Prekursorka "małego sabotażu" - Tomasz Szarota

Kup ebooka

45.00 zł
37.35 zł (35,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

Jesie­nią 1967 r. mój przy­ja­ciel Jerzy W. Borej­sza zapro­po­no­wał mi napi­sa­nie dla kie­ro­wa­nej prze­zeń "Omegi" nie­wiel­kiej ksią­żeczki popu­lar­no­nau­ko­wej pt. Życie codzienne w oku­po­wa­nej Pol­sce. Tade­usz Man­teuf­fel, dyrek­tor Insty­tutu Histo­rii PAN, gdzie wów­czas pra­co­wa­łem i wciąż pra­cuję, pora­dził, jakże słusz­nie, ogra­ni­cze­nie tematu do War­szawy. Zbie­ra­nie mate­ria­łów roz­po­czą­łem od przej­rze­nia ogło­szeń w kolej­nych rocz­ni­kach wyda­wa­nego przez Niem­ców "szma­tławca", czyli "Nowego Kuriera War­szaw­skiego". Pamię­tam, że ran­kiem 8 marca 1968 r. sie­dzia­łem w Biblio­tece Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego i z okien oglą­da­łem roz­pę­dza­nie stu­denc­kiego wiecu.

Jed­no­cze­śnie z zapo­zna­wa­niem się z prze­ka­zami źró­dło­wymi - tu bez­cenna oka­zała się trzy­to­mowa Kro­nika lat wojny i oku­pa­cji Ludwika Lan­daua1 - przy­stą­pi­łem do lek­tury ist­nie­ją­cych już opra­co­wań. Naj­waż­niej­szym z nich był War­szaw­ski pier­ścień śmierci Wła­dy­sława Bar­to­szew­skiego. To wła­śnie w tej książce prze­czy­ta­łem po raz pierw­szy obwiesz­cze­nie Feld­kriegs­ge­richt [Polo­wego Sądu Wojen­nego], dato­wane "War­szawa, dnia 3.11.1939", o wyroku śmierci wyda­nym na wdowę Euge­nię Wło­darz i stu­dentkę Elż­bietę Zahor­ską "za zamach na żoł­nie­rza nie­miec­kiego, względ­nie sabo­taż, tzn. zry­wa­nie pla­ka­tów". Dowie­dzia­łem się zara­zem, że Elż­bietę Zahor­ską roz­strze­lano za zerwa­nie hitle­row­skiego pla­katu pro­pa­gan­do­wego "Anglio! Twoje dzieło!". W przy­pi­sie umiesz­czono nastę­pu­jącą o niej infor­ma­cję: "Była córką zna­nej poetki i powie­ścio­pi­sarki ("Savi­tri"), aresz­to­wa­nej potem rów­nież i zamę­czo­nej w Oświę­ci­miu w 1942 r. Ksiądz obecny przy stra­ce­niu Elż­biety prze­ka­zał rodzi­nie infor­ma­cję o boha­ter­skiej posta­wie dziew­czyny w obli­czu nie­miec­kiego plu­tonu egze­ku­cyj­nego. Aby być lepiej zro­zu­mianą przez hitle­row­ców, wznio­sła okrzyk po nie­miecku: "Noch ist Polen nicht ver­lo­ren!""2 ("Jesz­cze Pol­ska nie zgi­nęła"). Wzmiankę o jej męczeń­skiej śmierci oczy­wi­ście umie­ści­łem w mojej książce Oku­po­wa­nej War­szawy dzień powsze­dni. Stu­dium histo­ryczne3, opu­bli­ko­wa­nej w 1973 r., a więc przed kil­ku­dzie­się­cioma laty.

O Elż­bie­cie Zahor­skiej wie­dzia­łem wów­czas tylko to, co o niej prze­ka­zał Wła­dy­sław Bar­to­szew­ski. Przy­pusz­czam zresztą, że on wie­dział nie­wiele wię­cej. Bez wąt­pie­nia nie znał jej daty uro­dze­nia, miej­sca egze­ku­cji, nie podał, że odbyła się 2 listo­pada 1939 r., na co wska­zuje zapis w dzien­niku pisa­rza Karola Irzy­kow­skiego4. Rela­cja świadka, kape­lana Pawiaka ks. Sta­ni­sława Twor­kow­skiego, uka­zała się w Lon­dy­nie dopiero w 1977 r.5. Przy­szłemu auto­rowi 1859 dni War­szawy nie mógł być znany udział Elż­biety Zahor­skiej, w mun­du­rze i z bro­nią w ręku, w obro­nie War­szawy we wrze­śniu 1939 r. Wąt­pię, by wie­dział o jej pierw­szym aresz­to­wa­niu przez Niem­ców, gdy została schwy­tana przy ukry­wa­niu broni, by ta nie wpa­dła w ich ręce, ani tego, że ją wów­czas sfo­to­gra­fo­wano, a potem zdo­łała im uciec. Nie sądzę, by Wła­dy­sław Bar­to­szew­ski posia­dał infor­ma­cje, że pod­czas II wojny świa­to­wej zgi­nęła nie tylko matka Elż­biety, lecz stra­ciły życie też jej dwie sio­stry, że rodzina wywo­dziła się z Kre­sów, a wuj i stryj Elż­biety byli żoł­nie­rzami Legio­nów Pił­sud­skiego.

