Figura sensu
1
W jednym ze szkiców składających się na Niedzielę Palmową Kurt Vonnegut powiada:
Strasznie trudno jest się nauczyć czytać i pisać. Trwa to w nieskończoność. Gdy krytykujemy naszych nauczycieli za niskie oceny, jakie dają swoim uczniom z lektur, udajemy, że nauczenie kogoś czytania i pisania to najłatwiejsza rzecz pod słońcem. Spróbujcie tego kiedyś, a zobaczycie, że to prawie niemożliwe[1].
Jestem polonistą, od lat uczę czytania. Mam mocne poczucie, że rok w rok porywam się na niemożliwe. Ale wiem też, że niemożliwe raz po raz się wydarza i zwykle wiąże się to z prostolinijną intuicją, że tekst ma coś do powiedzenia, że przede wszystkim trzeba go uważnie przeczytać, że dobiegający z jego wnętrza głos wart jest wysłuchania i zrozumienia. To właśnie ta staroświecka intuicja sprawia, że z "zawiłego układu ech rozbrzmiewających w czasie", jakim jest literatura, wyłaniają się kolejne lektury - żywe, poruszające, dające do myślenia[2].
2
Czytać i rozumieć tekst to - jak pisze Ric?ur - "podążać za jego ruchem"[3]. Ruch lektury biegnie od znaku w kierunku znaczenia, od planu wyrażania w stronę planu treści, od tego, co tekst mówi, ku nieoczywistym zarysom tego, o czym mówi. W tym ruchu odsłania się prosta prawda, że każdy tekst - a tekst literacki w szczególności - już zawczasu zadłużony jest w interpretacji, że to lektura wydobywa go z milczenia i udziela mu głosu, że czytanie nadaje mu konkretną i przez to rzeczywistą artykulację.
3
Waga umiejętności czytania zasadza się na poczuciu, że literatura w różnych swoich odmianach i rejestrach może być - i wciąż bywa - przestrzenią spraw przejmujących i ważnych, głęboko ludzkich, fascynujących, że pisana po polsku staje się tym nurtem polszczyzny, który - jak żaden inny - czyni z naszej mowy język plastyczny i otwarty, zdolny wyrażać kwestie złożone, wykraczające poza granice codziennej komunikacji, dotąd niewyartykułowane. Przy takim poczuciu warto trwać. Warto też pamiętać, że jest ono podstawą polonistycznego fachu.
4
Waga umiejętności czytania wiąże się również z tym, że to w akcie lektury świat i wpisana weń ludzka rzeczywistość manifestują się jako uobecniona przestrzeń semiotyczna. Rozpisane na syntagmy powiązań i napięć, opowiedziane, uchwycone w metaforze - tracą lub zyskują sens. Lektura jest procedurą zmierzającą do rozpoznania i zrozumienia mniej lub bardziej złożonych struktur semantycznych i tym samym stanowi model pojmowania świata - jej ruch wydobywa świat z milczenia, nadaje mu znaczenie, scala go lub rozbija. Ale czytanie jest też sposobem bycia w świecie. Nadaje znaczenie realnemu istnieniu nie tylko świata, lecz także czytelnika. To ten egzystencjalny rdzeń każdej lektury sprawia, że tak często staje się ona formą doświadczenia, którego stawką jest poczucie sensu. I być może tylko uważny czytelnik literatury potrafi widzieć jasno i wyraźnie, że sens jest jakością wyjątkowo złożoną, że jest czymś intymnym i cennym, czymś, bez czego nie sposób żyć, co daje oparcie, ale ma też skłonności autorytarne, przed którymi trzeba się strzec. Bo jeśli polonista uczy scalać i rozumieć świat, jeśli pokazuje, jak w geście lektury krystalizuje się obraz rzeczywistości (nie tylko literackiej), to uczy też ostrożności, niedowierzania, odwagi sprzeciwu. Uczy, jak nie zamykać oczu na złożoność świata, na jego nieskończoną zmienność. W istocie bowiem nauczyciel czytania uczy obcować z tym, co na wskroś nieoczywiste i bezgranicznie otwarte.
5
Polonista jako nauczyciel czytania porusza się dziś po terytorium przeoranym przez kilka poststrukturalistycznych zwrotów. Mniej go zajmują konwencje, rzadziej pyta o istotę języka i literatury, o to, czym utwór literacki różni się od innych tekstów kultury, co odróżnia literacką mowę od innych sposobów używania języka. Czyta literaturę w przekonaniu, że dzieło pisarza nie tylko sprawdza możliwości i siłę słowa, ale jest też głosem żywej obecności - realnego życia, rzeczywistego istnienia. Tym samym polonista skłonny jest dziś postrzegać swoją dyscyplinę jako miejsce, z którego dobrze widać zarówno symboliczną tkankę naszej współczesności, jak i jej egzystencjalny wymiar. I jeśli prawdą jest, że - jak mówi Heidegger - "dopiero poezja sprowadza człowieka na ziemię", że "wprowadza go w ten sposób do zamieszkiwania", to bycie w świecie jest formą istnienia zakorzenioną w lekturze, za sprawą której - raz jeszcze Heidegger - "przesyła się niewidoczne, aby pozostawać tym, czym jest: nieznanym"[4]. Ten podwójny ruch, który w "swojskich zjawiskach" odsłania "coś obcego", jest ruchem żywej myśli podążającej za tym, co warte wysłuchania[5]. I to on sprawia, że raz po raz mierzymy się z czymś, co wykracza daleko poza ramy naszej dyscypliny i zarazem tworzy jej nieustannie oddalający się horyzont, wciąż na nowo ustanawiany lub odsłaniany w geście lektury.
6
Dobry polonista uczy wnikliwego czytania - podążania za tekstem, odkrywania jego wewnętrznej architektoniki, odsłaniania związanego z nim potencjału sensu. A tym samym - powtarzam raz jeszcze tę anachroniczną prawdę - uczy scalać i rozumieć świat. Ale uczy też odwagi wyobraźni, odwagi spotkania z tym, co zbija z tropu, porusza, kusi, niepokoi i zarazem powierzone zostało naszej inwencji. Jeśli bowiem uczymy sztuki rozumienia, to mamy przy tym szczególnie dziś wyostrzone poczucie, że jest ona sztuką interpretacji, która otwiera tekst, zwielokrotnia go, wzmacnia jego siłę, pozwala mu przemówić głosem dostrojonym do naszego doświadczenia. Ten głos zwykle dobiega z oddali, z bezpowrotnie utraconego wczoraj, ale za sprawą żywej lektury staje się częścią teraźniejszości, częścią naszego życia i nas samych. Taka lektura przywraca wagę literaturze. I jest też formą wierności, która każe uważnie wysłuchać głosu dobiegającego z tekstu, każe dbać, by nie zmienił się w pretekst do czczej gadaniny, do mówienia, co się komu żywnie podoba, do nudy pustosłowia. A jeśli literatura istotnie jest żywą obecnością czegoś, co odnalazło w niej głos, jeśli za jej sprawą nasza myśl biegnie ku miejscom wciąż nierozpoznanym, to warto upierać się przy pielęgnowaniu pamięci o jej przemianach, warto mieć stale na oku jej historyczną zmienność. Owszem, historia literatury jest autorytarna, ale żyje z interpretacji i sama jest interpretacją. Na swój dwuznaczny sposób stara się odpowiadać na potrzebę usystematyzowanej i scalonej wiedzy o przygodach form artystycznych. Jej erudycyjny sztafaż bywa nieznośny. Nierzadko zamyka usta samej literaturze. Ale chroni też przed ignorancją, przed poznawczą pychą, przed jałowością powtórzeń. Daje możliwość obcowania z czymś, co jest odległe, inne, obce. Przywraca głos rzeczom i sprawom dziś już bezimiennym. Uobecnia - raz jeszcze, po latach - niegdysiejszy sens. I również takiego czytania powinien uczyć dobry polonista.
