Prolog
Przyjemnie było podziwiać zachód słońca, gdy bosa stopa niedbale brodziła w gorącym drobnym piasku, a przed oczami rozpościerał się bezkresny widok na Morze Śródziemne. Trudno nie zakochać się w otaczającym lazurze spokojnego, ale jakże potężnego żywiołu. Tego wieczoru grecka plaża już opustoszała, jedynie z oddali niewyraźnie migotał zarys dwóch postaci. Gdy podeszło się bliżej, nie było wątpliwości, że to zakochana para. On czule obejmował ją w talii, a ona, mocno wtulona w jego ramię, rozkoszowała się jednym z najpiękniejszych widoków na świecie. Ktoś obserwujący ich z boku mógłby im pozazdrościć. Wyglądali tak błogo, tak sielsko... Sprawiali wrażenie szczęśliwych.
I tu kończy się piękna opowieść o beztroskich kochankach. To, co z pozoru wydawało się idyllą, było tylko złudzeniem. Życie takie właśnie jest. Karmi się zwykłą iluzją. Tak często zazdrościmy innym, bo wydaje nam się, że mają lepiej. Lecz czy tak jest w rzeczywistości? Zazwyczaj sami dopisujemy czemuś historię, widzimy to, co chcemy zobaczyć. A wystarczy podejść bliżej, by przekonać się, że prawda wygląda zupełnie inaczej.
Dokładnie tak było w przypadku Theo i Mikaeli. Z boku wyglądali na ludzi przepełnionych miłością, jakby troski ich nie dotyczyły. I miłość faktycznie między nimi była - gorąca, jedyna i prawdziwa, ale bagaż życiowy, który ze sobą nieśli, przytłaczał ich tak, że nie mogli złapać tchu.
On - targany wyrzutami sumienia - patrzył w dal, przysięgając sobie w duchu, że kiedyś przyjdzie dzień, gdy wszystko naprawi. Łudził się, że jeszcze jakoś da się odkręcić ich zagmatwaną sytuację. Ona momentami sprawiała wrażenie bardzo smutnej i nieobecnej. Jej myśli krążyły zupełnie gdzieś indziej. Oszołomiona wydarzeniami ostatnich dni, jakby nie zauważała piękna, które ją otaczało, a na pewno nie czerpała z niego tyle radości, ile by mogła, będąc w innym nastroju. Co jakiś czas wzbierały w niej tak silne emocje, że gorzkie łzy spływały po policzku nieprzerwanym strumieniem. Nie potrafiła nad sobą zapanować. Theo za wszelką cenę chciał ją pocieszyć, ale w głębi duszy tak jak ona obwiniał się za wszystko, co ich ostatnimi czasy spotkało.
- Nie mogę uwierzyć, że Alice już z nami nie ma. Była jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Mimo że dla mnie pracowała, zbliżyłyśmy się do siebie... - Wzrok Mikaeli był pusty, a głos wyprany z emocji. - I to wszystko moja wina. Zginęła przeze mnie. Nigdy sobie tego nie wybaczę!
Theo przyciągnął ją jeszcze bliżej. Czuła bicie jego serca.
- Przestań się obwiniać. Jeśli ktoś z nas jest za to odpowiedzialny, to ja, na pewno nie ty! Rozumiesz? - powiedział stanowczo i pocałował ją w głowę.
Kilka lat temu nawet nie przypuszczałby, że znajdzie się w takim położeniu, że sprawy tak bardzo się skomplikują. Jeszcze niedawno siedział w swojej dziupli razem z kumplami i okradał bogatych. Wtedy wszystko było takie proste. Od zawsze znał się na komputerach, a hakowanie było jego najmocniejszą stroną. W cyberświecie nic nie mogło się przed nim ukryć. Ani nikt.
