Rozdział 1
-?"Skręć w lewo tutaj -?oznajmiła nawigacja. -?Dotarłeś do celu".
Lily Wilson zjechała z wiejskiej drogi i gwałtownie nacisnęła hamulec.
Spojrzała przez przednią szybę samochodu na zamkniętą drewnianą bramę
przed sobą, ledwie widoczną w ulewnym deszczu. Nacisnęła przycisk, by
opuścić szybę, i wychyliła głowę na zewnątrz, po czym westchnęła,
wpatrując się w rozległe, zarośnięte i puste pole za bramą. To z całą
pewnością nie było Maple Tree Lodge. Deszcz spływał jej po twarzy, więc
szybko z powrotem podniosła szybę. Lily zerknęła na ekran Google Maps w swoim telefonie komórkowym. Ale jej telefon w ogóle nie miał zasięgu i wciąż mu się wydawało, że znajduje się w małej wiosce Cranley, przez
którą przejeżdżała dziesięć minut wcześniej.
Wyłączyła więc ekran nawigacji i ruszyła dalej, mając nadzieję, że ślepy
traf pomoże jej odnaleźć hotel. Przełączyła wycieraczki na najwyższe
obroty, ale na drodze przed sobą wciąż prawie nic nie widziała -?tak
intensywna była ulewa. Był koniec września, a jesień nadchodziła z wyjątkowo mokrą pompą. Musiała spojrzeć prawdzie w oczy. W to deszczowe
piątkowe popołudnie była całkowicie i beznadziejnie zagubiona pośrodku
angielskiej wsi. A wokół nie było ani jednej osoby, którą mogłaby
zapytać o drogę. Czuła się tak, jakby wszechświat wysyłał jej wyraźny
sygnał. Zgubiłaś się i leje jak z cebra. Na pewno nie chcesz zawrócić i wrócić do domu, do Londynu? Pokręciła głową na tę myśl, mówiąc sobie,
że były trzy powody, dla których nie powinna rezygnować z tej podróży,
mimo że wszystko zdawało się działać przeciwko niej.
Po pierwsze, jej obecny dom nie był tak naprawdę miejscem, do którego
chciałaby wracać o jakiejkolwiek porze dnia czy nocy. Od sześciu
miesięcy wynajmowała mały dwuosobowy pokój we współdzielonym domu na
Wimbledonie i było to o ponad pięć miesięcy za długo, by mieszkać z trójką obcych, którzy byli jej obecnymi współlokatorami. Między tym, jak
Wayne każdego popołudnia włączał swoją dudniącą muzykę i nie wyłączał
jej aż do północy, Moirą twierdzącą, że wcale nie "pożycza" kosmetyków
Lily za każdym razem, gdy wychodziła, oraz Jasonem z jego podejrzaną
plantacją roślin na strychu, Lily nie mogła się doczekać wyprowadzki,
ponieważ umowa najmu dobiegała końca w następnym tygodniu.
Przez ostatnią dekadę mieszkała w różnych ponurych miejscach w stolicy i każde z nich wydawało się gorsze od poprzedniego. Kontrastowało to
wyraźnie z eleganckimi, luksusowymi rezydencjami, w których dorastała.
Lily urodziła się w Anglii, ale rodzina nie pozostała w kraju zbyt długo
i wyjechała, gdy miała zaledwie dwa lata. Jej ojciec był dyplomatą i odkąd tylko sięgała pamięcią, mniej więcej co dwa lata przeprowadzali
się z kraju do kraju, wysyłani tam, gdzie w danym czasie postanowił ich
skierować aktualny rząd. Jej matka była nauczycielką języka angielskiego
i dzięki temu w większości przypadków mogła kontynuować pracę w każdym
nowym kraju, jednocześnie wspierając męża.
Lily spędziła całe dzieciństwo, zaczynając co roku lub co dwa lata nową
szkołę w innym kraju, a czasem nawet na innym kontynencie. Ledwo miała
czas, by nawiązać przyjaźnie, zanim musiała wyjechać i zaczynać wszystko
od nowa. Było to niezwykle destabilizujące.
Z biegiem lat Lily zaczęła powstrzymywać się od zawierania przyjaźni,
przyzwyczajając się do poczucia, że nic nigdy nie jest trwałe, bo
wszystko -?nieuchronnie -?się zmieniało: szkoły, przyjaciele i domy. W rezultacie, jako jedynaczka, przez większość czasu miała jedynie
rodziców za towarzystwo, a poczucie samotności nigdy tak naprawdę nie
zniknęło.
W wieku dwunastu lat została wysłana do szkoły z internatem w Anglii i znienawidziła ją od chwili przyjazdu. Niemal od samego początku błagała
rodziców, by pozwolili jej do nich wrócić, lecz odmówili, mówiąc, że z czasem będzie lepiej. Ale nie było. Poczucie braku akceptacji wśród
zżytych grup dziewcząt tylko pogłębiało jej samotność i poczucie
odrzucenia. Dlatego Lily zamknęła się w sobie, uznając, że nikogo nie
potrzebuje. Że sama jest silniejsza i że w ten sposób życie będzie
łatwiejsze.
Kiedy podczas wakacji szkolnych odwiedzała rodziców, zdawali się nie
dostrzegać, jak wiele traci, nie mając przyjaciół, zachęcając ją jedynie
do skupienia się na nauce, aby jej własna kariera była równie imponująca
jak ich. Ale Lily nigdy nie była szczególnie ambitna. Właściwie czasami
miała wrażenie, że jedyne, co odziedziczyła po rodzicach, to gęste rude
włosy i zielone oczy matki. Zawsze pragnęła jedynie uwagi ze strony
rodziców, lecz przy ich napiętym kalendarzu towarzyskim nie mieli dla
niej zbyt wiele czasu. Jednak jej bystry umysł sprawiał, że wyniki
egzaminów zawsze były zadowalające i ich cieszyły.
W jedne święta Bożego Narodzenia, gdy była jeszcze dzieckiem, rodzice
podarowali jej domek dla lalek. Nie był zbyt duży, miał tylko dwa
piętra, ale Lily go uwielbiała. Dla niej symbolizował stały dom -?jedyną
rzecz, o której zawsze marzyła.
