Prawda i miłość. Towarzyszenie osobom o skłonnościach homoseksualnych - Janet E. Smith, father Paul Check

-
Proszę czekać

Abp Allen Vigneron. Słowo wstępne

ABP ALLEN VIGNERON*

SŁOWO WSTĘPNE1

Od pierwszych godzin sprawowania urzędu pasterza Kościoła powszechnego papież Franciszek wzywa cały Kościół do pełnego zaangażowania się w dzieło nowej ewangelizacji. Miał temu służyć między innymi Synod Biskupów o Rodzinie, ogłoszony przez Ojca Świętego w listopadzie 2013 roku. Synod miał zachęcić Kościół, aby z nowym dynamizmem "zatroszczył się o rodzinę, która od samych początków jest integralną częścią Bożego planu miłości do rodzaju ludzkiego"2. III Nadzwyczajne Zgromadzenie Biskupów, 5-19 października 2014 roku, skupiło się na "wyzwaniach duszpasterskich związanych z rodziną w kontekście ewangelizacji"3, natomiast XIV Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, obradując 4-25 października 2015 roku, podjęło problematykę "powołania i misji rodziny w Kościele i świecie współczesnym"4.

Decyzją poświęcenia synodu biskupów rodzinie papież Franciszek sygnalizuje, że priorytetem w nowej ewangelizacji musi być ponowne ukazanie światła, którym Ewangelia Chrystusa oświeca życie rodzinne. Postęp ewangelizacji wymaga dołożenia wszelkich starań, aby wzmocnić jednoznaczne świadectwo mocy Dobrej Nowiny, które rodziny - Kościoły domowe - składają poprzez życie całkowicie poddane Jezusowi jako Panu.

Trudności, jakie napotykamy, starając się odpowiedzieć na wezwanie papieża Franciszka, są onieśmielające, jeśli weźmiemy pod uwagę liczne zranienia powodujące cierpienie współczesnych rodzin. Mimo to musimy podjąć tę misję z odwagą i ofiarnością, ponieważ od jej realizacji zależy ewangelizacja całego społeczeństwa. Musimy podjąć ten trud ze spokojną ufnością, jako że jest to dzieło samego Boga, a my jesteśmy jedynie Jego posłańcami.

Papież Franciszek wezwał nie tylko uczestników Synodu, ale także cały lud Boży - duchowieństwo, osoby zakonne i wiernych świeckich - do ponownego rozważenia tego, co Bóg w dziele stworzenia, jak i objawienia, zakomunikował o swoich planach wobec rodziny. Autorzy artykułów składających się na niniejszą publikację odpowiadają na prośbę Następcy Piotra z miłością, ofiarowując owoc swojego uważnego wsłuchiwania się w słowo Boże. Zawarte tu treści prezentują ich intuicje pogłębiające odpowiedź Kościoła na pytania o troskę duszpasterską o osoby o skłonnościach homoseksualnych, zadane w Lineamentach Synodu Biskupów o Rodzinie, który obradował w Rzymie, 4-25 października 2015 roku5.

Wspólnym kryterium wszystkich tekstów jest silne przekonanie, że Chrystus objawia człowiekowi jego prawdziwą istotę. Jak zaświadczają ojcowie Soboru Watykańskiego II: "Misterium człowieka wyjaśnia się prawdziwie dopiero w misterium Słowa Wcielonego. Adam bowiem, pierwszy człowiek, był typem Tego, który miał przyjść, to znaczy Chrystusa Pana"6. Jest On - jak uczy Pismo Święte - Słowem, przez które Ojciec stworzył wszechświat (por. Hbr 1,1-2), w którym wszyscy zostali odkupieni (por. Kol 1,13-14).

Jako Pierworodny względem ludzkości odnowionej łaską, Pan Jezus odnowił wszystkie wymiary naszego życia - także ten, wcale nie najmniej ważny, że zostaliśmy "stworzeni mężczyzną i niewiastą". Płciowość jest częścią samej istoty bycia człowiekiem, a Nowy Adam, poprzez swoje przyjście odsłonił przed grzeszną ludzkością plan, jaki Bóg miał "od początku" dla ludzkiej seksualności (zob. Mt 19,4). Każdemu człowiekowi chce On także dać siłę do przeżywania seksualności zgodnie z planem Ojca.

Starając się rozeznać, jak w naszych czasach uczniowie Jezusa mogą wiernie wypełniać ten odwieczny plan, niniejsza publikacja przypomina nam, że plan, jaki Bóg miał "od początku" dla życia rodzinnego i ludzkiej seksualności, nie jest zbiorem abstrakcyjnych socjopolitycznych norm (choć naszych przekonań można bronić także na płaszczyźnie teoretycznej). Przeciwnie, ten plan to Osoba - samo Odwieczne Słowo, w którym, przez które i dla którego Ojciec przemówił, aby powołać do istnienia rodzaj ludzki (por. 1 Kor 8,6; Rdz 1,26). Gdyby ktokolwiek z nas, którzy staramy się odpowiedzieć na zaproszenie papieża Franciszka do refleksji nad treścią Synodu Biskupów o Rodzinie, zapomniał, że wszystkie pytania poddane dyskusji są w swej istocie "pytaniami chrystologicznymi" - pytaniami o to, kim jest Jezus i jak Jego uczniowie najwierniej powinni go naśladować - wówczas nie udałoby nam się wytrwać w tym jasnym świetle, które jako jedyne, w sposób pewny, pozwala dostrzec prawdę pochodzącą od Boga.

Drugim kluczowym elementem nauczania Soboru Watykańskiego II, który miał wpływ na powstanie tej monografii, jest "powszechne powołanie do świętości"7. W komentarzu do napomnienia Jezusa skierowanego do uczniów "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48), Ojcowie Soborowi potwierdzają, że wszyscy chrześcijanie są powołani, by stać się świętymi i że "Pan Jezus, Boski Nauczyciel i Wzór wszelkiej doskonałości, głosił swoim uczniom każdego stanu - wszystkim razem i każdemu z osobna - świętość życia (...)"8.

Ta świętość życia, dana przez Ducha Świętego i rozwijana w odpowiedzi na Jego działanie w naszych sercach, oznacza, że - jak mówi święty Paweł - musimy dążyć do wszystkiego, "co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie", a także do tego, co doskonałe "jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym" (Flp 4,8). W przeżywaniu naszej seksualności "cnotą i czynem chwalebnym" jest cnota czystości. "Czystość" jest imieniem autentycznej doskonałości ludzkiej seksualności, przeżywanej na wzór Jezusa Chrystusa9.

Zasadniczym elementem powołania każdego ucznia do udziału w świętości samego Chrystusa jest zatem powołanie do udziału w Jego własnej czystości: do przeżywania naszej seksualności jako uczestnictwa w Jego doświadczeniu wymiaru seksualnego jako daru z samego siebie, przeżywanego w ciele.

Przekonanie, że powszechne powołanie do świętości nieodłącznie wiąże się z powszechnym powołaniem do czystości życia, zdeterminowało sposób, w jaki autorzy niniejszej publikacji, w odpowiedzi na apel papieża Franciszka, rozważają kwestię tego, jak osoby doświadczające pociągu do przedstawicieli tej samej płci mogą najpełniej rozwijać w sobie cnotę czystości i dążyć do świętości, oraz w jaki sposób możemy najskuteczniej pomagać albo "towarzyszyć" - jak często mawia papież Franciszek - takim osobom w ich drodze do czystości i świętości życia. W tym celu podjęto wspólny wysiłek, aby przedstawić w prezentowanej książce świadectwa osób doświadczających pociągu do przedstawicieli tej samej płci oraz wypowiedzi tych, którzy podejmują dzieło towarzyszenia im w drodze. Zapoznanie się z relacjami tych, którzy podejmują wysiłek życia zgodnie z bezwarunkowym zobowiązaniem do naśladowania czystości Chrystusa oraz ze świadectwami innych chrześcijan, którzy pomagają braciom i siostrom podjąć to wyzwanie, przyczynia się w nieoceniony sposób do refleksji nad treścią synodu.

