Najbardziej znaną polską organizacją konspiracyjną czasów pierwszej
wojny światowej była Polska Organizacja Wojskowa. Miała bardzo
zróżnicowany charakter. Powstała w 1914 roku i grupowała zwolenników
Józefa Piłsudskiego na ziemiach pod okupacją rosyjską. Po wycofaniu się
Rosjan stała się półjawną formacją paramilitarną współpracującą z Niemcami i Austriakami odbudowującymi Królestwo Polskie. W 1917 roku
nastąpił jednak kryzys przysięgowy (odmowa przysięgi na wierność
cesarzom niemieckiemu i austriackiemu przez polskie Legiony) - Niemcy
internowali niemal wszystkich zwolenników Józefa Piłsudskiego i w praktyce rozbili POW. Odbudował ją Edward Śmigły-Rydz, znacznie
zwiększając liczebność organizacji i nadając jej zupełnie inny
charakter: podziemnej armii, która miała przeprowadzić zbrojne
powstanie. Swój cel zrealizowała w listopadzie 1918 roku - peowiacy
stali się wówczas żołnierzami Wojska Polskiego i funkcjonariuszami
Policji Państwowej. Struktury POW wciąż jeszcze istniały, ale znów
zmieniła się ich rola - teraz zajmowały się przede wszystkim pracą
wywiadowczą, zwłaszcza na wschodzie.
Polska Organizacja Wojskowa stała się wzorem dla utworzonej już we
wrześniu 1939 roku Służby Zwycięstwu Polsce. Po niespełna dwóch
miesiącach SZP została rozwiązana i zastąpił ją Związek Walki Zbrojnej.
Zmiana miała charakter polityczny: SZP zorganizowano na podstawie
wytycznych marszałka Śmigłego-Rydza, co nie odpowiadało nowemu
premierowi i wodzowi naczelnemu, generałowi Władysławowi Sikorskiemu.
Związek Walki Zbrojnej okazał się jednak tylko fasadą. Odsunięcie przez
Sikorskiego sanacyjnych konspiratorów, którzy zdobywali doświadczenie
podczas poprzedniej wojny, w czasach pokoju przeszli szkolenie
specjalistyczne oraz korzystali z przygotowanych przed 1939 rokiem
finansów i kontaktów operacyjnych, było tragicznym błędem. Nie udało się
utrzymać jednolitej konspiracji na wzór POW, powstało natomiast całe
mnóstwo tajnych organizacji, które należy nazwać środowiskowymi.
Konspirację wojskową tworzyli przede wszystkim podoficerowie, bowiem
większość oficerów pozostała w niemieckich obozach jenieckich, natomiast
szeregowym i podoficerom pozwolono wrócić do domów. Co gorsza,
konspiracja wojskowa była podzielona - niemal w każdym przedwojennym
garnizonie istniała odrębna organizacja.
Konspirację cywilną tworzyli natomiast działacze partyjni, korzystając z przedwojennych bojówek. Stąd też największą liczebność miały: Chłopska
Straż wywodząca się z Polskiego Stronnictwa Ludowego, Narodowa
Organizacja Wojskowa wywodząca się ze Stronnictwa Narodowego oraz
Gwardia Ludowa wywodząca się z Polskiej Partii Socjalistycznej. (Nie
należy jej mylić z komunistyczną Gwardią Ludową - agenci sowieccy
ukradli tę nazwę, by wprowadzić w błąd zwolenników PPS-u).
Najbardziej aktywne i najskuteczniejsze były środowiska sanacyjne -
wzgardzone i wyrzucone poza obręb Związku Walki Zbrojnej przez generała
Sikorskiego. Ich organizacja nie miała oficjalnej nazwy, ale dziś
określa się ją mianem Muszkieterów. Nie podporządkowali się generałowi
Sikorskiemu, tylko utrzymywali bezpośrednie kontakty z wywiadem
brytyjskim. Okazało się to dość istotne.
Pod koniec 1940 roku konspiracja w Polsce została rozbita. Ze względu na
upadek Francji znacznie zmalały wpływy generała Sikorskiego. Owocna,
niestety, okazała się współpraca NKWD z gestapo. Ważny był również brak
doświadczenia konspiracyjnego. Ruszyły masowe aresztowania, a szczególnie duże straty poniosły kojarzona z lewicą Polska Ludowa Akcja
Niepodległościowa oraz kojarzona z prawicą Narodowa Organizacja
Wojskowa.
Próbując odzyskać autorytet, Związek Walki Zbrojnej zdecydował się
przeprowadzić widowiskową akcję likwidacji Igo Syma - przedwojennego
aktora i niesamowicie popularnego celebryty, który stał się niemieckim
kolaborantem. Egzekucję wykonano 7 marca 1941 roku. Niemiecki odwet był
na tyle surowy - aresztowano ponad setkę osób, część z nich
rozstrzelano, część wywieziono do Auschwitz - że przez kolejny rok
Polacy powstrzymywali się przed wykonywaniem podobnych akcji
likwidacyjnych.
Odbudowa polskiej konspiracji nastąpiła w drugiej połowie 1941 roku.
Wpłynęło na to kilka czynników. Coraz większą skuteczność wykazywała
Delegatura Rządu na Kraj - cywilny nurt konspiracji bezpośrednio
związany z premierem Sikorskim. Zmarł marszałek Edward Śmigły-Rydz,
który przybył do kraju, chcąc odbudować konspirację sanacyjną i stworzyć
POW 2. Wreszcie w czerwcu rozpoczęła się wojna niemiecko-sowiecka i Brytyjczycy uznali, że należy połączyć wysiłki Muszkieterów z wysiłkami
wywiadu ZWZ.
Istotne były również zmiany organizacyjno-finansowe. Do końca 1941 roku
konspiracja w Polsce korzystała głównie z zasobów krajowych. Łączność
między krajem a rządem nie funkcjonowała najlepiej (ale funkcjonowała;
na przykład belgijski rząd na wychodźstwie nawiązał łączność z konspiracją w swoim kraju dopiero w 1944 roku!). Teraz się to zmieniło.
