Promyk - Łukasz Gryczanny

Kup ebooka

29.90 zł
29.70 zł (26,86 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Opowiem wam o Promyku. O tym, jak wiele w życiu zwykłych ludzi może zmienić jeden niezwykły pies i kilka prostych rozmów. Ale po kolei.

Wszystko się zaczęło, kiedy tata powiedział mi o psie. Był ciepły letni dzień. Jadłam rurki z bitą śmietaną, a tata pił kawę. Siedzieliśmy na dworze przy stoliku przed moją ulubioną kawiarnią. Pełno w niej było książeczek dla dzieci. Zawsze wybierałam jedną i prosiłam tatę, żeby mi poczytał. Tamtego dnia też czekałam na początek historii. Nie pamiętam już, o czym miała być. Tata jakoś długo przewracał kartki, jakby się ociągając. Zamiast zacząć czytać, spojrzał na mnie dziwnie poważnie.

- Będę miał psa - oznajmił.

- Naprawdę? - zapytałam zaskoczona. Tata nigdy wcześniej nie interesował się zwierzętami. - Takiego słodkiego szczeniaczka? - Ucieszyłam się na myśl, że będę mogła do woli bawić się z pieskiem. Przypomniałam sobie, jak zazdrościłam Wojtkowi z sąsiedniego bloku, kiedy rodzice kupili mu ślicznego małego owczarka. Beri miał fajne grube łapy, które plątały mu się, kiedy z wywieszonym językiem biegł za rzuconym patyczkiem. Był taki śmieszny! Ale Wojtek nikomu nie pozwalał się z nim długo bawić. "Zostaw już! To mój pies!" - powtarzał w kółko.

- Niezupełnie, Agatko... - Tata się uśmiechnął. - To całkiem spory pies. Pewnie nawet większy od ciebie.

- Taki ogromny? - Rozłożyłam ręce na boki, żeby pokazać, jak dużego psa sobie wyobrażam.

- Nie, Promyk wcale nie jest wielki. Sięga mi mniej więcej dotąd. - Tata wstał i klepnął się w udo trochę powyżej kolana.

- To dlaczego mówisz, że jest większy ode mnie?! - oburzyłam się i stanęłam obok taty, trącając go nosem w bok. Jak na moje osiem lat może i nie byłam bardzo wysoka, ale bez przesady!

- Jeśli Promyk stanie na dwóch łapach, to pewnie jest taki. - Tata pokazał dłonią kilka centymetrów nad moją głową, a potem pogłaskał mnie po włosach.

No tak, psy chodzą przecież na czterech łapach. To może ja powinnam zejść na czworaki i sprawdzić, dokąd sięgam tacie? - zastanowiłam się. Ale nie zjadłam jeszcze wszystkich rurek, więc nie chciałam pobrudzić palców, bo tata na pewno kazałby mi zaraz znowu iść do łazienki umyć ręce.

Okazuje się, że wcale nie tak łatwo porównywać psa z człowiekiem. Chociaż pies też na pewno lubi, kiedy się go głaszcze - pomyślałam i przytuliłam się do taty. Potem znowu usiedliśmy przy stoliku.