W wieku dziesięciu lat była już za duża na zabawę lalkami, ale puste
pomieszczenia obudziły w niej coś innego. Wciąż je od nowa urządzała,
eksperymentując z różnymi stylami i pomysłami dla każdego pokoju,
ekscytując się, gdy pojawiał się nowy pomysł na kolejny projekt. Od
tamtej chwili wiedziała, że chce zostać projektantką wnętrz, mimo
zastrzeżeń rodziców. Chcieli, by poszła w ślady ojca, mówiąc, że to
bardziej stabilna kariera, ale Lily podjęła już decyzję.
Po ukończeniu college'u studiowała projektowanie graficzne i tekstylne,
a następnie przeprowadziła się do Londynu, by rozpocząć praktykę w projektowaniu wnętrz.
Zdawała sobie sprawę, że rodzice są rozczarowani jej wyborem kariery.
Wiedzieli, jak niewiele zarabiała miesięcznie jako praktykantka, ale jej
twórcza natura była zbyt silna, by mogła się jej oprzeć. Odrzucała
wszelkie propozycje finansowej pomocy z ich strony, zdeterminowana, by
udowodnić, że ich obawy są bezpodstawne. Dlatego pracowała w każdy
weekend i brała nadgodziny, by wyprzedzić konkurencję.
Jej celem zawsze było posiadanie własnej firmy zajmującej się
projektowaniem wnętrz -?marzenie, które wciąż pozostawało nieuchwytne.
Ale musiała je zrealizować. Musiała doprowadzić do spełnienia tej
ambicji. Bo wiedziała, że wtedy jej rodzice w końcu zaakceptują jej
wybór kariery. Jednak ciężka praca sprawiła, że przedkładała ambicję
ponad niemal wszystko inne, w tym ponad niewielką grupę ludzi w jej
życiu, którzy znaczyli dla niej najwięcej. Co było drugim powodem, dla
którego nie mogła zawrócić samochodu, mimo że czuła się coraz bardziej
zagubiona w nieznanym krajobrazie Cotswolds.
Kiedy czternaście lat temu przyjechała do Londynu, Lily nie znała tam
nikogo. Udało jej się wynająć pokój bez wcześniejszego obejrzenia go.
Ceny wynajmu w Londynie były absurdalnie wysokie, więc jej wybór
ograniczał się do współdzielonego domu w wyjątkowo niepożądanej okolicy.
Jednak mimo zaniedbanego stanu zarówno okolicy, jak i samego domu,
okazało się to jedną z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek spotkały
Lily.
Dom był świeżo wystawiony na wynajem i przyciągnął trzy inne kobiety w tym samym wieku: Hannah, Beth i Ellę. Mimo niechęci Lily do zbliżania
się do kogokolwiek, w pierwszych tygodniach wspólnego mieszkania nie
potrafiła powstrzymać się od stopniowego nawiązywania więzi ze
współlokatorkami. Wszystkie dopiero co ukończyły college i z zapałem
rozpoczynały to, co -?miały nadzieję -?będzie długimi i błyskotliwymi
karierami w wybranych przez siebie dziedzinach. Hannah szkoliła się na
cukierniczkę w popularnej restauracji na West Endzie, Beth była
początkującą astronomką i dlatego była zachwycona pracą w Królewskim
Obserwatorium w Greenwich, a Ella była asystentką do spraw mediów
społecznościowych w Canary Wharf.
Pochodząc z różnych części Anglii, wszystkie po raz pierwszy mieszkały w Londynie i po ciężkim dniu pracy lubiły wychodzić wieczorami do barów z winem, a także spędzać bardziej ekonomiczne wieczory w domu, plotkując
przy pizzy, podczas gdy w tle leciały Gotowe na wszystko i Teoria
wielkiego podrywu.
Każda z nich miała inną osobowość i ścieżkę kariery, ale od tamtej pory
niezmiennie pozostawały najlepszymi przyjaciółkami. Po tak długim
okresie samotności w swoim życiu Lily natychmiast poczuła się otoczona
ich miłością i przyjaźnią. Mimo to nigdy tak naprawdę nie otworzyła się
przed żadną z nich w pełni, jeśli chodzi o swoje najskrytsze uczucia.
Doświadczenia z internatu sprawiły, że zawsze obawiała się odrzucenia i zranienia. A jednak Hannah, Beth i Ella stały się jej rodziną, podczas
gdy jej rodzice zawsze byli tak bardzo zdystansowani.
Po kilku latach wspólnego mieszkania sytuacja w domu zaczęła się jednak
zmieniać. Beth wyprowadziła się jako pierwsza, otrzymawszy
niepowtarzalną szansę dwuletniego stażu naukowego w Południowoafrykańskim Obserwatorium Astronomicznym. Wkrótce potem Ella
przeniosła się do Manchesteru, by pracować w start-upie technologicznym.
W domu zostały tylko Lily i Hannah, a dwie nowe współlokatorki w żaden
sposób nie zaskarbiły sobie sympatii zżytych przyjaciółek, więc przez
kolejne dwa lata trzymały się na uboczu, spotykając się od czasu do
czasu z Beth i Ellą, kiedy tylko było to możliwe.
Cztery lata po przyjeździe do Londynu Lily wciąż była nisko postawioną
juniorką w firmie projektowania wnętrz, nie robiąc żadnych postępów, a Hannah była zbyt nieśmiała i pozbawiona pewności siebie, by wyrobić
sobie nazwisko w bezwzględnym świecie gastronomii. Wtedy Hannah
niespodziewanie się zakochała. Lily znienawidziła Seana od pierwszego
wejrzenia i nie mogła zrozumieć, co Hannah w nim widzi. Był ponury i zupełnie niepodobny do łagodnej, ciepłej Hannah. Ale jej przyjaciółka
była zauroczona i gdy Sean zasugerował, by po kilku miesiącach
zamieszkali razem, Hannah bez wahania się na to zgodziła.
Lily odkryła, że nagle nie jest w stanie znieść przebywania w domu, w którym kiedyś była tak szczęśliwa ze swoimi trzema najlepszymi
przyjaciółkami. Szybko więc złożyła wypowiedzenie umowy i się
wyprowadziła, od tamtej pory dzieląc mieszkania i duże apartamenty z innymi ludźmi, ale nigdy nie zbliżając się do żadnych nowych
współlokatorów.
Poza swoimi najlepszymi przyjaciółkami krąg towarzyski Lily w ogóle się
nie powiększył -?tak bardzo unikała nawiązywania bliższych relacji z kimkolwiek innym. Z powodu swojej nieśmiałości Hannah również nie miała
zbyt wielu znajomych, a Lily miała przeczucie, że jej związek z Seanem
nie jest szczególnie zdrowy. Okazało się, że miała rację, rok później
Hannah poinformowała ją, że rozstała się z Seanem i na jakiś czas
wróciła do swojej rodziny w Cranley. Dziesięć lat później nadal tam
była.
Cztery najlepsze przyjaciółki przez lata nadal regularnie się spotykały.
Ostatnio jednak, gdy umiejętności Lily zaczęły w końcu zdobywać uznanie,
a ona sama zyskała większą odpowiedzialność w pracy, zauważyła, że ma
coraz mniej czasu. Z powodu goniących terminów często musiała z żalem
odwoływać spotkania. Wciąż goniła za karierą, bezustannie próbując
udowodnić rodzicom, jak bardzo się mylili, i sprawić, by w końcu byli
dumni z jej decyzji o zostaniu projektantką wnętrz. Mimo to przyjaciółki
rozmawiały co tydzień i pisały do siebie niemal codziennie. Teraz, po
trzydziestce, ich losy toczyły się w różnych kierunkach, choć żadna z nich nie znalazła szczęścia w życiu uczuciowym. Wszystkie miały za sobą
różne związki, jednak Lily -?mimo kilku chłopaków na przestrzeni lat -
całkowicie zrezygnowała z randkowania, aby skupić się na karierze.
Lily oczywiście dużo wiedziała o rodzinie Hannah -?przez lata słyszała o nich mnóstwo, mimo że nigdy ich nie poznała. Jednak fakt, że prowadzili
hotel, nie wydawał się szczególnie istotny aż do ich ostatniej rozmowy
kilka dni wcześniej.
-?Teraz wszystko jest zupełnie inne, odkąd Ben przejął interes -
powiedziała jej Hannah. Jej brat przejął prowadzenie hotelu po tym, jak
ich ojciec niespodziewanie zmarł sześć miesięcy wcześniej. -?W całym
domu jest potworny bałagan, bo najwyraźniej wszystko wymaga odnowienia.
W każdym razie, kiedy skończą się już te wszystkie ciężkie roboty,
trzeba będzie odświeżyć wnętrza, więc podsunęłam mu myśl, że jesteś
idealną osobą, żeby do nas wpaść i nam w tym pomóc!
Lily wciągnęła głęboko powietrze.
-?Ja? -?zapytała.
-?Oczywiście! -?odparła Hannah ze śmiechem. -?A kto inny? W końcu jesteś
tą utalentowaną projektantką z tej eleganckiej firmy!
Zachwyt Lily nie trwał jednak długo, gdy przełknęła wstyd związany z tym, że nie była szczera wobec swojej najlepszej przyjaciółki. To był
trzeci powód, dla którego nie mogła zawrócić samochodu, mimo że wciąż
była zagubiona. Potrzebowała tego zlecenia bardziej niż czegokolwiek
wcześniej w swoim życiu.
Od samego początku Lily powoli budowała swoją karierę, awansując od
praktykantki do stanowiska juniorki. Wiele poświęciła, w tym własne
życie osobiste -?a właściwie jego brak -?aż w końcu dwa lata temu
przyjęła pracę jako asystentka u odnoszącego sukcesy projektanta wnętrz
w nowoczesnym stylu. Hans Haubermann uchodził za geniusza i po kilku
ostatnich prestiżowych zleceniach od londyńskiej elity stał się
najgorętszym nazwiskiem w świecie współczesnego designu.
Lily była zachwycona, że dostała pracę u tak ekskluzywnego projektanta.
W końcu jej poświęcenia się opłaciły. Była już tak blisko. Kilka
własnych zleceń i mogłaby wreszcie pracować na własny rachunek. Nawet
jej rodzice byli pod wrażeniem ekskluzywnej listy klientów Hansa.
Ale ta praca miała wysoką cenę. Projekty Hansa były minimalistyczne i skrajnie nowoczesne -?zupełnie odmienne od stylu Lily, która zawsze
dbała o to, by wnętrza były ciepłe i przytulne. Uznała jednak, że warto
się poświęcić, jeśli jego nazwisko znajdzie się w jej CV.
Ku swojemu przerażeniu szybko odkryła, że Hans jest oszustem. Nie miał
za grosz talentu. Było to tajemnicą firmy, że wykorzystywał talent
wszystkich swoich asystentów i ukrywał się za ich kreatywnością,
przypisując sobie ich pracę. Lily nie była wyjątkiem -?odkryła prawdę
dopiero trzy miesiące wcześniej dzięki niezadowolonej koleżance, która
wygadała się podczas swojego pożegnalnego przyjęcia.
To było strasznie niesprawiedliwe. Na początku Hans obiecywał jej tak
wiele, w tym, że zrobi z niej partnerkę w firmie projektowej. Okazało
się jednak, że były to te same obietnice, które przez lata składał wielu
różnym projektantom.
A tydzień temu zrzucił na nią prawdziwą bombę -?wręczył jej
wypowiedzenie. Hans twierdził, że firma przechodzi redukcję etatów, ale
Lily wiedziała, że tylko ona straciła pracę. Był na tyle sprytny, że
rozwiązał z nią umowę zaledwie kilka dni przed upływem dwóch lat pracy,
przez co nie przysługiwała jej nawet ustawowa odprawa.
Od chwili natychmiastowego zwolnienia Lily spędziła ostatnie dni w rozsypce, płacząc w swoim pokoju nad niesprawiedliwością całej sytuacji.
Ale co mogła zrobić? Nikt by jej nie uwierzył, nawet gdyby mogła o wszystkim opowiedzieć. Okazało się bowiem, że w jej pierwotnej umowie o pracę znajdował się zapis zabraniający ujawniania komukolwiek tajemnic
firmy.
Chciała tylko udowodnić, że dokonała właściwego wyboru zawodowego,
pokazać rodzicom, że potrafi sobie poradzić sama. Miała umiejętności i doświadczenie. Teraz jednak nie miała żadnych referencji, a baza
klientów, którą zbudowała, przepadła -?była przypisana do firmy Hansa.
Wiedziała, że jest wystarczająco dobra, by prowadzić własną firmę. Ale
od czego zacząć? Potrzebowała tylko odrobiny szczęścia.
I wtedy zadzwoniła do niej kochana Hannah w sprawie hotelu -?jakby los
dał jej drugą szansę. Hannah wciąż była przekonana, że Lily pracuje w firmie, a Lily nie powiedziała jej prawdy. Właściwie nie powiedziała jej
nikomu -?ani najlepszym przyjaciółkom, ani rodzicom, którzy obecnie
mieszkali w Canberze. Prawda była taka, że po prostu się wstydziła.
