2
Hej tam! Witajcie w mieście śmierci. Nie zwracajcie uwagi na tych
gapiów. Duchy nie widują wielu obcych, a przynajmniej niewielu
przyjaznych obcych. Macie rację. Naprawdę wyglądają na głodnych. Tak to
bywa podczas oblężenia.
Staraj się nie wyglądać za bardzo jak pieczone jagnię.
Myślisz, że to żart? Trzymaj się z daleka od Nar.
Witajcie w Dedżagore - tak Taglianie nazywają to przeklęte miejsce.
Maleńcy, smagli mieszkańcy Ziem Cienia, których ograbiła Czarna
Kompania, nazywają je Burzogard. Ludzie, którzy tu mieszkają, zawsze
nazywali to miejsce Dżajkur - nawet w czasach, kiedy było to
przestępstwem. Nikt nie wie, jaką nazwę nadali mu Niueng Bao, i nikogo
to nie obchodzi. Nic nie mówią i nie są tematem tych rozważań.
Oto jeden z nich. Taki wychudzony gałgan z twarzą jak trupia czaszka.
Każdy ma tutaj brązowy odcień skóry, ale ich jest inny. Szarawy, prawie
trupi. Nie pomylisz Niueng Bao z nikim innym.
Ich oczy są jak wypolerowany węgiel, którego ogień nigdy nie obdarzy cię
ciepłem.
Ten hałas?
Brzmi, jakby Mogaba, Nar i pierwszy legion znowu musieli wyplenić Ludzi
z Ziem Cienia. Każdej nocy kilku dostaje się do środka. Są jak polne
myszy. Nie można pozbyć się ich nigdy całkowicie.
Ukrywają się, od kiedy Kompania zajęła miasto, i codziennie paru się
znajduje.
Jak podoba ci się ten zapach? Zanim Ludzie z Ziem Cienia zaczęli grzebać
ciała, było znacznie gorzej. Być może łopata była dla nich narzędziem
zbyt skomplikowanym.
Te długie hałdy wychodzące z miasta jak słoneczne promienie kryją ciała
upchane jak drewno na opał. Czasami nie zagrzebują tego truchła
wystarczająco głęboko i gazy rozsadzają usypiska. Wówczas masz nadzieję,
że wiatr powieje akurat w ich stronę.
Widzisz te ciągle niezapełnione rowy, które kopią? To przejaw
pozytywnego myślenia. Mnóstwo truchła zjedzie z pochylni.
Najgorsze są słonie. Wieki mijają, zanim zgniją. Raz próbowali je
grzebać, ale tylko zirytowali myszołowy. Tak więc tam, gdzie tylko mogą,
wloką truchła na hałdy i starają się zagrzebać je w nich.
Kto to? Ten paskudny mały facet w jeszcze paskudniejszym kapeluszu? To
Jednooki. Musisz na niego uważać.
Dlaczego Jednooki? Z powodu klapki na oku. Dobre, co?
Ten drugi karzeł to Goblin. Na niego także powinieneś uważać.
Nie? No cóż, lepiej schodź im z drogi. Cały czas, zwłaszcza kiedy się
kłócą, a już szczególnie kiedy piją. Jako czarodzieje prochu nie
wymyślą, ale i tak mają do pokazania więcej, niż mógłbyś znieść.
Mimo że tacy niepozorni, to oni właśnie są główną przyczyną, dla której
Ludzie z Ziem Cienia musieli się stąd wynieść, pozostawiając oddziałom
Taglian i Czarnej Kompanii tarzanie się w luksusach tego miasta.
A teraz uważajcie. Goblin to ten biały. W porządku, masz rację, od dawna
zalega ze swą coroczną kąpielą. Goblin to ten, który wygląda jak
ropucha. Jednooki to ten w kapeluszu i z klapką na oku.
Ci faceci w tunikach, które były białe dawno, dawno temu, to tagliańscy
żołnierze. Codziennie każdy z nich zadaje sobie pytanie, co za cholernie
głupi kaprys kazał im zaciągnąć się do legionów.
Wieśniacy odziani w kolorowe płachty i sprawiający wrażenie
nieszczęśliwych to miejscowi. Dżajkuri.
To zabawne. Kiedy Kompania wraz z legionami runęła z północy i zaskoczyła Cień Burzy, przyjęli nowo przybyłych jak oswobodzicieli.
