Pozytywna dyscyplina dla przedszkolaków - Jane Nelsen

Kup ebooka

87.00 zł
69.60 zł (87,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRO­LOG

AU­TOR­STWA DZIECI

"Mam na imię Su­san i mam trzy i pół roku. Dużo te­raz mó­wię. De­ner­wuję się, kiedy inni nie chcą czy­tać mi w kółko tej sa­mej książki lub usi­łują omi­nąć jej frag­ment. Moje ulu­bione py­ta­nie za­czyna się od "Dla­czego...?". Uwiel­biam się prze­bie­rać i uda­wać różne po­sta­cie. Lu­bię, jak opo­wiada mi się hi­sto­ryjki, i chcę za­wsze mieć ko­goś do za­bawy. I bar­dzo nie lu­bię, kiedy prze­rywa mi się za­bawę".

"Je­stem Jef­frey F. Fra­ser. To "F" w środku to pierw­sza li­tera mo­jego dru­giego imie­nia, Frank. Tak jak mój dzia­dek je­stem do wszyst­kich na­sta­wiony bar­dzo przy­ja­ciel­sko. Wczo­raj skoń­czy­łem pięć lat. Mo­żemy zo­stać ko­le­gami i za­pro­szę cię na moje uro­dziny. Kiedy wiem, co chcę ro­bić, po­tra­fię być bar­dzo sku­piony. Mam ma­łego brata. Je­śli ni­kogo in­nego nie ma w po­bliżu, to ba­wię się wła­śnie z nim. Cał­kiem się do tego na­daje. Wy­daje mi się, że ten ząb za­czyna się ru­szać. Czy chcesz usły­szeć, jak li­czę? Mogę ci też za­śpie­wać pio­senkę. Chcesz się ze mną po­ba­wić? Ty bę­dziesz zło­dzie­jem, a ja po­li­cjan­tem...".

"Je­stem Cyndi i mam cztery lata. Mam błysz­czące buty. A wiesz, ja­kie mam majtki? Ta­kie z dniami ty­go­dnia. Wi­dzisz, jak się błysz­czą, kiedy ro­bię pi­ru­ety? Je­stem już za duża, żeby spać w dzień. Je­śli prze­czy­tasz mi bajkę, to będę szczę­śliw­sza. Wcale nie je­stem zmę­czona. Chcesz zo­ba­czyć moje buty? Chad bę­dzie moim mę­żem. Znasz Chada? Ma pe­le­rynę Bat­mana. Czy te­raz mo­żesz mi już prze­czy­tać bajkę?".

"Mam na imię Ma­ria. Mam dłu­gie włosy i za­wsze no­szę su­kienki. Mam trzy lata i dzie­więć mie­sięcy. Moją naj­lep­szą przy­ja­ciółką jest Cal­lie. Ona cza­sem nie chce się ze mną ba­wić. Ona ma cztery i pół roku. Mogę też ba­wić się z Giną. Lu­bię jeść z nimi lunch. Chcę sie­dzieć obok nich, a nie na­prze­ciwko. Lu­bię, kiedy moja pani uczy mnie róż­nych rze­czy".

To jest książka o nas - dzie­ciach. Każde z nas jest inne. Nie każdy trzy­la­tek i pię­cio­la­tek bę­dzie taki jak my, ale pew­nie znaj­dziesz cząstkę nas w każ­dym dziecku. Ta książka po­zwoli ci po­znać nas le­piej i zro­zu­mieć, jak po­strze­gamy świat. Dzięki niej bę­dziesz miał mnó­stwo po­my­słów na to, jak po­móc nam się roz­wi­jać, jak nas za­chę­cać i uczyć. Je­ste­śmy po­dobne i je­ste­śmy różne. Chcemy być ko­chane i ta książka jest wła­śnie dla lu­dzi, któ­rzy nas ko­chają.

ROZ­DZIAŁ 1

DLA­CZEGO PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA?

Na warsz­ta­tach dla ro­dzi­ców jest mnó­stwo osób, które mają w domu przed­szko­la­ków. Fora in­ter­ne­towe pełne są py­tań typu: "Dla­czego mój trzy­la­tek gry­zie?" albo "Co mogę zro­bić, by mój pię­cio­la­tek spał w nocy w swoim łóżku?". Eks­perci od roz­woju dzieci, dy­rek­to­rzy przed­szkoli i te­ra­peuci przyj­mują w swo­ich ga­bi­ne­tach ro­dzi­ców trzy, cztero i pię­cio­lat­ków za­cho­dzą­cych w głowę, co się stało z ich dziećmi. Od­dajmy im na chwilę głos:

Nasz mały chłop­czyk był taki słodki. Ocze­ki­wa­li­śmy kło­po­tów, kiedy skoń­czył dwa lata, wszy­scy ostrze­gali nas przed bun­tem dwu­latka, ale wtedy nic się nie wy­da­rzyło. A po­tem skoń­czył trzy lata i się za­częło. Nie wiemy, co z nim ro­bić. Kiedy mó­wimy "czarne", on mówi "białe". Kiedy jest czas na spa­nie, on twier­dzi, że nie jest zmę­czony, a umy­cie mu zę­bów za­mie­nia się w istną ba­ta­lię. Chyba ro­bimy coś źle, prawda?

Cza­sami za­sta­na­wiam się, czy kiedy otwie­ram usta, to wy­do­bywa się z nich ja­kiś dźwięk. Moja pię­cio­latka wy­daje się nie sły­szeć ni­czego, co do niej mó­wię. W ogóle się mnie nie słu­cha. Czy już za­wsze bę­dzie się tak za­cho­wy­wać?

Nie mo­gli­śmy się do­cze­kać, kiedy nasz syn za­cznie mó­wić, a te­raz nie za­myka mu się bu­zia. Wy­my­ślił spo­sób na prze­dłu­ża­nie każ­dej roz­mowy i kiedy my chcemy ją skoń­czyć, mówi: "A wiesz co?". W tych sa­mych pro­por­cjach jest na­szym naj­więk­szym szczę­ściem i zmar­twie­niem.

By­łem za­chwy­cony, kiedy moja trzy­latka na­uczyła się swo­imi ma­łymi pa­lusz­kami wy­szu­ki­wać różne rze­czy na moim smart­fo­nie. Te­raz ma pięć lat, chce bez końca grać na ko­mórce i ma ataki wście­kło­ści, kiedy jej za­bie­ram te­le­fon. Co mo­żemy z tym zro­bić?

Już wkrótce od­kry­jesz (albo może już to od­kry­łeś), że okres roz­woju po­mię­dzy trze­cim a szó­stym ro­kiem ży­cia to jedne z naj­bar­dziej sza­lo­nych i dy­na­micz­nych mo­men­tów w ży­ciu ma­łego czło­wieka, jego ro­dzi­ców i opie­ku­nów. Przed­szko­laki są ak­tywne fi­zycz­nie i pełne ener­gii. Ba­da­nia po­ka­zują, że w wieku trzech lat lu­dzie mają wię­cej ener­gii niż w ja­kim­kol­wiek in­nym mo­men­cie swo­jego ży­cia, a na pewno mają jej wię­cej niż ich zmę­czeni ro­dzice. Wro­dzona po­trzeba emo­cjo­nal­nego, po­znaw­czego i spo­łecz­nego roz­woju zmu­sza dzieci do od­kry­wa­nia świata i przy­swa­ja­nia oraz ćwi­cze­nia umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych, rów­nież poza bez­pieczną przy­sta­nią naj­bliż­szej ro­dziny. Poza tym przed­szko­laki mają dużo róż­nych po­my­słów, jak po­wi­nien funk­cjo­no­wać świat. I wła­śnie te po­my­sły w po­łą­cze­niu z po­trzebą eks­pe­ry­men­to­wa­nia i od­kry­wa­nia czę­sto nie po­kry­wają się z ocze­ki­wa­niami, ja­kie mają wo­bec dzieci ich ro­dzice i opie­ku­no­wie.

To, co znaj­dziesz w dal­szych roz­dzia­łach, może być od­mienne od tego, na czym sam się wy­cho­wa­łeś. Mu­sisz jed­nak wie­dzieć, że Po­zy­tywna Dys­cy­plina opiera się na na­uko­wych do­wo­dach. Opiera się na tym, co wiemy o do­ra­sta­niu i roz­woju dziecka, oraz na wy­ni­kach naj­now­szych ba­dań nad mó­zgiem. Zo­stała po­my­ślana tak, by do­star­czać prak­tycz­nych i sku­tecz­nych na­rzę­dzi po­zwa­la­ją­cych zro­zu­mieć i wy­cho­wy­wać dzieci.

