Pro i kontra - Józef Pless

-
Proszę czekać

Józefie...

...poeto pięknie i niezwykle zakochany, właśnie tak jak we wierszu napisałeś:

Nie mogę zmarnować tej miłości / Finezyjnie zawoalowaną metaforą / Trzeba zdecydowanie krzyknąć / Wreszcie jesteśmy razem.

Masz rację pisząc wiersze - jakby to był pamiętnik. Nie ukrywając, gdzie to twoja dziewczyna zachwyca cię szelestem sukienki; wyraźnie portretując grono przyjaciół, miejsca piękne - jak na przykład Petrykozy, a jak tak to i miłą kompanię, co jeszcze tak niedawno zbierała się w istniejącym niedawno dworku Wojtka Siemiona.

Bardzo mi się podoba to zdecydowane wołanie: Wreszcie jesteśmy razem.

Radośnie codziennie, razem...

Z twego pisania widać, że tak długo to trwało zanim się odnaleźliście. Długo byliście nieznani sobie w innych miejscach, innym życiu...

Ale ty wiesz. Wszystko zmierzało ku temu, co jest z wami dziś.

To co było kiedyś, buduje także to Razem dzisiejsze.

Nie udajesz młodzieniaszka. Nie traktujesz miłości jak terapii wypiększającej. No cóż, jesteś z Pomorza - więc cenisz rzetelność.

Nie lubisz niepotrzebnych gestów.

Wiesz, że nikt nie prześcignie św. Pawła w jego "Hymnie o miłości", ale jednak inni poeci mają też coś do powiedzenia.

I miłość twoja: Nie depcze sobie po piętach/ Nie ma głowy do głupstw/ Słońce ociepla jej żarliwość/ Sen ordynuje poranny uśmiech/ Życie podarowało im fortunę.

Im. Co potrafią być razem.

Zastanawiająca to poezja miłosna. Spokojna choć namiętna, bez niepotrzebnych gestów a pełna niespodziewanych dotknięć.

Budowanie szczęścia zakochania w latach już średnich w życiu a i opowieść, co ogarnia te czasy, gdy nic nie wiedzieliśmy o sobie. Jednocześnie wszystkiego co było i będzie.

Więc tylko zdjąć z głowy kapelusz i ukłonić się temu zakochaniu.

A kapelusz mam na to specjalny. Z wielkim rondem, kolorowym piórem zatkniętym za barwną wstążkę.

A jakie to barwy? Herbowe barwy waszego bycia razem.

Ernest Bryll

Warszawa, 25.04.2015