Usłali ulice płatkami róż i swoimi ukochanymi córkami.
A teraz jedyną przyczyną, dla której nie pakują swoim wyzwolicielom noża
w plecy, jest to, że alternatywa jest jeszcze gorsza. Teraz jest w nich
wystarczająco dużo życia, aby mogli głodować i być wykorzystywani.
Kręcący Cień nie słynie z uprzejmości i całowania dziatek w czółko.
Te dzieciaki tutaj? Te niemal szczęśliwe i tłuste łobuziaki? Niueng Bao.
Wszystkie to Niueng Bao.
Po przybyciu Władców Cienia Dżajkuri prawie przestali płodzić dzieci.
Większość z tych niewielu, jakie się urodziły, nie przeżyła ciężkich
czasów, a garstka, która jeszcze dycha, chroniona jest niczym
najcenniejszy skarb. Nie ujrzysz ich, jak biegają nago po ulicach,
piszcząc i kompletnie nie zwracając uwagi na obcych.
Kim są Niueng Bao? Nigdy o nich nie słyszałeś?
To dobre pytanie. Tyle że trudno na nie odpowiedzieć.
Niueng Bao rozmawiają z obcymi tylko przez swojego Mówcę, ale powiadają,
że są religijnymi pielgrzymami, którzy odbywając swój hadż - raz w życiu
wędrówkę do kraju przodków - zostali zatrzymani przez zaistniałą
sytuację. Tagliańscy żołnierze twierdzą, że pochodzą oni z bagiennej
delty wielkiej rzeki na zachód od Taglios. Stanowią prymitywną mniejszość znienawidzoną przez większość wyznawców
Gunni, Vedna i Szadar.
Cała ludność Niueng Bao odbywa pielgrzymkę. I wszyscy oni wpadli w to
całe gówno w Dedżagore.
Teraz muszą popracować nad synchronizacją w czasie lub też udoskonalić
umiejętności łagodzenia gniewu swoich bogów.
Czarna Kompania dobiła targu z Niueng Bao. Przez pół godziny Goblin
trajkotał z ich Mówcą i dogadali się. Niueng Bao nie będą zwracali uwagi
na obecność Czarnej Kompanii i Taglian, za których Kompania odpowiada, a w zamian za to ich obecność także będzie ignorowana.
Udaje się. W większości wypadków.
Nie chciałbyś ich zdenerwować. Nikomu nie pozwalają z siebie żartować.
Oni nigdy nie zaczynają. Są tylko, jak twierdzą Taglianie, tacy
cholernie uparci, kiedy każe się im coś zrobić.
Wygląda na to, że ktoś zatrudnił tu tok myślenia Jednookiego.
Po prostu kopnij te kruki. Są coraz bardziej bezczelne! Wydaje im się,
że są u siebie... Hej! Łap go! Nie są najlepsze w smaku, ale zawsze to
lepsze niż nic.
Cholera. Zmiatamy stąd. Zaczyna się. Kierujcie się w stronę cytadeli.
Stamtąd jest najlepszy widok.
3
Tamci faceci? Są z Kompanii. Nigdy byś nie zgadł, co? Ci biali na dole?
Ten z kołtunem na łbie to Wielki Ceber. Zrobił się z niego niezły
sierżant. Jest na to wystarczająco szalony. Koło niego stoją Otto i Wypieracz. Są w Kompanii dłużej niż ktokolwiek inny, z wyjątkiem Goblina
i Jednookiego. Ci dwaj są ze Starą Gwardią od wieków. Jednooki ma już
pewnie ze dwieście lat.
Ta banda to także Kompania. Migają się od roboty. Ten stary suchotnik to
Charkot. Nie za dobry w czymkolwiek. Nikt nie wie, jak przetrwał tę
wielką bijatykę. Mówią, że rozwalał łby niczym najlepsi pośród nas.
Dwaj czarni to Maniak i Dziwak. Nie pytajcie, dlaczego tak się nazywają.
Są w porządku. Wyglądają jak dwie wypolerowane, hebanowe figurki,
prawda?
Myślicie, że te imiona pojawiły się ot tak, z kapelusza? Ciężko sobie na
nie zapracowali, ale po prawdzie wychodzą one najczęściej z kapelusza
Jednookiego. Tak, zapewne mają jakieś prawdziwe imiona, ale tak długo
używają przydomków, że sami mieliby kłopoty, żeby je sobie przypomnieć.
Przede wszystkim zapamiętajcie Goblina i Jednookiego i nie wchodźcie im
w drogę. Nie umieją się oprzeć pokusie.
A oto Ulica Lśniąca Niczym Krople Rosy. Nikt nie wie, skąd ta nazwa.
Można sobie język połamać, co? Powinniście usłyszeć, jak to brzmi w Dżajkuri. Nikt tego nie wymówi. Tędy właśnie nadeszła Kompania, aby
przechwycić Wieżę. Może powinni przemianować ją raczej na Ulicę
Spływającą Krwią.
Tak, Kompania zaatakowała tutaj w samym środku nocy, mordując wszystko,
co się ruszało; wpadli tu, zanim ktokolwiek zorientował się, co się
dzieje. Z pomocą Zmiennokształtnego wdarli się do wieży niczym huragan i tam pomogli mu wykończyć Ludzi z Ziem Cienia, zanim wykończyli jego
samego.
Mieli do niego żal jeszcze z dawnych czasów, kiedy to Zmienny, pomagając
Duszołap zdusić rebelię w mieście, zamordował brata Jednookiego,
Tam-Tama. Kompania była wtedy na służbie Syndyka Berylu. Z tamtych dni
pozostali tylko Konował, Jednooki i Goblin oraz Otto i Wypieracz. Do
diaska, nie ma już Konowała. Nierób i wielbiciel historii został
pogrzebany w jednym z tych kopców i użyźnia równinę. Mogaba jest teraz
Starym. Przynajmniej uważa się za kogoś w tym rodzaju.
Ci, którzy ją stworzyli, przychodzą i odchodzą, ale Kompania jest
wieczna. Każdy z braci, duży czy mały, jest tylko drobnym kąskiem,
którego nie pochwyciła jeszcze zachłanna paszcza czasu.
Te wielkie czarne potwory pilnujące bramy to Nar. Są z Czarną Kompanią
od wieków. Straszliwe bestie, co? Mogaba z całym stadem swoich kolesiów
dołączył do Kompanii w Gea-Xle. Stara Gwardia nie przepadała za nimi.
Gdybyś zmielił tę całą hałastrę i wycisnął ich jak cytrynę, wydusiłbyś z nich może ledwie kilka kropel poczucia humoru.
Było ich o wiele więcej niż teraz, ale nie przestają mordować się
nawzajem. Są kompletnie szurnięci. Cała banda. Dla nich Kompania to
świętość. Tyle że ich Kompania nie jest Czarną Kompanią Starej Gwardii.
Z każdą chwilą staje się to widoczne coraz bardziej.
Wszyscy Nar mają ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Wszyscy biegają jak
wiatr i skaczą jak gazele. Na poszukiwania Khatovaru Mogaba wybrał tylko
najbardziej krzepkich i walecznych. Każdy Nar jest szybki niczym kot i silny jak goryl. Wszyscy posługują się swoją bronią, jakby się z nią
urodzili.
A reszta? Ci, którzy sami siebie nazywają Starą Gwardią? Tak, to prawda.
Kompania to coś więcej niż zwykłe zajęcie. Gdyby sprzedawała miecze
każdemu, kto zapłaci, nie byłoby jej w tej części świata. Jest mnóstwo
takiej roboty na Północy. Na świecie nigdy nie brakuje bogaczy, którzy
mają ochotę obić swoich podwładnych czy sąsiadów.
Dla tych, którzy do niej należą, Kompania jest rodziną. Jest domem.
Kompania to państwo wyrzutków, samotnych i zbuntowanych przeciwko całemu
światu.
Teraz próbuje dopełnić cykl swojego żywota. Poszukuje miejsca swoich
narodzin, legendarnego Khatovaru. Wygląda jednak na to, że cały świat
sprzysiągł się, aby Khatovar pozostał nieosiągalny niczym wieczna
dziewica ukryta za zasłoną mroku.
Kompania jest domem, to jasne, ale jedynie Konował połknął ten przeklęty
haczyk i łuski nie spadły mu z oczu nigdy. Dla niego Czarna Kompania
była tajemnym kultem, chociaż nigdy nie zaszedł tak daleko jak Mogaba i nie uczynił jej świętym powołaniem.
Patrz, gdzie leziesz! Ciągle jeszcze nie uprzątnęli bałaganu po ostatnim
ataku. Czuć to zresztą. Dżajkuri już nie pomagają. Może to brak
obywatelskiej dumy.
Niueng Bao? Są tutaj. Nie wchodzą w drogę. Wydaje im się, że mogą
pozostać neutralni. Jeszcze się nauczą. Ludzie z Ziem Cienia przekonają
ich, że na tym świecie nikt nie może być neutralny. Możesz jedynie
wybrać sobie kłopoty, w które chcesz się wpakować.
Brak kondycji? Przywykniesz. Parę tygodni latania w tę i nazad, tępienia
wycieczek Ludzi z Ziem Cienia i biegania na łupieżcze wypady z Mogabą
uczyni cię ostrym jak miecz Niueng Bao.
Myślałeś, że oblężenie polega na leżeniu, byczeniu się i czekaniu, aż
ten gość stamtąd wyjdzie?
Człowieku, ten drugi gość to szaleniec z pianą na ustach.
I nie tylko szaleniec. Jest czarownikiem. To poważny gracz, chociaż nie
pokazał jeszcze wiele. Zanim Stary wypadł z gry po wielkim mordobiciu,
które uwięziło tu nas wszystkich, poważnie uszczknął Kręcącego. Od
tamtej pory stary demon nie może przyjść do siebie. Biedaczek.
To jest to. Szczyt wieży. Widać stąd całe to cuchnące miasteczko
rozłożone na jednej z piaszczystych połaci, które Pani tak zawsze
lubiła.
O, tak. Pogłoski o tym dotarły także tutaj. Zaczęli je szerzyć jeńcy
wzięci spośród żołnierzy Ziem Cienia. Może tam, na Północy, to była
Kina, albo co innego, ale nie mogła to być Pani. Ona zginęła w tym
właśnie miejscu. Widziało to pięćdziesięciu ludzi. Połowa z nich dała
się zabić, próbując ją ratować.
Co ty wygadujesz? Nie można być tego pewnym? Ilu naocznych świadków
potrzebujesz? Ona nie żyje. Stary nie żyje. Nie żyją wszyscy, którzy nie
dostali się do środka, zanim Mogaba zamknął bramy.
Cały ten motłoch nie żyje. Wszyscy z wyjątkiem tych tutaj. A i oni
wpadli między szaleńców. Pytanie tylko, kto jest bardziej szalony -
Mogaba czy Kręcący?
Widzisz to wszystko? To jest to. Dedżagore znosi oblężenie Władców
Cienia. Niezbyt imponujące, co? Lecz każdy kawałek tej wypalonej
powierzchni to pamiątka zawziętych negocjacji z Ludźmi z Ziem Cienia.
Dom po domu.
W Dedżagore łatwo wybuchają pożary.
Lecz czyż piekło nie powinno być gorące?
4
Kim jestem, w razie gdyby moja pisanina przetrwała, choć marne są tego
szanse? Jestem Murgen, chorąży Czarnej Kompanii, ale teraz, zamiast
sztandaru, noszę jedynie wstyd, ponieważ utraciłem go w czasie bitwy.
Przechowuję też nieoficjalnie Kroniki, bo Konował nie żyje, Jednooki ich
nie chce, a nikt inny nie umie pisać ani czytać. Konował wyszkolił mnie
na swego zastępcę, więc robiłbym to nawet bez oficjalnego nakazu.
Będę twoim przewodnikiem przez tych parę miesięcy, tygodni, dni, czy ile
tam zajmie Ludziom z Ziem Cienia przeforsowanie nieuchronnego końca
naszego ciężkiego położenia.
Nikt nie opuści tych murów. Ich jest za dużo, a nas za mało. Jedyną
naszą przewagę stanowi to, iż nasz dowódca jest równie szalony jak ich.
Dzięki temu jesteśmy nieprzewidywalni, aczkolwiek nie daje to wielkiej
nadziei.
Mogaba się nie podda, dopóki będzie zdolny trzymać się czegoś jedną
ręką, a drugą rzucać kamieniami.
Spodziewam się, że mroczny wicher porwie moje zapiski i żadne oko nigdy
ich nie ujrzy. Lub też posłużą Kręcącemu za podpałkę do stosu pod
ostatnim zamordowanym po zdobyciu Dedżagore.
Tak czy inaczej, bracie, zaczynamy. Oto Księga Murgena, ostatnia z Kronik Czarnej Kompanii.
Długa opowieść zmierza ku końcowi.
Zagubiony i przerażony umrę w świecie tak obcym, że nie pojmuję z niego
nawet jednej dziesiątej, choćbym starał się z całej duszy. Jest taki
stary.
Wszędzie odczuwa się ciężar czasu. Dwa tysiące lat tradycji podpiera
niewiarygodne absurdy uważane za zupełnie naturalne. Kilkanaście ras,
kultur i religii tworzy mieszankę, która powinna wybuchnąć, lecz
istnieje już tak długo, że wszelkie konflikty są jedynie drobnymi
zmarszczkami na prastarym ciele, zbyt umęczonym, aby zwracać na nie
uwagę.
Jedynym wielkim księstwem jest Taglios. Są ich jeszcze dziesiątki, w większości na Ziemiach Cienia, a wszystkie podobne do siebie.
Większość ludności stanowią Gunni, Szadar i Vedna. Nazwy te definiują
jednocześnie religię, rasę i kulturę. Najwięcej jest Gunni. Ich
świątynie, z oszałamiająco szerokim panteonem, są tak liczne, że
gdziekolwiek spojrzysz, trafiasz na jakąś wzrokiem.
Z wyglądu Gunni są mali i ciemni, ale nie tak czarni jak Nar. Ich
mężczyźni noszą szaty na podobieństwo togi, zależnie od pogody. Jasne
kolory określają kastę, wyznanie i zawód. Kobiety także ubierają się
jaskrawo, ale ich ubrania składają się z kilku warstw materii, którą się
owijają. Niezamężne zasłaniają twarze, jednakże małżeństwa zawierane są
bardzo wcześnie. Biżuteria, którą noszą, stanowi ich posag. Przed
wyjściem z domu rysują na czole znak określający kastę, wyznanie i zawód
zarówno swego męża, jak i ojca. Nigdy nie uda mi się rozszyfrować tych
hieroglifów.
Szadarowie są jaśniejsi. Wyglądają jak bardzo opaleni biali z Północy.
Są wysocy i zazwyczaj mierzą ponad metr osiemdziesiąt. Nie golą ani nie
wyskubują swoich bród, w przeciwieństwie do Gunni. Niektóre sekty nigdy
nie obcinają włosów. Kąpiel nie jest zabroniona, ale grzeszą nią bardzo
rzadko. Wszyscy Szadarowie ubierają się na szaro i noszą turbany
określające ich pozycję. Jedzą mięso, a Gunni nie. Nigdy nie widziałem
ich kobiet. Może znajdują swoje dzieci w kapuście?
Vedna są najmniej liczni spośród tagliańskich grup etnicznych. Mają taką
samą karnację jak Szadarowie, ale są mniejsi i nie tak mocno zbudowani.
Rysy ich twarzy są surowe. Nie podzielają ascetycznych wartości
Szadarów. Ich religia zabrania niemal wszystkiego, ale dość często łamią
uświęcone zasady. Lubią kolorowe ubiory, choć nie tak jaskrawe jak
Gunni. Noszą pantalony i prawdziwe buty. Nawet najubożsi okrywają swoje
ciała i noszą coś na głowach. Niskie kasty Gunni ubierają się tylko w przepaski na biodra. Zamężne kobiety Vedna chodzą wyłącznie w czerni.
Zobaczyć można tylko ich oczy. Panien nie widuje się w ogóle.
Jedynie Vedna wierzą w życie po śmierci, i to tylko mężczyźni, z wyjątkiem paru kobiet - wojujących świętych i córek proroków, które mają
wystarczająco dużo odwagi, żeby być ludźmi honoru.
Rzadko widywani Niueng Bao zazwyczaj ubierają się w luźne koszule z długim rękawem oraz workowate spodnie, na ogół czarne. Zarówno kobiety,
jak i mężczyźni. Dzieci biegają nago.
Każde miasto w okolicy przedstawia sobą cudny chaos.
Ktoś zawsze obchodzi tu jakieś święto.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki