Proś mnie, o co Chcesz. Tom 2: Dopóki jestem - Megan Maxwell


Reflow text when sidebars are open.
W poniedziałek zaczyna się nowy tydzień. Fernando się nie odzywał, za co właściwie jestem mu wdzięczna. Za każdym razem, kiedy pomyślę sobie, co zrobiłam, ogarnia mnie wstyd. Jestem wstrętną świnią. Wykorzystałam słabość, jaką do mnie czuje, a kiedy zdobyłam to, co chciałam, zostawiłam go, nie przejmując się jego uczuciami.
Sprawdzam pocztę tysiąc razy, dwa tysiące, trzy, ale Eric nie odpisuje. Odpowiedzią jest jego milczenie, które mnie jeszcze bardziej wkurza. Nie ma wątpliwości, że nic dla niego nie znaczę. Byłam dla niego jeszcze jedną zdobyczą i muszę się z tym pogodzić. Jestem debilką!
Zjawia się moja szefowa i dziś jest wyjątkowo bezczelna. Miguel próbuje mnie od niej uwolnić w najlepszy sposób, jaki zna. Seks! Ja udaję głupią i zachowuję się tak, jakbym o niczym nie wiedziała. Właściwie jestem Miguelowi wdzięczna za to, że ją czymś zajmuje.
Dni mijają, tatuażu prawie już nie czuję. Przestrzegałam wszystkich wskazówek Nacho, nadal noszę opatrunek, który mi założył.
W dalszym ciągu nie mam wiadomości od Erica.
Szefowa, jak zwykle, jest strasznie sympatyczna. Zarzuca mnie pracą aż do ostatniego dnia, a ja, jak na dobrą pracownicę przystało, ją wykonuję. Jeżeli czegoś nauczył mnie ojciec to właśnie tego, żeby nie zostawiać nic niedokończonego.
W czwartek umawiam się ze znajomymi na piwo. Jest z nami Nacho, pyta o mój tatuaż. Tylko on o nim wie i nie chcę, żeby dowiedział się ktoś więcej. Umawiam się z nim na piątek w jego studio, żeby go obejrzał.
Nareszcie piątek!
Za kilka godzin zaczynam urlop.
Eric nadal nie dał znaku życia ani nie napisał o wyjeździe na delegację, więc temat uznaję za zamknięty. Po przemyśleniu kwestii tysiąc razy, postanawiam dłużej o tym nie myśleć. Ale to niemożliwe, bo Eric mnie nie opuszcza. Wyłączam komputer, żegnam się z kolegami i nie mogę w to uwierzyć. Prawie miesiąc będę z dala od tego biura, od tej atmosfery, i strasznie mi się ta perspektywa podoba. Wychodzę i idę prosto do Nacho. Ogląda tatuaż i mówi, że mogę już zdjąć ochronny opatrunek.
W domu na automatycznej sekretarce mam wiadomość od mojej siostry. Prosi, żebym wzięła siostrzenicę na dwie noce. Ma plany wobec Jesúsa. Nie jestem w stanie odmówić, więc się zgadzam. Moja siostra szaleje z radości, a ja się uśmiecham.
O dziewiątej wieczorem moja niesamowita siostrzenica zjawia się u mnie i zamienia się w panią telewizora, a moja siostra, szepcząc i wzdychając, opowiada mi o swoich ostatnich ekscesach seksualnych. Kiedy wychodzi, siostrzenica prosi, żebym zadzwoniła do Telepizzy i jemy razem pizzę z szynką, a ja jestem zmuszona do oglądania absurdalnej kreskówki o Sponge Bobie. Nie wiem, dlaczego jej się podoba.
O dwunastej, wykończona Sponge Bobem, Skalmarem Obłymnosem i słuchaniem "burger cangreburger", idziemy do łóżka. Luz upiera się, że chce spać ze mną, a ja jej pozwalam, zadowolona.
