Poza krąg Kwadrygi. Światopogląd poetycki Władysława Sebyły i Lucjana Szenwalda - Magdalena Amroziewicz

Kup ebooka

29.00 zł
23.78 zł (13,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

W latach trzydziestych XX wieku w poezji zarówno Władysława Sebyły, jak i Lucjana Szenwalda dojrzewają główne tematy ich twórczości. Spotyka­ją się one w jednej z fundamentalnych obsesji, jaką jest nie tyle śmierć 1, ile raczej ambiwalentna - naraz wszak życiodajna i śmiercionośna - figura Rodzica. Podobni aż do tego momentu, poeci okazują się zupełnie rozłączni w dalszych zmaganiach ze swym "dziedzictwem i przeznaczeniem" (Ps 16,5).

Podstawowym, a równocześnie fundamentalnym poziomem, na którym światopogląd poetycki każdego z obu twórców rozchodzi się w dwie przeciwstawne strony, jest wybór i wyróżnienie jednej spośród rodzicielskich figur. Dla Sebyły najważniejszy okaże się Ojciec, dla Szenwalda zaś Matka. Figury te będą z jednej strony konkretnymi personifikacjami, z drugiej - zasadą organizowania artystycznej materii, dominantą spojrzenia. U autora Koncertu egotycznego imię Ojca dość szybko (i niemal wszędzie, z wyjątkiem wierszy ściśle biograficznych 2) ulega utożsamieniu z rozmaitymi wcieleniami Boga (boga) 3. U Szenwalda natomiast zaobserwować można łączenie figury Matki z planetą Ziemią (Przybierający księżyc), ziemią jako krainą, ale i glebą (Pożegnanie Syberii), a wreszcie z bliską naturze czy też materii siłą, której jednoznaczne dookreślenie przedwcześnie zamykałoby inne możliwości interpretacyjne (Kuchnia mojej matki). Imieniem Matki, które potrafi zebrać w sobie te różne obszary, pomieszczając także najbardziej tajemnicze i wielowymiarowe z nich, jest Natura 4.

Zanim jednak nastąpi spotkanie czytelników z imionami Rodziców, należy przypomnieć kontekst, z którego wyrósł każdy z bohaterów tego studium. Istotne same w sobie, rozważania historycznoliterackie i historyczne tworzą tło konieczne dla prowadzenia dalszych rozważań. Jedynie w tym sensie pierwsza, historyczna część książki jest służebna wobec drugiej, w ramach której dokonują się interpretacja i konieczne przewartościowania. Jedynie rozpoznając kontekst historii poetów, a także odkrywając skomplikowane nieraz dzieje recepcji ich dzieł, można pozwolić sobie na dalsze diagnozy.

Książka Poza krąg Kwadrygi. Światopogląd poetycki Władysława Sebyły i Lucjana Szenwalda dzieli się na dwie części. Pierwsza ma charakter historycznoliteracki, obejmuje również historię recepcji dzieł poetów, skupia się na ich obecności zarówno w historii literatury, jak i w pamięci kulturowej. Jej dodatkowym elementem są wstępne refleksje metodologiczne, które zostają rozwinięte w części drugiej.

Część druga, zatytułowana Bóg Ojciec i Matka Natura, poświęcona jest już niemal w całości interpretacji dzieł poetów wedle przypisanych im figur archetypicznych Rodziców. Bóg Ojciec Sebyły oraz Matka Natura Szenwalda tworzą parę, która - opowiadając o zupełnie innych wrażliwościach i światopoglądach - spotyka się ze sobą właśnie na zasadzie izomorficznego kontrastu. Obok przyglądania się odbiciom Rodziców zarówno w poszczególnych utworach, jak i w uogólniającej formule rekonstruowania światopoglądów poetyckich w części tej poddaję rewizji i redefinicji konkretne terminy. Dwóm spośród nich - metafizyce, która jako pojęcie filozoficzne bywa również używana przez historyków literatury, oraz katastrofizmowi, rozumianemu zarówno filozoficznie, jak i literaturoznawczo - poświęcam szczególnie dużo uwagi.

Zakończenie części drugiej, które jest równocześnie ostatnim rozdziałem książki, nosi tytuł Trzecia droga. Chciałabym o nim myśleć jako o otwarciu, które inicjuje nieco inne, odmienne myślenie o każdym z poetów, zapraszając tym samym do dalszych poszukiwań. Jest to zatem nie tyle konkretna propozycja, ile ostatnia część "raportu" z wyzwalania się z dotychczasowych meandrów lektury oraz próba wskazania nowych dróg interpretacji. Łączy się ona z przepracowywaniem dotychczasowej recepcji - z przewartościowaniem pomysłów, które okazały się niewystarczające bądź błędne, i z ocalaniem tych cennych.