Czuła, że poniosła klęskę. Po tylu latach ciężkiej pracy nie miała
absolutnie nic, czym mogłaby się pochwalić. Jeśli jednak zlecenie dla
hotelu wypali, z czasem wyjawi przyjaciołom prawdę -?gdy tylko jej
przyszłość się ustabilizuje.
Wiedziała jednak także, że rodzina Jacksonów nie powierzy takiego
zlecenia komuś bez wsparcia profesjonalnej firmy, dlatego najlepiej było
na razie zachować to w tajemnicy. Lily była przeświadczona, że praca
przy tak prestiżowym projekcie jak wiejski hotel byłaby dla niej idealną
szansą -?krokiem do założenia własnej działalności i, miejmy nadzieję,
sukcesu. Gdyby tylko udało jej się znaleźć ten hotel!
Deszcz już osłabł i wyraźnie widziała, że jesień odciska już swoje
piętno na żywopłotach ciągnących się wzdłuż wiejskiej drogi oraz na
odległych, zielonych wzgórzach. Ciemna zieleń krajobrazu mieniła się
teraz pierwszymi plamami bursztynu i ochry, zwiastując nieuchronną
zmianę pór roku. Był to wyraźny kontrast w stosunku do miejskich ulic,
do których była przyzwyczajona, ale dzięki temu widok był jeszcze
przyjemniejszy.
W końcu, dokładnie w chwili, gdy deszcz ustał, zauważyła na poboczu
drogi coś, co wyglądało na nowiutki znak z napisem "Maple Tree Lodge". Z okrzykiem ulgi skręciła na wąską ścieżkę i niemal natychmiast znalazła
się w cienistym lesie. Od razu zrobiło się znacznie ciemniej, ale gdy
pokonała zakręt, dostrzegła w oddali migoczącą między drzewami taflę
wody.
Pojawił się również fragment sporego budynku. Hannah mówiła jej, że to
mały hotel, ale był znacznie większy, niż Lily się spodziewała. Poczuła
dreszcz ekscytacji. Jaki to byłby początek -?mieć ten hotel jako swoje
własne zlecenie.
Nieprzyzwyczajona do prowadzenia samochodu po tak długim czasie życia w Londynie, Lily przez pomyłkę nacisnęła pedał gazu zamiast hamulca i wynajęty samochód ruszył do przodu tak gwałtownie, że omal nie zderzyła
się czołowo z nadjeżdżającym pojazdem, który właśnie wyłonił się zza
zakrętu. Aby uniknąć zderzenia, chwyciła kierownicę i gwałtownie
skręciła w lewo. Udało się uniknąć wypadku, ale samochód zaczął ostro
zjeżdżać ze skarpy prosto w coś, co wyglądało na niewielki staw.
Silnik zgasł i samochód w końcu stanął w miejscu. Dziewczyna poczuła
ulgę, mimo że auto z każdej strony otaczała woda. Wzięła głęboki oddech
i sprawdziła, czy nic jej nie jest. Na szczęście miała zapięte pasy,
które uchroniły ją przed czymś gorszym niż sztywność karku.
Dostrzegając ruch w pobliżu, spojrzała w stronę drugiego samochodu i zobaczyła mężczyznę wysiadającego ze swojego pojazdu. Czując się nieco
zakłopotana, opuściła szybę.
-?Nic ci nie jest?! -?zawołała, uświadamiając sobie, że jej głos brzmi
nieco urywanie z powodu szoku.
Przeczesał dłonią ciemne włosy i wyglądał na oszołomionego.
-?Nic mi nie jest. A tobie? -?odkrzyknął.
-?W porządku -?odpowiedziała, mimo że samochód utknął pośrodku stawu.
Nieznajomy westchnął ciężko, po czym spojrzał na nią z irytacją.
-?Gdybyś prowadziła jak należy, a nie jak Lewis Hamilton, to by do tego
nie doszło -?powiedział.
Zawstydzona, już miała odpowiedzieć, gdy zauważyła, że do wnętrza
samochodu zaczyna wlewać się woda przy dolnej krawędzi drzwi. Krzywiąc
się, pchnęła drzwi, chcąc jak najszybciej się wydostać, zanim auto
zatonie jeszcze bardziej.
-?Zaczekaj! -?Usłyszała wołanie mężczyzny.
Ale nie była w nastroju, by go słuchać. Ogarniała ją panika na widok
wdzierającej się wody i po odepchnięciu drzwi, które napotkały coś na
kształt kopca ziemi, Lily wyskoczyła z samochodu prosto w coś, co
wyglądało jak bagno.
Jej ulubione białe trampki natychmiast zanurzyły się w brunatnej mazi,
która na szczęście sięgała tylko do kostek. Spojrzała w dół z niedowierzaniem na staw, który zdawał się być bardziej błotem niż wodą.
-?Mówiłem, żebyś zaczekała! -?zawołał mężczyzna, idąc w jej stronę.
-?Mogłeś to trochę lepiej wyartykułować -?odpowiedziała, a jej
upokorzenie rosło z każdą sekundą.
-?Podam ci rękę -?powiedział, podchodząc do brzegu i wyciągając do niej
ramię.
-?Poradzę sobie -?mruknęła, odtrącając jego dłoń. Nie była żadną damą w opałach. Zakłopotanie sprawiło, że zabrzmiała ostrzej niż zwykle. -?Nie
potrzebuję ratunku!
Wyglądał na zaskoczonego, cofnął rękę i oparł się o pobliskie drzewo.
-?Proszę bardzo -?powiedział. -?Jeszcze dzisiaj się nie pośmiałem.
Co jest nie tak z tym facetem? -?pomyślała. Był mniej więcej w jej
wieku, ubrany swobodnie w dżinsy i sweter. Ale jego -?trzeba przyznać -
atrakcyjna twarz miała teraz wyjątkowo zarozumiały wyraz i Lily nie
wiedziała dlaczego.
I wtedy zrozumiała. Nie mogła ruszyć stopami. W ogóle. Próbowała i próbowała, aż zrobiła się czerwona na twarzy, ale bez względu na to, jak
bardzo szarpała nogami, nie mogła ich uwolnić. Jakby ugrzęzły w kleju.
Z jękiem frustracji, spojrzała w końcu niechętnie, na mężczyznę, który
stał na brzegu i uśmiechał się do niej z góry.
