Powrót do harmonii - Maciej Urmański

-
Proszę czekać

Moja historia

Od dziecka moje życie było naznaczone pewnym ciężarem. Miałem problemy z pewnością siebie, poczuciem własnej wartości i... lękiem przed śmiercią. W wieku około 8-10 lat nie mogłem zasnąć w nocy, ponieważ bałem się, że się nie obudzę i zastanawiałem się co jest tam po drugiej stronie, te myśli spędzały mi sen z powiek.

Moja pewność siebie była zburzona przez to, że nie czułem się dobrze w moim otoczeniu, a moje zupełnie inne postrzeganie świata i działanie w nim nie zostało odebrane pozytywnie przez moich rodziców i nauczycieli w szkołach, w których byłem i tak toczyła się moja droga, a napięcie wewnętrzne rosło.

Przez długi czas walczyłem o uwagę, a z racji że byłem tym środkowym dzieckiem, to nieco odbiło się to na mojej psychice. Młodszy brat, który otrzymuje więcej uwagi i starsza siostra, która jak to zwykle bywa jest "córką tatusia", to było dla mnie dosyć bolesne, ale tłumiłem to przez długi czas i nawet nie byłem świadomy, że to właśnie będzie przyczyną wielu moich problemów.

Kiedy byłem w szkole, dostawałem często uwagi przez to, że nie robiłem tego, czego oczekiwał nauczyciel, wiecznie otrzymywałem upomnienia, że mam przestać żyć z głową w chmurach, a przez rodziców byłem postrzegany jako po prostu leniwy, chociaż tak naprawdę uwielbiałem się uczyć i rozwijać pewne zdolności. Zostało mi to do teraz.

Z czasem lęk przed śmiercią został stłumiony, ja przechodziłem z klasy do klasy i pewnego dnia na lekcji fizyki w gimnazjum zdarzyło się...

Pierwszy raz mój żołądek skręcił się i pojawiło się nieprzyjemne uczucie wraz z potrzebą pójścia do toalety, uznałem to za objaw grypy żołądkowej, udało mi się zwolnić wtedy z lekcji i pójść do domu, jednak w domu okazało się, że czuję się naprawdę dobrze. Następnego dnia wróciłem do szkoły i wszystko wydawało się w porządku i tak też było do następnego tygodnia, do kolejnej lekcji fizyki gdzie pojawił się kolejny atak, wtedy już wiedziałem, że nie jest to przypadek.

Z czasem ataki zaczęły się powiększać i pojawiać się nie tylko na lekcji fizyki, dołączyło uczucie podnoszącego się ciśnienia, palpitacje serca i ataki paniki, a wraz z nimi oczywiście uczucie zimnego potu, który pojawiał się na całym ciele.

Niestety po jakimś czasie objawy występowały już nie tylko w szkole, a jednym z moich ulubionych zajęć w życiu było podróżowanie. Niestety nerwica to ukróciła, nie byłem wstanie wyruszyć gdziekolwiek bez pojawienia się wewnętrznego niepokoju i ataków paniki.

Oczywiście poszedłem do lekarza i powiedział mi, że nic mi nie jest, że udaję i nie chce mi się chodzić do szkoły, więc wymyślam sobie takie objawy.

Starałem się brać różne leki uspokajające, a nawet pić zioła, które w pewnym stopniu pomagały, z czasem brałem tabletkę, która tworzyła iluzoryczny spokój i byłem wstanie jako tako wychodzić do szkoły lub gdzieś jechać, ale ciągle prześladował mnie strach, że zaraz się zacznie. Dlatego nawet wtedy omijałem sytuacje, które mogły spowodować panikę, takie jak wyjazdy czy pójście w nowe miejsca.

Ostatecznie dotarłem do momentu, gdzie sama chęć wstania z łóżka była bardzo słaba, nienawiść do siebie, depresja, z którą przyszła totalna niechęć do życia i wieczne pytanie "dlaczego akurat ja?".

Pewnej nocy jednak pojawił się sen, który zmienił moją dotychczasową ścieżkę.

Sen ten był niezwykle realny, widziałem w nim jak robaki zjadały mnie "żywcem", a osoby, które uważałem za bliskie nie chciały mi pomóc. W środku nocy obudziłem się zlany potem i zrozumiałem, że dalsze życie bez żadnej zmiany będzie tylko pogarszać sytuację.

Czym dla mnie jest sukces?

O czym myślisz, kiedy zapytam Cię czym jest sukces?

Przyglądając się wielu ludziom, którzy uznawani są za ludzi sukcesu i obserwując przekonania ludzi na ten temat zauważyłem, że sukces jest mocno związany z posiadanymi dobrami materialnymi, pieniędzmi i jakąś formą prestiżu. Osoby sukcesu, to według powszechnego wyobrażenia ludzie, którzy osiągnęli swoje cele niezależnie jaki byłby tego koszt.

