Powrót barbarzyńskich czasów. O zaślepieniu Zachodu i nieodrobionych lekcjach z przeszłości - Thierry Wolton

Kup ebooka

44.90 zł
35.02 zł (34,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
.

Nad świa­tem ze­rwał się zło­wrogi wiatr.

Po za­koń­cze­niu dru­giej wojny świa­to­wej ludz­kość nie za­znała po­wszech­nego po­koju, ale nie do­świad­czyła rów­nież wojny na rów­nie wielką skalę, po­nie­waż po­rzą­dek usta­no­wiony w 1945 roku przez zwy­cięz­ców zbu­rzył do­piero roz­pad Związku So­cja­li­stycz­nych Re­pu­blik So­wiec­kich (ZSRS) bę­dą­cego jed­nym z fi­la­rów sys­temu jał­tań­skiego. Ni­gdy do­tąd - ani wtedy, ani póź­niej - nikt tak na­prawdę nie za­sta­na­wiał się nad wagą tego wy­da­rze­nia, po­dob­nie jak nad jego kon­se­kwen­cjami w skali glo­bal­nej.

Póź­niej­sze po­gor­sze­nie sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych jest po­kło­siem złego za­rzą­dza­nia prze­strze­nią wy­zwo­loną spod jarzma ko­mu­ni­zmu po jego upadku w Eu­ro­pie, braku re­flek­sji nad wpły­wem so­wiec­kiej spu­ści­zny za­równo na losy upa­dłego im­pe­rium, jak i na glo­balną rów­no­wagę sił, a także po­gu­bie­nia się czę­ści ludz­ko­ści opła­ku­ją­cej utra­coną na­dzieję na lep­szy świat, od dawna zmo­no­po­li­zo­waną przez ide­olo­gię mark­si­stow­sko-le­ni­now­ską.

W tych oko­licz­no­ściach bru­talna agre­sja Ro­sji na le­żącą w sercu kon­ty­nentu eu­ro­pej­skiego Ukra­inę uto­ro­wała drogę pro­ce­sowi de­sta­bi­li­za­cji (woj­sko­wym za­ma­chom stanu w Afryce, ope­ra­cjom sił zbroj­nych Azer­bej­dżanu w Gór­skim Ka­ra­ba­chu, od­ro­dze­niu się tu­recko-grec­kiego sporu o Cypr itd.), ale przede wszyst­kim po­wro­towi epoki bar­ba­rzyń­ców, którą na­zna­czona trau­ma­tycz­nymi prze­ży­ciami ludz­kość uwa­żała za słusz­nie mi­nioną. Atak na Izrael, do któ­rego do­szło 7 paź­dzier­nika 2023 roku, jest ko­lejną od­słoną de­mon­tażu obec­nego sys­temu mię­dzy­na­ro­do­wego - de­mon­tażu za­ini­cjo­wa­nego przez Wła­di­mira Pu­tina, który ma ob­se­sję na punk­cie im­pe­ria­li­stycz­nej prze­szło­ści so­wiec­kiego re­żimu. Dzięki wspar­ciu, ja­kiego ZSRS udzie­lił nie­gdyś ter­ro­ry­stom z Bli­skiego Wschodu, Mo­skwa zy­skała od­da­nych so­jusz­ni­ków wśród is­la­mi­stów wal­czą­cych z du­chem de­mo­kra­cji. Spon­so­ru­jący is­la­mi­stów Iran do­star­cza ro­syj­skiej ar­mii sprzęt woj­skowy, sprzy­mie­rzony z Mo­skwą Pe­kin, ostatni wielki ba­stion ko­mu­ni­zmu na świe­cie, roz­ta­cza nad Krem­lem pa­ra­sol ochronny, a Ko­rea Pół­nocna za­pew­nia mu wspar­cie lo­gi­styczne.

Zdu­mie­nie, w ja­kie wpra­wiła świat in­wa­zja Ro­sji na Ukra­inę 24 lu­tego 2022 roku, a na­stęp­nie obu­rze­nie opi­nii pu­blicz­nej okru­cień­stwem ar­mii ro­syj­skiej wo­bec lud­no­ści cy­wil­nej po­ka­zują, że w post­ko­mu­ni­stycz­nym świe­cie zwy­cię­żały do­tąd obo­jęt­ność albo, co gor­sza, ła­two­wier­ność. Tym­cza­sem wy­star­czyło przyj­rzeć się wni­kli­wie na­tu­rze re­żimu, który od ćwierć­wie­cza spra­wuje wła­dzę w Mo­skwie, aby przej­rzeć jego nik­czemne za­miary.

Prze­ję­cie rzą­dów na Kremlu przez Pu­tina u progu XXI wieku, po­prze­dzone krwa­wymi za­ma­chami zle­co­nymi przez pre­zy­denc­kich po­plecz­ni­ków; oparta na sia­niu ter­roru wojna w Cze­cze­nii ma­jąca na celu zdła­wie­nie wszel­kich dą­żeń nie­pod­le­gło­ścio­wych przy udziale is­la­mi­stów; zor­ga­ni­zo­wana gra­bież mie­nia pań­stwo­wego przez garstkę łu­pież­ców; znie­sie­nie swo­bód oby­wa­tel­skich zdo­by­tych po upadku re­żimu so­wiec­kiego; prze­pi­sy­wa­nie hi­sto­rii słu­żące tu­szo­wa­niu po­peł­nio­nych zbrodni; ma­ni­pu­lo­wa­nie spo­łe­czeń­stwem po­przez upra­wia­nie na­chal­nej na­cjo­na­li­stycz­nej pro­pa­gandy - wszystko to przy­czy­niło się do wy­bu­chu wojny w Ukra­inie i na­krę­ce­nia no­wej spi­rali prze­mocy, która ma po­móc w na­rzu­ce­niu in­nym od­mien­nej wi­zji świata.