Dawne życie było dużo prostsze i toczyło się swoim rytmem. Siedział z ekipą w kryjówce i wciąż wymyślał sposoby na zdobywanie pieniędzy. Na początku były to niewinne występki, kradł z kont bogatych ludzi niewielkie sumki - takie, których zniknięcia właściciel nie zauważy. Dzięki temu miał za co przeżyć razem ze swoimi przyjaciółmi. W końcu to oni byli dla niego rodziną i wszystko im zawdzięczał. To ekipa stanowiła jego jedyny dom. Gdyby nie kumple, najpewniej skończyłby w jakimś przytułku. Dlatego gdy trochę podrósł, zaczął zarabiać na siebie, a w końcu też na całą grupę. W pewnym momencie te drobne sumy przestały wystarczać, apetyt rósł w miarę jedzenia. Koledzy chcieli więcej i więcej, a on nie protestował. Lubił szybkie samochody, modne ciuchy i drogie gadżety.
Musiał wymyślić nowy sposób na wyciąganie pieniędzy, tak by właściciele rachunków nie odkryli, że nie mają na koncie już ani grosza. Długo się zastanawiał, jak to rozegrać. W końcu wpadł na genialny pomysł. Na celownik wziął bogate kobiety. Nie mogła to być jednak zwykła kradzież, bo zaraz taka panna zawiadomiłaby policję. Wolał nie ryzykować.
Wymyślił coś nowego. Plan był doskonały. Najpierw znajdował cel, razem z kumplami dowiadywał się o nim jak najwięcej. Później, niby przypadkowo, wpadał na dziewczynę i rozkochiwał ją w sobie. A Theo jak nikt inny wiedział, jak to zrobić. Wiedział, co takie panny lubią i co je kręci. Przede wszystkim był przystojny, dobrze ubrany i jeszcze lepiej zbudowany. Trzydniowy zarost, który nosił, wiele mówił o jego niepokornej duszy, a aura tajemniczości, jaką wokół siebie roztaczał, przyciągała jak magnes. Do tego wszystkiego był bardzo pewny siebie, kobiety to lubiły. Można go było opisać dwoma słowami - niepokorny dżentelmen. Po takim spotkaniu każda wyobrażała sobie niejedną scenę erotyczną z nim w roli głównej.
Każda chciała go posiąść, mieć natychmiast, tu i teraz. Theo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak ten mechanizm działa, i potrafił to wykorzystać. Wiedział, że im dłużej każe im czekać, tym bardziej będą go pragnęły, a wtedy zrobią dla niego wszystko. Najlepsze były mężatki. Gdy dziewczyna się orientowała, że gorący i namiętny kochanek zniknął z jej pieniędzmi, kryła go, jak mogła, by romans nie wyszedł na jaw.
Dla Theo takie rozwiązanie było idealne. Nigdy się nie angażował, brał to, po co przyszedł, przy okazji dobrze się bawiąc. W którymś momencie takie życie zaczęło nużyć jego kumpli. Oni mieli własny plan. Nie wiadomo kiedy zaczęli nielegalnie handlować bronią. Theo starał się trzymać od tego z daleka, sam handel go nie interesował, ale broń jako zabawka - już tak. Opanował umiejętność obsługi chyba każdej dostępnej spluwy.