AD­LER I DRE­IKURS: PIO­NIE­RZY RO­DZI­CIEL­STWA

Po­zy­tywna Dys­cy­plina opiera się na pracy i osią­gnię­ciach Al­freda Ad­lera oraz Ru­dolfa Dre­ikursa. Ad­ler był wie­deń­skim psy­chia­trą i dzia­łał w tym sa­mym okre­sie co Zyg­munt Freud, lecz on i Freud nie­mal w ni­czym się nie zga­dzali. Ad­ler wie­rzył, że naj­więk­szą mo­ty­wa­cją ludz­kiego za­cho­wa­nia jest po­trzeba przy­na­leż­no­ści, zna­cze­nia, bli­skich re­la­cji i po­czu­cia war­to­ści, która na­biera kształtu w wy­niku wcze­snych de­cy­zji dziecka o so­bie sa­mym, in­nych i ota­cza­ją­cym je świe­cie. Warto od­no­to­wać fakt, że ze współ­cze­snych ba­dań wy­nika, iż już w chwili na­ro­dzin dzieci są "za­pro­gra­mo­wane", by szu­kać kon­taktu z in­nymi, a te, które mają po­czu­cie więzi ze swoją ro­dziną, szkołą oraz spo­łecz­no­ścią, rza­dziej źle się za­cho­wują. Ad­ler wie­rzył, że wszy­scy lu­dzie (rów­nież dzieci) mają przy­ro­dzone, jed­na­kowe prawo do sza­cunku i god­no­ści - i te wła­śnie idee bar­dzo ła­two było mu za­szcze­pić na ame­ry­kań­skiej ziemi, która stała się jego do­mem po opusz­cze­niu Eu­ropy.

Ru­dolf Dre­ikurs, wie­deń­ski psy­chia­tra i uczeń Ad­lera, który przy­je­chał do Sta­nów Zjed­no­czo­nych w 1937 roku, głę­boko wie­rzył w to, że wszyst­kie re­la­cje mię­dzy­ludz­kie, rów­nież te ro­dzinne, po­winny opie­rać się na sza­cunku i po­sza­no­wa­niu god­no­ści dru­giego czło­wieka. Jego książki na te­mat na­ucza­nia i ro­dzi­ciel­stwa, mię­dzy in­nymi Chil­dren: The Chal­lenge (Dzieci to wy­zwa­nie), są nie­zwy­kle po­pu­larne także dziś.

Jak się wkrótce prze­ko­nasz, za­cho­wa­nie przed­szko­la­ków, które na­zywa się "nie­od­po­wied­nim", naj­czę­ściej wiąże się z roz­wo­jem emo­cjo­nal­nym, fi­zycz­nym oraz po­znaw­czym dziecka i jest za­cho­wa­niem jak naj­bar­dziej od­po­wied­nim w tym wieku. Małe dzieci po­trze­bują wie­dzy, wska­za­nia kie­runku oraz mi­ło­ści (można po­wie­dzieć, że to bar­dzo trafna de­fi­ni­cja Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny).

CZYM JEST PO­ZY­TYWNA DYS­CY­PLINA?

Po­zy­tywna Dys­cy­plina spraw­dza się w przy­padku przed­szko­la­ków, po­nie­waż jest czymś róż­nym od tra­dy­cyj­nie ro­zu­mia­nej dys­cy­pliny. Nie ma nic wspól­nego z karą (a prze­cież w po­tocz­nym ro­zu­mie­niu dys­cy­plina bywa sy­no­ni­mem kary), ma na­to­miast mnó­stwo wspól­nego z na­ucza­niem - które się za­czyna od mo­de­lo­wa­nia umie­jęt­no­ści i war­to­ści, ja­kie chciał­byś wpoić swoim dzie­ciom. Po­ja­wia się więc py­ta­nie: "Czy Po­zy­tywna Dys­cy­plina jest dla mnie, czy dla dzieci?". I dla cie­bie, i dla dzieci, ale w pierw­szej ko­lej­no­ści dla cie­bie. Aby dzia­łać sku­tecz­nie, mu­sisz sam mo­de­lo­wać to, czego chcesz uczyć. Nie ma sensu ocze­ki­wać, że dziecko bę­dzie oka­zy­wało sza­cu­nek, je­śli ty go nie oka­zu­jesz. Kara nie wy­raża sza­cunku. Nie mo­żesz ocze­ki­wać, że dziecko bę­dzie pa­no­wało nad swoim za­cho­wa­niem, je­śli ty nie pa­nu­jesz nad sobą. Czy to zna­czy, że mu­sisz być ide­ałem? Nie. Fun­da­men­talna za­sada Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, co stale po­wta­rzał Dre­ikurs, to po­go­dze­nie się z wła­sną nie­do­sko­na­ło­ścią i po­strze­ga­nie błę­dów jako oka­zji do na­uki. Ofia­ro­wu­jesz swoim dzie­ciom (i sa­memu so­bie) cenny dar, kiedy po­tra­fisz po­wie­dzieć: "Po­my­li­łeś się. Wspa­niale. Zo­baczmy, czego mo­żesz się dzięki temu na­uczyć i w jaki spo­sób mo­żesz na­pra­wić ten błąd". Im twoje dziecko bę­dzie star­sze i im wię­cej umie­jęt­no­ści bę­dzie po­sia­dać, tym czę­ściej bę­dziesz mógł je an­ga­żo­wać w pro­ces szu­ka­nia i znaj­do­wa­nia roz­wią­zań oraz usta­la­nia gra­nic. W ten spo­sób bę­dzie ćwi­czyć umie­jęt­ność my­śle­nia, wzmac­niać pew­ność sie­bie oraz uczyć się wy­ko­rzy­sty­wać au­to­no­mię i wła­dzę w uży­teczny spo­sób, nie mó­wiąc już o tym, że zwięk­szy się jego mo­ty­wa­cja do wdra­ża­nia w ży­cie roz­wią­zań i prze­strze­ga­nia gra­nic, które po­mo­gło stwo­rzyć. Za­sady Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny po­mogą wam zbu­do­wać re­la­cję opartą na mi­ło­ści oraz sza­cunku i po­ło­żyć so­lidne fun­da­menty pod dłu­go­trwały pro­ces wspól­nego roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów.

A oto naj­waż­niej­sze czę­ści skła­dowe Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny:

- Wza­jemny sza­cu­nek. Ro­dzice wy­ra­żają sta­now­czość, oka­zu­jąc sza­cu­nek so­bie oraz wy­mo­gom sy­tu­acji, a życz­li­wość, sza­nu­jąc po­trzeby i czło­wie­czeń­stwo dziecka.

- Ro­zu­mie­nie prze­ko­na­nia sto­ją­cego za za­cho­wa­niem. Za każ­dym ludz­kim za­cho­wa­niem stoi ja­kiś cel. Bę­dziesz sku­tecz­niej wpły­wał na za­cho­wa­nie swo­jego dziecka i zmie­niał je, kiedy zro­zu­miesz mo­ty­wa­cję le­żącą u jego pod­staw. (Już od pierw­szego dnia ży­cia dzieci za­czy­nają for­mu­ło­wać prze­ko­na­nia, które kształ­tują ich oso­bo­wość). Od­no­sze­nie się do prze­ko­nań jest tak samo ważne, je­śli nie waż­niej­sze, jak od­no­sze­nie się do sa­mego za­cho­wa­nia.

- Sku­teczna ko­mu­ni­ka­cja. Ro­dzice i dzieci (na­wet te naj­młod­sze) mogą na­uczyć się do­brze słu­chać i zwra­cać się do sie­bie na­wza­jem z sza­cun­kiem, by pro­sić o to, czego po­trze­bują. Ro­dzice prze­ko­nają się, że dzieci "sły­szą" le­piej, kiedy za­pra­sza się je do pro­cesu wy­my­śla­nia roz­wią­zań i ak­tyw­nego uczest­nic­twa, a nie tylko mówi im się, co mają ro­bić. Na­uczą się też, jak mo­de­lo­wać ten ro­dzaj słu­cha­nia, któ­rego ocze­kują od dzieci.

- Ro­zu­mie­nie świata dziecka. Dzieci prze­cho­dzą przez różne etapy roz­woju. Kiedy po­znasz ko­lejne sta­dia roz­wo­jo­wych wy­zwań i weź­miesz pod uwagę inne czyn­niki, ta­kie jak ko­lej­ność uro­dze­nia, tem­pe­ra­ment oraz obec­ność lub brak umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i emo­cjo­nal­nych, ła­twiej bę­dzie ci ro­zu­mieć za­cho­wa­nie dziecka. Po­zna­nie jego świata po­zwoli ci z ko­lei le­piej re­ago­wać na jego za­cho­wa­nie.

- Dys­cy­plina, która uczy. Sku­teczna dys­cy­plina uczy war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych oraz ży­cio­wych i nie za­wiera w so­bie ani ele­men­tów po­błaż­li­wo­ści, ani kary.