Jednym ze sposobów osiągnięcia świętości jest męczeństwo. Łacińskie słowo martyr (męczennik) znaczy "świadek". Męczeństwo nie zawsze oznacza spalenie na stosie albo ścięcie mieczem. Oznacza ono czasem wymagające wielkiego poświęcenia dochowanie wierności trudnym prawdom, które są przez współczesnych nie tylko odrzucane, ale nawet wyszydzane i wyśmiewane. W dzisiejszych czasach ci, którzy wiernie zachowują nauczanie Kościoła dotyczące seksualności są w pewnym sensie, poprzez swoje życie, bohaterskimi świadkami Chrystusa. Zachowujący czystość katolicy doświadczający pociągu do osób tej samej płci dają szczególnie bohaterskie świadectwo swojemu umiłowaniu prawdy, Chrystusa i Kościoła, ponieważ są często wyszydzani i wyśmiewani przez środowiska gejowskich aktywistów. Tak samo bohaterskie jest świadectwo tych, którzy w swojej pracy zawodowej zajmują się potrzebami osób doświadczających pociągu do przedstawicieli tej samej płci, ponieważ często są odrzucani i oczerniani przez kolegów po fachu. Naciski ze strony całego społeczeństwa, a nawet niektórych środowisk kościelnych, aby uznać pociąg do osób tej samej płci za zjawisko pozytywne i usprawiedliwić szukanie szczęścia w związkach jednopłciowych, są naprawdę ogromne. Odwaga i dar z samego siebie, związane ze złączeniem własnego cierpienia z krzyżem Chrystusa oraz radość i pokój płynące z dochowania wierności, są najlepszym sposobem ewangelizacji, do której wzywa papież Franciszek.

Mimo że niniejszy zbiór ukazuje się jako przygotowanie do Nadzwyczajnego Synodu Biskupów w październiku 2015 roku, jestem przekonany, że będzie on użyteczny także po tym wydarzeniu. Po zakończeniu Synodu, każdy i każda, musi na swój sposób wziąć udział w szerzeniu Ewangelii Chrystusa o rodzinie i ludzkiej seksualności. Zatem zamieszczone tu teksty przeznaczone są dla wszystkich wiernych jako pomoc do tego, aby z pełnym przekonaniem ewangelizować i dawać świadectwo o nauce Chrystusa na temat rodziny i ludzkiej seksualności. To, że nasza seksualność została odnowiona przez Chrystusa jest rzeczywiście nowym i odnawiającym orędziem, które wykracza daleko poza wszelkie prawdy proponowane nam przez ten świat. Prawda Ewangelii ożywia nas i wzywa do dążenia wciąż wyżej, ku pełni szczęścia. To, co wydaje się jedynie "wąską ścieżką" jest - w Duchu Chrystusa - drogą wyrównaną i pewną, wiodącą do pełni rozwoju człowieka w tym życiu i do błogosławieństwa w życiu przyszłym, jak to nam obiecał Jezus, Nowy Mojżesz na Górze Błogosławieństw.

* Od 2009 roku arcybiskup metropolita archidiecezji Detroit, od 2003 roku, przez dziewięć miesięcy, biskup pomocniczy diecezji Oakland w Kalifornii, w latach 2003-2009 ordynariusz tejże diecezji. W latach 1994-2003 roku pełnił funkcję rektora w Wyższym Seminarium Duchownym Najświętszego Serca w Detroit. W lipcu 2015 roku abp Vigneron został przewodniczącym Komisji ds. Nauki Konferencji Biskupów Katolickich USA.

1 Chcąc ułatwić czytelnikowi lekturę materiałów źródłowych, na które powołują się Autorzy w przypisach zwykle cytując teksty obcojęzyczne, redaktor polskiego wydania podaje adresy bibliograficzne odpowiednich dokumentów w języku polskim.

2 Franciszek, Homilia wygłoszona w czasie Mszy św. inaugurującej Synod Biskupów o Rodzinie, Rzym, 5.10.2014, http://www.radiomaryja.pl/kosciol/homilia-papieza-franciszka-wygloszona-w-czasie-mszy-sw-inaugurujacej-synod-biskupow-o-rodzinie.

3 Tytuł wydanego w 2013 roku dokumentu przygotowawczego do Nadzwyczajnego Synodu Biskupów w październiku 2014 roku.

4 Tytuł wydanego w 2014 roku dokumentu przygotowawczego (Lineamenta) do Zwyczajnego Synodu Biskupów w październiku 2015 roku; http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WE/synod/3nadzwyczajne-relatio_18102014.html.

5 Były to pytania: 1. Jak wspólnota chrześcijańska kieruje swoją uwagę duszpasterską na rodziny, które mają w swym łonie osoby o skłonnościach homoseksualnych? 2. Jak w świetle Ewangelii - unikając wszelkiej niesprawiedliwej dyskryminacji - troszczyć się o osoby w takich sytuacjach? 3. Jak przedstawiać im wymagania woli Bożej dotyczące ich sytuacji? Zob. Lineamenta, pyt. 55-56, https://ekai.pl/rodzina/x72254/dokument-przygotowawczy-do-synodu-biskupow.

6 Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym "Gaudium et spes", p. 22. Tłumaczenia dokumentów Soboru za: Sobór Watykański II. Konstytucje, dekrety, deklaracje. Tekst polski. Nowe tłumaczenie, Poznań 2002.

7 Tytuł V rozdziału Konstytucji dogmatycznej o Kościele "Lumen gentium" Soboru Watykańskiego II, [w:] Sobór Watykański II. Konstytucje...

8 Ibidem, 40.

9 Zob. Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 1994, p. 2237-2245.

Janet E. Smith. Przedmowa. Krok naprzód

JANET E. SMITH*

PRZEDMOWA. KROK NAPRZÓD

Wielu obrońców nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu posługuje się argumentacją z dziedziny prawa naturalnego, podkreślającą cel i zamysł aktu seksualnego. Skrócona wersja tej argumentacji brzmi następująco: skoro akt seksualny osób tej samej płci nie może skutkować poczęciem nowego życia, akt taki nie jest zgodny z Bożym planem dla ludzkiej seksualności. Z kolei argumentacja oparta na teologii ciała podkreśla komplementarność płci i utrzymuje, że osoby tej samej płci nie mogą mieć udziału we wzajemnym, komplementarnym, asymetrycznym darze z samego siebie, jaki został przewidziany w planie Boga dla płciowości człowieka. Obie te argumentacje nie są pozbawione filozoficznej i teologicznej siły, ale w dzisiejszych czasach mało kogo przekonują i nie na wiele mogą się przydać w realiach pracy duszpasterskiej.

Żyjemy w epoce, w której dla większości ludzi podstawowym źródłem prawdy jest osobiste doświadczenie. W odniesieniu do rozważanego przez nas tematu wiele osób twierdzi, że skoro tylu ludzi doświadczających pociągu do tej samej płci (SSA1) miało pozytywne doświadczenia w związkach jednopłciowych, obejmujących jednopłciowe akty seksualne, to takie związki i akty muszą być dobre moralnie. Innymi słowy, wielu uważa, że ponieważ przeżywają subiektywnie pozytywną reakcję na doświadczenie (taką jak poczucie afirmacji przez kogoś drugiego), albo ponieważ rozwinęli w sobie jakąś pozytywną cechę (taką jak troskliwość albo wielkoduszność), to doświadczenie będące przyczyną tych pozytywnych uczuć albo rozwoju osobistego musi być dobre i właściwe moralnie. Wniosek ten jest jednak nieuprawniony, nawet jeśli samo doświadczenie jest jedynym kryterium służącym do oceny moralności, bo doświadczenia towarzyszące jakiemukolwiek szeregowi wyborów są zazwyczaj złożone. Na przykład ci, którzy "ujawniają się" jako homoseksualiści albo geje, zazwyczaj początkowo doświadczają pocieszającego uczucia przynależności i afirmacji - są to doświadczenia, których często w ich życiu brakowało. Z czasem jednak odkrywają, że wiele z ich życiowych doświadczeń nie prowadzi do osiągnięcia szczęścia, którego przeżywanie jest przeznaczeniem człowieka.

Coraz więcej osób prowadzących homoseksualny styl życia ujawnia swoje historie: historie, które poza uczuciem afirmacji i rozwijaniem dobrych cech ludzkich obejmują także bardzo odległe od nich doświadczenia samotności, alienacji, zagubienia, rozmaitych uzależnień, rozwiązłości, seryjnych związków, chorób fizycznych, problemów psychicznych i zawodów miłosnych. Na szczęście dla wielu historia ta ma drugi rozdział - piękny rozdział o tym, jak zakochali się w Jezusie i Jego Kościele, jak odnaleźli i zrozumieli nobilitującą prawdę o osobie ludzkiej. Tego rodzaju podróże i przemiany często dokonują się dzięki pomocy członków rodziny lub przyjaciół, a także doradców i kierowników duchowych, którzy odnosili się z akceptacją i życzliwością do osób doświadczających pociągu do przedstawicieli tej samej płci, bez zgadzania się ze wszystkimi ich wyborami. Ci, którzy odważnie stawiają czoło rzeczywistości swojego życia i stanowczo wprowadzają konieczne zmiany - co zazwyczaj pociąga za sobą znaczne cierpienie - ostatecznie zamiast udręki znajdują pokój w przyjęciu nauki Kościoła o ludzkiej seksualności. Poprzez gotowość wielowymiarowego nawrócenia i pragnienie dążenia do świętości i do całkowitego daru z siebie, ludzie ci stają się świadkami zbawczej mocy miłości Jezusa i łask, jakimi obdarza On tych, którzy Go kochają. Są świadkami nie tylko dla innych osób doświadczających pociągu do osób tej samej płci, ale dla wszystkich, którzy chcą w bardziej radykalny sposób oddać się Chrystusowi.

Mamy nadzieję, że nasza książka będzie stanowić przyczynek do trzeźwego myślenia na temat sposobów okazywania duszpasterskiej troski osobom doświadczającym pociągu do przedstawicieli tej samej płci. Musimy zrozumieć, kim jest osoba ludzka i dlaczego homoseksualny styl życia ostatecznie nie może jej zaspokoić. Musimy nauczyć się, jak słuchać osób doświadczających SSA, a także, jak okazywać im miłość i jak im pomagać. Prawdę mówiąc, wielu naszych autorów właśnie to robi; są wspaniałymi przewodnikami. Chcemy wreszcie pomóc katolikom kochającym osoby dotknięte SSA być dla nich lepszymi przyjaciółmi, a księżom i parafiom otworzyć się na takie osoby i lepiej im służyć.

Oddawana do rąk Państwa książka zrodziła się z pragnienia udzielenia odpowiedzi na pytania postawione przez Lineamenta Synodu Biskupów o Rodzinie, obradującego w Rzymie jesienią 2015 roku:

1. Jak wspólnota chrześcijańska kieruje swoją uwagę duszpasterską na rodziny, które mają w swym łonie osoby o skłonnościach homoseksualnych?

2. Jak w świetle Ewangelii - unikając wszelkiej niesprawiedliwej dyskryminacji - troszczyć się o osoby w takich sytuacjach?

3. Jak przedstawiać im wymagania woli Bożej dotyczące ich sytuacji?2.

Postanowiliśmy podjąć próbę przyjrzenia się tym pytaniom w sposób kompleksowy. Rozeznaliśmy, że ważne jest, aby zarówno ci, których mądrość pochodzi przede wszystkim z badań i ci, których mądrość pochodzi głównie z życiowego doświadczenia sprzymierzyli siły wobec problemów duszpasterskich związanych z pociągiem do osób tej samej płci. Wiedza wynikająca z badań i wiedza wynikająca z doświadczenia powinny oczywiście wzajemnie się uzupełniać. Z kolei mądrość Kościoła pochodzi z mądrości Pisma Świętego i z systematycznej refleksji nad rzeczywistością, podejmowaną przez roztropne i święte osoby. Rzeczywistością, nad którą owe roztropne i święte osoby podejmują refleksję, jest żywe doświadczenie prawdziwych osób - ich samych i innych ludzi. Żywe doświadczenie osób dotkniętych SSA oraz tych, którzy im doradzają i posługują jest bezcennym źródłem wiedzy i spostrzeżeń służących rozwijaniu programów troski duszpasterskiej.

Jesteśmy wdzięczni, że tak wiele zapracowanych utalentowanych osób odpowiedziało na nasze naglące prośby o napisanie artykułu. Prosiliśmy tych, o których wiemy, że mają w sercu miłość do Boga, do Jego trudnych prawd i do tych, dla których stanowią one wyzwanie.

Niniejsza książka zawiera teksty napisane przez filozofów i psychologów, świadectwa osób, które doświadczały bądź doświadczają SSA, analizę "sceny" społecznej i kościelnej oraz rekomendacje różnych strategii działania pochodzące od aktywistów.

Mimo że każdy z autorów jest przekonany, iż jednopłciowe akty seksualne są niezgodne z Bożym planem dla ludzkiej seksualności, podchodzą oni do problemu SSA i mówią o nim na wiele rozmaitych sposobów. W rzeczywistości nie ma pełnej zgody, co do tego, jak dobrze i właściwie doradzać osobom z SSA, w jaki sposób mogą najlepiej wypełnić swoje chrześcijańskie powołanie. Wydaje się nam, że niektóre aspekty sporu, to kwestia ostrożności, natomiast inne są być może poważniejsze. Przedstawiamy różne stanowiska, ponieważ naszym zdaniem jest ważne, abyśmy trwali w dialogu z tymi, z którymi zgadzamy się co do istotnych, podstawowych spraw.

Wszystkie duszpasterskie sposoby podejścia do tego problemu muszą być oparte na autentycznej antropologii, właściwym rozumieniu osoby ludzkiej. Książkę otwiera przejrzysty wykład prof. Rachel Lu na temat chrześcijańskiej antropologii i jej wpływu na rozumienie SSA. Z kolei dr Bob Schuchts pisze o tym, jak ważne jest, aby każda osoba zrozumiała, że została stworzona "na obraz i podobieństwo Boga" i ukazuje wielką rolę modlitwy w uzdrawianiu różnych zaburzeń tożsamości poszczególnych istot ludzkich. Ważnym przyczynkiem do dyskusji o potrzebie ponownego docenienia przyjaźni jako części składowej świętego życia jest artykuł o. Dennisa Billy'ego dotyczący traktatu Elreda z Rievaulx o przyjaźni duchowej. Profesor Deborah Savage w swoim tekście otwiera nowe, ważkie perspektywy, wykazując, że myśl św. Jana Pawła II wprowadziła ludzkie "przeżycie" w sposób bardziej bezpośredni do filozoficznego opisu osoby i oceny moralnej. Pierwszą część książki zamykają dwa artykuły ukształtowane przez tomistyczne prawo naturalne: prof. Jay Budziszewski wyjaśnia, w jaki sposób akty jednopłciowe podkopują możliwość ludzkiego spełnienia z powodu ich niezgodności z prawem naturalnym, natomiast ks. dr Livio Melina przedstawia ścisłe i przejrzyste wyjaśnienie tradycyjnego języka, jakim dokumenty kościelne mówią o pociągu do osób tej samej płci.

Książka, która z założenia ma być pomocą dla zajmujących się posługą duszpasterską wobec osób doświadczających SSA musi zawierać świadectwa i mądre refleksje takich osób, bo jeśli nie potrafimy słuchać, nie będziemy też potrafili ich zrozumieć i mądrze kochać. Sześciu autorów - członków Kościoła katolickiego, z zaangażowaniem żyjących w czystości - opowiada o swoich doświadczeniach z SSA, przedstawia różne oceny i sposoby życia z tym doświadczeniem. Mamy okazję wysłuchać Josepha Prevera, który wspomina, w jaki sposób przyjaźń ukształtowała jego życie; poznać rozważania Dana Mattsona na temat woli Bożej dopuszczającej zło w naszym życiu; przekonać się, dlaczego Robin Beck z odwagą odczytuje dosłownie to, co Pismo Święte mówi o homoseksualizmie; dowiedzieć się, w jaki sposób Eve Tushnet, autorka pisząca na blogu Spiritual Friendship: Musings on God, Sexuality, Relationships [Duchowe przyjaźnie. Rozważania o Bogu, seksualności, związkach] odkrywa, jak ona i inne osoby z SSA mogą wypełnić swoje powołanie i stać się darem dla innych; a także zapoznać się ze świadectwem Davida Prosena, który opowiada o latach udręki prowadzenia gejowskiego stylu życia i o pokoju, którego doświadcza dzisiaj. Doug Mainwaring przedstawia swoje doświadczenie jako mężczyzny z SSA, który prowadzi życie oddanego męża i ojca. Także Robert i Susan Cavera dzielą się z nami opowieścią o duchowej podróży, jaką muszą odbyć rodzice dzieci dotkniętych SSA.

Dwa artykuły terapeutów zajmujących się poradnictwem osób z SSA zawierają kolejne świadectwa oraz porady ekspertów, w jaki sposób towarzyszyć takim osobom. Artykuł dr. Janelle Hallman na temat wstydu odczuwanego przez młodych ludzi doświadczających pociągu do osób tej samej płci powinien stanowić bezcenną pomoc zarówno dla doradców, jak i dla rodziców. Doktor Timothy Lock prezentuje wiele ważnych informacji, między innymi odpowiada na niektóre powszechne błędne mniemania na temat SSA i wyjaśnia, na czym polegają zdrowe i niezdrowe wzorce dojrzewania seksualnego. Oboje propagują delikatne, życzliwe podejście od osób doświadczających SSA. Doktor Timothy Flanigan przedstawia ryzyko zdrowotne, jakie ponoszą mężczyźni współżyjący z mężczyznami i wyjaśnia, że podejście personalistyczne wymaga, aby lekarze dostrzegali szersze potrzeby swoich pacjentów, a nie zajmowali się jedynie ich doraźnymi problemami zdrowotnymi.

Na końcu zamieszczamy dwa artykuły, które powinny pomóc nam w lepszym radzeniu sobie z problemami związanymi ze zjawiskiem pociągu do osób tej samej płci na forum publicznym i w Kościele. Doktor Jennifer Roback Morse dowodzi, że lekceważenie dobra dziecka wynika z rozmaitych zmian politycznych, prawnych i kulturowych, takich jak rozwód bez orzeczenia o winie i powszechny dostęp do antykoncepcji. Peter Herbeck przekonuje natomiast jak pilną sprawą jest, aby głos Kościoła stał się słyszalny przez jego członków i ogół społeczeństwa oraz podaje praktyczne rady oraz sprawdzone metody, jak tego dokonać.

Wiedza na temat tego, w jaki sposób służyć osobom dotkniętym SSA nie jest już w powijakach, ale na pewno musimy się jeszcze bardzo wiele nauczyć. Jeśli poprawimy relacje, jakie mamy we własnym życiu z osobami doświadczającymi SSA, i jeśli nasze parafie staną się bardziej otwarte na takie osoby, zdobyta w ten sposób wiedza pozwoli nam udoskonalić i rozszerzyć nasze metody. Mamy nadzieję, że przygotowaliśmy solidny fundament, na którym będzie można dalej budować.

* Doktor filozofii, etyk, wykładowca w Katedrze Etyki Życia w Wyższym Seminarium Duchownym Najświętszego Serca w Detroit. Jest autorką kilku książek z zakresu etyki seksualnej i bioetyki. W Polsce jest najbardziej znana jako autorka wykładu "Antykoncepcja: dlaczego nie", którego obszerne fragmenty zamieszczono w książce Teresy Tomeo, Twój nowy styl (Fronda, Warszawa 2012).

1SSA - ang. Same-Sex Attraction, pociąg do osób tej samej płci.

2 XIV Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów o Rodzinie, "Powołanie i misja rodziny w Kościele i w świecie współczesnym", zob. Lineamenta, p. 55-56, https://ekai.pl/rodzina/x72254/dokument-przygotowawczy-do-synodu-biskupow.

Ks. Paul Check. Wstęp

KS. PAUL CHECK*

WSTĘP

Nie zostawię was sierotami

(J 14,18)

Wśród wielu obietnic, jakie Jezus zostawił swoim uczniom, była i ta, że nie zostawi ich sierotami (zob. J 14,18). Jako chrześcijanie wierzymy, że Chrystus wypełnia tę obietnicę na wiele sposobów: poprzez swoją eucharystyczną obecność w Kościele, poprzez zwierzchnictwo sprawowane przez następców apostołów w komunii z Piotrem, poprzez Pismo Święte. Papież Franciszek i papież Benedykt XVI przypomnieli nam, że obecność Chrystusa możemy odnajdować także w Jego Kościele i wśród chrześcijan - poprzez "towarzyszenie"1 i "miłość intelektualną"2.

Papież Franciszek podkreśla, że miłość duszpasterska przybiera formę towarzyszenia naszym braciom i siostrom chrześcijańską przyjaźnią w ich - a raczej wspólnej - wędrówce do Boga. Pomagamy im odkrywać po raz pierwszy (albo kolejny) skarby uzdrawiającego miłosierdzia Boga w "szpitalu polowym"3, ogłoszonym i ustanowionym przez Jezusa: w Królestwie Bożym na ziemi, czyli w Kościele. Przyjaźń chrześcijańska to benevolentia: pragnienie dobra drugiego, ale nie z dystansu, tylko zawsze na wzór uzdrawiającej miłości Chrystusa.

Papież Benedykt XVI mówił o potrzebie "miłości intelektualnej"4, mogącej "zjednoczyć egzystencje młodych ludzi, którzy, choć żyją z dala od siebie, potrafią odczuwać więź "na płaszczyźnie wewnętrznych poszukiwań i świadectwa""5. Jeszcze jako Prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, ostrzegał nas przed niebezpieczeństwem "celowej dwuznaczności"6 - która jest przeciwieństwem "miłości intelektualnej" - w sprawach odnoszących się do homoseksualizmu. "Dwuznaczność" ta polega na przykład na przedstawianiu nauki Kościoła jedynie jako dowolne źródło w odniesieniu do kształtowania sumienia albo na rzekomym zabieganiu o dostosowanie swojego życia do nauczania Jezusa, a w praktyce odrzucaniu nauczania Kościoła. Chrześcijańska przyjaźń zawsze dzieli się prawdą w miłości.

Niniejszy zbiór artykułów jest odpowiedzią na wezwanie dwóch papieży. Wszelka prawdziwa troska duszpasterska wynika tylko z autentycznej antropologii chrześcijańskiej. Kiedy Jezus przekształca drugą część wielkiego przykazania -"abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem" (J 15,12; zob. 13,34) - sam daje przykład łączenia prawdy i miłości do wiernego ucznia. Prawda wyzwala nas z niewiedzy, zagubienia, skupienia na sobie i złej woli, aby kochać sercem Chrystusowym i dla niego.

W 1980 roku kardynał Terence Cooke, arcybiskup Nowego Yorku, dostrzegł potrzebę rozciągnięcia macierzyńskiej troski Kościoła na grupę ludzi, którzy często w Kościele czuli się wyobcowani, a nawet wykluczeni. Wiedział, że słowo najczęściej kojarzone z Kościołem katolickim i homoseksualizmem brzmi: "nie". Niestety w wielu miejscach, także wewnątrz wspólnoty chrześcijańskiej, jest tak do dzisiaj. Aby towarzyszyć z miłością osobom doświadczającym pociągu do przedstawicieli tej samej płci, kard. Cooke stworzył grupy wsparcia duchowego pod nazwą Courage i EnCourage.

Ze skromnych początków ponad trzydzieści lat temu - grupy siedmiu mężczyzn spotykających się na dolnym Manhattanie pod przewodnictwem o. Johna Harveya OSFS - wyrosło dzieło apostolatu Courage i EnCourage: grup pokornych, wiernych Kościołowi mężczyzn i kobiet, działających do dziś w Stanach Zjednoczonych i innych krajach, podążających wyznaczoną przez kardynała Cooke'a drogą mądrości i miłości. Te dobre dusze borykają się z trudnościami, jakie niesie zderzenie nauczania Kościoła z wyzwaniami współczesności. Mimo to są oni pełni ufności, że Jezus wypełni swoją obietnicę względem nich i nie zostawi ich sierotami, dlatego towarzyszą sobie wzajemnie chrześcijańską przyjaźnią, której podstawą jest miłość intelektualna. Świadomość, że są ukochanymi synami i córkami Boga daje im wytchnienie i pozwala cieszyć się pokojem oraz zadziwiającą akceptacją samych siebie. To z kolei sprawia, że mogą stać się narzędziem miłości Boga względem innych.

Ufam, że ta publikacja będzie dla czytelników pouczający. Mam nadzieję, że będą oni czerpać inspirację zarówno ze świadectw osób doświadczających pociągu do przedstawicieli tej samej płci, jak i tych, którzy pełnią wobec nich posługę, bowiem dzięki nim problem odsłania przed nami "ludzką twarz" - twarz szlachetną, kochającą i zasługującą na miłość.

Mam nadzieję, że książka ta umocni w czytelnikach przekonanie, że Kościół ma w swoim nauczaniu o homoseksualizmie o wiele więcej niż zwykłe "nie", że nauczanie to jest prawdziwe, zgodne z całą antropologią Kościoła, i że prowadzi ono - mocą krzyża, w którym mają udział wszyscy chrześcijanie - do spełnienia.

* Wyświęcony dla diecezji Bridgeport w stanie Connecticut w 1997 roku. Uzyskał bakalaureat z filozofii na Uniwersytecie Gregoriańskim oraz licencjat z teologii na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. Przed wstąpieniem do seminarium przez dziewięć lat służył jako oficer piechoty morskiej USA. W 2008 roku został dyrektorem międzynarodowej organizacji Courage [Odwaga], jako duchowny osób doświadczających pociągu do tej samej płci. Organizacja, poprzez wspieranie się nawzajem, wymianę myśli, modlitwę i braterstwo, stanowi wsparcie dla osób homoseksualnych w prowadzeniu życia w czystości, zgodnego z nauczaniem Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu.

1Papieska Rada ds. Rodziny, Sztuka towarzyszenia.

2 Benedykt XVI, Wystąpienie na Katolickim Uniwersytecie Ameryki, Washington, 17.04.2008, http://papiez.wiara.pl/doc/377800.Przemowienie-Benedykta-XVI-do-nauczycieli-katolickich.

3 Wywiad udzielony przez papieża Franciszka ks. Antonio Spadaro SJ; tekst polski: "Serce wielkie i otwarte na Boga - całość wywiadu", http://www.deon.pl/religia/serwis-papieski/wywiady-franciszek/art,1,serce-wielkie-i-otwarte-na-boga-calosc-wywiadu.html.

4 Benedykt XVI, Wystąpienie na Katolickim Uniwersytecie...

5 Benedykt XVI, Czuwanie maryjne w Auli Pawła VI w Rzymie, 10.03.2007, https://ekai.pl/wydarzenia/x12108/papiez-do-studentow-milosc-intelektualna-moze-jednoczyc.

6 Kard. J. Ratzinger, Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, List do biskupów Kościoła katolickiego o duszpasterstwie osób homoseksualnych, Homosexualitatis problema, 1.10.1986, p. 14; http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/zbior/t_2_18.html.

RACHEL LU. EROS PODZIELONY. CZY ISTNIEJE ZDROWA MIŁOŚĆHOMOSEKSUALNA?

RACHEL LU*

EROS PODZIELONY. CZY ISTNIEJE ZDROWA MIŁOŚĆHOMOSEKSUALNA?

Przez kilka ostatnich dziesięcioleci zsekularyzowany świat dołożył wielu starań, by pogrzebać katolicką wizję ludzkiej seksualności. Nastąpiła w tym czasie dramatyczna zmiana norm kulturowych, natomiast Kościół uparcie trwał przy tej samej podstawowej nauce, opartej nie tylko na tradycji judeochrześcijańskiej, ale także na właściwym odczytaniu godności ludzkiej w świetle poznania naturalnego.

Jak to czasem się zdarza, odmowa udziału w owczym pędzie sprawiła, że katolicy zostali zaliczeni do kulturowych "radykałów". Do pewnego stopnia zaakceptowaliśmy tę rolę. Wielu współczesnych - często młodych - katolików nie tylko nie płynie z głównym nurtem kultury, ale nawet jest zmotywowanych do bardzo mocnego i jasnego formułowania prawdy w obliczu rozkładu kultury, będącego następstwem rewolucji seksualnej. Decyzja, by pójść za zaleceniami Kościoła dotyczącymi seksu i małżeństwa stała się w naszych czasach głęboko kontrkulturowym rodzajem świadectwa. Katolicy poddawani są silnym naciskom politycznym i społecznym, aby porzucili swoje przekonania moralne, i mamy podstawy sądzić, że w możliwej do przewidzenia przyszłości wymagane od nich ofiary będą coraz liczniejsze i większe.

Dzisiejsi rodzice wiedzą doskonale, że młodzież jest wręcz bombardowana rozpowszechnionymi w kulturze fałszywymi poglądami na temat seksu. W tych pełnych wyzwań czasach jedna grupa narażona jest na szczególne ryzyko: są to katolicy, którzy doświadczają pociągu do osób tej samej płci (SSA). Znaleźli się oni w ogniu walki kulturowej, która zaburza im życie i zagraża ich duszom. Dla lewicy laickiej zmagania tych osób z homoseksualnymi pragnieniami stały się narzędziem użytecznym do prób podważania wartości małżeństwa. Dlatego ludzie doświadczający pociągu do osób tej samej płci są bardziej niż inni zarzucani kłamstwami i fałszywymi obietnicami, które są wyjątkowo podstępne, ponieważ żerują na szczególnych słabościach tej grupy. Katolicy mają obowiązek przeciwstawiać się tym błędom poprzez przekonujące łączenie prawdy i miłosierdzia. Jest to niezwykle trudne w kontekście zaciekłej wojny kulturowej.

Niewątpliwie jest bardzo trudno być ortodoksyjnym chrześcijaninem i zmagać się z pociągiem do osób tej samej płci, szczególnie w naszych czasach. Wiele osób skarży się, że ortodoksyjni chrześcijanie w stosunku do braci i sióstr w Chrystusie obarczonych SSA zachowują się bezdusznie. Dzieje się tak po części dlatego, że tak było od zawsze: wszystkie kultury zbudowane są, co naturalne, na fundamencie małżeństwa, przez co SSA uznawane jest za dziwne, czasem niepokojące zjawisko. Jednakże w naszych czasach okazywanie zrozumienia osobom z SSA szczególnie utrudniają agresywni aktywiści laiccy. Chrześcijanie czują się zagrożeni ze strony lobby gejowskiego. Nie ma w tym żadnego przewrażliwienia: krucjaty na rzecz "swobód seksualnych" przyczyniły się już znacząco do podkopania wolności religijnej i integralności rodziny. Byłoby zaskakujące, gdyby ten naturalny niepokój nie przeradzał się czasem we wrogość w stosunku do jednostek utożsamianych ze środowiskiem homoseksualnym.

A jednak wspomniana wrogość, choć nie jest czymś zaskakującym, bywa w istocie niesprawiedliwa. Nie jest bowiem winą konkretnych osób, doświadczających pociągu do przedstawicieli tej samej płci, że ich życie jest wykorzystywane przez postępową lewicę. Katolicy, którzy prowadzą trudną, czasem heroiczną walkę o życie cnotliwe, zgodne z zasadami wiary, nie powinni czuć się marginalizowani z powodu istnienia ruchów kulturowych, na które nie mają żadnego wpływu. Sytuację tę można poprawić jedynie poprzez przystępne wyjaśnienie katolickiej moralności seksualnej i jej związku z problemem SSA. Wszyscy katolicy (bez względu na to, czy sami doświadczają SSA) muszą umieć z przekonaniem odeprzeć fałszywą naukę płynącą ze świata, nie przestając przy tym kochać i wspierać osób doświadczających SSA (a raczej osób doświadczających wszelkich pokus w sferze seksualnej). Jasność w kwestiach moralnych jest koniecznym warunkiem wstępnym, by móc akceptować osobę, bez obawy o szerzenie nieporządku moralnego i bez uszczerbku dla nauki płynącej z wiary.

KWESTIE BEZSPORNE

Katolicy zajmujący się tym tematem generalnie zgadzają się w trzech ważnych kwestiach. Po pierwsze i najważniejsze, osoby doświadczające pociągu do przedstawicieli tej samej płci są osobami wartościowymi moralnie, stworzonymi na obraz Boga i powołanymi do zjednoczenia z Nim w życiu przyszłym. Jako członkowie społeczeństwa zasługują na godne, uprzejme traktowanie i na przyznanie im wszystkich praw i obowiązków obywatela. Jako katolicy natomiast powinni być traktowani jako członkowie Ciała Chrystusa, których, jak wszystkich ochrzczonych katolików, należy zachęcać do dążenia do świętości i pełnego uczestnictwa w życiu sakramentalnym Kościoła.

Po drugie, osoby doświadczające pociągu do tej samej płci w szczególnym stopniu potrzebują wspólnoty i pomocy duszpasterskiej. Doświadczanie SSA jest w głównej mierze mimowolne i, zwłaszcza w okresie dorastania i początkach dorosłości, może być poważną próbą oraz źródłem braku samoakceptacji. W kulturze katolickiej, która (z ważnych powodów) podejmuje znaczący wysiłek, aby podkreślać wartość małżeństwa, ludzie odczuwający pociąg głównie, albo wyłącznie, do osób tej samej płci mogą mieć trudność z odnalezieniem swojego miejsca w rodzinie i wspólnocie parafialnej. Zasługują oni na współczucie i wsparcie w zmaganiu się z tymi trudnościami.

Trzecią kwestią, będącą niezmiennym elementem doktryny katolickiej, jest przekonanie, że akty homoseksualne stanowią zło moralne i Kościół nie może ich akceptować. Na gruncie chrześcijaństwa nie można kwestionować faktu, że małżeństwo jest z natury zbudowane na komplementarności mężczyzny i kobiety, i jest naturalnie ukierunkowane na prokreację. Stąd, z punktu widzenia metafizyki, niemożliwe jest połączenie dwóch osób tej samej płci węzłem małżeńskim. (Musimy jednak pamiętać, że niektórym osobom doświadczającym pociągu do tej samej płci - właśnie dlatego, że w wymiarze fundamentalnym są mężczyznami i kobietami - udało się zawrzeć małżeństwo i założyć rodzinę z przedstawicielami płci przeciwnej).

PYTANIA, KTÓRE NALEŻY ZADAĆ

Powyższe kwestie można słusznie uznać za podstawowe płaszczyzny porozumienia katolików pragnących dochować wierności Kościołowi. Wydaje się jednak, że także wśród nich narasta kontrowersja dotycząca trzech powiązanych pytań. Poszukując jasności w kwestiach moralnych dotyczących problemu pociągu do osób tej samej płci, musimy podjąć wysiłek znalezienia właściwych odpowiedzi na te trzy pytania, po czym wrócimy do głównego, najtrudniejszego problemu, który sformułujemy w dalszej kolejności.

Po pierwsze, czy jest czymś właściwym, aby katolicy otwarcie przedstawiali się jako "homoseksualiści", "geje" albo "lesbijki"? A bardziej ogólnie, jak katolicy powinni odnosić się do współczesnego trendu, uznającego "mniejszości seksualne", czy też "tożsamość płciową", za zjawiska prawdziwe, wymagające filozoficznej i społecznej odpowiedzi?

Po drugie, czy orientacja homoseksualna (jeśli koncepcja ta rzeczywiście ma sens) może być uznawana za coś pozytywnego, a nawet za błogosławieństwo? Czy powinniśmy postrzegać chrześcijan-gejów jako zdrową i pozytywną "grupę tożsamościową", której odmienne spojrzenie na seksualność może rzeczywiście wzbogacić życie Kościoła?

Po trzecie, czy istnieją alternatywne style życia albo źródła osobistego spełnienia, ku którym szczególnie należałoby ukierunkowywać osoby homoseksualne? Czy możemy powiedzieć coś sensownego na temat tego, jak powinno wyglądać życie "katolika-geja", poza stwierdzeniem oczywistości, że nie powinno ono obejmować homoseksualnych aktów płciowych?

Pytania te są wyraźnie ze sobą powiązane, nie sposób omówić ich wyczerpująco w ramach jednego artykułu. Jeśli jednak uda się ustalić pewne podstawowe kryteria, przynajmniej przez częściowe rozważenie tych dodatkowych kwestii, będziemy, moim zdaniem, gotowi zmierzyć się ze szczególnie trudnym, kluczowym problemem, który wymaga odpowiedzi, jeśli chcemy wyjaśnić zagadnienia moralne dotyczące pociągu do osób tej samej płci: Czy istnieje konkretna orientacja albo tożsamość definiowana przez SSA, która jest, sama w sobie, dobra i w sposób naturalny ukierunkowana na wyjątkowy rodzaj spełnienia? Niektórzy współcześni katolicy zdają się uważać, że tak jest w istocie; jest to znacząco nowa idea, na którą Kościół musi udzielić jasnej odpowiedzi.

Wydaje się niemal pewne, że większość chrześcijan w historii na to kluczowe pytanie odpowiedziałaby przecząco. Pożądanie homoseksualne tradycyjnie postrzegane jest jako pokusa. Poddanie się mu uznawane jest za grzech i większość chrześcijan (historycznie rzecz biorąc) niewątpliwie stawiałaby zacięty opór twierdzeniu, że osoby doświadczające pociągu do przedstawicieli tej samej płci powinny być uznane za pozytywną, a nawet budzącą podziw, "mniejszość seksualną", którą charakteryzuje własny, wyjątkowy seksualny telos. Ci, którzy doświadczają pociągu do osób tej samej płci mogą zdecydować się na poślubienie przedstawiciela płci przeciwnej albo wybrać samotne życie w celibacie. Nie istnieje szczególny rodzaj relacji międzyosobowych, właściwy tylko dla nich, a pożądanie homoseksualne powinno być postrzegane jako wewnętrznie nieuporządkowane, a nie jako coś, do czego należałoby zachęcać, co należałoby pielęgnować albo otaczać szacunkiem. W każdym razie tak uważano od długiego czasu.

ODPOWIEDŹ ŚRODOWISKA SPIRITUAL FRIENDSHIP

W ostatnich latach powstał nowy ruch chrześcijan, zrzeszający wielu katolików, który stara się znaleźć nowe ujęcie problemu pociągu do osób tej samej płci. Pragną oni gorąco udzielić twierdzącej odpowiedzi na powyższe pytanie (Czy istnieje konkretna orientacja albo tożsamość definiowana przez SSA, która jest, sama w sobie, dobra i w sposób naturalny ukierunkowana na wyjątkowy rodzaj spełnienia?), w nadziei, że będzie ona zgodna z katolickim nauczaniem w tej dziedzinie. Próbują określić, w jaki sposób bycie "gejem i katolikiem" mogłoby stanowić odrębne dobro. Mają także nadzieję na zbadanie możliwości ukierunkowania szczególnych talentów i predyspozycji chrześcijan z SSA ku pozytywnym celom, w tym, ku relacjom dającym spełnienie, które mogłyby być dla nich szczególnie właściwe.

Trudno jest zdefiniować tę grupę, jako że ich pytania i twierdzenia nie zawsze formułowane są w precyzyjny filozoficznie sposób. Pozwalam sobie określać ją ogólnym mianem środowiska Spiritual Friendship [Duchowa Przyjaźń], jako że w Internecie blog pod tym tytułem stał się czymś w rodzaju punktu zbornego dla wielu chrześcijan (nie tylko katolików), których cele i argumentacja wydają się zgodne z dążeniami opisanymi powyżej. Blog ten nie ma jednej określonej doktryny, chociaż wszyscy współautorzy deklarują prawdziwe pragnienie bycia w pełni chrześcijanami, biorącymi na poważnie zarówno przesłanie biblijne, jak i pasterzy swoich Kościołów. Zakres poruszanych tematów jest szeroki, a fakt, że młodzi chrześcijanie podejmują w dobrej wierze wysiłek rozeznania, jak mogą prowadzić cnotliwe życie chrześcijańskie, nie wypierając rzeczywistego doświadczenia pociągu do osób tej samej płci, jest inspirujący.

Jest mało prawdopodobne, żeby wszyscy blogerzy z tej grupy zgodzili się z poglądami, jakie tu prezentuję. Oczywiście ich stanowisko nie ogranicza się wyłącznie do tego grona. Wydana niedawno książka Eve Tushnet (blogerki Spiritual Friendship), pod tytułem "Gay and Catholic. Accepting My Sexuality, Finding Community, Living My Faith"1, stanowi znaczący wkład w prezentację tego tematu. Środowisko Spiritual Friendship przyciągnęło uwagę sporej grupy osób, a nawet zyskało pewną sympatię wśród ortodoksyjnych katolików, poszukujących lepszego podejścia duszpasterskiego do problemu pociągu do osób tej samej płci.

Lepsze podejście duszpasterskie do problemu SSA jest z pewnością celem wartym zabiegów. W niniejszym artykule chciałabym jednak udowodnić, że eksperyment intelektualny, polegający na akceptacji tożsamości gejowskiej czy homoseksualnej jako takiej (nawet do tego stopnia, że członkom tej grupy tożsamościowej proponuje się wyjątkowy sposób osiągnięcia życiowego spełnienia), ostatecznie nie może się powieść. Polega on zasadniczo na próbie podzielenia pociągu homoseksualnego na rozmaite pasma czy elementy składowe, przy czym odrzuca się otwarcie cielesne, a przyjmuje te, które są mniej związane z seksem. W ten sposób środowisko Spiritual Friendship dokonuje podziału miłości erotycznej: uznając zachowania seksualne wobec przedstawicieli tej samej płci za niewłaściwe, równocześnie twierdząc, że pociąg do osób tej samej płci w rzeczywistości nie jest zaburzeniem. Jest to niebezpieczne rozumowanie.

Tradycja katolicka naucza konsekwentnie, że pociąg homoseksualny jest wewnętrznie nieuporządkowany. Potwierdza to również poznanie naturalne, wsparte pełnym zrozumieniem sensu miłości erotycznej i seksualności. Niebezpieczeństwa związane z erosem nie są teoretyczne: historia, literatura, a także bezpośrednie, osobiste doświadczenie świadczą zdecydowanie o krzywdach, jakie eros wyrządza ludziom, nawet tym, którzy są zdecydowani oprzeć się jego potędze. Skoro tak jest, to nie możemy ze spokojnym sumieniem radzić ludziom, aby budowali swoją tożsamość albo styl życia wokół relacji zakorzenionej w pociągu homoseksualnym, nawet jeśli odrzucą akty homoseksualne jako takie.

Kiedy osoby doświadczające pociągu do osób tej samej płci są skłonne wyrzec się fizycznej bliskości ze względu na swoją wiarę, może się wydawać nierozsądne, a nawet okrutne, prosić je o coś więcej. Tymczasem zawsze jest rzeczą niebezpieczną rozwijać miłość erotyczną w sposób dostosowany do własnych emocjonalnych potrzeb, ale bez uporządkowania i dyscypliny wynikających w sposób oczywisty z naturalnego związku, jakim jest ukierunkowany na prokreację związek małżeński. Środowisko Spiritual Friendship zasługuje na podziw za gotowość przyjmowania niekiedy "trudnej mowy" wiary (por. J 6,35). Ostatecznie jednak podejmuje ono wyraźnie nowoczesną, choć oryginalną, próbę oddzielenia miłości erotycznej od jej prawdziwego, obiektywnego telosu.

ODKRYĆ TOŻSAMOŚĆ SEKSUALNĄ

W dzisiejszym społeczeństwie określenia tożsamości, takie jak "gej", "lesbijka" czy "homoseksualista", są na porządku dziennym. Posługiwanie się nimi jest przyczyną poważnej kontrowersji wśród wiernych Kościoła katolickiego, dlatego zrozumienie, dlaczego tak jest może pomóc posunąć tę dyskusję naprzód. Pojęcia te mają niewątpliwie złożone znaczenie społeczne, ale mają także tendencję do ukrywania ważnych kwestii filozoficznych.

Ortodoksyjni katolicy, którzy nie doświadczają pociągu do osób tej samej płci, często nie rozumieją, dlaczego ktoś chce określać siebie mianem homoseksualisty, biorąc pod uwagę oczywiste skojarzenie z nieuporządkowanym pożądaniem. Choć większość ludzi zgadza się z tym, że doświadczenie pożądania homoseksualnego może być mimowolne, to jednak decyzja o upublicznieniu tego doświadczenia jest niewątpliwie dobrowolna i może świadczyć o moralnych wyborach danej osoby.

Z pragmatycznego punktu widzenia może istnieć wiele powodów, dla których ktoś decyduje się określać siebie w kategoriach tożsamości seksualnej. Najczęściej o wyborze słownictwa decyduje jednoznaczność i wygoda, tymczasem określenie "pociąg do osób tej samej płci" brzmi mniej zgrabnie (jest mniej znane szerokiej publiczności) niż słowa takie jak "gej" czy "lesbijka". Czasem samookreślenie słowem "gej" może także umożliwić osobie doświadczającej pociągu do tej samej płci łatwiejsze dotarcie do ludzi mających podobne doświadczenia. Musimy wystrzegać się przypisywania zbyt wielkiego znaczenia decyzjom konkretnych osób o posługiwaniu się, lub nie, tego rodzaju słownictwem.

Równocześnie język opisu tożsamości budzi głębsze zaniepokojenie natury filozoficznej. Często używa się go, zakładając, że nazwana nim cecha jest czymś zasadniczym dla osobowości opisywanego człowieka. Używając w samoprezentacji terminów określających tożsamość płciową, mówimy w efekcie: "oto, kim jestem: musisz zaakceptować te cechy, aby zaakceptować mnie". Podczas gdy określenie "osoba doświadczająca pociągu do osób tej samej płci" ma formę bierną, wynikającą ze świadomego dążenia do oddzielenia doświadczenia od prawdziwej istoty danej osoby, określenie "gej" czy "lesbijka" jest bardziej bezpośrednie. A zatem jest różnica między określaniem siebie mianem Gay and Catholic2 (lesbijka-katoliczka) a mówieniem o "pociągu do osób tej samej płci". Jest to taka różnica jak między określeniem "jestem Amerykaninem" a "mieszkam w Ameryce". Pierwsze z tych określeń w sposób bardziej oczywisty wiąże ten konkretny fakt z moim rozumieniem siebie, a nawet z moją osobowością.

Oczywiście gramatyka to nie wszystko. Jeśli pielęgniarka pyta mnie o stan zdrowia, a ja odpowiadam: "jestem alergikiem", to czy chcę przez to powiedzieć, że alergia jest definiującą cechą mojej tożsamości? Raczej nie. Jednak słownictwa, którym się posługujemy, nie wybieramy w próżni, a słowa takie jak "gej" albo "lesbijka" są nierozerwalnie związane z szerszym kontekstem społecznym i językowym, przez co stają się bardziej jednoznaczne. Określenia dotyczące tożsamości płciowej stały się w dzisiejszym społeczeństwie powszednim sposobem określania pociągu erotycznego jako definiującej i stałej cechy osobowości.

Ten rodzaj deklaracji tożsamości rodzi wiele złożonych problemów, zwłaszcza kiedy zastanawiamy się nad miłością i akceptacją społeczną. Prawdziwa miłość często musi rozróżniać między grzesznikiem a jego grzechem, a także między osobą a jej ułomnością. Chociaż czasem marzymy o kimś, kto pokocha nas "takimi, jakimi jesteśmy", to jednak ten, kto kocha naprawdę, chce urzeczywistnienia potencjału ukochanej osoby, nawet jeśli miałoby to oznaczać (i często oznacza) znaczącą przemianę. Nieodzowną częścią tego procesu jest rozgraniczenie między moim prawdziwym "ja" a moimi ułomnościami. Warunkiem miłości do mnie nie jest miłość do mojej skoliozy; przeciwnie - ten kto mnie kocha, będzie z pewnością pragnął, aby moja skolioza została wyleczona albo przynajmniej na tyle zminimalizowana, by nie miała wielkiego wpływu na moje życie. Prawdziwa miłość nie zgodzi się na utożsamianie mnie z moimi, mniej godnymi podziwu, cechami czy przypadłościami. A poza tym, dlaczego ktoś miałby chcieć utożsamiać się z tym, co jest ułomnością?

Sam termin "ułomność" być może wymaga lepszego wyjaśnienia. Będę go tu używała w znaczeniu ogólnym, na określenie wszelkiego odchylenia od tego, co uważamy za normatywne dla istot ludzkich. Istnieją zatem ułomności - takie jak skolioza albo ślepota - które w sposób oczywisty odnoszą się do zdrowia fizycznego i, jak się wydaje, nie mają wyraźnego wymiaru moralnego. Inne ułomności, natury bardziej psychologicznej, mogą skłaniać osobę do grzechu. Przykładem takich ułomności mogą być: pociąg do osób tej samej płci, rozmaite obsesje seksualne czy też uzależnienie od hazardu. Te rozmaite niedoskonałości w różny sposób wpływają na życie i tożsamość osoby. Mimo pewnych oddzielających je różnic, nie chciałabym zbyt ostro odróżniać od siebie tych rodzajów "ułomności". Jak stwierdza "Katechizm Kościoła Katolickiego", orientacja homoseksualna nie jest wynikiem wyboru i pod tym względem jest ona podobna do skoliozy albo ślepoty3. Człowiek nie ponosi odpowiedzialności za swoją skłonność do pożądania osób tej samej płci. Być może zatem można całkiem rozsądnie postrzegać pociąg do osób tej samej płci, podobnie jak skoliozę czy ślepotę, jako niedobrowolną cechę osoby "w jej obecnym stanie"- cechę niezasługującą ani na potępienie moralne, ani na uznanie za element tożsamości danej osoby.

Niewątpliwie jednak pewne ułomności łatwo odrzucić jako "cechy osobowościowe niekształtujące tożsamości", inne natomiast są bardziej skomplikowane. Przyjrzyjmy się kilku przykładom, które rzucą na ten problem nieco więcej światła.

Wyjątkowo łatwym przypadkiem jest skolioza. Jest to z pewnością ułomność (pozbawiona wyraźnego wymiaru moralnego), ale najprawdopodobniej nie jest to okoliczność zmieniająca życie i mająca radykalny wpływ na moją osobowość. Każdy, kto kocha mnie teraz, na pewno kochałby mnie także, gdybym była centymetr wyższa i gdyby mniej bolały mnie plecy. Niektóre ułomności są jednak o wiele bardziej złożone. Cecha taka jak ślepota (choć niewątpliwie jest ułomnością per se) może ostatecznie ukształtować życie i osobowość w taki sposób, że dotknięta nią osoba w rzeczywistości będzie obawiała się możliwości wyzdrowienia. Wzrok jest niewątpliwie dobrem per se, ale zmaganie się z wyzwaniem jakim jest ślepota, może sprzyjać rozwojowi szczególnie heroicznych cnót albo pozytywnych relacji. Dobrze przystosowana osoba niewidoma może osiągnąć etap, na którym ułomność ta rzeczywiście wydaje się definiującym, a nawet cenionym elementem jej osobowości.

Wady rozwojowe także wywołują wiele dyskusji, nawet wśród osób nimi dotkniętych i tych, którzy je kochają. Zespół Downa jest niewątpliwie ułomnością, ale wydaje się, że jest on ułomnością bardziej "definiującą" człowieka niż na przykład skolioza albo ślepota. W pewnym sensie zespół Downa sprawia, że osoby nim dotknięte są tym, kim są. Zespół Downa, być może bardziej niż jakakolwiek ułomność, dowodzi, że osoby cierpiące na wady rozwojowe mogą wieść życie pełne radości i być źródłem błogosławieństwa dla otoczenia. Ale czy te pozytywne strony są nieodłącznym elementem dolegliwości? Prawdopodobnie nie, bo nawet w przypadku zespołu Downa nie można słusznie powiedzieć, że źródłem dobra jest sama dolegliwość, ale raczej następstwa tej dolegliwości.

Kolejnym bardzo skomplikowanym przykładem jest niewątpliwie pociąg do osób tej samej płci. Pociąg seksualny ma dalekosiężny i wszechogarniający wpływ na życie i osobowość jednostki, wydaje się więc słuszne, że SSA, nawet jeśli nie jest dobrem per se, uważane jest za okoliczność o wiele bardziej definiującą osobę niż dolegliwość taka jak skolioza. Niewątpliwie też osobę doświadczającą SSA może spotkać pewne dobro wynikające z tej okoliczności, ale w niej niezakorzenione. Na przykład osoba doświadczająca pociągu do przedstawicieli tej samej płci może poczuć pociąg do osoby, która pomoże jej w nawróceniu. Błędem byłoby jednak wnioskować, że SSA ze swej natury skłania osoby do odczuwania pociągu do tych, którzy mogą ułatwić im nawrócenie. Rzecz jasna osoby doświadczające pociągu do osób tej samej płci, podobnie jak osoby niewidome, mogą rozwinąć w sobie cnoty, nawet cnoty heroiczne, zmagając się ze szczególnymi wyzwaniami, jakie niosą ich uwarunkowania.

Należy tu wyraźnie podkreślić, że uznanie pociągu do osób tej samej płci za ułomność nie oznacza, iż można ją wyleczyć naturalnymi metodami, ani że jest to niemożliwe. Jest raczej jasne, że nawet długotrwała terapia, mająca na celu zmianę lub przekierowanie SSA, często nie przynosi efektów i niewątpliwie wielu ludzi doświadcza pociągu do osób tej samej płci, mimo że zdecydowanie sobie tego nie życzy. Ludzie cierpią jednak na wszelkiego rodzaju ułomności (fizyczne, psychiczne i duchowe), które nauka i psychologia określają jako nieuleczalne. Nie wnioskujemy na tej podstawie, że ślepi nigdy nie będą widzieć ani chromi chodzić (por. Łk 7,21) i że osoby chore psychicznie nigdy nie wyzdrowieją. Ostatecznie wszyscy zależymy od łaski Boga, która może sprawić, że będziemy kimś więcej niż moglibyśmy się stać o własnych siłach. Jeśli uznajemy, że pociąg do osób tej samej płci (przynajmniej sam w sobie) nie przyczynia się do rozkwitu osoby, musimy uznać go za defekt, który, nawet jeśli w tym życiu jest nieuleczalny, ostatecznie może zostać wyleczony przez łaskę.

Określenia dotyczące tożsamości płciowej budzą kontrowersje, ponieważ stanowią one ważny element szerszego programu środowisk liberalnych. Deklarowanie tożsamości seksualnej może na wiele sposobów przyczynić się do podkopywania tradycyjnej moralności seksualnej. Zachęca nas ono do postrzegania pragnień seksualnych (we wszystkich zróżnicowanych formach) jako ważnego przejawu indywidualności. Sugeruje się, że pragnienia te muszą być zaspokajane, aby osoba mogła osiągnąć dojrzałość i osobiste spełnienie. W tym kontekście uznawanie związku małżeńskiego za jedyne właściwe ziemskie środowisko dla seksu i miłości erotycznej wydaje się dalece nieuzasadnione. A co będzie, jeśli istnieją ludzie ze swej istoty niezdolni do życia w małżeństwie? A począć, jeśli niektórzy są tak "skonstruowani", że szukają miłości w inny sposób albo w relacji seksualnej innego rodzaju? Czy nie byłoby okrucieństwem odmawiać im tej możliwości?

Katolicka etyka seksualna jest w tym kontekście postrzegana jako ze swej istoty fanatyczna i nietolerancyjna, ponieważ odrzucanie przez nią pewnych zachowań seksualnych, automatycznie jest traktowane jako odrzucenie praktykujących je osób. Ideał "tożsamości płciowej" rozwinął się ostatecznie do tego stopnia, że media społecznościowe rozróżniają ponad pięćdziesiąt różnych "tożsamości płciowych", a ludzie odpowiadający normie (to znaczy identyfikujący się ze swoją płcią biologiczną i poszukujący romantycznych związków z przedstawicielami płci przeciwnej) spychani są na margines jako osoby "cisgenderowe"4. Określenie "cisgender" reprezentuje normalność jako jedną spośród wielu propozycji, a jednocześnie z wyższością sugeruje, że jest to najmniej interesująca z dostępnych opcji.

Oczywiście środowisko Spiritual Friendship nie sankcjonuje tego sposobu myślenia. Czerpie ono jednak z zestawu pojęć tożsamości płciowej, który wyłonił się z tych samych prądów kulturowych. Na przykład Eve Tushnet usprawiedliwia stałe posługiwanie się terminami "osoba homoseksualna" i "lesbijka" tym, że rozpoznanie samej siebie jako "lesbijki" było dla niej ważnym krokiem na drodze do obecnego rozumienia samej siebie. W swojej książce tłumaczy, w jaki sposób - jakby klucz obrócił się w zamku - zaczęła "być zrozumiała dla samej siebie", kiedy "zorientowała się", że jest lesbijką5. Jednym słowem, zidentyfikowanie siebie jako lesbijki jest częścią tego, za kogo się uznaje.

Wyjaśnienie to budzi zrozumienie, ale dla współczesnych chrześcijan te samookreślenia dokonują się w kontekście nowoczesnego (i pod wieloma względami głęboko ułomnego) rozumienia sensu pociągu seksualnego. Jest to wyraźnie widoczne w przypadku Tushnet, która przed nawróceniem na katolicyzm była przez wiele lat wplątana w kulturę gejowską i lesbijską. Związki, jakie zadzierzgnęła w tym środowisku kulturowym, były, jak twierdzi, pod wieloma względami pozytywne moralnie, co stanowi dla niej kolejne usprawiedliwienie posługiwania się określeniami dotyczącymi tożsamości płciowej. Choć tak oczywiście mogło być, prawda jest na pewno również taka, że społeczności takie mają - z katolickiego punktu widzenia - radykalnie skrzywione rozumienie sensu ludzkiej seksualności. Dziwne, że Tushnet w swojej książce robi bardzo niewiele, aby odrzucić swoje poprzednie zaangażowanie w kulturę gejowsko-lesbijską; często wydaje się, że tak bardzo stara się docenić pewne spotkane tam osoby, które pomogły jej w rozwijaniu cnót, że nie udaje jej się jednoznacznie stwierdzić, iż kultura ta w dużym stopniu opiera się na szukaniu grzesznego współżycia.

Biorąc pod uwagę zamieszanie związane z tożsamością płciową, warto może spojrzeć z szerszej perspektywy i zapytać, czy jest miejsce na autentycznie katolickie albo chrześcijańskie rozumienie "tożsamości płciowej"? Co mogłaby ona oznaczać w kontekście katolicyzmu? A nawet, wracając do naszego głównego tematu, czy pragnienie angażowania się w czynności seksualne z osobami tej samej płci można uznać za dobre? Prowadzące ze swej natury do innych dobrych rzeczy?

Gdyby katolicy mieli postrzegać tożsamość seksualną jako prawdziwe, pozytywne zjawisko, musiałaby ona oznaczać coś więcej niż tylko pragnienie relacji homoseksualnych. Czy istnieje jakiś szerszy, nie tak wyraźnie związany z seksem, sposób rozumienia takiej tożsamości? Środowisko Spiritual Friendship zakłada, że tak, i jest to założenie rozstrzygające dla całego ich przedsięwzięcia.

Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji

* Uzyskała doktorat z filozofii na Uniwersytecie Cornella w Nowym Yorku, jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów amerykańskich. Jest autorką licznych artykułów publikowanych w czasopismach naukowych w Stanach Zjednoczonych. Wykłada filozofię na Uniwersytecie Świętego Tomasza w St. Paul, w stanie Minnesota.

1 Eve Tushnet, Gay and Catholic. Accepting My Sexuality, Finding Community, Living My Faith, Ave Maria Press, Notre Dame 2014.

2 Nawiązanie do tytułu: Eve Tushnet, Gay and Catholic....

3 Katechizm Kościoła Katolickiego, op. cit., p. 2358.

4 Cisseksualizm, cisgender, cispłciowość (często w skrócie: cis; z łac. cis- = po tej samej stronie i sexualis = płciowy) - wyrażenia dotyczące opisów tożsamości płciowej, gdzie osobiste doświadczenia z nią związane są zgodne z płcią biologiczną, która danej osobie była przypisana w momencie urodzenia (źródło: Wikipedia).

5 Eve Tushnet, Gay and Catholic..., p. 15.