Nigdy nie był typem poukładanego czy grzecznego chłopca, ale nie potrafił powiedzieć, w którym momencie zwykła zabawa przerodziła się w coś poważniejszego, mroczniejszego. Wszystko jednak się zmieniło, gdy poznał Mikaelę. Robota miała być szybka i bez problemów. Przyszły bodyguard długo zbierał informacje o projektantce. Sprawa okazała się nieco utrudniona, bo dziewczyna była naprawdę skryta, a poza tym głównie pracowała. Piękna, ale nudna - szybko ją podsumował. Zdawało mu się, że poza ciuchami, które szyła, nic jej nie obchodziło. A im więcej informacji o niej zdobywał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to zadanie będzie łatwe i mało pracochłonne. Jednak gdy zaczął realizować swój plan, zaczęło mu zależeć na dziewczynie. Nie widział już w niej zblazowanej, rozkapryszonej panienki, która z braku zajęcia wydaje pieniądze. Dostrzegł kobietę pełną pasji, uczuć, zaradną, pewną siebie, ale też kruchą i delikatną. Nie potrafił tego wytłumaczyć, lecz wciąż chciał być przy niej. Rozpalała go, pragnął jej. Chciał ją poznać i być blisko. Z każdym dniem, gdy ją poznawał, było mu coraz trudniej. Teraz to on zaczął fantazjować o niej. Za wszelką cenę próbował ją wybić sobie z głowy, ale nie mógł. W końcu przestał się opierać i podążył za instynktem. Wziął ją tak, jak sobie to wyobrażał. I było mu naprawdę cudownie. Z innymi kobietami zaspokajał jedynie męskie żądze, z Mikaelą było inaczej. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuł. Chciał więcej i więcej. Rozkoszował się każdym centymetrem jej ciała, pieścił jej piersi i zachłannie kosztował namiętnych ust.
Początki wydawały się niewinne i beztroskie, ale gdy w grę weszły uczucia, to mogło zwiastować same kłopoty. Dzień za dniem coraz bardziej wciągał Mikaelę w bagno, w którym on tkwił już po same uszy. Projektantka za każdym razem pokazywała mu inny świat, uczyła go żyć na nowo. I gdy był przy niej, zapominał o przeszłości, wierzył, że może być, kim tylko zechce, i że wcale nie musi kraść, że jest wartościowym człowiekiem, że może uczciwie zarabiać.
Jego dotychczasowa rodzina nigdy nie pozwoliła mu zapomnieć, skąd pochodzi ani jaki ma plan do zrealizowania. Kumple nie chcieli nawet słuchać o tym, że może się wycofać. Gdy się upierał przy swoim, brutalnie go pobili. Zrozumiał wtedy, że to nie są jego przyjaciele, że to nie są osoby, którym na nim zależy. Wymagali tylko, by przynosił im kasę. Uświadomił sobie, że jedynie Mikaeli naprawdę na nim zależało. Niestety było za późno. Nie miał wyjścia, musiał wbić nóż prosto w jej serce. Gdyby jednak jeszcze się zastanawiał, co do niej czuje, życie postanowiło mu pomóc zweryfikować uczucia. Po pokazie mody, gdy cała hala stanęła w płomieniach, a Mikaela została w środku, nie wahał się ani nie zastanawiał nawet chwili. Wskoczył w buchający ogień, by ją ratować, gotowy za nią zginąć. Wtedy był już pewien... postanowił, że za wszelką cenę ją ocali. Nie pozwoli, by jego kumple ją skrzywdzili. Musiał działać na dwa fronty, udawać tak, by żadna ze stron się nie zorientowała. Jednak gdy doszło do konfrontacji i Mikaela stanęła oko w oko z dawną rodziną Theodora, w której on teraz dostrzegał jedynie niebezpiecznych bandytów, po raz kolejny musiał wbić jej nóż w serce, patrzeć, jak ją rani, i udawać, że nic go to nie obchodzi. Wystawił ją kumplom, widział, jak ją krzywdzą, jak po uprowadzeniu przetrzymują i źle się z nią obchodzą. Do dziś nie mógł sobie wybaczyć tego wszystkiego, roznosiła go złość na myśl, że nie rozegrał tego inaczej. Lecz musiał tak postąpić dla jej bezpieczeństwa, by poznać dalszy plan dawnych kompanów i opracować drogę ucieczki.
Tak też zrobił. Gdy nadarzył się odpowiedni moment, odbił Mikaelę z rąk napastników i pomógł jej bezpiecznie wrócić do domu. Sam jednak musiał uciekać, swoją obecnością narażał życie ich obojga.
