Prosto i uważnie na co dzień - Agnieszka Krzyżanowska

Kup ebooka

31.50 zł
25.83 zł (25,33 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PO­GOŃ ZA PO­WOL­NO­ŚCIĄ

Mam za sobą dłu­gą dro­gę po­wro­tu do sta­nu spo­ko­ju i od­rzu­ce­nia po­śpie­chu. Za­nim na nią tra­fi­łam, wy­cho­wy­wa­łam dwój­kę dzie­ci w wie­ku przed­szkol­no-szkol­nym, pra­co­wa­łam, pra­wie co­dzien­nie wy­ra­bia­jąc nad­go­dzi­ny, w week­en­dy uczy­łam się, zdo­by­wa­łam ko­lej­ne dy­plo­my i usi­ło­wa­łam ogar­nąć cha­os w domu i w so­bie, głę­bo­ko prze­ko­na­na, że tak wła­śnie wy­glą­da do­ro­słe, nor­mal­ne ży­cie. We wszyst­kie swo­je role bar­dzo chcia­łam an­ga­żo­wać się na sto pro­cent. Jeść wszyst­kie ciast­ka i cały czas je mieć.

Moje za­an­ga­żo­wa­nie z pew­no­ścią za­słu­gi­wa­ło na ty­tuł pra­cow­ni­ka roku, choć pra­ca wy­czer­py­wa­ła mnie emo­cjo­nal­nie, a kil­ka razy w ty­go­dniu zo­sta­wa­łam w biu­rze dłu­żej ze wzglę­du na nie­ustan­ne szko­le­nia i spo­tka­nia. I na­wet je­śli za nad­go­dzi­ny mo­głam wziąć wol­ne, to ze zdzi­wie­niem od­kry­wa­łam, że ze zmę­cze­nia po pro­stu nie mam ocho­ty na nic.

Dzi­siaj je­stem prze­ko­na­na, że wspa­nia­le brzmią­ce ha­sło work-life ba­lan­ce to pięk­na teo­ria, któ­ra nie wy­trzy­mu­je zde­rze­nia z rze­czy­wi­sto­ścią. Wy­mysł współ­cze­snej kul­tu­ry, ma­ją­cy jak naj­dłu­żej utrzy­mać nas w ilu­zji bez­kon­flik­to­we­go go­dze­nia ży­cia za­wo­do­we­go i ro­dzin­ne­go i za­chę­cić do bra­nia na sie­bie co­raz więk­szej licz­by obo­wiąz­ków. Nie­ste­ty, nie moż­na być świet­nym we wszyst­kim. Nie da się funk­cjo­no­wać bez­ko­li­zyj­nie i spraw­dzać się w każ­dej roli.

Ży­je­my co­raz szyb­ciej i pra­cu­je­my co­raz wię­cej, aby co­raz wię­cej po­sia­dać. Jesz­cze ni­g­dy nie było nam tak trud­no spro­stać kul­tu­ro­wym i spo­łecz­nym wy­ma­ga­niom, z któ­ry­mi co­dzien­nie mu­si­my się kon­fron­to­wać. Kil­ka lat temu, wra­ca­jąc w pe­wien upal­ny, lip­co­wy dzień z pra­cy, zda­łam so­bie spra­wę, że pod­da­jąc się temu tem­pu, ła­piąc każ­dą oka­zję i moż­li­wość, któ­rą mi się ofe­ru­je, po­gu­bi­łam gdzieś wszyst­ko to, co kie­dyś było moją siłą i in­te­gral­ną czę­ścią mnie: we­wnętrz­ny spo­kój, umie­jęt­ność cie­sze­nia się z dro­bia­zgów i wresz­cie sza­cu­nek do chwi­li, któ­ra wła­śnie trwa.

KSIĄŻ­KA O PROST­SZYM ŻY­CIU

Tam­te­go lata czu­łam we­wnętrz­ną po­trze­bę wy­sprzą­ta­nia prze­strze­ni wo­kół sie­bie i w ten spo­sób od­kry­łam mi­ni­ma­lizm. Ale obok sprzą­ta­nia szaf i pa­ko­wa­nia wor­ków z nie­uży­wa­ny­mi ubra­nia­mi i daw­no prze­czy­ta­ny­mi książ­ka­mi po­ja­wi­ła się też po­trze­ba zro­bie­nia po­rząd­ków w gło­wie i za­da­nia so­bie naj­waż­niej­sze­go py­ta­nia: kim je­stem i co sta­no­wi dla mnie war­tość? W ten spo­sób, zu­peł­nie in­tu­icyj­nie i jesz­cze o tym nie wie­dząc, we­szłam na dro­gę esen­cja­li­zmu.

Dwa lata póź­niej przy­pad­kiem tra­fi­łam na wy­da­nie ma­ga­zy­nu "Kin­folk" (kwar­tal­nik pro­pa­gu­ją­cy ideę slow life) w ca­ło­ści po­świę­co­ne esen­cja­li­zmo­wi. Oka­za­ło się, że to, co prak­ty­ku­ję od ja­kie­goś cza­su, to wła­śnie esen­cja­lizm. W 2015 roku po­ja­wi­ło się też na pol­skim ryn­ku wy­da­nie be­st­sel­le­ro­we­go Esen­cja­li­sty Gre­ga McKe­ow­na - książ­ki opi­su­ją­cej przede wszyst­kim esen­cja­lizm w za­rzą­dza­niu, ale do­brze przy­bli­ża­ją­cej głów­ne idee tej fi­lo­zo­fii w co­dzien­nym ży­ciu.

O czym jest za­tem książ­ka, któ­rą trzy­masz w dło­niach? Choć po­zo­sta­ję ostroż­na wo­bec "-izmów" i za­my­ka­nia się w de­fi­ni­cjach (bli­żej mi do prze­strze­ni i otwar­to­ści po­jęć), jest to opo­wieść o uważ­nej co­dzien­no­ści w du­chu esen­cja­li­zmu. O wal­ce o we­wnętrz­ną wol­ność od kon­su­menc­kie­go sys­te­mu i nad­mia­ru. O przy­stan­kach na przy­jem­no­ści i sta­now­czym mó­wie­niu "nie" rze­czom i moż­li­wo­ściom, któ­re za­bie­ra­ją nam waż­ne dla nas te­raź­niej­szość i czas.

"Bądź za­wsze po­cząt­ku­ją­cym, ni­g­dy nie mów, że wiesz.

Shun­ryu Su­zu­ki, Umysł zen, umysł po­cząt­ku­ją­ce­go

Idąc za radą wiel­kie­go na­uczy­cie­la zen, nie mam od­wa­gi na­zy­wać sie­bie esen­cja­list­ką. Uczę się tej uważ­nej prak­ty­ki co­dzien­nie. Co­dzien­nie wiem o tym tro­chę wię­cej, ale i tak ko­lej­ny dzień wciąż po­tra­fi mnie za­sko­czyć. Nie jest to ła­twe. We współ­cze­snym świe­cie ła­two się po­gu­bić. Chcąc na­praw­dę po­zo­stać wier­nym so­bie i swo­im war­to­ściom, trze­ba cały czas za­cho­wy­wać dys­cy­pli­nę.

ESEN­CJA­LIZM VER­SUS MI­NI­MA­LIZM

Esen­cja­lizm jest bar­dzo bli­ski za­ło­że­niom mi­ni­ma­li­zmu. Ale je­śli ten dru­gi zaj­mu­je się re­duk­cją po­sia­da­nych przez nas rze­czy, to esen­cja­lizm wcho­dzi na po­ziom war­to­ści i we­wnętrz­nych po­trzeb. Mi­ni­ma­lizm dys­kret­nie to­wa­rzy­szy mi od kil­ku lat. Z po­wo­dów świa­to­po­glą­do­wych (nie jest mi obo­jęt­na kon­dy­cja na­szej pla­ne­ty), czy­sto prak­tycz­nych (kto ma dużo w sza­fach i małe dzie­ci, ten ma w domu dużo pra­cy) i z po­wo­du róż­nych do­świad­czeń ży­cio­wych kil­ka lat temu po­ja­wi­ła się w mo­jej gło­wie głęb­sza re­flek­sja na te­mat po­sia­da­nia.

Z nie­przy­tom­nej z za­chwy­tu by­wal­czy­ni pchlich tar­gów sta­łam się uważ­ną ko­ne­ser­ką użyt­ko­wych sta­ro­ci. Po­rzu­ci­łam za­ku­py w ulu­bio­nej sie­ciów­ce, któ­rej dłu­gi czas by­łam od­da­ną fan­ką. Oczy­ści­łam sza­fy i szu­fla­dy, zna­la­złam róż­ni­ce mię­dzy po­trze­ba­mi a za­chcian­ka­mi, i to te niu­an­se są dziś dla mnie głów­nym kry­te­rium pod­czas za­ku­pów. Wes­tchnę­łam nad szpil­ka­mi, któ­re mia­łam na so­bie raz, bo od lat prze­gry­wa­ły z tramp­ka­mi i ka­lo­sza­mi. Naj­dłu­żej roz­sta­wa­łam się z książ­ka­mi, ale w koń­cu się po­zby­łam spo­rej ich czę­ści.

Mi­ni­ma­li­stycz­ne na­wy­ki to­wa­rzy­szą mi co­dzien­nie. Cie­szy mnie brak przy­mu­su ku­po­wa­nia no­wych rze­czy i nie­ule­ga­nie tren­dom. Wo­bec fak­tu, że mogę każ­de­go ran­ka na­pić się cie­płej kawy i mam komu zro­bić śnia­da­nie, nie są aż tak istot­ne nowe for­my i ko­lo­ry mod­ne tej wio­sny, po­mi­ja­jąc już fakt, że jest to aku­rat żół­ty, w któ­rym zu­peł­nie sie­bie nie wi­dzę. Ga­le­rie han­dlo­we od­wie­dzam wte­dy, kie­dy na­praw­dę mu­szę, wy­bie­ram skle­py na przed­mie­ściach albo ro­bię za­ku­py przez in­ter­net, żeby unik­nąć tłu­mów.

Świa­do­mość, że ktoś na mnie cze­ka i je­stem dla nie­go waż­na, sku­tecz­nie le­czy mnie też z po­ja­wia­ją­ce­go się cza­sem żalu, że w tym mo­men­cie nie stać mnie na coś, o czym ma­rzę. Spo­glą­da­nie za sie­bie i uświa­da­mia­nie so­bie, że jed­nak cią­gle, ma­ły­mi kro­ka­mi, uda­je mi się coś osią­gać, zwal­nia­ją zaś z pod­pa­try­wa­nia wiel­kich suk­ce­sów in­nych.

Ha­sło "mniej zna­czy wię­cej" jest dla mnie waż­ne i mam do mi­ni­ma­li­zmu sto­su­nek bar­dzo ser­decz­ny, bo zmie­nia wie­le w moim po­dej­ściu do ma­te­rii. Do­ce­niam i pie­lę­gnu­ję wol­ność od sys­te­mu i kul­tu­ry nad­mia­ru, te dwa wy­jąt­ko­we dary mi­ni­ma­li­stycz­nej prak­ty­ki.

KON­CEN­TRA­CJA NA WAR­TO­ŚCIACH

Taką per­spek­ty­wę roz­ta­cza przed nami esen­cja­lizm, któ­ry moż­na by uznać za uak­tu­al­nio­ną wer­sję mi­ni­ma­li­zmu. Za­miast po­zby­wać się tego, co mamy w nad­mia­rze, trze­ba naj­pierw od­na­leźć to, co dla nas naj­waż­niej­sze, i na tym się kon­cen­tro­wać. Esen­cja­lizm prze­su­wa punkt cięż­ko­ści z rze­czy, któ­ry­mi się ota­cza­my, na war­to­ści. To one sta­no­wią isto­tę do­bre­go, świa­do­me­go ży­cia. Ktoś, kto po­dą­ża za wska­zów­ka­mi tej fi­lo­zo­fii, co­dzien­nie za­da­je so­bie py­ta­nia: co jest dla mnie waż­ne? Czy je­stem bli­sko tego, co jest dla mnie istot­ne? Czy dbam o to i po­świę­cam temu czas?

Kil­ka lat temu usły­sza­łam zda­nie, któ­re zmie­ni­ło moje po­dej­ście do sie­bie i wła­snych sta­rań: "Je­śli ty nie po­dej­miesz de­cy­zji za sie­bie, ktoś bę­dzie je po­dej­mo­wał za cie­bie". Po­dob­nie trak­tu­je spra­wę esen­cja­lizm - to od­wa­ga do­ko­ny­wa­nia wła­snych wy­bo­rów, któ­re sta­no­wią o ja­ko­ści na­sze­go ży­cia. Je­śli nie po­tra­fisz usta­lić swo­ich prio­ry­te­tów, inni usta­lą je za cie­bie. Je­śli nie po­tra­fisz wy­brać, a naj­praw­do­po­dob­niej czę­sto się gu­bisz, po­nie­waż moż­li­wo­ści wy­bo­ru jest tak wie­le, zro­bią to za cie­bie inni.

Esen­cja­lizm to od­wa­ga mó­wie­nia "nie". Jest w tym sza­cu­nek do sa­me­go sie­bie. Dba­łość o spra­wy waż­ne z na­sze­go punk­tu wi­dze­nia. Z taką per­spek­ty­wą ła­twiej po­dej­mo­wać do­bre dla nas de­cy­zje. I w tym wi­dać róż­ni­cę w po­rów­na­niu z mi­ni­ma­li­zmem - punk­tem cięż­ko­ści je­ste­śmy my, do­cie­ra­nie do sie­bie, a nie tyl­ko re­duk­cja przed­mio­tów, któ­re nas ota­cza­ją.

W esen­cja­li­zmie nie ma miej­sca na za­da­nio­wość. McKe­own w wy­wia­dzie we wspo­mnia­nym ma­ga­zy­nie "Kin­folk"1 za­uwa­ża, że sło­wo "prio­ry­tet" przez całe wie­ki funk­cjo­no­wa­ło w ję­zy­ku an­giel­skim tyl­ko w licz­bie po­je­dyn­czej, do­pie­ro oko­ło roku 1900 za­czę­ło się po­ja­wiać w licz­bie mno­giej. Ta drob­na, ale jak­że istot­na zmia­na ję­zy­ko­wa sta­ła się dla au­to­ra jed­nym z im­pul­sów do na­my­słu nad kon­dy­cją współ­cze­sne­go czło­wie­ka i na­pi­sa­nia swo­jej książ­ki.

1 "Kin­folk" 2015, nr 16, s. 100.

Na­wet ję­zyk do­stra­ja się do po­trzeb cza­sów, w któ­rych jest uży­wa­ny. Mno­gość za­kła­da wy­daj­ność, ale czy na pew­no ja­kość? Czy moż­na mieć wie­le prio­ry­te­tów i jed­no­cze­śnie dbać o ja­kość ży­cia?

PO­TRÓJ­NA ZA­SA­DA ESEN­CJA­LI­ZMU

Esen­cja­lizm uczy ży­cia bez po­śpie­chu - jed­ne­go z więk­szych luk­su­sów na­szych cza­sów. "Nie mam cza­su" i "Spie­szę się" to jed­ne z naj­czę­ściej sły­sza­nych i wy­po­wia­da­nych przez nas ko­mu­ni­ka­tów. Czę­sto nie zda­je­my so­bie spra­wy, że nie da się od­po­wie­dzial­nie po­dej­mo­wać de­cy­zji, bę­dąc w nie­ustan­nym bie­gu, z nie­koń­czą­cą się licz­bą moż­li­wo­ści.

Nie zda­rzy­ło mi się ni­g­dy, że­bym, dzia­ła­jąc pod pre­sją cza­su, pod­ję­ła słusz­ną de­cy­zję. Każ­de na szyb­ko ku­pio­ne buty, fo­tel czy kurs on­li­ne przy­no­si­ły roz­cza­ro­wa­nie. Pod pre­sją cza­su je­ste­śmy też w sta­nie wy­dać wię­cej, bo wte­dy pod­świa­do­mie wy­żej oce­nia­my pro­duk­ty. Do­sko­na­le wie­dzą o tym sprze­daw­cy. Je­śli o ofer­cie czy­ta­my, że jest li­mi­to­wa­na i koń­czy się za dwie go­dzi­ny, pro­po­zy­cja wy­da­je nam się bar­dziej atrak­cyj­na, a szyb­sze ude­rze­nia ser­ca po­ma­ga­ją w pod­ję­ciu de­cy­zji o na­tych­mia­sto­wym za­ku­pie. W stre­sie, wśród nie­skoń­czo­nej licz­by pro­duk­tów, tra­ci­my pew­ność sie­bie i prze­ko­na­nie, że na­praw­dę wie­my, co jest nam nie­zbęd­ne.

"Przy­ro­da się nie spie­szy, a jed­nak za wszyst­kim na­dą­ża.

La­ozi

Dzie­ci brak po­śpie­chu mają w na­tu­rze. Na nowo uczę się tego od nich. Uczę też sie­bie i swo­je po­cie­chy czę­ste­go za­da­wa­nia so­bie py­ta­nia, czy coś, co wła­śnie trzy­ma­my w ręku i bar­dzo chce­my mieć, jest nam na­praw­dę po­trzeb­ne. Czy wzię­cie udzia­łu w spo­tka­niu, na któ­re do­sta­łam za­pro­sze­nie, jest war­te mo­je­go cza­su? Czy dzię­ki nie­mu moje ży­cie wzbo­ga­ci się o coś cen­ne­go? I - wbrew po­zo­rom - nie są to py­ta­nia ego­istycz­ne. Nie cho­dzi o za­spo­ko­je­nie ego, ale o ja­kość na­sze­go ży­cia. O sta­ran­ną se­lek­cję i dba­nie o war­to­ści w kul­tu­rze po­wszech­nej zgo­dy na wszyst­ko, co się wo­kół nas po­ja­wia.

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej.