gu­ro­wała śmierć 18 sierp­nia 1618 roku księ­cia Albrechta Fry­de­ryka. W ten spo­sób wyga­sła panu­jąca od 1525 roku pru­ska linia ksią­żęca. Nic już nie stało na prze­szko­dzie, by bran­den­bur­scy Hohen­zol­ler­no­wie objęli wła­dzę jako ksią­żęta pru­scy w Kró­lewcu.

Dwu­dzie­stego trze­ciego wrze­śnia 1621 roku elek­tor Jerzy Wil­helm - następca zmar­łego w 1620 roku Jana Zyg­munta - zło­żył w War­sza­wie uro­czy­sty hołd lenny przed kró­lem Pol­ski Zyg­mun­tem III Wazą. Wyda­wać by się mogło, że to był wyjąt­kowo dobry czas dla Rzecz­po­spo­li­tej. W sto­sun­kowo krót­kim cza­sie po sobie na kolana przed pol­skim władcą padali caro­wie moskiew­scy i władca Bran­den­bur­gii oraz Księ­stwa Pru­skiego. W rze­czy­wi­sto­ści, czyli na dłuż­szą metę (bo w poli­tyce rze­czy­wi­ste jest to, co dłu­go­trwałe) liczyło się jed­nak to, że Kremla nie utrzy­ma­li­śmy, a Hohen­zol­ler­no­wie od 1621 roku rzą­dzili jed­no­cze­śnie w Ber­li­nie i Kró­lewcu. Pierw­szy krok na dro­dze do powsta­nia jed­no­li­tego pań­stwa bran­den­bur­sko-pru­skiego został uczy­niony. Bez zgody Rze­czy­po­spo­li­tej nie byłoby to moż­liwe.

Ponow­nie należy posta­wić zasad­ni­cze pyta­nie, czy Rzecz­po­spo­lita na początku XVII wieku była aż tak słaba, że musiała zabie­gać o popar­cie lub życz­liwą neu­tral­ność Bran­den­bur­gii, elek­to­ratu będą­cego czę­ścią Rze­szy, która wcho­dziła aku­rat w fazę ostrego kry­zysu poli­tyczno-kon­fe­syj­nego? Nie­ba­wem (w 1618 roku) skut­kuje on cią­giem krwa­wych kon­flik­tów z udzia­łem ościen­nych mocarstw (wojna trzy­dzie­sto­let­nia). Oczy­wi­ście, że nie. Podob­nie jak na wielu innych eta­pach histo­rii sto­sun­ków pru­sko-pol­skich, po naszej stro­nie mie­li­śmy do czy­nie­nia z sekwen­cją zmar­no­wa­nych szans. To spię­trze­nie nie­ko­rzyst­nych dla Rze­czy­po­spo­li­tej roz­strzy­gnięć poli­tycz­nych w XVII wieku nie było prze­cież uwa­run­ko­wane prze­wagą mili­tarną czy poli­tyczną Ber­lina nad War­szawą, ale raczej bra­kiem poli­tycz­nej wyobraźni pol­skiej elity poli­tycz­nej (dworu kró­lew­skiego i "narodu szla­chec­kiego"). Brak wyobraźni, zwłasz­cza w mate­rii poli­tycz­nej, wie­dzie do gor­szych rze­czy niż zbrod­nia - do błę­dów.