ROZDZIAŁ DRUGI
Annie
Albo nie. Nie prawdziwy pirat, ale Will Griffin - były ochroniarz gwiazdy popu Rae Rose, znanej również jako narzeczona mojego brata, Amelia. Noah i Amelia poznali się nieco ponad rok temu, kiedy jej samochód zepsuł się na jego podwórku. Od tamtej pory są prawie nierozłączni. Więc po ostatniej trasie koncertowej Amelii, kiedy zdecydowała się oficjalnie przenieść do naszego małego miasteczka, Rzymu w Kentucky, aby zamieszkać z moim bratem, Will przyjechał z nią na kilka tygodni, aż się zadomowiła, a prasa zdążyła ucichnąć. Bez większego zagrożenia dla jej bezpieczeństwa Will został przeniesiony, aby zapewnić ochronę innej znanej celebrytce.
Wcześniej przez pięć lat z przerwami był ochroniarzem Amelii, kiedy go potrzebowała. W tym czasie zyskał sławę jako jeden z najgorętszych ochroniarzy na świecie. Oraz niebezpiecznych. Jeśli wygooglujesz Seksowny Niebezpieczny Bodyguard, zdjęcie Willa pojawi się jako pierwsze, wraz z mnóstwem filmów, na których przyszpila do ścian przerażających ludzi próbujących dostać się do Amelii lub pokazuje, jak powala na ziemię faceta, który wyciągnął nóż, kiedy on pilnował polityka. Istnieje wiele przerażająco odważnych zdjęć i filmów, na których dokładnie i skutecznie wykonuje swoją pracę. A potem jest publikacja BuzzFeed[1], który jest moim ulubionym. Poświęcili cały artykuł wielu stylizacjom Willa Griffina. Zasadniczo jest to rotacja zdjęć i GIF-ów, w których jest albo surowy, albo oszałamiający. Will udoskonalił równowagę pomiędzy powalę-cię-jeśli-spróbujesz-mnie-skrzywdzić a moje-ręce-mogą-być-och-tak-delikatne-na-twoim-ciele.
Jest też artykuł w magazynie "People", pokazujący jego zdjęcia z kilkoma różnymi kobietami na randkach na całym świecie. I jest ich wiele. Ten artykuł tak bardzo mi się nie podoba.
Amelia - jedyna kobieta na świecie, która wydaje się odporna na jego wdzięki - twierdzi, że wygląda jak oprych, ale się myli. Oprychom brakuje kawałków uszu, mają wyszczerbione zęby i mięsiste pięści. Will Griffin jest... Piękny.
Ma te mocne atramentowoczarne brwi, rozciągające się nad psotnymi niebieskoszarymi oczami. Muskularne, gibkie ciało i figlarne usta, które wyglądają absolutnie doskonale, kiedy się uśmiecha. I jego lewa ręka, pokryta pięknymi, ozdobnymi kwiatowymi tatuażami z czarnymi liniami, które wiją się wzdłuż jego umięśnionego ramienia, aż do motyla rozpostartego na wierzchu dłoni i knykciach. Nie muszę teraz patrzeć, żeby potwierdzić, że motyl tam jest. Kiedy Will nie patrzył na mnie, przyglądałam się mu tyle razy w ciągu tygodni, które spędził w miasteczku, że zapamiętałam jego kształt.
Will ma taką twarz, która prowokuje cię do wejścia mu w drogę, ponieważ uwielbia rywalizację - pragnie przygody. Nie, on nie jest zbirem, to łobuzerski, dziki diabeł. Pirat. Przynajmniej taki jest w moich fantazjach. Ponadto we wspomnianych fantazjach ma kolczyk i nosi obcisłe bryczesy z koźlej skóry oraz białą lnianą koszulę z otwartym kołnierzem, która odsłania część jego tatuaży na piersi, które, jak zakładam, istnieją.
Czy wspominałam, że moim hobby jest czytanie romansów historycznych? Konkretnie tych o tematyce pirackiej.
