Prometeusz skowany - Ajschylos

Kup ebooka

9.49 zł
7.78 zł (7,09 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROMETEUSZ SKOWANY

Pustkowie. Skaliste wybrzeże morskie.

(HEFAJSTOS, KRATOS i BIA prowadzą między turnie skowanego PROMETEUSZA)

KRATOS: I oto stanęliśmy na okrajach ziemi, Pomiędzy scytyjskiego brzegu bezludnemi Skałami, Hefajstosie! Niech twój umysł zważa Na rozkaz, dan od ojca, byś tego zbrodniarza, W żelazne, niezerwalne wziąwszy go kajdany, Co tchu do tej opoki przykował krzesanej! Albowiem płomień ognia, twoją chwałę drogą, Ukradłszy, dał go ludziom... Winien-ci jest bogom Pokutę: niech ma karę na swój czyn zbrodniczy, Z Zeusa niechaj się władzą nieuchronną liczy I zrzeknie się miłości, którą ma dla człeka! HEFAJSTOS: Kratosie i ty, Bio! Żadne z was nie zwleka Wypełnić woli boga, lecz mnie brak odwagi, Ażebym mógł przemocą do tej turni nagiej, Na wichrów tych igrzysko, krewne przybić plemię. Lecz muszę to uczynić, ciężkie bowiem brzemię Na barki swoje ściąga, kto się, nieposłuszny, Sprzeciwia woli ojca. O ty, wielkoduszny Temidy prawej synu, patrzaj, co się święci: Z niechęcią mam cię dzisiaj, naprzekór twej chęci Skutego w te spiżowe, niezłomne łańcuchy, Do skał odludnych przybić w tej pustyni głuchej,

Gdzie głosu nie dosłyszysz, nie ujrzysz postaci Człowieczej. Zato ciało twoje kwiat swój straci W niesytym ogniu dziennym; noc się utęskniona Pojawi, zgasi żar ten, a potem znów skona Poranny chłód pod tchnieniem miłosnego słońca - I tak cię twa niedola żreć będzie bez końca, Bo ten, coby cię zbawił, dotąd niepoczęty. Za miłość swą do ludzi takie zbierasz sprzęty! Sam bóg, wbrew woli bogów w ponadmiar wysokiej Dla człeka żyłeś cześci, przeto tej opoki Strzec będziesz beznadziejnej, wyprężon, kolana Nie mogąc zgiąć; pierś twoja, snem nieuciszana, Jękami nie rozwieje zaciekłości boga. Tak! Każda nowa władza twarda jest i sroga. KRATOS: Przecz zwlekasz, przecz w daremnem zawodzisz mi słowie? Czyż bogiem, którym inni wzgardzili bogowie, Nie gardzisz, chociaż skarb twój ludzkiej wydał rzeszy? HEFAJSTOS: Zbyt silnym jest krwi związek i wspólność pieleszy. KRATOS: Rozumiem, lecz czyż myśl cię nie ogarnia trwożna, Iż słowa rodzicielskie tak podeptać można? HEFAJSTOS: Zbyt twardy byłeś zawsze i nazbyt zuchwały. KRATOS: Daremnie łzy tu ronić! Nacóż się przydały Twe trudy, gdy z nich żadna korzyść nie wyrosła? HEFAJSTOS: O, jakiż wstręt uczuwam do swego rzemiosła! KRATOS: Nie! Poco masz złorzeczyć? Niech cię to nie boli, Nie twoja przecież sztuka winna jego doli.

HEFAJSTOS: A jednak przecz kto inny nie ma mej sprawności? KRATOS: Prócz w rządach nad bogami trud we wszystkiem gości, I tylko Zeus jest wolny, zresztą nikt na świecie. HEFAJSTOS: Nie myślę się sprzeciwiać, wiem ja o tem przecie. KRATOS: Więc pęta mu zarzucić przecz się dłoń twa wzbrania? Ma ojciec nasz być świadom twojego wahania? HEFAJSTOS: Wszak widzisz, że pod ręką łańcuch mam gotowy. KRATOS: Nie zwlekaj, skuj mu ręce w żelazne okowy! Do ściany przybij skalnej, nie żałując młota! HEFAJSTOS: Zabieram się do dzieła - wraz pójdzie robota. KRATOS: Wal silniej, nie ustawaj, zacieśnij kajdany, Bo może się wywinąć z ogniw lis ten szczwany! HEFAJSTOS: Przybite jedno ramię, uwięzione do cna. KRATOS: I drugie niech przykuje twoja ręka mocna, Ażeby się przekonał, iż Zeus jest chytrzejszy! HEFAJSTOS: Prócz niego, nikt mi za to sławy nie umniejszy. KRATOS: A teraz żelaznego klinu straszne ostrze Niech, piersi mu przeszywszy, na głaz go rozpostrze! HEFAJSTOS: O biada! Prometeju, twa boleść mnie wzrusza!