-?To przez połączenie piasku i ziemi -?wyjaśnił. -?Tworzy najgorsze,
najbardziej lepkie błoto. Drzewa to uwielbiają. Zatrzymuje wilgoć i dzięki temu rosną duże i silne.
-?Świetnie -?mruknęła, próbując jeszcze raz bezskutecznie wyrwać nogę. -
Szczęściarze.
-?Więc teraz przyjmiesz moją pomoc? -?zapytał.
-?Tak, proszę -?odpowiedziała cicho.
Wyciągnął obie ręce, by chwycić jej dłonie. Spletli palce, a ona starała
się nie czuć jeszcze większego zażenowania.
-?Gotowa? -?zapytał, napinając się. -?Na trzy, raz, dwa, trzy...
Na "trzy" szarpnął ją z całej siły. Ale w tej samej sekundzie, gdy
dotarło do niej, że w końcu uwolniła się z błota, zdała sobie również
sprawę -?lecąc właśnie w powietrzu -?że jej stopy są zupełnie bose.
Trampki zostały z tyłu.
Jednak to było nic w porównaniu z największym problemem, jaki zaprzątał
jej myśli -?dzięki jego niezwykle silnemu pociągnięciu została nie tylko
wyrwana z błotnistego stawu, ale wprost wyrzucona na pierś nieznajomego.
Słysząc jego "uff" przy zderzeniu, poczuła, jak impet pcha ją dalej i oboje runęli na ziemię.
Przez chwilę Lily była oszołomiona. A potem nagle dotarło do niej, że
leży bezpośrednio na obcym mężczyźnie, pośrodku lasu.
Spojrzała w dół na jego twarz i zobaczyła, że patrzy na nią ciemnymi,
brązowymi oczami. Przez moment słychać było tylko krople wody spadające
z drzew na ziemię.
W końcu jego przystojna twarz rozjaśniła się uśmiechem.
-?Witamy w Maple Tree Lodge -?powiedział.
Rozdział 2
Ben Jackson miał kiepski dzień, dopóki niespodziewanie nie wylądowała na
nim przepiękna rudowłosa. Szkoda tylko, że patrzyła na niego z gniewem,
a jej zielone oczy znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od jego. No
i oczywiście była zupełnie obcą osobą. Co rodziło pytanie: kim ona, u licha, była? Właśnie miał się przedstawić, gdy nagle poderwała się na
nogi, pozostawiając go, by powoli podniósł się z leśnej ściółki. Ben
potrzebował dłuższej chwili, by spróbować oswoić się z tym, co się przed
momentem wydarzyło -?a wszystko to rozegrało się przecież w mgnieniu
oka.
Minęło zaledwie pięć chaotycznych minut od momentu, gdy w gniewie
opuścił hotel. Nawet nie wiedział, dokąd jedzie -?byle gdzie, byle dalej
od hotelu. Byle dalej od Maple Tree Lodge. A jednak przejechał zaledwie
kilkadziesiąt metrów od hotelowego parkingu, gdy uniknął czołowego
zderzenia z innym samochodem. Spojrzał na swoje auto, które na szczęście
wyszło z tego bez szwanku. Natomiast drugi samochód, wbity w staw,
wyglądał na kompletnie zniszczony. Wiedział więc, że jego upragniona
ucieczka skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Teraz musiał
wrócić do hotelu i ponownie zmierzyć się z dziadkiem, mimo że zaledwie
chwilę wcześniej wyszedł stamtąd w napadzie złości po kolejnej kłótni.
Ben ogromnie kochał swojego dziadka. Po prostu uważał, że na dłuższą
metę nie dadzą rady dłużej mieszkać pod jednym dachem.
Spojrzał na nieznajomą i zobaczył, jak strzepuje z dżinsów i swetra igły
sosny oraz mokre liście. Gdy się schyliła, jej długie rude włosy opadły
na ramiona, przypominając mu liście kasztanowców, które już przybrały
jesienne barwy -?lśniące, ciepłe i pełne życia.
-?Nic ci nie jest? -?zapytał, podnosząc się z ziemi.
-?Ucierpiała tylko moja duma -?odpowiedziała z zawstydzonym uśmiechem,
który natychmiast rozjaśnił jej ładną twarz.
Nie mógł powstrzymać się od spojrzenia na jej niezwykłe włosy, potem na
długie, ciemne rzęsy i bladą skórę pokrytą piegami oraz zaróżowioną ze
wstydu twarz. Potrząsnął lekko głową i odwrócił wzrok. Czy minęło aż
tyle czasu, odkąd był na randce, że pierwsza atrakcyjna kobieta, jaka
pojawiła się w zasięgu jego wzroku, odebrała mu mowę?
-?Więc zanim wylądowałaś w naszym stawie, co robiłaś tutaj, pośrodku
niczego? -?zapytał w końcu, odzyskując głos.
Wyglądała na zaskoczoną.
-?Jechałam do hotelu. Zatrzymuję się tam na noc.
Tym razem to Ben był zdziwiony.
-?Zatrzymujesz się? W Maple Tree Lodge? -?zapytał, nie potrafiąc ukryć
zaskoczenia w głosie.
Skinęła głową, po czym zmarszczyła brwi.
-?Tak.
Zdumiał się jeszcze bardziej. Nie zamierzał przyznać, że tego wieczoru
nie było żadnych rezerwacji. I że nie było ich od miesiąca -?dodał w myślach. Obecny stan hotelu oczywiście nie pomagał. Wszędzie byli
robotnicy i panował bałagan. I to właśnie było powodem porannej kłótni z dziadkiem. Powodem każdej kłótni od czasu, gdy na początku roku wrócił
do domu.
Był partnerem w dobrze prosperującej firmie architektonicznej w Londynie. Dostał pracę, o której zawsze marzył i dla której tak ciężko
harował na studiach. Ale nie potoczyło się to tak, jak sobie wyobrażał.
Zamiast projektować imponujące budynki zajmował się raczej bardziej
typowymi projektami centrów handlowych na całym świecie. Zapewniało mu
to bardzo przyzwoite wynagrodzenie, ale nie dawało twórczej satysfakcji,
której tak bardzo pragnął.
Mimo to, mając porządne mieszkanie i dobrą pracę, jego życie w stolicy
nie było takie złe. Cieszył się udanym życiem towarzyskim w gronie
przyjaciół i regularnie chodził na randki. Wszystko było w porządku aż
do telefonu od matki pewnego wiosennego wieczoru, który zmienił wszystko
i sprowadził go z powrotem do domu.