Gdy Will i jego wspaniała partnerka wchodzą do restauracji, wydaje się, że całe miejsce nagle budzi się do życia. Jego delikatny uśmiech wzbudza wir elektryczności w powietrzu. Kiedy kładzie dłoń na dolnej części pleców swojej partnerki, czuję fantom tego samego dotyku na własnej skórze. Czas zwalnia, gdy Will i kobieta przemykają przez restaurację do swojego stolika - tak bezpieczni i pewni siebie, że pozornie nawet nie zauważają, że wszyscy się na nich gapią. Może jest do tego przyzwyczajony.
Jak na zawołanie telefon Johna zaczyna brzęczeć. Uśmiecham się do siebie, gdy odgrywa rolę godną Oscara. Spuszcza wzrok na telefon, a pomiędzy jego brwiami pojawia się zmarszczka. Wydaje z siebie zabawne małe hmm.
- Ciekawe, dlaczego mój współlokator do mnie dzwoni. Nie masz nic przeciwko, żebym odebrał?
- Nie, zupełnie nie - przyzwalam cicho, rozproszona widokiem Willa zdejmującego obcisłą marynarkę, którą wiesza na oparciu krzesła, po czym podwija mankiety koszuli. Jasny gwint, te przedramiona są wspaniałe.
John odbiera telefon i głosem ociekającym niepokojem mówi:
- Halo?
Natychmiast jego twarz zmienia się w coś pomarszczonego, a ja to kopiuję, bo też chcę Oscara.
- Poważnie? Co się stało? - Celuje we mnie palcem wskazującym w geście mówiącym "zaraz wracam", a potem wstaje od stołu i odchodzi, by niespokojnie porozmawiać ze swoim współlokatorem lub kimś, kto jest po drugiej stronie linii.
W końcu kiwam na kelnerkę, która najwyraźniej zamierzała nas unikać przez cały wieczór, i proszę o rachunek i gigantyczne brownie na wynos.
Potem zajmuję się składaniem serwetki w idealny mały kwadrat.
- Annie? - dobiega mnie znajomy męski głos.
Serce mi staje, więc podnoszę głowę, by spojrzeć prosto w mistyczne oczy Willa Griffina. Nigdy wcześniej nie słyszałam, żeby wypowiadał moje imię - to było magiczne. Nawet nie planowałam się z nim przywitać, bo nie byłam pewna, czy mnie pamięta.
Jako ochroniarz Amelii był skoncentrowanym agentem w każdym calu. Jasne, uśmiechał się uprzejmie i zawsze mrugał do starszych pań, przez co Mabel omdlewała; ale nigdy tak naprawdę nie angażował się w pogawędki. Zawsze kręcił się w pobliżu w swoich odblaskowych okularach przeciwsłonecznych i wyglądał na gotowego w każdej chwili przyjąć kulkę za Amelię. Mam dreszcze na samą myśl o tym.
- Will Griffin. To ty. Cześć.
Uśmiecha się.
- Annie Walker. Witaj ponownie.
- Co tutaj robisz? - Rozglądam się w nadziei, że zobaczę Adele, ale nie. Tylko ta wspaniała brunetka, z którą przyszedł, przeglądająca menu. Odwracam wzrok z powrotem w kierunku Willa i wtedy moje spojrzenie przebiega po nim. Jego dopasowane spodnie od garnituru przylegają do ładnie umięśnionych ud, a obcisła czarna koszula zapinana na guziki zakrywa jego górną połowę. Opina jego ramiona, jest rozpięta przy kołnierzyku i podwinięta do przedramion. Pomysłowy rękaw z kwiatów magnolii i listowia wysuwa się spod jego koszuli i opada na nadgarstek.
O rajuśku, założę się, że przez Willa pozostali mężczyźni w restauracji kurczowo ściskają swoje partnerki, mając tylko nadzieję, że Will nie zdecyduje się uciec z jedną z nich.
- Właściwie to jestem na randce - mówi, wskazując uroczą dziewczynę siedzącą przy jego stoliku.
- Jesteś na randce trzydzieści minut drogi od Rzymu? Czy to przypadek?
Uśmiecha się, a dwie zmarszczki - nie do końca dołeczki - obejmują jego uśmiech, jakby nawet jego ciało rozumiało, jak wyjątkowy jest to uśmiech, i chciało to podkreślić.
- Nie bardzo. Gretchen i ja przejeżdżaliśmy przez te okolice, więc umówiliśmy się na noc, a jutro jadę do Rzymu. Amelia ci nie mówiła? Znowu zostałem jej przydzielony na jakiś czas.
- Och. Nie wiedziałam. - Dlaczego mi nie powiedziała? Z drugiej strony, dlaczego miałaby mi mówić? Nikt nie wie, że poczułam coś do Willa, kiedy go pierwszy raz spotkałam.
- Jej zespół spodziewa się wzrostu medialnego zainteresowania w związku ze zbliżającym się ślubem. Chcieli, żebym był w pobliżu, na wszelki wypadek.
- Dobrze. Cieszę się, że wracasz. - A potem uświadamiam sobie, jak to zabrzmiało, i dodaję: - To znaczy przez wzgląd na Amelię.
Uśmiecha się delikatnie, a mój żołądek podskakuje.
Przełykam głośno ślinę.
- I fajnie, że przez jakiś czas będziesz tak blisko swojej dziewczyny - mówię, próbując odwrócić jego uwagę od przypadkowego wyznania, że cieszę się, że znowu będzie w mieście. Znowu przy mnie.
Obejrzał się szybko przez ramię.
- Gretchen nie jest moją dziewczyną, tylko się spotkaliśmy.
Ale on powiedział, że umówili się na noc...
Och! No tak! Po prostu się zabawiają. Fajnie, fajnie, fajnie. Totalnie fajnie i normalnie, a myśl o Willu zdejmującym wszystkie swoje ubrania wcale nie sprawia, że moja skóra płonie dziwnie i czuję mrowienie.
- Więc jesteś tu sama? - pyta, przesuwając wzrokiem po mnie, a potem po stole i pustym krześle.
W następnej chwili John wraca do stolika. Zanim otworzy usta, mówię w jego imieniu:
- Cóż, byłam na randce. Ale myślę, że John ma właśnie zamiar wyjść, ponieważ coś mu wypadło. - Spoglądam w szeroko otwarte oczy Johna. Teraz myśli, że jestem medium. - Twój dom się pali? Babcia w szpitalu? A może samochód twojego współlokatora ma przebitą oponę? - zgaduję wesoło.
Waha się sekundę.
- Uch... to z przebitą oponą.
Tyle z tego Oscara. Pod nagle mrocznym spojrzeniem Willa umiejętności aktorskie Johna słabną wraz z jego odwagą.
- Nienawidzę, kiedy tak się dzieje - mówię uprzejmie, gdy kelnerka przynosi nasz rachunek i ciastko na wynos. Odkłada wszystko na stół, rzucając dwa spojrzenia w stronę Willa. Przez chwilę jest zszokowana tym, jaki jest przystojny. Ustaw się w kolejce, panienko.
- Cóż, John, powodzenia w pomaganiu przyjacielowi. Jedź bezpiecznie! - Sięgam do torebki po portfel, żeby zapłacić za drinka i deser, zanim wyjdę - jestem bardziej niż chętna, żeby się stąd wydostać i zapomnieć o tej randce.
John przestępuje z nogi na nogę i stuka kluczykami w udo.
- Tak. Dzięki za zrozumienie.
- Nie ma problemu. - Macham mu ręką, wciąż grzebiąc w torebce.
Podnoszę wzrok, gdy słyszę gardłowe chrząknięcie i widzę, jak ramię Willa lekko naciska na pierś Johna, powstrzymując go przed odejściem, do którego najwyraźniej się zbierał. Głowa Willa wskazuje w stronę stołu w jakiejś niewerbalnej męskiej mowie, a potem John wkłada rękę do tylnej kieszeni, wyciąga portfel i rzuca pięćdziesiątkę na stół.
- Uch... wezmę na siebie rachunek, ponieważ to ja muszę lecieć.
- Ale ja rozlałam...
- W porządku. Dobrej nocy, Annie. - A potem John znika tak szybko, że na dywanie zostaje po nim smuga dymu.
Zarzucam torebkę na ramię i wstaję. Will jeszcze się nie poruszył, a ja aż do teraz nie zdawałam sobie sprawy, jak wysoki jest ten mężczyzna. Sięgam mu do ramienia. Ale niekoniecznie jest to trudne, gdy masz tylko sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu.
- Wszystko w porządku? - pyta ze ściągniętymi brwiami.
Uśmiecham się.
- Tak. Dlaczego miałoby nie być?
- Bo ten dupek najwyraźniej wymyślił jakąś wymówkę, żeby zwiać?
- Och. Tak. Zdecydowanie tak.
Will przygląda mi się uważnie, szukając oznak niepokoju.
- I to ci nie przeszkadza?
Myślę o tym, a potem szczerze odpowiadam:
- Trochę, ale niewiele. Oboje spędziliśmy ten czas okropnie. Nie chciałabym, żeby zostanie tutaj miało go unieszczęśliwić. - Wzruszam ramionami. - Mam nadzieję, że jego wieczór będzie teraz lepszy.
Will śmieje się krótkim śmiechem z nutą niedowierzania.
- Mówisz serio?
- A nie powinnam?
Uśmiecha się i znowu trafia w samo dno mojego żołądka. Rany, jak by to było umawiać się z takim mężczyzną jak on? Cała ta charyzma i pewność siebie. Na pewno zrobiłabym z siebie pośmiewisko.
- Myślę, że może jesteś zbyt miła? - mówi to w formie pytania.
- Moje siostry zgodziłyby się z tobą, ale gdybyś zajrzał do mojej głowy, gdy prowadzę samochód... - Gwiżdżę lekko i pozwalam, by sugerowane łajdactwo zawisło w powietrzu.
- A co z tobą? Będziesz miała teraz kiepski wieczór?
- Czy naprawdę ktoś może mieć kiepski wieczór, jeśli ma do zjedzenia gigantyczne brownie w drodze do domu? - Podnoszę plastikowy pojemnik jako dowód.
O nie. Teraz patrzy na mnie ze współczuciem.
- Tak. To absolutnie pogarsza sprawę. Czy zechciałabyś dołączyć do mnie i Gretchen na obiad?
To sprawia, że śmieję się głośno.
- Nie, dziękuję, ależ za nic w świecie. To byłoby takie krępujące - mówię, przesuwając się w stronę wyjścia z restauracji. Will wisi u mojego boku, dopasowując się do mnie krok po kroku, a ja nie do końca rozumiem, dlaczego wciąż ze mną rozmawia. Ano tak, współczucie. - Nie martw się o mnie. Poważnie. Spędzę wieczór spektakularnie. Jest taka książka, którą naprawdę chciałam skończyć.
To półprawda. Z całą pewnością będę płakać w drodze do domu z powodu słów Johna, ale potem mam gorący romans do skończenia, w którym pirat właśnie porwał damę, a ona ma zamiar wywrócić jego świat do góry nogami dowcipnymi uwagami i urzekającą osobowością.
- Książka - powtarza z niedowierzaniem.
- Yhy.
- Książka będzie dobrą zabawą?
Śmieję się, gdy idziemy dalej.
- Czy należysz do tych nieczytających? Film nigdy nie jest lepszy, zapewniam cię.
- Nie powiedziałbym, że nie czytam. Czytanie po prostu nie znalazło się wcześniej na moim radarze.
- Ale teraz tam jest? - pytam z nadzieją, zerkając na niego.
- Może. - Uśmiecha się.
Docieram do drzwi i jestem przekonana, że to jest moment, w którym Will i ja się rozstaniemy, ale ku mojemu zdziwieniu on pochyla się do przodu, otwiera przede mną drzwi, a potem wychodzi za mną, rzucając spojrzenie swojej partnerce i szukając sygnału, że może mnie odprowadzić. Ona mu lekko macha, że może iść. Miła dziewczyna.
Powietrze jest gorące i duszne jak we wszystkie letnie noce na Południu, a moje obcasy stukają o betonowy chodnik. Nie mogę powstrzymać się od śmiechu. To wcale nie jest standardowa ścieżka dźwiękowa mojego życia. Moim ulubionym obuwiem są białe conversy. Strojem: jedne z moich pięciu par ogrodniczek w różnych kolorach z koszulką pod spodem. Jeśli wyszukasz słowo wygodny w słowniku, znajdziesz tam moje zdjęcie.
- Więc co to za książka? - pyta Will, kiedy docieramy do mojej furgonetki, a ja wyciągam kluczyki.
Śmieję się lekko.
- Co?
- Jaką książkę będziesz czytać dziś wieczorem?
Rzucam przelotne spojrzenie na restaurację, zastanawiając się, dlaczego, do jasnej ciasnej, jest tutaj ze mną, próbując dołączyć do mojego tajnego klubu książki, zamiast wrócić na swoją randkę. Mam wrażenie, że gra na zwłokę - próbuje wydłużyć naszą rozmowę. Ale nie, na pewno chce być po prostu miły. Nie ma mowy, żeby taki mężczyzna jak on był zainteresowany kobietą, która właśnie została rzucona w połowie randki, ponieważ jest niewiarygodnie nudna, niemal ładna i nawet nie nadaje się do pójścia z nią do łóżka. Jestem pewna, że Will po prostu poświęca miłej dziewczynie trochę uwagi, zanim wyruszy w swoją stronę.
Mrużę oczy i się uśmiecham.
- Cóż, powiedziałabym ci... ale wtedy musiałabym cię zabić. I naprawdę nie jestem fanką morderstw, więc myślę, że zatrzymam to dla siebie.
Will parska śmiechem. Nie ma pojęcia, co o mnie sądzić. Jest więc nas dwoje, bo nagle zdaję sobie sprawę, że stoję tutaj i bez wysiłku rozmawiam z Willem Griffinem i nie mam pojęcia, jak sobie z tym radzę. Wiem tylko, że jest to łatwe.
- Cóż, jeśli to coś dla ciebie znaczy, mam nadzieję, że naprawdę będziesz się dobrze bawić, czytając swoją książkę.
Will otwiera drzwi mojej furgonetki i momentalnie robi mi się przykro - tylko dlatego, że te pięć minut z nim było już lepsze niż jakakolwiek randka, na której byłam, a mimo to już nigdy nie będę miała takiej możliwości. A teraz na każdej randce, na którą pójdę, będę mieć nadzieję, że moi partnerzy otworzą przede mną drzwi - a tak nie będzie, ponieważ połowa kobiet na świecie nie znosi, kiedy mężczyzna otwiera im drzwi, a druga połowa to uwielbia, co skutkuje tym, że faceci panikują i spieszą się do swoich drzwi, nigdy nie pytając, co tak naprawdę woli ta konkretna kobieta. Nigdy specjalnie mi na tym nie zależało, ale teraz, po tym, jak Will zrobił to za mnie, zdecydowanie znajduję się w kolumnie "podoba mi się to".
Co gorsza, będę mieć nadzieję, że gość na następnej randce będzie miał niebieskoszare oczy jak Will - ale nie jakieś tam niebieskoszare, ale niebieskoszare z grubą, niebezpieczną czarną obwódką wokół. Nie jestem nawet pewna, co to znaczy, po prostu wiem, że czuję to aż po same palce u stóp, że ta obwódka jest niebezpieczna.
Możliwe, że czytam za dużo romansów.
Uśmiecham się.
- A ja mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić z Gretchen podczas wszystkich swoich miłosnych przygód. - O Boże. Oczy Willa się rozszerzają, na co ja się krzywię.
Jeśli nie jest to już całkowicie jasne, jestem dziewicą. Po prostu wydaje mi się ważne, aby zaznaczyć to w tym momencie.
- Prawdopodobnie nie powinnam była tego mówić. Przepraszam. Resztki niezręczności po pierwszej randce. Odjadę, zanim opowiem ci o reprodukcji kwiatów.
Will nie wzdryga się ani nie odwraca wzroku. Uśmiecha się szeroko, a ten uśmiech wślizguje się prosto w mięsistą część mojego serca, napełniając je jak dmuchane koło ratunkowe.
- Cóż, chyba spotkamy się w mieście, Annie.
- Chyba tak.
Potem wskakuję do mojej furgonetki. Ale podskakuję trochę za wysoko i uderzam głową w framugę drzwi.
[1] BuzzFeed, Inc - amerykańskie przedsiębiorstwo zajmujące się mediami społecznościowymi, wiadomościami i rozrywką.