- Kon­cen­tra­cja na roz­wią­za­niach za­miast na ka­rze. Po­czu­cie winy ni­gdy nie roz­wią­zuje żad­nych pro­ble­mów. Na po­czątku to ty sa­mo­dziel­nie de­cy­du­jesz, ja­kie bę­dzie twoje po­dej­ście do pro­ble­mów i wy­zwań, ale wraz z upły­wem czasu na­uczysz się współ­pra­co­wać ze swoim dziec­kiem, by wspól­nie z nim znaj­do­wać po­mocne i pełne sza­cunku roz­wią­za­nia po­ja­wia­ją­cych się na wa­szej dro­dze wy­zwań, bez względu na to, czy bę­dzie to roz­lany sok, czy ma­ru­dze­nie pod­czas kła­dze­nia się spać.

- Za­chęta to do­ce­nia­nie po­stę­pów i wy­siłku, a nie tylko suk­ce­sów. Dzięki niej dzieci roz­wi­jają wiarę we wła­sne siły i umie­jęt­no­ści.

- Dzieci za­cho­wują się le­piej, kiedy czują się le­piej. Ja­kim cu­dem ro­dzice wpa­dli na ten sza­lony po­mysł, że aby dzieci za­cho­wy­wały się le­piej, naj­pierw na­leży spra­wić, by do­świad­czyły wstydu, upo­ko­rze­nia, a na­wet bólu? Dzieci chęt­niej współ­pra­cują, uczą się no­wych umie­jęt­no­ści i oka­zują cie­płe uczu­cia wtedy, kiedy ze strony do­ro­słych czują za­chętę, wspar­cie i mi­łość.

- Naj­pierw na­wią­za­nie re­la­cji, po­tem na­pra­wia­nie sy­tu­acji. Za­wsze naj­waż­niej­sze są re­la­cje. Kiedy twoje dziecko ma po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia, a wa­sza wza­jemna więź jest mocna, o wiele ła­twiej jest zro­zu­mieć jego uczu­cia i za­cho­wa­nia, po czym wspól­nie zna­leźć roz­wią­za­nie.

- Wno­sze­nie wkładu. Je­śli dziecko ma tylko po­czu­cie więzi, ale nie wnosi wła­snego wkładu, to może się u niego roz­wi­nąć po­stawa rosz­cze­niowa: "Moje ma być na wierz­chu!". Ła­twiej przy­swoi so­bie po­żą­dane przez cie­bie umie­jęt­no­ści i ce­chy cha­rak­teru, kiedy znaj­dziesz spo­sób, żeby mo­gło po­ma­gać to­bie i in­nym, przy­czy­niać się do do­bra ro­dziny, klasy czy spo­łecz­no­ści.

WIĘ­CEJ O DYS­CY­PLI­NIE

Czy po­niż­sze frazy brzmią zna­jomo?

Je­śli cho­dzi o dys­cy­plinę, to pró­bo­wa­łam już wszyst­kiego, ale bez skutku! Moja trzy­latka jest nie­zwy­kle wy­ma­ga­jąca, skon­cen­tro­wana na so­bie i uparta. Co po­win­nam zro­bić?

Co mogę zro­bić, je­śli nic nie działa? Było za­my­ka­nie w po­koju, za­bie­ra­nie za­ba­wek, za­kaz oglą­da­nia te­le­wi­zji, a na­wet klapsy - nic nie po­mo­gło. Mój czte­ro­letni syn jest nie­uprzejmy, nie oka­zuje sza­cunku i wy­myka się ja­kiej­kol­wiek kon­troli. Czego po­wi­nie­nem jesz­cze spró­bo­wać?

Pro­wa­dzę za­ję­cia w gru­pie pięt­na­ściorga czte­ro­lat­ków. Dwóch nie­ustan­nie ze sobą wal­czy, ale nie chcą ba­wić się z ni­kim in­nym. Gdy przy­ła­pię ich na wspól­nej za­ba­wie, sta­wiam ich do kąta lub grożę ode­bra­niem prze­rwy, a dziś rano na do­miar złego wrza­snę­łam na jed­nego, kiedy oka­zało się, że po­darł ry­su­nek dru­giego. Już nie wiem, czego jesz­cze mogę spró­bo­wać - oni po pro­stu na nic nie re­agują po­zy­tyw­nie. W jaki spo­sób mo­gła­bym ich zdy­scy­pli­no­wać?

Wiele osób, mó­wiąc "dys­cy­plina", ma na my­śli karę i uważa, że te dwa po­ję­cia są ze sobą toż­same. Ro­dzice i na­uczy­ciele cza­sem krzy­czą i pra­wią ka­za­nia, dają w pupę i biją po rę­kach, za­bie­rają przy­wi­leje i za­bawki oraz od­sy­łają dziecko do po­koju, by prze­my­ślało so­bie swoje za­cho­wa­nie. Nie­stety, mimo po­zo­rów chwi­lo­wej sku­tecz­no­ści na dłuż­szą metę kara nie uczy dzieci umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i emo­cjo­nal­nych, któ­rych pra­gną dla nich ich ro­dzice. Kara tylko po­gar­sza już i tak trudne sy­tu­acje, za­chę­ca­jąc i do­ro­słych, i dzieci do walki o wła­dzę.

Po­zy­tywna Dys­cy­plina opiera się na in­nym za­ło­że­niu, a mia­no­wi­cie ta­kim, że dzieci (i do­ro­śli) za­cho­wują się le­piej, kiedy czują się le­piej. W Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pli­nie cho­dzi o ucze­nie (zna­cze­nie słowa "dys­cy­plina" w ła­ci­nie to "uczyć"), zro­zu­mie­nie, za­chętę i ko­mu­ni­ka­cję, a nie o karę.

Więk­szość z nas prze­jęła ro­zu­mie­nie słowa "dys­cy­plina" od swo­ich ro­dzi­ców, spo­łe­czeń­stwa oraz z ugrun­to­wa­nych tra­dy­cji i prze­ko­nań. Wśród do­ro­słych po­ku­tuje prze­ko­na­nie, że je­śli dzieci nie będą cier­pieć - przy­naj­mniej tro­chę - to ni­czego się nie na­uczą. Jed­nakże w ostat­nich kilku dzie­się­cio­le­ciach na­sze spo­łe­czeń­stwa i kul­tury ewo­lu­owały nie­zwy­kle szybko. Po­zy­ska­li­śmy nową, nie­do­stępną do tej pory wie­dzę, do­ty­czącą także tego, jak roz­wi­jają i uczą się dzieci. Mu­simy więc zmie­nić rów­nież to, w jaki spo­sób uczymy dzieci, jak sta­wać się za­rad­nymi, od­po­wie­dzial­nymi i pew­nymi sie­bie ludźmi.

CZEGO NA­PRAWDĘ PO­TRZE­BUJĄ DZIECI

Ist­nieje za­sad­ni­cza róż­nica po­mię­dzy za­chcian­kami i po­trze­bami, a po­trzeby two­ich dzieci są mniej skom­pli­ko­wane, niż mo­głoby ci się wy­da­wać. Wszel­kie praw­dziwe po­trzeby na­leży za­spo­ka­jać, na­to­miast speł­nia­nie wszyst­kich za­chcia­nek two­jego dziecka może spo­wo­do­wać wiele róż­nych pro­ble­mów i dla dziecka, i dla cie­bie. Twój przed­szko­lak po­trze­buje je­dze­nia, da­chu nad głową oraz opieki, jak rów­nież cie­pła i bez­pie­czeń­stwa. Na­to­miast na pewno nie po­trze­buje kom­pu­tera i te­le­wi­zora we wła­snym po­koju, iPada ani mi­nia­tu­ro­wej wer­sji mon­ster trucka. Być może uwiel­bia wpa­try­wać się w ekran kom­pu­tera, ale eks­perci po­twier­dzają, że na­wet krótki czas spę­dzony przed ekra­nem urzą­dze­nia elek­tro­nicz­nego może być szko­dliwy dla opty­mal­nego roz­woju mó­zgu (wię­cej na ten te­mat nieco da­lej). Wiesz, o co cho­dzi.

Od mo­mentu na­ro­dzin twoje dziecko ma cztery pod­sta­wowe po­trzeby. Są nimi:

1. Po­trzeba po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia

2. Po­trzeba po­strze­ga­nia sie­bie jako istoty za­rad­nej i zdol­nej

3. Po­trzeba roz­woju umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych i ży­cio­wych

4. Życz­liwa i sta­now­cza dys­cy­plina, która służy na­uce (z god­no­ścią i sza­cun­kiem)

Je­śli bę­dziesz mógł za­spo­koić te po­trzeby, spra­wisz, że twoje dziecko wej­dzie na ścieżkę sta­wa­nia się kom­pe­tent­nym, za­rad­nym i szczę­śli­wym czło­wie­kiem.

