Pozorne szczęście - Paulina Cichecka

Kup ebooka

44.00 zł
28.60 zł (28,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Bał­tyk był za­ska­kują­co cie­pły, zwłasz­cza bio­rąc pod uwa­gę, że je­sień zbli­ża­ła się wiel­ki­mi kro­ka­mi. Julia lu­bi­ła tę porę roku. Wie­czo­ry pod cie­płym ple­dem z kub­kiem ka­kao i książ­ką w ręku wy­da­wa­ły jej się naj­lep­szym spo­so­bem na spę­dze­nie cza­su w zim­niej­sze dni. Uwiel­bia­ła to, cho­ciaż wer­sja z ja­kimś faj­nym se­ria­lem w ra­mio­nach męża też brzmia­ła cał­kiem do­brze.

- Obie­caj mi, że za rok przy­je­dzie­my tu świę­to­wać we trój­kę - po­wie­dzia­ła Julia, gdy spa­ce­ro­wa­li ra­zem brze­giem mo­rza.

- Obie­cu­ję, ko­cha­nie, a co byś chcia­ła pierw­sze? Chłop­czyka czy dziew­czyn­kę? - Mi­łosz oczyma wy­obraź­ni wi­dział już, jak ba­wią się z tą małą istot­ką na pla­ży i sta­wia­ją bab­ki z pia­sku.

- Ma­rzę o dziew­czyn­ce, ale naj­bar­dziej chcia­ła­bym, żeby dziec­ko było po pro­stu zdro­we. - Od­wró­ci­ła się do nie­go i po­pa­trzyła w jego duże piw­ne oczy.

- Wiesz, że ja też bym chyba chciał pierw­szą dziew­czyn­kę? Mo­je­mu ko­le­dze ostat­nio uro­dzi­ła się taka mała kruszyn­ka, na­zwa­li ją Zo­sia, po bab­ci. Jest prze­ślicz­na. - Przy­po­mniał so­bie, jak ostat­nio jego kum­pel chwa­lił się zdję­cia­mi ma­łej dziew­czyn­ki, i sam za­pra­gnął mieć cór­kę.

Do Re­wa­la przy­je­cha­li świę­to­wać swo­ją drugą rocz­ni­cę ślu­bu. Do­kład­nie dwa lata temu o tej po­rze sta­nę­li na ślub­nym ko­bier­cu, by przy­się­gać so­bie do­zgon­ną mi­łość, wier­ność i uczci­wość mał­żeń­ską. To były zde­cydo­wa­nie ich naj­lep­sze lata ra­zem. Dużo po­dró­żo­wa­li, cho­dzi­li na ro­man­tycz­ne rand­ki, spo­tyka­li się z naj­bliż­szymi i re­ali­zo­wa­li swo­ją wspól­ną pa­sję, jaką było go­to­wa­nie. Mi­łosz od za­wsze lu­bił pich­cić i udo­sko­na­lać swo­je po­tra­wy oraz wy­myślać nowe prze­pi­sy. Julia zaś uwiel­bia­ła piec i przy­go­to­wywać róż­ne­go ro­dza­ju de­se­ry. W kuch­ni uzupeł­nia­li się ide­al­nie, po­dob­nie zresz­tą jak w życiu. Na co dzień dzie­li­li się obo­wiąz­ka­mi po rów­no i za­wsze sta­ra­li się so­bie wza­jem­nie po­ma­gać.

Na po­cząt­ku ich mał­żeń­stwa Julia wpa­dła na pe­wien po­mysł, któ­ry jak się po­tem oka­za­ło, był strza­łem w dzie­siąt­kę. Pod ko­niec każ­de­go mie­sią­ca pi­sa­li do sie­bie krót­ki list, w któ­rym dzię­ko­wa­li so­bie za to, co do­bre­go i wspa­nia­łe­go uda­ło im się prze­żyć ra­zem w ostat­nim cza­sie, jak rów­nież opi­sy­wa­li to, co im się nie po­do­ba­ło albo iryto­wa­ło, np. w za­cho­wa­niu drugiej stro­ny. Dzię­ki temu za­bie­go­wi uda­wa­ło im się za­wsze szcze­rze ze sobą roz­ma­wiać i nie bać się wska­zywać tego, co im nie leży w związ­ku, oraz pró­bo­wać pra­co­wać nad tym, by mał­żeń­stwo było jesz­cze do­sko­nal­sze. W mło­do­ści, kie­dy się po­zna­li na szkol­nym ko­ryta­rzu, czę­sto wy­sy­ła­li so­bie ro­man­tycz­ne wier­szyki w po­sta­ci li­ści­ków. Nie­któ­re z nich ko­bie­ta nadal trzyma­ła w szufla­dzie z pa­miąt­ka­mi i po­wra­ca­ła do nich, gdy tyl­ko na­cho­dzi­ło ją na wspo­mnie­nia. Do dziś pa­mię­ta, jak Mi­łosz pod­szedł do niej na jed­nej z przerw i za­pytał o to, czy się z nim nie umó­wi. Cho­dzi­li do jed­nej kla­sy, ale Mi­łosz był rok stra­szy, po­nie­waż nie zdał do kla­sy ma­tural­nej i mu­siał po­wta­rzać rok. Z jego per­spek­tywy to nie było wca­le ta­kie złe. Po­znał Julię, za­ko­chał się w niej i od tam­tej pory byli prak­tycz­nie nie­roz­łącz­ni. Uczyli się ra­zem, po­ma­ga­li so­bie - głów­nie to Julia po­ma­ga­ła Mi­ło­szo­wi, po­nie­waż nie szło mu za do­brze z ma­te­ma­tyki, ale osta­tecz­nie uda­ło mu się zdać do trze­ciej kla­sy, a po­tem cał­kiem nie­źle na­pi­sać ma­turę. Od za­wsze po­wta­rzał, że to tyl­ko dzię­ki niej uda­ło mu się osią­gnąć tak wie­le.

Julia od za­wsze ma­rzyła o byciu dzien­ni­kar­ką, dla­te­go gdy tyl­ko uda­ło jej się do­stać na studia, była za­chwyco­na i bar­dzo pod­eks­cyto­wa­na. Mi­łosz nie chciał kon­tynuo­wać na­uki, dla­te­go za­trud­nił się w fir­mie pro­du­kują­cej wszel­kie­go ro­dza­ju for­my si­li­ko­no­we. Szło mu cał­kiem nie­źle i po trzech la­tach do­stał awans na kie­row­ni­ka pro­duk­cji, wte­dy za­ra­biał już na­praw­dę kon­kret­ne pie­nią­dze. Jed­nak od za­wsze ma­rzył o tym, by mieć wła­sną fir­mę i spe­cja­li­zo­wać się wła­śnie w ta­kich wy­ro­bach, dla­te­go po pię­ciu la­tach pra­cy po­sta­no­wił za­cząć dzia­łać. Do współ­pra­cy za­pro­sił swo­je­go do­bre­go przy­ja­cie­la Szymo­na. Akurat męż­czyzna miał tro­chę wol­nej go­tów­ki i chciał w coś za­in­we­sto­wać. Mi­łosz rów­nież spo­ro odło­żył, jed­nak to oka­za­ło się za mało, by za­cząć two­rzyć wszyst­ko od pod­staw. Po­ra­to­wa­li się więc kre­dytem, gdy tyl­ko we­szli w spół­kę. Fir­ma z po­cząt­ku nie przy­no­si­ła za­wrot­nych zysków, ale po­zwa­la­ła się im utrzymać i spła­cać w ter­mi­nie kre­dyt, co było dla nich naj­waż­niej­sze. Do­pie­ro rok póź­niej za­czę­li pod­bi­jać rynek, po­zyski­wać wię­cej klien­tów i w koń­cu po­rząd­nie za­ra­biać.

Oświad­czyny i ślub były tyl­ko for­mal­no­ścią. Ko­chał ją i wie­dział, że to z Julią pra­gnie stwo­rzyć ro­dzi­nę, któ­rej nig­dy nie miał, i z Julią pra­gnie się ze­sta­rzeć. Mi­łosz wy­cho­wywał się bez ojca, ale jego dzie­ci będą mia­ły wszyst­ko, cze­go tyl­ko za­pra­gną - obie­cywał so­bie i swo­jej uko­cha­nej tuż po ślu­bie. Ko­lej­nym ma­rze­niem i kro­kiem, któ­ry chciał wy­ko­nać, było kup­no domu. Do tej pory wy­naj­mo­wa­li z Julią je­dynie małą ka­wa­ler­kę, ale te­raz chcie­li ro­zej­rzeć się za czymś zde­cydo­wa­nie więk­szym. W koń­cu obo­je pra­gnę­li mieć dużą ro­dzi­nę. Kie­dy na obrze­żach War­sza­wy zna­leź­li dom swo­ich ma­rzeń, nie za­sta­na­wia­li się ani chwi­li. Kupi­li po­sia­dłość i urzą­dzi­li tak, jak obo­je chcie­li, i cie­szyli się z każ­dej chwi­li spę­dzo­nej w tym miej­scu. To była jed­na z ich lep­szych de­cyzji, byli tam ra­zem na­praw­dę szczę­śli­wi.

Julia po skoń­czo­nych studiach do­sta­ła pra­cę w re­dak­cji ga­ze­ty, gdzie od­bywa­ła wcze­śniej prak­tyki, jed­nak tam dłu­go miej­sca nie za­grza­ła, po­nie­waż jej do­bry ko­le­ga z roku po­le­cił ją w jed­nym z por­ta­li in­ter­ne­to­wych. Tam osta­tecz­nie dużo le­piej się od­na­la­zła. Pra­ca z Klau­diu­szem była dla niej przy­jem­no­ścią, po­nie­waż bar­dzo do­brze za­wsze się ro­zu­mie­li i do­ga­dywa­li. Julia pi­sa­ła naj­pierw na te­ma­ty li­fe­stylo­we, jed­nak sze­fo­stwo szyb­ko się na niej po­zna­ło i już pół roku póź­niej ko­bie­ta do­sta­ła po­waż­niej­szą rubrykę. Two­rzyła bar­dzo życio­we ma­te­ria­ły. Moż­na po­wie­dzieć, że mo­men­ta­mi czuła się jak dzien­ni­karz śled­czy. Klau­diusz miał dużo zna­jo­mych, mię­dzy in­nymi w po­li­cji, dla­te­go in­for­ma­cje do­sta­wa­li za­wsze z pierw­szej ręki. Julia czę­sto prze­pro­wa­dza­ła wy­wia­dy z ro­dzi­na­mi ofiar wy­pad­ków, a tak­że z ro­dzi­na­mi spraw­ców. To za­wsze po­zwa­la­ło jej na obiek­tyw­ną oce­nę sy­tua­cji. Ko­bie­ta uwiel­bia­ła swo­ją pra­cę i za­wsze an­ga­żo­wa­ła się w nią w stu pro­cen­tach. Mia­ła swe­go ro­dza­ju swo­bo­dę ze stro­ny sze­fo­stwa, dla­te­go pra­cę wy­ko­nywa­ła prak­tycz­nie zdal­nie. W re­dak­cji po­ja­wia­ła się za­zwyczaj raz w ty­god­niu, by wszyst­ko do­kład­nie omó­wić i za­twier­dzić te­ma­ty, na któ­re bę­dzie pi­sać.

Ostat­nio jed­nak obie­ca­ła so­bie, że zwol­ni nie­co tem­po i za­dba o sie­bie. Od kil­ku mie­się­cy myśla­ła o tym, by zo­stać mamą. Bar­dzo tego pra­gnę­ła. Kie­dy wi­dzia­ła w skle­pach małe ubran­ka czy inne ak­ce­so­ria nie­mow­lę­ce, nie mo­gła przejść obok nich obo­jęt­nie. To wszyst­ko za­wsze bar­dzo ją roz­czula­ło i spra­wia­ło, że za­czę­ła co­raz czę­ściej myśleć o tym, że chce mieć dziec­ko. W za­sa­dzie mia­ła do tego ide­al­ny czas. Jej re­la­cje z Mi­ło­szem były na­praw­dę uda­ne. Po­sia­da­li duży dom z ogro­dem, w któ­rym ich po­cie­cha bę­dzie mo­gła się w przy­szło­ści ba­wić. Obo­je mie­li tak­że sta­bil­ne pra­ce z per­spek­tywa­mi na przy­szłość. Nie było więc żad­nych prze­ciw­wska­zań do tego, by zo­sta­li ro­dzi­ca­mi, a co naj­waż­niej­sze - oni na­praw­dę tego chcie­li. W Juli już daw­no obu­dził się in­stynkt ma­cie­rzyń­ski i nie ukrywa­ła tego. Nie in­a­czej było z Mi­ło­szem, zwłasz­cza kie­dy ostat­nio do­wie­dział się, że jego ko­lej­ny kum­pel zo­sta­nie oj­cem, po­zaz­dro­ścił mu tego. Może więc spró­bu­ją po­sta­rać się o po­tom­ka wła­śnie tutaj?

O Błę­kit­nym Brze­gu do­wie­dzie­li się od zna­jo­mych, któ­rzy spę­dza­li tu swo­je ostat­nie wa­ka­cje. Julia od razu za­dzwo­ni­ła do wła­ści­cie­li i za­pyta­ła o wol­ny ter­min na po­cząt­ku wrze­śnia. Akurat ide­al­nie się zło­żyło, po­nie­waż ktoś od­wo­łał swój przy­jazd w ostat­niej chwi­li i na to miej­sce mo­gli przy­je­chać Julia z Mi­ło­szem. Kie­dy tyl­ko zo­ba­czyli to miej­sce, za­ko­cha­li się w nim. Nie­wąt­pli­wym atutem było to, że mie­li cał­kiem bli­sko do mo­rza i na dep­tak, gdzie znaj­do­wa­ło się mnó­stwo knaj­pek i ba­rów, w któ­rych moż­na do­brze zjeść. Go­spo­da­rze byli sym­pa­tycz­ni i uczyn­ni, co też było mi­łym za­sko­cze­niem. Mag­da i Fra­nek pro­wa­dzi­li to miej­sce już kil­ka lat i cie­szyli się nie­słab­ną­cym za­in­te­re­so­wa­niem turystów, któ­rych mo­gli u sie­bie go­ścić. Każ­de­go go­ścia trak­to­wa­li in­dywi­du­al­nie, zwa­ża­jąc na jego po­trze­by. Oczywi­ście nie stro­ni­li rów­nież od roz­mów oraz opo­wia­da­nia o miej­scach, któ­re war­to od­wie­dzić w Re­wa­lu i oko­li­cy.

- Je­śli nie byli­ście jesz­cze w Par­ku Wie­lo­ryba, to ko­niecz­nie mu­si­cie od­wie­dzić to miej­sce - za­chę­ca­ła Julię wła­ści­ciel­ka, Mag­da, kie­dy spo­tka­ły się przy re­cep­cji.

- Z chę­cią się tam wy­bie­rze­my, po­dob­no jutro ma być tro­chę gor­sza po­go­da, więc ide­al­nie się skła­da.

- Tak, już mnie krę­go­słup boli. Nie wiem, czy to na zmia­nę po­go­dy, czy od tej cią­ży - po­wie­dzia­ła Mag­da, ma­sując swo­je ple­cy.

- Jest pani w cią­ży? Gra­tulu­ję. - Julia po­pa­trzyła na nią z uśmie­chem.

- Wy­ga­da­łam się. Tak, to do­pie­ro po­czą­tek, ale je­ste­śmy z mę­żem bar­dzo szczę­śli­wi. Dłu­go się sta­ra­li­śmy, tak że moż­na po­wie­dzieć, że wy­cze­ka­ne le­piej sma­kuje. - Za­śmia­ła się.

- To ser­decz­ne gra­tula­cje jesz­cze raz i dużo zdro­wia - od­par­ła z tro­ską Julia.

- Dzię­kuje­my, to na­sze pierw­sze dziec­ko, więc je­ste­śmy pod­eks­cyto­wa­ni, ale rów­nież nie­co ze­stre­so­wa­ni. - Mag­da od­wza­jem­ni­ła uśmiech i po­gła­ska­ła się po brzuchu.

Julia po­zaz­dro­ści­ła jej tego, że już za kil­ka mie­się­cy przy­wi­ta na świe­cie swo­je dziec­ko. Ona też chcia­ła­by być już w cią­ży i cie­szyć się z fak­tu, że mała istot­ka bę­dzie mó­wi­ła do niej "mamo".

Rozdział 2

Julia czer­pa­ła z tego wy­jaz­du każ­dą chwi­lę. Ra­zem z Mi­ło­szem sta­ra­li się ak­tyw­nie spę­dzać czas, na­wet mimo nie­po­go­dy. W dzień za­zwyczaj spa­ce­ro­wa­li i wdycha­li jod, a wie­czo­ra­mi za­szywa­li się w po­ko­ju i wtule­ni w sie­bie oglą­da­li fil­my oraz roz­ma­wia­li do póź­nych go­dzin noc­nych. Uwiel­bia­li spę­dzać czas w swo­im to­wa­rzystwie. W ty­god­niu, kie­dy pra­co­wa­li i mie­li inne obo­wiąz­ki, nie za­wsze mie­li dla sie­bie chwi­lę, dla­te­go te­raz sta­ra­li się mak­sy­mal­nie wy­ko­rzystać swój urlop.

- Wiesz, że ta wła­ści­ciel­ka, Mag­da, jest w cią­ży? - po­wie­dzia­ła na­gle Julia, kie­dy skoń­czyli oglą­dać film.

- Po­waż­nie? To chyba ja­kiś po­czą­tek, bo nic nie wi­dać - od­parł za­sko­czo­ny Mi­łosz.

- Tak, mó­wi­ła, że wie­dzą od nie­daw­na. Za­zdrosz­czę jej. - Ko­bie­ta spoj­rza­ła na swo­je­go męża, a on po­gła­skał ją po po­licz­ku.

- Ko­cha­nie, my prze­cież też za­czę­li­śmy się już sta­rać, spo­koj­nie. Uda nam się. - Uśmiech­nął się do niej. Był pew­ny, że za kil­ka ty­god­ni, kie­dy Julia zro­bi test, zo­ba­czą na nim dwie kre­ski.

- A co, je­śli nie? Mar­twię się. Moja mama mia­ła pro­blem, by zajść w cią­żę, to dla­te­go je­stem je­dynacz­ką. Moi ro­dzi­ce nie mo­gli mieć wię­cej dzie­ci - po­wie­dzia­ła ze smut­kiem. Przez chwi­lę prze­szło jej przez myśl, że mogą się sta­rać nie­co dłu­żej niż inne pary. W koń­cu to uwa­run­ko­wa­nia ge­ne­tycz­ne.

- Na­wet tak nie myśl i prze­stań się tym za­drę­czać na za­pas. Jak nie uda się te­raz, to spró­bu­je­my jesz­cze raz. To nic złe­go. - Po­cie­szał ją mąż. Nie chciał, by spę­dza­ło jej to sen z po­wiek, ale jak znał Julię, to pew­nie tak bę­dzie.

- Masz ra­cję, stres i nie­po­trzeb­na go­ni­twa myśli mi nie po­mo­gą, a wręcz prze­ciw­nie. Mogą mi tyl­ko za­szko­dzić. - Po­sta­no­wi­ła, że na spo­koj­nie po­cze­ka i nie bę­dzie o tym aż tyle myśleć.

Kie­dy na drugi dzień obu­dzi­ły ich pro­mie­nie sło­necz­ne, któ­re nie­śmia­ło prze­bi­ja­ły się przez chmu­ry, Julia ener­gicz­nie wsta­ła z łóż­ka, by przy­wi­tać nowy dzień. Po­kój był prze­stron­ny, a wy­so­kie okna wy­cho­dzi­ły na las, któ­ry od­dzie­lał ich od mo­rza. Ko­bie­ta otwo­rzyła drzwi bal­ko­no­we i wy­szła na ta­ras, by po­dzi­wiać wi­do­ki i na­pa­wać się mor­skim kli­ma­tem. Rano było już zde­cydo­wa­nie zim­niej, po­mi­mo świe­cą­ce­go na nie­bie słoń­ca, dla­te­go się­gnę­ła po blu­zę męża, któ­ra le­ża­ła na ko­mo­dzie.

Wi­dok za­pie­rał dech w pier­siach. Prze­bi­ja­ją­ce się po­śród ko­ron drzew słoń­ce było nie­sa­mo­wi­te. W od­da­li było rów­nież wi­dać ka­wa­łek mo­rza, co było rów­nie przy­jem­ne dla oka.

- Moja uko­cha­na żon­ka już od rana na no­gach. - Mi­łosz zwlekł się w koń­cu z łóż­ka i wy­szedł na ta­ras, po czym ob­jął Julię w pa­sie.

- Jest zim­no, prze­zię­bisz się. - Od­wró­ci­ła się do nie­go.

- Nic mi nie bę­dzie, za to to­bie chyba cie­pło. - Spoj­rzał wy­mow­nie na swo­ją blu­zę.

- W two­ich ra­mio­nach mi jesz­cze cie­plej. - Wtuli­ła się w jego nagi tors. Była szczę­śli­wa.

Nie chcie­li mar­no­wać jed­ne­go z ostat­nich dni, ja­kie mie­li tu spę­dzić, dla­te­go po ro­man­tycz­nych chwi­lach na ta­ra­sie po­szli się ubrać, a po­tem zjeść śnia­da­nie. Po­go­da tego dnia wy­jąt­ko­wo do­pi­sa­ła, dla­te­go chcie­li spę­dzić czas na pla­ży. Na miej­scu oka­za­ło się, że po­mi­mo wia­tru jest dość przy­jem­nie, dla­te­go roz­ło­żyli koc oraz roz­sta­wi­li pa­ra­wan. Mi­łosz był mi­ło­śni­kiem pływa­nia, dla­te­go gdy tyl­ko zdjął ko­szul­kę i spoden­ki, od razu po­le­ciał do wody. Julia nie prze­pa­da­ła za ką­pie­la­mi w mo­rzu. Zde­cydo­wa­nie le­piej od­naj­dywa­ła się w ba­se­nie, dla­te­go da­ro­wa­ła so­bie tę wąt­pli­wą przy­jem­ność, jaką było pływa­nie w sło­nej i zim­nej wo­dzie.

- Nie dasz mi się na­mó­wić na wspól­ne pływa­nie? - za­pytał Mi­łosz, kie­dy wy­szedł z mo­rza. Woda była lo­do­wa­ta, ale jemu to nie prze­szka­dza­ło.

- Zde­cydo­wa­nie nie, z pew­no­ścią mo­rze jest dziś zim­ne i nie­przyjem­ne. - Spoj­rza­ła na męża i kro­ple wody spływa­ją­ce z jego wło­sów.

- Tra­ge­dii nie ma, ale jak chcesz. - Po­ło­żył się obok niej i cmok­nął ją w po­li­czek. On zde­cydo­wa­nie wo­lał ak­tyw­ny wy­po­czynek. Opa­la­nie szyb­ko mu się nudzi­ło.

Julia pre­fe­ro­wa­ła le­ni­we le­że­nie na pla­ży w to­wa­rzystwie męża, książ­ki lub ja­kiejś ga­ze­ty. Lu­bi­ła czytać, dla­te­go ta for­ma re­lak­su była dla niej ide­al­na. Kil­ka me­trów od nich roz­ło­żyła się ro­dzi­na z trój­ką dzie­ci i Julia nie mo­gła ode­rwać wzro­ku od naj­młod­szej po­cie­chy, któ­rą trzyma­ła na rę­kach praw­do­po­dob­nie jej mat­ka. Dziew­czyn­ka była ślicz­na. Mia­ła pięk­ne blond locz­ki i uśmie­cha­ła się do wszyst­kich, a to bar­dzo roz­czuli­ło Julię. Mi­mo­wol­nie w tej sa­mej chwi­li po­gła­ska­ła się po brzuchu i po­myśla­ła, że też chcia­ła­by mieć taką uro­czą dziew­czyn­kę. Ma­rzyła o cór­ce, od kie­dy po­czuła in­stynkt ma­cie­rzyń­ski. Wy­obra­ża­ła so­bie wte­dy, jak bę­dzie ją ubie­rać w su­kien­ki i ba­wić się z nią lal­ka­mi. To było pięk­ne. Czy bę­dzie jej jed­nak dane zo­stać mat­ką? Mia­ła się skupić tyl­ko na po­zytyw­nych myślach, ale ja­koś nie po­tra­fi­ła. Z za­du­my wy­rwał ją Mi­łosz, pyta­jąc, co ma dziś ocho­tę zjeść, jed­nak ona myśla­mi była gdzieś bar­dzo da­le­ko.

- Wszyst­ko do­brze? - do­pytywał, kie­dy nie od­po­wia­da­ła.

- A tak, wy­bacz, za­pa­trzyłam się. - Ode­rwa­ła wzrok od dziew­czyn­ki i spoj­rza­ła z uśmie­chem na męża.

- Umó­wi­li­śmy się na coś, mia­łaś o tym nie myśleć.

- Mam wszyst­ko pod kon­tro­lą, a je­śli cho­dzi o obiad, to mam dziś ocho­tę na coś jar­skie­go, może pie­ro­gi? - Wzię­ła go za rękę i po­gła­ska­ła.

- Nie wy­da­ję mi się, ale okej. Co do obia­du, mogą być pie­ro­gi. - Do­brze ją znał i do­sko­na­le wie­dział, że Julia wpa­trywa­ła się w tę dziew­czyn­kę i zno­wu się za­mar­twia­ła, czy ona też bę­dzie kie­dyś mat­ką.

Słoń­ce scho­wa­ło się za chmu­ry do­pie­ro koło pięt­na­stej, dla­te­go zgod­nie po­sta­no­wi­li, że zej­dą już z pla­ży i wró­cą do Błę­kit­ne­go Brze­gu, by się od­świe­żyć, a po­tem sko­czą na obiad. Co praw­da nie byli jesz­cze głod­ni, po­nie­waż za­bra­li ze sobą owo­ce i kil­ka prze­ką­sek, ale chcie­li dzi­siaj ce­le­bro­wać ostat­ni dzień po­bytu i jesz­cze raz po­zwie­dzać Re­wal, a do po­ko­ju wró­cić do­pie­ro wie­czo­rem. Julia z tej oka­zji prze­bra­ła się w swo­ją ulu­bio­ną gra­na­to­wą su­kien­kę w bia­łe grosz­ki, z roz­cię­ciem na udzie. Ostat­nio mało cho­dzi­ła w san­da­łach na ko­tur­nie, któ­re kupi­ła so­bie z po­cząt­kiem lata, dla­te­go dziś po­sta­no­wi­ła je za­ło­żyć. Swo­ją dro­gą, ide­al­nie pa­so­wa­ły jej do tej su­kien­ki. Na ra­mio­na za­rzuci­ła jesz­cze tyl­ko bia­łą kurt­kę dżin­so­wą, a przez ra­mię prze­wie­si­ła skó­rza­ną brą­zo­wą to­reb­kę, któ­rą do­sta­ła od mamy na uro­dzi­ny. Bar­dzo ją lu­bi­ła, po­nie­waż były na niej wy­gra­we­ro­wa­ne jej ini­cja­ły, co do­dat­ko­wo spra­wia­ło, że była dla niej wy­jąt­ko­wa.

- Je­stem go­to­wa - oznaj­mi­ła mę­żo­wi, kie­dy wy­szedł z ła­zien­ki. Czuła od nie­go przy­jem­ną woń per­fum, któ­re uwiel­bia­ła.

- Pięk­nie wy­glą­dasz. - Zła­pał ją w ta­lii i po­ca­ło­wał, po czym za­pro­sił do wyj­ścia.

Po póź­nym obie­dzie po­szli na drin­ka do jed­nej z knaj­pek, któ­rą po­le­cił im Fra­nek. Po­da­wa­li tam na­praw­dę świet­ne trun­ki. Julia zde­cydo­wa­ła się na mo­hi­to, na­to­miast Mi­łosz na whi­sky z colą i cytryną. Męż­czyzna lu­bił się na­pić, ale ro­bił to ra­czej oka­zjo­nal­nie, wa­ka­cje jed­nak rzą­dzi­ły się zupeł­nie in­nymi pra­wa­mi. Nie po­sza­le­je so­bie dziś jed­nak zbyt­nio, po­nie­waż jutro wy­jeż­dża­ją i bę­dzie mu­siał po­ko­nać dro­gę po­wrot­ną do domu. Julia co praw­da mia­ła pra­wo jaz­dy, ale nie wy­bie­ra­ła się w tak dłu­gie tra­sy, po­nie­waż naj­zwyczaj­niej w świe­cie się bała. Kie­dyś mia­ła wy­pa­dek i to spra­wi­ło, że na ja­kiś czas w ogó­le prze­sta­ła pro­wa­dzić auto. Nic po­waż­ne­go się wte­dy nie sta­ło. Stłucz­kę wy­wo­łał pi­ja­ny kie­row­ca, któ­ry wje­chał w tył jej auta, po­nie­waż się za­ga­pił, na wskutek cze­go Julia ude­rzyła gło­wą w kie­row­ni­cę. Na szczę­ście do­zna­ła tyl­ko wstrzą­śnie­nia mó­zgu i mia­ła roz­cię­ty łuk brwio­wy, po czym po­zo­sta­ła jej już tyl­ko nie­wiel­ka bli­zna. Od tam­tej pory sta­ra­ła się jeź­dzić tyl­ko w dzień i roz­glą­da­ła się za­wsze bar­dzo uważ­nie na wszyst­kie stro­ny.

- Jak so­bie po­myślę, że od po­nie­dział­ku mam wró­cić do pra­cy, to mi się nie chce - po­wie­dział Mi­łosz, do­pi­ja­jąc drin­ka. Czas spę­dzo­ny z Julią był cu­dow­ny i męż­czyzna nie chciał wra­cać do War­sza­wy i obo­wiąz­ków, któ­re na nie­go cze­ka­ły w fir­mie.

- Mam po­dob­nie, cho­ciaż Klau­diusz wczo­raj do mnie pi­sał z do­brymi no­wi­na­mi. Po­dob­no ma świet­ny te­mat, wszyst­ko już klep­nię­te przez na­czel­ne­go, moż­na dzia­łać. - Za­cie­ra­ła ręce na samą myśl o tym, że już nie­długo zno­wu wró­ci do pra­cy. Lu­bi­ła to, co robi i była dum­na z każ­de­go na­pi­sa­ne­go ar­tykułu, pod któ­rym wid­nia­ło jej na­zwi­sko. Z Klau­diu­szem zna­ła się do­sko­na­le. Po­zna­li się na studiach i od tej pory trzyma­li się ra­zem, do dziś.

- Dla­cze­go on musi ci za­wra­cać gło­wę na­wet na wa­ka­cjach? - za­pytał mąż. Był zły, że ten ko­leś krę­cił się wo­kół jego żony. Klau­diusz de­kla­ro­wał wo­bec Julii je­dynie przy­jaźń, ale Mi­łosz miał wra­że­nie, że to nie do koń­ca praw­da. Cza­sa­mi za­cho­wywał się w sto­sun­ku do Jul­ki bar­dzo dwuznacz­nie.

- Z tego, co mi wia­do­mo, to Szymon też dzwo­nił do cie­bie i to kil­ka razy. - Za­ło­żyła ręce na krzyż i spoj­rza­ła na jego minę.

- Tak, ale to zupeł­nie co in­ne­go. Miał pro­blem z jed­nym roz­li­cze­niem i mu­sia­łem to z nim skon­sul­to­wać. W koń­cu pro­wa­dzi­my ra­zem biz­nes, to nie mo­gło za­cze­kać - od­po­wie­dział.

- Moja pra­ca też jest waż­na. Klau­diusz chciał tyl­ko wpro­wa­dzić mnie de­li­kat­nie w te­mat. - Nie chcia­ła się z nim kłó­cić, choć wie­dzia­ła, że mąż nie prze­pa­da za jej ko­le­gą z pra­cy, dla­te­go ucię­ła te­mat.

Oko­ło dwudzie­stej drugiej wró­ci­li do po­ko­ju i od razu po­szli spać. Od rana do­pa­ko­wywa­li ostat­nie rze­czy, a po­tem po­szli jesz­cze ostat­ni raz nad mo­rze. Chcie­li się po­że­gnać z szumem fal i po­ro­bić so­bie ostat­nie pa­miąt­ko­we zdję­cia. Kie­dy wró­ci­li do po­ko­ju, wy­nie­śli swo­je wa­liz­ki i za­pa­ko­wa­li je do auta, a po­tem po­że­gna­li się z Mag­dą i Fran­kiem i po­dzię­ko­wa­li za miły po­byt.

- To był wspa­nia­ły ty­dzień, dzię­kuje­my za wszyst­ko. - Julia po­de­szła do Mag­dy. Ostat­nio wi­dzia­ła ją w luź­nym swe­trze, ale dzi­siaj mia­ła na so­bie ob­ci­słą blu­zecz­kę, któ­ra opi­na­ła le­d­wie wi­docz­ny, ale krą­gły już brzuszek. Na jej oko ko­bie­ta była w trze­cim mie­sią­cu cią­ży.

- Cała przy­jem­ność po na­szej stro­nie, za­pra­sza­my czę­ściej. - Mag­da uśmiech­nę­ła się i po­gła­ska­ła po brzuchu, co roz­czuli­ło Julię.

- Z miłą chę­cią tu wró­ci­my, praw­da, ko­cha­nie? - Julia zwró­ci­ła się do męża, któ­ry przed chwi­lą do nich do­łą­czył.

- Tak, chęt­nie. Tak w ogó­le to gra­tulu­ję. - Mi­łosz spoj­rzał na brzuszek wła­ści­ciel­ki pen­sjo­na­tu.

- Dzię­kuję, mam na­dzie­ję, że wszyst­ko pój­dzie zgod­nie z pla­nem. - Uśmiech­nę­ła się do nich i wzię­ła pod boki. Była szczę­śli­wa i z ra­do­ścią eks­po­no­wa­ła swo­je nowe kształ­ty. Fra­nek rów­nież po­dzie­lał jej en­tuzjazm i chwa­lił się wszyst­kim, że już nie­długo zo­sta­nie oj­cem.

Rozdział 3

Po­wrót do rze­czywi­sto­ści oraz obo­wiąz­ków w pra­cy dla Mi­ło­sza oka­zał się dość trud­ny. Na dzień do­bry męż­czyzna do­stał nie­przyjem­ną wia­do­mość - je­den z ich głów­nych klien­tów wy­co­fuje się ze współ­pra­cy z jego fir­mą. Kie­dy Mi­łosz tyl­ko od­czytał e-mail, po­sta­no­wił na­tych­miast skon­tak­to­wać się te­le­fo­nicz­nie z me­na­dże­rem, od któ­re­go do­stał fe­ral­ną wia­do­mość, jed­nak ten nie od­bie­rał.

- Cho­le­ra ja­sna! - krzyk­nął Mi­łosz i rzucił te­le­fon na biur­ko. Był wście­kły i za­sta­na­wiał się, co było przy­czyną, dla któ­rej chcie­li z nimi roz­wią­zać umo­wę.

Ich współ­pra­ca za­zwyczaj ukła­da­ła się po­myśl­nie i Mi­łosz nie miał po­ję­cia, co ta­kie­go się wy­da­rzyło, iż pod­ję­li taką de­cyzję. Szymon miał być w biu­rze do­pie­ro za go­dzi­nę, ale męż­czyzna nie za­mie­rzał od­pusz­czać i nadal wy­dzwa­niał do oso­by od­po­wie­dzial­nej za tę sy­tua­cję. Je­śli oni na­praw­dę roz­wią­żą z nimi tę umo­wę, to ich fir­ma moc­no pod­upad­nie fi­nan­so­wo. Moż­li­we na­wet, że będą mu­sie­li zwal­niać lu­dzi. Mi­łosz na­wet nie chciał so­bie tego wy­obra­żać. Dla pew­no­ści zro­bił kil­ka kal­kula­cji, za­nim przy­szedł jego wspól­nik, jed­nak to tyl­ko utwier­dzi­ło go we wcze­śniej­szych do­mysłach.

- Cześć, jak tam po urlo­pie? - za­pytał Szymon, gdy tyl­ko prze­kro­czył próg ich biu­ra.

- Hej, świet­nie, na­wet od­po­czą­łem - od­po­wie­dział mu Mi­łosz, nie od­rywa­jąc wzro­ku od lap­to­pa.

- Nie wy­glą­dasz na wy­po­czę­te­go, coś nie tak? - Wspól­nik usiadł obok nie­go przy biur­ku i włą­czył swój kom­puter.

- Do­sta­li­śmy wia­do­mość od jed­nej z firm, że re­zygnują z na­szych usług.

- Jak to? Ale po­da­li kon­kret­ny po­wód? - za­pytał z nie­do­wie­rza­niem.

- Nie, po pro­stu na­pi­sa­li, że nam dzię­kują i tyle, ro­zu­miesz coś z tego? Prze­czytaj to sam, wy­sła­li na ogól­ną skrzyn­kę. - Mi­łosz oparł gło­wę o za­głó­wek fo­te­la.

Szymon chwi­lę póź­niej otwo­rzył pocz­tę i od­czytaw­szy nie­po­ko­ją­cą wia­do­mość, po­wie­dział:

- Rze­czywi­ście nic kon­kret­ne­go nie na­pi­sa­li. Cho­le­ra, co się mo­gło stać? Prze­cież za­wsze do­star­cza­li­śmy im to­war na czas, nig­dy nie było opóź­nień - za­sta­na­wiał się Szymon, był tą wia­do­mo­ścią lek­ko po­de­ner­wo­wa­ny. Zda­wał so­bie spra­wę z tego, że je­śli stra­cą tego klien­ta, to będą mie­li duży pro­blem.

- Pró­bu­ję do­dzwo­nić się do ich me­na­dże­ra, ale nie od­bie­ra. - Mi­łosz już stra­cił na­dzie­ję na ja­ki­kol­wiek kon­takt z ich stro­ny. Zgod­nie z umo­wą, któ­rą pod­pi­sa­li, kon­tra­hen­ci mie­li pra­wo wy­co­fać się w każ­dym mo­men­cie jej trwa­nia, bez uza­sad­nia­nia przy­czyny.

- Spo­koj­nie, może uda nam się jesz­cze z nimi ja­koś do­ga­dać - po­cie­szał go Szymon, jed­nak sam czar­no to wszyst­ko wi­dział.

- Sko­ro na­wet nie ra­czą od nas ode­brać te­le­fo­nu, to nie są­dzę. - Mi­łosz rzucił dłu­go­pis na biur­ko i wstał, by po­dejść do okna. Mie­li cał­kiem ład­ny wi­dok na park, a po­dob­no ko­lor zie­lo­ny uspo­ka­ja.

- Póź­niej spró­bu­ję się z nim skon­tak­to­wać, te­raz nie ma sen­su się do nich do­bi­jać. I tak mu­szą nam prze­fak­so­wać ofi­cjal­ne roz­wią­za­nie umo­wy. - Szymon pod­szedł do nie­go i po­kle­pał go po ple­cach. On też prze­jął się tą wia­do­mo­ścią, jed­nak miał jesz­cze cień na­dziei, że może uda im się z nimi ja­koś do­ga­dać.

Resz­ta dnia upłynę­ła im na po­rząd­ko­wa­niu do­kumen­ta­cji i we­ryfi­ka­cji wszyst­kich do­tych­cza­so­wych za­mó­wień oraz re­ali­za­cji bie­żą­cych zle­ceń. Mi­łosz nie miał na­wet chwi­li, by wyjść na lunch, już nie mó­wiąc o te­le­fo­nie do swo­jej żony. Julia dzwo­ni­ła do nie­go dwa razy, jed­nak męż­czyzna nie miał cza­su z nią po­roz­ma­wiać. Na­pi­sał jej tyl­ko szyb­ko, że bę­dzie dzi­siaj póź­no, bo ma spo­ro spraw do za­ła­twie­nia i żeby na nie­go nie cze­ka­ła.

***

Julia nie mia­ła ta­kie­go urwa­nia gło­wy jak jej mąż i mo­gła na spo­koj­nie wy­pić rano kawę oraz zjeść po­rząd­ne śnia­da­nie. W re­dak­cji była chwi­lę po dzie­wią­tej. Od wej­ścia od razu przy­wi­tał ją Klau­diusz, któ­ry był cie­ka­wy, jak spę­dzi­ła swój urlop. Julia lu­bi­ła go i ce­ni­ła jako li­de­ra ich ze­spo­łu. Za­wsze do­brze się ro­zu­mie­li i w lot wy­ła­pywa­li wszel­kie myśli do­tyczą­ce no­wych po­mysłów czy ar­tykułów.

- Pro­mie­nie­jesz, te wa­ka­cje chyba do­brze ci zro­bi­ły. - Męż­czyzna otak­so­wał ją spoj­rze­niem.

- Tak, było na­praw­dę su­per. - Uśmiech­nę­ła się, na wspo­mnie­nie chwil spę­dzo­nych wspól­nie z mę­żem.

- Czyli je­steś go­to­wa na nowe wy­zwa­nia? - za­pytał, otwie­ra­jąc jej drzwi do swo­je­go ga­bi­ne­tu.

- Jak naj­bar­dziej, już tro­chę się stę­sk­ni­łam za pi­sa­niem, więc chęt­nie do­wiem się, jaki masz dla mnie te­mat. - Julia usia­dła na­prze­ciw­ko nie­go przy biur­ku i za­ło­żyła nogę na nogę.

- Na po­czą­tek wy­pa­dek na Ślą­sku. Ko­bie­ta zo­sta­ła po­trą­co­na przez kie­row­cę, któ­ry był pod wpływem nar­ko­tyków. Na szczę­ście żyje, ale nie­ste­ty była w cią­ży i w wy­ni­ku tego in­cyden­tu po­ro­ni­ła. Trze­ba prze­pro­wa­dzić z nią wy­wiad i do­wie­dzieć się wszyst­kie­go. - Klau­diusz spoj­rzał na peł­ne usta Julii i uśmiech­nął się na myśl, że zno­wu będą mie­li oka­zję ra­zem pra­co­wać.

- To strasz­ne, ale pew­nie ona nie bę­dzie chcia­ła o tym opo­wia­dać. - Julię po­ruszyło to, co po­wie­dział jej Klau­diusz. Na­wet nie chcia­ła so­bie wy­obra­żać, co mu­sia­ła czuć ta ko­bie­ta.

- I tu się mylisz, sama się do nas zgło­si­ła, by udzie­lić nam wy­wia­du i wsa­dzić tego czło­wie­ka, któ­ry ją skrzyw­dził, do wię­zie­nia. Mó­wi­ła, że nie pu­ści mu tego pła­zem, chce na­gło­śnić tę spra­wę.

- No do­brze, to daj mi na­mia­ry na tę ko­bie­tę, jesz­cze dziś umó­wię się z nią na wy­wiad i zro­bię re­se­arch w tej spra­wie. - Julia za­pi­sa­ła so­bie w no­te­sie i ka­len­da­rzu wszyst­kie szcze­gó­ły, by ni­cze­go nie po­mi­nąć.

- Mam dla cie­bie jesz­cze je­den te­mat, ale mu­szę po­ro­zu­mieć się z na­czel­nym i swo­im in­for­ma­to­rem, za­nim o tym po­ga­da­my, do­bra? - za­pytał Klau­diusz, spo­glą­da­jąc na jej za­cie­ka­wio­ną minę. Swo­ją dro­gą, wy­glą­da­ła bar­dzo sek­sow­nie taka za­myślo­na.

- Czyli ro­zu­miem, że mam o to na ra­zie nie pytać, spo­ko. - Po­pa­trzyła na swój ka­len­darz, wy­peł­nio­ny obo­wiąz­ka­mi na ten ty­dzień.

- Wy­wiad i resz­tę in­for­ma­cji, któ­re zdo­bę­dziesz, trze­ba od­dać do koń­ca tego ty­god­nia, więc w czwar­tek wy­ślij mi wszyst­kie ma­te­ria­ły, któ­re po­tem przej­rzę i wy­ślę na­czel­ne­mu do ak­cep­ta­cji.

- Do­brze, to wpad­nę do re­dak­cji w czwar­tek, żeby wszyst­ko na spo­koj­nie ob­ga­dać. - Julia do­pi­sa­ła coś w no­te­sie i ode­rwa­ła wzrok od ze­szytu, by spoj­rzeć na Klau­diu­sza.

- To co, może dzi­siaj lunch, wszyst­ko mi opo­wiesz, a po­tem po­ga­da­my tro­chę o spra­wach re­dak­cji - za­pro­po­no­wał męż­czyzna. Chciał spę­dzić z nią choć chwi­lę sam na sam, w re­dak­cji ścia­ny mia­ły nie­ste­ty uszy.

- Pew­nie, su­per po­mysł. To ja ucie­kam zbie­rać in­for­ma­cje i wi­dzi­my się o pierw­szej, w two­im ga­bi­ne­cie. - Wsta­ła i za­bra­ła swo­je rze­czy, po czym po­szła do wol­ne­go biur­ka i roz­ło­żyła się ze swo­im lap­to­pem. Za­po­wia­dał się dłu­gi dzień.

Julia mia­ła to szczę­ście, że pra­co­wa­ła w ze­spo­le Klau­diu­sza, dla­te­go do re­dak­cji wpa­da­ła tyl­ko mak­sy­mal­nie dwa razy w ty­god­niu lub by ob­ga­dać naj­waż­niej­sze te­ma­ty, o któ­rych pi­sa­ła. Męż­czyzna był swe­go ro­dza­ju li­de­rem ze­spo­łu, w któ­rym było jesz­cze trzech in­nych dzien­ni­ka­rzy, oprócz Julii. Jed­nak to ko­bie­ta była jego ulu­bie­ni­cą, po­nie­waż przy­jaź­ni­li się i mie­li ze sobą świet­ny kon­takt. Poza tym męż­czyzna ce­nił ją za to, że za­wsze po­tra­fi­ła po­dejść do każ­dej spra­wy bar­dzo pro­fe­sjo­nal­nie. Jej wy­wia­dy były na­praw­dę na wy­so­kim po­zio­mie, a do tego za­wsze mógł na nią li­czyć, dla­te­go ja­kiś czas temu uczynił z niej swo­ją za­stęp­czynię. Nie ża­ło­wał swo­jej de­cyzji ani tro­chę. Pod jej nie­obec­ność od­czuł to, że z więk­szo­ścią spraw musi po­ra­dzić so­bie sam i bra­ko­wa­ło mu Julii. Od ja­kie­goś cza­su była jego pra­wą ręką.