Prąd wsteczny - Dariusz Gizak

Kup ebooka

38.00 zł
29.49 zł (31,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna 1 Dariusz Gizak, "Dzicz" - fragment tomu trzeciego

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 339 341 342 343 344
.

1

Panie Jacku! Mam pierogi dla pana od matuli. Ruskie z cebulką. Pan zejdzie, bo jeszcze ciepłe, nie trza będzie odgrzewać! - krzyknął na podwórku Walduś. Pilnując bramy, nie mógł wejść na górę do mieszkania Jacka.

Od pewnego czasu właśnie w ten sposób matka Waldusia odwdzięczała się Jackowi za pomoc. Jej syn był nazywany przez wszystkich Waldusiem ze względu na podobieństwo do syna bohatera serialu "Kiepscy". A działał jako czujka w bramie prowadzącej do kamienicy, w której na warszawskiej Pradze mieszkał detektyw Jacek Kowalik.

Jacek nie mógł więc odmówić, chociaż wiedział, że pierożki, same w sobie pyszne, nie najlepiej wpływały na jego obwód w pasie. Jako były policyjny antyterrorysta zawsze dbał o sylwetkę, chociaż spowalniająca z wiekiem przemiana materii zaczynała robić swoje.

Uważał, że to, co kilka miesięcy temu zrobił dla tej kobiety, nie było niczym specjalnym. Za pomocą kilku pism pomógł jej po prostu wyplątać się z płacenia kredytu, który na jej dane personalne, bez jej wiedzy zaciągnęła córka. No, może tylko dla niego była to niewielka sprawa. Dla starszej kobiety spłacanie pięćdziesięciu tysięcy złotych z niewielkiej emerytury brzmiało jak wyrok dożywotniego niedostatku. Jacek, który ją przed tym wybronił, został uznany za cudotwórcę, któremu należy się odwdzięczyć, więc kobiecina odwdzięczała się, jak potrafiła.

Kiedy Jacek zszedł na dół i zbliżył się do bramy, Walduś - podając mu siatkę z pojemnikiem - poinformował:

- Za godzinę przyjedzie tu taki jeden, co chce się z panem widzieć. Był tu człowiek od niego. Będzie pan w domu? Wie pan, ten gościu to z tych, co każą sobie przywieźć człowieka, jak chcą coś od niego. Jak sam przyjeżdża, to jakąś grubszą rzecz ma do pana. No i musi pana szanować.

- Kto to?

- Koniu, znaczy się Konikiewicz... Maciej. Zna pan?

- Jasne. Tylko coś o nim ostatnio było cicho. Myślałem, że siedzi.

- Nie, nie siedzi. Wyczuł okazję, że inni siedzą w pudle, i teraz to on jest największy kozak... przynajmniej po tej stronie Wisły. Pan będzie w domu, bo jakby przyjechał na próżno, to do mnie będą mieli pretensje.

- Będę, będę. Krzyknij, to zejdę do niego... A... i mamie powiedz, żeby nie robiła już tych pierogów. Staruszka się napracuje, a to całkiem niepotrzebne.

Walduś zaśmiał się i machnął z rezygnacją ręką.

- Pan spróbuje mojej matce coś przetłumaczyć... Ja nawet nie będę próbował. Bo po prawdzie należą się panu.

- No to jej podziękuj - oświadczył Kowalik i poszedł do mieszkania.

A po upływie godziny, stojąc na podwórku przy samochodzie, rozmawiał z Maciejem Konikiewiczem pseudo Koniu i był coraz bardziej zdumiony sprawą, jaką miał do niego ten znany z brutalności recydywista.