Zacny Koronny Hetmanie!
Wiem, żeć wszytkiego dostanie, Czego trzeba ku bojowi Dobremu walecznikowi; Ale na zamiar co wadzi, Mieć rysztunku i czeladzi? Przetoż weźmi też ode mnie Nie zbroję, kowaną w Lemnie, Albo tarcz nieprzełomioną, Od Cyklopów urobioną: Lecz proporzec, pięknie tkany I z Helikonu podany Od córek wdzięcznej pamięci, Bez których łaski i chęci Hetmań, niech jaki chce, wstanie, Sławy trwałej nie dostanie. Oto w zacnym ubierze i w złotej koronie Siadł pomazaniec boży na swym pańskim tronie, Jabłko złote i złotą laskę w ręku mając, A zakon nawyższego na łonie trzymając. Miecz przed nim srogi, ale złemu tylko srogi, Niewinnemu na sercu nie uczyni trwogi.
Z obu stron zacny Senat koronny, a wkoło Sprawiony zastęp stoi i rycerstwa czoło. Przystąp, Olbrychcie młody, zacnych książąt plemię, Który trzymasz w swej władzy piękną pruską ziemię, Z łask cnych Królów Polskich; uczyń panu swemu Winną poczciwość, a ślub wiarę dzierżeć jemu. Co tak ziścisz, jeśli spraw ojca cnotliwego Trzymać się będziesz, z których on u pana swego Był zawżdy w takiej wadze, że nie hołdownikiem, Ale zdał się być jednym państwa uczesnikiem. Jego tedy postępki mądre uczyniły, Jego wiara i cnota, że, co srodze były Pruskie kraje strapione ustawicznym bojem, Wrychle jęły się cieszyć pożądnym pokojem. Miecze na niezrobione lemięsze skowano, Szable na krzywe kosy i na sierpy dano; Morza i drogi bystrych rzek uspokojone, Miasta z rumów upadłych znowu wyniesione; Nieprzyjaciele w łaskę przyjęci, a owi, Co ku zwadzie skłonniejszy, niż ku pokojowi, Z myśli swej hardej byli do gruntu zniszczeni, I w bojowych powodziach z głową ponurzeni Sprawiedliwość wielka rzecz; tę po sobie mając, Zacni królowie polscy, a Boga wzywając,
Nieprzyjaciele główne mieczem okrócili I krzywd swoich nad nimi znacznie się pomścili; Którzy, z płodnej Syryjej niedawno wygnani Będąc, przeciw poganom na pomoc wezwani Od pogranicznych książąt narodu polskiego, Nie pomniąc dobrodziejstwa, dopiero wziętego, Obrócili swe groty nad ludzkie nadzieje, Nie na pogany, ale na swe dobrodzieje, Psów przykładem wyrodnych, którzy z wilki mają Dobry pokój, a stado zwierzone drapają. Ale to wszytko na ich głowę się wróciło. A ja, tego niechając, co przed laty było, Dzień dzisiejszy poświęcić myślę rymem swoim Za zdarzeniem, o piękna Melpomeno, twoim. A już więc syn książęcy upadł na kolana I wyznał swe poddaństwo i zwierzchnego pana, Obiecując na swą cześć ktemu się znać wiecznie, A wiarę panu swemu zachować statecznie. Zatem mu jest do ręku proporzec podany, Kosztownemi farbami wszytek malowany, Wielki, świetny, ozdobny, jaki za lat dawnych W żadnym szyku nie był znan, ani w bitwach sławnych. Ten, jako skoro z drzewa swego był spuszczony, A potem wzgórę na wiatr wolny wyniesiony, Okazały się na nim rozliczne narody Króle, wojska, hetmani, rzeki, miasta, grody.
Tam było widać Prusy, a oni wojują Mazowsze, ludzi wiążą, wsi i miasta psują; A Konrad przeciwko nim Krzyżaki prowadził I nad głęboką Wisłą przy Dobrzyniu sadził. Margrabiowie pomorską ziemię posiadali I już Gdansk niedobyty zdradą otrzymali. Starosta zamku bronił, a temu Krzyżacy Na ratunek bieżeli i zbrojni Polacy. Wilkowi owcę odjął pies niepościgniony, Ale ją sam przedsię zjadł. Zamek obroniony, Lecz dobrzy zakonnicy Polaki wygnali I starostę, a sami zamek otrzymali, Aż i wszytko Pomorze; król wojnę gotował, A Czech się przeciw jemu z Krzyżaki spisował. Żonę królewicowi z Litwy też niesiono, I pokój między państwy wieczny stanowiono. Mało dalej król wzajem Margrabstwo wojuje, A cna Krystyna gardłem cześć swą odkupuje Dobrowolnie, bo słowy poganin zwiedziony, Jej zacną głowę, nie chcąc, rozdzielił z ramiony. Tu już burda z Krzyżaki, którzy, swojej mocy Nie ufając, u Czecha szukają pomocy.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.