W niedzielę rano zjawia się moja siostra, radosna jak skowronek, rzuca mi tylko: "wszystko ci opowiem!", i szybko wychodzi z moją siostrzenicą. Szwagier czeka w samochodzie, zastawił kogoś. Tego wieczoru, wyciągnięta na kanapie, przyglądam się mojej walizce. Następnego dnia wyjeżdżam do Jerez spędzić parę dni z moim ojcem. Wypijam szklankę wody i kładę się do łóżka i zanim zgaszę lampkę, patrzę na odciśnięte na niej usta Erica. Gaszę światło i postanawiam iść spać. Potrzebuję snu.
Mój przyjazd do Jerez, do domu ojca, jak zawsze jest powodem zamieszania w sąsiedztwie. Lola, barmanka, mnie przytula, Pepi, z winiarni, mnie całuje. Bicharón i Lucena na mój widok robią potrójne salto z radości. Wszyscy mnie kochają. Mój ojciec jest bardzo szanowany. Przez całe życie prowadzi typowy warsztat samochodowy i motocyklowy, Warsztat Flores i jest tu bardziej znany niż dobre wino.
Po południu, kiedy kąpię się w cudownym basenie, który postawił przy domu, zjawia się Fernando.
Podpływając do brzegu, zwracam uwagę na jego białe spodnie i lnianą pomarańczową koszulę. Jest elegancki, jak zwykle, a te kolory idealnie podkreślają odcień jego skóry. Uśmiecha się. To dobry znak.
- Cześć, jerezanko!
- Czeeeeeść!
- Najwyższy czas, żebyś wróciła do domu, niewdzięcznico!
Jego słowa i uśmiech mówią mi, że wszystko u niego w porządku, że już nie jest na mnie zły. To mnie podnosi na duchu. Wychodzę z basenu w bikini w wojskową panterkę i widzę, jak mierzy mnie wzrokiem od stóp do głów. Mój ojciec, który nie widzi jego spojrzenia, podchodzi do nas od tyłu.
- Patrz, kto do ciebie przyszedł, czarnulko. Chcesz piwko, Fernando?
- Dziękuję Manuel, z przyjemnością wypiję.
Ojciec odchodzi, zostawiając nas samych. Patrzymy na siebie.
- Cooooooooo? - pytam go ze śmiechem.
- Bardzo ładnie wyglądasz.
- Dziękiiiiiiiiiiii... - szepczę, zadowolona z komplementu, ocierając twarz ręcznikiem. - Ty też.
Podchodzę do niego i daję mu dwa buziaki. Czuję jego dłonie na mojej mokrej talii i nie wypuszcza mnie, więc go ganię.
- Puść mnie, bo mój tata poleci z opowieściami do twojego i w dwa dni zorganizują nam ślub.
- Jeżeli dzięki temu będę mógł cię częściej widywać, zgadzam się!
Śmieję się, wypuszcza mnie. Siadamy na jednym z krzeseł.
- Co tam u ciebie?
- Dobrze. A u ciebie?
Fernando kiwa głową. Nie chce drążyć tego, co zaszło. W tej chwili pojawia się mój ojciec z dwoma piwami i coca-colą dla mnie.
Przez dobrą chwilę rozmawiamy we trójkę przy basenie. O ósmej Fernando zaprasza mnie na kolację. Chcę powiedzieć, że nie, że nie mam ochoty, ale ojciec szybko zgadza się za mnie. O dziewiątej, wyszykowana, wychodzę z domu ojca z Fernando i wsiadam do jego samochodu.
Zawozi mnie do nowej restauracji w Jerez na całkiem miłą kolację. Fernando jest sympatyczny i nigdy nie brakuje nam tematów do rozmowy. Wychodzimy stamtąd i idziemy na taras się czegoś napić.
- Judith - mówi, kiedy najmniej się tego spodziewam. - Gdybym cię zaprosił, żebyś pojechała ze mną na parę dni do Algarve, zgodziłabyś się?
Mało brakuje, żebym się udławiła.
