3. Niedziela Adwentu
Program życia
"Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię" (J 1,6). Głos wołający na pustyni. Ten, który przygotowuje drogę dla Pana. Ten, do którego garnąć się będą tłumy Izraelitów, tych pobożnych i tych dalekich od Boga, tych sprawiedliwych i tych, którzy za nic mieli prawo Mojżeszowe. Wszystkich ich przyciągać będzie bezkompromisowość nauki Jana Chrzciciela. Wszyscy oni pozwolą dojść do głosu swemu sercu, które tęskniło za Panem Bogiem, prawdą w życiu. Przyjmowali oni chrzest nawrócenia, chrzest duchowego oczyszczenia, gdyż w wodach Jordanu pozostawiali swe grzechy i duchowo odrodzeni mogli rozpoczynać swe życie na nowo. Grzech bowiem każdego przytłacza, odbiera radość życia, zniewala i zabija umiejętność obdarowywania drugiego człowieka miłością. Może się człowiekowi wydawać, że z grzechem da się spokojnie żyć i wielu nosi coraz większy bagaż swych przewinień. Lecz im tych win jest więcej, tym mniej radości w sercu człowieka i mniej chęci i umiejętności kochania, a coraz więcej duchowego smutku i egoizmu.
Dlatego w połowie naszej adwentowej drogi ku radości Bożego Narodzenia dziś człowiek posłany od Boga, któremu dano imię Jan, woła do mnie i do ciebie: "Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską" (J 1,23). Jan Chrzciciel zachęca nas do tego, aby w tym szczególnym czasie przygotowania do Bożego Narodzenia podjąć wysiłek duchowego odrodzenia. To duchowe odrodzenie powinno polegać na zmianie swej mentalności, zmianie sposobu myślenia. Tylko jak to zrobić? - zapyta niejeden z tu obecnych. Wszak nieraz próbowaliśmy już w życiu prostować swe drogi do drugiego człowieka, a późnej wróciły spory i kłótnie. Po wielokroć próbowaliśmy zerwać z grzechem, a on uporczywie wraca. Jak więc podjąć adwentowe wołanie Jana Chrzciciela? Na czym ma polegać nasza duchowa odmiana? Czasem bowiem najtrudniej zmienić swoją mentalność, najtrudniej zerwać wewnętrznie z grzechem. Żałować za grzechy i szczerze się wyspowiadać to jedno, lecz tak na serio postanowić sobie, że zrobię wszystko, co możliwe, by do tego grzechu nie wrócić - to zupełnie coś innego.
W książce "Podział ostateczny" C.S. Lewis opisuje historię mężczyzny, który całe życie zmaga się z pożądaniem. Na jego ramieniu siedzi demon, który każe mu robić straszne rzeczy. Mężczyzna błaga Boga:
- Boże, musisz mi pomóc. Boże, musisz mi pomóc.
Powtarza to tyle razy, że wreszcie Bóg zsyła anioła, który pyta:
- Co mogę dla ciebie zrobić?
- Towarzyszy mi demon, który mnie zmusza do okropnych czynów. Nienawidzę go - odpowiada mężczyzna.
- Może go zabić? - pyta anioł.
Mężczyzna nie jest tego pewien, przecież pokusy przynoszą także przyjemność.
- Nie wiem, czy chcę, abyś go zabił. Może mógłbyś go tylko zranić. Wiesz, może połamać nogi?
- Mogę go zabić? - znów pyta anioł.
- Zabijanie nie jest poprawne politycznie. Nie wiem, czy tego chcę.
- Mogę go zabić? - pytanie anioła staje się dręczące.
- Tak, tak, zabij go - w końcu mężczyzna się zgadza.
Demon zostaje zniszczony i zamienia się w pięknego białego rumaka, na którym mężczyzna zostaje zabrany do nieba.
Święty Paweł kieruje dziś do nas słowa, które powinny stać się programem adwentowego duchowego odrodzenia. To kolejne kroki, które warto podjąć, aby prawdziwie zerwać z grzechami, które najczęściej się w naszym życiu powtarzają. "Zawsze się radujcie" (1 Tes 5,16). Po pierwsze potrzeba nam w życiu radości. Ta radość to nie pusta, tandetna, często wulgarna rozrywka, lecz świadomość dobra, którego każdy z nas w życiu doświadczył i docenienie drugiego człowieka, który obdarowuje nas miłością. Mimo różnych trosk i kłopotów warto tak szczerze docenić swoje życie. Dlatego św. Paweł poucza nas dalej: "W każdym położeniu dziękujcie" (1 Tes 5,18). Chciejmy docenić dar miłości Bożej, dar wiary, dar łaski Bożej i całego duchowego bogactwa, które otrzymać możemy w Kościele. Kiedy zaś człowiek docenia to, co ma, to bardziej szanuje i zabiega, aby tego dobra nie stracić.