7
Jak pisze Baudrillard: "To, co uderza za pomocą sensu, zostaje przez sens zabite"[6]. Pamiętam o tym i myślę podobnie. Dlatego mówię o figurze sensu, o hermeneutycznej strukturze, będącej - jak ujmuje to Gadamer - "przyzywaniem" i "cząstką obecności" czegoś, co niczym "cios" zjawia się "tu oto" w swojej niepowtarzalnej "symbolicznej reprezentacji", która we własnych granicach "ucieleśnia, a nawet poręcza" to, ku czemu odsyła, ale jednocześnie wciąż te granice otwiera, ich bieg powierzając ścieżkom lektury i wpisanego w nią pragnienia[7]. Sens zawsze jest w drodze - unieruchomiony i wykrystalizowany sprzeniewierza się żywej myśli, w której ma źródło. I zarazem jest figurą wyobraźni, bo właśnie w wyobraźni rodzi się nasze poczucie sensu - w niej się zakorzenia i rośnie, w niej umiera.
8
Lektura jest pracą wyobraźni - tej samej, która funduje literaturę. To imaginacyjny żywioł z milczenia świata wyprowadza dreszcz mowy, sieć słów zmienia w unerwienie istnienia, konstelacje fikcyjnych obrazów i zdarzeń spokrewnia z mrowieniem realnej rzeczywistości. Ten dreszcz niekiedy wybudza świat z martwoty, stwarza go na nowo, nasyca sensem. Ale bywa i tak, że w dreszczu mowy - w dreszczu metafory, w wierszu, w opowieści - odnajduje się zimny spazm katastrofy, która nurtuje w głębi istnienia, trawi je ciemnością, spopiela, wywraca na nice i nigdy nie ustaje. Spojrzenie w te okryte nocą, wypalone obszary wymaga odwagi. Niełatwo im sprostać. Warto jednak przyglądać się im uważnie, warto wychodzić im naprzeciw, bo to właśnie one stwarzają możliwość pomyślenia rzeczy nie do pomyślenia, pozwalają wyruszyć w nieznane - poza widnokrąg, który jest krawędzią przepaści. W tym dążeniu do przekroczenia najdalszego horyzontu odsłania się ze szczególną siłą ryzyko trwania przy literaturze, pójścia za jej głosem - ryzyko intensywnego istnienia ze świadomością, że wobec literatury żyje się serio, bez taryfy ulgowej, bez chwili wytchnienia. Wtedy lektura uczy podążać za pasją, iść pod prąd, biec za czymś, co nieokreślone, niepewne, nieprzewidywalne, oszałamiająco nowe i zawsze większe niż nasze doraźne rozpoznania. Uczy pielęgnować intelektualny ferment, odwagę wyobraźni, ruch myśli - niepokornej, poszukującej, głodnej przygody. Uczy istnieć i staje się figurą nieoczywistego sensu - będącego zawsze w drodze i wciąż wkraczającego w nasze doświadczenie z siłą metafory.
9
Od lat uczę czytania - porywam się na niemożliwe. W figurach sensu, którymi lektura obdarza czytelnika, zawsze jest coś niemożliwego. Zjawiają się bowiem w miejscu bez miejsca - "na tej granicy, która jest bezdnem i sednem"[8]. Usuwają ziemię spod stóp. Przypominają, że po drugiej stronie słów otwiera się przepaść, że
jedynym sposobem dotarcia do sedna literatury jest ciągłe przebywanie na jej granicy, jak gdyby już po zewnętrznej stronie urwiska[9].
Tak spełnia się obietnica, którą składają nam słowa. I również w ten sposób wydarza się niemożliwe.