Chociaż nie jestem przeciwnikiem osiągania celów w tym materialnych, to jednak liczy się dla mnie całokształt. Co z tego, że ktoś zarobi mnóstwo pieniędzy, będzie miał wysoką pozycję społeczną i wielki dom, jeśli przy okazji zostanie alkoholikiem, bo nie będzie potrafił poradzić sobie z nadmiarem stresu i zniszczy relacje z ludźmi, którzy byli dla niego ważni. Może i będzie miał ogromny dom, ale czy będzie szczęśliwy? Jak będą wyglądały jego nawyki związane z codziennym życiem?

Czy będzie jechał swoim ferrari i widząc przejeżdżające lamborghini zaraz będzie chciał je kupić, zapominając o tym co ma teraz?

Dlatego właśnie powinniśmy się zastanowić jakie mamy priorytety i po co nam te cele, kto uznał je za ważne, czy my je sformułowaliśmy, czy zrobiło to za nas otoczenie? Bo tak pokazano w telewizji, bo taki obraz doskonałości jest w gazecie? Jeśli tak, prawdopodobnie bardzo szybko poczujesz się z tym źle. Wiem to z doświadczenia.

Przez pewien czas pieniądze były moim głównym celem, jednak bardzo szybko poziom stresu wzrastał i czułem się coraz bardziej spięty każdego dnia, aż w końcu nie miałem ochoty wstawać z łóżka i działać w stronę jakiegokolwiek celu. Wracałem na chwilę do równowagi, na przykład podczas medytacji czy relaksacji, ale szybko poziom stresu wzrastał. Zrozumiałem, że problem leży w tym jak postrzegam bogactwo i co faktycznie powoduje to napięcie.

Jeśli Twoim głównym celem będą pieniądze, to nawet jeśli osiągniesz cel finansowy, co będzie dalej?

Osiągniesz je, ale z racji braku innych celów nie będziesz miał na co je wydać, a jeśli po drodze zniszczyłeś relacje, nie będziesz miał również z kim ich dzielić.

Dla mnie osoba, która ma po prostu dużo pieniędzy wcale nie jest bogata. Powiedzmy, że masz 100 milionów na koncie, ale skąpisz każdego grosza i wszędzie próbujesz ugadać rabat, czy wtedy jesteś bogaty? Patrząc od strony emocjonalnej, dla mnie taka osoba jest biedna, żyje w wiecznym strachu, potrzebuje wszystko jak najtaniej, bo gdzieś tam wewnątrz czuje, że pewnego dnia może jej zabraknąć i co ciekawe, nieraz tak bywa, ponieważ żyjąc w przekonaniu biedy ostatecznie zaczyna tę fortunę tracić.

Gdyby jednak dzieliła się tym co ma z radością, korzystała z tego dla dobra ogółu, nie dość, że sama poczułaby się dobrze, to otoczenie też by na tym skorzystało. Spójrz na te dwie perspektywy, wczuj się w nie. Wyobraź to sobie.

Kiedy wyobrażam sobie pierwszą sytuację, czuje ciemność, lęk, pewnego rodzaju uczucie braku i napięcia, a w drugiej otwartość, przepływ i wysoką jakość.

To według mnie jest właśnie bogactwo.

I tego chcę Cię nauczyć, abyś doświadczał bogactwa w teraźniejszości, abyś najpierw poczuł przepływ, żebyś nie musiał gonić za obrazem szczęścia. Jesteśmy tak skonstruowani, że jeśli nastawimy się na cel, ale nie będziemy potrafili cieszyć się drogą, to niezależnie co osiągniesz, wiecznie będziesz nieszczęśliwy. Zawsze pojawi się nowy cel i nowa zachcianka, ale doskonale wiem, że osiągnięcie nie gwarantuje szczęścia, tylko postrzeganie. Możesz zawsze pragnąć więcej lub cieszyć się tym co masz. Posiadając naturalną równowagę pomiędzy celami i osiągnięciami, a doświadczaniem będziesz w stanie żyć wydajnie i szczęśliwie.

"Nie spiesz się, nie zamartwiaj. Przybyłeś na ten świat jedynie z krótką wizytą. Dlatego nie zapomnij schylić się i powąchać kwiaty".

Walter Hagen

Droga do samopoznania

Postanowiłem zacząć od tego tematu, ponieważ jest to fundament zmiany.

Możemy udać się gdziekolwiek, ale i tak spotkamy tam wszystko to, co przynieśliśmy ze sobą, niezależnie czego sytuacja dotyczy, zawsze ma to jakiś związek z tym, co nosimy w sobie i rozwiązanie też od tego zależy.

Jeśli masz nerwicę i na przykład lęk przed tłumem, to źródło jego nie znajduje się na zewnątrz, a jedynie w nas.

Kiedy masz nerwicę, to problem nie leży w komunikacji miejskiej, ale w Twoim umyśle, ponieważ to on tworzy iluzję zagrożenia i przez to również reakcje fizyczne. Zauważ, że wielu ludzi posiadających nerwice już na samą myśl o podróży lub pójściu w jakieś miejsce potrafi wywołać reakcję.

Przekonania i schematy, jakimi się kierujemy mają ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądał każdy dzień, a dni składają się na całe życie, dlatego właśnie warto o nie zadbać.

Niestety często spotykam się wśród ludzi z przekonaniem, które generuje w nich uczucie bycia ofiarą życia i nie dziwię im się, w końcu większość schematów, które posiadają nawet nie pochodzą od nich, a jedynie jest to ciśnienie, które ukształtowało ich już w dzieciństwie.

Częste przekonanie, które jest z tym związane: "Jestem, jaki jestem i nie zmienię się". Prawda jest taka, że mało kto tak naprawdę jest sobą, wiele schematów nawet nie należy do nas, a jedynie do rodziców, religii, z którą mamy styczność od dziecka, nauczycieli, którzy byli również naszymi autorytetami i ostatecznie znajomych, którzy również coś od siebie "dołożyli".

Dlatego właśnie mówi się, że duchowość to nie uczenie się nowych rzeczy, a jedynie oduczanie starych. Możesz uciekać od bałaganu w sobie lub się z nim skonfrontować, pamiętaj jednak, że jeśli wybierzesz ucieczkę, to bałagan będzie się powiększał. Będziesz nosił w sobie coraz większy bagaż, który ostatecznie i tak Cię zatrzyma, dlatego lepiej zrobić to jeszcze zanim Cię przygniecie.

Z czasem, kiedy ignorujesz sygnały, zaczną się one nasilać, a jeśli nadal nie będziesz słuchał, może pojawić się choroba, która w końcu zwróci Twoją uwagę, to nie żadna kara, ale sensowny inteligentny mechanizm, który pozwala nam nie tylko żyć lepiej, ale również bardziej świadomie.

Czy jesteś gotów na zmianę? Zmiana oznacza podjęcie odpowiedzialności za własne życie, koniec ze zwalaniem na innych swoich problemów.

Ale nie martw się, zmiana to również wspaniała przygoda, pojawia się odpowiedzialność, ale jeśli odpowiednio podejdziesz pojawi się ekscytacja i powróci radość życia. Znów poczujesz puls.

Poniższa przypowieść świetnie pokazuje to, co się dzieje, kiedy unikasz konfrontacji.

Przypowieść o plecaku i kartoflach

"Uczeń poprosił mistrza:

- Jesteś taki mądry. Zawsze masz dobre samopoczucie, nigdy się nie złościsz. Pomóż mi, abym i ja stał się taki, jak ty. Mistrz zgodził się i poprosił ucznia, by ten przyniósł kartofla i plecak.

- Gdy się na kogoś obrazisz lub rozzłościsz i zachowasz urazę - powiedział mistrz - weź jednego kartofla, napisz na nim imię człowieka, z którym miałeś konflikt i włóż kartofla do plecaka.

- To wszystko? - zapytał zdumiony uczeń.

- Nie - odparł mistrz - Musisz zawsze nosić ten plecak przy sobie. Za każdym razem, gdy się na kogoś pogniewasz - dorzucaj kolejnego kartofla.

Uczeń pilnie wykonywał polecenia mistrza. Mijał czas, plecak wypełnił się kartoflami i stał się ciężki. Noszenie go wszędzie ze sobą było sporą niewygodą. W dodatku, kartofel, który trafił do plecaka jako pierwszy, zaczął gnić, pokrył się lepkim śmierdzącym szlamem. Inne kartofle puszczały pędy, psuły się, wydzielały ostry, nieprzyjemny zapach. Uczeń przyszedł do mistrza i zaczął się skarżyć:

- Nie mogę tego świństwa wszędzie ze sobą nosić. Po pierwsze, plecak jest za ciężki, a po drugie - kartofle się psują. Zaproponuj inne rozwiązanie.

Mistrz odpowiedział: - To samo dzieje się w twojej duszy. Po prostu nie zauważasz tego od razu. Działania zmieniają się w nawyki. Nawyki stają się charakterem, który produkuje zło wonne cechy. Dałem ci możliwość obserwacji tego procesu. Za każdym razem, gdy postanowisz się obrazić lub odwrotnie - obrazić kogoś - zastanów się, czy jest ci potrzebny dodatkowy kartofel".

(Autor nieznany)