- Skąd nagle to pytanie? - Patrzę na niego.
Fernando opiera się na stole i odgarnia mi z oczu kosmyk włosów.
- Przecież wiesz.
Patrzę na niego zdezorientowana. Znowu to samo? Nim zdążę cokolwiek powiedzieć, pochyla się do mnie i mnie całuje. Jego język dotyka moich warg.
- Twój szef nie jest dla ciebie odpowiedni.
Chwileczkę. Fernando mówi mi o Ericu?
- Eric Zimmerman nie jest takim mężczyzną, za jakiego go masz.
- O czym ty mówisz?
Fernando pieści moją twarz.
- Powiedzmy, że obraca się w kręgach, które nie są dla ciebie wskazane.
Nie muszę pytać, o co mu chodzi, wiem. Ale krew mi się ścina, kiedy sobie uzmysławiam, że Fernando interesuje się moim życiem. Dlaczego ostatnio wszyscy mnie szpiegują? Patrzę mu w oczy, zła.
- Co ty możesz wiedzieć o moim szefie i kręgach, w których się obraca?
- Judith, jestem policjantem i bez trudu mogę się zorientować w pewnych tematach. Eric Zimmerman jest bogatym niemieckim przedsiębiorcą, który bardzo lubi kobiety. Obraca się w bardzo specyficznym środowisku i wiadomo, że lubi dzielić coś więcej niż przyjaźń.
Świadomość, że Fernando wie pewne rzeczy na temat Erica mnie niepokoi, czuję się niezręcznie.
- Słuchaj, nie wiem, o czym mówisz, ani mnie to nie interesuje - odpowiadam, bo nie jestem w stanie utrzymać języka za zębami. - Ale nie bardzo rozumiem, jakim cudem ty opowiadasz mi o moim szefie i o jego prywatnym życiu.
- Judith, twój szef mnie nie obchodzi, ale ty, tak - wyjaśnia, patrząc na mnie. - Nie chcę, żebyś podjęła złą decyzję. Wiem, kim jesteś, podobasz mi się i nie chcę, żeby ktokolwiek popsuł to, co jest między nami.
- Między nami? A co jest między nami?
- Między nami jest to, co jest. Podobamy się sobie od lat i...
- Booooożeeee... Booooooożeeee - szepczę przerażona.
- Judith, ten mężczyzna nie...
- Dość tego! Nie chcę, żebyś opowiadał o moim szefie ani o moim życiu prywatnym, jasne?
Fernando kiwa głową, że tak, a między nami znów zapada krępująca cisza.
- Odwieź mnie do domu, bo pójdę sama, wybieraj! - Wstaję.
On również wstaje, opróżnia swój kieliszek i wyciąga z kieszeni kluczyki do samochodu.
- Jedziemy.
Wsiadamy do auta. Fernando prowadzi, oboje milczymy.
- Judith, pomyśl o tym, co ci powiedziałem - szepcze, kiedy dojeżdżamy pod drzwi domu mojego taty i kiedy wyłącza silnik.
Przysuwa się do mnie i mnie całuje. Dotyka moich ust ze słodyczą i z początku mu odpowiadam, ale kiedy w moich myślach pojawia się Eric, odsuwam się. Otwieram drzwiczki samochodu, wysiadam i klnąc pod nosem, idę do domu taty.
Przez dwa dni Fernando się nie pojawiał, ale przysyła mi esemesy, pytając, jak się czuję, albo po to, żeby zaprosić mnie na obiad czy na kolację. Nie przyjmuję jego zaproszeń. Nie chcę go widzieć.
Świadomość, że interesował się moim życiem i życiem Erica doprowadza mnie do furii. Co się dzieje z tymi facetami?
Piątego dnia budzę się z uśmiechem. Pokój wygląda tak jak zawsze. Tata dba o to, żeby nic się nie zmieniło i kiedy słyszę, jak puka do drzwi, uśmiecham się.
- Dzień dobry, czarnulko.
Ten słodki, andaluzyjski ton, jakim się do mnie zwraca, rozczula mnie. Siadam na łóżku.
- Dzień dobry, tato.
Jak zwykle, tata przynosi mi śniadanie do łóżka, przynosi śniadanie też dla siebie. To nasza chwila w ciągu dnia, kiedy rozmawiamy sobie na różne tematy. Coś, co oboje uwielbiamy.
- Co będziesz dziś robić?
Biorę łyk przepysznej kawy.
- Umówiłam się z Rocío. Chcę poznać jej siostrzeńca.
Ojciec kiwa głową i odgryza kęs grzanki.
- Słodki dzieciak. Dali mu Pepe, po dziadku Pepelu. Zobaczysz, jaki jest ładny. A właśnie, dzwonił Fernando. Chciał z tobą rozmawiać i powiedział, że zadzwoni trochę później.
Nie podoba mi się to, ale staram się nie dać tego po sobie poznać. Nie chcę, żeby tata wyciągnął mylne wnioski. Ale on nie jest głupi.
- Pokłóciłaś się z Fernando?
- Nie.
- To dlaczego nie przyjeżdża po ciebie do domu, jak zwykle?
Świdruje mnie wzrokiem. Wiem, że oczekuje prawdy.
- Słuchaj, tato. Bądźmy szczerzy, jesteśmy dorośli. Fernando chce ode mnie czegoś, czego ja nie chcę od niego. Jest wspaniałym przyjacielem, ale między nami nigdy nie będzie nic więcej, bo obecnie myślę o innej osobie. Rozumiesz mnie, prawda?
Tata odpowiada, że tak. Odgryza kolejny kęs grzanki i przełyka, a potem zmienia temat.
- Wiesz, kiedy przyjeżdża twoja siostra?
- Nic mi nie mówiła, tato.
- Dzwonię do niej, ale ostatnio ciągle jej się gdzieś spieszy. Ale słychać, że jest zadowolona. Nie wiesz dlaczego? - Uśmiecham się. Gdyby tata wiedział...
- Mówiłam, tato, nie mam pojęcia, co zamierza! Ale na pewno przyjadą do ciebie w trójkę na parę dni. Wiesz, że Luz... jak nie zobaczy swojego dziadzia, to nie przeżyje.
Tata uśmiecha się i wzdycha.
- Oj, moja Luz...! Ale się stęskniłem za tym małym brzdącem. - Patrzy na mnie i dodaje: - A jeżeli chodzi o Fernando, od tej chwili zamykam buzię na kłódkę, ale, córciu, chyba nie spotykasz się dalej z tym chłopakiem, z którym widziałem cię ostatnim razem w Madrycie?
Zanoszę się od śmiechu.
- Słuchaj, moja kochana - ciągnie, zanim zdążę odpowiedzieć. - Wiem, że tam, w stolicy, wszyscy jesteście bardzo nowocześni. Ale, ha!, jak mi się nie spodobał ten chłopak, jak zobaczyłem, że ma kolczyk w brwi, a drugi w nosie.
- Spokojnie, tato... To nie on zaprząta mi głowę.
- Cieszę się, czarnulko. Tamten wyglądał na lepszego cwaniaczka.
Słysząc tę uwagę, wybucham śmiechem, a tata razem ze mną. Przeciągamy śniadanie przez dobrą chwilę, aż w końcu tata spogląda na zegarek.
- Muszę iść do warsztatu.
- Dobrze, tato, widzimy się po południu!
- Wpadnij później na tor. Będę tam.
- Na tor? Po co?
Widzę jego roześmiane spojrzenie, ale nie zdradzając nic więcej, wstaje w łóżka.
- Wpadnij o piątej. Mam dla ciebie niespodziankę.
Tata i jego sekreciki. Ale od razu wiem, o co mu chodzi. Przyjmuję zaproszenie. Tata wychodzi, a ja ustawiam domek z tostów.
Koniec wersji demonstracyjnej.