Dziewczyna zauważyła, że jej ukochany od dłuższego czasu wpatruje się w bezkresne morze i się nie odzywa. Coś go trapiło. Dostrzegła to w wyrazie jego twarzy, który świadczył o wewnętrznej walce i męczących go wyrzutach sumienia. Chciała go jakoś pocieszyć, ale nie znalazła żadnych słów przynoszących ulgę. Co niby miała powiedzieć? Że nic się nie stało? Owszem, stało się. Zginęła Alice. Przez nich oboje! Nie chciała jednak dokładać mu jeszcze więcej ciężaru, nie teraz, gdy byli na świecie zupełnie sami. Musieli trzymać się razem.
- O czym myślisz? - zapytała, patrząc w tym samym kierunku.
Theo się uśmiechnął, przeniósł wzrok na ukochaną i z uczuciem odpowiedział:
- O naszych początkach, o tym, jak po raz pierwszy cię zobaczyłem. - Uśmiechnął się na wspomnienie i założył jej pasmo włosów za ucho.
Przed oczami Mikaeli stanął ten sam obraz. Ona lekko wstawiona, na parkiecie z koleżankami poruszała biodrami w rytm zmysłowej muzyki, on siedział przy barze. Wypatrzył ją w tłumie i nie mógł oderwać od niej wzroku. Wyczuła na sobie jego spojrzenie. Kątem oka zerkała w jego kierunku. Był taki nieodgadniony, tajemniczy i niepokorny. Fascynował ją, a gdy w końcu się zbliżył, nie mogła złapać tchu. Biły od niego siła i pewność siebie, podniecał ją.
Dziewczyna spojrzała w twarz ukochanego i uśmiechając się, dodała:
- Największe ciarki mam, gdy sobie przypomnę, jak szepnąłeś mi do ucha: "Pięknie pachniesz. Chciałbym się też przekonać, jak smakujesz".
Theo odwzajemnił uśmiech. Naprawdę miał wtedy na to ochotę.
- Gdyby nie atak hakerski w firmie, nie wiem, czy potrafiłabym ci się oprzeć. Mam swoje zasady, ale w tamtym momencie byłam gotowa je wszystkie złamać dla ciebie.
Theo, bawiąc się jej włosami, przekomarzał się z nią, ale tak naprawdę mu schlebiała.
- Widziałem, jaka jesteś rozpalona, dlatego musiałem coś wymyślić, żeby ostudzić twój zapał. Nie jestem taki łatwy, nie chodzę do łóżka na pierwszej randce. A to nawet nie była randka, dopiero się poznaliśmy.
Mikaela nagle posmutniała, przypomniała sobie minione wydarzenia i zrobiło jej się naprawdę przykro. Theo złapał ją za brodę i zmusił tym gestem, by spojrzała mu w oczy. Wpatrywał się w nią zdecydowanym wzrokiem, lecz na próżno próbował coś z niej wyczytać.
- Hej, przecież żartowałem. Oczywiście, że oddałbym ci się tego dnia, w tamtej dyskotece. I zawsze, kiedy tylko będziesz miała na to ochotę - zażartował, ale bez rezultatu. Mikaela nadal była zgaszona. - O co chodzi? - Nie odrywał od niej wzroku, który teraz stał się poważny.
- Tak bardzo pragnąłeś mojej kasy, że omal nie zniszczyłeś mi życia - odezwała się, nie przestając na niego patrzeć, a jej głos był przepełniony wyrzutami. - Przez twój pomysł z odwróceniem mojej uwagi straciłam dorobek życia, wszystkie pliki i materiały, nad którymi pracowałam ja i cały mój zespół.
Theo przestał się uśmiechać. Było mu głupio, Mikaela miała rację. Niszczył innym życie dla pieniędzy. Kiedyś nie patrzył na to w ten sposób. Nic go to nie obchodziło. W jego głowie malował się obraz ludzi bez uczuć, maszynek do zarabiania pieniędzy, pustych lalek. I może część okradanych kobiet właśnie taka była, ale dopiero niedawno uświadomił sobie, że każdej z nich nie tylko złamał serce, ale także życie. Dziś bardzo się tego wstydził i szczerze żałował swoich czynów.
- Wiem, że wpakowałem cię w bagno, zniszczyłem wszystkie twoje plany i marzenia... - zawiesił głos, nabrał w płuca więcej powietrza i z wielkim bólem serca dodał: -Przez moje czyny nie żyje Alice. Najbardziej nie mogę sobie wybaczyć właśnie tego.
Mikaela złapała go za rękę, chciała dodać mu otuchy. Widziała, że jej ukochany cierpi.
- Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to - kontynuował, wyrzucał z siebie to, co od dawna tak go bolało. - Straciłbym ciebie, ale przy mnie nic dobrego cię nie czeka... Jestem twoim przekleństwem i przynoszę zgubę...
Mikaela nie mogła tego dłużej słuchać. Przerwała mu:
- Zgoda, to nie w porządku, że kradłeś i łamałeś kobietom serca. Zabawiłeś się nimi, ale to nic w porównaniu z tym, co wyprawiają twoi kumple. To oni zabijają, nie ty. Nie jesteś taki jak oni!
Theo nic na to nie odpowiedział. Przyciągnął ukochaną do siebie i przytulił ją z całych sił. Tylko przy niej znajdował ukojenie.
- Co ja bym bez ciebie zrobił... Szkoda, że poznaliśmy się w takich okolicznościach, gdy moja mroczna przeszłość za wszelką cenę próbuje mnie dopaść.
Mikaela oswobodziła się z uścisku i przyłożyła palec do jego ust.
- Ciii, nic więcej nie mów.
Theo przez moment wpatrywał się w nią, chciał coś powiedzieć, ale swoje myśli postanowił zachować dla siebie. Mikaela natomiast poprawiła się, siadając wygodnie na piętach, i śmiertelnie poważna dokończyła:
- Obiecaj, że kiedyś wrócimy i naprawimy wszystkie błędy. Ja odzyskam dawne życie, a ciebie oczyścimy z zarzutów. Będziemy jak czysta kartka, księga, która wypełni się szczęśliwymi dniami...
- Obiecuję - nie pozwolił jej skończyć - jeszcze będziemy szczęśliwi. Obiecuję, że wszyscy zapłacą za całe zło, za śmierć Alice...
Mikaela zaczęła potrząsać głową, nie zgadzała się ze swoim bodyguardem. Nie to miała na myśli.
- Nie chcę zemsty, to nie przyniesie nic dobrego. Chcę uporządkować nasze sprawy i żyć spokojnie. A Alice już na zawsze zostanie w moim sercu... - Do oczu projektantki napłynęły łzy. Pozwoliła, by spłynęły po jej rozgrzanym policzku. Chwyciła rękę ukochanego i przyłożyła ją do jego klatki piersiowej po lewej stronie, po czym dodała z głębokim uczuciem: - W naszych sercach. Dołożę wszelkich starań, zrobię wszystko, co w mojej mocy, zaangażuję, kogo trzeba, i wyciągnę twoich kumpli nawet spod ziemi. Zapłacą za wszystkie krzywdy, ale zgodnie z wymiarem sprawiedliwości. Niech osądzi ich sąd, nie my. Proszę, obiecaj mi to...
Theo nie chciał tego zrobić. Już dawno podjął decyzję, że sam wymierzy sprawiedliwość. Nie mógł jednak dzisiaj powiedzieć tego Mikaeli. Nie teraz, gdy tak bardzo cierpiała z powodu straty przyjaciółki i utraty swojej tożsamości.
- Obiecuję - wyszeptał i pocałował jej delikatne usta.
Ich pocałunek był długi i namiętny, lecz tak bardzo inny od tych, którymi obdarzali się na początku swojej znajomości. Jeszcze bardziej żarliwy, ale też pełen bólu. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że są zdani na siebie, że aktualnie nie mają nikogo innego na świecie.