Ja o tym wszyst­kim także nie wie­dzia­łem, nie tylko w 1973 r., ale rów­nież wtedy, kiedy w Czy­tel­niku uka­zy­wały się kolejne trzy wyda­nia (1978, 1988, 2010) mojej książki o życiu codzien­nym w oku­po­wa­nej War­sza­wie. Zain­te­re­so­wa­nie posta­cią Elż­biety Zahor­skiej naro­dziło się w trak­cie pracy nad książką, teraz już przez Bel­lonę opu­bli­ko­waną, noszącą tytuł Zapo­mniana egze­ku­cja - Nato­lin, listo­pad 1939. Otóż w jej pierw­szym, wpro­wa­dza­ją­cym roz­dziale oma­wiam egze­ku­cje prze­pro­wa­dzone w War­sza­wie i oko­li­cach pod­czas pierw­szych trzech mie­sięcy nie­miec­kiej oku­pa­cji. Jedną z nich, szcze­gól­nie gło­śną, wywo­łu­jącą obu­rze­nie i wciąż po latach przy­po­mi­naną, była wła­śnie ta, w któ­rej w For­cie Bema na Woli roz­strze­lano dwie kobiety - Euge­nię Wło­darz i Elż­bietę Zahor­ską. O pierw­szej z nich, mimo pod­ję­tych sta­rań, nie udało mi się zebrać pra­wie żad­nych wia­do­mo­ści, o dru­giej zaś zgro­ma­dzi­łem ich wystar­cza­jąco dużo, by zde­cy­do­wać się na napi­sa­nie książki.

Począt­kowo miała to być jej bio­gra­fia. Szybko musia­łem jed­nak z tego zamiaru zre­zy­gno­wać, uświa­do­miw­szy sobie, że o dzie­ciń­stwie i mło­do­ści Elż­biety Zahor­skiej, w tym o jej życiu pry­wat­nym i intym­nym, bar­dzo mało, nie­stety, będę mógł powie­dzieć. Zgi­nęła w wieku zale­d­wie 24 lat, a nie­źle znany i opi­sany jest tylko ostatni rok jej życia. Nato­miast zbie­ra­jąc mate­riały do książki jej poświę­co­nej, coraz wię­cej dowia­dy­wa­łem się o jej rodzi­cach, rodzeń­stwie, a także bliż­szych i dal­szych krew­nych. Tym samym moja książka, mająca na celu upa­mięt­nie­nie postaci Elż­biety Zahor­skiej, stała się jakby sagą dwu sko­li­ga­co­nych rodzin - Zahor­skich i Elzen­ber­gów, oka­zją oca­le­nia od zapo­mnie­nia wielu zasłu­żo­nych dla pol­skiej kul­tury przed­sta­wi­cieli obu tych rodzin.

Zre­ali­zo­wa­nie takiego przed­się­wzię­cia nie byłoby moż­liwe, gdyby histo­rią owych rodzin ktoś wcze­śniej, przede mną, się nie zajął. Myślę tu przede wszyst­kim o publi­ka­cjach dwóch kobiet, bez któ­rych moja książka, nawet jeśli by powstała, byłaby znacz­nie uboż­sza. Jako pierw­szą muszę wymie­nić spo­wi­no­wa­coną z Zahor­skimi Danutę Hry­nie­wicz, war­sza­wiankę, uro­dzoną około 1925 r., o któ­rej nie udało mi się zdo­być bliż­szych infor­ma­cji. Jest ona autorką dwóch naj­waż­niej­szych arty­ku­łów doty­czą­cych tej rodziny, wie­lo­krot­nie będę się na nie powo­ły­wał6. Drugą z tych kobiet jest polo­nistka Anna Wydrycka, obec­nie pro­fe­sor Uni­wer­sy­tetu w Bia­łym­stoku, edy­torka Poezji zebra­nych Anny Zahor­skiej, matki Elż­biety, oraz autorka zna­ko­mi­tej mono­gra­fii Elzen­ber­go­wie. Trzy poko­le­nia twór­ców kul­tury, nauki, histo­rii7. Wiele zawdzię­czam rów­nież kon­tak­tom nawią­za­nym z dwiema oso­bami speł­nia­ją­cymi funk­cję straż­ni­ków pamięci rodziny Zahor­skich. Są to miesz­ka­jący w Gli­wi­cach inż. Andrzej Fosto­wicz Zahor­ski oraz kra­ko­wianka, archi­tektka Anna Fitt. Pan Andrzej jest synem brata Elż­biety Domi­nika, Pani Anna zaś wnuczką Reginy Kubal­skiej z domu Zahor­skiej, sio­stry ojca Elż­biety - Euge­niu­sza.

Zda­rza się, że praca histo­ryka przy­po­mina tę wyko­ny­waną przez detek­tywa. Za przy­kład słu­żyć może roz­dział mojej książki zaty­tu­ło­wany "Cztery zdję­cia Elż­biety Zahor­skiej sfo­to­gra­fo­wa­nej przez Niem­ców". Można go też uwa­żać za przy­czy­nek nale­żący do nowej dzie­dziny badań nauko­wych, jaką staje się Visual History. Tak jak przy pisa­niu innych frag­men­tów tej książki, rów­nież w tym wypadku tekst by nie powstał bez udzie­lo­nej mi pomocy. Doty­czyła ona naj­pierw odna­le­zie­nia opu­bli­ko­wa­nych w pra­sie wyko­na­nych przez Niem­ców foto­gra­fii wzię­tej do nie­woli umun­du­ro­wa­nej Polki, a potem usta­le­nia, kto je wyko­nał, kiedy i w jakich oko­licz­no­ściach tra­fiły do pol­skich zbio­rów publicz­nych, a także gdzie są obec­nie prze­cho­wy­wane.