Brytyjczycy zorganizowali komórkę wywiadu Special Operations Executive
(Kierownictwo Operacji Specjalnych), która w 1941 roku zaczęła
skutecznie działać. Od listopada 1941 roku Brytyjczycy i Polacy
przerzucali nad Wisłę cichociemnych (polscy żołnierze przeszkoleni na
Zachodzie do walki konspiracyjnej). Każdy z nich wiózł rozkazy,
potrzebny sprzęt oraz pieniądze. Największe znaczenie miały działania na
rzecz frontu wschodniego - akcja dywersyjna "Wachlarz". W 1942 roku
została do niej skierowana połowa cichociemnych i połowa budżetu nowo
utworzonej Armii Krajowej: 8 milionów ówczesnych dolarów. Dzisiejsza
wartość tej sumy opiewa na ponad 162 miliony dzisiejszych dolarów.
Zmiany te wpłynęły na sytuację krajowej konspiracji. 14 lutego 1942 roku
wódz naczelny, generał Władysław Sikorski wydał rozkaz o utworzeniu
Armii Krajowej. Była to formacja czysto wojskowa, trzeci związek
operacyjno-strategiczny Wojska Polskiego (obok Armii Polskiej w Wielkiej
Brytanii, której formacją bojową był Pierwszy Korpus Polski, oraz Armii
Polskiej na Wschodzie z Drugim Korpusem Polskim i Trzecim Korpusem
Polskim). Armia Krajowa miała być formacją zbrojną złożoną z różnorodnych oddziałów zmobilizowanych do powstania powszechnego. Jednak
nawet w czasach przedpowstaniowych istniała jej Komenda Główna zajmująca
się - oprócz przygotowania powstania - również walką bieżącą.
W czasie okupacji bardzo niewielu szeregowych żołnierzy konspiracyjnych
oddziałów zbrojnych miało świadomość istnienia Armii Krajowej: na
terenach wiejskich uznawali się za żołnierzy Batalionów Chłopskich, a większość konspiratorów w Warszawie składała przysięgę Polskiemu
Związkowi Powstańczemu czy po prostu Wojsku Polskiemu. Dopiero po
rozpoczęciu akcji powstańczej - a często dopiero po wojnie, nawet
kilkadziesiąt lat po jej zakończeniu - szeregowi żołnierze-konspiratorzy
dowiadywali się, że służyli w Armii Krajowej.
Latem 1944 roku Armia Krajowa zmobilizowana do powstania powszechnego
skupiała 390 tysięcy żołnierzy, ale tylko kilkanaście tysięcy
wyszkolonej kadry. Ponad 350 tysięcy Polaków potraktowało stanięcie do
walki powstańczej w szeregach Wojska Polskiego jako naturalny obowiązek
wobec państwa. Trzeba to koniecznie podkreślić: nie dlatego, że Armia
Krajowa była największą armią ochotniczą w dziejach świata, ale dlatego,
że świadczy to o sukcesie Drugiej Rzeczypospolitej jako... państwa
obywatelskiego.
T.P.
17 września 1939 roku Rosjanie zbrojnie zaatakowali Polskę i nikt nie
miał wątpliwości, że są agresorami, sojusznikami Niemców. Gdy w czerwcu
1941 roku wybuchła wojna między Trzecią Rzeszą a Związkiem Sowieckim,
konieczne było znalezienie porozumienia między Polakami i Rosjanami. 30
lipca podpisano umowę Sikorski-Majski dającą nadzieję do powrotu stanu
sprzed wojny. Dopóki Armia Czerwona przegrywała, Józef Stalin był gotowy
do ustępstw. Gdy jednak zaczęła odnosić sukcesy, stosunki
polsko-sowieckie zaczęły się psuć. Wiosną 1943 roku po ujawnieniu przez
Niemców zbrodni katyńskiej Moskwa zerwała stosunki dyplomatyczne z Polską.
W 1943 roku front wschodni zaczął się przesuwać w stronę Polski. Latem -
gdy znaczna część Wehrmachtu została skierowana do walki przeciwko
aliantom we Włoszech, w Grecji i do odparcia spodziewanego desantu we
Francji - postępy Armii Czerwonej były dość szybkie. Na tyle szybkie, że
dowódca Armii Krajowej, generał Tadeusz Bór-Komorowski, wydał rozkaz
rozpoczęcia akcji "Burza" (wzmożona dywersja przeciwko niemieckiemu
okupantowi) już 20 listopada 1943 roku. Trzy dni wcześniej Rosjanie
dotarli do Korostenia - miasta leżącego tuż przy polskiej granicy.
Wówczas jednak alianci zostali wyparci z greckich wysp, we Włoszech
zatrzymało ich Monte Cassino, a ryzyko desantu we Francji zmalało do
zera. Na front wschodni zaczęły więc przybywać niemieckie wojska z Europy Zachodniej. Wehrmacht odzyskał przewagę i zdołał powstrzymać
Armię Czerwoną, a nawet ją odrzucić: Korosteń powrócił w ręce Niemców 23
listopada. Szanse na szybkie wkroczenie Sowietów do Polski znacznie
zmalały.
Kolejna sowiecka ofensywa rozpoczęła się w grudniu, ale nie przyniosła
większych sukcesów. Front przesunął się zaledwie o kilkanaście
kilometrów i chociaż 4 stycznia 1944 roku Armia Czerwona przekroczyła
granicę polsko-sowiecką, miało to znaczenie czysto teoretyczne: Sowieci
zdobyli przede wszystkim przygraniczne bagna i lasy. Na przełomie lat
1943 i 1944 nie można było jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy
Armia Czerwona byłaby wyzwolicielem, czy jednak nowym okupantem.
Sowieckie intencje stały się jasne w lutym i marcu 1944 roku, gdy
następna ofensywa - niezbyt udana - przesunęła front o kolejne
kilkadziesiąt kilometrów. Armia Czerwona opanowała dwa polskie miasta
wojewódzkie: Równe oraz Tarnopol. Polscy konspiratorzy ujawnili się
przed wkraczającymi Rosjanami; zostali aresztowani, a następnie
wywiezieni na Syberię. Mieszkańców tych ziem - obywateli polskich -
wcielono do Armii Czerwonej. Natychmiastowy pobór mężczyzn ze świeżo
wyzwolonych ziem stanowił swego rodzaju normę - z reguły odziewano ich w mundury poległych właśnie żołnierzy. Było to jednak niezgodne z prawem
międzynarodowym, które zakazywało jednemu państwu wcielania do armii
obywateli innego państwa.
Z wkraczającymi na nasze ziemie Sowietami współpracowała polska 27
Wołyńska Dywizja Piechoty. Po zmobilizowaniu liczyła ponad 7 tysięcy
żołnierzy i po samodzielnym wyzwoleniu znacznej części Wołynia nawiązała
współpracę z Armią Czerwoną. Układała się ona specyficznie: 27 Dywizja
Piechoty pomagała formacjom Armii Czerwonej w walce przeciwko Niemcom,
ale Armia Czerwona nie kwapiła się z niesieniem pomocy 27 Dywizji. W kwietniu 1944 roku 27 Wołyńska Dywizja Piechoty - aby uniknąć
rozbrojenia przez Sowietów - przebiła się przez front i w ciągłych
walkach z Niemcami przeszła na Polesie, a później Lubelszczyznę. Tu
jednak ostatecznie dopadli ją Sowieci i 26 lipca 1944 roku zmusili do
złożenia broni, a większość kadry wywieźli do łagrów.
Do czerwca 1944 roku Armia Czerwona działała jedynie na terenie
polskiego Wołynia, co utrudniało ocenę sytuacji przez polskie władze w Warszawie. Wołyń był bowiem terenem, na którym ukraińscy bandyci
dokonywali masowych mordów na Polakach, więc żołnierze Armii Czerwonej
byli witani jako wyzwoliciele właśnie od tych zbrodni.
22 czerwca 1944 roku Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę, która okazała
się skuteczna i doprowadziła do zajęcia przez Sowietów znacznej części
Polski. I dopiero wtedy - a dokładnie od 4 lipca, gdy Armia Czerwona
przekroczyła granicę w okolicach Mińska Litewskiego - wyzwoliciele
odsłonili swoje prawdziwe oblicze. Gdy 13 lipca ruszyła operacja
lwowsko-sandomierska, podobnego wyzwolenia doświadczyła Małopolska.
7 lipca 1944 roku rozpoczęła się operacja "Ostra Brama" przeprowadzona
przez Zgrupowanie Wileńskie Armii Krajowej, która - po ciężkich walkach
- doprowadziła do wyzwolenia Wilna. Z kolei 5 Dywizja Piechoty AK szybko
i sprawnie obsadziła Lwów - wówczas drugie pod względem liczby
mieszkańców miasto Rzeczypospolitej - z którego w pośpiechu wycofywali
się Niemcy. 11 Dywizja Piechoty Armii Krajowej zabezpieczyła
borysławskie zagłębie naftowe, uniemożliwiając zniszczenie urządzeń
wydobywczych. Walki z Niemcami toczyły się nie tylko w miastach i na
obszarach przemysłowych, lecz także na polskiej prowincji - na Wołyniu,
Polesiu, Podolu, Podlasiu, Lubelszczyźnie, Mazowszu. Niestety, za każdym
razem kończyły się tak samo: po zakończeniu boju i ucieczce Niemców
dywizje Wojska Polskiego były otaczane przez formacje Armii Czerwonej,
rozbrajane, a polscy żołnierze mordowani albo osadzani w łagrach.
Wynikało to z decyzji podjętych przez Rosjan wobec Polski. Moskwa
uznała, że ustalenia konferencji w Teheranie i przebieg działań
wojennych pozwalają jej na całkowite opanowanie naszego kraju. Aby tego
dokonać, musieli wyrugować wszystkie instytucje suwerennej
Rzeczypospolitej. Pierwszym celem Sowietów były oddziały Wojska
Polskiego oraz lokalne struktury administracji państwowej. Ich
neutralizacja została przeprowadzona przez NKWD podczas rozpoczętej 25
stycznia 1945 roku operacji "Sejm".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Od autorów
Powstanie Warszawskie zajmuje szczególne miejsce w dziejach Polski i stało się legendą jeszcze podczas jego trwania. Była to bowiem
największa bitwa miejska w dziejach Europy i jedyny przypadek, gdy walki
z okupantem prowadzone przez siły powstańcze trwały przez ponad dwa
miesiące. Do tego doszły jeszcze bezprecedensowe straty ludzkie i materialne. Było to jedyne powstanie przeciwko okupantom podczas drugiej
wojny światowej, które wybuchło i nie doczekało się pomocy militarnej od
sojuszników. Bojownicy z czeskiej Pragi czy Paryża mieli więcej
szczęścia niż powstańcy i ludność polskiej stolicy. Tamtejsze zrywy
rozpoczęły się jednak w znacznie bardziej sprzyjającej koniunkturze
politycznej i wojskowej.
Na legendę powstania miała wpływ propaganda PRL-u i próby
marginalizowania insurekcji trwające niemal przez cały czas rządów
komunistów nad Wisłą. Gdy okazało się, że nie można zatrzeć pamięci o sierpniowym zrywie, próbowano fałszować przebieg wydarzeń,
wyolbrzymiając rolę Armii Ludowej, a żołnierzy Armii Krajowej
przedstawiając jako wykonawców zbrodniczych rozkazów rządu londyńskiego
i zachodnich imperialistów. Według komunistów stołeczni bojownicy
przeciwstawiali się woli całego narodu, którego marzeniem były zmiany
społeczne i ustrojowe niesione im na karabinach Armii Czerwonej. Wiele
ważnych tematów pomijano, a pojedyncze przypadki honorowania żołnierzy
Armii Krajowej można uznać za swoisty wentyl bezpieczeństwa.
Niestety, na temat sierpniowej stołecznej insurekcji do dziś pokutuje
wiele obiegowych opinii często niemających wiele wspólnego z prawdą
historyczną. Właśnie z nimi mierzymy się, gdyż wymagają przedstawienia z innej, być może bardziej obiektywnej perspektywy. Przybliżamy zatem mało
znane fakty z czasów Powstania Warszawskiego - zarówno polityczne, jak i militarne czy obyczajowe. W przypadku wydarzeń bardziej znanych
prezentujemy własną interpretację, choć zdajemy sobie sprawę, że czasami
może wywoływać zaskoczenie Czytelników.