- Jest jeszcze coś, co mnie trapi. - Mikaela odsunęła się od chłopaka. Liczyła, że pomoże jej rozwiązać zagadkę.
- Co takiego? - zapytał, splatając ich dłonie w jeden silny uścisk.
- Dlaczego Jay tak brutalnie mnie wystawił? Przez cały czas myślałam, że to jakiś żart. Na początku, gdy zobaczyłam go pośród twoich kumpli, zamarłam, ale później pomyślałam, że to taktyka albo gra, żeby uśpić czujność wroga. Ale on nie udawał, on był gotowy mnie zabić. Wycelował w moją stronę i pociągnął za spust. Gdyby nie ty... najpewniej leżałabym obok Alice.
Tym razem to Theo przerwał ukochanej. Nie mógł tego słuchać, nie chciał nawet wyobrażać sobie tak okropnych rzeczy.
- Ciii, już dobrze. Jest po wszystkim. Żyjemy, oboje...
- Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby cię zabił. Żal mi Chrisa, nawet nie chcę próbować sobie wyobrazić, co czuje po stracie Alice... i to w takich okolicznościach.
Theo przytulił Mikaelę jeszcze mocniej i pozwolił jej się wypłakać. Wiedział, że to pomaga, że to oczyszcza. Gdyby mógł, wziąłby na siebie cały jej ból, tyle że w tym momencie czuł dokładnie to samo co ona. Nie wiedział, czy byłby w stanie udźwignąć tyle rozpaczy naraz.
Rozumiał, jakie emocje nią targały. W końcu Jay stał się jej przyjacielem. Gdy Alice wprowadziła ją do podziemia, codziennie spotykała się z trenerami i uczyła samoobrony. Jay zawsze był wobec niej w porządku. Okazał się idealnym trenerem. Zawsze zażartował, zawsze pochwalił za postępy i motywował do dalszej pracy. Mikaela bardzo dobrze czuła się w jego towarzystwie. Tym bardziej nikt nie mógł zrozumieć jego decyzji, dlaczego zdradził. A może jego pogodne usposobienie to była tylko maska? Pozory, które miały zmylić wszystkich?
Mikaela jakby czytała w myślach Theo. Dokładnie o tym samym pomyślała i zaczęła kolejny temat, który ją nurtował.
- A wiesz, co jest dla mnie kolejnym szokiem?
- Lebiediew? - zapytał Theo i ponownie zaczął się bawić jej włosami.
- Dokładnie! Lebiediew! Miałam go za kogoś porządnego, imponował mi. Szanowałam go... - Mikaela na chwilę spojrzała w dal i się zamyśliła. - Był taki szarmancki, żył według pewnych zasad i wierzył w to, co robi. Taki typ wizjonera. Naprawdę go podziwiałam. W moich oczach to był największy reżyser baletowy wszech czasów. Może i był utalentowany, robił wielkie rzeczy, ale jako człowiek okazał się śmieciem.
Theo nie zamierzał jej przerywać, miał świadomość, że czasem po prostu trzeba się wygadać, zwłaszcza kobiety tego potrzebują. On raczej tłumił w sobie wszelkie emocje. A może raczej należało powiedzieć, że kiedyś tłumił. Odkąd poznał Mikaelę, chciał się wszystkim z nią dzielić.
- Jak można wyprzeć się własnego dziecka? Dla kariery, dla wygody? - Dziewczyna nie kryła oburzenia. Czuła ból, żal, złość, nienawiść i niemoc.
- Nie zapominaj, że jego dziecko to niebezpieczny typ i morderca - wtrącił Theo, sprowadzając ukochaną na ziemię.
- Owszem! Nie zapomniałam, co to za typ, i nic nie usprawiedliwia jego działań. Ale pomyśl, gdyby tylko miał normalną rodzinę, może jego losy potoczyłyby się zupełnie inaczej.
- Nie wiadomo. Mleko się rozlało i nie ma co się nad tym dłużej rozwodzić - skwitował Theo.
Ciążyło mu już ich obecne położenie. Miał dosyć tych wszystkich rozważań i ciągłego analizowania beznadziejnej sytuacji. Oddałby wszystko, by ponownie znaleźć się w dyskotece. Poznał Mikaelę i to była najpiękniejsza chwila, jaka przydarzyła się w jego życiu. Wszystkie późniejsze wydarzenia dziś rozegrałby zupełnie inaczej. Nie wplątałby się w takie bagno.
Przez dłuższy moment siedzieli pogrążeni we własnych myślach. Słońce prawie zaszło, a morskie fale przyjemnie szumiały. W innych okolicznościach oboje cieszyliby się z takiej scenerii.
Jakiś czas temu dziewczyna postanowiła zmierzyć się z losem, wziąć sprawy w swoje ręce i wyjść z tej otchłani, w której oboje tkwili. Nie chciała dłużej trwać w zawieszeniu. Spojrzała poważnym wzrokiem na Theo i rzekła:
- Nie możemy tak żyć. To, co się stało, to jakaś chora sytuacja, koszmar z najgorszych snów. Ale to już się wydarzyło, czasu nie cofniemy. Chcę być znowu szczęśliwa, rozumiesz? - Wpatrywała się w niego wielkimi oczami, w których malowały się nadzieja i ufność. - Tak dużo razem przeszliśmy, że nie możemy teraz żyć jak myszki pod miotłą, bojąc się swojego cienia.
- Przecież wiesz, że nie możemy wrócić. Ja trafię za kratki za dawne przekręty, a co będzie z tobą? Ciężko będzie cię wyplątać z tej całej sytuacji. Do tego śmierć Alice... Obawiam się, że nie mamy innego wyjścia, jak oglądać się za siebie przez resztę życia.
Theo nie widział dla nich ratunku, ale Mikaela miała plan.
- Wiem, że nie możemy wrócić tak po prostu. Jeśli wszystko poszło zgodnie z zamierzeniem, to Chris przekazał informację mojej siostrze. Boję się, że zapomniał o tym, pogrążony w żałobie i złości, ale muszę mieć nadzieję. To dla nas jedyne wyjście.
- Co kazałaś jej przekazać? - zapytał zaintrygowany chłopak.
- Chris wiedział o naszym czacie, za pośrednictwem którego komunikowaliśmy się, gdy ty się ukrywałeś. Jeśli dopisze nam szczęście, Gabriella będzie tam zaglądać i czekać na jakikolwiek znak. Będziemy wiedzieli, jak się sprawy mają, co myśli policja i ile wie. Moja siostra pomoże nam wrócić. Nie bez powodu widnieje na liście stu najbardziej wpływowych prawników w kraju.
Theo, idąc tokiem myślenia ukochanej, zaczął wierzyć, że im się uda. W jego sercu zagościła nadzieja. Nie była jakaś wielka i płomienna, ale ta iskierka wystarczyła, by znowu patrzeć z optymizmem na świat.
Projektantka wtuliła się w ramiona ukochanego i mając ułożony plan działania, który wydawał jej się idealny, w końcu zaczęła rozkoszować się chwilą. Byli sami na plaży. Zamierzali zamieszkać na przepięknej kreteńskiej wyspie, gdzie każdego dnia budziłoby ich gorące słońce, a morska bryza przynosiła ukojenie. Mieli trochę gotówki, musieli jeszcze tylko znaleźć dach nad głową. A przede wszystkim mieli siebie, mogli wszystko. Nie chcieli, by starania innych poszły na marne. Obiecali sobie, że gdy będzie bezpiecznie, naprawią wyrządzone szkody, a rodzinie tych, których już nie ma, po prostu zadośćuczynią za krzywdy.
Patrzyli przed siebie, w tym samym kierunku, i przyświecał im jeden cel. Zamierzali odzyskać dawne życie.