Choć tylko nie­wiele uka­zu­ją­cych się po woj­nie w Pol­sce cza­so­pism zostało zdi­gi­ta­li­zo­wa­nych, a tym samym można z nich korzy­stać w inter­ne­cie, zrzą­dze­niem losu stało się tak w wypadku kra­kow­skiego tygo­dnika "Prze­krój". Mój syn Piotr odna­lazł tam w nume­rze z 29 sierp­nia 1971 r. opu­bli­ko­wane, jak sądzi­łem, po raz pierw­szy po woj­nie, jedno z ujęć sfo­to­gra­fo­wa­nej postaci, czemu towa­rzy­szył apel "Kto zna tę dziew­czynę?". Wyda­wane przez ZBo­WiD pismo "Za Wol­ność i Lud" nie jest dostępne w inter­ne­cie, zamiesz­czone w nim, w nume­rze z 13 lutego 1971 r., a więc parę mie­sięcy wcze­śniej, to samo uję­cie zna­lazł mój dok­to­rant Michał Stud­nia­rek, korzy­sta­jąc ze zbio­rów war­szaw­skiej Biblio­teki Publicz­nej przy ul. Koszy­ko­wej. Do odszu­ka­nia obu tych publi­ka­cji przy­czy­niła się jed­nak dr Mag­da­lena Huła­sówna, która jako pierw­sza dotarła do zamiesz­czonego w "Prze­kroju" z 30 stycz­nia 1972 r. tego samego wciąż uję­cia foto­gra­fii, ale tym razem z usta­le­niem, dzięki listowi jed­nej z czy­tel­ni­czek, że przed­sta­wia ona wła­śnie Elż­bietę Zahor­ską. Ewi­dent­nie to ją poka­zuje odna­le­zione przeze mnie zdję­cie opu­bli­ko­wane w wyda­nym w Ber­li­nie w 1940 r. pro­pa­gan­do­wym albu­mie Bild­do­ku­mente des Fel­dzugs in Polen.

Próba usta­le­nia miej­sca obec­nego prze­cho­wy­wa­nia wyko­na­nych przez Niem­ców foto­gra­fii Elż­biety Zahor­skiej dopro­wa­dziła do uzy­ska­nia zupeł­nie rewe­la­cyj­nych infor­ma­cji na ich temat. Wska­zówkę, że tych foto­gra­fii należy szu­kać w zbio­rach Archi­wum Insty­tutu Pamięci Naro­do­wej, otrzy­ma­łem od dr. Janu­sza Mar­szalca, byłego wice­dy­rek­tora Muzeum II Wojny Świa­to­wej (byłem tam człon­kiem mię­dzy­na­ro­do­wego Kole­gium Pro­gra­mo­wego). Dowie­dzia­łem się, że wła­śnie stam­tąd uzy­ska­li­śmy zdję­cie Elż­biety Zahor­skiej, jakie umie­ści­li­śmy w poświę­co­nej jej muze­al­nej gablo­cie. Janusz Mar­sza­lec podał mi sygna­turę zarówno tej foto­gra­fii, jak też kilku innych, na któ­rych ona wid­nieje. To dopro­wa­dziło do mego kon­taktu z zatrud­nio­nym w Archi­wum IPN star­szym kusto­szem Kon­ra­dem Wie­sła­wem Ślu­sar­skim, któ­remu zawdzię­czam roz­wią­za­nie wielu zaga­dek i odpo­wiedź na sporo pytań doty­czą­cych owych kilku foto­gra­fii.

W wyda­nej w 2020 r. przez Bel­lonę książce Tajem­nica śmierci Ste­fana Sta­rzyń­skiego umie­ści­łem kalen­da­rium w postaci aneksu, w odnie­sie­niu do lat 1945-2019 noszą­cego tytuł "Ste­fana Sta­rzyń­skiego "życie po życiu"". Teraz zro­bi­łem to samo, lecz zamiast aneksu podobne kalen­da­rium sta­nowi ostatni roz­dział mojej książki: "Elż­biety Zahor­skiej "życie po życiu"". Speł­nia on podwójną funk­cję, z jed­nej strony jest zesta­wem - w ukła­dzie chro­no­lo­gicz­nym - zebra­nych przeze mnie wypo­wie­dzi, publi­ka­cji i wyda­rzeń zwią­za­nych z posta­cią Elż­biety Zahor­skiej, z dru­giej zaś pozwala śle­dzić nara­sta­nie wie­dzy o niej autora książki, odsła­nia­jąc jego warsz­tat naukowy.

Wyja­śnie­nia, jak sądzę, wymaga jej tytuł. Okre­śle­nie w nim użyte zawdzię­czam Wła­dy­sła­wowi Bar­to­szew­skiemu. Zasto­so­wał je w arty­kule opu­bli­ko­wa­nym w 1966 r. w cza­so­pi­śmie nauko­wym "Naj­now­sze Dzieje Pol­ski" na temat Orga­ni­za­cji Małego Sabo­tażu "Wawer". Oto jak ten tekst się zaczyna: "Histo­rycz­nym począt­kiem akcji małego sabo­tażu w War­sza­wie stały się pewne indy­wi­du­alne poczy­na­nia w zakre­sie pro­pa­gandy ulicz­nej, skie­ro­wane zrazu prze­ciwko oku­pan­towi, a następ­nie rów­nież prze­ciwko tym współ­o­by­wa­te­lom, któ­rzy nie zacho­wali postawy nale­ży­tej god­no­ści wobec oku­panta. Za pre­kur­sorkę akcji sabo­ta­żo­wej tego typu uwa­żać można stu­dentkę Elż­bietę Zahor­ską"8.