Po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia

Być może wła­śnie te­raz my­ślisz so­bie: "Prze­cież wszy­scy wie­dzą, że dziecko po­trze­buje przy­na­leż­no­ści". Więk­szość ro­dzi­ców uważa, że to, czego na­prawdę po­trze­buje dziecko, to mi­łość, ale sama mi­łość nie za­wsze bu­duje w dziecku prze­ko­na­nie o przy­na­leż­no­ści i wła­snej war­to­ści. Cza­sem jest wręcz prze­ciw­nie - mi­łość pro­wa­dzi do roz­piesz­cza­nia, do ka­ra­nia lub po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, które w dłuż­szej per­spek­ty­wie nie leżą w in­te­re­sie dziecka. Wszy­scy - i do­ro­śli, i dzieci - pra­gną gdzieś przy­na­le­żeć.

Po­trze­bu­jemy po­czu­cia, że je­ste­śmy ak­cep­to­wani bez­wa­run­kowo do­kład­nie tacy, jacy je­ste­śmy, a nie dla­tego, że do­brze się za­cho­wu­jemy albo coś do­brze ro­bimy. W przy­padku ma­łych dzieci ta po­trzeba przy­na­leż­no­ści jest jesz­cze waż­niej­sza - w końcu uczą się one do­piero, jaki jest ten świat i ja­kie jest w nim ich miej­sce. Po­trze­bują po­czu­cia i wie­dzy, że są ko­chane i chciane na­wet wtedy, kiedy strzelą fo­cha, wy­leją mleko pod­czas śnia­da­nia, zła­mią kij gol­fowy taty lub po raz ko­lejny zro­bią ba­ła­gan w kuchni.

Dzieci, które nie wie­rzą, że przy­na­leżą, stają się znie­chę­cone, a znie­chę­cone dzieci czę­sto źle się za­cho­wują. Zwróć uwagę na słowo "wie­rzą". Ty mo­żesz wie­dzieć, że twoje dziecko przy­na­leży i że jest ważne, ale je­śli ono w to nie wie­rzy (cza­sami z po­wodu bar­dzo bła­hych rze­czy, ta­kich jak na­ro­dziny brata lub sio­stry), może sta­rać się od­na­leźć po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia w błędny spo­sób. Nie­od­po­wied­nie za­cho­wa­nie w przy­padku więk­szo­ści ma­łych dzieci jest de facto swego ro­dzaju "ko­dem", któ­rego uży­wają, by po­in­for­mo­wać cię, że nie czują przy­na­leż­no­ści, po­trze­bują uwagi, czasu, od­bu­do­wa­nia więzi oraz prze­ka­za­nia wie­dzy. Kiedy każdy czło­nek two­jej ro­dziny bę­dzie miał po­czu­cie przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia, twój dom sta­nie się oazą spo­koju, sza­cunku i bez­pie­czeń­stwa.

Po­strze­ga­nie sie­bie jako istoty za­rad­nej i zdol­nej

Twój przed­szko­lak ni­gdy nie na­uczy się, jak po­dej­mo­wać de­cy­zje oraz przy­swa­jać nowe umie­jęt­no­ści i po­le­gać na nich, je­śli nie stwo­rzysz mu wa­run­ków do ćwi­cze­nia się w tym. By­cie ro­dzi­cem przed­szko­laka wy­maga "od­pusz­cza­nia".

W ko­lej­nych roz­dzia­łach do­wiesz się wię­cej na te­mat bu­do­wa­nia w dziecku po­czu­cia by­cia zdol­nym i za­rad­nym, a te­raz po pro­stu za­ufaj nam, że same słowa nie wy­star­czą, by dziecko bu­do­wało w so­bie wiarę we wła­sne kom­pe­ten­cje. Dzieci czują się za­radne i zdolne, kiedy do­świad­czają wła­snej za­rad­no­ści i sa­mo­wy­star­czal­no­ści, kiedy po­tra­fią osią­gać małe suk­cesy i kiedy uczą się po­trzeb­nych im umie­jęt­no­ści.

Po­trzeba nie­za­leż­no­ści i au­to­no­mii

Jak już się wkrótce prze­ko­nasz (lub być może już się prze­ko­na­łeś), au­to­no­mia i ini­cja­tywa to jedne z pierw­szych za­dań roz­wo­jo­wych, przed któ­rymi staje twoje dziecko. I choć ro­dzi­com to nie bar­dzo na rękę, na­wet małe dzieci są nie­za­leżne i szybko uczą się ko­rzy­stać ze swo­jej au­to­no­mii. Je­śli w to wąt­pisz, przy­po­mnij so­bie, czy nie wi­dzia­łeś ostat­nio ja­kie­goś czte­ro­latka z wy­su­niętą szczęką, tu­pią­cego no­gami i mó­wią­cego sta­now­czym to­nem: "Nie, nie zro­bię tego".

Jed­nym z two­ich za­dań jako ro­dzica jest po­móc dziecku ko­rzy­stać z au­to­no­mii w po­zy­tywny spo­sób, czyli uczest­ni­czyć w roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów, uczyć się no­wych umie­jęt­no­ści, sza­no­wać in­nych i współ­pra­co­wać z nimi. Kara nie przy­czy­nia się do przy­swo­je­nia przez dziecko tych jakże waż­nych lek­cji, na­to­miast sku­teczna i pełna mi­ło­ści dys­cy­plina - jak naj­bar­dziej.

Umie­jęt­no­ści spo­łeczne i ży­ciowe

W okre­sie przed­szkol­nym naj­wię­cej czasu po­świę­cać bę­dziesz na ucze­nie dziecka wielu przy­dat­nych umie­jęt­no­ści, ta­kich jak ra­dze­nie so­bie w re­la­cjach z dziećmi i do­ro­słymi, sa­mo­dzielne je­dze­nie i ubie­ra­nie się czy by­cie od­po­wie­dzial­nym; ta na­uka trwać bę­dzie rów­nież po opusz­cze­niu przez ma­lu­cha mu­rów przed­szkola. Prawda jest taka, że praw­dzi­wego po­czu­cia wła­snej war­to­ści nie bu­duje się na mi­ło­ści, po­chwa­łach czy przed­mio­tach, lecz na umie­jęt­no­ściach.

Ba­da­nia jed­no­znacz­nie wy­ka­zały, że sku­teczne ucze­nie się - zdol­ność do osią­ga­nia do­brych wy­ni­ków w szkole - za­leży od roz­woju sa­mo­re­gu­la­cji, świa­do­mo­ści emo­cjo­nal­nej oraz umie­jęt­no­ści współ­ży­cia i współ­pracy z in­nymi ludźmi. Dziecko nie ro­dzi się z tymi zło­żo­nymi umie­jęt­no­ściami, ich kształ­to­wa­nie to część pro­cesu Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny.

Małe dzieci uwiel­biają na­śla­do­wać ro­dzi­ców. Chcą wbi­jać z nimi gwoź­dzie, wy­ci­skać de­ter­gent do my­cia wanny i przy­go­to­wy­wać śnia­da­nie (pod czuj­nym okiem ro­dzica). Im twoje dziecko staje się bar­dziej sa­mo­dzielne, tym czę­ściej mo­żesz wy­ko­rzy­sty­wać te chwile ży­cia co­dzien­nego, by uczyć ma­lu­cha, jak sta­wać się kom­pe­tent­nym i za­rad­nym czło­wie­kiem. Czas spę­dzony na wspól­nym ucze­niu się przy­dat­nych umie­jęt­no­ści bywa cha­otyczny i czę­sto po­wo­duje ba­ła­gan, lecz prze­cież ta­kie mo­menty są przy­jem­nym i war­to­ścio­wym spo­so­bem wy­cho­wy­wa­nia dziecka.

Życz­liwa i sta­now­cza dys­cy­plina sprzyja ucze­niu się

Kara może dzia­łać na krótką metę. Dziecko na ogół po­rzuca nie­wła­ściwe za­cho­wa­nie, je­śli za­czy­nasz na nie krzy­czeć, gro­zić mu, za­wsty­dzać lub wręcz da­jesz klapsa. Ale nie mo­żesz wie­dzieć, co dziecko my­śli i czuje oraz co po­sta­na­wia pod wpły­wem tego do­świad­cze­nia.

Przed­szko­laki mu­szą uczyć się wielu rze­czy. Sta­now­cze i pełne sza­cunku na­ucza­nie nie tylko za­cie­śnia więź mię­dzy ro­dzi­cem a dziec­kiem, lecz także na dłuż­szą metę sku­tecz­niej wpływa na zmianę jego za­cho­wa­nia. A jed­nak ro­dzice wciąż bro­nią się przed my­ślą, że kara nie działa tak, jak im się wy­daje.

DLA­CZEGO NIE­KTÓ­RZY RO­DZICE NIE AK­CEP­TUJĄ ME­TOD IN­NYCH NIŻ KARA

Wszyst­kie dzieci i wszy­scy ro­dzice są nie­po­wta­rzal­nymi jed­nost­kami, stąd każdy pro­blem można roz­wią­zać na kilka spo­so­bów, które wcale nie mu­szą być karą. Nie­kiedy ro­dzice spo­ty­kani przez nas na wy­kła­dach i warsz­ta­tach nie od razu ro­zu­mieją, na czym one po­le­gają, lub po pro­stu ich a priori nie ak­cep­tują. Prawda jest taka, że ko­rzy­sta­nie z Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny wy­maga zmiany do­tych­cza­so­wego pa­ra­dyg­matu, czyli przy­ję­cia ra­dy­kal­nie in­nej kon­cep­cji wpro­wa­dze­nia dys­cy­pliny. Ro­dzice, któ­rzy wie­rzą w karę, za­dają nie­od­po­wied­nie py­ta­nia. Zwy­kle chcą wie­dzieć:

- Jak mam zmu­sić dziecko, by mu za­le­żało?

- Jak mam zmu­sić dziecko, by ro­zu­miało słowo "nie"?

- Jak mam zmu­sić dziecko, by mnie słu­chało?

- Jak mogę spra­wić, by ten pro­blem znik­nął?

Chcą po­znać od­po­wie­dzi na te py­ta­nia, mimo że na dłuż­szą metę nie roz­wiążą one ich pro­ble­mów. W ro­dzi­cach po­ja­wia się chęć po­zna­nia al­ter­na­tywy dla kary, kiedy za­czy­nają za­da­wać wła­ściwe py­ta­nia i do­strze­gać po­zy­tywne re­zul­taty zmiany swo­jego po­dej­ścia i dla sie­bie, i dla dzieci. Ja­kie są więc te wła­ściwe py­ta­nia? Oto kilka na do­bry po­czą­tek:

- Jak mogę po­móc mo­jemu dziecku po­czuć, że jest zdolne?

- Jak mogę po­móc mu po­czuć, że przy­na­leży i że jest ważne?

- Jak mogę po­móc mu na­uczyć się sza­cunku, współ­pracy i umie­jęt­no­ści roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów?

- Jak mogę przy­jąć punkt wi­dze­nia mo­jego dziecka i zro­zu­mieć pro­cesy roz­wo­jowe, przez które prze­cho­dzi?

Te py­ta­nia uła­twiają spoj­rze­nie na sy­tu­ację z szer­szej i roz­cią­ga­ją­cej się da­leko w przy­szłość per­spek­tywy. Z na­szego do­świad­cze­nia wy­nika, że kiedy ro­dzice znaj­dują od­po­wie­dzi na ten drugi ze­staw py­tań, od­po­wie­dzi na pierw­szy po­ja­wiają się w spo­sób na­tu­ralny. Dzie­ciom bę­dzie za­le­żeć i będą współ­pra­co­wać (przy­naj­mniej przez więk­szość czasu), kiedy po­czują, że przy­na­leżą i są ważne, zro­zu­mieją słowo "nie", kiedy będą na nie roz­wo­jowo go­towe i kiedy bę­dzie się je an­ga­żo­wać w znaj­do­wa­nie roz­wią­zań. I będą słu­chać, kiedy po­czują, że zo­stały wy­słu­chane. Znacz­nie ła­twiej roz­wią­zy­wać pro­blemy, kiedy an­ga­żuje się w to dzieci.

W każ­dym roz­dziale książki znaj­dziesz wska­zówki do­ty­czące Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. W tym roz­dziale do­wiesz się, dla­czego na­leży uni­kać me­tod, które mają coś wspól­nego z karą, i po­znasz na­sze su­ge­stie, czym na­leży je za­stą­pić, by po­móc dziecku stać się wie­rzącą w sie­bie, za­radną i ko­cha­jącą osobą.

JA­KICH ME­TOD "DYS­CY­PLI­NO­WA­NIA" UNI­KAĆ

Ża­den ro­dzic nie jest święty i każ­demu z nas zda­rzyło się za­cho­wać w sto­sunku do dziecka w spo­sób, któ­rego póź­niej ża­ło­wał. Je­śli krzy­czysz lub pra­wisz ka­za­nia, prze­stań. Je­śli da­jesz klapsy, prze­stań. Je­śli wy­ko­rzy­stu­jesz groźby i po­chleb­stwa, by zmu­sić dziecko do pod­po­rząd­ko­wa­nia się, prze­stań. Wszyst­kie te me­tody cha­rak­te­ry­zuje brak sza­cunku, a poza tym pro­wa­dzą do wstydu, po­czu­cia winy, braku wiary w sie­bie oraz buntu - i te­raz, i w przy­szło­ści.

Być może my­ślisz so­bie te­raz: "Ale za­raz! Te me­tody spraw­dziły się w przy­padku mo­ich ro­dzi­ców. Je­śli prze­stanę z nich ko­rzy­stać, to co mi zo­sta­nie? Jak będę wy­cho­wy­wał swoje dziecko bez nich? Mam po­zwo­lić mu na wszystko?". Oczy­wi­ście, że nie. Po­błaż­li­wość rów­nież ce­chuje brak sza­cunku, a po­nadto nie uczy dzieci waż­nych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych. Warto jed­nak pa­mię­tać o tym, że ża­den czło­wiek nie może kon­tro­lo­wać za­cho­wa­nia in­nego czło­wieka, może kon­tro­lo­wać tylko wła­sne, i twoje próby roz­cią­gnię­cia cał­ko­wi­tej kon­troli nad dziec­kiem zwy­kle pro­wa­dzą je­dy­nie do do­dat­ko­wych pro­ble­mów i nie­ustan­nej wojny.

W dal­szej czę­ści roz­działu po­ka­zu­jemy kilka me­tod, które sprzy­jają współ­pracy (oczy­wi­ście pod wa­run­kiem sto­so­wa­nia ich życz­li­wie i sta­now­czo) i za­chę­cają przed­szko­laka do roz­wi­ja­nia war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści ży­cio­wych oraz kształ­tują jego cha­rak­ter. Ży­cie z ak­tyw­nym, sta­wia­ją­cym nie­ustanne wy­zwa­nia przed­szko­la­kiem sta­nie się prost­sze, je­śli przyj­miesz do wia­do­mo­ści, że lu­dzie nie uczą się w wa­run­kach, które po­strze­gają jako za­gro­że­nie. Dzieci nie słu­chają, kiedy się boją, kiedy czują się zra­nione lub są złe. Kara za­kłóca pro­ces ucze­nia się.

ME­TODY, KTÓRE ZA­CHĘ­CAJĄ DZIECKO DO WSPÓŁ­PRACY

Ja­kie na­rzę­dzia i po­my­sły po­mogą two­jemu dziecku na­uczyć się wszyst­kiego, co po­winno wie­dzieć? Je­śli kara nie działa, to co działa?

TRZY WSKA­ZÓWKI NA PO­CZĄ­TEK

1. An­ga­żuj dzieci po­przez:

a. pla­no­wa­nie czyn­no­ści ru­ty­no­wych i po­wta­rzal­nych

b. sto­so­wa­nie ogra­ni­czo­nego wy­boru

c. da­wa­nie im oka­zji do po­mocy do­ro­słym

2. Ucz sza­cunku, sam go oka­zu­jąc.

3. Wy­ko­rzy­stuj po­czu­cie hu­moru.

Oto kilka su­ge­stii. Po pierw­sze pa­mię­taj, że każde dziecko roz­wija się ina­czej i w swoim wła­snym tem­pie - weź to pod uwagę. Po dru­gie nie ma ta­kiej me­tody, która działa za­wsze i na wszyst­kie dzieci. Twoje dziecko bę­dzie ro­sło, zmie­niało się i wie­lo­krot­nie bę­dzie­cie wra­cać do li­nii startu, by usta­lać pewne rze­czy na nowo, ale po­niż­sze po­my­sły staną się fun­da­men­tem sku­tecz­nego ro­dzi­ciel­stwa na wiele lat.

Za­an­ga­żuj dzieci

Słowo "edu­ka­cja" ma źró­dło­słów ła­ciń­ski: edu­care ozna­cza "wy­do­by­wać coś na ze­wnątrz". To może wy­ja­śniać, dla­czego dzieci czę­sto prze­stają słu­chać do­ro­słych, któ­rzy usi­łują "na­fa­sze­ro­wać je czymś na siłę", sto­su­jąc roz­kazy i ty­powo ro­dzi­ciel­skie po­ga­danki. Za­miast mó­wić dziecku, co ma ro­bić, znajdź spo­soby, by za­an­ga­żo­wać je w pro­ces de­cy­zyjny i do­wie­dzieć się - czyli wy­do­być z niego - co my­śli i za­uważa. Pełne cie­ka­wo­ści py­ta­nia (które zwy­kle za­czy­nają się od słów "co" i "jak") są jed­nym z ta­kich spo­so­bów. Py­taj: "Jak my­ślisz, co się sta­nie, kiedy bę­dziesz chciał prze­je­chać ro­wer­kiem przez kra­węż­nik?" lub "Co trzeba zro­bić, by przy­go­to­wać się do wyj­ścia do przed­szkola?". Dzieci, które an­ga­żuje się w pro­ces po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, do­świad­czają zdro­wego po­czu­cia oso­bi­stej mocy i au­to­no­mii. W przy­padku dzieci, które jesz­cze nie mó­wią, sto­suj sfor­mu­ło­wa­nie: "A te­raz bę­dziemy...", jed­no­cze­śnie życz­li­wie i sta­now­czo po­ka­zu­jąc im, co mają ro­bić. Jest kilka szcze­gól­nie efek­tyw­nych spo­so­bów na za­an­ga­żo­wa­nie dzieci we współ­pracę i roz­wią­zy­wa­nie pro­ble­mów. Oto na­sze trzy su­ge­stie:

- Wspól­nie pla­nuj­cie czyn­no­ści ru­ty­nowe i po­wta­rzalne. Małe dzieci naj­le­piej uczą się dzięki po­wtó­rze­niom i prze­wi­dy­wal­no­ści. Mo­żesz więc uła­twić so­bie oraz in­nym do­mow­ni­kom ży­cie i ra­zem z dziećmi pla­no­wać po­wta­rzalne i ru­ty­nowe czyn­no­ści, two­rząc tak zwany plan dnia, obej­mu­jący wszyst­kie wy­da­rze­nia, któ­rych ko­lejne kroki można ła­two prze­wi­dzieć: dla po­ran­ków, dla wie­czo­rów, obia­dów, za­ku­pów itp. Usiądź z dziec­kiem i po­proś je o po­moc w przy­go­to­wa­niu planu. Spy­taj, ja­kie czyn­no­ści skła­dają się na przy­kład na pój­ście do łóżka, czyli wie­czorny ry­tuał. Po­zwól mu mieć wpływ na ko­lej­ność tych czyn­no­ści. Zrób mu zdję­cia, jak wy­ko­nuje każdą z nich, a na­stęp­nie przy­klej je w usta­lo­nej wspól­nie ko­lej­no­ści i pod­pisz. Mo­żesz też po­pro­sić dziecko, by samo zi­lu­stro­wało plan. Po­wieś plan w wi­docz­nym miej­scu i po­zwól dziecku stać się sze­fem. Kiedy się roz­ko­ja­rzy, mo­żesz za­py­tać: "Jaka jest ko­lejna rzecz na pla­nie?". [Ważne: plan dnia nie jest tym sa­mym co "plan na­gród" (ang. re­ward chart), który zmniej­sza po­czu­cie spraw­czo­ści dziecka, po­nie­waż kon­cen­truje się na na­gro­dzie].

- Sto­suj ogra­ni­czony wy­bór. Moż­li­wość wy­boru daje dziecku po­czu­cie au­to­no­mii - może ono samo zde­cy­do­wać. Wy­bór daje dziecku oka­zję do my­śle­nia i po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji. I oczy­wi­ście małe dzieci uwiel­biają, kiedy wy­bór stwa­rza im rów­nież oka­zję do po­mocy. "Jaka jest pierw­sza rzecz, którą zro­bisz po po­wro­cie do domu - po­mo­żesz mi roz­pa­ko­wać za­kupy czy wo­lisz prze­czy­tać ksią­żeczkę? Zde­cy­duj". "Wo­lisz nieść do sa­mo­chodu koc czy pu­dełko z kra­ker­sami? Mo­żesz wy­brać". Do­da­wa­nie na ko­niec ta­kich słów jak: "wy­bierz", "mo­żesz wy­brać", "zde­cy­duj" itp. zwięk­sza jesz­cze po­czu­cie de­cy­zyj­no­ści dziecka. Da­jąc wy­bór, pa­mię­taj, by był do­sto­so­wany do wieku dziecka, a opcje w nim za­warte były dla cie­bie do przy­ję­cia. Je­śli twoje dziecko chce cze­goś in­nego, mo­żesz po­wie­dzieć: "To nie była jedna z moż­li­wo­ści. Mo­żesz wy­brać po­mię­dzy tym a tym".

- Aran­żuj sy­tu­acje, w któ­rych dziecko może po­ma­gać. Małe dzieci czę­sto sta­wiają opór w re­ak­cji na po­le­ce­nie, ale re­agują po­zy­tyw­nie na sfor­mu­ło­waną na przy­kład tak prośbę: "Po­trze­buję two­jej po­mocy. Za­nie­siesz mi klu­czyki do sa­mo­chodu?". Czyn­no­ści, które bar­dzo ła­two mo­głyby prze­ro­dzić się w walkę o wła­dzę, staną się oka­zją do śmie­chu i bli­sko­ści, je­śli tylko wy­ko­rzy­stasz in­tu­icję i kre­atyw­ność. Po­zwa­la­nie dziecku na po­ma­ga­nie (na­wet je­śli cza­sem wcale nie jest nam to na rękę i tylko spo­wo­duje ba­ła­gan) jest do­brym fun­da­men­tem pod przy­szłą współ­pracę.

Ucz sza­cunku, oka­zu­jąc sza­cu­nek

Zwy­kle ro­dzice uwa­żają, że dzieci po­winny oka­zy­wać sza­cu­nek, ale już nie­ko­niecz­nie, że sza­cu­nek po­winno oka­zy­wać się dzie­ciom. Dzieci uczą się sza­cunku, ob­ser­wu­jąc, jak wy­gląda on w dzia­ła­niu. Oka­zuj dziecku sza­cu­nek, gdy je o coś pro­sisz. Nie ocze­kuj, że zrobi coś "na­tych­miast", gdy prze­ry­wasz mu ja­kąś ar­cy­cie­kawą czyn­ność. Uprzedź je: "Za chwilę mu­simy już iść. Chcesz się jesz­cze buj­nąć parę razy czy wo­lisz zje­chać na zjeż­dżalni?". Noś ze sobą nie­wielki mi­nut­nik i na­ucz dziecko na­sta­wiać go na mi­nutę lub dwie. Po­zwól mu no­sić go w kie­szeni, by po­czuło lub usły­szało, kiedy za­dzwoni, i było go­towe do wyj­ścia na czas.

Pa­mię­taj rów­nież, że za­wsty­dza­jąc lub upo­ka­rza­jąc dziecko, na przy­kład wtedy, gdy dasz mu klapsa na placu za­baw (lub w ja­kim­kol­wiek in­nym miej­scu), nie oka­zu­jesz sza­cunku, a dziecko, któ­rego nie trak­tuje się z sza­cun­kiem, prę­dzej czy póź­niej da ci to od­czuć i od­płaci pięk­nym za na­dobne. Życz­li­wość i sta­now­czość sto­so­wane jed­no­cze­śnie to wy­raz sza­cunku do dziecka, do sa­mego sie­bie i wy­mo­gów sy­tu­acji.

Wy­ko­rzy­stuj po­czu­cie hu­moru

Ro­dzi­ciel­stwo nie musi być nudne i nie­przy­jemne. Śmiech to czę­sto naj­lep­szy spo­sób na po­dej­ście do sy­tu­acji. Spró­buj po­wie­dzieć: "I oto wielki po­twór ła­skot­nik za­raz do­bie­rze się do brzu­cha tego, kto nie chce po­zbie­rać za­ba­wek". Na­ucz­cie się śmiać ra­zem i two­rzyć gry oraz za­bawy, które po­mogą wam szyb­ciej upo­rać się z nud­nymi lub nie­przy­jem­nymi czyn­no­ściami i obo­wiąz­kami. Hu­mor to jedno z naj­lep­szych i naj­przy­jem­niej­szych na­rzę­dzi ro­dzica.

Trzy­letni Na­than miał skłon­ność do ma­ru­dze­nia i Beth wy­pro­wa­dzało to z rów­no­wagi. Pró­bo­wała już z nim na ten te­mat roz­ma­wiać, wy­ja­śniała mu, jak bar­dzo ją to de­ner­wuje, a na­wet igno­ro­wała go w ta­kich chwi­lach, ale nic nie po­ma­gało. Pew­nego dnia, ra­czej w ak­cie de­spe­ra­cji niż in­spi­ra­cji, Beth ucie­kła się do zu­peł­nie cze­goś in­nego. Kiedy Na­than za­czął ma­ru­dzić, że chce soku, od­wró­ciła się do niego ze śmieszną miną i po­wie­działa: "Na­than, chyba coś jest nie tak z mo­imi uszami. Kiedy ma­ru­dzisz, zu­peł­nie cię nie sły­szę!". Na­than wy­słu­chał jej i znów za­czął ję­czeć o sok. Beth po­trzą­snęła tylko głową i po­tarła ucho, jakby brzę­czał tam ja­kiś ko­mar. Na­than po­no­wił próbę, a Beth znów za­re­ago­wała tak samo. I wtedy Beth usły­szała coś zgoła in­nego. Chło­piec wziął głę­boki od­dech i ni­skim, po­waż­nym to­nem po­wie­dział: "Ma­mu­siu, czy mogę do­stać tro­chę soku?". Kiedy Beth spoj­rzała na niego, szybko do­dał jesz­cze: "Pro­szę". Za­śmiała się i po­rwała go w ra­miona po dro­dze do kuchni. "Kiedy pro­sisz tak ład­nie, sły­szę cię nad wy­raz do­brze". Od tej pory, kiedy tylko Na­than za­czy­nał ma­ru­dzić, wy­star­czyło, że Beth krę­ciła głową i bez­rad­nie wska­zy­wała na swoje uszy - wów­czas chło­piec na­bie­rał tchu i po­na­wiał prośbę znacz­nie uprzej­miej­szym to­nem.

Oczy­wi­ście zda­rzają się sy­tu­acje róż­nego ka­li­bru i nie każdą można trak­to­wać lekko, ale prawda jest taka, że do za­sad ła­twiej się sto­so­wać, je­śli wszy­scy za­in­te­re­so­wani wie­dzą, że za­raz może wy­buch­nąć spon­ta­niczna walka na po­duszki albo nie­spo­dzie­wa­nie po­ja­wić się ła­skot­kowy po­twór.

Do­trzyj do dziecka z prze­ka­zem mi­ło­ści

Na­wet naj­sku­tecz­niej­sze na­rzę­dzia ro­dzi­ciel­skie trzeba sto­so­wać w at­mos­fe­rze tro­ski i bez­wa­run­ko­wej ak­cep­ta­cji. Znajdź czas na przy­tu­la­nie i piesz­czoty, na uśmie­chy i pe­łen mi­ło­ści do­tyk. Dziecko bę­dzie za­cho­wy­wało się le­piej, kiedy po­czuje się le­piej, a jest to moż­liwe tylko wtedy, kiedy jest oto­czone sza­cun­kiem i ma po­czu­cie przy­na­leż­no­ści.

Te­maty do prze­my­śle­nia

1. Weź pod uwagę kon­kretne za­cho­wa­nie, z któ­rym ty i twoje dziecko stale ma­cie kło­poty. Za­sta­nów się, w ja­kim stop­niu wiąże się to z umie­jęt­no­ściami, któ­rych dziecko nie po­trafi zdo­być bez po­mocy. Kiedy zi­den­ty­fi­ku­jesz pro­blem, po­myśl, co mo­żesz zro­bić, żeby uła­twić dziecku na­ukę, lub ja­kie umie­jęt­no­ści po­winno ćwi­czyć.

2. Po­myśl nad ja­kimś wła­snym za­cho­wa­niem, które chciał­byś po­rzu­cić. Wy­bierz trzy rze­czy, które mógł­byś zro­bić, kiedy za­uwa­żysz, że skła­niasz się ku temu nie­kon­struk­tyw­nemu za­cho­wa­niu (ta­kiemu jak na przy­kład krzy­cze­nie na dziecko lub wpa­da­nie w złość).

3. Za­sta­nów się nad po­zna­nymi już kon­cep­cjami Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Jak od­no­sisz się do my­śli, że dys­cy­plina nie może być utoż­sa­miana z ka­rami? Czy wie­rzysz, że ro­dzice mogą być życz­liwi i sta­now­czy jed­no­cze­śnie? Jak wy­glą­dają te kon­cep­cje w po­rów­na­niu z wy­cho­wa­niem, które sam ode­bra­łeś?

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

WPRO­WA­DZE­NIE

Z ra­do­ścią ko­rzy­stamy z oka­zji, by po­pra­wić i uak­tu­al­nić jedną z naj­bar­dziej po­pu­lar­nych ksią­żek z se­rii "Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny". Nowe wy­da­nie za­wiera wska­zówki do­ty­czące po­stę­po­wa­nia wo­bec wzro­stu zna­cze­nia urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych w na­szym ży­ciu, do­dat­kowe tre­ści na te­mat bu­do­wa­nia bez­piecz­nej więzi i ra­dze­nia so­bie z traumą oraz po­głę­bione za­gad­nie­nia od­no­śnie do me­tod ucze­nia przed­szko­la­ków po­trzeb­nych im kom­pe­ten­cji spo­łecz­nych, emo­cjo­nal­nych i ży­cio­wych. Wiemy, że je­ste­ście za­ję­tymi ro­dzi­cami, więc na końcu każ­dego roz­działu do­łą­czy­li­śmy punkt "Te­maty do prze­my­śle­nia", który uła­twi wam sto­so­wa­nie przed­sta­wio­nych na­rzę­dzi i lep­sze zro­zu­mie­nie kon­cep­cji Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny. Ale jak to się mówi, im bar­dziej wszystko się zmie­nia, tym bar­dziej po­zo­staje bez zmian.

Od stu­leci trwa de­bata wo­kół ro­dzi­ciel­stwa, która sta­wia nas przed dy­le­ma­tem: czy ka­rać dzieci, czy nie. Wciąż wielu ro­dzi­ców i na­uczy­cieli uważa, że kary są sku­teczne. I choć po­rzu­cili bi­cie i klapsy, na­dal są­dzą, że naj­lep­szym spo­so­bem na zmo­ty­wo­wa­nie dziecka są kary, ta­kie jak karne je­żyki, od­bie­ra­nie przy­wi­le­jów i upo­ka­rza­jące ka­za­nia. Czę­sto pró­bują za­ma­sko­wać fakt, że te me­tody to kary, na­zy­wa­jąc je "lo­gicz­nymi kon­se­kwen­cjami". Są prze­ko­nani, że je­dyną al­ter­na­tywą dla kar jest po­błaż­li­wość, co w efek­cie pro­wa­dzi do wy­cho­wa­nia roz­piesz­czo­nych i rosz­cze­nio­wych dzieci.

Inni ro­dzice, zde­cy­do­wa­nie prze­ciwni ka­ra­niu, po­su­wają się do od­wrot­nej po­stawy i pre­zen­tują pre­mi­syw­ność. Nie de­cy­dują się świa­do­mie na pełną po­błaż­li­wość, ale na tym się koń­czy, po­nie­waż nie wie­dzą, co mo­gliby ro­bić, od­rzu­ca­jąc kary. W imię mi­ło­ści wy­cho­wują dzieci prze­ko­nane, że na­leży im się wszystko, czego za­pra­gną, i na­tych­miast gdy tego za­pra­gną. Tacy ro­dzice są­dzą, że stwo­rzyli ze swo­imi dziećmi silną więź i po­ma­gają im w roz­wi­ja­niu po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. To jed­nak część pracy, po­nie­waż bra­kuje im zro­zu­mie­nia, że dzieci zy­skują to po­czu­cie także dzięki wno­sze­niu wkładu - kła­dziemy na to na­cisk przy oma­wia­niu dłu­go­fa­lo­wych skut­ków po­stawy jed­no­cze­śnie życz­li­wej i sta­now­czej.

Wielu ro­dzi­ców po­ciąga kon­cep­cja Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, po­nie­waż ro­zu­mieją, że kary na dłuż­szą metę nie są sku­teczne i po­doba im się idea życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści. Nie ro­zu­mieją jed­nak do końca, co to zna­czy w prak­tyce być jed­no­cze­śnie życz­li­wym i sta­now­czym - ła­twiej to po­wie­dzieć niż zre­ali­zo­wać. Mamy na­dzieję, że nowe wy­da­nie książki po­może ro­dzi­com do­ce­nić zna­cze­nie po­stawy życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści, zro­zu­mieć, co to zna­czy (oraz jak się to ma do po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia) i na czym ona po­lega.

Po­stawa jed­no­cze­snej życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści jest klu­czowa, gdy cho­dzi o za­spo­ko­je­nie naj­waż­niej­szej po­trzeby wszyst­kich dzieci - po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia. W po­przed­nim wy­da­niu nie dość do­kład­nie ob­ja­śni­li­śmy, w jaki spo­sób u dziecka roz­wija się po­czu­cie wła­snego zna­cze­nia. Wielu ro­dzi­ców i na­uczy­cieli są­dzi, że przy­na­leż­ność i zna­cze­nie są tym sa­mym. Ale nie jest to toż­same. Po­czu­cie przy­na­leż­no­ści ro­dzi się z więzi i bez­wa­run­ko­wej mi­ło­ści. Po­czu­cie zna­cze­nia ro­dzi się ze świa­do­mo­ści wła­snych zdol­no­ści, bra­nia od­po­wie­dzial­no­ści i wno­sze­nia wkładu.

Kiedy ro­dzice i na­uczy­ciele są życz­liwi, ale nie sta­now­czy, w isto­cie od­bie­rają dzie­ciom oka­zję do prze­ko­na­nia się o wła­snych zdol­no­ściach i tłu­mią w nich wro­dzoną po­trzebę dzia­ła­nia dla in­nych. Tak, po­trzeba wno­sze­nia wkładu jest wro­dzona, ale wy­maga pie­lę­gno­wa­nia, by mo­gła w pełni się roz­wi­nąć. Wy­ja­śnijmy to.

W roz­dziale 5 oma­wiamy ba­da­nia Mi­cha­ela To­ma­sella i Fe­liksa War­ne­kena. Wy­ka­zali oni, że już w wieku osiem­na­stu mie­sięcy dzieci prze­ja­wiają chęć wno­sze­nia wła­snego wkładu. Aby się jed­nak ta zdol­ność roz­wi­nęła, wy­maga sta­łej prak­tyki. Kiedy nie stwa­rzamy dziecku oka­zji do wy­ka­za­nia się umie­jęt­no­ściami i dzia­ła­nia na rzecz wspól­nego do­bra w ro­dzi­nie czy przed­szkolu, zdol­ność ta osła­bia się i za­nika. Jed­no­cze­śnie u rosz­cze­nio­wego dziecka na­sila się skłon­ność do żą­da­nia do­dat­ko­wych usług i więk­szej kon­cen­tra­cji ro­dzica na dziecku. Ro­dzice, któ­rzy są­dzą, że ich dzieci będą miały w przy­szło­ści dużo czasu, by na­uczyć się wno­sze­nia wkładu, nie zdają so­bie sprawy, jak trudno jest oży­wić za­ni­ka­jące mię­śnie od­po­wie­dzial­no­ści, kiedy roz­winą się nad­mier­nie mię­śnie rosz­czeń.

Ru­dolf Dre­ikurs, współ­pra­cow­nik Al­freda Ad­lera, w inny spo­sób tłu­ma­czył zna­cze­nie po­stawy życz­li­wej i sta­now­czej jed­no­cze­śnie. "Nie zdo­bę­dzie się przy­jaźni i sza­cunku dziecka - mó­wił - upo­ka­rza­jąc je albo ule­ga­jąc jego za­chcian­kom".

A więc na czym wła­ści­wie po­lega życz­li­wość po­łą­czona ze sta­now­czo­ścią? Do­brym przy­kła­dem jest po­słu­gi­wa­nie się spój­ni­kiem "i": "Wiem, że nie chce ci się wy­ko­ny­wać do­mo­wych obo­wiąz­ków i bar­dzo so­bie ce­nię twoją po­moc. Jak się uma­wia­li­śmy? Kiedy to zro­bisz?" albo: "Wiem, że nie masz jesz­cze ochoty iść do łóżka i jest już na to pora. Kto wy­bie­rze ksią­żeczkę do czy­ta­nia, ty czy ja?". A na­wet: "Ro­zu­miem, że wo­lał­byś oglą­dać te­le­wi­zję za­miast sprzą­tać swoje za­bawki, i co mówi na ten te­mat wie­czorny har­mo­no­gram, który wspól­nie stwo­rzy­li­śmy?". I jesz­cze nasz ulu­biony przy­kład: "Ko­cham cię i od­po­wia­dam: nie".

Jed­no­cze­sne oka­zy­wa­nie życz­li­wo­ści i sta­now­czo­ści nie za­wsze wy­maga uży­cia spój­nika "i". Cza­sami pełne mi­ło­ści spoj­rze­nie nio­sące prze­kaz "wiem, że się sta­rasz" może w ma­giczny spo­sób wpły­nąć na za­cho­wa­nie dziecka, po­nie­waż wy­raża życz­li­wość i sta­now­czość z do­mieszką po­czu­cia hu­moru. Życz­li­wym i sta­now­czym dzia­ła­niem może być pro­po­zy­cja, by­ście oboje zro­bili so­bie po­zy­tywną prze­rwę na uspo­ko­je­nie się, za­nim wró­ci­cie do te­matu sporu, albo za­chę­ce­nie dziecka, by zgło­siło "pro­blem" na spo­tka­niu ro­dzin­nym lub kla­so­wym, pod­czas któ­rego mo­gli­by­ście wspól­nie zna­leźć roz­wią­za­nia. Wła­ści­wie każde na­rzę­dzie Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, ja­kie po­le­camy ro­dzi­com i na­uczy­cie­lom jest sku­teczne tylko pod wa­run­kiem przy­ję­cia po­stawy za­ra­zem życz­li­wej i sta­now­czej. Jest to dru­gie z pię­ciu kry­te­riów Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny.

PIĘĆ KRY­TE­RIÓW OCENY NA­RZĘ­DZI PO­ZY­TYW­NEJ DYS­CY­PLINY

1. Czy po­maga dziecku w bu­do­wa­niu po­czu­cia przy­na­leż­no­ści i zna­cze­nia?

2. Czy jest na­ce­cho­wana sza­cun­kiem (życz­liwe i sta­now­cze za­ra­zem)?

3. Czy jest sku­teczna dłu­go­ter­mi­nowo?

4. Czy wpaja dziecku cenne umie­jęt­no­ści ży­ciowe i spo­łeczne?

5. Czy za­chęca dziecko do od­kry­wa­nia wła­snych zdol­no­ści i ich kon­struk­tyw­nego wy­ko­rzy­sta­nia?

Na ko­niec, nie mniej istotne jest mo­de­lo­wa­nie tych cech, ja­kie ma­cie na­dzieję wy­kształ­cić u dziecka. Za­baw­nie jest sły­szeć ro­dzi­ców i na­uczy­cieli skar­żą­cych się, że dzieci nie pa­nują nad swoim za­cho­wa­niem, pod­czas gdy oni sami też nie pa­nują nad sobą. W roz­dziale 2 za­pro­po­nu­jemy wam re­flek­sję nad ce­chami cha­rak­teru i umie­jęt­no­ściami ży­cio­wymi, ja­kie chcie­li­by­ście roz­wi­jać u swo­ich dzieci - to bę­dzie ro­dzaj na­wi­ga­cji GPS w wa­szej ro­dzi­ciel­skiej po­droży. Bę­dziemy was rów­nież za­chę­cać do za­sta­no­wie­nia się, co wy sami po­win­ni­ście mo­de­lo­wać, by po­móc dzie­ciom w roz­wi­ja­niu tych cech i umie­jęt­no­ści. Kiedy ro­dzice i na­uczy­ciele urzą­dzają bu­rzę mó­zgów w celu stwo­rze­nia li­sty tego, co na­leży mo­de­lo­wać, wy­gląda ona bar­dzo po­dob­nie do li­sty cech i umie­jęt­no­ści, które pra­gnę­liby wi­dzieć u swo­ich dzieci:

- Sa­mo­kon­trola (pa­no­wa­nie nad wła­snym za­cho­wa­niem)

- Sku­pia­nie się na po­szu­ki­wa­niu roz­wią­zań

- Umie­jęt­ność roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów

- Sza­cu­nek dla sie­bie i in­nych

- Umie­jęt­ność słu­cha­nia

- Em­pa­tia

- Współ­czu­cie

- Trak­to­wa­nie błę­dów jako oka­zji do na­uki

- Szcze­rość

- Po­czu­cie hu­moru

- Ela­stycz­ność

- Od­por­ność

- Wiara we wła­sne moż­li­wo­ści

- Od­po­wie­dzial­ność

Roz­wój tych kom­pe­ten­cji u two­jego dziecka to nie za­wsze ła­twy ka­wa­łek chleba, ale na­rzę­dzia i kon­cep­cje Po­zy­tyw­nej Dys­cy­pliny, z ja­kimi za­po­znasz się w tym no­wym, zmie­nio­nym wy­da­niu książki, po­mogą ci zy­skać pew­ność sie­bie i umie­jęt­no­ści po­trzebne do wy­cho­wa­nia dziecka uzdol­nio­nego, szczę­śli­wego i wno­szą­cego wkład.