Powrót dziwolaków - Joanna Chirkowska

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Aniołek

Skakały aniołki po obłokach.

Urządziły zawody w podskokach,

który skoczy wyżej, który dalej.

Bawiły się przy tym wspaniale.

Kiedy im się już skoki znudziły,

to się w berka kucanego bawiły,

ale kiedy także ta zabawa

przestała być niezwykle ciekawa,

mały aniołek krzyknął; "Dlaczego

nie można się bawić w chowanego?

Przecież tyle obłoków dokoła,

więc zabawa może być wesoła".

I tu skoczył aniołek za chmurkę,

potem wspiął się na nią jak na górkę

"Tutaj jestem, a kuku, aniołki"

A aniołki aż fiknęły koziołki.

"Fantastycznie. Gramy w chowanego".

Mały liczy. "Już! Znajdę każdego,

co się ukrył między obłoczkami".

Skoczył, ale nie trafił nóżkami

w chmurkę, którą wiatr przesunął trochę,

machnął tylko rączkami i z furkotem,

spadł i zawisł, ale o tym nie wie,

że w parku mużakowskim, na drzewie.

Myśli sobie "kryjówka wspaniała,

ale czy aniołków grupka cała

nie będzie się czasem zbytnio lenić

i poszuka mnie tutaj, na ziemi?"

No i czeka mały aniołeczek.

Czasem w lecie słońce go przypiecze,

czasem śniegiem przysypie go zima,

a aniołków wciąż ni ma i ni ma.

Wrocław, ul. Lotnicza, przed hotelem "Ibis Budget"

Dzik i chłopiec

"Kto spotyka w lesie dzika,

ten na drzewo zaraz zmyka."

Chłopcy czytali wierszyki,

potem zbierali patyki.

Z patyków łuki i strzały

zrobili. Kury gdakały

na podwórku więc im piórka

wyrwali, po czym z podwórka

uciekli. Poszli do lasu,

a że mieli dużo czasu

to zrobili pióropusze.

I co dalej? Już nie muszę

chyba dalej opowiadać

jak wyglądała zabawa.

W każdym razie wrzaski, krzyki

wypłoszyły z lasu dziki.

Małe dziczki przestraszone

uciekały w jedną stronę,

chłopcy w drugą. Nagle jeden

wyprzedził całą czeredę.

i na drzewo w mig się wdrapał.

Rad, że chociaż się zasapał,

to nie poszły do szuflady

pana Brzechwy dobre rady.

Dzik wierszyka nie przeczytał,

więc gdy zlękniony umykał,

pomyślał, że przed pościgiem

schroni się na drzewie migiem.

Tak zrobił. Stanął jak wryty.

Obok, w listowiu zaszyty,

na gałęzi siedział chłopiec.

Dzik się zatrząsł, oparł o pień.

Obaj ze strachu zamarli

i choć już liście opadły,

boją się ruszyć, więc pewnie

zostaną już na tym drzewie.

Wrocław, ul. Lotnicza