Rze­czy­wi­ście była ona pierw­szą osobą, któ­rej imię i nazwi­sko jako ska­za­nej na śmierć za zerwa­nie pla­katu władz oku­pa­cyj­nych, zostało podane do publicz­nej wia­do­mo­ści. Cze­sław Michal­ski w swych wspo­mnie­niach Wojna war­szaw­sko-nie­miecka prze­ka­zuje wia­do­mość nastę­pu­jącą: "Już w pierw­szych dniach listo­pada poli­cja nie­miecka w Woło­mi­nie pod War­szawą roz­strze­lała dwóch ludzi za zdzie­ra­nie pla­ka­tów. W War­sza­wie, w tym samym mniej wię­cej cza­sie, przy­pła­ciło to życiem dwa­dzie­ścia kilka osób"9. Wszy­scy ci ludzie popeł­nili taki sam czyn jak boha­terka tej książki, pozo­staną jed­nak ano­ni­mo­wymi ofia­rami oku­pa­cyj­nego ter­roru. Zupeł­nie przy­pad­kowo, pisząc ten wstęp i prze­glą­da­jąc zro­bione przed laty notatki z wyda­nej w 1941 r. w Lon­dy­nie ksią­żeczki I Saw Poland Suf­fer, zna­la­złem tam imię i nazwi­sko kogoś, kogo zabito za zerwa­nie takiego samego pla­katu, jaki zerwała Elż­bieta Zahor­ska. Oka­zuje się, że pla­kat "Anglio! Twoje dzieło!", roz­le­piony na rogu Trę­bac­kiej i Kra­kow­skiego Przed­mie­ścia, zerwał 9-letni Staś Kem­piń­ski. Widzący to nie­mieccy żoł­nie­rze posta­wili chłopca pod murem i na miej­scu zastrze­lili10. Ni­gdzie nie zna­la­złem potwier­dze­nia tej wia­do­mo­ści, co nie zna­czy, by była nie­praw­dziwa.

Ani Elż­biety Zahor­skiej, ani też nikogo innego, kogo raziły i obu­rzały roz­le­piane przez najeźdźcę pla­katy i kto posta­no­wił, w geście wła­snego, spon­ta­nicz­nego pro­te­stu, je usu­nąć, być może nie zda­jąc sobie sprawy z moż­li­wych kon­se­kwen­cji tego czynu, nikt do podej­mo­wa­nia takich dzia­łań nie nama­wiał! Pomysł zor­ga­ni­zo­wa­nia akcji, nazwa­nej przez jej ini­cja­tora Alek­san­dra Kamiń­skiego "małym sabo­ta­żem", naro­dził się praw­do­po­dob­nie dopiero latem 1940 r. Oto jak do tego doszło: "Na parę mie­sięcy przed powsta­niem w grud­niu 1940 r. Orga­ni­za­cji Małego Sabo­tażu Wawer Alek­san­der Kamiń­ski nara­dzał się z przy­ja­ciółmi, w jaki spo­sób do anty­nie­miec­kiej dzia­łal­no­ści kon­spi­ra­cyj­nej wcią­gnąć mło­dzież, dba­jąc jed­no­cze­śnie o jej bez­pie­czeń­stwo. To wła­śnie wów­czas auto­rowi Wiel­kiej gry przy­po­mniały się poja­wia­jące się na murach i par­ka­nach brzyd­kie wyrazy. Kamiń­ski zwró­cił uwagę, że choć wszy­scy napisy widzą, nikomu nie udało się zoba­czyć tego, kto je malo­wał. Słusz­nie więc rozu­mo­wał, że podob­nie rzecz się będzie miała, gdy w mie­ście poja­wią się patrio­tyczne hasła i sym­bole, wyko­nane taką samą nie­wi­dzialną ręką"11.

Arty­kuł "Mały" sabo­taż Alek­san­dra Kamiń­skiego opu­bli­ko­wany w pod­ziem­nym "Biu­le­ty­nie Infor­ma­cyj­nym", orga­nie pra­so­wym Związku Walki Zbroj­nej, z 1 listo­pada 1940 r.

Pierw­sza akcja "Wawra", pole­ga­jąca na roz­bi­ja­niu szyb witryn zakła­dów foto­gra­ficz­nych ze zdję­ciami nie­miec­kich ofi­ce­rów, prze­pro­wa­dzona została w War­sza­wie 5 grud­nia 1940 r. Wzięło w niej udział kilka osób, wśród nich sam Alek­san­der Kamiń­ski i jego naj­bliż­sza współ­pra­cow­nica, sekre­tarz redak­cji "Biu­le­tynu Infor­ma­cyj­nego" Maria Stra­szew­ska (zmarła w 2021 r. w wieku 102 lat). Wła­śnie w tym głów­nym orga­nie pod­ziem­nego Związku Walki Zbroj­nej 1 listo­pada 1940 r. został opu­bli­ko­wany arty­kuł "Mały" sabo­taż, autor­stwa pomy­sło­dawcy tej formy walki z oku­pan­tem. Zwra­cano się w nim z nastę­pu­ją­cym ape­lem: "Każdy z nas - męż­czyźni, kobiety, mło­dzież, zor­ga­ni­zo­wani i cho­dzący luzem - każdy z nas musi wziąć czynny udział w tej akcji "małego" sabo­tażu. Sabo­tażu, który nie narazi nikogo na szkody [podkr. moje - T.S.], a jed­no­cze­śnie utrudni wybit­nie codzienne życie oku­panta". Wśród poda­nych sze­ściu przy­kła­dów pro­po­no­wa­nych dzia­łań wymie­niono także "przy­le­pia­nie na słu­pie rekla­mo­wym lub na "niczyim" par­ka­nie anty­nie­miec­kiego wier­sza, afo­ry­zmu, dow­cipu"12. Zwróćmy uwagę, że nie znaj­dziemy tu zachęty do zry­wa­nia pla­ka­tów z obwiesz­cze­niami najeźdźcy, ale jak się oka­zało, nawet wów­czas gdy w pod­war­szaw­skiej Zie­lonce ktoś nale­pił kartkę z otwie­ra­ją­cymi Rotę Marii Konop­nic­kiej sło­wami "Nie będzie Nie­miec pluł nam w twarz, ni dzieci nam ger­ma­nił", Niemcy w odwe­cie 11 listo­pada 1939 r. roz­strze­lali tam dzie­wię­ciu, zna­nych dziś z imie­nia i nazwi­ska, miesz­kań­ców13.