Dla Bena domem zawsze było Maple Tree Lodge. W rzeczywistości był to dom
pięciu pokoleń rodziny Jacksonów. Jego praprapradziadek, pragnąc
zostawić za sobą koszmar I wojny światowej w 1918 roku, wyruszył w głąb
angielskiej wsi w poszukiwaniu upragnionego spokoju.
Na obrzeżach maleńkiej wioski Cranley odkrył duże jezioro i pięćdziesiąt
akrów lasu wystawionych na sprzedaż. Po ich zakupie zaczął budować dom
dla siebie i swojej świeżo poślubionej żony, w którym mieli założyć
rodzinę.
Każde kolejne pokolenie Jacksonów rozbudowywało dom o nowe pokoje i przestrzenie. Używano do tego zarówno popularnej w tej okolicy cegły o ciepłym odcieniu, jak i niezliczonych ilości drewna, których rodzina
miała pod dostatkiem dzięki otaczającym posiadłość lasom.
Obecnie był to dwupiętrowy budynek z długimi skrzydłami rozciągającymi
się wzdłuż piaszczystego brzegu jeziora. Był zdecydowanie za duży, by
mieszkała w nim tylko jego rodzina -?rodzice, żona i dwoje dzieci -
dlatego ojciec Bena, Tony, na początku lat osiemdziesiątych postanowił
przekształcić go w hotel. Przebudował górne piętro, tworząc dwadzieścia
pokoi gościnnych z łazienkami, podczas gdy rodzina zamieszkała w prywatnych pomieszczeniach służbowych na końcu zachodniego skrzydła.
Jednak choć Tony był znakomitym stolarzem, nie miał zbyt smykałki do
interesów i mimo że przez lata pojawiali się goście, a opinie były
bardzo dobre, hotel nigdy nie odniósł sukcesu, o jakim marzył. Nie
pomagał fakt, że miejsce znajdowało się na uboczu, a przed erą internetu
rozpropagowanie jego istnienia było niemal niemożliwe.
W ostatnich latach pojawiali się jacyś goście, ale czy hotel
kiedykolwiek naprawdę prosperował? Ben nie był o tym przekonany.
Dorastając, pamiętał jedynie sporadyczne przyjazdy gości, a poza tym on
i jego siostra mieli cały hotel dla siebie, bawiąc się w chowanego z przyjaciółmi.
Jego ojciec często popadał w przygnębienie, że marzenie o prowadzeniu
odnoszącego sukcesy hotelu się nie spełniło, a stres związany z biznesem
prawdopodobnie dodatkowo obciążył jego serce -?co sprawiło, że tamtej
wiosny tak nagle odszedł.
Ben natychmiast wrócił do domu, by być z rodziną w żałobie. Jednak
podczas przedłużającego się pobytu odkrył źródło stresu ojca. Księgi
rachunkowe hotelu nie napawały optymizmem, a rodzinny dom był
niebezpiecznie bliski finansowej ruiny. Tony zaciągnął duży kredyt, by
utrzymać wszystko na powierzchni, ale wraz z pilnie potrzebnymi
remontami zadłużenie było ogromne.
A potem był jeszcze list, który znalazł w szufladzie biurka -?prawdziwa
bomba. Pochodził od dużego konsorcjum hotelowego, które oferowało zakup
Maple Tree Lodge, by przekształcić go w nowoczesny hotel spa. Kwota była
zawrotna i dla Bena niezwykle kusząca, a jednak znalazł dokument, w którym jego ojciec przygotował już odpowiedź odrzucającą ofertę. Z ciężkim sercem Ben wiedział, że on również będzie musiał ją odrzucić i spróbować spełnić wolę zmarłego ojca, utrzymując hotel w rękach rodziny.
Sprzedaż międzynarodowej korporacji oznaczałaby konieczność opuszczenia
ukochanego domu, a tego nikt nie chciał.
Jedynym rozwiązaniem było więc unowocześnienie hotelu, aby zapewnić mu
przyszłość. Jego dziadkowie zbliżali się do osiemdziesiątki, a matka
wciąż pogrążona była w żałobie, więc odpowiedzialność spadła na Bena.
Sprzedał swój udział w firmie architektonicznej i od tamtej pory
pozostał w Maple Tree Lodge, rozpaczliwie próbując znaleźć sposób, by
uchronić go przed bankructwem. Mimo ogromu prac modernizacyjnych, jakich
wymagał stary budynek, początkowo wydawało mu się, że to będzie
stosunkowo łatwe zadanie. Skoro duża międzynarodowa firma chciała kupić
ten hotel, to przecież musiał mieć coś do zaoferowania. Jednak wraz z upływem miesięcy i rosnącym zakresem remontów ciężar odpowiedzialności -
za szczęście i bezpieczeństwo rodziny -?coraz bardziej go przytłaczał.
Nagle uświadomił sobie, że kobieta patrzy na niego pytająco, i postanowił się przedstawić.
-?Cześć, jestem Ben Jackson -?powiedział. -?Kierownik hotelu.
-?Lily Wilson -?odpowiedziała. -?Przyjaciółka Hannah.
-?Ach, tak -?odparł, nagle przypominając sobie, co siostra mówiła mu
rano przy śniadaniu. -?Oczywiście.
Przez lata wiele słyszał o najlepszych przyjaciółkach Hannah, ale odkąd
wrócił do domu, poznał tylko Beth i Ellę. Lily -?jak mówiła jego siostra
-?była zapracowaną kobietą sukcesu i zdawało się, że nigdy nie ma czasu
na spotkania z przyjaciółmi.
Hannah wspominała też, że jej przyjaciółka jest projektantką wnętrz i miała nadzieję, że mogliby skorzystać z jej pomocy przy odświeżeniu
hotelu. Ben sprawdził w internecie firmę, w której pracowała Lily, i był
pod wrażeniem. Ich styl był minimalistyczny i nowoczesny -?dokładnie
taki, jakiego chciał dla hotelu. Miejsce potrzebowało świeżego,
eleganckiego wyglądu, który dorównałby konkurencji. Miał tylko nadzieję,
że koszt nie okaże się zbyt wysoki, bo jego środki były już poważnie
ograniczone.
Już miał zapytać ją o pracę, gdy nad nimi rozległ się złowieszczy pomruk
grzmotu i zauważył, że niebo znów ciemnieje, zapowiadając kolejną ulewę.
-?Myślę, że powinniśmy wejść do środka, zanim zupełnie przemokniemy -
powiedział.
-?Zgadzam się -?odpowiedziała, podchodząc do swojego unieruchomionego
samochodu, by z gracją pochylić się i wyjąć z przedniego siedzenia
torebkę, a następnie większą torbę podróżną.
Gdy się wyprostowała, Ben miał właśnie zaproponować jej podwiezienie
swoim autem, ale ona już ruszyła przed siebie w stronę otwartej
przestrzeni hotelowego parkingu.
Postanowił zostawić samochód i szybkim krokiem ruszył za nią, by
dotrzymać jej kroku. Wydawało się, że zupełnie nie przeszkadza jej
chodzenie boso po lesie, co go zdziwiło. Większość kobiet, z którymi
umawiał się przez lata, piszczałaby na widok błota i na samą myśl o owadach pełzających po ziemi. Ta kobieta zdawała się nie przejmować
takimi drobiazgami -?zauważył.
Gdy tylko dotarli na parking, Lily zatrzymała się, by podziwiać widok.
Nie mógł jej się dziwić. To było naprawdę spektakularne miejsce -
pomyślał, spoglądając w stronę jeziora. Nawet w tak ciemny i deszczowy
dzień szerokie niebo odbijało się w rozległej tafli wody. Łagodne,
falujące wzgórza otaczały jezioro, jakby obejmując je i chroniąc przed
światem zewnętrznym. A samo jezioro -?nawet w tak ponury dzień -
połyskiwało. Otaczały je drzewa i rozległe połacie lasu, należące do
jego rodziny.
Następnie zobaczył, jak Lily odwraca się i patrzy z szeroko otwartymi
oczami na hotel. Podążył za jej spojrzeniem na duży budynek przed nimi.
Jego praprapradziadek wyciął wiele drzew, by zbudować pierwotny dom, a kolejne pokolenia kontynuowały tę tradycję, dzięki czemu zewnętrzne
ściany hotelu składały się z warstw potężnych bali, nadających mu
solidny, a zarazem ciepły wygląd. Potężne ceglane kominy piastowały
zewnętrzne ściany aż po kryty łupkiem dach, skąd w niebo unosiły się
wąskie smugi dymu.
Mimo uroku hotelu Ben -?jak zwykle ostatnio -?widział tylko ogrom
pieniędzy, jakie pochłonęły dotychczasowe remonty. Większość środków ze
sprzedaży swojego udziału w firmie przeznaczył na wzmocnienie
fundamentów, gdy okazało się, że budynek grozi osunięciem się do
jeziora. Te kosztowne prace, wraz z wymianą okien na podwójne, drzwi i całego dachu, niemal całkowicie opróżniły jego konto.
Instalacje wodne i elektryczne wciąż były modernizowane i Ben nadal nie
miał pewności, czy hotel przetrwa, nawet gdy wszystko zostanie
ukończone. Ale musiał spróbować -?dla dobra swojej rodziny.
Zmiany te jednak nieustannie prowadziły do konfliktów z dziadkiem.
Uparty staruszek chciał zostawić wszystko tak, jak było. Ben wiedział
jednak, że to po prostu nie wchodzi w grę -?w przeciwnym razie interes
splajtuje, a oni i tak stracą dach nad głową.
Spojrzał w stronę wejścia i zobaczył swoją siostrę, która właśnie
pojawiła się na dębowym ganku i ruszyła ku nim biegiem.
-?Dotarłaś! -?zawołała Hannah, a jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
Ben zdał sobie sprawę, że dawno nie widział młodszej siostry tak
szczęśliwej na widok kogokolwiek i sam uśmiechnął się, patrząc, jak
obejmuje Lily.
Słodka Hannah -?pomyślał. -?Dobrze było znów widzieć jej uśmiech po
tak smutnym czasie po śmierci ojca.
Zawsze była cicha, ale wnosiła spokój. W przeciwieństwie do Bena
kompletnie nie radziła sobie w szkole -?nauka nigdy nie przychodziła jej
łatwo. Podczas egzaminów po prostu pękła pod presją i już nigdy tam nie
wróciła.
Nie mając żadnego wykształcenia, jako szesnastolatka zatrudniła się w lokalnej restauracji i pracowała tam do momentu, gdy za namową Bena w końcu skoczyła na głęboką wodę i wyjechała do Londynu. Była niezwykle
utalentowaną cukierniczką, ale on później zrozumiał, że wysłanie Hannah
do bezwzględnego świata wielkiego miasta było jak wypuszczenie wiejskiej
myszy na afrykańską sawannę. Do dziś czuł wyrzuty sumienia, że wywarł na
nią taką presję, zwłaszcza że ani praca, ani związek nie potoczyły się
dobrze i cztery lata później wróciła do bezpiecznego Cranley. I została
tam do dziś.
Hannah była najszczęśliwsza w kuchni, działając z dala od ludzkich
spojrzeń. Pieczenie było jej największą pasją. Obecnie pracowała
wieczorami w lokalnym pubie, by zarabiać pieniądze, podczas gdy
restauracja hotelowa pozostawała zamknięta w trakcie remontu.
-?Minęło tyle czasu, ale wyglądasz jak zawsze pięknie -?powiedziała
Hannah do Lily, odsuwając się po przyjacielskim uścisku. Po chwili
zmarszczyła brwi, przyglądając się jej uważnie. -?Tylko masz liść we
włosach... i gdzie są twoje buty? -?Spojrzała szeroko otwartymi oczami to
na Lily, to na Bena.
-?Miałam mały wypadek -?odpowiedziała Lily z lekkim śmiechem. -
Wjechałam do stawu po drodze!
-?Co? -?Hannah nie zaśmiała się, tylko spojrzała przerażona. -?Nic ci
nie jest? Nie jesteś ranna?
-?Nic mi nie jest -?zapewniła Lily. -?Ale przydałoby się, żebym umyła
stopy!
Hannah odetchnęła z wyraźną ulgą i objęła Lily ramieniem, prowadząc ją
do środka.
-?Musisz mi wszystko opowiedzieć -?powiedziała.
Ben miał już ruszyć ich śladem, gdy nagle zza rogu hotelu wyłonił się
jego dziadek. Nawet z tej odległości Ben wyraźnie czuł na sobie wściekłe
spojrzenie dziadka -?to był owoc kolejnej już awantury, do której doszło
tamtego popołudnia.
Walter Jackson był uparty, ale mimo swoich siedemdziesięciu dziewięciu
lat wciąż pełen determinacji i energii. Ben wiedział, że dziadek chce
dla hotelu jak najlepiej, ale jednocześnie każdy nowy pomysł spotykał
się z oporem i rozpoczynał kolejną batalię. Dlatego propozycja Bena, by
każdy pokój miał bezprzewodowy internet, nowe telewizory z płaskim
ekranem i oświetlenie LED, spotkała się jedynie z kolejnym narzekaniem
na "utratę duszy" tego miejsca.
Kiedyś Ben i jego dziadek mieli dobre relacje, ale odkąd zmarł jego
ojciec, Ben miał wrażenie, że jest dla Waltera nieustannym
rozczarowaniem. Że nic z tego, co zrobił dla hotelu, nie spotyka się z jego aprobatą.
Ojciec zapisał mu hotel w testamencie, ale dla Bena był to tylko
nieustanny stres, który wisiał nad nim jak fatum. Finanse po prostu się
nie dopinały i to od bardzo długiego czasu. Cały ten interes był jednym
wielkim bagnem, które chłopak rozpaczliwie próbował ukryć przed rodziną,
wciąż opłakującą nagłą śmierć ojca.
Wiedział, że musi nadal walczyć o uratowanie tego miejsca -?nie tylko po
to, by zadowolić dziadka, ale dlatego, że był to ich dom. Ben próbował
wszystkiego, co przychodziło mu do głowy, by utrzymać Maple Tree Lodge
na powierzchni, ale wciąż nie wiedział, czy to wystarczy.
Rozdział 3
Gdy Lily pozwoliła Hannah poprowadzić się w stronę hotelu, w głowie
wciąż huczało jej od natłoku myśli -?głównie z powodu absolutnego,
potwornego wstydu.
To było szalone dziesięć minut: rozbicie samochodu w stawie, utknięcie w błocie, a potem znalezienie się na torsie brata Hannah.
Hannah przez lata pokazywała jej zdjęcia Bena. A jednak Lily nie
skojarzyła jej starszego brata z przystojnym mężczyzną, na którym
właśnie wylądowała. Nie spodziewała się, że będzie aż tak atrakcyjny, że
jego oczy będą tak ciemnobrązowe ani że okaże się na tyle silny, by
wyciągnąć ją z błota.
Zerknęła na niego jeszcze raz. Wcale nie był podobny do młodszej
siostry. Podczas gdy włosy Hannah były złocistoblond, jego były ciemne i wciąż lekko nastroszone po deszczu. Hannah była drobna i szczupła, a Ben
był znacznie wyższy i bardziej umięśniony. Przez chwilę złapała się na
tym, że zastanawia się, czy ma dziewczynę, po czym szybko się opanowała.
Zdecydowanie nie zrobiła takiego pierwszego wrażenia, jakie chciała
zrobić jako profesjonalistka -?zwłaszcza że powiedział jej, iż jest
kierownikiem hotelu. W końcu to zlecenie mogło zadecydować o jej
karierze, więc nie był to najlepszy początek.
Lily była jednak zachwycona, że znów widzi Hannah. Minęło zbyt wiele
czasu od ich ostatniego spotkania twarzą w twarz i cieszyła się, widząc
przyjaciółkę w dobrej formie. Nie mogła się doczekać, aż nadrobią
zaległości, choć wiedziała, że musi przemilczeć utratę pracy.
Ale jakie to mogło być zlecenie -?pomyślała, spoglądając na hotel.
Wyglądał tak ciepło i rustykalnie, a przy tym był znacznie większy, niż
sobie wyobrażała.
Gdy zbliżyły się do wejścia, Hannah zawołała do starszego mężczyzny,
który pojawił się zza rogu.
-?Dziadku! Chodź poznać moją przyjaciółkę Lily -?powiedziała.
Dziadek skinął głową i wyciągnął rękę.
-?Walter Jackson -?przedstawił się.
-?Lily Wilson -?odpowiedziała. Przypomniała sobie, jak Hannah
wspominała, że na początku roku świętowali jego siedemdziesiąte
dziewiąte urodziny, ale mimo to staruszek miał zaskakująco mocny uścisk
dłoni, a niebieskie oczy, którymi ją taksował, wciąż patrzyły bystro
spod krzaczastych, siwych brwi.
-?Witamy w Maple Tree Lodge -?powiedział Walter. -?Co sądzisz o naszym
domu?
Odwrócił się z wyraźną dumą na twarzy, spoglądając na budynek przed
nimi.
-?Jest piękny -?odpowiedziała. -?Naprawdę robi wrażenie.
Ciepło drewnianych paneli w połączeniu z piaskowym odcieniem kamienia
idealnie komponowało się z otoczeniem lasu. Hannah wiele razy zapraszała
ją tu na pobyt, ale Lily była zawsze tak zajęta pracą, że nigdy nie
znalazła na to czasu. Teraz żałowała, że nie przyjechała wcześniej -?to
miejsce było naprawdę piękne.
Uśmiech Waltera zniknął.
-?Szkoda, że w środku nie zobaczysz go w pełnej krasie -?wymruczał
staruszek, rzucając swojemu wnukowi piorunujące spojrzenie, gdy tylko
Ben podszedł, by do nich dołączyć.
-?Wejdźmy do środka i doprowadźmy cię do porządku, dobrze? -?powiedziała
Hannah przesadnie pogodnym tonem.
Lily zaczęła się zastanawiać, czy tylko jej się wydaje, czy rzeczywiście
w powietrzu pojawiło się napięcie.
Podążyła za Hannah przez dębowy ganek do dużego holu recepcyjnego. Było
to długie pomieszczenie, z jednej strony ozdobione misternie rzeźbionymi
dębowymi schodami, które łukiem prowadziły na piętro. Całe wnętrze
wypełniały drewniane belki na ścianach i szara kamienna posadzka. Mimo
braku dekoracji miejsce wydawało się przytulne i ciepłe -?zauważyła. Nie
było tu żadnych obrazów ani mebli. W rzeczywistości nie było niczego.
Trwał remont, o czym świadczyła duża wieża rusztowania zajmująca
większość pomieszczenia.
-?To Frankie, nasza recepcjonistka -?powiedziała Hannah, wskazując
ciemnowłosą kobietę po pięćdziesiątce, która właśnie wyszła z pobliskiego pomieszczenia, słysząc ich głosy. -?A to moja przyjaciółka
Lily, która zostaje tu na weekend.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki