Prawo dziecka do szacunku - Janusz Korczak

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Lekceważenie - Nieufność

Od zarania wzrastamy w poczuciu, że większe - ważniejsze od małego.

- Jestem duży - cieszy się dziecko, postawione na stole. - Jestem wyższy od ciebie - stwierdza z uczuciem dumy, mierząc się z rówieśnikiem. Przykro wspinać się na palcach i nie móc dosięgnąć, ciężko drobnemi krokami nadążać za dorosłymi; z małej ręki wyślizgnie się szklanka. Niezręcznie z mozołem pnie się na krzesło, do pojazdu, na schody; nie może ująć klamki, wyjrzeć przez okno, zdjąć lub zawiesić, bo wysoko. W tłumie zasłaniają, nie dostrzegą, potrącą. Niewygodnie, przykro być małym. Szacunek i podziw budzi to, co duże, więcej zajmuje miejsca. Mały - pospolity, nieciekawy. Mali ludzie, małe potrzeby, radości i smutki. Imponują: wielkie miasto, wysokie góry, wyniosłe drzewo. - Mówimy: - Wielki czyn, wielki człowiek. Dziecko małe, lekkie, mniej go jest. - Musimy się pochylić, zniżyć ku niemu.

Co gorsze, dziecko jest słabe. Możemy podnieść, podrzucić do góry, wbrew woli posadzić, możemy przemocą zatrzymać w biegu, udaremnić wysiłek. Ilekroć nie posłucha, mam w rezerwie siłę. Mówię: "nie odchodź, nie rusz, odsuń się, oddaj". Ono wie, że musi; ile razy probuje bezskutecznie, zanim zrozumie, podda się, zrezygnuje. Kto i kiedy, w jak wyjątkowych warunkach, ośmieli się dorosłego pchnąć, szarpnąć, uderzyć? A jak codzienny i niewinny klaps, wymierzony dziecku, mocne pociągnięcie za rękę, bolesny uścisk pieszczoty. Poczucie niemocy wychowuje cześć dla siły; każdy, już nietylko dorosły, ale starszy i silniejszy, może brutalnie wyrazić niezadowolenie, siłą poprzeć żądanie i wymóc posłuch: może skrzywdzić bezkarnie. Uczymy własnym przykładem lekceważenia, co słabsze. Zła szkoła, ponura przepowiednia.

Zmieniło się oblicze świata. Już nie siła mięśni wykonywa pracę i broni przed wrogiem, nie siła mięśni wydziera ziemi, lasom, morzu - panowanie, dosyt i bezpieczeństwo. Ujarzmiony niewolnik - maszyna. Mięśnie straciły wyłączny przywilej i walor. - Tem większy szacunek dla intellektu i wiedzy. Podejrzany lamus, skromna cela myśliciela - rozrosły się w hale i gmachy badacza. Narastają piętra bibljotek, uginają się półki pod ciężarem ksiąg. Zaludniły się świątynie dumnego rozumu. - Człowiek wiedzy tworzy i rozkazuje. Hieroglify cyfr i kresek raz wraz ciskają tłumom nowe zdobycze, dają świadectwo ludzkiej potęgi. - Trzeba to wszystko ogarnąć pamięcią i rozumieniem. Wydłużają się lata mozolnej nauki, coraz więcej szkół, egzaminów, drukowanego słowa. - A dziecko małe, słabe, które krótko żyło - nie czytało, nie umie...

Groźne zagadnienie, jak dzielić zdobyte obszary, jakie komu zadanie i zapłata, jak się zagospodarować na opanowanym globie. Ile i jak rozrzucić warsztaty, by nakarmić głodne pracy ręce i mózgi, jak utrzymać mrowie ludzkie w posłuchu i ładzie, jak się zabezpieczyć przed złą wolą i szaleństwem jednostki, jak godziny życia wypełnić działaniem, spoczynkiem i rozrywką, bronić przed apatją, przesytem i nudą. Jak wiązać ludzi w karne skupienia, ułatwiać porozumienie; kiedy rozpraszać i dzielić. Tu popędzać i zachęcać, tam hamować, tu rozpalać, tam gasić. Politycy i prawodawcy ostrożnie probują, a raz wraz się mylą. I o dziecku radzą i postanawiają; ale któż pytać się będzie naiwne o sąd i zgodę; cóż ono mieć może do powiedzenia?

Obok rozumu i wiedzy w walce o byt i wpływy pomaga spryt. Zabiegliwy wywęszy trop i nad wartość otrzyma zapłatę; wbrew rzetelnym obliczeniom, nagle i łatwo zdobywa; olśniewa i zazdrość budzi. Przebiegle trzeba znać człowieka, - już nie ołtarze, ale chlewik życia. A dziecko drepce nieradnie z książką szkolną, piłką i lalką; przeczuwa, że bez jego udziału, ponad niem, dzieje się ważne i silne, co decyduje o doli i niedoli, karze i nagradza i łamie.

Kwiat jest zapowiedzią przyszłego owocu, pisklę będzie kurą, która znosi jaja, cielę będzie dawało mleko. Tymczasem staranie, wydatek i troska: czy się uchowa, czy nie zawiedzie? Młode budzi niepokój, długo czekać trzeba; może będzie podporą starości i z nawiązką pokryje. Ale zna życie posuchy, przymrozki i grady, co warzą i niszczą plony. Szukamy zapowiedzi, pragniemy przewidzieć, zapewnić; niespokojne oczekiwanie, co będzie, zwiększa lekceważenie tego, co jest. Mała rynkowa wartość młodego. Tylko wobec Prawa i Boga kwiat jabłoni tyle wart, co jabłko, zielona ruń, ile łan dojrzały.

Piastujemy, osłaniamy, żywimy, kształcimy. Nie troszcząc się, otrzymuje; czem byłoby bez nas, którym wszystko zawdzięcza? Jedynie, wyłącznie, wszystko tylko - my. Znamy drogi do pomyślności, dajemy wskazówki i rady. Rozwijamy zalety, tłumimy wady. Kierujemy, poprawiamy, zaprawiamy. Ono nic, wszystko - my. Rozkazujemy i żądamy posłuchu. Moralnie i prawnie odpowiedzialni, wiedząc i przewidując, jesteśmy jedynymi sędziami czynów, ruchów, myśli i zamierzeń dziecka. Wydajemy zlecenia, czuwamy nad spełnieniem; zależnie od woli i rozumienia - nasze dzieci, nasza własność - wara. (Zmieniło się prawda co nieco. Już nietylko wola i autorytet wyłączny rodziny - ostrożna jeszcze, ale już kontrola społeczna. Zlekka, niepostrzeżenie).

Żebrak rozporządza dowoli jałmużną, dziecko nic nie ma własnego, musi zdać sprawę z każdego, otrzymanego za darmo do użytku przedmiotu. Nie wolno podrzeć, złamać, zabrudzić, nie wolno podarować, nie wolno odrzucić niechętnie. Ma przyjąć i być zadowolone. - Wszystko w oznaczonem miejscu i czasie, rozważnie i zgodnie z przeznaczeniem. (Może dlatego ceni bezwartościowe drobiazgi, które budzą ździwione politowanie: rupiecie - jedyna naprawdę własność i bogactwo sznurka, pudełka, paciorków). Za świadczenia ma dziecko ulegać, zasłużyć dobrem sprawowaniem - niech wyprosi, wyłudzi, byle nie żądało. Nic mu się nie należy, z dobrej woli dajemy. (Nasuwa się bolesna analogja: przyjaciółka bogacza). Przez nędzę dziecka i łaskę materjalnej zależności - znieprawiony jest stosunek dorosłych do dzieci.

Lekceważymy dziecko, bo nie wie, nie domyśla się, nie przeczuwa. Nie zna trudności i powikłań dorosłego życia, nie wie, skąd płyną okresy naszych podnieceń, zniechęceń i znużeń, co płoszy spokój i kwasi humory: nie zna dojrzałych porażek i bankructw. Łatwo uśpić, zwieść naiwne i ukryć. Sądzi, że życie proste i łatwe. Jest tatuś, jest mama; ojciec zarabia, mama kupuje. Nie zna zdrad obowiązkom, ani sposobów walki człowieka o swoje i więcej. Samo wolne od trosk materjalnych, od mocnych pokus i wstrząśnień - znów nie wie i sądzić nie może. - My zgadujemy je w lot, jednem niedbałem spojrzeniem nawskroś przenikamy, bez śledztw wykrywamy nieudolne podstępy. A może łudzimy się, sądząc, że dziecko to tylko i tyle, ile my chcemy? Może kryje się przed nami, może cierpi skrycie?

Łupimy góry, wycinamy drzewa, tępimy zwierzęta. Coraz liczniejsze osiedla, gdzie dawniej knieje i moczary. Zasadzamy człowieka na raz wraz nowych terenach. Ukorzyliśmy świat, służy żelazo i zwierzę; ujarzmiliśmy rasy kolorowe, zgruba ułożyliśmy stosunek wzajemny narodów i ugłaskaliśmy masy. Odległy jeszcze ład sprawiedliwy, więcej krzywdy i poniewierki. Niepoważne się zdają dziecięce wątpliwości i zastrzeżenia. Jasny demokratyzm dziecka nie zna hierarchji. Do czasu boli je pot wyrobnika i głodny rówieśnik, niedola dręczonego konia, zarzynanej kury. Bliski mu pies i ptak, równy motyl i kwiat, w kamyku i muszelce odnajduje brata. Niesolidarne w wyniosłej dumie dorobkiewicza, nie wie, że człowiek tylko ma duszę.

Lekceważymy dziecko, bo ma przed sobą wiele godzin życia. Czujemy trud własnych kroków, ociężałość interesownych ruchów, skąpstwo postrzegań i odczuwań. Dziecko biega i skacze, bez potrzeby patrzy, dziwi się i rozpytuje; lekkomyślnie łzy roni i szczodrze się cieszy. Cenę ma piękny dzień jesieni, gdy słońce rzadziej; wiosną i tak zielono. Wystarczy byle jak, mało do szczęścia potrzeba - zbędne starania. Pośpiesznie, niedbale je zbywamy. Lekceważymy mnogość jego życia i radość, którą dać łatwo. Nam uciekają ważne kwadranse i lata; ono ma czas, zdąży jeszcze, doczeka.

Dziecko nie jest żołnierzem, nie broni ojczyzny, choć wraz z nią cierpi.

O opinję nie trzeba się ubiegać, bo nie jest wyborcą: nie grozi, nie żąda, nie mówi.

Słabe, małe, biedne, zależne - dopiero będzie obywatelem.

Pobłażliwe, szorstkie, brutalne, a zawsze lekceważenie.

Smarkacz, dziecko tylko, przyszły człowiek, nie teraźniejszy. Będzie dopiero naprawdę.

***

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.