Moim zda­niem trudno byłoby uznać Elż­bietę Zahor­ską za pre­kur­sorkę tych form małego sabo­tażu, jakie zostały zale­cone spo­łe­czeń­stwu w roku 1940. Stała się pre­kur­sorką dal­szego etapu walki cywil­nej z wro­giem, wciąż bez uży­cia broni. Infor­muje o nim wydana w pod­zie­miu pod pseu­do­ni­mem J. Górecki, u progu 1942 r., książka Alek­san­dra Kamiń­skiego Wielka gra. Cały jej roz­dział czwarty nosi tytuł "Mały sabo­taż". Przy­po­mniano tu roz­le­piony w końcu paź­dzier­nika 1939 r. pla­kat z pro­kla­ma­cją Hansa Franka o utwo­rze­niu Gene­ral­nego Guber­na­tor­stwa, jed­nak bez infor­ma­cji, by był zdzie­rany, nato­miast ze sło­wami podziwu dla tych, któ­rzy na owym pla­ka­cie umiesz­czali nalepkę "Mar­sza­łek Pił­sud­ski powie­działby: A my was w d... mamy". Dziś wiemy, że była ona dzie­łem człon­ków utwo­rzo­nej 15 paź­dzier­nika 1939 r. orga­ni­za­cji kon­spi­ra­cyj­nej Pol­ska Ludowa Akcja Nie­pod­le­gło­ściowa.

W Wiel­kiej grze znaj­dziemy taki oto zna­mienny frag­ment: "Zdzie­ra­nie afi­szów jest czę­stą formą pro­te­stu prze­ciwko zbyt już bez­czel­nemu cyni­zmowi wro­giej pro­pa­gandy. Tak np. gdy mie­siąc czy dwa po oku­pa­cji kraju roz­le­piono w Pol­sce wiel­kie malo­wi­dła, przed­sta­wia­jące ran­nych żoł­nie­rzy pol­skich, ruiny i pożary, a na tym tle napis: "Anglio - twoje dzieło" - nic dziw­nego, że samo­rzut­nym odru­chem setek ludzi [podkr. moje - T.S.] stało się zdzie­ra­nie tej płachty. Dla nowi­cju­szy podaję tech­niczny szcze­gół: nie musi się dążyć do zdar­cia całego afi­sza - wystar­czy nade­rwać róg albo prze­je­chać się przez afisz jakimś twar­dym, dra­pią­cym przed­mio­tem (klu­czem, trzon­kiem scy­zo­ryka). Gdy zoba­czy­cie jakiś wyjąt­kowo cyniczny i bez­czelny afisz nie­miecki - nie cze­kaj­cie roz­kazu i niszcz­cie go od razu sami"14. Zaska­ku­jące, że wła­śnie w tym kon­tek­ście nie przy­po­mniano postaci Elż­biety Zahor­skiej, która w ten spo­sób postą­piła!15

Rze­tel­ność histo­ryka wymaga spraw­dze­nia, czy istot­nie czyn Elż­biety Zahor­skiej i wydany na nią przez Niem­ców, za zerwa­nie ich pro­pa­gan­do­wego pla­katu, wyrok śmierci odbiły się gło­śnym echem poza gra­ni­cami naszego kraju. Taką infor­ma­cję prze­ka­zał w swym wspo­mnie­nio­wym tek­ście brat Elż­biety - Jerzy Domi­nik. Pisze on: "Po przy­jeź­dzie do Anglii [w 1942 r.? - T.S.] poin­for­mo­wano mnie, że wkrótce po śmierci Litki radio­sta­cje lon­dyń­skie nadały na cały świat prze­mó­wie­nie kró­lo­wej angiel­skiej, w któ­rym pod­kre­śliła boha­ter­ski czyn mojej sio­stry oraz zło­żyła jej hołd w imie­niu Anglii. W pra­sie angiel­skiej i ame­ry­kań­skiej czy­ta­łem infor­ma­cje o tra­gicz­nej śmierci mojej Matki"16. Anna Zahor­ska "Savi­tri" zmarła 14 paź­dzier­nika 1942 r. w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym Auschwitz-Bir­ke­nau, o jej śmierci powia­do­miono męża Euge­niu­sza, wąt­pliwe, by ta wia­do­mość prze­do­stała się do zagra­nicz­nej prasy. Przy­znaję, że nie wie­dzia­łem, jak można dotrzeć do prze­mó­wie­nia bry­tyj­skiej kró­lo­wej Elż­biety, żony króla Jerzego VI i matki zmar­łej 8 wrze­śnia 2022 r. Elż­biety II. I tym razem pomo­gła mi moja kole­żanka dr Mag­da­lena Hułas, któ­rej udało się, dzięki zamiesz­ka­łej w Anglii rodzi­nie, wysłu­chać owego prze­mó­wie­nia, trwa­ją­cego zale­d­wie osiem minut, nada­nego 11 listo­pada 1939 r. Kró­lowa w imie­niu kobiet bry­tyj­skich prze­ka­zała w nim m.in. wyrazy głę­bo­kiej sym­pa­tii kobie­tom w Pol­sce, pierw­szym, na które "padło okrutne, dru­zgo­cące ude­rze­nie" w tej woj­nie. Nie została przy tym wspo­mniana Elż­bieta Zahor­ska17.

