Pragnienie Wieków - Ellen Gould White

Kup ebooka

12.81 zł
10.63 zł (10,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Rozdział 3

"WYPEŁNIŁ SIĘ CZAS"

 

DA 31

"Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego (...), aby wykupić tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo" (Ga 4,4.5)

Przyjście Zbawiciela zostało przepowiedziane już w Edenie. Kiedy Adam i Ewa po raz pierwszy usłyszeli tę obietnicę, liczyli na jej szybkie wypełnienie. Z radością powitali pierworodnego syna, mając nadzieję, że to on będzie Wybawcą. Ale wypełnienie przepowiedni odwlekało się. Ci, którzy otrzymali ją jako pierwsi, umarli nie doczekawszy się Zbawiciela. Od dni Enocha patriarchowie i prorocy powtarzali obietnicę, podtrzymując żywą nadzieję pojawienia się Wybawiciela, ale On nie przychodził. Proroctwo Daniela objawiło czas Jego przybycia, lecz nie wszyscy właściwie zinterpretowali to poselstwo. Mijało stulecie za stuleciem; głosy proroków ustały. Ręka ciemiężyciela gnębiła Izraelitów i wielu było gotowych wykrzyknąć: "Dłużą się dni, a wszystkie proroctwa zawodzą" (Ez 12,22)

DA 32

Podobnie jednak jak gwiazdy, które krążą w niezmierzonym obiegu po swych wyznaczonych orbitach, tak Boże cele nie znają przyśpieszenia ani opóźnienia. Za pomocą symboli wielkiej ciemności i dymiącego pieca, Bóg objawił Abrahamowi niewolę Izraela w Egipcie i ogłosił czas jej trwania, który miał wynosić czterysta lat. "A potem" - powiedział - "wyjdą z wielkim dobytkiem" (Rdz 15,14)

Wobec Jego słowa na próżno walczyła cała siła dumnego imperium faraona. "Oto tego samego dnia", wyznaczonego w boskiej obietnicy, "wyszły wszystkie zastępy Pana z ziemi egipskiej" (Wj 12,41)

Podobnie na radzie w niebie została określona godzina przyjścia Chrystusa. Kiedy wielki zegar ją wskazał, Jezus urodził się w Betlejem.

"Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg swego Syna". Opatrzność kierowała ruchami narodów oraz strumieniem ludzkich impulsów i wpływów aż do momentu, gdy świat dojrzał do przyjścia Oswobodziciela. Narody były zjednoczone pod jednym panowaniem. W powszechnym użyciu był jeden język, wszędzie uznawany za język literacki. Żyjący w rozproszeniu Żydzi gromadzili się w Jerozolimie ze wszystkich krajów na doroczne święta. Gdy wracali do miejsc swego zamieszkania, mogli rozgłaszać po świecie wieści o nadejściu Zbawiciela.

W tym czasie system pogański tracił swój wpływ na naród. Ludzie byli zmęczeni widowiskami i mitami. Tęsknili za religią, która mogłaby usatysfakcjonować ich serca. Kiedy wydawało się, że światło prawdy zgasło i oddaliło się od ludzi, istniały napełnione rozterkami i smutkiem dusze, które go poszukiwały. Ludzie ci pragnęli wiedzy o prawdziwym Bogu, zapewnienia w kwestii życia poza grobem.

Gdy Żydzi oddalili się od Boga, wiara stała się mglista i niejasna, a nadzieja nieomal przestała rozświetlać przyszłość. Nie rozumiano słów proroków. Dla całych mas ludzkich śmierć przedstawiała straszliwą tajemnicę; poza nią była tylko niepewność i mrok. Nie było to jedynie zawodzenie matek z Betlejem, ale docierający do proroka krzyk, pochodzący z wielkiego serca ludzkości, brzmiał poprzez stulecia - głos słyszany w Rama: "krzyk, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo już ich nie ma" (Mt 2,18)

Ludzie tkwili niepocieszeni w "krainie cienia i śmierci". Pełnymi tęsknoty oczyma wypatrywali nadejścia Wybawiciela, który rozproszy ciemności i wyjaśni zagadkę przyszłości.

DA 33

Poza narodem żydowskim także istnieli ludzie, którzy przepowiadali pojawienie się boskiego nauczyciela. Poszukiwali prawdy i w rezultacie otrzymali Ducha Natchnienia. Pojawiali się jeden po drugim, jak gwiazdy na pociemniałym niebie, a ich prorocze słowa zapaliły nadzieję w tysiącach serc w pogańskim świecie.

Przez setki lat Pisma tłumaczono na język grecki, w którym mówiono wówczas powszechnie na terenie Imperium Rzymskiego. Żydzi rozproszeni byli właściwie wszędzie, a poganie w pewnym stopniu podzielali ich oczekiwanie na przyjście Mesjasza. Pomiędzy tymi, których Hebrajczycy określali mianem pogan, znajdowali się ludzie, którzy posiadali lepsze zrozumienie wskazujących na Mesjasza proroctw niż nauczyciele w Izraelu. Byli wśród nich tacy, którzy spodziewali się, że przyjdzie On jako wyzwoliciel od grzechu. Filozofowie usiłowali wniknąć w tajemnicę hebrajskiego systemu. Jednak bigoteria Żydów powstrzymywała rozprzestrzenianie się światła. Skupieni na utrzymaniu podziału pomiędzy nimi samymi a innymi narodami, niechętnie dzielili się posiadaną wiedzą dotyczącą służby symbolicznej. Musiał nadejść prawdziwy Interpretator. Ten, na którego wskazywały wszystkie symbole, sam musiał wyjaśnić ich znaczenie.

DA 34

Bóg przemawiał do świata za pośrednictwem przyrody, przykładów i symboli, a wreszcie patriarchów i proroków. Ludzkość musiała otrzymać lekcję udzieloną w zrozumiałym dla niej języku. Musiał przemówić Posłaniec przymierza. Jego głos musiał zabrzmieć w Jego własnej świątyni. Chrystus musiał przyjść, aby wypowiedzieć słowa, które zostałyby zrozumiane jasno i ostatecznie. On, autor prawdy, musiał oddzielić prawdę od plew ludzkich wypowiedzi, które czyniły ją bezskuteczną. Zasady Bożego panowania i plan odkupienia musiały zostać jasno określone. Nauki Starego Testamentu musiały zostać przedstawione ludziom w całej pełni.

Wśród Żydów znajdowały się również niezłomne dusze, potomkowie świętej linii, która zachowywała wiedzę o Bogu. Ludzie ci bezustannie wyglądali spełnienia złożonej ojcom obietnicy. Umacniali swą wiarę, opierając się na zapewnieniu, które zostało przekazane przez Mojżesza: "Proroka jak ja wzbudzi wam Pan, Bóg nasz, spośród braci naszych. Słuchajcie Go we wszystkim co wam powie" (Dz 3,22)

Dalej czytali, jak Pan namaści Jedynego, "aby głosił dobrą nowinę ubogim, by opatrywał razy serc złamanych, by zapowiadał wyzwolenie więźniom", i by ogłosił "rok łaski Pana" (Iz 61,1.2)

Czytali, jak On "utrwali prawo na ziemi", jak wyspy "wyczekują na Jego pouczenie" (Iz 42,4; 60,3), jak poganie przyjdą do Jego światła, a królowie do blasku Jego wschodu

Słowa wypowiedziane przez umierającego Jakuba napełniały ich nadzieją: "nie zostanie odjęte berło od Judy, ani laska pasterska spośród jego kolan, aż przyjdzie Ten, do którego ono należy" (Rdz 49,10)

Słabnąca siła Izraela świadczyła o tym, że przyjście Mesjasza jest bliskie. Proroctwo Daniela przedstawiło chwałę Jego imperium, które nastąpi po wszystkich ziemskich królestwach i - jak powiedział prorok - "będzie trwało na wieki" (Dn 2,44)

Ponieważ niewielu rozumiało naturę misji Chrystusa, rozpowszechnione było oczekiwanie na potężnego księcia, który w Izraelu ustanowi swoje królestwo i który przybędzie jako wyzwoliciel narodów.

Wreszcie nadeszło wypełnienie czasu. Ludzkość, coraz bardziej zdegradowana przez wieki odstępstwa, wołała o przyjście Wybawcy. Szatan robił wszystko, aby przepaść pomiędzy niebem a ziemią stała się głęboka i nie do przebycia. Za pomocą swoich kłamstw rozzuchwalił ludzi w grzechu. Chciał wyczerpać Boże przebaczenie, zgasić Bożą miłość do człowieka, tak aby porzucił on świat, oddając go pod szatańskie panowanie.

DA 35

Diabeł usiłował ukryć przed ludźmi prawdziwą wiedzę o Bogu, odwrócić ich uwagę od świątyni Bożej i ustanowić swoje własne królestwo. Wydawało się, że jego walka o supremację zostanie uwieńczona pełnym sukcesem. To prawda, że w każdym pokoleniu Bóg miał swoich przedstawicieli. Nawet wśród pogan znaleźli się tacy, z pomocą których Chrystus chciał dźwignąć ludzkość z jej grzechu i upadku, ale zazwyczaj byli oni w pogardzie i nienawiści. Wielu z nich poniosło gwałtowną śmierć. Posępny cień, który szatan rozciągnął nad światem, coraz bardziej się rozprzestrzeniał.

Przez wieki szatan za pośrednictwem pogaństwa odciągał ludzi od Boga, jednak prawdziwy triumf osiągnął dopiero wtedy, gdy wypaczył wiarę Izraela. Poganie utracili wiarę w Boga, rozważając i czcząc swoje własne koncepcje, co prowadziło ich do coraz większego zepsucia. Tak samo było z Izraelem. Zasada, że człowiek może zbawić sam siebie przez swoje własne uczynki, leży u podstaw każdej pogańskiej religii, a teraz stała się także zasadą religii żydowskiej. To szatan zaszczepił ją w ludzkich umysłach. Tam, gdzie ludzie się jej podporządkowują, nie mają wobec grzechu żadnych oporów.

DA 36

Poselstwo o zbawieniu ogłaszane jest ludziom za pośrednictwem ludzkich przedstawicieli. Żydzi jednak pragnęli mieć monopol na prawdę, która jest życiem wiecznym. Zgromadzili żywą mannę, która obróciła się w zepsucie. Religia, którą próbowali zamknąć dla samych siebie, stała się występkiem. Odarli Boga z Jego chwały i oszukali świat fałszywą ewangelią. Odmówili poddania samych siebie Bogu ku zbawieniu świata i stali się agentami szatana w celu jego zniszczenia.

 

"o Boże, nie stój z daleka ode mnie, mój Boże, pośpiesz mi na pomoc!" (Ps 71,12)

Ludzie, których Bóg powołał, aby byli filarami i podwaliną prawdy, stali się przedstawicielami szatana. Wykonywali dzieło, które on im wyznaczył, zafałszowując charakter Boga i powodując, że świat widział w Nim jedynie tyrana. Kapłani, którzy służyli w świątyni, stracili z oczu znaczenie służby, jaką wykonywali. Przestali spoglądać poza symbol i pojmować, co on oznaczał. Przedkładając dary ofiarne, zachowywali się jak aktorzy w sztuce. Z posługi, którą wyznaczył sam Bóg, uczynili środek do zaślepiania umysłów i zatwardzania serc. Bóg nie mógł już dłużej wykorzystywać tych kanałów, aby działać na rzecz człowieka. Cały system musiał zostać zniesiony.

Oszustwo grzechu sięgnęło wyżyn. Podjęte zostały wszelkie możliwe działania mające doprowadzić do zdeprawowania ludzkich dusz. Patrząc na świat, Syn Boży widział jedynie cierpienie i nędzę. Z litością przyglądał się, jak ludzie stają się ofiarami szatańskiego okrucieństwa. Ze współczuciem spoglądał na tych, którzy byli deprawowani, mordowani i zagubieni. Wybrali władcę, który przykuł ich do swego rydwanu jako jeńców. Oszołomieni i oszukani podążali w ponurej procesji w kierunku wiecznej zagłady - śmierci, w której nie ma nadziei życia, w kierunku nocy, po której nie nastanie poranek. Szatańscy przedstawiciele połączyli się z ludźmi. Ciała istot ludzkich stworzone jako miejsce zamieszkania dla Boga, stały się mieszkaniem demonów. Zmysły, nerwy, namiętności i narządy ludzkiego ciała kierowane były przez nadnaturalne wpływy, które popychały do zaspokajania najohydniejszych żądz. Na ludzkich twarzach odbijało się wyobrażenie legionów zła, które brały ich w posiadanie. Taki był widok, na jaki spoglądał Odkupiciel świata. Co za spektakl dla Nieskończonej Czystości!

DA 37

Grzech stał się przedmiotem naukowych rozważań, a występek został uświęcony jako część religii. Bunt zapuścił swe korzenie głęboko w sercu, a wrogość ludzka w najbardziej gwałtowny sposób zwróciła się przeciwko niebu. Cały wszechświat mógł zobaczyć, że bez Boga nie da się podźwignąć ludzkości. Ten, który stworzył świat, musiał przekazać nowy element życia i mocy.

Nieupadłe światy z ogromnym zainteresowaniem obserwowały sytuację, oczekując reakcji Jahwe - czy powstanie i zmiecie mieszkańców ziemi. Gdyby Bóg tak postąpił, szatan wprowadziłby w życie swój plan, polegający na zapewnieniu sobie posłuszeństwa niebiańskich istot. Już wcześniej oznajmił, że zasady Bożych rządów uniemożliwiają przebaczenie. Gdyby świat został zniszczony, miałby podstawę twierdzić, że jego oskarżenia okazały się prawdziwe. Był gotów zrzucić winę na Boga i rozszerzyć swą rebelię na inne światy. Jednak Bóg, zamiast zniszczyć świat, posłał swego Syna, który miał go zbawić. Chociaż zepsucie i bunt były widoczne w każdej części tej wyobcowanej prowincji, droga do jej uzdrowienia została utorowana. W najgłębszym kryzysie, gdy szatan wydawał się triumfować, Syn Boży przyszedł z poselstwem boskiej łaski. W każdym wieku, w każdej godzinie działała miłość Boża wobec upadłej rasy. Bez względu na przewrotność ludzi stale objawiały się sygnały łaski. Gdy nadeszło wypełnienie czasu, Bóstwo zostało uwielbione przez wylanie na świat powodzi kojącej łaski, która nie miała być nigdy zatamowana ani wycofana, dopóki nie wypełni się plan zbawienia.

Szatan triumfował, ponieważ udało mu się zafałszować obraz Boży w ludzkich umysłach. Wtedy przyszedł Jezus, aby odbudować w człowieku właściwy wizerunek jego Stwórcy. Nikt inny, jedynie Chrystus może na nowo ukształtować zniszczony przez grzech charakter. On przyszedł wygnać demony, które kontrolowały wolę. Przyszedł podnieść nas z prochu, na nowo ukształtować wypaczony charakter według Boskiego wzorca i uczynić go pięknym przez swą własną chwałę.

 

Rozdział 17

NIKODEM

 

DA 167

Nikodem piastował w narodzie żydowskim wysokie stanowisko, które powierzano zazwyczaj ludziom zaufanym. Wysoko wykształcony posiadał talenty o niezwykłym charakterze i był szanowanym członkiem rady narodu - Sanhedrynu. Nauki Jezusa poruszyły nim tak samo, jak innymi. Chociaż był bogaty, uczony i szanowany, czuł dziwną sympatię do skromnego Nazarejczyka. Lekcje, jakie płynęły z ust Zbawiciela, wywarły na nim olbrzymie wrażenie i pragnął dowiedzieć się więcej o tych cudownych prawdach.

Autorytet Chrystusa, który przejawił się podczas oczyszczenia świątyni, wywołał zdecydowaną nienawiść kapłanów i przywódców. Obawiali się mocy tego przybysza. Taka zuchwałość ze strony nieznanego Galilejczyka nie mogła być tolerowana. Byli gotowi zakończyć Jego działalność. Ale nie wszyscy podzielali ich zdanie. Byli tacy, którzy nie mieli śmiałości sprzeciwić się Temu, który w sposób oczywisty działał pod wpływem Ducha Bożego. Pamiętali, jak mordowano proroków za to, że ganili grzechy przywódców Izraela. Wiedzieli, że poddanie Izraela pogańskim narodom spowodowane jest uporczywym odrzucaniem przez nich Bożych napomnień. Obawiali się, że spiskując przeciwko Jezusowi, kapłani i przywódcy idą w ślady swoich ojców i ściągną na naród nowe nieszczęścia. Nikodem podzielał te obawy. Na naradzie Sanhedrynu, kiedy rozważano sposób postępowania wobec Jezusa, Nikodem doradzał ostrożność i umiar. Przekonywał, że jeśli Jezus jest rzeczywiście obdarzony pełnomocnictwem od Boga, byłoby rzeczą zgubną odrzucić Jego ostrzeżenia. Kapłani nie mieli śmiałości, aby nie wziąć tej rady pod uwagę i przez jakiś czas nie występowali otwarcie przeciw Zbawicielowi.

DA 168

Odkąd Nikodem usłyszał Jezusa, zaczął z niepokojem studiować proroctwa odnoszące się do Mesjasza; a im bardziej szukał, tym silniejsze miał przekonanie, że jest On tym, który miał nadejść. Jak wielu innych w Izraelu, jego także martwił fakt profanowania świątyni. Był świadkiem sceny, kiedy Jezus wygnał sprzedawców i kupujących, widział cudowne objawienie boskiej mocy; widział, jak Zbawiciel przyjmuje biednych i uzdrawia chorych; widział ich pełne radości spojrzenia i słyszał słowa chwały; nie mógł mieć wątpliwości, że Jezus z Nazaretu jest Posłanym od Boga.