Dobrym przykładem rezygnowania z utartych szlaków myślenia o konkretnej twórczości jest próba nowego spojrzenia na dzieło i postać Władysława Sebyły. Wydobycie poety z podtrzymywanych dotychczas opozycji - rezygnacja z klucza patriotycznego i martyrologicznego, ale także z interpretacji lewicującej, kwadryganckiej - otwiera jego dzieło na konteksty współczesne. Próba lektury postsekularnej czy "nihilistycznej" jest inspirująca, ale z uwagi na ryzyko anachronizmu tudzież podporządkowania twórczości poetyckiej określonemu kluczowi interpretacyjnemu rodzi pewne wątpliwości metodologiczne. Zastrzeżenia te - nieobce również refleksjom nad "nowym Szenwaldem" - mogą się jednak okazać konstruktywne. Moja książka jest po części zdawaniem sprawy z tych zmagań.

Nie sposób wreszcie nie wspomnieć o użytej w tytule kategorii światopoglądu poetyckiego. Skąd taki akurat wybór? Po pierwsze - z uwagi na niewystarczalność pojęcia wyobraźni. Ta bogata i szeroka kategoria (w rozumieniu romantycznym czy dwudziestowiecznym, bliskim na przykład wizyjnemu katastrofizmowi lat trzydziestych) okazuje się niekompletna w spotkaniu z poezją zarówno Sebyły, jak i Szenwalda. Mówiąc bowiem jedynie o wyobraźni, pomija się drugą, niezwykle przecież ważną dziedzinę, jaką dla każdego z poetów stanowiła sfera idei. Ich poezja, mimo energii wizyjnej, ciemnej nieraz i kasandrycznej, była przecież również (w przypadku Sebyły - zwłaszcza w czasach Kwadrygi) poezją silnie zaangażowaną społecznie, opartą na określonych przekonaniach i propozycjach ideowych. Proponuję zatem kategorię światopoglądu poetyckiego, która jest szersza o kontekst ideowy (tym ciekawszy, że przechodzący przeobrażenia, a nieraz kruszący się podczas procesu twórczego) i która równocześnie za sprawą epitetu nie pozwala zapomnieć o swoim niezbywalnym, artystycznym zakotwiczeniu.

Żadna spośród definicji wyobraźni, które teraz przywołam, nie wyczerpuje tego, co mają do zaproponowania bohaterowie mojego studium. Etymologia tego określenia wskazuje, że pierwotna wersja czasownika "wyobraźnić (sobie)" pochodzi od "obrazu", ten zaś - od "rzezania" w drzewie lub w kamieniu kształtu postaci, którą chciało się przedstawić 5. To pierwszy, choć dosyć subtelny paradoks - siła kreacyjna, która wydaje się znajdować się na przeciwnym biegunie żywiołu mimesis 6, bierze swoje źródło właśnie z przedstawienia. W zrozumieniu tej zależności pomaga proste zdanie z objaśnienia hasła wyobraźnia w Słowniku filozoficznym: "Najczęściej rozróżnia się wyobraźnię twórczą i wyobraźnię odtwórczą" 7; dla mnie w definicji tej ważniejsze jest jednak stwierdzenie: "Według niektórych teoretyków, [wyobraźnia - M.A.] tym żywsza, im bardziej niezależna od intelektu" 8. Okazuje się więc, że intelekt byłby siłą, która ma moc ograniczania twórczych sił 9.

Znów to właśnie Sebyła jest tym poetą, który służy za przykład podczas redefiniowania wcześniejszych ustaleń historycznoliterackich. Tym razem myślę o kwestii chronologii jego twórczości, swego czasu szeroko dyskutowanej. Postulat nieoddzielania zaangażowanego, społecznego wymiaru tej poezji od obecnego w niej równolegle "nurtu ciemnego" jest równie potrzebny jak znalezienie takiego pojęcia, które pomieściłoby w sobie zarówno troskę o najbiedniejszych, pacyfizm i niezgodę na kapitalistyczny wyzysk, jak i swoistą mistyczność należną nie tylko Ośmiu nokturnom i Koncertowi egotycznemu, ale też właśnie juweniliom. I odwrotnie - ideowy, społeczny, a niekiedy nawet polityczny wymiar poezji Sebyły, nie tak wyraźny jak u Szenwalda, nie jest sprzeczny z żywiołem wyobraźni i nie powinien być zaniedbywany.

W szkicu o Szenwaldzie Tadeusz Bujnicki komentował jego juwenilia: "Ponieważ obrazy tak ukształtowane służą wyzwoleniu pewnych sugestii nastrojowych, pojęcie "tonacji" czy "barwy ideowej" ściślej odpowiada treści wiersza niż jednoznaczne określenia: idea lub światopogląd" 10. Jak jednak dookreślić pojęcie światopoglądu - przez Bujnickiego używane dość intuicyjnie? Co odróżniałoby je od idei, a co od "tonacji" czy "barwy ideowej"? Wyrwane z kontekstu wypowiedzi badacza służą tropieniu pewnych nieostrych, a jednak domagających się definicji kategorii literaturoznawczych.

Kategorią światopoglądu literackiego posługiwał się również piszący o Sebyle Jan Józef Lipski:

Wiesław Paweł Szymański (...) oparł swój świetny szkic przede wszystkim na Młynach (z Koncertu egotycznego) i Obrazach pamięci (z Obrazów myśli) sięgając do Pieśni szczurołapa głównie jako do źródła egzemplifikacji przy analizach stylistycznych, które objaśniają głębokie struktury światopoglądu poetyckiego Sebyły, zrekonstruowane jednak na innej podstawie 11.

Czy do kwestii światopoglądu poetyckiego należałoby zaliczyć programowe wypowiedzi poetów, czy raczej ich wiersze? Czy w przypadku Szenwalda należy myśleć o Rewolucjonistce czy o W odpowiedzi Czesławowi Miłoszowi i co począć z Komentarzem wieńczącym Scenę przy strumieniu? Kogo słuchać bardziej - Sebyły, który na antenie Polskiego Radia omawia debiuty literackie, czy Sebyły jako autora Ośmiu nokturnów? Z problemem tym mierzyła się pisząca o Sebyle - naraz poecie i krytyku - Agnieszka Kluba 12. Podział na "elementy świadomości artystycznej i poetyki sformułowanej" 13, przyjęty przez badaczkę za Januszem Sławińskim 14, okazał się pomocny w formułowaniu poglądów na twórczość poetów, którzy brali aktywny udział w dyskusjach krytyczno- oraz teoretycznoliterackich 15.

Pisząc o "światopoglądzie poetyckim" Sebyły i Szenwalda, myślę jednak przede wszystkim o pracy Ewy Kołodziejczyk Czechowicz - najwyżej piękno. Światopogląd poetycki wobec modernizmu literackiego. O samym pojęciu światopoglądu - nie tylko poetyckiego zresztą - Kołodziejczyk pisze, powołując się na Psychologie der Weltanschauungen Karla Jaspersa:

Chciałoby się powiedzieć za Jaspersem, że w sytuacjach granicznych [ludzie - M.A.] stają się przytomnymi, świadomymi swego istnienia i dopiero wówczas na miano ludzi zasługują. Nie da się, jak wiadomo, uzgodnić języka poezji i filozofii. Istnieje wszakże możliwość ukazywania miejsc przylegania idei i obrazów. Wybór ten oznacza ryzyko sąsiedztwa tekstu poetyckiego i filozoficznej formuły. Jaspersowskie określenie przywołane jest tu po to, by zwrócić uwagę na zbieżność zainteresowań intelektualistów, którzy świadomi rozwoju procesów umasawiania się społeczeństw i kultur zadawali sobie wspólne pytanie: kiedy człowiek zachowuje indywidualne spojrzenie na siebie i świat, kiedy nie może uniknąć poznania prawdy o sobie? Jaspers i Czechowicz odpowiadają na nie podobną myślą ujętą w formy zarezerwowane dla różnych sfer wyrażania 16.

Myśl Kołodziejczyk koresponduje z frazą Emila Ciorana, którą Katarzyna Gościniak wyzyskała w swojej pracy o juweniliach Sebyły: "Są ludzie, którzy zaczęli od świata form, a kończą w absolutnym zamęcie. Dlatego mogą oni filozofować tylko poetycko" 17.

Jeśli obiekty idealne, takie jak dobro, prawda, nie przekładają się w rozumowaniu na pewne wspólne wszystkim ludziom jakości przedmiotowe czy umysłowe - a taka jest Czechowiczowska konkluzja - to należy zawiesić możliwość uprawiania uniwersalnej filozofii, teologii, wyznawania wspólnej etyki. W tym punkcie myśl poety spotyka się z wywiedzionym z filozofii Nietzschego przekonaniem Karla Jaspersa o tym, że istnieje tylko światopogląd, tylko indywidualny punkt widzenia. Wnioski wyciągnięte z tej refleksji doprowadzą autora w błyskawicy do swoistej definicji poezji metafizycznej, która okazuje się definicją w tym czasie powszechniejszą 18.

Słowa badaczki dotyczą poezji Czechowicza (dokładnie: wiersza jesienią), wydają się jednak tworzyć pewien horyzont diagnoz możliwych do poczynienia względem dużej części poezji dwudziestowiecznej. W tym znaczeniu kategoria światopoglądu poetyckiego - jako subiektywna, zawsze jednostkowa i w pewnej mierze intymna - nie wymaga ponownego ustanowienia.

W czytaniu Sebyły i Szenwalda kategoria światopoglądu poetyckiego jest dla mnie ważna jako pozwalająca pogodzić intelektualny oraz ideologiczny wymiar ich poezji (do którego należy również kwestia zaangażowania społecznego) z tętniącym w niej żywiołem wyobraźni. W diagnozie Kołodziejczyk kategoria ta zyskuje jeszcze jedną jakość - aspekt indywidualności, owego intymnego, niepowtarzalnego oglądu świata, który u bohaterów mojego studium objawi się w sposób niepokojący, osobliwy, jedyny.

Czy zatem kategoria "światopoglądu" nie tylko na poziomie intuicyjnym jest pojemniejsza od "wyobraźni" czy "wizji"? Czy potrafi ona - nie zaniedbując romantycznie rozumianego natchnienia - pomieścić w sobie to, co wnosi ze sobą idea (ideologia?) i wypływający z niej czyn? Postaram się przyjrzeć tym teoretycznym pytaniom w praktyce spotkania z żywymi tekstami.

* * *

Głównym celem tej książki jest zmierzenie się z zagadnieniem aktualności dzieł Władysława Sebyły i Lucjana Szenwalda. Jedno z podstawowych pytań, jakie zadawałam sobie podczas procesu pisania, dotyczy tego, czy artykułowane w tych dziełach niepokoje mogą być atrakcyjne dla dzisiejszych odbiorców poezji. Aktualność to kategoria szczególna, już bowiem samo wyobrażenie spotkania współczesnego czytelnika z odległymi tekstami każe myśleć o niebotycznych różnicach nie tylko na poziomie dykcji poetyckiej, lecz przede wszystkim w myśleniu, wyobraźni i światopoglądzie. Czy nie jest to jedynie teoria na temat "przefiltrowania" dawnej twórczości przez współczesną wrażliwość?

Wyprowadzenie Sebyły i Szenwalda "poza krąg Kwadrygi", z całym emancypacyjnym potencjałem tego projektu, wykracza daleko poza historycznoliterackie postulaty postrzegania ich jako poetów niezależnych od ugrupowania, w którym debiutowali. To również próba przywiedzenia ich ku wrażliwości współczesnego czytelnika, wraz z wszystkimi konsekwencjami tej ryzykownej przygody. Sama aktualność ("aktualność"?) nie może, rzecz jasna, obyć się bez tego, co historyczne. Tym bardziej jednak zachwycają momenty, które jawią się jako wspólne.

Utopijne marzenie o moście ponad epokami, o komunikacji prawdziwszej niż (zawsze przecież skazana na porażkę) "rekonstrukcja", przez krótką chwilę wydaje się spełniać. Chwila na tyle nieduża, że i marzenie nieszkodliwe.

1 Na gruncie międzywojennej poezji polskiej "obsesję śmierci" zwykło się kojarzyć głównie z postacią Józefa Czechowicza. W przypadku Sebyły i Szenwalda zainteresowanie tym tematem jest o wiele bardziej subtelne, niż miało to miejsce w przypadku autora czasu jutrzennego, wplatającego w treść swoich wierszy "umarłe ręce czechowicza" i cierpiącego z powodu silnych lęków. Zob. film dokumentalny Nuta człowiecza, scenariusz i realizacja H. Etemadi, Lublin 1986. Por. W. Gralewski, Stalowa tęcza. Wspomnienia o Józefie Czechowiczu, Warszawa 1968. Zob. także E. Kołodziejczyk, Czechowicz - najwyżej piękno. Światopogląd poetycki wobec modernizmu literackiego, Kraków 2006.

2 Myślę o wierszu zatytułowanym Ojcu, który ukazał się w tomie Pieśni szczurołapa jako jedna z części cyklu Ryby na piasku. Z uwagi na konieczność terminologicznej precyzji, pisząc o biologicznym ojcu poety, Michale Sebyle, używać będę - w przeciwieństwie do figury Ojca - małej litery. Zasada ta tyczyć się będzie również potrzebnego do interpretacji utworów Szenwalda rozróżnienia pomiędzy matką a Matką.

3 Pisząc o Bogu tradycji judeochrześcijańskiej (nawet tym zdetronizowanym), konsekwentnie będę używać wielkiej litery. Literę małą rezerwuję natomiast dla bogów antycznych bądź bliżej niesprecyzowanych.

4 Wielość kontekstów uruchamianych przez te dwie archetypiczne figury powoduje, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Oprócz wspomnianych już przeciwstawień niemożliwa do pominięcia wydaje mi się również Goetheańska, Faustowska para: duch ziemi (bóstwo chtoniczne, synonim "tego, co konieczne, co nie da się odwrócić") i duch dziejów (kategoria Heglowska, pojawiająca się również w Fauście). O tych figurach-duchach mówił Aleksander Fiut w kontekście najważniejszych problemów Traktatu poetyckiego Czesława Miłosza podczas dyskusji zatytułowanej Miłosz i Goethe, czyli kto to jest klasyk? Spotkanie z okazji 110. rocznicy urodzin Czesława Miłosza (w której obok autora Momentu wiecznego udział wzięli: Ireneusz Kania, Ewa Kołodziejczyk i Joanna Zach). Duchy te, wedle słów badacza, "biorą się pod ręce w tańcu śmierci" i w tym demonicznym, pełnym cierpienia świecie tradycyjnie dzielą między siebie cechy kobiece (natura) i męskie (historia, prawo). Spotkanie odbyło się 30 czerwca 2021 roku w Krakowie; nagranie dostępne jest pod adresem: facebook.com/obtCzeslawaMilosza/videos/1174983942973738 (dostęp: 10.07.2021).

5 Wyobraźnia [hasło w:] A. Brückner, Słownik etymologiczny, Kraków 1985, s. 371-372.

6 Por. M. Głowiński, T. Kostkiewiczowa, Wyobraźnia [hasło w:] Słownik terminów literackich, red. J. Sławiński i in., Wrocław 2008, s. 629.

7 M. Uliński, wyobraźnia [hasło w:] Słownik filozofii, red. J. Hartmann, Kraków 2009, s. 250.

8 Tamże.

9 Czy nie jest to myśl przywoływana przez Czesława Miłosza (za Williamem Blakiem) w Ziemi Ulro? Wedle kategorii Blakowskich królestwo Urizena (scjentystycznego ratio) tłumiło życiodajne siły Urthony (wyobraźni). Por. C. Miłosz, Ziemia Ulro, Paryż 1977.

10 T. Bujnicki, Stare dzbany i młode wino [w:] Poeci dwudziestolecia międzywojennego, red. I. Maciejewska, t. 2, Warszawa 1982, s. 295.

11 J.J. Lipski, Władysław Sebyła 1902-1940 [w:] Obraz literatury polskiej XIX i XX wieku, t. 4: Literatura polska w okresie międzywojennym, red. I. Maciejewska, J. Trznadel, M. Pokranesowa, Kraków 1993, s. 92.

12 A. Kluba, Niewyrażalność w świadomości artystycznej Władysława Sebyły. Analiza wypowiedzi krytycznych i tekstów poetyckich, "Pamiętnik Literacki" 2001, nr 1, s. 73-111.

13 Tamże, s. 73.

14 Kluba (tamże, s. 90-91, przypis 58 i 59) podaje następujące źródło: J. Sławiński, [rec. B. Leśmian, Szkice literackie], "Pamiętnik Literacki" 1961, z. 1, s. 219.

15 Por. Na boku. Pisarze teoretykami literatury?... (szkice), red. J. Olejniczak, M. Bogdanowska, Katowice 2007.

16 E. Kołodziejczyk, Czechowicz..., dz. cyt., s. 231.

17 E. Cioran, Liryzm absolutny [w:] tegoż, Na szczytach rozpaczy, tłum. I. Kania, Warszawa 2008, s. 94, cyt. za: K. Gościniak, Nieudana teodycea? Inedita Władysława Sebyły (Bunt ludzi. Strzępy niescenicznego dramatu. 7 wizji, Opowieści o Stalowookim) jako prolegomena egzystencjalizmu w twórczości poety [w:] Władysław Sebyła - głos poety, głos epoki. Relektury, red. P. Urbańska, T. Wójcik, Warszawa 2016, s. 69.

18 E. Kołodziejczyk, Czechowicz..., dz. cyt., s. 254.

1.

Kwadryga

Podzielane przez Władysława Sebyłę i Lucjana Szenwalda doświadczenie przynależności do grupy literackiej Kwadryga należy traktować jako konieczny do odnotowania fakt historycznoliteracki, a także biograficzny czy nawet środowiskowy ("towarzyski"). Trudno się jednak zgodzić na uproszczenie, jakim jest utożsamienie całej ich twórczości z kręgami tej grupy i redagowanym przez nią czasopismem. Do uproszczenia tego dochodzi czasem bezwiednie, niejako na marginesie podręczników syntezujących obraz epoki, słowników historycznoliterackich, artykułów naukowych tudzież bardziej popularnych publikacji czy wzmianek prasowych. Myślę tu o zubożeniu, jakie niesie ze sobą hasło "poeta Kwadrygi" 1.

Znaczenie, jakie nadaje się zaangażowaniu poetów w pismo, które wychodziło przecież nie dłużej niż przez cztery lata 2, domaga się zatem właściwej miary. Sprowadzenie Sebyły i Szenwalda do roli "przedstawicieli grupy" jest, jak zresztą najczęściej w takich wypadkach, z zasady redukcjonistyczne. Po pierwsze, wydaje się, że każda grupa literacka (nawet, a może w szczególności ta najbardziej "wyznaniowa") bazuje na pewnym konsensusie, a niekiedy i na ofiarach z części indywidualności jej członków 3. Po drugie, zbyt wiele różnic dzieliło twórców pisma nie tyle w czasie rozpadania się grupy, ile właściwie już w momencie jej konsolidacji. Kwadryga nie była formacją o wyrazistym czy też ścisłym programie, trudno zatem mówić o tym, by którykolwiek z jej członków miał reprezentować jakiś wspólny front 4. Po trzecie, w dziejach Kwadrygi wspomniany już aspekt czasowy był szczególnie ważny; na krótki okres istnienia pisma nałożył się również wątek młodości jego redaktorów - w większości najwyżej studentów. Nie przesądza to wprawdzie o w pełni sytuacyjnym profilu grupy 5, pozwala natomiast pamiętać o charakterystycznych dla młodych debiutantów okolicznościach.

Pierwszym krokiem w kierunku odpowiedniego spojrzenia na kwestię przynależności Sebyły i Szenwalda do grupy Kwadryga jest uznanie, że dla każdego z nich była ona jedynie - i aż - kolebką talentu. Jak jednak rozumieć rolę "kolebki"? Czy można powiedzieć, że w życiorysie obu twórców lata 1927-1931 pokrywają się z krystalizacją zarówno poetyki, jak i tego, co przyjdzie nazwać "światopoglądem poetyckim"? Rzecz nie jest taka prosta. I znów: redukcjonistyczne, a co najmniej konwencjonalne, skrótowe i jakby zbyt pospieszne jest już samo pojęcie krystalizacji. Zarówno bowiem w wypadku Sebyły (poezję którego zupełnie niesłusznie zwykło się dzielić na okres "zaangażowany" i "metafizyczny" 6), jak i Szenwalda (którego proteuszowość była wypadkową nie tylko artystycznych, ale też ideologicznych czy wręcz politycznych względów 7) poetycka droga układa się w linię niejednorodną i skomplikowaną. Warto zatem zrezygnować z pojęcia krystalizacji na rzecz bardziej pojemnego i naturalnego - dojrzewania.

Po czterech latach czasopismo "Kwadryga", a także skupiony wokół niej krąg rozpadły się, a przyczyną tego był - między innymi - brak środków finansowych na wydawanie kolejnych numerów. Rozłam ten miał jednak i głębsze znaczenie: pozwolił każdemu z poetów pójść w swoją stronę, co przydało dzielącym ich różnicom dużo naturalności - ostatecznie je uwolniło 8.

Zamknięcie pisma w sposób symboliczny wyznaczyło zatem moment dojrzałości niemal wszystkich związanych z nim twórców. Chyba u żadnego z poetów nie doszło do takiej sytuacji, by nie widzieli oni już dla siebie miejsca poza Kwadrygą i by jej koniec równał się końcowi ich twórczości. Od tego momentu samodzielności wymagała kwestia nie tylko znalezienia się na rynku literackim, lecz również budowania własnej poetyckiej marki - zarówno artystycznej, jak i światopoglądowej.

Otworzyła się droga poza krąg Kwadrygi.

1 Uproszczenia te nie są, szczęśliwie, żadną normą, aczkolwiek wciąż można się na nie natknąć zarówno w artykułach popularnonaukowych czy we wzmiankach w prasie, jak i w poważniejszych publikacjach akademickich oraz edukacyjnych. Spośród pozycji używających tego skrótu wymienić należy przede wszystkim podręcznik autorstwa Ryszarda Matuszewskiego z 1970 roku dedykowany uczniom szkolnym. Czytamy w nim: "Drugim poetą "Kwadrygi", który związał się z ruchem rewolucyjnym, był Lucjan Szenwald (...)", R. Matuszewski, Literatura polska lat 1918-1939, Warszawa 1970, s. 241. Co symptomatyczne, przy nazwisku Sebyły wciąż figuruje tam zafałszowana data śmierci - rok 1941 (tamże, s. 242).

Spośród wzmianek prasowych można podać przykład notki podsumowującej Wystawę pamiątek po Wł. Sebyle, która pojawiła się w numerze "Życia Częstochowy" z 20 października 1966 roku. Jak pisze Magdalena Złotnicka, jest to "zwięzła informacja o dacie i godzinie wystawy "poświęconej życiu i twórczości Władysława Sebyły, poety Kwadrygi - rodem z Kłobucka"", cyt. za: M. Złotnicka, Nadzieja dla szczurołapa, "Niezależna Gazeta Polska - Nowe Państwo" 2019, nr 4, s. 47. Mogłoby się wydawać, że na łamach prasy, w ograniczonej przestrzeni notatki, szczególna i historycznoliteracka precyzja językowa nie jest tym, czego powinno się przede wszystkim oczekiwać. Jednakże jeśli weźmie się pod uwagę to, że w latach 60. była to jedna z pierwszych wzmianek poświęconych autorowi Modlitwy, potrzeba uważnego formułowania myśli na temat jego dorobku nabiera znaczenia. Inaczej przecież należy ocenić wypowiedzi tych autorów podręczników, którym zdarzy się użyć sformułowania "poeta Kwadrygi", lecz którzy równocześnie piszą o członkach grupy w szerszym, mieszczącym w sobie również ich dalsze losy, kontekście - tak dzieje się na przykład w książce Jerzego Kwiatkowskiego Literatura dwudziestolecia (Warszawa 1990, s. 104 i 107), inaczej natomiast te, które bądź to z powodów ideologicznych, bądź zwykłej niedbałości językowej redukcjonistycznie utożsamiły poetów z czterema latami w ich twórczej biografii.

Sprawiedliwość należy natomiast oddać tym autorom, u których świadomość rzeczywistej (ważnej, lecz i ograniczonej) roli Kwadrygi przekłada się na język, w jakim o niej opowiadają. W wielu miejscach możemy znaleźć następujące sformułowania: "poeta związany z Kwadrygą" (T. Wroczyński, Literatura polska dwudziestolecia międzywojennego. Podręcznik dla klasy trzeciej szkoły średniej, Warszawa 1998, s. 11); "niedawny Kwadrygant" (J. Święch, Literatura polska w latach II wojny światowej, Warszawa 2010, s. 389); "był członkiem ugrupowania "Kwadryga"" (Sebyła Władysław [hasło w:] G. Gazda, Dwudziestolecie międzywojenne. Słownik literatury polskiej, Gdańsk 2008, s. 174). W swoim podręczniku Czesław Miłosz pisał: "w latach 1926-1931 kilku młodych poetów w Warszawie wydawało czasopismo poetyckie zwane "Kwadrygą"" (C. Miłosz, Kwadryga [w:] tegoż, Historia literatury polskiej do roku 1939, tłum. M. Tarnowska, Kraków 1995, s. 467-468).

Dobrego uzasadnienia potrzeby szczególnej dbałości językowej w opisie poetów związanych z Kwadrygą dostarcza przypadek Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego - twórcy również należącego do grupy, a równocześnie wielkiej indywidualności. Mówienie o całkowitej analogii między nim a bohaterami mojego studium byłoby oczywiście uproszczeniem, gdyż jak powszechnie wiadomo, w kwestii przynależności grupowej czy światopoglądowej autor Żywota Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego kierował się dość kapryśnymi względami (nierzadko przyznając, iż pisze, "by zarobić ździebełko, na bułeczkę i masełko"). Jednakże pewnego podobieństwa - nieco na przekór dotychczasowym diagnozom historycznoliterackim - należy się doszukiwać właśnie na poziomie odrębności tych trzech postaci od reszty kwadrygantów. W kontekście związków Gałczyńskiego z Kwadrygą zob. M. Wyka, O problematyce pokolenia Gałczyńskiego [w:] tejże, Gałczyński a wzory literackie, Warszawa 1970, s. 30-54. O Gałczyńskim będę również pisać w rozdziale Casus Gałczyńskiego a kryterium wybitności.

W moich wypowiedziach będę się posługiwać głównie nazwą "kwadryganci", która określa poetów związanych z grupą w konkretnym momencie ich literackich życiorysów; niekiedy mówić będę także o "dawnych kwadrygantach".

2 Pisząc o grupie literackiej Kwadryga jako o wspólnym doświadczeniu Sebyły i Szenwalda, myślę o formacji skupionej wokół czasopisma "Kwadryga", istniejącej od 1927 (premiera w maju) do 1931 roku (ostatni, potrójny numer, który nosi datę styczeń/czerwiec, ukazał się ostatecznie w październiku). Biorę natomiast w nawias wydawaną pod przewodnictwem Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego "Nową Kwadrygę", która była próbą reaktywowania dawnej działalności pod starym szyldem i na łamach której nie pojawiało się już nazwisko autora Koncertu egotycznego (o jej losach wspomnę krótko w dalszej części pracy). Pomijam także wcześniejsze, liczone już od 1925 roku, gimnazjalne próby poetyckie (nawet owe trzy numery, które wyszły już jako "Kwadryga"), jak również działalność Młodej Warszawy Poetyckiej, czyli prowizorycznej grupy, pod szyldem której w latach 1931-1933 Sebyła, Flukowski, Ciesielczuk i Maliszewski występowali w miastach II Rzeczpospolitej (ostatni wieczór odbył się 18 marca 1933 roku w kawiarni Instytutu Propagandy Sztuki w Warszawie). Dla tej działalności Roman Brandstaetter ukuł ironiczny termin "podrygi Kwadrygi" (zob. R. Brandstaetter, Podrygi "Kwadrygi", "Linia" 1931, nr 3; por. W.P. Szymański, W połowie dwudziestolecia. Władysław Sebyła i "Kwadryga" [w:] tegoż, Ballady przed burzą, Warszawa 1961, s. 54).

3 W tym kontekście znamienna jest wypowiedź Mieczysława Bibrowskiego, który na temat interpretacji przez członków grupy postulatu społecznego zaangażowania poezji mówił tak: "U początków "Kwadryga" starała się wypracować swój program poprzez wszechstronną polemikę. Atakowaliśmy więc innych, którzy głosili prymat formy nad treścią, ale też polemizowaliśmy między sobą, ponieważ każdy kwadrygowiec zabierający głos w dyskusji trochę inaczej ten postulat rozumiał", M. Bibrowski, Poeta i rewolucja [w:] Wspomnienia o Lucjanie Szenwaldzie, red. G. Pauszer-Klonowska, Warszawa 1964, s. 203.

4 Ciekawych przykładów dostarcza stosunek różnych kwadrygantów do Awangardy i Skamandra. Będę o tym pisać w dalszej części tego rozdziału.

5 Trudno się zgodzić ze stwierdzeniem Tadeusza Januszewskiego, jakoby Sebyła "nie utożsamiał się (...) ani z programem poetyckim, ani z społecznym skupionych tam twórców", a o jego przynależności do grupy miały decydować jedynie... kłopoty finansowe. Zob. T. Januszewski, "Kto was spopielił", "Plus Minus" (dodatek do "Rzeczpospolitej") 2000, nr 10 z 11 marca, s. D2.

6 Kluczowy dla mojego rozumienia niepodzielności drogi poetyckiej Sebyły jest tekst Katarzyny Gościniak (dz. cyt.). Teza badaczki nie jest wprawdzie zupełnie oryginalna (powtarza ją ona między innymi za Wiesławem Pawłem Szymańskim - Liryka "nurtu ciemnego" (poezja Władysława Sebyły) [w:] tegoż, Neosymbolizm. O awangardowej poezji polskiej w latach trzydziestych, Kraków 1973, s. 137-164), jednak to właśnie jej styl argumentacji i myślenia o chronologii twórczości Sebyły wydaje się najbardziej przekonywający. W tym duchu skomponowany jest również tom pod redakcją Wojciecha Bonowicza - zob. W. Bonowicz, O zasadach wyboru [w:] W. Sebyła, Dialog w ciemności, wybór i posłowie W. Bonowicz, Wrocław 2012, s. 70-71.

7 Na ten rys twórczości poety, jako oczywisty, immanentny, zwracają uwagę wszyscy zajmujący się nim badacze. Zob. zwłaszcza: T. Bujnicki, Stare..., dz. cyt.; tenże, Od katastrofizmu do literatury proletariackiej, "Ruch Literacki" 1963, z. 3; S. Pollak, Nad strumieniem poetyk [w:] L. Szenwald, Wiersze wybrane, wybór i przedm. S. Pollak, Warszawa 1964, s. 5-28; M. Trzeciak, Trzynastozgłoskowy komunista, "Ha!art" 2013, nr 4, [online:] ha.art.pl/prezentacje/archiwum-magazynu/3719-9-trzynastozgloskowy-komunista.html (dostęp: 1.10.2020); P. Dybel, Lucjan Szenwald 1909-1944 [w:] Obraz literatury polskiej. Literatura polska w okresie międzywojennym, t. 4, red. I. Maciejewska, J. Trznadel, M. Pokrasenowa, Kraków 1993, s. 209-228.

8 Stanisław Ryszard Dobrowolski pisze o tym jeszcze dobitniej, wskazując światopoglądowe rozejście się poetów nie jako skutek, lecz właśnie przyczynę rozpadu grupy: "W tym roku właśnie [1931 - M.A.] upadła "Kwadryga" i rozpadł się zespół skupionych wokół niej poetów. Czemu? Rozdzieliły nas sprzeczności, które przyniosło dojrzewanie", S.R. Dobrowolski, Lucek [w:] Wspomnienia..., dz. cyt., s. 170. Por. M. Piechal, Drugi krok Kwadrygi, "Poezja" 1968, nr 11; artykuł ten Jacek Tarczałowicz komentował następująco: "Jedenaście lat temu Marian Piechal pisał w "Poezji", iż przyczyną rozpadu Kwadrygi po pięciu latach istnienia grupy był brak programu ideologicznego, w wyniku czego kilku jej członków uwierzyło w "mit ponadklasowości" ówczesnej "inteligencji humanistycznej". Odpowiedzi innych członków grupy na pytanie o genezę tendencji, które doprowadziły ją do rozpadu, brzmią podobnie", J. Tarczałowicz, W kręgu poetyki zbiorowej "Kwadrygi" (na przykładzie poezji Lucjana Szenwalda), "Poezja" 1979, nr 11/12, s. 71. Natomiast Sabina Sebyłowa wspomina o wcześniejszych sygnałach kryzysu, notując jeszcze w sierpniu 1931 roku: ""Kwadryga" niewątpliwie zatrzymała swój bieg. Zresztą dawała dotychczas sukcesy raczej idealne", S. Sebyłowa, Okładka z Pegazem, Warszawa 1960, s. 103. Faktyczny koniec komentuje natomiast tak: "kwartalnik "Kwadryga" przestał wychodzić na początku 1931 roku. Czy na zawsze? Trudno przewidzieć. Tymczasem znikąd nie ma sygnałów, szans dalszych subsydiów. Czasopismo, może i cały zespół, i nie tylko ten - powstały w niezbyt sprzyjających dla poezji warunkach. Wytworzyła się progresja podaży i regresja popytu. Powstał nawet u nas termin: inflacja poezji. Kwadryganci przestali być zespołem, są pisarzami "na własną rękę". Jestem najpewniejsza, że pozostaną na zawsze we wzajemnej przyjaznej więzi uczuciowej. W danych biograficznych pozostanie im szyldzik: należał do "Kwadrygi"" (tamże, s. 116-117). Nawiązując do uwag leksykalnych z przypisu dziewiętnastego, powiedzieć można, że w swojej wypowiedzi o "szyldziku" Sebyłowa wysunęła bezwiednie jedną z najszczęśliwszych propozycji dla autorów podręczników, wydawców słowników oraz dziennikarzy, którym przyjdzie pisać o członkach grupy.