Powrót na P. -- Dramat w X odsłonach - Michał Pieper

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

- Był to młody chłopiec, wyróżniony upojonym od starszych wśród najmłodszych stanem szczęścia. Za szczególne osłonecznienie życia, odwdzięczał się stokroć łagodnością, grzecznością i niepospolitą ciekawością wiedzy. Błogość kwitła, lubość zawiązywała coraz szersze promienie, aż do momentu, gdy pewnego ranka, będąc już młodzieńcem, obudził go z snu powracający z ciepłego południa Żuraw. Od tego momentu, nikt nie potrafił zrozumieć nagły smutek na twarzy. Myśli od tamtego spotkania spowiło jedno, aby opuścić raz na zawsze rodzime strony. Nie pragnął zdobyć bogactwo, próbował wyłącznie zajrzeć do zimowego domu majestatycznego Żurawia. Czekał na niego wiosną na skraju łąki i lasu, Żuraw nigdy natomiast się już nie pojawił. Były inne mniejsze, barwniejsze lotne stworzenia, ale nikt nie potrafił go zrozumieć jak poznany ptak Żuraw. Lubość wczesnej obecności, jak za czarodziejską różdżką trysła. Wówczas, zawiedziony samotną rozłąką, zapragnął tak żyć, aby zawsze realizować własne sny i marzenia. Zapragnął żyć podobnie jak wspomniany Przyjaciel Żuraw.

- Mamo! Dlaczego ten chłopiec posmutniał? Przecież tęsknota nie odbiera uśmiech?

- Trafne spostrzeżenie. Żuraw Przyjaciel, podczas spotkania z tym młodym chłopcem, po rozmowie zaprowadził w pewne szczególne miejsce. Razem z nim zajrzał za niewidoczną dotąd wyjątkową kotarę. To nadzwyczajne i szczęśliwe odkrycie, prędko przeobraziło się jednak w smutek. Albowiem odtąd nie odnalazł się już... ani tam za kotarą, jak i tutaj przed kotarą. Jedni patrzeli na drugich, ale młodego chłopca nikt już nie chciał zauważać.

- Czyżby mógł być nigdzie a zarazem pomiędzy nimi? Przestali szanować?

- Nie znam odpowiedzi, ale powiadają starsi ludzie, że właśnie tak wygląda spotkanie z Żurawiem. - dziecko zamilkło na chwilę, wtuliło się w poduszkę.

- Opowiedz mi jeszcze o Pasterce, przecież jest tak wcześnie.

- Znowu o Pasterce?! Ach... który to już raz?

- Proszę...

- No dobrze... tak króciutko. Trawa na łące była tej wiosny soczyście zielona, deszczyło całe trzy tygodnie. Ptactwo domowe, kaczki i gęsie, skubały świeże ździebełka oraz kąpały się w maleńkim stawie. Oddająca wilgoć ziemia, ciepło, uczyniły z dnia senną wędrówkę w planach na przyszłość. Nikomu nie przyszło do głowy zabawiać się i wytwarzać prze-cudaczne akrobatyczne figury. Nikt nie grał w zielone, nie opowiadano prze-barwne legendy, zasłyszane lub wprost zmyślane. Zagasły wszelkie kłótnie, swary, a dziecinne igry na przypodobanie się chłopcom, jak i samym sobie, spowiła nieznana dotąd refleksja. Zupełnie zanikły przepychanki, która mądrzejsza, silniejsza, zabawniejsza... znasz to dobrze z podwórza. W pewnym momencie młodziuchna Pasterka, została na łące sama, rysując kredą na osmolonej desce przeróżne zaczarowane obrazy. Ona jedyna znała odpowiedź wedle własnej twórczości. Raz malowała drzewa, motyla, kaczki, gęsi kąpiące się w wodzie, kwiaty, następnie odwzorowywała słońca, gwiazdy i humorzaste niebo. Dosiadła się do niej kiedyś starsza babunia z przewieszoną chustką u szyi. Prażące słońca, wyraźnie odbiły na twarzy znak i piętno życiowego trudu. Drobna, pochylona, acz z radosnym wyrazem i szczerym uśmiechem. Zagadnęła Pasterkę na powitanie i poprosiła o jedną przysługę.

- Tak... - odezwała się dziewczynka w łóżeczku, - ... poprosiła Pasterkę, aby ją namalować.

Delikatny głos dziewczynki, przeszedł nieoczekiwaną metamorfozę. Jakby była już zdolna, prawie chłopięco, aby na przeciw rozhukanego w podziale świata, zacząć powoli odróżniać i rozumieć co dobre a co złe.

- Pamiętasz? - z lekkim rozbawieniem zdziwiła się jej mama. - Właśnie o to poprosiła. A była to niepospolita kobieta, znana w całej okolicy. Na niemal wszystko patrzyła zawsze z zimnym dystansem. Chadzała dumna, podpierając drobne ciało rzeźbioną laską. Niewiasty mawiały, iż idzie dawna Pani zza rzeki, która dawno temu straciła cały swój dobytek i szczęście. Podczas pożaru folwarku, zginął jej mąż ratujący ich dzieci. Prędko otrząsła się z traumy, ale odtąd o nic nikogo nie prosiła. Pracowała, służyła, żyła skromnie i nad wyraz uczciwie. Roniła ukradkiem łzy rozpamiętując po cichu utratę rodziny. Winą obarczając, to raz siebie, a czasem i samego Boga. Aż któregoś ranka zawitała na twarzy prawdziwa mądrość i radość. Dawna Pani z zgorzkniałą twarzą, jak nowo narodzona promieniała witalnością i radością. Wyszła na przeciw ludziom, a oni otwarli na nią ramiona. Pytanie o przyczynę zmiany, rozwiało się w przyjacielskiej atmosferze powrotu do utraconych relacji z mieszkańcami.

- Mawiała do napotkanych dzieci: Pomyśl o mnie! Wspomnij o mnie! Nie zapomnij o mnie! Aż któregoś razu, spotykając młodą Pasterkę pasącą ptactwo domowe i malującą kredą na osmolonej deseczce... dosiadła się i poprosiła: Namaluj mnie!

- Pasterka odpowiedziała grzecznie i skromnie, potrafię malować tylko kwiaty, ptaki i drzewa. Słonce, chmury... i takie tam inne widoczki. Ale i tak nikt nigdy nie potrafi odgadnąć mój zamysł. Nie malowałam dotąd twarzy ludzkiej...

- Namaluj mnie jak tylko potrafisz... wiem, nie łatwa to sztuka na osmolonej desce kredą odzwierciedlić obraz człowieka.

I wtedy młoda Pasterka zaczęła w skupieniu kreślić na desce, a dłoń niemal sama wodziła kredą. Po krótkim czasie pokazała namalowany obraz. Na osmolonej desce znajdowała się wyłącznie prosta chata i słońce.

- Proszę wziąć obraz na pamiątkę, piękniej dzisiaj nie potrafię.

- Wygląda wspaniale, - pełna zachwytu wyraziła się staruszka. - Namalowałaś całą moją rodzinę, odgadłaś moje myśli, gdyż akurat o nich myślałam. A słońce mocno mi jest potrzebne.

Następnie młoda Pasterka zagarnęła ptactwo do zagrody, a staruszka skierowała się w stronę rzeki, gdzie kiedyś stał jej dom, nabożnie trzymając w rękach zamalowaną kredą deseczkę.

- Spójrz księżyc zagląda przez okno. Dziadek już śpi, słyszysz? - ucałowała córkę w czoło - Idź prędko pocałuj tatę na dobranoc i chyżo spać.

- Nie powiedziałaś mi mamo wszystkiego... Pamiętasz...

- No, już... leć. Na dziś starczy. Powiedz tacie, że księżyc lśni, czas kończyć pracę.