Bardzo pragnął osobistego spotkania z Jezusem, ale wzbraniał się szukać Go otwarcie. Dla przywódcy Żydów było zbyt upokarzające przyznać się przed sobą samym do sympatyzowania z nauczycielem, i to tak mało znanym. A gdyby o jego spotkaniu dowiedzieli się członkowie Sanhedrynu, ściągnęłoby to na niego pogardę i potępienie. Rozważał możliwość potajemnego spotkania, tłumacząc się, że gdyby zrobił to jawnie, inni mogliby pójść za jego przykładem. Dowiedziawszy się, w wyniku specjalnego wywiadu, o miejscu odpoczynku Zbawiciela na Górze Oliwnej, czekał aż miasto ucichnie we śnie i wówczas Go odszukał.

Mapa 4(3)

W obecności Jezusa Nikodem czuł dziwne onieśmielenie, które usiłował ukryć pod pozorem opanowania i godności. "Rabbi" - powiedział - "wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim". Mówiąc o nadzwyczajnych uzdolnieniach Chrystusa jako nauczyciela, a również o Jego niezwykłej mocy czynienia cudów, miał nadzieję, że w ten sposób zrobi wstęp do swojej rozmowy. Jego słowa miały zrobić wrażenie i wprowadzić atmosferę zaufania, ale tak naprawdę wyrażały niewiarę. Nie uznawał w Jezusie Mesjasza, ale jedynie posłanego przez Boga nauczyciela.

Zamiast uznać to pozdrowienie, Jezus skupił swój wzrok na rozmówcy jakby czytał w jego duszy. W swojej nieskończonej mądrości widział przed sobą poszukiwacza prawdy. Znał powód jego wizyty i pragnąc pogłębić przekonanie, jakie już zagościło w umyśle słuchacza, przeszedł bezpośrednio do sedna sprawy, zwracając się do niego poważnie i uprzejmie: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego" (J 3,3)

DA 171

Nikodem przyszedł do Pana, myśląc, że będzie miał możliwość z Nim podyskutować, ale Jezus odsłonił fundament, na którym opierały się zasady prawdy. Powiedział do Nikodema: Nie potrzebujesz tak bardzo wiedzy teoretycznej, ale duchowego odrodzenia. Nie potrzebujesz zaspokojenia twej ciekawości, ale nowego serca. Musisz otrzymać nowe życie z góry, zanim będziesz mógł pojąć sprawy niebiańskie. Dopóki ta zmiana nie nastąpi, czyniąc wszystko nowym, nie odbierzesz żadnego dobra, które mogłoby cię wybawić, dyskutując ze mną o moim autorytecie i mojej misji.

Nikodem słyszał kazanie Jana Chrzciciela dotyczące nawrócenia i chrztu; widział, jak wskazał on ludziom Tego, który będzie chrzcił Duchem Świętym. On sam czuł, że wśród Żydów brakuje duchowości, że są, i to w znacznym stopniu, kontrolowani przez własną dewocję i świeckie ambicje. Miał nadzieję, że ten stan ulegnie zmianie na lepsze, kiedy przyjdzie Mesjasz. Jednak penetrujące serca poselstwo Jana Chrzciciela nie wywołało w nim przekonania o grzechu. Był prawdziwym faryzeuszem, dumnym ze swoich dobrych uczynków. Darzono go powszechnym i głębokim szacunkiem z powodu jego łaskawości i szczodrości we wspieraniu potrzeb świątyni; czuł się także pewny Bożej łaski. Był zdumiony na samą myśl o królestwie zbyt czystym, aby mógł je bodaj dojrzeć w swym obecnym stanie.

 

"(...) powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego" (J 3,3)

Jezus użył pojęcia nowego narodzenia, którego znaczenie nie było obce Nikodemowi. Ci, którzy nawracali się z pogaństwa na wiarę Izraela, często byli porównywani do niedawno urodzonych dzieci. Tak więc musiał on być świadom, że słowa Chrystusa nie mają znaczenia dosłownego. Jednak z tytułu swego izraelskiego pochodzenia uważał, że może być pewny swego miejsca w królestwie Bożym. Czuł, że nie potrzebuje zmiany. Stąd jego zdumienie wywołane słowami Zbawiciela. Był zirytowany z powodu tego, że Jezus zastosował je właśnie w stosunku do niego. Duma faryzeusza walczyła ze szczerym pragnieniem poszukiwacza prawdy. Dziwił się, że Chrystus powiedział mu to w tak bezpośredni sposób, nie biorąc pod uwagę jego pozycji jako przywódcy w Izraelu.

Wytrącony z równowagi, odpowiedział Chrystusowi słowami pełnymi ironii: "Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem?". Jak wielu innych w sytuacji, kiedy ostra prawda toruje sobie drogę do ich sumienia, objawił, że człowiek z natury nie przyjmuje spraw Ducha Bożego. Nie ma w nim nic, co odpowiadałoby na sprawy duchowe, ponieważ są one rozpatrywane duchowo.

Jednak Zbawiciel nie odpowiedział mu argumentem na argument. Wznosząc rękę z pełną powagi i spokoju godnością, podkreślił prawdę z jeszcze większą pewnością: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego". Nikodem wiedział, że Chrystus ma tu na myśli wodę chrztu i odnowienie serca przez Ducha Bożego. Był przekonany, że znajduje się w obecności Tego, o którym głosił Jan Chrzciciel.

DA 172

Jezus kontynuował: "To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem". Serce z natury jest złe i "któż czystym uczyni skalane? Nikt zgoła" (Hi 14,4)

Żaden ludzki wynalazek nie dostarczy lekarstwa dla grzeszącej duszy, "ponieważ dążność ciała jest wroga Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna". "Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa" (Rz 8,7; Mt 15,19)

Źródło serca musi zostać oczyszczone zanim strumienie staną się czyste. Kto próbuje zdobyć niebo poprzez swoje własne działania w zachowywaniu prawa, próbuje dokonać niemożliwego. Nie jest bezpieczny ten, kto wykazuje się po prostu poprawną religią, formą pobożności. Życie chrześcijanina nie jest modyfikacją czy ulepszeniem starego, ale przemianą natury. Jest to śmierć dla samego siebie i dla grzechu oraz zupełnie nowe życie. Ta przemiana może dokonać się jedynie przez skuteczne działanie Ducha Bożego.

Nikodem nadal był zakłopotany i Jezus, aby zilustrować, co ma na myśli, użył obrazu wiatru: "Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha".

Słychać wiatr w gałęziach drzew, szeleszczący wśród liści i kwiatów, jednak jest on niewidoczny i nikt nie wie, skąd przychodzi i dokąd idzie. Podobnie jest z działaniem Ducha Świętego na serce. Nie da się go wyjaśnić tak samo, jak nie da się wyjaśnić działania wiatru. Człowiek może nie być w stanie podać dokładnego czasu i miejsca ani prześledzić okoliczności w procesie nawrócenia; nie jest to jednak dowód na to, że się nie nawrócił. Poprzez niewidoczny jak wiatr wpływ Chrystus ciągle pracuje nad sercem. Delikatnie, być może poza postrzeganiem odbiorcy, pojawiają się wrażenia, które prowadzą duszę do poddania się Chrystusowi. Mogą być odbierane, kiedy się o Nim rozmyśla, podczas czytania Pisma lub słuchania słów kaznodziei. I nagle, kiedy Duch przychodzi z bardziej bezpośrednim wezwaniem, dusza z radością poddaje się Jezusowi. Wielu nazywa to nagłym nawróceniem, ale tak naprawdę jest to rezultat długotrwałych starań Ducha Bożego - długiego, mozolnego procesu.

DA 173

Podczas, gdy sam wiatr jest niewidoczny, wywołuje efekty, które widać i słychać. Tak samo praca Ducha nad duszą objawi się w każdym czynie tego, kto odczuł Jego zbawienną moc. Kiedy Duch Boży bierze w posiadanie serce, przekształca życie. Grzeszne myśli są odsunięte, złe uczynki odrzucone; miłość, pokora i spokój zajmują miejsce złości, zawiści i walki. Radość zajmuje miejsce smutku, a twarz rozświetla światło nieba. Nikt nie widzi ręki, która podnosi ciężar, i nie dostrzega światła spływającego z niebiańskich przybytków. Błogosławieństwo przychodzi, gdy przez wiarę dusza poddaje się Bogu. Wówczas moc, jakiej nie dostrzega żadne ludzkie oko, stwarza nową istotę na obraz Boży.

Nie jest możliwe, aby skończone umysły pojęły dzieło odkupienia. Jego misterium przekracza ludzkie poznanie, a jednak ten, kto przeszedł ze śmierci do życia, zdaje sobie sprawę, że jest to Boska rzeczywistość. Początek odkupienia możemy poznać już tutaj poprzez osobiste doświadczenie. Jego skutki sięgają wieczności.

Gdy Jezus mówił, nieco promieni prawdy wniknęło do umysłu przywódcy. Zmiękczający i ujarzmiający wpływ Ducha Świętego zadziałał na jego serce. A jednak nie rozumiał on jeszcze w pełni słów Zbawiciela. Nie tyle potrzeba nowego narodzenia wywarła na nim wrażenie, co sposób jego osiągnięcia. W zdumieniu zapytał: "Jakżeż to się może stać?".

"Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz?" - spytał Jezus. Rzeczywiście, ten, któremu powierzono udzielanie religijnych wskazówek innym, nie powinien pozostawać w niewiedzy co do tak ważnych spraw. Jego słowa wykazywały, że zamiast irytować się z powodu prostych słów prawdy, Nikodem z powodu swojej duchowej ignorancji powinien był mieć bardzo niskie mniemanie o samym sobie. Jednak Chrystus rozmawiał z nim z tak wielką powagą, a równocześnie Jego spojrzenie i ton głosu wyrażały tak szczerą miłość, że Nikodem, gdy zdał sobie sprawę ze swego poniżającego położenia, nie czuł się dotknięty.

Kiedy jednak Jezus wyjaśnił, że Jego ziemska misja ma na celu ustanowienie duchowego, a nie doczesnego królestwa, Jego słuchacz był zakłopotany. Widząc to, Jezus dodał: "Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich?". Gdyby Nikodem nie odebrał od Jezusa lekcji ilustrującej działanie łaski na serce, jak mógłby pojąć naturę Jego pełnego chwały niebiańskiego królestwa? Nie pojmując natury dzieła Chrystusa na ziemi, nie mógłby zrozumieć Jego dzieła w niebie.

Żydzi, których Jezus wypędził ze świątyni, głosili, że są dziećmi Abrahama, ale unikali obecności Zbawiciela, ponieważ nie mogli znieść chwały Bożej, jaka się w Nim objawiała. W ten sposób dali dowód, że nie zostali przygotowani przez łaskę Bożą, aby brać udział w świętej posłudze w świątyni. Byli gorliwi w podtrzymywaniu pozorów świętości, ale odrzucali świętość serca. Podczas, gdy skrupulatnie przestrzegali litery prawa, bezustannie zadawali gwałt jego duchowi. Ogromnie potrzebowali całkowitej przemiany, którą Jezus objaśnił Nikodemowi - nowych wewnętrznych narodzin, oczyszczenia od grzechu oraz odnowienia poznania i świętości.

DA 174

Nie było usprawiedliwienia dla ślepoty Izraela wobec dzieła odrodzenia. Pod natchnieniem Ducha Świętego Izajasz napisał: "My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata". Dawid modlił się: "Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!". Przez Ezechiela została dana obietnica: "I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, zabiorę wam serca kamienne, a dam wam serca z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali" (Iz 64,5; Ps 51,12; Ez 36,26.27)

Nikodem czytał te fragmenty z zamglonym umysłem, ale teraz zaczął pojmować ich znaczenie. Zdał sobie sprawę, że najściślejsze przestrzeganie samej litery prawa w zastosowaniu do zewnętrznych zachowań nie upoważnia nikogo do wejścia do królestwa niebios. Z punktu widzenia ludzi jego życie było prawe i uczciwe, ale w obecności Chrystusa czuł, że jego serce było nieczyste, a jego życie bezbożne.

Nikodem został pociągnięty do Chrystusa. Gdy Zbawiciel wyjaśnił mu kwestie dotyczące nowonarodzenia, zatęsknił, aby ta zmiana się w nim utrwaliła. W jaki sposób się to dokona? Jezus odpowiedział na to niewypowiedziane pytanie: "A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne".

Był to znany Nikodemowi grunt. Symbol podniesionego węża stał się dla niego wyjaśnieniem misji Zbawiciela. Gdy lud Izraela umierał od ukąszeń jadowitych węży, Bóg rozkazał Mojżeszowi sporządzić węża z miedzi i umieścić go wysoko pośród zgromadzenia. Następnie w całym obozowisku ogłoszono, że ktokolwiek będzie patrzył na węża, pozostanie przy życiu. Ludzie świetnie zdawali sobie sprawę z tego, że sam wąż nie ma mocy, aby im pomóc. Był to symbol Chrystusa. Tak jak obraz, sporządzony na podobieństwo niszczących węży, został podniesiony wzwyż dla ich uzdrowienia, tak Jedyny, który przyszedł "w ciele podobnym do ciała grzesznego", miał być ich Wybawcą (Rz 8,3)

Wielu Izraelitów uważało, że służba ofiarnicza ma sama w sobie moc uwolnienia od grzechu. Bóg pragnął nauczyć ich, że nie ma ona większej wartości niż miedziany wąż. Miała ona prowadzić ich umysły ku Zbawicielowi. Czy to w kwestii uleczenia ich ran czy wybaczenia grzechów, nie mogli zrobić dla samych siebie nic poza okazaniem swej wiary w Dar Boży. Mieli patrzeć i żyć.

DA 175

Ci, którzy zostali ukąszeni przez węże, mogli zwlekać z patrzeniem. Mogli kwestionować skuteczność miedzianego symbolu i żądać naukowego wytłumaczenia. Jednak żadne wyjaśnienia nie zostały im udzielone. Musieli zaakceptować Słowo Boże przekazane im przez Mojżesza. Odmówienie patrzenia oznaczało zgubę.

Duszy nie oświeci spór ani dyskusja. Musimy patrzeć i żyć. Nikodem odebrał ważną lekcję i zabrał ją ze sobą. Przeglądał teraz Pisma w nowy sposób, nie dla dyskusji o teorii, ale aby czerpać życie dla duszy. Kiedy poddał się prowadzeniu Ducha Świętego, zaczął dostrzegać królestwo niebios.

Dzisiaj całe tysiące potrzebują nauczyć się tej samej prawdy, którą poznał Nikodem w historii o miedzianym wężu. Ludzie polegają na swoim posłuszeństwie prawu Bożemu, chcąc w ten sposób przypodobać się Bożej łasce. Kiedy prosi się ich, aby patrzyli na Jezusa i wierzyli, że On może ich zbawić jedynie swoją łaską, wykrzykują: "Jakżeż to się może stać?".

Podobnie jak Nikodem, musimy być chętni wejść w życie tą samą drogą, którą wchodzi największy z grzeszników. Poza Chrystusem "nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12)

Przez wiarę odbieramy Bożą łaskę; jednak sama wiara nie jest naszym Zbawicielem. Sama w sobie niczego nie wnosi. Jest jedynie ręką, którą dosięgamy Chrystusa i przywłaszczamy sobie Jego zasługi, owo lekarstwo na grzech. Bez pomocy Ducha Świętego nie potrafimy nawet poczuć skruchy. Pismo mówi o Chrystusie: "Bóg wywyższył Go na [miejscu] po prawicy swojej jako Władcę i Zbawiciela, aby zapewnić Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów" (Dz 5,31)

Skrucha pochodzi od Chrystusa, tak samo jak przebaczenie.

Jak więc mamy być zbawieni? "Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni", tak został wywyższony Syn Człowieczy, aby wszyscy, którzy zostali oszukani i pokąsani przez węża mogli patrzeć i żyć. "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata". Światło płynące z krzyża dowodzi Bożej miłości. Jego miłość przyciąga nas do Niego. Jeśli naprawdę nie będziemy się opierać temu przyciąganiu, zostaniemy doprowadzeni do stóp krzyża w żalu za grzechy, które ukrzyżowały Zbawiciela. Wówczas Duch Boży przez wiarę stwarza w duszy nowe życie. Myśli i pragnienia doprowadzone są do posłuszeństwa woli Chrystusa. Serce, umysł - stworzone są na nowo na obraz Tego, który działa w nas, aby poddać sobie wszystko. Wtedy prawo Boże zapisywane jest w umyśle i sercu, a my możemy powiedzieć razem z Chrystusem: "Jest moją radością, mój Boże, czynić Twoją wolę, a Prawo Twoje mieszka w moim wnętrzu" (Ps 40,9)

DA 176

W rozmowie z Nikodemem Jezus odsłonił plan zbawienia i swoją misję dla świata. W żadnej z Jego późniejszych wypowiedzi nie objaśnił On w takiej pełni, krok po kroku, dzieła, jakie musi zostać wykonane w sercach wszystkich, którzy odziedziczą królestwo niebios. Na samym początku swojej służby Jezus odsłonił prawdę członkowi Sanhedrynu, umysłowi tak dalece chłonnemu, wyznaczonemu na nauczyciela ludu. Ale przywódcy Izraela nie przyjęli światła. Nikodem ukrył prawdę w sercu i przez trzy kolejne lata jej owoce były właściwie niewidoczne.

Jezus wiedział jednak, na jaką glebę rzucił ziarno. Słowa wypowiedziane nocą do jednego słuchacza na samotnym wzgórzu nie poszły na marne. Przez jakiś czas Nikodem nie przyznawał się publicznie do Chrystusa, ale obserwował Jego życie i rozważał Jego nauki. Na spotkaniach Sanhedrynu wielokrotnie udaremniał plany zniszczenia Go, podejmowane przez kapłanów. W końcu, kiedy Jezus został podniesiony na krzyżu, Nikodem przypomniał sobie lekcję z Ogrodu Oliwnego: "I jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny"21. Światło płynące z tej potajemnej rozmowy rozświetliło krzyż na Golgocie i Nikodem zobaczył w Jezusie Odkupiciela świata.

DA 177

Po wniebowstąpieniu Pana, kiedy uczniowie z powodu prześladowań pozostawali w rozproszeniu, Nikodem z odwagą wystąpił naprzód. Zaangażował swój majątek, aby wspierać młody kościół, który według przewidywań Żydów powinien przestać istnieć wraz ze śmiercią Chrystusa. W niebezpiecznym czasie ten, który do tej pory zachowywał się bardzo ostrożnie i miał wiele wątpliwości, teraz był nieugięty jak skała, wzmacniając wiarę uczniów i dostarczając środków, aby niesiono dalej dzieło Ewangelii. Był pogardzany i prześladowany przez tych, którzy wcześniej darzyli go szacunkiem. Stał się ubogi w dobra tego świata, ale nie zachwiał się w wierze, która miała swój początek w tamtej nocnej rozmowie z Jezusem.

Nikodem opowiedział historię tej rozmowy Janowi, a ten zapisał swym piórem wskazówki dla milionów ludzi. Przekazane wówczas prawdy są tak samo ważne dziś, jak były ważne w tamtą uroczystą noc na cienistym wzgórzu, kiedy żydowski przywódca przyszedł nauczyć się drogi życia od skromnego Nauczyciela z Galilei.

Ten rozdział opisuje wydarzenia z J 3,1-17.

 

Rozdział 36

DOTYK WIARY

 

DA 342

Wracając z Gergezy na zachodni brzeg, Jezus spotkał witający Go z radością tłum ludzi, którzy zgromadzili się, aby Go przyjąć. Przez jakiś czas pozostał nad brzegiem, nauczając i uzdrawiając, a potem udał się do domu Lewiego Mateusza, aby spotkać się na uczcie z poborcami podatków. Tutaj znalazł Go Jair, przełożony synagogi.

Mapa 6(12)

Ten starszy żydowski przyszedł do Jezusa z wielkim zmartwieniem i upadł do Jego stóp, wołając: "Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła".

Jezus natychmiast wyruszył z przełożonym do jego domu. Chociaż uczniowie widzieli już wiele czynów miłosierdzia, byli zdumieni Jego uległością wobec błagania wyniosłego rabina. Pomimo tego, towarzyszyli Mistrzowi, a za nimi poszli także inni, przejęci i pełni oczekiwania, ludzie.

Dom przełożonego nie znajdował się zbyt daleko, ale Jezus i Jego towarzysze poruszali się naprzód powoli, ponieważ ze wszystkich stron napierał na Niego tłum. Pełen niepokoju ojciec niecierpliwił się z powodu opóźnienia, ale Jezus, współczując ludziom, zatrzymywał się co jakiś czas, aby ulżyć cierpiącym lub pocieszyć strapione serce.

Kiedy byli jeszcze w drodze, przez tłum przepchnął się posłaniec, przynosząc Jairowi wiadomość, że jego córeczka umarła i że dłuższe zajmowanie Nauczyciela jest bezcelowe. Słowa te dotarły do uszu Jezusa. "Nie bój się!" - powiedział. - "Wierz tylko, a będzie ocalona".

DA 343

Jair przysunął się bliżej Zbawiciela i razem pospieszyli do domu przełożonego. Znajdowały się tam już wynajęte płaczki i fleciści, napełniający powietrze hałasem. Obecność tłumu i zgiełk raziły ducha Jezusa. Próbował ich uciszyć, mówiąc: "Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi". Oburzyli się na słowa Przybysza. Wyśmiewali się z Niego, ponieważ widzieli dziecko w objęciach śmierci. Nakazując, aby wszyscy opuścili dom, Jezus zabrał ze sobą ojca i matkę dziewczynki oraz trzech uczniów - Piotra, Jakuba i Jana - i razem z nimi wszedł do izby śmierci.

Jezus zbliżył się do posłania dziewczynki i biorąc jej dłoń, wypowiedział miękko, w znanym w jej domu języku, słowa: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!".

Przez pozbawione świadomości ciało natychmiast przebiegło drżenie. Na nowo pojawiło się tętno życia. Usta rozchyliły się w uśmiechu. Oczy otworzyły się szeroko, jak u zbudzonej ze snu, i dziewczynka popatrzyła ze zdumieniem na zebraną wokół niej grupę ludzi. Podniosła się, a rodzice porwali ją w ramiona i rozpłakali się z radości.

Idąc do domu przełożonego, Jezus napotkał w tłumie biedną kobietę. Przez dwanaście lat cierpiała z powodu choroby, która uczyniła jej życie ciężarem. Wydała wszystkie swoje środki na lekarzy i lekarstwa, po to tylko, aby dowiedzieć się, że jej przypadek jest nieuleczalny. Jej nadzieje ożyły jednak, kiedy usłyszała o uzdrowieniach dokonywanych przez Chrystusa. Poczuła pewność, że gdyby tylko mogłaby się do Niego udać, zostałaby uleczona. W słabości i cierpieniu przyszła nad brzeg jeziora, gdzie nauczał, i próbowała przecisnąć się przez tłum, ale bez rezultatu. Następnie szła za Nim z domu Lewiego Mateusza, ale nadal nie mogła się do Niego zbliżyć. Zaczynała już tracić nadzieję, gdy w pewnym momencie przeszedł blisko niej, torując sobie drogę wśród tłumu.

Nadarzyła się niepowtarzalna okazja. Znalazła się w obecności Wielkiego Lekarza! Jednak w zamieszaniu nie mogła z Nim porozmawiać ani zobaczyć Go dłużej niż przez chwilę. Obawiając się, że straci swoją jedyną szansę uzdrowienia, wytrwale szła naprzód, mówiąc do samej siebie: "Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa". Kiedy przechodził, wyciągnęła rękę i udało jej się zaledwie dotknąć skraju Jego szaty. Ale w tym momencie wiedziała, że została uzdrowiona. W tym jednym dotknięciu skoncentrowała się wiara całego jej życia - i nagle ból i słabość ustąpiły miejsca sile doskonałego zdrowia.

DA 344

Z pełnym wdzięczności sercem próbowała wycofać się z tłumu, ale nieoczekiwanie Jezus zatrzymał się, a wraz z Nim otaczający Go ludzie. Odwrócił się i rozglądając się dookoła, zapytał głosem, który był dobrze słyszalny ponad zgiełkiem tłumu: "Kto się Mnie dotknął?". Ludzie odpowiedzieli na to pytanie pełnymi zdumienia spojrzeniami. Dziwnie brzmiało ono w ustach kogoś, kto był ze wszystkich stron potrącany i gwałtownie popychany.

Piotr, zawsze gotów, aby mówić, odezwał się: "Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął". Jezus odparł: "Ktoś się Mnie dotknął, bo poznałem, że moc wyszła ode Mnie". Zbawiciel był w stanie odróżnić dotyk wiary od zwyczajnego kontaktu z nieostrożnym tłumem. Takiego wyrazu zaufania nie można było pominąć milczeniem. Przemówił On do skromnej kobiety słowami pocieszenia, które miały stać się dla niej źródłem radości - słowami, które po kres wieków miały być błogosławieństwem dla Jego naśladowców.

Kierując wzrok na kobietę, Jezus wręcz nalegał, chcąc dowiedzieć się, kto Go dotknął. Ona, widząc że nie zdoła się ukryć, drżąc, podeszła do Niego i upadła do Jego stóp. Ze łzami wdzięczności opowiedziała historię swego cierpienia i to, w jaki sposób znalazła uzdrowienie. Jezus powiedział łagodnie: "Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju"28. Nie dał okazji do przesądnych przekonań, że zwykłe dotknięcie Jego szat miałoby mieć uzdrawiające właściwości. Uzdrowienie nastąpiło nie poprzez zewnętrzny kontakt z Nim, ale przez wiarę, która uchwyciła się Jego boskiej mocy.

DA 347

Zdumiony tłum, który tłoczył się wokół Chrystusa, nie zauważył działania życiodajnej siły. Kiedy jednak cierpiąca kobieta wyciągnęła rękę, aby Go dotknąć, wierząc, że zostanie wyleczona, poczuła uzdrawiającą moc. Podobnie dzieje się w sprawach duchowych. Zwyczajna rozmowa o religii czy modlitwa, nie będąca wyrazem głodu duszy i żywej wiary, nie ma żadnego znaczenia. Nominalna wiara w Chrystusa, akceptująca Go jedynie jako Zbawiciela świata, nigdy nie przyniesie duszy uzdrowienia. Wiara, która ma związek ze zbawieniem, nie jest jedynie intelektualnym uznaniem prawdy. Ten, kto czeka na pełne zrozumienie, zanim uwierzy, nie może odebrać błogosławieństw od Boga. Nie wystarczy wierzyć w istnienie Chrystusa; musimy wierzyć Jemu. Jedyna wiara, która przyniesie nam korzyść, to ta, która przyjmuje Go jako osobistego Zbawiciela i która przywłaszcza sobie Jego zasługi. Wielu uważa, że wiara to opinia. Natomiast zbawiająca wiara to transakcja, dzięki której ci, którzy przyjmują Chrystusa, łączą się z Bogiem w relacji przymierza. Prawdziwa wiara to życie. Żywa wiara oznacza wzrost życiowej siły, zawierzenie, dzięki któremu dusza otrzymuje moc do zwycięstwa.

Uzdrawiając kobietę, Jezus pragnął, aby dowiedziała się ona, jakie otrzymała błogosławieństwo. Darów, które oferuje Ewangelia, nie da się zdobyć ukradkiem i cieszyć się nimi po kryjomu. Dlatego Bóg wzywa nas, abyśmy opowiadali o Jego dobroci. "I wy jesteście moimi świadkami - wyrocznia Pana - że Ja jestem Bogiem" (Iz 43,12).

Nasze wyznanie Jego wierności stanowi wybrany przez Niebo czynnik objawienia Chrystusa światu. Mamy uznać Jego łaskę, taką jaką przedstawili święci z dawnych czasów, jednak najskuteczniejsza jest ta, która stanowi świadectwo naszego własnego doświadczenia. Jesteśmy świadkami Boga wówczas, gdy objawiamy działanie boskiej mocy wewnątrz nas. Życie każdego pojedynczego człowieka różni się od życia innych ludzi, również inne będzie jego doświadczenie. Bóg pragnie, aby uwielbienie, jakie Mu zanosimy, naznaczone było naszą indywidualnością. Te wartościowe dowody uznania, będące wyrazem uwielbienia dla wspaniałości Jego łaski i poparte życiem podobnym do życia Chrystusa, posiadają nieodpartą moc, która działa dla zbawienia ludzi.

DA 348

Kiedy dziesięciu trędowatych przyszło do Jezusa po uzdrowienie, On nakazał im, aby poszli i pokazali się kapłanowi. Zostali oczyszczeni w drodze, ale tylko jeden z nich wrócił, aby oddać Mu chwałę. Inni poszli w swoją stronę, zapominając o Tym, który sprawił, że wyzdrowieli. Jak wielu nadal postępuje tak samo! Pan działa bez ustanku, aby błogosławić ludzi. Stale dostarcza swych darów. Podnosi chorych z łoża boleści, wyzwala ludzi z niebezpieczeństw, których nawet nie są świadomi, upoważnia niebiańskich aniołów, aby wybawiali ich z niedoli, aby strzegli ich od "zarazy, co nadchodzi w mroku" i od "moru, co niszczy w południe" (Ps 91,6); jednak ich serca pozostają niewzruszone. Ofiarował wszystkie skarby nieba, aby ich odkupić, ale oni nie są świadomi Jego wielkiej miłości. Poprzez brak wdzięczności zamykają swoje serca przed łaską Boga. Jak wrzos na pustyni nie wiedzą, kiedy przychodzi dobro, a ich dusze zamieszkują spieczone miejsca na pustyni.

Dla naszej własnej korzyści przechowujmy w pamięci każdy Boży dar. W ten sposób wiara wzmacnia się, aby móc wołać o więcej i otrzymywać więcej. W najmniejszym nawet błogosławieństwie, jakie sami otrzymaliśmy od Boga, jest więcej zachęty niż we wszystkich cudzych doświadczeniach razem wziętych. Dusza, która odpowiada na łaskę Bożą, będzie jak zroszony ogród. Jej zdrowie prędko zakwitnie, jej światło wzejdzie w ciemności, a chwała Pana będzie nad nią widoczna. Pamiętajmy więc o pełnej miłości łaskawości Pana i o bezmiarze Jego czułego miłosierdzia. Niczym lud Izraela postawmy nasze własne kamienie świadectwa i wypiszmy na nich cenną historię tego, co zrobił dla nas Bóg. A kiedy będziemy wspominać to, jak obchodził się z nami w naszej pielgrzymce, powiedzmy z poruszonym wdzięcznością sercem: "Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego. Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem" (Ps 116,12-14).

Ten rozdział opisuje wydarzenia z Mt 9,18-26; Mk 5,21-43; Łk 9,40-56.

 

Rozdział 71

SŁUGA SŁUG

 

DA 642

W górnej izbie jednego z domów w Jerozolimie Chrystus siedział przy stole ze swoimi uczniami. Zebrali się, aby obchodzić święto Paschy. Zbawiciel pragnął spędzić to święto wyłącznie z dwunastoma. Wiedział, że nadeszła Jego godzina; On sam był prawdziwym barankiem paschalnym i miał zostać poświęcony w dniu, kiedy spożywana była Pascha. Miał wypić kielich gniewu; wkrótce musiał odebrać ostateczny chrzest cierpienia. Zostało Mu jednak jeszcze kilka spokojnych godzin, które miały zostać spędzone z korzyścią dla Jego ukochanych uczniów.

Mapa 12(1)

Całe życie Chrystusa było życiem niesamolubnej służby. "Nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć" (Mt 20,28) - taka nauka płynęła z każdego Jego czynu. Jednak uczniowie jeszcze jej nie przyswoili. Na tej ostatniej wieczerzy paschalnej Jezus powtórzył ją za pośrednictwem ilustracji, która na zawsze wpisała ją w ich umysły i serca.

Spotkania Jezusa z uczniami były zazwyczaj chwilami spokojnej radości, które wszyscy oni bardzo wysoko sobie cenili. Wieczerze paschalne były szczególnymi wydarzeniami; jednak tym razem Jezus był pełen niepokoju. Jego serce było obciążone i cień położył się na Jego obliczu. Kiedy spotkał się z uczniami w górnej izbie, dostrzegali, że Jego myśli zaprząta jakaś niezwykle ciążąca Mu sprawa i chociaż nie znali przyczyny, współodczuwali Jego smutek.

DA 643

Gdy zebrali się wokół stołu, odezwał się z poruszającym smutkiem w głosie: "Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał. Albowiem powiadam wam: Nie będę ?już? jej spożywać, aż się spełni w królestwie Bożym. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, rzekł: Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę ?już? pił [napoju] z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże".

Chrystus wiedział, że przyszedł dla Niego czas odejścia ze świata do Ojca. A ukochawszy swoich, którzy byli w świecie, ukochał ich do końca. Znajdował się teraz w cieniu krzyża i Jego serce dręczył ból. Wiedział, że w godzinie zdrady zostanie osamotniony. Wiedział, że zostanie skazany na śmierć w trakcie najbardziej poniżającego procesu, jakiemu byli poddawani kryminaliści. Znał niewdzięczność i okrucieństwo tych, których przyszedł zbawić. Wiedział, jak wielka jest ofiara, którą musi ponieść i dla jak wielu będzie ona daremna. Świadomy wszystkiego, co Go czekało, mógł w sposób naturalny być przytłoczony myślą o swoim własnym poniżeniu i cierpieniu. Patrzył jednak na dwunastu, którzy byli z Nim jako Jego własność, a którzy po Jego upokorzeniu, smutku i bolesnym potraktowaniu Go, mieli pozostać, aby borykać się na tym świecie z różnymi problemami. Jego myśli o tym, co sam musi wycierpieć, były zawsze związane z uczniami. Nie myślał o samym sobie. Jego umysł zajmowała głęboka troska o nich.

Tego ostatniego wieczoru z uczniami Jezus miał im wiele do powiedzenia. Gdyby byli przygotowani na odbiór tego, co tak bardzo pragnął im przekazać, byliby ocaleni od łamiącej serce udręki, rozczarowania i niewiary. Jednak Jezus widział, że nie znieśliby tego, co miał im do powiedzenia. Kiedy patrzył na ich twarze, słowa ostrzeżenia i pocieszenia zamierały na Jego ustach. Chwile upływały w milczeniu. Jezus zdawał się czekać. Uczniowie czuli się nieswojo. Współczucie i troska, jakie wzbudził smutek Chrystusa, uleciały. Jego pełne smutku słowa, wskazujące na Jego cierpienie, wywarły niewielkie wrażenie. Spojrzenia, które ciskali sobie nawzajem, mówiły o wzajemnej zazdrości i walce.

Istniał "spór między nimi o to, który zdaje się być największy". Ta rywalizacja prowadzona w obecności Chrystusa smuciła Go i raniła. Uczniowie trwali przy swej ulubionej idei, że Chrystus ustanowi swoją władzę i zajmie miejsce na tronie Dawida. Każdy z nich tęsknił w sercu za najwyższym stanowiskiem w królestwie. Posiadali własną ocenę samych siebie i pozostałych i zamiast uważać swoich braci za bardziej godnych, siebie stawiali na pierwszym miejscu. Prośba Jakuba i Jana, aby mogli oni siedzieć po prawicy i po lewicy tronu Chrystusa wywołała oburzenie innych. To, że dwaj bracia pozwolili sobie poprosić o najwyższe urzędy, tak bardzo poruszyło pozostałych dziesięciu, że groziło to alienacją. Czuli, że zostali źle ocenieni, że ich wierność i talenty nie zostały docenione. Najbardziej zawzięty wobec Jakuba i Jana był Judasz.

DA 644

Kiedy uczniowie weszli do izby, gdzie mieli spożyć wieczerzę, ich serca przepełniała uraza. Judasz trzymał się blisko lewej strony Chrystusa, Jan zajął miejsce po prawej. Gdyby istniało jeszcze wyższe miejsce, Judasz byłby zdecydowany je zdobyć, a to miejsce, jak uważano, było miejscem drugim po Chrystusie. A Judasz był zdrajcą.

Powstał jeszcze jeden powód niezgody. Zazwyczaj przed rozpoczęciem uczty sługa mył gościom nogi i z tego powodu poczyniono przygotowania do tej posługi. Był tam już przygotowany dzban, misa i prześcieradło, ale nie było służącego, więc to do uczniów należało wykonanie tej czynności. Jednak żaden z ogarniętych urażoną dumą mężczyzn nie zdecydował się na odegranie roli sługi. Wszyscy manifestowali stoicką obojętność, jakby nieświadomi tego, że mieli coś do zrobienia. Poprzez swoje milczenie odmawiali uniżenia samych siebie.

W jaki sposób Chrystus miał doprowadzić tych biednych ludzi do miejsca, w którym szatan nie mógłby ich pokonać? Jak mógłby pokazać im, że samo mówienie o byciu uczniem nie czyni z nich uczniów, ani nie zapewnia im miejsca w Jego królestwie? Jak mógł pokazać im, że prawdziwą wielkość tworzy pełna miłości służba i prawdziwe uniżenie? Jak miał rozpalić w ich sercach miłość i uzdolnić ich, aby pojęli to, co tak bardzo pragnął im powiedzieć?

Uczniowie nawet nie drgnęli, żeby usłużyć sobie nawzajem. Jezus czekał przez jakiś czas, żeby zobaczyć, co zrobią. Potem On, boski Nauczyciel, podniósł się zza stołu. Zdejmując zewnętrzną odzież, wziął prześcieradło i przepasał się nim. Uczniowie przyglądali się z pełnym zdumienia zainteresowaniem i w milczeniu czekali, aby zobaczyć, co nastąpi. "Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany". Ten czyn otworzył ich oczy. Palący wstyd i pokora napełniły ich serca. Zrozumieli nieme napomnienie i zobaczyli samych siebie w zupełnie nowym świetle.

W ten sposób Chrystus wyraził swoją miłość wobec uczniów. Ich samolubny duch napełniał Go smutkiem, ale nie walczył z nimi, mając na uwadze ich nieporozumienie. Zamiast tego dał im przykład, którego nigdy nie mieli zapomnieć. Jego miłość do nich nie dawała się łatwo zburzyć czy ostudzić. Wiedział, że Ojciec dał Mu do rąk wszystko i że On sam przyszedł od Boga i szedł do Boga. Miał pełną świadomość swojej boskości; odłożył jednak królewską koronę i królewskie szaty i przyjął postać sługi. Jednym z ostatnich czynów Jego życia na ziemi było przepasanie się niczym sługa i wykonanie obowiązku sługi.

DA 645

Przed Paschą Judasz spotkał się drugi raz z kapłanami i uczonymi w Piśmie, aby ostatecznie uzgodnić sprawę wydania Jezusa w ich ręce. Potem jednak znowu wszedł pomiędzy uczniów zainteresowany przygotowaniem do uczty, jakby nie był winien niczego złego. Uczniowie nie wiedzieli nic o jego zamysłach. Jedynie Jezus znał jego tajemnicę, jednak jej nie wyjawił. Jezus pragnął zdobyć jego serce. Czuł wobec niego takie samo brzemię jak wobec Jerozolimy, kiedy płakał nad skazanym miastem. Jego serce płakało: "Jak mogę cię porzucić?". Judasz czuł zniewalającą moc tej miłości. Kiedy ręce Zbawiciela myły jego brudne stopy i wycierały je prześcieradłem, serce Judasza drżało do głębi pod wpływem myśli, by tam i wtedy wyznać swój grzech. Nie uniżył jednak samego siebie. Zatwardził swoje serce na skruchę; dawne myśli, odsunięte na chwilę, dopadły go na nowo. Judasz był teraz zgorszony czynem Chrystusa, który umył nogi swoim uczniom. Sądził, że skoro Jezus potrafił poniżyć się do tego stopnia, nie mógłby być królem Izraela. Upadła cała nadzieja światowego zaszczytu w doczesnym królestwie. Judasz uspokoił się, dochodząc do wniosku, że krocząc za Jezusem, nie można było niczego zyskać. Gdy zobaczył, jak - jego zdaniem - Jezus się poniża, utwierdził się w swoim zamiarze wyparcia się Go, uznając, że został oszukany. Znajdował się we władzy demona i zadecydował, że doprowadzi do końca dzieło, jakie zgodził się wykonać, zdradzając swojego Pana.

Wybierając miejsce przy stole, Judasz próbował być pierwszy i Chrystus jako sługa usłużył jemu pierwszemu. Jan, wobec którego Judasz czuł tyle urazy, stał się ostatni. Nie odebrał jednak tego jako kary czy lekceważenia. Gdy uczniowie przyglądali się temu, co robi Chrystus, byli głęboko poruszeni. Kiedy nadeszła kolej Piotra, wykrzyknął on ze zdumieniem: "Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?". Łaskawość Chrystusa skruszyła jego serce. Był pełen wstydu na myśl, że żaden z uczniów nie wykonał tej pracy. "Tego, co Ja czynię" - powiedział Chrystus - "ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później". Piotr nie był w stanie znieść widoku swojego Pana - co do którego wierzył, że jest On Synem Bożym - wykonującego rolę sługi. Cała jego istota sprzeciwiała się temu uniżeniu. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że Chrystus po to przyszedł na świat. Z wielkim naciskiem wykrzyknął: "Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał".

DA 646

Chrystus powiedział do Piotra: "Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną". Służba, której odmawiał, była wskazaniem na większe oczyszczenie. Chrystus przyszedł umyć serce z plam grzechu. Odmawiając Chrystusowi, by umył mu nogi, Piotr odmawiał większego oczyszczenia, zawierającego się w tym mniejszym. W rzeczywistości odrzucał swojego Pana. Dla Mistrza nie było upokorzeniem, aby pozwolono Mu działać dla naszego oczyszczenia. Prawdziwa pokora polega na przyjmowaniu z wdzięcznym sercem wszelkiego zaopatrzenia, jakie zostało nam dostarczone, oraz gorliwym wypełnianiu służby dla Chrystusa.

Przy słowach: "Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną", Piotr ujawnił swoją dumę i upór. Nie mógł wytrzymać myśli o rozłące z Chrystusem; byłoby to dla niego śmiercią. "Panie, nie tylko nogi moje" - powiedział - "ale i ręce, i głowę! Powiedział do niego Jezus: Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty".

Słowa te oznaczają więcej niż czystość ciała. Chrystus ciągle mówi o większym oczyszczeniu opisywanym przez mniejsze. Ten, kto wychodził z kąpieli, był czysty, jednak stopy w sandałach wkrótce pokrywały się pyłem i znowu potrzebowały mycia. W taki sposób Piotr i jego bracia zostali umyci w wielkim źródle otwartym dla grzechu i nieczystości. Chrystus uznał ich za swoich. Jednak pokusa zaprowadziła ich ku złemu i ciągle potrzebowali Jego oczyszczającej łaski. Kiedy Jezus przepasał się prześcieradłem, aby zmyć kurz z ich stóp, pragnął poprzez ten właśnie czyn zmyć z ich serc urazę, zazdrość i dumę. Miało to o wiele głębsze konsekwencje niż umycie ich zakurzonych stóp. Z duchem, jakiego każdy z nich wówczas posiadał, żaden nie był przygotowany do społeczności z Chrystusem. Dopóki nie osiągnęli stanu pokory i miłości, nie byli przygotowani do udziału w wieczerzy paschalnej ani do tego, by wziąć udział w pamiątkowym usługiwaniu, które miał ustanowić Chrystus. Ich serca musiały zostać oczyszczone. Duma i samolubstwo wytworzyły niezgodę i nienawiść, ale wszystko to zmył Jezus, myjąc ich stopy. Ich uczucia się zmieniły. Patrząc na nich, Jezus mógł powiedzieć: "Jesteście czyści". Teraz zaistniała jedność serc i wzajemna miłość. Stali się pokorni i podatni. Każdy, poza Judaszem, gotów był ustąpić pozostałym najwyższe miejsce. Teraz, z pełnymi poddania i wdzięczności sercami, byli w stanie przyjąć słowa Chrystusa.

Podobnie jak Piotr i jego bracia, my również zostaliśmy obmyci we krwi Chrystusa, jednak często poprzez kontakt ze złem czyste serce zostaje splamione. Musimy przychodzić do Chrystusa po Jego oczyszczającą łaskę. Piotr wzdragał się przed oddaniem swoich brudnych stóp w ręce Pana i Mistrza; a jednak jakże często przynosimy do Jego serca nasze pełne grzechu i nieczystości serca! Jakże smuci Go nasze złe usposobienie, nasza próżność i duma! Musimy jednak przynieść do Niego naszą ułomność i skalanie. Jedynie On może nas oczyścić. Nie jesteśmy przygotowani do jedności z Nim, dopóki nie zostaniemy oczyszczeni dzięki Jego skutecznemu działaniu.

DA 649

Jezus powiedział uczniom: "I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy". Umył stopy Judasza, jednak serce ucznia nie było Mu poddane. Nie było oczyszczone. Judasz nie poddał się Chrystusowi.

Kiedy Chrystus umył nogi uczniów i zebrał swoje odzienie, usiadł znowu, powiedział do nich: "Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał".

Chrystus uświadomił swoim uczniom, że chociaż On umył ich nogi, nie ujęło to niczego z Jego godności. "Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem, i dobrze mówicie, bo nim jestem". A będąc tak nieskończenie doskonałym, nadał służbie piękno i znaczenie. Nikt nie był tak wysoko postawiony jak Chrystus, a jednak On zniżył się, aby wykonać najskromniejsze zadanie. Chrystus na własnym przykładzie pokazał, na czym polega pokora, aby Jego lud nie musiał być zwodzony egoizmem, zamieszkującym w ich cielesnych sercach i wzmacnianym poprzez zajmowanie się samym sobą. Nie pozostawił tego poważnego zadania w rękach człowieka. Uważał, że ma ono tak głębokie konsekwencje, że On sam, będąc równy Bogu, zachował się jak sługa wobec swoich uczniów. Podczas gdy oni walczyli o najwyższe miejsce, Ten, przed którym winno się zginać każde kolano, dla którego służbę aniołowie uważają za zaszczyt, pochylił się, aby umyć stopy tych, którzy nazywali Go Panem. Umył nogi swojego zdrajcy.

W swoim życiu i nauczaniu Chrystus dał doskonały przykład niesamolubnej służby, która miała swój początek w Bogu. Bóg nie żyje dla samego siebie. Poprzez stworzenie świata i podtrzymywanie wszystkich rzeczy On bezustannie służy innym. "On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych" (Mt 5,45). Ten ideał służby Bóg powierzył swojemu Synowi. Jezus miał stanąć na czele ludzkości, aby poprzez własny przykład mógł nauczyć, co to znaczy służyć. Całe Jego życie podlegało prawu służenia. Służył wszystkim i dbał o wszystkich. W ten sposób żył prawem Bożym, a poprzez swój własny przykład pokazał nam, jak mamy być Mu posłuszni.

DA 650

Jezus bezustannie próbował wprowadzić tę zasadę wśród uczniów. Kiedy Jakub i Jan zwrócili się do Niego z prośbą o swoje wyróżnienie, powiedział: "Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą" (Mt 20,26). W Moim królestwie nie istnieje zasada pierwszeństwa i zwierzchnictwa. Jedyną wielkością jest wielkość pokory. Jedyne wyróżnienie można znaleźć w poświęceniu się służbie dla innych.

Teraz, umywszy stopy uczniów, powiedział: "Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem". W tych słowach Chrystus nie tylko dawał zachętę do praktykowania gościnności. Znaczyło to więcej niż obmycie nóg gości, żeby usunąć kurz podróży. Chrystus był tutaj, ustanawiając służbę religijną. Poprzez czyn naszego Pana ta ceremonia uniżenia stała się uświęconym obrządkiem. Miała być zachowywana przez uczniów, aby mogli na zawsze zachować w umysłach Jego lekcje uniżenia i służby.

Ten obrządek jest wyznaczonym przez Chrystusa przygotowaniem do służby sakramentalnej. Kiedy podsycana jest duma, niezgoda i walka, serce nie jest w stanie wejść w związek z Chrystusem. Nie jesteśmy przygotowani do przyjęcia wspólnoty Jego ciała i Jego krwi. Dlatego Jezus najpierw wyznaczył pamiątkę swojego uniżenia.

Gdy dzieci Boże będą uczestniczyć w tym obrządku, powinny przywodzić na pamięć słowa Pana życia i chwały: "Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego czynić będziecie". W człowieku tkwi skłonność do wynoszenia się ponad brata, działania dla siebie, szukania najwyższego miejsca; często przynosi to owoc w postaci złych domysłów i goryczy ducha. Obrządek poprzedzający Wieczerzę Pańską ma wyjaśnić te nieporozumienia, wyprowadzić człowieka z jego egoizmu i zdjąć ze szczudeł wywyższania samego siebie, przywodząc do pokory serca, która z kolei poprowadzi go do służenia bratu.

Święty Stróż z niebios jest obecny w tym momencie, aby przyłączyć się do badania serca, przekonywania o grzechu i o błogosławionej pewności przebaczenia grzechów. Chrystus w pełni swojej łaski jest obecny tam, by zmieniać bieg myśli, które dotąd biegły utartymi szlakami egoizmu. Duch Święty pobudza delikatność uczuć tych, którzy idą w ślady swojego Pana. Kiedy pamięta się o uniżeniu Zbawiciela, myśl pociąga za sobą myśl; poruszony zostaje łańcuch wspomnień o wielkiej Bożej dobroci oraz o życzliwości i czułości ziemskich przyjaciół. Powracają na myśl zapomniane błogosławieństwa, nadużyte miłosierdzie, zlekceważone gesty życzliwości. Objawiają się korzenie goryczy, które zagłuszały cenną roślinę miłości. Przypomniane zostają defekty charakteru, zaniedbanie obowiązków, niewdzięczność wobec Boga, chłód wobec braci. Grzech widoczny jest w takim świetle, w jakim widzi go Bóg. Nasze myśli nie są myślami pełnymi samozadowolenia, ale samokrytyki i pokory. Umysł zostaje pobudzony do przełamania wszelkich barier, które powodują urazę. Złe myśli i złe słowa zostają odsunięte. Grzechy zostają wyznane i wybaczone. Łagodząca łaska Chrystusa napływa do serca, a Jego miłość przyciąga serca do siebie nawzajem w błogosławionej jedności.

DA 651

Przedstawiana jest w ten sposób lekcja o służbie przygotowawczej, budzi się pragnienie wyższego duchowego życia. Na to pragnienie odpowiada boski Świadek. Człowiek zostaje podźwignięty. Jesteśmy w stanie wziąć udział w Wieczerzy ze świadomością wybaczonych grzechów. Słoneczny blask sprawiedliwości Chrystusa wypełni komnaty umysłu i świątynię serca. Widzimy "Baranka Bożego, który gładzi grzech świata" (J 1,29).

Dla tych, którzy otrzymują ducha tej służby, nigdy nie będzie ona pustym ceremoniałem. Będzie z niej płynęła bezustanna nauka: "służcie jedni drugim w miłości" (Ga 5,13 BW). Myjąc stopy swoich uczniów, Chrystus dał dowód na to, że wykonałby każdą służbę, niezależnie od tego, jak byłaby skromna, aby uczynić z nich współspadkobierców wiecznego bogactwa niebiańskich skarbów. Jego uczniowie, dopełniając tego samego obrzędu, zobowiązują się w ten sposób służyć swoim braciom. Gdziekolwiek ten obrządek zachowywany jest we właściwy sposób, dzieci Boże złączone są świętym związkiem, aby pomagać i błogosławić sobie nawzajem. Ich pole działania jest tak szerokie jak ich Mistrza. Świat jest pełen tych, którzy potrzebują naszej służby. Na każdym kroku pełno jest ubogich, bezradnych i nieświadomych. Ci, którzy zjednoczyli się z Chrystusem w górnej izbie, wyjdą, aby usługiwać tak jak On.

Jezus, któremu służyli wszyscy, przyszedł, aby być sługą wszystkich. A ponieważ On służył wszystkim, znowu będzie uczczony przez wszystkich i wszyscy będą służyli Jemu. A ci, którzy przybrali Jego boskie cechy i dzielili wraz z Nim radość oglądania odkupionych, winni pójść za przykładem Jego niesamolubnej służby.

To wszystko było zawarte w słowach Jezusa "Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem". Taki był cel posługi, którą On ustanowił. Mówi: "Wiedząc to" - jeśli znacie cel Jego nauk - "będziecie błogosławieni, gdy według tego czynić będziecie".

Ten rozdział opisuje wydarzenia z Łk 22,7-18; 24,1-52; J 13,1-17.