Rozdział 1
Camilla
MOJE BUTY SKRZYPIĄ NA ŚLISKICH PODŁOGACH głównej siedziby Moretti Motorsports. Korytarz pomiędzy recepcją a biurem taty jest jak przewodnik po naszej historii w F1, od lat sześćdziesiątych XX wieku aż do dzisiaj. Na ścianach wiszą fotografie. Stajnie z każdego rocznika. Zakontraktowani kierowcy. Zwycięstwa.
Przechodzę powoli przez to niby-muzeum, przyglądam się zdjęciom i przeżywam ponownie uwiecznione na niektórych z nich momenty. Momenty, które zapadły w pamięć młodej dziewczynie. Siedzenie na ramionach nonno, kiedy przechadzał się po padoku. Chowanie się za nogami taty na spotkaniach z kierowcami. Kierowcy Moretti na podium i moje obawy, że pochlapie mnie szampan, upiję się nim i wpadnę w tarapaty.
Czuję go tutaj obok, w tych korytarzach. Czuję obecność mojego nonno. Jego szeroki uśmiech i dudniący śmiech. Kwaśny smak cytrynowych dropsów, które wykradałam mu z kieszeni. Pochylał się ku mnie i szeptał mi wyjaśnienia do ucha, żebym coś zrozumiała. Moja drobna dłoń znikała w jego dłoni. Słyszę jego najeżone przekleństwami tyrady, kiedy bolid wbijał się w bandę albo wpadał w poślizg na szykanie. Widzę, jak po wyścigu unosił do kierowców kieliszek w geście toastu.
Na moją twarz wypływa mimowolny uśmiech, ilekroć o nim myślę. O tym mężczyźnie, który założył nasze rodzinne imperium. Na pewno nie przyszłoby mu do głowy, że fortuna zbita na oliwie przez jego ojca - a mojego pradziadka - pozwoli na założenie i rozwój stajni wyścigowej Formuły 1, która zniesie próbę czasu.
Nawet jeśli zniesie ją z trudem.
Tyle lat. Tyle wspomnień.
W końcu podchodzę do zdjęć z tego roku, kiedy przestałam śledzić wyścigi. Z tego lata, które sprawiło, że całkowicie porzuciłam F1.
Zwalniam i przyglądam się fotografiom. Próbuję powstrzymać falę wspomnień, które pogrzebałam głęboko, lecz nadal wyczuwam je pod stwardniałą tkanką blizn.
- To było wspaniałe lato, co nie? - Na końcu korytarza rozlega się głos mojego ojca, który powoli idzie w moją stronę. Laska w jego dłoni to coś nowego, coś, na czym staram się nie koncentrować, nawet jeżeli trudno mi na to patrzeć.
Podnoszę wzrok na zdjęcie, na które patrzy tata, i się uśmiecham.
- Twoje ostatnie lato przed wyjazdem na uniwersytet w Stanach. Osiem miejsc na podium tego roku. Szansa na mistrzostwo. Pamiętam, jakby to było wczoraj.
Ja również. A chciałabym zapomnieć.
- Nic z tego nie pamiętam - mówię szczerze, nawet jeśli kłamię w kwestii powodów. - Byłam taka zajęta, zaczynałam studenckie życie, walczyłam z tęsknotą za domem, starałam się przyswoić amerykański styl robienia wszystkiego - próbowałam uporać się ze wszystkim, co się stało - że szczerze mówiąc, śledzenie postępów stajni w tamtym roku nie było dla mnie priorytetem.
- W następnych latach też nie - dodaje tata bez złych intencji, aż w końcu zatrzymuje się przede mną, kładzie dłoń na moim ramieniu i przyciąga mnie do siebie. Całuje mnie w czubek głowy, jak wtedy, gdy byłam mała. Na tym się skupiam, na uczuciu, że mój bohater jest obok mnie, na tym, że teraz potrzebuje laski. Nie na tym, że wydaje się fizycznie słabszy, niż kiedy poprzednio mnie obejmował.
- Tak to bywa z dziećmi, prawda?
Potakuje.
- Owszem. Ruszanie na podbój świata to naturalna kolej rzeczy, co wcale nie znaczy, że rodzicom jest łatwiej, gdy to się dzieje. Mógłbym tysiąc razy powiedzieć ci, jak bardzo jestem z ciebie dumny, ale nigdy nie zdołam unaocznić ci ogromu tej dumy.
Choć rozkoszuję się jego słowami, odpycham od siebie towarzyszącą im melancholię. Uśmiecham się i wtulam w ojca, szczęśliwa, że mogę to zrobić.
- Kurde, wiem, do kogo się zgłosić, gdybym potrzebowała podratować swoje ego.
- Zawsze do usług. - Odsuwa się i puszcza do mnie oko. - Chodź. Chcę z tobą omówić parę spraw.
- Powinnam się bać? - żartuję.
- Nie - zapewnia mnie z uśmiechem, kiedy zmierzamy do jego biura.
- Nie. Na pewno?
- Na pewno.
Okna na całą ścianę wychodzą na zaplecze Moretti Motorsports. Główna część budynku ma otwarty plan, widać każde piętro. Dział konstrukcji. Marketing. Dział szkoleniowy. PR. Logistyka. Dziesiątki kwestii, które trzeba załatwiać codziennie, aby stajnia działała i pozostawała w szczytowej formie.
- Duży ruch - mówię, odwróciwszy się plecami do całej armii ludzi. Siadam po drugiej stronie biurka taty. Jego dłonie drżą, ale tego nie komentuję.
- Dużo pracy. Bardzo dużo. Zapowiada się niezły rok, sądząc po pierwszych wyścigach. - Uśmiecha się. - Z drugiej strony każdy sezon tak się zaczyna, prawda?
- Co mówił nonno? Nowe opony, czyste bandy i utalentowani kierowcy to wszystko, czego nam trzeba.
- Prawda. Święta prawda. - Uśmiecha się lekko na myśl o swoim ojcu. Prawdziwy gigant w naszym życiu i w sporcie. - Oby bogowie wyścigów zapewnili nam to wszystko w tym sezonie.
- Ale... - ponaglam go. Nie czułam zdenerwowania, kiedy poprosił, bym go odwiedziła. Jest szalenie zajętym człowiekiem, więc nawet się nad tym nie zastanawiałam. Tata proszący córkę o wizytę, kiedy ta jest w mieście. Teraz jednak budzi się we mnie coraz większa ciekawość. - Dlaczego chciałeś się ze mną zobaczyć?
- Od razu konkrety. Chcesz stąd uciekać, zanim się rozsiadłaś. - Uśmiecha się. - Mam nadzieję, że to się zmieni.
- To znaczy?
Wpatruje się we mnie przez chwilę, po czym spuszcza prawdziwą bombę.
- Chcę, żebyś wróciła do domu. Tutaj. Chcę, byś pracowała w Moretti.
- O. - Tego się nie spodziewałam. - Ale przecież pracuję w domu. We Włoszech - odpowiadam bez zastanowienia, myśląc o swojej pozycji w głównej rodzinnej firmie, Moretti Olive Oil.
Zanim jestem w stanie w pełni przyswoić konsekwencje tego, co właśnie usłyszałam, tata zrzuca jeszcze większą bombę.
- Mówiąc dokładniej, chcę zacząć cię wszystkiego uczyć, żebyś mogła przejąć dowodzenie... i w najbliższej przyszłości stanąć na czele Moretti Motorsports.
Wpatruję się w niego nieruchomo, mrugam gwałtownie, jakby to mogło pomóc mi przetrawić nowe informacje.
- Tato, to...
- Wiem, wiem. - Unosi ręce, które ledwie zauważalnie drżą, na jego twarz wypływa uśmiech przepełniony dumą. Czuję kotłowaninę uczuć w klatce piersiowej. - To jest wyzwanie, a ja wyskakuję z tym wszystkim znienacka. Wiem, że nie lubisz niespodzianek, mogłem cię jakoś lepiej przygotować... Ale czy to źle, że chcę cię tutaj? Przy mnie? Z nami? Że chcę, byś stała się częścią czegoś, co kiedyś kochałaś? Żebyś przejęła pałeczkę.
Nauczyłam się kontrolować emocje i teraz mi się to przydaje. W przeciwnym razie na sam dźwięk ekscytacji w jego głosie bym się zgodziła.
- Tato... - wzdycham z pytającą intonacją. O cholera. - Nie rozumiem. A wujek Luca? Przecież... Czy to nie on miał cię zastąpić? - Brakuje mi słów i nie wiem, czy to dobry znak, czy zły. Wujek Luca jest wiceprezesem. Zawsze nim był. Logiczne, że będzie naturalnym kandydatem na prezesa, kiedy już tata ustąpi.
Kiedy choroba przeszkodzi mu odpowiednio wykonywać codzienne obowiązki.
- Tak. Wszyscy tak zakładają. Ale długo dyskutowaliśmy o tym z Lucą. Nawet chciał być przy tej rozmowie, byś wiedziała, że masz jego pełne poparcie, ale wypadło mu spotkanie, którego nie można odwołać. To zdolny biznesmen, który rozumie, dlaczego zmiana w tym kierunku jest potrzebna. Pozostanie szarą eminencją, podczas gdy ty będziesz naszą charyzmatyczną liderką na zewnątrz. Będziecie drużyną, ale to ty, mała, staniesz na czele, jeśli tylko zechcesz.
Odczuwam pragnienie odsunięcia krzesła od biurka, by się poruszać. Dać upust nagłemu atakowi niepokoju, który wywołała prośba taty.
- Nie spodziewałam się tego. To... Ojej.
Kiwa spokojnie głową.
- Tak. Wiem. Ale z drugiej strony... - obejmuje gestem swoje ciało, które stopniowo zapada się w sobie, aż w końcu całkiem przestanie mu służyć - ...nie tak miało być.
- Tato... - W tych dwóch sylabach mieści się masa emocji. Rezygnacja. Smutek. Rozpacz. Łatwiej mi udawać, że to nie jest prawda. Że diagnoza, którą usłyszał, jest błędna, że jakieś odkrycie medyczne zapobiegnie rozwojowi jego choroby.
- Wiem. - Uśmiecha się miękko. Gorzko. To tym smutniejsze, że sam mi powiedział, że nie chce, abym musiała obserwować jego odchodzenie... co na pewno się wydarzy. - Ale jest, jak jest. Mamy czas... Oby było go jak najwięcej.
Potakuję, gdy słyszę nadzieję w jego głosie. Też pragnę się jej uchwycić.
- Tak. Mamy mnóstwo czasu, bo przecież słyniesz z uporu. - Wiem, że buduję zamki na piasku tymi słowami, że kłamię, ale musimy się czegoś trzymać. - Nie ma więc sensu prosić mnie, żebym teraz cię zastąpiła.
- Powiedzmy, że chcę przygotować się na najgorsze z nadzieją na najlepszy scenariusz, Cami. - Podnosi się z fotela i powoli podchodzi do okna, za którym rozpościera się jego firma.
Dawniej siadywałam na tych szerokich ramionach, chwytałam go za włosy małymi rączkami i nuciłam śmieszne piosenki, kiedy przechadzał się tymi korytarzami jak jego ojciec przed nim.
Wspomnienia napływają falą. Jest ich mnóstwo. Są wyjątkowe. Tak cholernie niewinne. Chwytam się ich, kiedy tata zbiera myśli.
- Stanęliśmy na podium tylko pięć razy w ostatnich dwóch latach, Camillo. Nie wygraliśmy żadnego wyścigu od czterech. - Oba te fakty ciążą mu, jak ciążyłyby każdemu innemu właścicielowi stajni. Tyle że mój tata nie jest byle właścicielem. Trzyma ster kultowej marki, znanej i szanowanej na całym świecie od chwili swojego szaleńczo udanego debiutu. - Osiągamy gorsze wyniki od spodziewanych. Przekreślamy kolejne szanse z nie wiadomo jakiego powodu. Stajemy się ekipą, którą ludzie widzą, ale jej nie zauważają. Powoli o nas zapominają albo, co gorsza, patrzą na nas z litością. My po prostu trwamy.
- Mamy gorszą passę. Każdej stajni się to zdarza. Nie rozumiem jednak, co sukces drużyny ma wspólnego ze mną. To ty znasz tę branżę na wylot. Czy to nie znaczy, że właśnie ty i wujek Luca jesteście najlepszymi osobami, by tę passę odwrócić?
Poza tym mnie całkowicie brak kompetencji, aby zarządzać takim kolosem. Czy wiem o tym biznesie dużo, ponieważ przez wiele lat miałam z nim kontakt? Pewnie. Przecież nawet na rodzinnych uroczystościach o niczym innym nie rozmawiamy. To wokół torów koncentrują się nasze rodzinne wycieczki.
Czy zależy mi na sukcesie firmy? Oczywiście.
To jednak nie oznacza, że dysponuję umiejętnościami niezbędnymi do zarządzania tym miejscem. To pomaga, jasne, ale nie bardzo mi się przyda, kiedy będę chciała tu wejść i rządzić.
Ostatnie, czego mi trzeba, to przyjęcie tej propozycji i zaprzepaszczenie powierzonego mi dziedzictwa.
- Tato, nazwisko Moretti wcale nie znaczy, że wiem, co robić, ani nie gwarantuje, że będę w tym dobra.
Powoli kiwa głową, po czym odwraca się do mnie twarzą, ręce trzyma w kieszeniach spodni. Może po to, by kontrolować ich drżenie ze względu na mnie. Coraz lepiej idzie mu ukrywanie objawów.
- Masz rację. Można tak na to spojrzeć. Że Luca to najlepszy wybór. Albo że nepotyzm to o wiele większe ryzyko porażki. A może wyraźnie widać, że to, jak funkcjonowało wszystko do tej pory, co robiliśmy Luca i ja, po prostu nie działa. Ba, można by nawet powiedzieć, że jesteśmy dinozaurami, które są zbyt uparte na zmianę.
- Nieprawda.
Unosi palec, aby zaakcentować następne słowa.
- Można też na to spojrzeć i uznać, że potrzebna nam świeża perspektywa. Nowe podejście. Ktoś, kto przyjdzie i nie tylko będzie się uczyć, ale też zdoła odbudować drużynę, wykorzystując przy tym swoje wykształcenie w marketingu.
- Mam dwadzieścia pięć lat. Słyszysz, jak niedorzecznie to brzmi? Postawić kogoś w moim wieku na czele tego wszystkiego? - Wyciągam przed siebie ręce, aby objąć gestem budynki za szybą.
- Dlatego zaczniemy już teraz. Nie jestem naiwny. Wiem, że nie wejdziesz tu od razu pierwszego dnia gotowa do pracy. Upłynie kilka lat, zanim rozwiniesz się na tyle, by stanąć na czele. Nauczysz się wszystkiego. To ja chcę cię uczyć, dopóki jeszcze mogę.
- Myślałam, że o tym nie rozmawiamy - wtrącam, bo jeśli nie mówimy głośno o jego chorobie, to znaczy, że nie jest chory, prawda?
- Muszę patrzeć w przyszłość, mała, a to oznacza, że chcę mieć pewność, że ktoś się tym miejscem zaopiekuje. Będzie je chronić. Zapewni mu przyszłość.
Czuję ucisk w gardle, kiedy szukam słów.
Nie znajduję ich, więc ponownie skupiam się na sobie. Na odepchnięciu od siebie tego pomysłu, który na równi przeraża mnie i intryguje, choć nigdy bym się do tego na głos nie przyznała, bo to takie przeciwstawne uczucia.
- Kto normalny słuchałby moich poleceń? Wszyscy tutaj wiedzą więcej ode mnie.
- A od kiedy obchodzi cię, co myślą ludzie?
- Nie chodzi o to, co myślą ludzie. Nie da się zarządzać, kiedy nie cieszysz się szacunkiem. Nie da się...
- I dlatego zatrudnimy cię jako konsultantkę do stworzenia nowej kampanii medialnej dla Moretti. Strategia marki. Media społecznościowe. Wprowadzisz Moretti w dwudziesty pierwszy wiek. Wszyscy wiedzą, że się na tym znasz. Weźmy twoją ostatnią kampanię rebrandingową.
- Tak, ale to była oliwa. Zupełnie inny produkt. To nie ma nic wspólnego z wyścigami.
- Nie musi mieć. My też potrzebujemy odświeżenia marki. Znasz nas, znasz nasz produkt, wiesz, w co wierzymy, lepiej niż jakikolwiek inny konsultant. Tym będziesz się zajmować oficjalnie, a nieoficjalnie będziesz się wszystkiego uczyć. Zostaniesz moim cieniem, poznasz firmę od podszewki. Będziesz wkraczać wszędzie tam, gdzie okaże się to potrzebne. Dzięki temu pracownicy zobaczą, że się uczysz, zobaczą, że potrafisz przejąć każdą funkcję, i uwierzą, że rozumiesz ten biznes i prowadzenie firmy.
- Słyszę, co do mnie mówisz, ale nie wierzę, że to się uda.
- Uda się.
- Ale jak, tato? Co wniosę takiego, czego nie ma wasz ogromny dział marketingu?
- Młodość. Inną perspektywę. Zewnętrzny punkt widzenia.
- Mógłbyś zatrudnić każdego.
- Nie chcę każdego. Chcę ciebie. - Wzrusza uparcie ramionami. - Jesteśmy starą szkołą. Robimy to samo od lat. Mogę wprowadzać nowych ludzi, ale oni utykają w okowach tego, kim byliśmy dawniej. Potrzebujemy nowej strategii. Nasza stajnia jest znana, ale nie sławna. Istniejemy, ale nie ma w tym radości, iskry. Musimy stworzyć trend, żeby ludzie nas oglądali, nawet kiedy nie wygrywamy. To przyciągnie większych sponsorów, większe pieniądze i pozwoli nam dokonać skoku technologicznego.
- Ambitny plan.
- Nie. To coś, czego potrzebuje ta firma. Ty jesteś tym, czego potrzebujemy.
- Świeża perspektywa i kampania marketingowa nie zagwarantują nam sukcesu.
- Nie. Ale dzięki nim dasz się poznać pracownikom. Zobaczą, jaką masz etykę pracy. I kiedy to stanie się widoczne - obejmuje gestem swoje ciało, powoli poddające się chorobie Parkinsona - ty będziesz już znana, a ludzie się nie przestraszą, gdy staniesz na czele.
Wpatruję się w niego i kręcę głową. Wiem, że nie ma sensu do tego wracać, ale i tak to robię. Nie pierwszy raz.
- Nadal nie rozumiem, dlaczego chcesz utrzymywać diagnozę w tajemnicy. To musi być męczące.
- Jest, ale pozwól mi jeszcze przez chwilę nacieszyć się swobodą, Cami. - Zniża głos, uśmiecha się delikatnie. - Nie chcę się czuć jak małpa w zoo, obserwowany przez tych, którzy czekają tylko, aż moje ciało z czymś się zdradzi. Nie chcę, by się nade mną litowano, nie chcę, by robiono dla mnie wyjątki. Nie chcę być tematem artykułów o tym, że formuła jeden jest inkluzywna i tak dalej. Chcę być po prostu sobą najdłużej, jak się da.
Czuję pieczenie łez w gardle, ale udaje mi się je powstrzymać. Po raz pierwszy zdradził powód, dla którego utrzymuje to w tajemnicy.
- Dobrze. Ale jak wytłumaczysz tę laskę?
- Problemy z biodrami, zalecenie lekarza. - Wzrusza ramionami bez cienia skruchy. - Rzadko jej potrzebuję, więc nikt tego nie kwestionuje. Głównie, kiedy jestem zestresowany, bo stres zaostrza objawy. To kolejny powód, dla którego jesteś mi potrzebna. Świadomość, że tu jesteś, że pokierujesz tym miejscem z prawością i determinacją, które towarzyszą nam od pokoleń, na pewno mi pomoże.
- A moje obecne stanowisko? Nie mogę tak po prostu odejść.
- Pewnie, że możesz. Uroki pracy w rodzinnej firmie. - Unosi wyzywająco brwi.
- Wychowałeś mnie w przekonaniu, że należy kończyć to, co się zaczęło. Należę w takim samym stopniu, a pewnie nawet w większym, do Moretti Olive Oil, jak tutaj.
- Ale powtarzałem też, że kiedy nadarza się okazja, nie wolno jej przepuścić.
Jezu. Na wszystko ma odpowiedź.
- Poza tym - dodaje - o ile dobrze pamiętam, to ty kilka tygodni temu powiedziałaś, że dokucza ci stagnacja. Ja proponuję ci coś innego. Coś nowego, ambitnego. Na świecie jest tylko dziesięć drużyn formuły jeden. My należymy do tej dziesiątki. Można by pomyśleć, że nauka zarządzania taką firmą cię zaintryguje z racji twojej słabości do rozbijania szklanych sufitów.
- Po prostu... dużo tego - wykrztuszam. Bo jest tego dużo. Bardzo dużo. Sama prośba. Jej nagłość. Potencjalna rewolucja w moim życiu. Jego diagnoza.
Rodzina Morettich założyła to imperium pod koniec XIX wieku, najpierw hodowała oliwki, a potem nauczyła się wyciskać z nich oliwę. To właśnie ta gałąź była mi przeznaczona, Moretti Olive Oil. Pomaganie w zarządzaniu tamtym gigantem. Nie tym!
- Wiem. - Tata wykrzywia wargi, kiedy nasze oczy się spotykają, ale po chwili kąciki jego ust unoszą się w łagodnym uśmiechu. - Pragnę zostawić ten sport w lepszym stanie, niż go zastałem. Potrzebujemy tutaj większej liczby kobiet. Nie tylko, by móc powiedzieć, że tutaj też jesteście, ale dlatego, że inaczej patrzycie na pewne sprawy. Widzicie je pod innym kątem. Postrzegacie problemy z innej perspektywy. Wasze zdanie różni się od opinii właścicieli, z których każdy jest mężczyzną.
- Tylko tyle?
Uśmiech rozświetla również jego oczy.
- Może też pragnę, by znów połączyła nas taka więź jak kiedyś. Gdy byłaś mała, gdy byłaś nastolatką i przesiadywaliśmy na padoku, dudniło nam w piersiach, szumiało w uszach, nasze serca waliły podczas wyścigów. Może to nostalgia, może starość, ale tęsknię za tamtymi dniami z tobą.
Jezu. Równie dobrze mógłby palcami ścisnąć mi serce. Uciekłam od tego sportu. Koncentrowałam się tylko na tym, by uciec. Dla siebie. Samolubnie nigdy jednak nie myślałam o tym, co on stracił. Jak moje gwałtowne odejście i kolejne lata wpłynęły na niego. Byłam zbyt zajęta... No cóż, uciekaniem.
Radzeniem sobie.
Zdrowieniem.
- Ja też za tym tęsknię. - Taka jest prawda. To moje najlepsze wspomnienia. - Ale... Sama nie wiem, tato.
Przechyla głowę i lustruje mnie wzrokiem. Emanuje miłością, nawet kiedy tak uważnie mi się przygląda.
- Ani razu nie powiedziałaś, że twoim zdaniem to dobry pomysł albo że się cieszysz. Nawet się nie uśmiechnęłaś. Powiesz mi, co się naprawdę dzieje, Camillo? Dlaczego tego nie chcesz? - Jego oczy mówią, że wie, że ma rację. Że nie zna całej prawdy o tym, dlaczego odeszłam.
Otwieram usta, a potem je zamykam. Wracają do mnie te wszystkie chwile, kiedy siedziałam na ramionach jego albo nonno i mówiłam, że pragnę zarządzać tym miejscem. To było moje marzenie. Moje największe marzenie.
Mój wzrok przykuwa zdjęcie pradziadka, mojego nonno, a także wujka Luki, taty i mnie - cztery pokolenia Morettich. Przeszłość. Teraźniejszość. I to, co okaże się przyszłością.
Od razu widać, że jesteśmy spokrewnieni. Ciemne włosy. Oliwkowa cera. Jasnobrązowe oczy. Podobne gesty.
Jestem dumna z bycia częścią tej rodziny, tego dziedzictwa. Nie mogę znieść myśli, że nie potrafię odpowiedzieć na prośbę taty.
- Cami? - ponagla mnie.
- Nic się nie dzieje - kłamię. - Znalazłam swoją niszę w marketingu. Jestem w tym dobra.
Nie odpowiada, a kiedy w końcu podnoszę wzrok, zauważam, że nadal mi się przygląda. To nigdy nie wróży nic dobrego. Czyta we mnie jak w otwartej książce.
Istnieje powód, dla którego musiałam narzucić dystans pomiędzy nami - cały ocean - by uporać się z nową rzeczywistością i łańcuchem zdarzeń, z którymi muszę się pogodzić.
- Jesteś w tym dobra. O to mi właśnie chodzi. Stajnia cię potrzebuje. Ta firma cię potrzebuję. Ja ciebie potrzebuję.
Te trzy ostatnie słowa są jak cios prosto w serce.
Zaciskam palce na grzbiecie nosa, toczy się we mnie wojna, o której tata nie ma pojęcia.
- Wiesz co, mała? Daj mi rok. Daj mi czas do końca sezonu. Popracuj dla mnie i jeśli do końca sezonu cię nie przekonam, jeśli dalej nie będziesz tego chciała, nigdy więcej nie wrócę do tematu. Będziesz mogła wrócić do MOO i zapomnieć o wyścigach.
- Obierasz taką strategię, bo wiesz, że nie będę chciała cię zostawić, prawda? - żartuję.
- Chyba nie można mnie za to winić. - Wybucha śmiechem, jego oczy płoną.
- Potrzebuję czasu, aby się nad tym zastanowić.
- Oczywiście. Ale naprawdę cię potrzebuję, Cami.
- Wiem. Chcę to tylko przemyśleć.
Odwraca się twarzą do świata Moretti.
- Jestem tutaj, gdybyś chciała to przegadać. Zawsze jestem tutaj.
- Dzięki, tato.
Ale to nieprawda. Jesteś chory i pewnego dnia, wcześniej, niż myśleliśmy, już cię tu nie będzie.
Niczego nie boję się bardziej niż tego właśnie dnia.