KRATOS: Co? Jęczeć masz odwagę nad wrogiem Zeusza? Bodajbyś tak nie płakał nad swą dolą własną! HEFAJSTOS: A tobie, gdy to widzisz, czyż oczy nie gasną? KRATOS: Ja widzę, że nań kara spadła sprawiedliwa. Hej! Jeszcze jego boki zawrzyj w swe ogniwa! HEFAJSTOS: Uczynić wszak to muszę - pocóż te rozkazy? KRATOS: Tak! Będę rozkazywał, krzyczał po sto razy! Zejdź na dół i potężnie skrępuj mu i uda! HEFAJSTOS: Dokonam tego łatwo, niewielkie to cuda. KRATOS: A teraz gwoździe kajdan silnie wbić mu trzeba! Pamiętaj: twardy na cię patrzy sędzia z nieba. HEFAJSTOS: Twój język jakżeż twojej dorównał postaci! KRATOS: Pozostań niewieściuchem, lecz się nie opłaci Przyganiać mojej złości i mojej tężyźnie! HEFAJSTOS: Uchodźmy! Z tych on więzów już się nie wyśliźnie. KRATOS: (zwrócony do Prometeusza) A ty się tu przechwalaj! Własność kradnij bożą Dla tworów, co się tylko na dzień jeden mnożą! Czyż zwolnią cię śmiertelni z tych pęt? Niech odpowie Twój przemysł! Przemyślnikiem zwali cię bogowie - Fałszywie! Baczże teraz, by przez twe przemysły Żelazne się łańcuchy na tobie rozprysły!

(odchodzą)

PROMETEUSZ: Skrzydlatych wiatrów pełne niebieskie przestworza, Potoków wy źródliska, i ty, falo morza Rytmiczna, i ty, ziemio, wszystkich nas rodzico, I ty, wszechwidzącego słońca krągłe lico, Spojrzyjcie, jakie znoszę, bóg, od bogów znoje! Na trudy popatrzcie się moje, Na srom, którego ciężar na mych barkach legł Po nieskończony wiek! Takiemi więzy chce mnie dzisiaj zmóc Ten nieśmiertelnych hufców młody wódz. Nietylko czas dzisiejszy pogrąża mnie w łzach, Lecz także dni, co idą. Ach, biada mi, ach! Kiedyż się skończy moich cierpień bieg?! Lecz pocóż ja to mówię? Widzę, co się stanie, I jutro żadna na mnie klęska niespodzianie Nie spadnie, a niniejszej trza ulegać doli Jak można najpogodniej: konieczności woli Przełamać nikt nie zdoła. Darmo krzyczeć: "biada!" - Czy milczę, czy nie milczę, na jedno się składa. Człowieka chciałem zbawić - za to mnie w tej chwili Do skały, zakutego w łańcuchy, przybili. Płomienistegom ognia źródło skrył w łuczywie: W nim wszelkich sztuk dla ludzi nauczyciel żywie, Wszelkiego mistrz pożytku - i za tę przewinę, Zawieszon na powietrzu, w tych okowach ginę. O jej! O jej! Co słyszę? Jakiż zapach płynie do tych stron? Jakież tu ślą go smugi? Czy człek do tych samotnych zabłąkał się kniej, Czy bóg, czy jeden i drugi Pragnie li świadkiem być boleści mej, Lub czego chce tu on? Patrzajcie! Oto leży skrępowany bóg,

Przez Zeusa znienawidzon i przez wszystkie bogi, Co złotych jego zamków przestępują progi - Za miłość ku ludziom go zmógł! Ach, ach, co słyszę znowu? Jakby ptaków lot! Od skrzydeł falujących drży powietrze wkrąg! Ach, jakikolwiek zjawi się tu miot, Nowych to dla mnie trwóg I nowych źródło mąk.

(na skrzydlatych wozach zjawia się od strony morza CHÓR OCEANID)

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.