Rozdział 2
Julia czerpała z tego wyjazdu każdą chwilę. Razem z Miłoszem starali się aktywnie spędzać czas, nawet mimo niepogody. W dzień zazwyczaj spacerowali i wdychali jod, a wieczorami zaszywali się w pokoju i wtuleni w siebie oglądali filmy oraz rozmawiali do późnych godzin nocnych. Uwielbiali spędzać czas w swoim towarzystwie. W tygodniu, kiedy pracowali i mieli inne obowiązki, nie zawsze mieli dla siebie chwilę, dlatego teraz starali się maksymalnie wykorzystać swój urlop.
- Wiesz, że ta właścicielka, Magda, jest w ciąży? - powiedziała nagle Julia, kiedy skończyli oglądać film.
- Poważnie? To chyba jakiś początek, bo nic nie widać - odparł zaskoczony Miłosz.
- Tak, mówiła, że wiedzą od niedawna. Zazdroszczę jej. - Kobieta spojrzała na swojego męża, a on pogłaskał ją po policzku.
- Kochanie, my przecież też zaczęliśmy się już starać, spokojnie. Uda nam się. - Uśmiechnął się do niej. Był pewny, że za kilka tygodni, kiedy Julia zrobi test, zobaczą na nim dwie kreski.
- A co, jeśli nie? Martwię się. Moja mama miała problem, by zajść w ciążę, to dlatego jestem jedynaczką. Moi rodzice nie mogli mieć więcej dzieci - powiedziała ze smutkiem. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że mogą się starać nieco dłużej niż inne pary. W końcu to uwarunkowania genetyczne.
- Nawet tak nie myśl i przestań się tym zadręczać na zapas. Jak nie uda się teraz, to spróbujemy jeszcze raz. To nic złego. - Pocieszał ją mąż. Nie chciał, by spędzało jej to sen z powiek, ale jak znał Julię, to pewnie tak będzie.
- Masz rację, stres i niepotrzebna gonitwa myśli mi nie pomogą, a wręcz przeciwnie. Mogą mi tylko zaszkodzić. - Postanowiła, że na spokojnie poczeka i nie będzie o tym aż tyle myśleć.
Kiedy na drugi dzień obudziły ich promienie słoneczne, które nieśmiało przebijały się przez chmury, Julia energicznie wstała z łóżka, by przywitać nowy dzień. Pokój był przestronny, a wysokie okna wychodziły na las, który oddzielał ich od morza. Kobieta otworzyła drzwi balkonowe i wyszła na taras, by podziwiać widoki i napawać się morskim klimatem. Rano było już zdecydowanie zimniej, pomimo świecącego na niebie słońca, dlatego sięgnęła po bluzę męża, która leżała na komodzie.
Widok zapierał dech w piersiach. Przebijające się pośród koron drzew słońce było niesamowite. W oddali było również widać kawałek morza, co było równie przyjemne dla oka.
- Moja ukochana żonka już od rana na nogach. - Miłosz zwlekł się w końcu z łóżka i wyszedł na taras, po czym objął Julię w pasie.
- Jest zimno, przeziębisz się. - Odwróciła się do niego.
- Nic mi nie będzie, za to tobie chyba ciepło. - Spojrzał wymownie na swoją bluzę.
- W twoich ramionach mi jeszcze cieplej. - Wtuliła się w jego nagi tors. Była szczęśliwa.
Nie chcieli marnować jednego z ostatnich dni, jakie mieli tu spędzić, dlatego po romantycznych chwilach na tarasie poszli się ubrać, a potem zjeść śniadanie. Pogoda tego dnia wyjątkowo dopisała, dlatego chcieli spędzić czas na plaży. Na miejscu okazało się, że pomimo wiatru jest dość przyjemnie, dlatego rozłożyli koc oraz rozstawili parawan. Miłosz był miłośnikiem pływania, dlatego gdy tylko zdjął koszulkę i spodenki, od razu poleciał do wody. Julia nie przepadała za kąpielami w morzu. Zdecydowanie lepiej odnajdywała się w basenie, dlatego darowała sobie tę wątpliwą przyjemność, jaką było pływanie w słonej i zimnej wodzie.
- Nie dasz mi się namówić na wspólne pływanie? - zapytał Miłosz, kiedy wyszedł z morza. Woda była lodowata, ale jemu to nie przeszkadzało.
- Zdecydowanie nie, z pewnością morze jest dziś zimne i nieprzyjemne. - Spojrzała na męża i krople wody spływające z jego włosów.
- Tragedii nie ma, ale jak chcesz. - Położył się obok niej i cmoknął ją w policzek. On zdecydowanie wolał aktywny wypoczynek. Opalanie szybko mu się nudziło.
Julia preferowała leniwe leżenie na plaży w towarzystwie męża, książki lub jakiejś gazety. Lubiła czytać, dlatego ta forma relaksu była dla niej idealna. Kilka metrów od nich rozłożyła się rodzina z trójką dzieci i Julia nie mogła oderwać wzroku od najmłodszej pociechy, którą trzymała na rękach prawdopodobnie jej matka. Dziewczynka była śliczna. Miała piękne blond loczki i uśmiechała się do wszystkich, a to bardzo rozczuliło Julię. Mimowolnie w tej samej chwili pogłaskała się po brzuchu i pomyślała, że też chciałaby mieć taką uroczą dziewczynkę. Marzyła o córce, od kiedy poczuła instynkt macierzyński. Wyobrażała sobie wtedy, jak będzie ją ubierać w sukienki i bawić się z nią lalkami. To było piękne. Czy będzie jej jednak dane zostać matką? Miała się skupić tylko na pozytywnych myślach, ale jakoś nie potrafiła. Z zadumy wyrwał ją Miłosz, pytając, co ma dziś ochotę zjeść, jednak ona myślami była gdzieś bardzo daleko.
- Wszystko dobrze? - dopytywał, kiedy nie odpowiadała.
- A tak, wybacz, zapatrzyłam się. - Oderwała wzrok od dziewczynki i spojrzała z uśmiechem na męża.
- Umówiliśmy się na coś, miałaś o tym nie myśleć.
- Mam wszystko pod kontrolą, a jeśli chodzi o obiad, to mam dziś ochotę na coś jarskiego, może pierogi? - Wzięła go za rękę i pogłaskała.
- Nie wydaję mi się, ale okej. Co do obiadu, mogą być pierogi. - Dobrze ją znał i doskonale wiedział, że Julia wpatrywała się w tę dziewczynkę i znowu się zamartwiała, czy ona też będzie kiedyś matką.
Słońce schowało się za chmury dopiero koło piętnastej, dlatego zgodnie postanowili, że zejdą już z plaży i wrócą do Błękitnego Brzegu, by się odświeżyć, a potem skoczą na obiad. Co prawda nie byli jeszcze głodni, ponieważ zabrali ze sobą owoce i kilka przekąsek, ale chcieli dzisiaj celebrować ostatni dzień pobytu i jeszcze raz pozwiedzać Rewal, a do pokoju wrócić dopiero wieczorem. Julia z tej okazji przebrała się w swoją ulubioną granatową sukienkę w białe groszki, z rozcięciem na udzie. Ostatnio mało chodziła w sandałach na koturnie, które kupiła sobie z początkiem lata, dlatego dziś postanowiła je założyć. Swoją drogą, idealnie pasowały jej do tej sukienki. Na ramiona zarzuciła jeszcze tylko białą kurtkę dżinsową, a przez ramię przewiesiła skórzaną brązową torebkę, którą dostała od mamy na urodziny. Bardzo ją lubiła, ponieważ były na niej wygrawerowane jej inicjały, co dodatkowo sprawiało, że była dla niej wyjątkowa.
- Jestem gotowa - oznajmiła mężowi, kiedy wyszedł z łazienki. Czuła od niego przyjemną woń perfum, które uwielbiała.
- Pięknie wyglądasz. - Złapał ją w talii i pocałował, po czym zaprosił do wyjścia.
Po późnym obiedzie poszli na drinka do jednej z knajpek, którą polecił im Franek. Podawali tam naprawdę świetne trunki. Julia zdecydowała się na mohito, natomiast Miłosz na whisky z colą i cytryną. Mężczyzna lubił się napić, ale robił to raczej okazjonalnie, wakacje jednak rządziły się zupełnie innymi prawami. Nie poszaleje sobie dziś jednak zbytnio, ponieważ jutro wyjeżdżają i będzie musiał pokonać drogę powrotną do domu. Julia co prawda miała prawo jazdy, ale nie wybierała się w tak długie trasy, ponieważ najzwyczajniej w świecie się bała. Kiedyś miała wypadek i to sprawiło, że na jakiś czas w ogóle przestała prowadzić auto. Nic poważnego się wtedy nie stało. Stłuczkę wywołał pijany kierowca, który wjechał w tył jej auta, ponieważ się zagapił, na wskutek czego Julia uderzyła głową w kierownicę. Na szczęście doznała tylko wstrząśnienia mózgu i miała rozcięty łuk brwiowy, po czym pozostała jej już tylko niewielka blizna. Od tamtej pory starała się jeździć tylko w dzień i rozglądała się zawsze bardzo uważnie na wszystkie strony.
- Jak sobie pomyślę, że od poniedziałku mam wrócić do pracy, to mi się nie chce - powiedział Miłosz, dopijając drinka. Czas spędzony z Julią był cudowny i mężczyzna nie chciał wracać do Warszawy i obowiązków, które na niego czekały w firmie.
- Mam podobnie, chociaż Klaudiusz wczoraj do mnie pisał z dobrymi nowinami. Podobno ma świetny temat, wszystko już klepnięte przez naczelnego, można działać. - Zacierała ręce na samą myśl o tym, że już niedługo znowu wróci do pracy. Lubiła to, co robi i była dumna z każdego napisanego artykułu, pod którym widniało jej nazwisko. Z Klaudiuszem znała się doskonale. Poznali się na studiach i od tej pory trzymali się razem, do dziś.
- Dlaczego on musi ci zawracać głowę nawet na wakacjach? - zapytał mąż. Był zły, że ten koleś kręcił się wokół jego żony. Klaudiusz deklarował wobec Julii jedynie przyjaźń, ale Miłosz miał wrażenie, że to nie do końca prawda. Czasami zachowywał się w stosunku do Julki bardzo dwuznacznie.
- Z tego, co mi wiadomo, to Szymon też dzwonił do ciebie i to kilka razy. - Założyła ręce na krzyż i spojrzała na jego minę.
- Tak, ale to zupełnie co innego. Miał problem z jednym rozliczeniem i musiałem to z nim skonsultować. W końcu prowadzimy razem biznes, to nie mogło zaczekać - odpowiedział.
- Moja praca też jest ważna. Klaudiusz chciał tylko wprowadzić mnie delikatnie w temat. - Nie chciała się z nim kłócić, choć wiedziała, że mąż nie przepada za jej kolegą z pracy, dlatego ucięła temat.
Około dwudziestej drugiej wrócili do pokoju i od razu poszli spać. Od rana dopakowywali ostatnie rzeczy, a potem poszli jeszcze ostatni raz nad morze. Chcieli się pożegnać z szumem fal i porobić sobie ostatnie pamiątkowe zdjęcia. Kiedy wrócili do pokoju, wynieśli swoje walizki i zapakowali je do auta, a potem pożegnali się z Magdą i Frankiem i podziękowali za miły pobyt.
- To był wspaniały tydzień, dziękujemy za wszystko. - Julia podeszła do Magdy. Ostatnio widziała ją w luźnym swetrze, ale dzisiaj miała na sobie obcisłą bluzeczkę, która opinała ledwie widoczny, ale krągły już brzuszek. Na jej oko kobieta była w trzecim miesiącu ciąży.
- Cała przyjemność po naszej stronie, zapraszamy częściej. - Magda uśmiechnęła się i pogłaskała po brzuchu, co rozczuliło Julię.
- Z miłą chęcią tu wrócimy, prawda, kochanie? - Julia zwróciła się do męża, który przed chwilą do nich dołączył.
- Tak, chętnie. Tak w ogóle to gratuluję. - Miłosz spojrzał na brzuszek właścicielki pensjonatu.
- Dziękuję, mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. - Uśmiechnęła się do nich i wzięła pod boki. Była szczęśliwa i z radością eksponowała swoje nowe kształty. Franek również podzielał jej entuzjazm i chwalił się wszystkim, że już niedługo zostanie ojcem.