Prawdy Mitomana - David Tatarski

Reflow text when sidebars are open.
Każdy z nas chyba ma w życiu taki moment w którym myśli wydają się nie mieć końca. Są jak las, po którym chodzimy szukając wyjścia. Rozglądając się wokoło i uważając na poszczególne rzeczy znajdujące się w nim. Każda nasza myśl jest jak jedno takie drzewo w tym lesie. Im dalej idziemy, tym coraz więcej ich widzimy. Im częściej zaglądamy w głąb naszego umysłu, tym więcej tworzymy myśli, a ich korzenie sięgają tak głęboko, że nie łatwo jest się tego pozbyć. Często zamykam oczy i wyobrażam sobie, że siedzę na pnie drzewa, które kiedyś rosło w tym miejscu, w tym lesie. Czarnym, wielkim i cichym. Nasłuchuje tego, co mi chce przekazać. Rozglądając się wokoło, nie widzę słońca, nie widzę chmur. Widzę drzewa, widzę liście, słyszę ptaki, jakiś szelest i połamane patyki. Nie widzę nikogo, nie czuję nikogo. Jestem tylko ja i moje drzewa, moje myśli. Często pozwalam się porwać moim myślom w inny świat. W świat, który przez długie lata omijałem szerokim łukiem. Bałem się tego, co mnie otaczało i obawiałem tego, co może mnie spotkać w przyszłości. Odkąd tylko pamiętam, zawsze odbiegałem od rówieśników. Nie ciekawiły mnie te same rzeczy, nie lubiłem nigdy uprawiać sportów ani też nie miałem smykałki do przedmiotów ścisłych. Bywały momenty, że czułem się przez to gorszy, niechciany. Z biegiem czasu poznałem wielu cudownych ludzi, którzy pokazywali mi świat w różnorodnych barwach. Nauczyłem się na nowo kochać i cieszyć tym, co dawał mi los. To była niesamowita podróż.
Pisząc tę książkę i tworząc tę postać, borykałem się z problemami natury osobistej. Bywały dni w których nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca i bywały też takie, gdzie nie miałem ochoty oddychać. Właśnie wtedy zmuszałem się aby wstać z łóżka i przelać na papier to, co leżało mi na sercu. Jestem szczęśliwy, że dzisiaj mogę odetchnąć z ulgą i powiedzieć - udało mi się. Zdaje sobie sprawę z tego, że historia ta, może wywołać u wielu osób różnorakie emocje. W moim życiu wiele razy spotykałem się z kłamstwem i zawsze próbowałem znaleźć sposób aby z nim wygrać. Raz mi się udawało, a raz nie. Nie zawsze było kolorowo. Mimo młodego wieku, chciałbym aby ta książka dała państwu do myślenia. Pozwoliła uwolnić emocje czy myśli, które od zawsze w sobie skrywamy. Każdy z nas szuka w życiu tego samego. I gdy wydaje się nam, że mamy już wszystko, to uświadamiamy sobie, że wciąż brakuje nam tego jedynego, prawdziwego szczęścia.
Cena jego zaś, czasem jest zbyt wysoka.
David Tatarski
Nie ma nic gorszego niż poranny smutek. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek mi to minie, bo ileż można siedzieć w domu między czterema ścianami i z nikim się nie spotykać. Taki stan wydaje się być czasem jedyną deską ratunku dla mnie. Nie muszę wtedy znosić wszystkich tych chamskich uwag rzucanych w moją stronę i spotykać się z ludźmi na których nie mam najmniejszej ochoty patrzeć. Nie mówię tutaj oczywiście o moich przyjaciołach, których sobie bardzo cenię. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy. Jestem sam od dłuższego czasu, a od niedawna zrozumiałem, że jestem kim jestem. Ciężka sprawa - pomyślałby sobie człowiek, ale ja jakoś od dawna to przeczuwałem.
W samej podstawówce podobał mi się ktoś z klasy. Dla mnie wydawało się to być dosyć normalnym zjawiskiem, ale dla moich znajomych było to czymś zaskakującym. Piękny młody człowiek, blondyn, wysportowany i zawsze uśmiechnięty, a przede wszystkim dusza towarzystwa - idealny partner dla każdego. Kiedy na niego patrzysz, czujesz takie ciepło w środku, którego nikt inny nie jest w stanie ci dać. Często zdarzały mi się sytuacje w których uśmiechałem się sam do siebie, a znajomi pytali co mnie tak bawi. Nie bawiło mnie nic, poza jednym dosyć fajnym faktem. Wyobrażałem sobie jak mnie przytula i mówi, że mnie kocha. Normalny człowiek pomyślałby, że całkiem mi odbiło, ale wcale tak nie jest. To była pewnego rodzaju więź. Więź, której za cholerę nie potrafię wytłumaczyć. To się czuło. W mojej głowie potrafiłem odtworzyć każde jego słowo, które wypowiedział w moją stronę. A sam ten moment, kiedy stawał ze mną twarzą w twarz był czymś niesamowitym i niepowtarzalnym. Nie liczyło się wtedy nic ani nikt. Tylko ja i on. Na samo wspomnienie jego uśmiechu dostaję gęsiej skórki. Uważałem go za chodzący ideał tamtych młodzieńczych lat. Żyłem w przekonaniu, że byłby to ktoś, kto miałby na mnie wielki pozytywny wpływ. Nie pomyślałem wtedy o jednym, że to może oznaczać tylko problemy. I nie jest to coś, czym człowiek powinien się dzielić ze wszystkimi. Wtedy jednak nie myślałem o tym w takich kategoriach. Prawda jest chyba taka, że w ogóle nad tym nie myślałem. Dla mnie to było coś normalnego i naturalnego. Tak powinno się dziać w życiu. Tak powinno być w życiu. Powiem ci szczerze, że robiłem wszystko by na mnie spojrzał. Śmiałem się bardzo głośno, wydurniałem, dokuczałem mu, a nawet pyskowałem do niego. Codziennie rano wstawałem i dbałem o siebie jak przystało na chłopaka. Zawsze umyte włosy i ładnie ułożone, zawsze pachnący i zawsze dobrze ubrany by zrobić jak najlepsze wrażenie.
Niestety nigdy nie zostało to zauważone. Zawsze gdzieś odstawałem w tej grupie. Czasem czułem się gorszy, choć nie miałem powodu by tak myśleć. Miałem u swego boku osoby, które mnie lubiły i szanowały. Potrafiliśmy wspólnie się bawić i spędzać czas. Obgadywaliśmy każdego, a wszelkie klasowe kłótnie były czymś niesamowitym i wielkim wydarzeniem o którym zawsze mówiło się głośno. Pamiętam sytuację z moją przyjaciółką, której w pierwszej klasie złamałem kredkę, a ona pełna żalu i ochoty by wybuchnąć płaczem, przyjęła moją propozycję aby w zamian złamać moją. Patrząc na przestrzeni czasu dochodzę do wniosku, że nigdy chyba nie szanowałem cudzej własności. I pomyślisz, że to zabawne bo chodzi o głupią kredkę, ale przecież to była jej kredka, jej własność, którą ja zniszczyłem, a w obawie przed konsekwencjami pomogłem jej złamać moją. Powszechna jak na tamte czasy zasada "coś za coś" odegrała swoją rolę w należyty sposób. Dzisiaj, będąc już o wiele starszy, mogę śmiało powiedzieć, że oddałbym wszystko by móc zmienić tamte chwile, cofnąć wypowiedziane słowa, zmienić bieg wydarzeń. Czas jednak jest nieubłaganym mordercą, przed jego ostrzem nie uchowa się nikt.
Pomyślałem sobie nawet pewnego razu, że z tym wszystkim skończę. Poszukam sobie kogoś, kogoś kto mnie pokocha. Razem stworzymy szczęśliwy związek, a ja zobaczę jak to jest być tym "prawdziwym facetem", o którym tak wszyscy rozpowiadają. Okazało się to nie być takie proste jakby się wydawało. Każdy widzi we mnie geja i człowieka, który nie jest zbyt wielu rzeczy wart. Widzą kogoś, kto nie mógłby być z dziewczyną. Z jednej strony było to całkiem zrozumiałe, bo każda dziewczyna bała się reakcji otoczenia, a do tego dochodzi porażka - nie można być z kimś, kto jest aż tak beznadziejny i nie wykazuję z siebie ani krzty mężczyzny.
Zadaję sobie pytanie - po co ja to piszę? - sam dla siebie to bezsensu. Magia pisania traci sens, kiedy wiesz, że nie zmienisz nic. Może tak miało być? - zapewne taki los został mi zapisany gdzieś w księgach życia. Nie znam odpowiedzi na wiele pytań, ale śmiało mogę powiedzieć, że są rzeczy, których jestem pewien i które muszę sobie wyjaśnić.
- To jest miejsce od którego muszę zacząć.
Muszę zacząć od prawdy, której nikt, nigdy nie chciał powiedzieć głośno. Nikt nie chciał wypowiedzieć tych strasznych słów, które wnosiły światło na ten okrutny mrok. Bali się tego wszystkiego. Bali się samych siebie. Bali się... mnie. Wszystko się pomieszało, pogmatwało odkąd coś zaczęło się układać. Zaczynało być normalnie. Wierzyłem mocno, że jest to piękne i kolorowe. Stanowczo za kolorowe. Czasami jednak tak musi być. Nie zastanawiamy się wtedy czy jesteśmy oszukiwani, czy zdradzani. Nie zastanawiamy się czy nasze życie właśnie tak miało się potoczyć, czy mieliśmy wejść do czyjegoś życia aby stać się lasem, który będzie podpalany wiele razy. Cieszymy się chwilą i tym, co daje nam powody do radości. Żyjemy jego pełnią, aż do momentu gdy nastanie zaćmienie i zapadnie ta okropna ciemność. Gdy jednak widzimy zbliżające się zaćmienie czujemy fascynację, a po chwili zakrywa nas wieczna ciemność. Jesteśmy wtedy tylko my, pozostawieni samym sobie. Nie ma wtedy przyjaciół z którymi tak hucznie staramy się spędzać każdą możliwą chwilę i nie ma wtedy tej ukochanej osoby, która trzymałaby nas za rękę. Nie ma nikogo, kto by poprowadził nas przez ten najmroczniejszy czas. A moment w którym ciemność staje się jasnością, jest momentem gdzie wreszcie zaczynamy dostrzegać co jest prawdą, a co kłamstwem. Nadchodzi nasze katharsis. I choć wiele razy mówiłem sobie, że przez coś takiego przechodziłem, to z biegiem czasu zrozumiałem, że tylko się oszukiwałem.
Czasami kłamstwa wydają taki cudowny zapach za którym pragniemy iść, mimo że znamy konsekwencje tego czynu. Nie potrafimy się jednak oprzeć. Czasami jest to silniejsze od nas, czasami nie potrafimy nad tym zapanować. I zastanawiasz się wtedy, czemu właśnie jest tak, a nie inaczej. Rozmyślasz o tym dnie i noce, ale nie potrafisz znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi na swoje pytanie. Poddajesz się, ale w kłamstwach odnajdujesz jakiś sens, który dają ci promyk nadziei na to, że może być dobrze. Ludzie zawsze powtarzają, że prawda jest lepsza od kłamstwa w każdym calu, ale do momentu kiedy nie musisz im jej mówić. Miałam wiele takich przypadków w których prawdę się uważało za coś bardzo ważnego, ale gdy już wyszła ona z ust, nie było szczęśliwego zakończenia, nie było okrzyków radości, a jedynie żal, obraza i gniew. To ma ogromny wpływ na człowieka, który często bywa szczery wobec ludzi. Zmienia go to, sprawia, że sam zadaje sobie pytanie.
- Jaki jest sens mówienia prawdy, skoro nikt nie potrafi się z nią pogodzić?
Wtedy chwytamy się kłamstw, ludzie je uwielbiają bo kłamstwa sprawiają, że wszystko jest w porządku. W porządku, do momentu, kiedy nie wyjdą na jaw.
Już paręnaście minut po drugiej w nocy. Patrząc za okno widzę wszędzie pogaszone światła. Jedynie lampy świecą pełnym blaskiem. Cisza. Jeszcze nigdy tak spokojnie nie było u mnie na podwórku. W tle gra muzyka, a kot śpi beztrosko na łóżku. Powinienem spać, wiem o tym. Nie potrafię jednak. W głowie mam tyle nieposkładanych myśli, tyle mętliku.
Jak sobie z tym wszystkim poradzić? - samemu jest trudno.
Siedzę już w kuchni na tym twardym krześle, którego tak strasznie nie znoszę. Dwa papierosy zostały w paczce. Mam nadzieję, że mama ma jeszcze paczkę w torebce, w innym wypadku będę martwy. Umyłem się. Trudno, umyje ręce jeszcze raz. Odpaliłem tego papierosa, trochę śmierdzi. Wypuszczam dym jak zwykle w lampę, która wisi na środku kuchni. Straszna ta kuchnia, przydałby się tutaj porządny remont.
Kiedy on nastanie? - nie wiem.
I w sumie nie przeszkadza mi to, jak jest. Nic mi nie przeszkadza. To jest dorobek moich rodziców. Chociaż mogłoby być trochę schludniej. A więc jednak coś mi przeszkadza. Połowa papierosa wypalona, a w misce został tylko papierek po tych dobrych cukierkach, które przyniosła matka. Nie, nie zjem tego cukierka z pudełka, wytrzymam jakoś do rana. Muszę.
Czemu to wszystko się tak skończyło? - pustka.
Przecież mógłbym dzisiaj być szczęśliwym chłopakiem, który żyję w trwałym związku. Za dużo wymagam? - nie prawda.
Co takiego zrobiłem, że życie odbiera mi to, co dla mnie najważniejsze? - dziwne pytanie.
Najlepsze? - nie było takie.
Dobre? - destrukcyjne.
Zaczynam dochodzić do wniosku, że wcale to nie było takie cudowne, dobre i najlepsze. Trudno mi znaleźć na to pytanie, odpowiedź. Tę odpowiednią odpowiedź. Skończyłem palić. Nie chcę mi się myć rąk znowu. Posmaruje je kremem, to będą ładnie pachnieć. Mam strasznie suche ręce.
Wszyscy mają mnie za ideał szczupłego chłopaka. Nie widzieli naprawdę szczupłych chłopaków. Sam Kuba jest szczupły, i to bardzo. To jednak dodaje mu uroku. Mam co wspominać. Nie oszukujmy się, stosunek z nim był naprawdę cudowny. Myślałem, że mnie kocha, wierzyłem w to. Przecież miał pretensję, że mu nie wierzę. Jak miałem mu wierzyć, kiedy mówił to swoim jakże spokojnym głosem, jak gdyby nigdy nic się nie działo.
"Kocham cię. Nie mogę ci jednak obiecać, że kiedyś będziemy razem."
W takim momencie nachodzi mnie pytanie a co miałem sobie pomyśleć? - och, Kubusiu nie robi mi to problemu. Przecież to normalne, że każdy tak mówi, kiedy kogoś kocha. To normalne i wręcz jestem ci wdzięczny, że takie słowa padają od ciebie, a nie od kogoś innego. Jasne - nie, to nie jest normalne. To jest chore i absurdalne. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, zadaję sobie jedno i to samo pytanie.
Czemu się w tobie zakochałem? - nie mam bladego pojęcia.