3. Londyn, 1961
Mateusz od dawno nie widział Londynu. Były dni, że tęsknił za tym miejscem, wręcz obsesyjnie myślał o przechadzkach po Trafalgar Square, Piccadilly czy Baker Street. Jednak chyba najbardziej brakowało mu zieleni, którą teraz mógł nasycić oczy, spacerując po parkowych alejkach. Mieszkając w Londynie, nie doceniał tego, wręcz psioczył na mgliste poranki i deszczowe wieczory. Żyjąc jednak przez kilka lat w pustynnym klimacie, marzył o podobnej aurze.
Tymczasem miasto, w którym spędził połowę swojego dotychczasowego życia, wydało mu się obce. Wciąż piękne i kolorowe, ale czuł się w nim jak gość. Jedynie jego rodzinny dom i atmosfera w nim panująca były dokładnie takie jak w dniu, w którym go opuścił. Mama wciąż wyglądała na podenerwowaną, ojciec nadal sprawiał wrażenie człowieka, którego niewiele jest w stanie wyprowadzić z równowagi, a siostry jak zwykle dokazywały. Sądził, iż Alicja już przywykła do faktu, że wybrał sobie Izrael na miejsce do życia, ale ona cały czas była spięta, nerwowa i namawiała go, by wrócił do domu, a przynajmniej do Wielkiej Brytanii. Chyba wciąż żyła w strachu, że tam, daleko, spotka go jakaś krzywda. Miała rację, wydarzyło się coś złego, o czym nie był w stanie zapomnieć, ale to jedynie utwierdziło go w przekonaniu, iż wybrał słuszną drogę.
- Kierujesz się osobistą zemstą, Mateusz - powiedziała chłodno Alicja, gdy oznajmił jej, że pragnie robić karierę wojskową i tłuc Arabów. - A sam mówiłeś, że Samira była przypadkową ofiarą. Przecież nie zabiliby swojej krajanki. Równie dobrze mogłaby ją dosięgnąć żydowska kula. I co wtedy?
- Jak zawsze masz rację, mogła zginąć z rąk Izraelczyków, ale to nie zmienia faktu, że zabito ją, bo chciano wedrzeć się za naszą granicę. Trzeba kiedyś z tym skończyć, żeby już nigdy żaden przypadkowy człowiek nie zginął od kul. Wszystko jedno przez kogo wystrzelonych. Dlatego zwiążę swoją przyszłość z... wojskiem.
- Posłuchaj, synu... Wszelkie tajne służby to bagno, z którego się nie wychodzi. A kiedy już całkiem w nim utoniesz, nikt tego nawet nie doceni. Takie rzeczy ciągną się za człowiekiem przez całe życie.
- Tobie jakoś udało się wyjść z tego, jak to nazywasz, bagna. Poza tym wcale nie powiedziałem, że chodzi o służby specjalne - prychnął Mateusz.
Alicja już nic nie odpowiedziała. Patrzyła w okno, zamyślona, jakby nagle ujrzała za nim coś bardzo frapującego. Po kilku minutach szepnęła:
- Tak mi się wydawało. Że wyszłam... I tobie także wiele kwestii wydaje się oczywistych, ale to tylko złudzenie, synu. Uwierz mi, że zwykle nic nie wygląda później tak prosto, jak nam się początkowo wydawało. I nie doceniasz matczynej intuicji. Nie musisz mi nic mówić, a i tak widzę w twoich oczach, że masz zamiar robić coś, co tobie wydaje się ważne i tajemnicze.
- Mamo... - jęknął. - Nie chcę kolejnej kłótni z tobą. Nie jestem już małym chłopcem, więc pozwól mi samemu podejmować decyzje.
Alicja uśmiechnęła się smutno.
- Kiedy masz dzieci, które kochasz ponad wszystko, wydaje ci się, że uchronisz je przed błędami, jakie sam popełniłeś. Gdy ujrzysz swoje dziecko pchające dłonie do ogniska, będziesz krzyczał, by tego nie robiło, bo się poparzy. A potem będziesz patrzył, jak mimo twoich napomnień i tak zrobi po swojemu. I tak jest za każdym razem, ale wciąż mam nadzieję, że może mnie posłuchasz, może zechcesz skorzystać z moich doświadczeń. Kiedyś ci mówiłam o miłości. O tym, iż nie ma koloru skóry ani narodowości. Zarzekałeś się, prychałeś pogardliwie, a jednak i ciebie spotkało coś podobnego. Obiecaj mi więc, że chociaż przemyślisz raz jeszcze swoją decyzję o wstąpieniu do służb specjalnych. Wiem, iż niewiele więcej możesz mi o tym opowiedzieć, jednak myślę, że wszędzie działają one w podobny sposób. Niszczą człowieka. I fizycznie, i psychicznie, dopóki dycha, a potem wyrzucają na śmietnik. I nigdy nie pozwalają zapomnieć, kim byłeś i co robiłeś. Są drogi, z których nie ma ucieczki, raz na taką wejdziesz i musisz na niej pozostać.
- Mamo, dzieje się coś złego? - zapytał z troską Mateusz, bo matka wydawała się kłębkiem nerwów.
Pokiwała głową i zaczęła płakać. Próbowała coś powiedzieć, lecz za chwilę ponownie zamykała się w sobie. Tak jakby miała jakiś sekret, który ją dręczył, ale wciąż nie była pewna, czy nie stanie się coś nieodwracalnego, gdy go wyjawi.
- Mamo, zabiorę twoją tajemnicę do Izraela - powiedział ciepło i pogłaskał Alicję po dłoni.
- Wiesz... - szepnęła i westchnęła głośno, próbując chyba zebrać myśli. - Gdy pokochałam Sergiusza, najbardziej cieszyłam się z tego, że nie muszę mieć przed nim żadnych tajemnic. A w końcu nadszedł dzień, gdy nie mogę wyznać mu prawdy.
- Więc wyznaj ją mnie... Masz kogoś? - zapytał zatrwożony Mateusz, bo pomyślał, że jeśli w życiu matki wydarzyło się coś, o czym nie mogła powiedzieć swojemu mężowi, zapewne chodziło o innego mężczyznę.
- Daj spokój! - Alicja machnęła ręką. - Za kogo ty mnie masz? Nie jestem jakąś podstarzałą rajfurką. Po prostu... mój kraj upomniał się o mnie. W najbardziej bezczelny sposób. Nie zaatakowano mnie, ale moich najbliższych. Hankę i jej rodzinę. A musisz wiedzieć, że Igor Łyszkin zrobił dla mnie więcej niż ktokolwiek inny. Uratował mnie i naszą rodzinę. Gdyby nie on, wyszłabym z łagru dopiero całkiem niedawno, jeśli w ogóle bym przeżyła tę odsiadkę. A wówczas po naszej rodzinie i moim związku z Sergiuszem pozostałyby jedynie popioły. Teraz on jest w niebezpieczeństwie, a ja muszę mu pomóc. Po prostu muszę. I zapewniam cię, że gdyby nie moja przeszłość żołnierza i szpiega, nikt by sobie mną nie zaprzątał głowy. Brzydzę się systemem, który teraz funkcjonuje w Polsce, i całym sercem kibicuję Amerykanom, by to oni wygrali tę zimną wojnę, a jednak muszę wspierać ten znienawidzony przeze mnie ustrój.
- Pracujesz dla nich? - zdziwił się Mateusz.
- Tak. Ale nie dlatego, że chcę, ale dlatego, że muszę. Teraz już wiesz, dlaczego wpadam w panikę za każdym razem, gdy wspominasz mi o swoich życiowych planach. Nie chcę, żebyś pewnego dnia miał kłopoty podobne do moich. I nic więcej nie mogę ci powiedzieć.
- Rozumiem twoje niepokoje, ale ja wierzę w system i w kraj, w którym teraz mieszkam. Przez ostatnie trzy lata biłem się z myślami, miałem dylematy, przeklinałem wszystko, co wiązało się z wojną, bo przecież właśnie w czasie wojny straciłem swoją prawdziwą rodzinę, ale pewnego dnia obudziłem się i stwierdziłem, że to wszystko nigdy się nie skończy, jeśli każdy będzie stał z boku i uchylał się jedynie przed kulami.
- Tacy jak ty są jedynie pionkami na planszy wielkiej polityki. Zostaniesz wykorzystany w najbardziej perfidny sposób, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba - westchnęła Alicja.
Ich rozmowę przerwał dźwięk dzwonka i chwilę potem do pokoju wsunęła głowę Natalia.
- Mamo, jakaś pani do ciebie.
Alicja podniosła się z kanapy, ale zanim zdążyła dojść do przedpokoju, w progu stanęła osoba, którą matka Mateusza chyba niezbyt lubiła, bo jej wzrok momentalnie się zmienił z przygnębionego na rozwścieczony.
- Przepraszam, że zakłócam pani spokój, ale chodzi o występ w Ognisku Polskim - wydukała kobieta.
Mateusz spojrzał na nieznajomą i stwierdził, iż kobieta, choć nieco starsza od niego, jest bardzo atrakcyjna.
- Prosiłam, żeby pani tu nie przychodziła - wysyczała Alicja, ale po chwili jakby zreflektowała się i dodała: - Mam gościa, mój syn mnie odwiedził.
- Przepraszam, pani Dargiewicz, to jest sprawa niecierpiąca zwłoki. Bardzo chcielibyśmy, żeby wystąpił u nas ten jazzman z Polski, Kuba Staśko. Pani na pewno nie odmówi, a mnie po prostu zbył... - powiedziała słodko kobieta.
- Dobrze, porozmawiam z nim. I proszę już iść - mruknęła Alicja. - Muszę odwieźć córkę na lekcję fortepianu.
- Ja odwiozę Natalię - zaproponował Mateusz.
Zanim jednak Alicja zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, po pięknej kobiecie pozostał w pokoju jedynie zapach perfum.
- Dobrze, odwieź ją - westchnęła i wyciągnęła z torebki kluczyki do ich triumpha. - Tylko nie szalej.
Mateusz pokiwał głową i kilka minut później opuścił wraz Natalią ich dom. Kiedy wyjechali na Kensington High Street, chłopak dostrzegł stojącą na przystanku autobusowym kobietę, która ich odwiedziła. Zatrzymał się i zaproponował podwiezienie. Nie miał pojęcia, dlaczego to zrobił. Chyba potrzebował towarzystwa kobiety, bo odkąd zginęła Samira, unikał ich jak diabeł wody święconej.
- Jadę do Camden, to kawał drogi - ostrzegła kobieta.
- W takim razie najpierw odwieziemy moją siostrę, to niedaleko, a potem udamy się do Camden Town. Wieki tam nie byłem. - Uśmiechnął się, czując pewną ekscytację na myśl o tej przejażdżce.
Kobieta nie oponowała. Wsiadła na przednie siedzenie i podała dłoń chłopakowi.
- Nazywam się Barbara Dolecka. Jestem Polką, ale Londyn to teraz mój dom.
- Mateusz.
Nie miał pojęcia, dlaczego nie podał imienia, które nosił od chwili, gdy stanął na izraelskiej ziemi. Może wciąż czuł pewne rozdwojenie swojej osobowości? Tutaj był londyńczykiem, Mateuszem, a tam, wiele kilometrów stąd, gdzie wyrywano pustyni każdy kawałek ziemi, Dawidem.
Gdy Natalia wysiadła przed domem miss Lonely, nauczycielki fortepianu, Barbara Dolecka popatrzyła na niego i powiedziała jeszcze bardziej przymilnym tonem:
- W zamian za podwiezienie zapraszam pana na herbatę. Do siebie. Podobno parzę ją równie doskonale, co rodowici Brytyjczycy.
- Mama będzie się denerwować - bąknął.
- Synalek mamusi - zakpiła.
- Nie, po prostu miałem jedynie odwieźć Natalkę i zaraz wracać, bo rzadko bywam w Anglii i mama chce ze mną spędzić trochę czasu sam na sam - mruknął, niezbyt zadowolony z przytyku nowej znajomej.
- Mam w domu telefon. Pani Dargiewicz również.
- W takim razie przekonała mnie pani. - Roześmiał się.
Domek w zabudowie szeregowej nie był tak elegancki, jak ten należący do jego przybranych rodziców, ale znał osoby, które za podobny dałyby się posiekać.
- Przygotuję herbatę, a pan niech zadzwoni do mamy. Telefon jest w salonie. - Barbara wskazała dłonią pokój. Przygryzła wargę, jakby się zawahała i odrzekła: - Może lepiej niech pan nie mówi, że spotkał się pan ze mną. Mam wrażenie, iż pani Alicja nie darzy mnie sympatią.
- Dlaczego nie darzy pani sympatią? - zapytał ze śmiechem. - Przecież jest pani urocza, a moja mama nie uprzedza się do ludzi bez powodu.
Dolecka odwróciła wzrok.
- Pana matka jest wśród Polonii osobą o wielkim autorytecie. Z uwagi na swoją przeszłość i zasługi dla naszego kraju. Nie lubi jednak konkurencji. Ja byłam zbyt mała, by wykazać się heroizmem, ale teraz staram się jak mogę, by nieco rozruszać to środowisko. I chyba to niezbyt podoba się pana matce.
Mateusz był coraz bardziej zdziwiony. Przestał jednak się uśmiechać, bo zawsze irytowało go, gdy ktoś źle wyrażał się o Alicji. Właśnie z tego powodu pewnego dnia wyprowadził się z domu ciotki Tabity.
Kobieta chyba zreflektowała się, że palnęła głupstwo, bo podeszła do Mateusza i dotknęła dłonią jego ramienia.
- Nie powinnam tak mówić, przepraszam. Tak naprawdę nie wiem, dlaczego pani Dargiewicz mnie nie lubi, ale sam pan był świadkiem, w jaki sposób mnie potraktowała, gdy do was przyszłam.
Ten delikatny dotyk i przepraszający ton sprawiły, że Mateusz nieco zmiękł. Ta kobieta zrobiła na nim niesamowite wrażenie, ale zdawał sobie sprawę, że za kilka dni ich znajomość się zakończy, bo on wyjedzie do Izraela i zapewne nie pojawi się w Londynie przez długi czas. Dolecka miała rację, Alicja potraktowała ją bardzo niegrzecznie. Być może miała swoje powody i gdyby powiedział jej prawdę, wpadłaby w złość. A on nie chciał żadnych awantur. Pragnął jedynie spędzić miło czas z atrakcyjną i sympatyczną Barbarą.