W książce omawiamy też szersze tło Powstania Warszawskiego - ówczesne
wydarzenia w Europie, między innymi krótkie dzieje innych powstań
przeciwko Trzeciej Rzeszy. Ukazuje to stołeczną insurekcję w zupełnie
innym świetle i - niestety - nie napawa optymizmem. Wyciągnięcie
wniosków autorzy pozostawiają jednak Czytelnikom, nie narzucając
własnych opinii.
Ważne dopełnienie stanowią rozdziały dotyczące trudnej walki o uczczenie
pamięci powstania w Warszawie (Wojna na cmentarze, Wojna na pomniki),
a także rozdział o tym, jak temat stołecznego zrywu przedstawiano w literaturze i kinematografii epoki PRL-u. O utworach powstałych po
upadku komunizmu nie wypowiadamy się - zostawiamy to krytykom literackim
i filmowym.
Książka zawiera też kilka tematów poruszanych przed kilkunastu laty
przez jednego ze współautorów w publikacji Miłość w Powstaniu
Warszawskim. Niemożliwe było ich całkowite pominięcie, ale w tej wersji
zostały znacznie rozbudowane i zyskały nowe znaczenie. Tym bardziej że w międzyczasie badania historyczne nad Powstaniem Warszawskim istotnie się
rozwinęły, a sam współautor też nieco zmienił swoje poglądy na niektóre
sprawy związane z sierpniowym zrywem.
Całość zamykamy rozdziałem reprezentującym historię alternatywną.
Obydwaj jesteśmy jej wielbicielami i zdajemy sobie sprawę, że czasami
nawet mało znaczące wydarzenie może zmienić bieg dziejów. Takich
przypadków w historii świata było wiele, zatem trudno, aby było ich
pozbawione Powstanie Warszawskie.
Książka jest poświęcona pamięci Ojca jednego z autorów, Ireneusza
Pawłowskiego, który w powstaniu jako dwulatek wędrował - wraz z rodzicami, Eugenią i Józefem - z Woli przez Stare Miasto do Śródmieścia,
a także pamięci Janiny "Janki" Lipińskiej, sanitariuszki zgrupowania
"Chrobry II", oraz Krystyny "Oli" Pawłowskiej, sanitariuszki pułku
"Baszta".
Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski
Druga wojna światowa powinna się zakończyć latem 1943 roku. Sytuacja
była wówczas bardzo podobna do tej z jesieni 1918 roku, gdy dogasała
pierwsza wojna światowa: w 1918 roku skapitulowały Bułgaria, Turcja i Austro-Węgry. Natomiast w 1943 roku - Włochy, czyli najważniejszy
sojusznik Rzeszy strzegący jej południowej flanki.
Sukcesy Wehrmachtu na froncie wschodnim zostały zmarnowane, niemieccy
cywile odczuli straszne skutki wojny - tym razem przyczyną śmierci nie
były głód i grypa hiszpanka, lecz masowe bombardowania: w Hamburgu
zginęło prawie 50 tysięcy mieszkańców, a milion uciekło z miasta.
Rychłej kapitulacji Trzeciej Rzeszy oczekiwali nie tylko jej
przeciwnicy, lecz także sojusznicy, którzy rozpoczęli pierwsze rozmowy
pokojowe z aliantami, państwa neutralne, które zrywały współpracę z Berlinem, a nawet państwa okupowane: w Danii kolaboracyjny rząd odmówił
wykonywania niemieckich poleceń. Nawet sami Niemcy próbowali kanałami
dyplomatycznymi wysondować warunki, na jakich można by zakończyć
konflikt.
Przerwania wojny chcieli w 1943 roku również Sowieci. Bitwa
stalingradzka dzisiaj przedstawiana jako przełomowy moment wojny wcale
nim nie była. W listopadzie 1942 roku Armii Czerwonej udało się co
prawda otoczyć wojska Osi nad Wołgą, ale kontynuowały one opór do
lutego, zadając Sowietom olbrzymie straty. Armia Czerwona nie zdołała
też powstrzymać ewakuacji Niemców z Kaukazu i doznała upokarzającej
klęski pod Charkowem. Tak wyglądała sytuacja na południowym odcinku
frontu. Ale przecież główne uderzenie Sowieci przeprowadzili - a raczej
próbowali przeprowadzić - w jego centralnej części. Tam, pod Rżewem,
mimo strat sięgających setek tysięcy zabitych czerwonoarmistów marszałek
Gieorgij Żukow nie zdołał się posunąć do przodu. Dzisiaj o operacji
"Mars" wiedzą jedynie nieliczni - ta olbrzymia klęska była jednym z najbardziej chronionych sekretów Związku Sowieckiego. Podobnie jak
operacja "Iskra" przeprowadzona na północnym odcinku frontu: tutaj
straty również były gigantyczne, ale nie zdołano uwolnić Leningradu od
oblężenia.
Gdy przebieg wojny wskazuje, że coraz trudniej odnosić sukcesy - a w takiej sytuacji znalazł się Związek Sowiecki wiosną 1943 roku, zaś
Niemcy latem 1943 roku - zadaniem dyplomatów jest wynegocjowanie pokoju.
Wbrew pozorom to właśnie zawarcie pokoju, a nie zniszczenie wroga,
stanowi normalny koniec wojny. Wynika to nie tylko z prawa
międzynarodowego - chociażby z obowiązujących w czasie drugiej wojny
światowej konwencji haskich - ale przede wszystkim ze zwyczajów
wojennych.
Zakończenie wojny zniszczeniem wroga, a nie podpisaniem pokoju jest
sytuacją wyjątkową. Niestety, historia Polski zawiera jeden z tych
wyjątków. 29 listopada 1830 roku wybuchła w Warszawie rewolucja, która
obaliła króla. Był on jednocześnie carem Rosji i na czele swojej armii
najechał Polskę. Wojna polsko-rosyjska zakończyła się kapitulacją
Warszawy i ewakuacją rządu za granicę, ale nie skończyła się podpisaniem
traktatu pokojowego.
