Promek i pierwsze jesienne przygody - Roksana Piórko
16.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
Promek się budzi
Dzyń, dzyń! Jestem Promek - rower dziecięcy z drugiej ręki. Może was to zaskoczy, ale mam już aż pięćdziesiąt lat i nazbierałem dla was mnóstwo ciekawych historii. Jest w nich dużo śmiechu, wzruszeń i przygód. Jak każda historia, moja własna też ma swój początek.
25 sierpnia 1972 roku po raz pierwszy otworzyłem oczy i poznałem Tomka, mojego pierwszego serdecznego przyjaciela. Do dziś pamiętam ten dzień bardzo wyraźnie. Już wam opowiadam, jak to było.
Czy wiecie, jak rodzą się rowery? To ciekawy, ale głośny i trochę brudny proces. Monterzy składają nas z metalowych części: tu śrubka, tam rama, tu koło, tam kierownica. Cyk, cyk, trach, bach - i powoli powstaje rower. Czy wkładają nam przy tym serduszko? Nie, bo w instrukcji nie ma o nim ani słowa.
Tak właśnie zrobiono też ze mną. Założono mi opony, wyprostowano szprychy, a potem zawieziono mnie do sklepu. Stałem tam cichy, błyszczący i gotowy do jazdy. Wtedy jeszcze nic nie czułem.
Aż nadszedł ten wielki dzień. Najpierw ktoś umieścił mnie w czymś trzęsącym się, potem byłem przeniesiony do innego pomieszczenia. W końcu poczułem jak ciepłe ręce chłopca mnie przytulają.
(Tomek) - Jest wspaniały! - zawołał z takim zachwytem, że aż coś drgnęło mi w kierownicy. - Tato, patrz! Tu jest napisane jego imię. To Prometeusz, ale ja będę mówił na niego Promek!
Obok stał dorosły mężczyzna, którego chłopiec nazywał tatą. Uśmiechnął się i odpowiedział spokojnie:
(Tata Tomka) - Dobrze, Tomku. Cieszę się, że prezent ci się spodobał. Zostaw go teraz w korytarzu i chodźmy do stołu. Dziadkowie już czekają.
(Tomek) - Zabiorę Promka ze sobą! - oznajmił Tomek i niezgrabnie poprowadził mnie do pokoju.
(Tata Tomka) - Ale po co? To przecież rower! - Tata spojrzał zdziwiony.
Wtedy Tomek popatrzył na niego tak poważnie i szczerze, że do dziś robi mi się ciepło, gdy to wspominam.
(Tomek) - Dla mnie to nie tylko rower, tato. To mój wymarzony przyjaciel. Chcę mu wszystko pokazać.
Właśnie wtedy szeroko otworzyłem oczy. Poczułem lekki prąd w śrubkach i ciepłe dudnienie gdzieś pod kierownicą.
(Tomek) - Chodź, Promku, zapoznam cię z moją rodziną. - Tomek oparł mnie o ścianę obok stołu. - To moja mama Beata. Tam siedzi mój tata Witold. A tu są dziadek Sergij i babcia Hania.
Spojrzałem na wszystkich po kolei i aż chciało mi się dzwonić dzwonkiem z radości. Mam rodzinę!
(Promek) - Dziękuję, Tomku - powiedziałem wzruszony. - Bardzo się cieszę, że tu jestem.
Tomek rozpromienił się i czule pogłaskał moją kierownicę.
Dziadek Sergij przyglądał mi się uważnie i rozmawiał z tatą o ramie, dętkach i szprychach. Mama spojrzała na mnie z uśmiechem, ale zaraz wróciła do sałatki. Babcia Hania puściła mi oczko.
(Babcia Tomka) - Dobry rower - powiedziała krótko.
Och, jak wtedy urosłem z dumy.
Po pokoju latały baloniki, pachniało jedzeniem i wszyscy głośno rozmawiali. Tomek podrzucał mi balony, a ja je nieśmiało odbijałem. To była bardzo wesoła zabawa.
Po chwili tata wniósł wielki czekoladowy tort. Wszyscy zaczęli śpiewać "Sto lat", a Tomek stał po środku, rumiany i szczęśliwy. Potem zdmuchnął świeczki jednym tchem, a mama zaczęła kroić tort.