Dalej św. Paweł prosi dziś: "Nieustannie się módlcie!" (1 Tes 5,17). Nieustanna modlitwa to nie ciągłe powtarzanie słów modlitwy, lecz ciągła świadomość, że Bóg jest obok mnie, widzi moje życie i docenia to wszystko, co robię. Nieustannie się modlić to dobrze wypełniać swe obowiązki względem drugiego człowieka, każdego człowieka - tego w domu, miejscu pracy lub przygodnie spotkanego, który prosi o jakąkolwiek pomoc. Świadomość zaś, że Bóg ciągle jest obok mnie, stanie się tarczą przed uleganiem pokusom, złym nawykom, porywom emocji. Nieustanna modlitwa to akty strzeliste kierowane z serca w różnych porach dnia ku Bogu, będące wyrazem wiary, pamięci i miłości. Podobnie jak zakochani wysyłają sobie sygnały na komunikatorach internetowych, tak my chciejmy wysyłać nasze wyrazy pamięci i miłości ku Panu. Trwanie zaś w ciągłej obecności Boga będzie nas przemieniało, zniechęcało do czynienia zła.
"Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie!" (1 Tes 5,19-20). Wiara jest darem, który otrzymaliśmy, lecz wiarę można zgasić w swym sercu. Można sprzedać wiarę za przyjemności grzechu, zwodnicze nauki beztroskiego życia bez wymagań Ewangelii. Można dar wiary sprzedać za słodkie, bardzo wygodne lenistwo i duchową obojętność. Lecz stracony dar trudno będzie odzyskać. Nie poddawajmy się zwątpieniom. Wierzmy Bogu mimo kłopotów i trosk. Nie odwracajmy się od Pana ze względu na gorszące zachowania innych wierzących, szczególnie tych, którym więcej dano, gdyż Bóg ich na pewno sprawiedliwie rozliczy, więcej wymagając. Wiara jest pomocą w pokonywaniu pokus. Wiara jest zbroją przeciw zasadzkom Złego. Wiara jest źródłem duchowych sił do zwyciężania swych słabości. Wiara w końcu wiedzie nas ku temu, aby przyjmować naukę Kościoła. Dlatego św. Paweł prosi, aby nie lekceważyć proroctw, czyli nie odwracać swego umysłu od nauki, która wiedzie ku wiecznemu zbawieniu.
"Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!" (1 Tes 5,21). Czy to, co słyszysz w Kościele, służy twojemu dobru, czy może wiedzie ku twej krzywdzie? Czy wierność słowom Ewangelii, które często są bardzo wymagające, prowadzi do życiowego dramatu czy może owocować będzie spełnieniem i szczęściem? Przykazania Boże nas ograniczają czy raczej chronią i ustawiają w odpowiedniej hierarchii wartości? Propozycja, by żyć bez Boga, poza wspólnotą Kościoła, w oderwaniu od Bożych przykazań, jest lepszym programem życia? Św. Paweł zachęca, aby to zbadać, sprawdzić, obiektywnie rozsądzić i zachować w życiu to, co szlachetne. Wiele bowiem mamy propozycji łatwego, wygodnego życia. Lecz trzeba roztropnie osądzić, czy warto słuchać tych propozycji.
W końcu św. Paweł prosi: "Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła" (1 Tes 5,22). Większość grzechów, które popełniamy, są wynikiem pokusy, której sami szukaliśmy i z rozmysłem się jej poddaliśmy. Gdyby człowiek sam nie szukał okazji do grzechu, o ile więcej dobra byłoby na świecie pomiędzy nami. Gdyby człowiek był tak roztropny w życiu moralnym, jak stara się być rozsądny w dbaniu o swoje zdrowie, to o ile mniej byłoby grzechów na naszym duchowym koncie. Na nic bowiem radość z wiary, trwanie na modlitwie z Bogiem, wdzięczność za wszystko, co w życiu otrzymujemy i zabieganie o rozwój swej wiary, jeżeli człowiek w sercu nie podejmie decyzji o tym, by unikać choćby pozoru zła. Z szatanem się nie dyskutuje, gdyż on zawsze zwycięży człowieka. Jednocześnie to właśnie docenienie daru wiary, radość z miłości Bożej i głęboka przyjaźń z Chrystusem będą tarczą przed tym, aby nie wchodzić na drogę zła. To jak szczęśliwy, kochany, kochający i doceniający dar swej miłości małżonek nie jest zainteresowany choćby pozorem zdrady, gdyż pełnię szczęścia ma w domu. Większość zdrad zaczyna się bowiem od tego, że czegoś w domu brakuje lub że daru miłości się nie docenia.
Posłuchajmy więc wołania człowieka, któremu Jan było na imię. Posłuchajmy dobrych rad św. Pawła. Podejmijmy wysiłek duchowej odmiany, a może wcześniej trzeba po prostu docenić dar wiary, dar Kościoła, dar miłości Bożej, które są naszym udziałem.
Amen.