Propaganda rosyjska dołożyła wielu starań, by przekonać Polaków, że
traktatu pokojowego nie trzeba podpisywać. Zamiast terminu "wojna
polsko-rosyjska 1831 roku" propagowano używanie terminu "powstanie
listopadowe", a nazwę "Królestwo Polskie" zaczęto zastępować nazwą "Kraj
Nadwiślański". Niestety, obecnie wielu Polaków wciąż ich używa, tak samo
jak niewłaściwej nazwy "zabór rosyjski" zamiast "okupowane Królestwo
Polskie". Niegdyś jednak pamiętano o imponderabiliach. Niechęć Rosjan do
podpisania traktatu pokojowego z Polską była jedną z przyczyn powstania
1863 roku. Dużo później, bo w 1916 roku, gdy cesarzowie Franciszek Józef
i Wilhelm II wydali Akt 5 listopada, stwierdzili, że nie tworzą
Królestwa Polskiego, tylko kończą z rosyjską okupacją.
Drugim przypadkiem jest wojna secesyjna. Datę jej rozpoczęcia można
wskazać łatwo - to 12 kwietnia 1861 roku, gdy konfederaci zaczęli
ostrzał Fortu Sumter. Ale datę końca wskazać już bardzo trudno: z reguły
za koniec wojny uznaje się kapitulację armii generała Roberta E. Lee pod
Appomattox 9 kwietnia 1865 roku. W maju wciąż jeszcze funkcjonował rząd
Konfederacji i trwały poważne walki, których zaprzestano w czerwcu, a ostatni okręt - CSS "Shenandoah" - opuścił banderę w październiku.
Prezydent Abraham Lincoln ogłosił deklarację zakończenia wojny w sierpniu 1866 roku, ale stanom południowym nie przywrócono
podmiotowości: odbywało się to stopniowo do 1870 roku.
Te dwa przypadki są najważniejsze. Zadecydowały bowiem o postrzeganiu
końca wojny w dzisiejszej Polsce i wpłynęły na drugowojenną politykę
amerykańską. W styczniu 1943 roku przywódcy państw alianckich spotkali
się na konferencji w Casablance. Jej głównym celem było ustalenie
sposobów prowadzenia wojny przez Amerykanów i Brytyjczyków, ale wydano
również deklarację, że alianckim celem jest bezwarunkowa kapitulacja
Niemiec, Włoch i Japonii.
Bezwarunkowa kapitulacja to autorski pomysł prezydenta Stanów
Zjednoczonych Franklina Delano Roosevelta. Przede wszystkim chciał w ten
sposób wzmocnić swoją pozycję we własnym kraju, stawiając się na równi z Abrahamem Lincolnem, prezydentem z czasów wojny secesyjnej. Chciał
również zachęcić do wytrwania w walce Związek Sowiecki. Na Zachodzie
zdawano sobie sprawę, że Józef Stalin rozważa podpisanie
separatystycznego pokoju z Trzecią Rzeszą. Kolejnym celem było związanie
z Ameryką państw alianckich, a także... osłabienie Wielkiej Brytanii.
Stany Zjednoczone pamiętały bowiem, że zwycięstwo w bieżącej wojnie
stanowi tylko połowę sukcesu - drugą jest zapewnienie sobie przewagi w czasach powojennych. Konieczność uzyskania bezwarunkowej kapitulacji
wrogów oznaczała dłuższą wojnę, którą mogła wytrzymać jedynie silna
gospodarka amerykańska.
Premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill zgodził się - aczkolwiek
niezbyt chętnie - na deklarację o dążeniu do bezwarunkowej kapitulacji
państw Osi. Obiekcje zgłaszali również dyplomaci i generałowie, także
amerykańscy. Mieli bowiem świadomość, że może to oznaczać wzrost oporu
wrogów i przedłużyć wojnę. Początkowo wydawało się, że ich obiekcje są
bezzasadne: latem 1943 roku Włochy dość skwapliwie przyjęły
"bezwarunkowe" warunki aliantów i skapitulowały. Niemcy jednak nie byli
tak racjonalni i postanowili uniknąć bezwarunkowej kapitulacji:
oznaczało to walkę do końca, do momentu, aż w Niemczech nie pozostanie
kamień na kamieniu.
Latem 1943 roku nie udało się doprowadzić do bezwarunkowej kapitulacji
Niemiec (chociaż kapitulowały Włochy). Trzecia Rzesza opanowała kryzys.
Dywanowe bombardowania nie złamały morale cywilów, przywołano do
porządku wahających się sojuszników i nieposłusznych kolaborantów,
opanowano sytuację na Bałkanach i odebrano zajęte przez Brytyjczyków
wyspy Morza Egejskiego, powstrzymano ofensywę aliantów w Italii, a na
froncie wschodnim Armia Czerwona nie zdołała zniszczyć Wehrmachtu -
nawet korzystając ze swojej olbrzymiej przewagi. W tej sytuacji wojna
musiała trwać nadal.
Co prawda w 1944 roku prezydent Franklin Delano Roosevelt wciąż
twierdził, że trzeba zmusić Niemców do bezwarunkowej kapitulacji, ale z dużo mniejszym przekonaniem niż kilkanaście miesięcy wcześniej. Jego
współpracownicy - zarówno cywilni, jak i wojskowi - przekonywali go, że
nie jest to optymalne rozwiązanie i w specyficznej sytuacji można by się
pokusić o negocjacje. Żądania bezwarunkowej kapitulacji przestały być
potrzebne Amerykanom w stosunkach z jej sojusznikami: Moskwa nie
zamierzała podpisywać separatystycznego pokoju, Wielka Brytania nie
prowadziła już niemal samodzielnej polityki, a Francja - wciąż potężna
dzięki koloniom - stała się protektoratem Stanów Zjednoczonych.
Kolejna okazja szybkiego zakończenia drugiej wojny światowej nadarzyła
się latem 1944 roku. Sytuacja Trzeciej Rzeszy była wówczas
katastrofalna, o wiele gorsza niż rok wcześniej i nieporównywalnie
gorsza niż jesienią 1918 roku, gdy dogasała pierwsza wojna światowa.
Wyzwolona przez Polaków Warszawa byłaby ważnym argumentem w budowaniu
powojennej Europy.
Latem 1944 roku sytuacja militarna Trzeciej Rzeszy była katastrofalna. W maju - po bitwie pod Monte Cassino - alianci przełamali niemieckie
pozycje obronne na Półwyspie Apenińskim i błyskawicznie ruszyli na
północ. 6 czerwca rozpoczęło się lądowanie w Normandii, a Niemcom nie
udało się wepchnąć wojsk brytyjskich i amerykańskich do morza. Alianckie
lotnictwo panowało nad niemieckim niebem, niemiecka flota - także
podwodna - została zneutralizowana, wojska lądowe ponosiły porażki.
(Największa - ale do dziś pozostająca w cieniu innych wydarzeń - miała
jednak dopiero nadejść: w sierpniu alianci wylądowali na południu
Francji i w ciągu kilku tygodni wyeliminowali z walki, nie tocząc
zresztą ciężkich bojów, ponad ćwierć miliona żołnierzy niemieckich).
Porażki militarne miały wpływ na sytuację gospodarczą i polityczną.
Sojusznicy Trzeciej Rzeszy albo już porzucili jej sprawę, albo
zamierzali to niebawem uczynić. Przed końcem lata 1944 roku u boku
Trzeciej Rzeszy pozostawały jedynie Chorwacja i Węgry, a i to tylko
dlatego, że oba państwa były okupowane przez Wehrmacht. Także kraje
neutralne przestawały być neutralnymi pod wpływem nacisków ze strony
Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Miało to wymiar gospodarczy:
Hiszpania, Szwecja i Turcja zrywały kontrakty handlowe z Trzecią Rzeszą,
wstrzymując dostawy surowców strategicznych, bez których fabryki nie
mogły produkować uzbrojenia. Fabryki zresztą nie działały najlepiej -
nie dlatego, że bombardowali je alianci, ale że zdewastowana była
niemiecka sieć komunikacyjna.
Na froncie wschodnim sprawy również szły fatalnie dla Niemców. 23
czerwca rozpoczęło się kolejne z wielkich uderzeń Józefa Stalina (po
wojnie pojawiła się legenda o dziesięciu stalinowskich uderzeniach; nie
zaliczono do nich jednak tych, które zostały odparte przez Niemców,
Rumunów i Finów). Poprzednie albo grzęzły w pozycjach obronnych wojsk
Osi - tak jak wiosenne uderzenie na Rumunię, albo doprowadzały do
mniejszych lub większych zmian przebiegu frontu - tak jak wiosenne
uderzenia w Ukrainie i południowo-wschodniej Polsce. W Moskwie
spodziewano się, że kolejna operacja - nosząca kryptonim "Bagration" -
przyniesie podobne rezultaty i doprowadzi do przesunięcia frontu o kolejne kilkadziesiąt kilometrów na zachód.
Tymczasem rozpoczęta 22 czerwca 1944 roku operacja potoczyła się
inaczej. Spadła bowiem na niemiecką Grupę Armii "Środek" - osłabioną
wysłaniem znacznej części swoich formacji na zachód - i doprowadziła do
jej dezintegracji oraz błyskawicznego zajęcia wschodniej Polski. Wynik
ten zaskoczył samych Rosjan, którzy - mimo natychmiastowego wysłania
rezerw przeznaczonych na południowy odcinek frontu - nie byli w stanie
wykorzystać sukcesu "Bagration". Co więcej, Moskwa zdecydowała, by
główny wysiłek skierować na północ, a nie na zachód. Armia Czerwona nie
zdołała jednak dotrzeć do Bałtyku.
W Berlinie zdawano sobie sprawę z sytuacji, choć jeszcze nie wszyscy
dostrzegali katastrofę. Przywódcy Niemiec wywodzący się z partii
nazistowskiej byli militarnymi analfabetami i widzieli jedynie to, że
wojna lądowa wciąż toczy się poza terytorium Rzeszy. Rozumieli również,
iż koniec konfliktu będzie oznaczał wewnętrzne rozliczenia i najprawdopodobniej doprowadzi do odsunięcia NSDAP od władzy. Byli gotowi
uczynić wszystko, by ją utrzymać za każdą cenę - tym bardziej że to nie
oni mieli ją płacić, lecz ich poddani. Cena okazała się bardzo wysoka:
50 procent wojennych niemieckich strat przypadło na ostatni rok walk, od
czerwca 1944 roku do maja 1945 roku.
O ile nazistowscy przywódcy Niemiec nie chcieli zawrzeć pokoju, o tyle
pragnęli tego nienazistowscy przywódcy Niemiec. Trzecia Rzesza wcale nie
była jednolita politycznie, a lewicowość partii nazistowskiej
szczególnie nie podobała się przedstawicielom prawej strony niemieckiej
sceny politycznej, przede wszystkim arystokratom oraz oficerom.
Arystokraci nie wzbogacili się na wojnie tak jak przemysłowcy, a wielu
oficerów obawiało się, że armia niemiecka straci na znaczeniu na rzecz
SS. Powstały więc dwa znaczące środowiska opozycyjne - Krąg z Krzyżowej
(Kreisauer Kreis) skupiał arystokrację, a w armii funkcjonowała
opozycja, na której czoło wysunął się generał Henning von Tresckow.
Oba te środowiska utrzymywały ze sobą kontakt i uznały, że wojnę można
zakończyć podpisaniem pokoju. Jedyną przeszkodę w realizacji tego celu
stanowili według nich Adolf Hitler i partia NSDAP. Aby rozpocząć rozmowy
pokojowe, należało więc odsunąć ich od władzy. Opozycjoniści byli jednak
świadomi, że jedynym sposobem odsunięcia Hitlera od władzy jest jego
fizyczna likwidacja.
Przeprowadzenia zamachu na Hitlera podjął się podpułkownik Claus von
Stauffenberg. Próbę podjął 20 lipca 1944 roku, ale nieskutecznie -
zawiodły go nerwy. Uzbroił tylko jedną z dwóch bomb, które przenosił w teczce, i opuścił kwaterę Hitlera, nie wiedząc, jakie rezultaty
przyniosła eksplozja. Okazało się, że teczka z bombą została przypadkowo
przesunięta za masywną nogę stołu, co osłoniło Hitlera przed słabszym,
niż zaplanowano, wybuchem.
Na wiadomość o śmierci Führera spiskowcy mieli ogłosić w Berlinie stan
wyjątkowy, a władzę przejęłaby armia. SS i NSDAP odsunięto by siłą na
boczny tor, a stery państwa przejęliby konspiratorzy. Plan ten zaczęto
wprowadzać w życie równie nieumiejętnie, jak dokonywano zamachu na
Hitlera. Gdyby nie to, że późniejsze represje doprowadziły do śmierci
około pięciu tysięcy osób, można by wydarzenia z 20 lipca określić jako
slapstickową komedię omyłek.
Nie wiadomo, czy likwidacja Hitlera i odsunięcie od władzy NSDAP
przyniosłyby oczekiwane przez spiskowców skutki, czy alianci zgodziliby
się na rozmowy pokojowe. Warto jednak przedstawić niemieckie
oczekiwania. Otóż większość opozycjonistów uważała, że powojenne Niemcy
powinny mieć granice sprzed 1914 roku, i to wraz z posiadłościami dawnej
habsburskiej Austrii. W 1944 roku - mimo porażek na froncie - Trzecia
Rzesza wciąż kontrolowała te tereny, a także wiele innych, z których
spiskowcy wielkodusznie chcieli się wycofać.
W granicach powojennych Niemiec miały więc się znaleźć Alzacja i Lotaryngia, Austria, znaczna część Czech (Sudetenland, Kraj Sudetów)
oraz Śląsk, Wielkopolska i Pomorze. Jeśli chodzi o stosunki
polsko-niemieckie, spiskowcy byli podzieleni w swoich opiniach.
Pojawiały się co prawda głosy, że żądania są zbyt daleko idące, ale
niektórzy chcieli jeszcze więcej. Friedrich-Werner von der Schulenburg -
ostatni ambasador Niemiec w Moskwie, współautor paktu Hitler-Stalin z 23
sierpnia 1939 roku - obstawał przy tym, by cała Polska została
anektowana przez Niemcy, a granica z Rosją przebiegała na Wiśle, tak jak
wynegocjował to w 1939 roku.
Obecnie niemiecka opozycja z 20 lipca - i cywilna, i wojskowa -
przedstawiana jest jako pluralistyczna i tolerancyjna grupa miłujących
pokój obrońców demokracji i praw człowieka, którzy dali przykład
porozumiewania się i owocnej współpracy mimo różnic światopoglądowych i religijnych. Większość z nich prezentowała jednak rasistowski fanatyzm.
Henning von Tresckow brał aktywny udział w akcji "Heuaktion" polegającej
na porywaniu i germanizowaniu polskich dzieci. Te, które pozytywnie
przeszły selekcję, przewożono do niemieckich sierocińców. Natomiast
dzieci uznane przez nazistowskich specjalistów za niepełnowartościowe
rasowo miały mniej szczęścia i trafiały do niemieckich obozów
koncentracyjnych w Auschwitz i Kulmhof w Chełmnie nad Nerem.
"Demokrata" Claus von Stauffenberg przedstawiał zaś w swojej prywatnej
korespondencji następującą opinię o Polakach: "Miejscowa ludność to
niewiarygodny motłoch, bardzo dużo Żydów i mieszańców. Naród, który
dobrze się czuje jedynie pod knutem. Tysiące jeńców przyczynią się na
pewno do rozwoju naszego rolnictwa. W Niemczech staną się użyteczni,
pilni, pracowici i niewymagający"1.
Nawet gdyby zamach z 20 lipca 1944 roku powiódł się, nie oznaczałoby to
istotnej zmiany w niemieckiej polityce, a w polityce wobec Polski -
żadnej. Nazistowskich bandytów w brunatnych koszulach zastąpiłaby czarna
sotnia. Eliminacja Hitlera mogłaby jednak doprowadzić do rozpoczęcia
rozmów pokojowych, które niekoniecznie przyjęłyby korzystny dla Polski
przebieg. W takiej sytuacji Warszawa opanowana przez Armię Krajową
mogłaby się stać ważnym argumentem przetargowym podczas ewentualnych
rozmów pokojowych.
T.P.
Konferencja w Teheranie trwała od 28 listopada do 1 grudnia 1943 roku.
Warto zwrócić uwagę na daty. Sowieci ogłosili właśnie wielkie
zwycięstwo: Armia Czerwona zajęła Kijów i zdawało się, że
niepowstrzymanie idzie na zachód. Brytyjczycy i Amerykanie nie mieli się
czym pochwalić - we Włoszech ich wojska utknęły pod Monte Cassino, próba
uderzenia na Bałkany została powstrzymana jeszcze na wyspach Dodekanezu,
ofensywa bombowa straciła impet i wyglądało, że na Pacyfiku również nic
się nie dzieje.
Teheran jest stolicą Iranu, państwa zajętego zbrojnie w sierpniu 1941
roku przez Brytyjczyków i Sowietów, a następnie zmuszonego do
wypowiedzenia wojny Niemcom. Chociaż jako powód ich najazdu Moskwa i Londyn podawały sympatię Irańczyków wobec Trzeciej Rzeszy, te życzliwe
uczucia stanowiły tylko wymysł propagandy. Rząd Iranu deklarował chęć
współpracy z Brytyjczykami - a nawet z Rosjanami - zarówno przed
inwazją, jak i po niej. Inwazja nie była więc potrzebna.
Na miejsce spotkania został wybrany Teheran, ponieważ Józef Stalin
obawiał się latania samolotem oraz tego, że jego zbyt długa nieobecność
w kraju może się zakończyć utratą władzy. Podobny problem wyniknął
również w samym Teheranie: późnym wieczorem w przeddzień konferencji
Sowieci poinformowali Brytyjczyków oraz Amerykanów, że Niemcy szykują
zamach na wszystkich obecnych tam przywódców. Pojawiła się więc
sugestia, by prezydent Franklin Delano Roosevelt zamieszkał w ambasadzie
brytyjskiej lub sowieckiej. (Stanowiły one w gruncie rzeczy odrębne
dzielnice, tak jak obecna Ambasada Rosyjska w Warszawie, a poselstwo
amerykańskie było małe i oddalone). Roosevelt wybrał ambasadę sowiecką.
W latach osiemdziesiątych XX wieku Francuzi i Sowieci wyprodukowali film
Teheran 43 przedstawiający kulisy zamachu. Zainspirował on dyskusję o tym, czy wywiad sowiecki przechytrzył Amerykanów. Dzisiaj wiemy już, że
było na odwrót: Amerykanie doskonale zdawali sobie sprawę, iż sytuacja
została ukartowana. Postanowili ją wykorzystać i oszukać Sowietów, a także - może nawet w większym stopniu - Brytyjczyków. Przy okazji:
Teheran 43 był w 1981 roku wielkim przebojem sowieckich kin, obejrzało
go 47,5 miliona widzów. We Francji okazał się klapą, zgromadził w kinach
dokładnie 94 335 widzów.
Powojenny kształt Europy zwykło się określać porządkiem jałtańskim -
przez lata wierzono, że został on ustalony na konferencji w Jałcie w 1945 roku. Wraz z upadkiem Związku Sowieckiego - co zbiegło się w czasie
z odtajnieniem wielu dokumentów w Wielkiej Brytanii i Stanach
Zjednoczonych - historycy zauważyli, że tak naprawdę najważniejsze
decyzje podjęto jeszcze w Teheranie. Nie do końca jest to jednak prawdą.
Otóż konferencja dotyczyła niemal wyłącznie bieżących spraw wojskowych,
a sprawy polityczne omawiano nieoficjalnie. Co więcej: wiele decyzji
podjętych w 1943 roku nie przetrwało próby czasu i nie zostało
potwierdzonych w roku 1945. Natomiast faktem jest, że niektóre opinie
wyrażane w Teheranie o kwestii polskiej zostały później potwierdzone w Jałcie.
Konferencja w Teheranie była przede wszystkim rozgrywką Stalina i Roosevelta przeciwko Churchillowi. Premier Wielkiej Brytanii chciał, by
drugą wojnę światową - tak samo jak pierwszą - zakończyć uderzeniem na
Bałkanach. Wyprowadziłoby to alianckie wojska na tyły Wehrmachtu
walczącego na froncie wschodnim i przywróciło znaczenie Wielkiej
Brytanii w Europie Środkowej. Był to najszybszy sposób zakończenia
wojny, ale nie odpowiadał on ani Amerykanom, ani Sowietom.
Moskwa bez pomocy sojuszników pragnęła opanować Europę Środkową oraz
przede wszystkim Bałkany: dostęp do Bosforu i Dardaneli to marzenie
zarówno carów, jak i władców Rosji sowieckiej. Stalin chciał w ten
sposób zagarnąć te ziemie i zająć pozycję Wielkiej Brytanii w Europie
Środkowej. Amerykanie również chcieli zastąpić Brytyjczyków w roli
mocarstwa - nie zależało im na wzmocnieniu pozycji Londynu, gdyż woleli
sami zostać wyzwolicielami Francji. Nie planowali lądowania na
Bałkanach, które wsparłoby przedwojennych brytyjskich sojuszników. Z perspektywy Roosevelta druga wojna światowa miała doprowadzić do
likwidacji europejskich mocarstw kolonialnych - czyli Francji i Wielkiej
Brytanii. Jego polityka była więc zbieżna z polityką Stalina. Wspólna
kwatera w ambasadzie sowieckiej pozwoliła nawiązać nić sympatii i współpracę między przywódcami ZSRS i USA.
Ustalenia konferencji w Teheranie były więc nie tyle wynikiem starań
Józefa Stalina, ile efektem rozgrywki między prezydentem Franklinem
Delano Rooseveltem a premierem Winstonem Churchillem. Przez trzy dni
dyskutowano przede wszystkim o barkach desantowych i ich liczbie na
Pacyfiku, Morzu Śródziemnym oraz Atlantyku. Ostatecznie zdecydowano, że
jednak jest ich zbyt mało, by przeprowadzić jednoczesne desanty, i zrezygnowano z aktywności na Morzu Śródziemnym. Była to oczywista
porażka Brytyjczyków. Winston Churchill dostał jednak nagrodę
pocieszenia: obietnicę powrotu do planów bałkańskich, jeśli Turcja
zdecyduje się czynnie poprzeć aliantów. Nigdy to nie nastąpiło.
Rozważania polityczne dotyczyły utworzenia Organizacji Narodów
Zjednoczonych z Radą Bezpieczeństwa składającą się z wielkiej trójki
oraz Chin, ale bez Francji. Roosevelt stwierdził, że narody bałtyckie
muszą wyrazić swoją wolę i na tej podstawie zostaną suwerenne albo
włączone w skład ZSRS. Przyjęto również do wiadomości - Stalin podszedł
do tego wprost entuzjastycznie - amerykański pomysł na powojenne Niemcy.
Miały zostać podzielone na pięć lub sześć państw, a strategiczne punkty
- m.in. Zagłębie Ruhry, Zagłębie Saary, Kanał Kiloński - oddane pod
kontrolę Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Pomysły te nie zostały zrealizowane. W zamian za to, niestety,
podtrzymano część propozycji dotyczących Polski. Zaakceptowano linię
Curzona jako wschodnią granicę Rzeczypospolitej wraz z odszkodowaniem w postaci nabytków na zachodzie aż po linię Odry. Warto jednak pamiętać,
że ani linia Curzona, ani linia Odry nie zostały dokładnie wyznaczone.
Dopiero w 1945 roku okazało się, że zmiany na wschodzie były bardzo
niekorzystne dla Polski, natomiast nabytki na zachodzie - zaskakująco
duże. Najważniejsze jednak stało się podporządkowanie polityczne
Rzeczypospolitej Sowietom, przeciwko czemu akurat Winston Churchill
stanowczo oponował w Teheranie.
Jedyne formalne irańskie ustalenie dotyczące Polski było takie, że
terytorium Rzeczypospolitej znalazło się w sowieckiej strefie
operacyjnej. Jednak podczas zakulisowych rozmów wypłynęły inne pomysły
dotyczące powojennych losów Polski. Wszystko zależało od tego, jak
potoczą się działania na froncie w 1944 roku - ewentualne sukcesy Armii
Czerwonej oznaczały dla suwerennej Rzeczypospolitej wyrok śmierci.
T.P.