Z kolei inną tego rodzaju wia­do­mość znaj­dziemy w tek­ście Danuty Hry­nie­wicz. Dowia­du­jemy się mia­no­wi­cie, iż "Jesz­cze w 1939 r. dotarła do Pol­ski wia­do­mość, że kró­lowa bel­gij­ska przy­znała Litce wyso­kie odzna­cze­nie woj­skowe"18. Znów popro­si­łem Mag­da­lenę Hułas o poszu­ki­wa­nie w inter­ne­cie infor­ma­cji zarówno o tej kró­lo­wej, jak też nada­wa­nych przez nią meda­lach czy orde­rach. Oka­zuje się, że pocho­dząca z Bawa­rii kró­lowa Elż­bieta (1876-1965), żona króla Bel­gii Alberta I i matka króla Leopolda III (odwie­dziła Pol­skę w 1955 r. z oka­zji Kon­kursu Cho­pi­now­skiego), medal swego imie­nia ufun­do­wala 15 wrze­śnia 1915 r. Usta­no­wiono go jako odzna­cze­nie dla tych wszyst­kich, któ­rzy przy­czy­nili się do ulże­nia cier­pie­niom ofiar tam­tej wojny19. Nie udało się usta­lić, czy ten medal był też przy­zna­wany pod­czas II wojny świa­to­wej, a jeśli tak, kto go otrzy­mał. Bar­dzo wąt­pliwe, by w ten spo­sób uczczono Elż­bietę Zahor­ską.

Na zakoń­cze­nie pra­gnę prze­ka­zać słowa ser­decz­nego podzię­ko­wa­nia wszyst­kim tym oso­bom, któ­rych dotych­czas nie wymie­ni­łem. Byłemu wice­dy­rek­to­rowi Biblio­teki Naro­do­wej Miko­ła­jowi Bali­szew­skiemu zawdzię­czam zro­bie­nie dla mnie, pod­czas pan­de­mii, kilku kse­ro­ko­pii znaj­du­ją­cych się w jej zbio­rach arty­ku­łów z cza­so­pism oraz frag­men­tów ksią­żek. Jego kuzyn, zmarły 10 sierp­nia 2020 r. nie­od­ża­ło­wany Dariusz Bali­szew­ski, prze­ka­zał mi odna­le­zione prze­zeń infor­ma­cje o pole­głych we wrze­śniu 1939 r. żoł­nier­zach noszą­cych nazwi­sko Wło­darz. Być może jeden z nich był mężem roz­strze­la­nej wraz z Elż­bietą Zahor­ską wdowy Euge­nii. Otrzy­ma­łem odeń także cenne infor­ma­cje o świadku egze­ku­cji ks. Sta­ni­sła­wie Twor­kow­skim (1901-1999). Zatrud­niona w Archi­wum Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego Anna Dzie­dzic w liście z 22 stycz­nia 2021 r. poin­for­mo­wała mnie, że w doku­men­tach nie zna­le­ziono potwier­dze­nia, by Elż­bieta Zahor­ska była stu­dentką tej uczelni. Dr Ire­nie Fedo­ro­wicz z Wilna zawdzię­czam wia­do­mość, że w tam­tej­szym archi­wum nie udało się jej odna­leźć teczki oso­bo­wej Elż­biety Zahor­skiej. Uro­dzona w Wil­nie, od lat zaprzy­jaź­niona ze mną, orien­ta­listka Maria Emi­lia Lopatto, dzięki posia­da­nemu przez nią wspa­nia­łemu zbio­rowi publi­ka­cji na temat histo­rii Wilna, pomo­gła mi zgro­ma­dzić mate­riały doty­czące Jerzego Zahor­skiego ps. "Fosto­wicz" (1921-1944), wspa­nia­łej i tra­gicz­nej postaci żoł­nie­rza wileń­skiego Kedywu, a także jego rodziny. Sio­strze Karo­li­nie Łuczak, dyrek­torce Zespołu Szkół Sióstr Naza­re­ta­nek przy ul. Czer­nia­kow­skiej 137 w War­sza­wie, dzię­kuję za zro­bie­nie dla mnie i prze­sła­nie foto­gra­fii tablicy upa­mięt­nia­ją­cej nauczy­cieli i wycho­wan­ków. Wymie­nione tam są wszyst­kie trzy sio­stry Zahor­skie. Dok­tor Elż­bie­cie Orman jestem wdzięczny za prze­sła­nie mi kse­ro­ko­pii tek­stu, jaki 3 marca 1985 r. Danuta Hry­nie­wicz wysłała do kra­kow­skiej redak­cji Pol­skiego Słow­nika Bio­gra­ficz­nego. Zawie­rał on wstępną wer­sję życio­ry­sów Anny, Elż­biety i Bole­sława Zahor­skich. Podzię­ko­wa­nia kie­ruję też pod adre­sem dr. hab. Jacka Zyg­munta Sawic­kiego, pro­fe­sora w Kato­lic­kim Uni­wer­sy­te­cie Lubel­skim, zatrud­nio­nego od lat także w Insty­tu­cie Pamięci Naro­do­wej. Jego arty­kuł Kobieta wrze­śnia '39, opu­bli­ko­wany w 2012 r. w "Tygo­dniku Powszech­nym", był dla mnie pierw­szym obszer­nym tek­stem o życiu Elż­biety Zahor­skiej, jaki prze­czy­ta­łem20. Jako popu­la­ry­za­tor­ski pozba­wiony był przy­pi­sów. Dopiero z cza­sem udało mi się usta­lić, skąd autor zaczerp­nął infor­ma­cje. Recen­zen­towi mojej książki, pro­fe­so­rowi Mar­kowi Ney-Krwa­wi­czowi, zawdzię­czam uzy­ska­nie dofi­nan­so­wa­nia ze strony Sto­wa­rzy­sze­nia Auto­rów ZAiKS. Beacie Bińko dzię­kuję za zre­da­go­wa­nie tek­stu i wpi­sa­nie go do kom­pu­tera. Wydaw­nic­twu Bel­lona za pod­pi­sa­nie ze mną umowy na tę książkę i jej piękną, z uwagi na liczne ilu­stra­cje, edy­cję.

Bro­ni­sława z Kowa­lew­skich Elzen­ber­gowa (1857-1940) - babka Elż­biety Zahor­skiej po kądzieli. Foto­gra­fia wyko­nana w Mohy­le­wie

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Edy­cję tę, w opra­co­wa­niu Zbi­gniewa Lan­daua i Jerzego Toma­szew­skiego, wydaną w latach 1962-1963 w War­sza­wie, zawdzię­czamy Pań­stwo­wemu Wydaw­nic­twu Nauko­wemu. [wróć]

2. Pierw­sze wyda­nie uka­zało się w 1967 r., ja korzy­sta­łem z wyda­nia dru­giego, z 1970 r., cyt. za wyda­niem trze­cim, uzu­peł­nio­nym, Świat Książki, War­szawa 2008, s. 46. [wróć]

3. Książkę opu­bli­ko­wał Czy­tel­nik, infor­ma­cja o Elż­bie­cie Zahor­skiej, s. 55. Poda­łem tam myl­nie datę obwiesz­cze­nia jako datę śmierci oraz błęd­nie, że była stu­dentką histo­rii. Prze­ka­za­łem nato­miast wia­do­mość, że nie­mal iden­tyczny pla­kat, ale z pod­pi­sem "C'est l'Anglais qui nous a fait ça!", Niemcy roz­wie­szali w oku­po­wa­nym Paryżu. Znacz­nie póź­niej stwier­dzi­łem, że auto­rem obu był Theo Matejko. [wróć]

4. K. Irzy­kow­ski, Notatki z życia, obser­wa­cje i motywy, wyboru doko­nał A. Dobosz, wstę­pem opa­trzył S. Kisie­lew­ski, Czy­tel­nik, War­szawa 1964, s. 378, zapis z 3 XI 1939 r.: "Litka Zahor­ska nie żyje, została wczo­raj roz­strze­lana przez Niem­ców". Dzien­nik tego pisa­rza, zaprzy­jaź­nio­nego z rodziną Zahor­skich, to jeden z naj­waż­niej­szych prze­ka­zów doty­czą­cych życia i śmierci Elż­biety Zahor­skiej. Konieczne jest jed­nak korzy­sta­nie z edy­cji pod redak­cją Andrzeja Lama, opu­bli­ko­wa­nej przez Wydaw­nic­two Lite­rac­kie w Kra­ko­wie w 2001 r., gdyż Andrzej Dobosz poczy­nił opustki, tego nie zazna­cza­jąc. [wróć]

5. Skró­cona wer­sja uka­zała się pt. Ostatni zrzut w niszo­wym wydaw­nic­twie Micha­li­neum, Kra­ków-Stara Wieś 1984, do obiegu nauko­wego wspo­mnie­nia ks. Sta­ni­sława Twor­kow­skiego wpro­wa­dziła, korzy­sta­jąc z edy­cji lon­dyń­skiej, Danuta Hry­nie­wicz w 1992 r. (zob. następny przy­pis). [wróć]

6. Pierw­szy, pt. Anna Zahor­ska i jej rodzina, opu­bli­ko­wany został w 1985 r. w "Kro­nice War­szawy", któ­rej redak­to­rem był spo­krew­niony z tą rodziną histo­ryk prof. Andrzej Zahor­ski (t. 16, nr 1/2, s. 85-103). Drugi, jesz­cze obszer­niej­szy, arty­kuł Danuty Hry­nie­wicz uka­zał się w cza­so­pi­śmie "Chrze­ści­ja­nie", wyda­wa­nym w Nie­po­ka­la­no­wie przez oo. fran­cisz­ka­nów (1992, t. XIX, s. 127-165), i nosił tytuł Anna Zahor­ska (1882-1942) i jej córka Elż­bieta (1915-1939). Frag­ment wspo­mnień ks. Sta­ni­sława Twor­kow­skiego, zaty­tu­ło­wany "Noch ist Polen nicht ver­lo­ren", tu na s. 156-158. [wróć]

7. Przy­go­to­wana przez nią impo­nu­jąca edy­cja wier­szy poetki "Savi­tri", ze świet­nym wstę­pem, uka­zała się w Bia­łym­stoku naj­pierw w 2017, a potem w 2021 r. nakła­dem Wydaw­nic­twa Sto­wa­rzy­sze­nia Absol­wen­tów Wydziału Prawa Uni­wer­sy­tetu w Bia­łym­stoku Temida 2, podob­nie jak świetna książka o rodzi­nie Elzen­ber­gów, opu­bli­ko­wana w 2019 r. [wróć]

8. Cytuję za prze­dru­kiem w: W. Bar­to­szew­ski, Pisma wybrane, t. 2: 1958-1960, opr. A.K. Kunert, Uni­ver­si­tas, Kra­ków 2007, s. 278. [wróć]

9. Pod­ty­tuł - Pamięt­nik wawer­czyka, Czy­tel­nik, War­szawa 1971, s. 12-13. [wróć]

10. Pod tytu­łem jest nastę­pu­jąca infor­ma­cja o ano­ni­mo­wym auto­rze: "by a Polish doctor who held an offi­cial posi­tion in War­saw under the Nazis". Obok zamiesz­czo­nej tam foto­gra­fii ludzi sto­ją­cych przed pla­ka­tem "Anglio! Twoje dzieło!" na s. 43 jest infor­ma­cja o Sta­siu Kem­piń­skim. [wróć]

11. T. Sza­rota, Karu­zela na placu Kra­siń­skich. Stu­dia i szkice z lat wojny i oku­pa­cji, wyd. 2, Ofi­cyna Wydaw­ni­cza Rytm, War­szawa 2007, s. 41. [wróć]

12. Cytuję za prze­dru­kiem rocz­ni­ków "Biu­le­tynu Infor­ma­cyj­nego" pod redak­cją Grze­go­rza Nowika, "Prze­gląd Histo­ryczno-Woj­skowy" 2001, nr spe­cjalny 1 (190), s. 303. [wróć]

13. Pierwsi o tej zapo­mnia­nej dziś zbrodni pisali Feliks Z. Were­miej i Józef Maj­kut: Salwa w dniu 11 listo­pada. Przed Waw­rem była Zie­lonka..., "Wro­cław­ski Tygo­dnik Kato­li­ków" 1960, nr 46; por. W. Bar­to­szew­ski, War­szaw­ski pier­ścień śmierci 1939-1944. Ter­ror hitle­row­ski w oku­po­wa­nej sto­licy, Świat Książki, War­szawa 2008, s. 52-53, gdzie podano imiona i nazwi­ska ofiar, wśród nich pię­ciu har­ce­rzy; pisze o tym także Cze­sław Michal­ski (Wojna war­szaw­sko-nie­miecka..., s. 13). [wróć]

14. Reedy­cję Wiel­kiej gry, w opra­co­wa­niu Andrzeja Krzysz­tofa Kunerta, przy­go­to­wała do druku Ofi­cyna Wydaw­ni­cza Rytm, uka­zała się w 2000 r., wzno­wie­nie w 2021 r., cytaty ze s. 156 i 174. [wróć]

15. Nie wymie­nił jej rów­nież Andrzej Ska­li­mow­ski, autor hasła Mały sabo­taż w lek­sy­ko­nie War­szawa wal­czy 1939-1945 pod redak­cją Krzysz­tofa Komo­row­skiego, Fun­da­cja War­szawa Wal­czy we współ­pracy z Wydaw­nic­twem Bel­lona, War­szawa 2014, s. 459, nato­miast jako pre­kur­sorka Elż­bieta Zahor­ska jest podana w poświę­co­nym małemu sabo­ta­żowi tek­ście Wiki­pe­dii, umiesz­czo­nym tam w 2020 r. [wróć]

16. Tekst "O moich naj­bliż­szych" opu­bli­ko­wała Danuta Hry­nie­wicz w cza­so­pi­śmie "Chrze­ści­ja­nie", Anna Zahor­ska (1882-1942) i jej córka Elż­bieta (1915-1939), s. 159-160. [wróć]

17. Infor­ma­cja od Mag­da­leny Hułas, prze­ka­zana tele­fo­nicz­nie 18 VI 2020. [wróć]

18. D. Hry­nie­wicz, Anna Zahor­ska (1882-1942) i jej córka Elż­bieta (1915-1939), s. 139. [wróć]

19. Wiki­pe­dia fran­cu­ska: Médaille de la reine Élisabeth, Wiki­pe­dia angiel­ska Qeen Eli­sa­beth Medal, Wiki­pe­dia nie­miecka Eli­sa­beth Gabriele in Bay­ern (dostęp do wszyst­kich trzech 19 VI 2020). [wróć]

20. Ten sam tekst, z nie­wiel­kimi tylko zmia­nami, uka­zał się pt. Naj pierw był spon­ta­niczny opór w "Biu­le­ty­nie Infor­ma­cyj­nym. Mie­sięcz­niku Świa­to­wego Związku Żoł­nie­rzy Armii Kra­jo­wej" 2020, nr 12, s. 38-43. [wróć]

21. Infor­ma­cje bio­gra­ficzne o Annie Zahor­skiej podaję na pod­sta­wie dwóch wymie­nio­nych we wstę­pie arty­ku­łów Danuty Hry­nie­wicz z "Kro­niki War­szawy" i "Chrze­ści­jan". [wróć]