W ob­li­czu ro­sną­cego za­gro­że­nia nie­któ­rzy, ską­d­inąd póź­niej sko­rzy do skru­chy, oskar­żyli NATO o próbę osa­cze­nia Ro­sji, która zmu­siła Mo­skwę do sa­mo­obrony. Wpraw­dzie od po­czątku obec­nego stu­le­cia So­jusz Pół­noc­no­atlan­tycki suk­ce­syw­nie zdo­by­wał ko­lejne przy­czółki w daw­nym bloku wschod­nim, ale ro­bił to za­wsze na prośbę za­in­te­re­so­wa­nych kra­jów, po­mnych nie­gdy­siej­szych tarć z wiel­kim są­sia­dem, które przy­szło im oku­pić krwią i łzami. Re­żim, który uci­ska wła­sny na­ród, jest za­gro­że­niem dla swo­jej bli­skiej za­gra­nicy. Hi­sto­ria wie­lo­krot­nie tego do­wio­dła, zwłasz­cza w Eu­ro­pie Środ­kowo-Wschod­niej w ubie­głym wieku.

Agre­sywną po­li­tykę Wła­di­mira Pu­tina można tłu­ma­czyć ży­wioną przez pre­zy­denta obawą, że u gra­nic Ro­sji po­ja­wią się formy państw sta­no­wiące kon­tra­punkt dla jego wszech­wła­dzy, zdolne za­szcze­pić w umy­słach jego trzy­ma­nych w izo­la­cji od świata współ­o­by­wa­teli nie­po­żą­dane idee. Gru­zja, Bia­ło­ruś, a te­raz Ukra­ina pa­dły ofiarą tej pa­ra­noi. To nie roz­sze­rze­nie strefy wpły­wów NATO wzbu­dziło naj­więk­sze obawy ro­syj­skiego dyk­ta­tora, ale re­wo­lu­cja róż w Tbi­lisi w 2003 roku, po­ma­rań­czowa re­wo­lu­cja w Ki­jo­wie w 2004 roku, a na­stęp­nie de­mon­stra­cje na Maj­da­nie w 2014 roku i ma­sowe pro­te­sty w Miń­sku prze­ciwko sfał­szo­wa­niu wy­bo­rów pre­zy­denc­kich na Bia­ło­rusi w 2020 roku. Po­dobny nie­po­kój od­czu­wają chiń­scy przy­wódcy ko­mu­ni­styczni, któ­rzy po­strze­gają taj­wań­ską de­mo­kra­cję jako swo­jego naj­więk­szego wroga. W tym kon­tek­ście można się po­ku­sić o stwier­dze­nie, że w naj­bliż­szych la­tach Pe­kin zrobi wszystko, co w jego mocy, aby znisz­czyć ten kontr­mo­del. To prze­stroga dla na­iw­nych.

Pu­ti­now­ska Ro­sja zo­stała za­pro­gra­mo­wana na tę wojnę. Czy po­win­ni­śmy za­tem uznać pewne zda­rze­nia za nie­uchronne i wy­dać byłe so­wiec­kie ko­lo­nie na pa­stwę no­wego dyk­ta­tora, który choć już nie jest ko­mu­ni­stą, to jed­nak wciąż my­śli wpo­jo­nymi mu w cza­sach ko­mu­ni­stycz­nych sche­ma­tami i sze­rzy kult wła­dzy? Nikt w Eu­ro­pie Wschod­niej nie ży­czył so­bie ta­kiego ob­rotu spraw wczo­raj, nikt nie chce go dzi­siaj.

Obecny kon­flikt jest na­stęp­stwem za­prze­pasz­cze­nia szans, które po­ja­wiły się w ciągu ostat­nich czter­dzie­stu lat: od wspar­cia udzie­lo­nego Gor­ba­czo­wowi, który wie­rzył, że jest w sta­nie ura­to­wać sys­tem ko­mu­ni­styczny, gdy pań­stwa Eu­ropy Wschod­niej po­sta­no­wiły się unie­za­leż­nić; przez przy­ję­cie pod­szy­tej stra­chem po­stawy wy­cze­ku­ją­cej przez wiele za­chod­nich sto­lic za­nie­po­ko­jo­nych ru­chami spo­łecz­nymi, które pod ko­niec lat osiem­dzie­sią­tych do­pro­wa­dziły do roz­padu bloku wschod­niego, prze­mianę elit ko­mu­ni­stycz­nych, któ­rych nie roz­li­czono z do­ko­na­nych zbrodni, w fał­szy­wych de­mo­kra­tów oraz umyślną śle­potę sprzy­ja­jącą tu­szo­wa­niu ma­so­wych mor­dów po­peł­nia­nych przez ar­mię ro­syj­ską w Cze­cze­nii od 1994 roku; aż po nie­mal le­se­fe­ry­styczną po­stawę wo­bec za­ję­cia przez Mo­skwę czę­ści Gru­zji (Ose­tii Po­łu­dnio­wej, Ab­cha­zji), a na­stęp­nie Ukra­iny (Krymu, Don­basu). Na każ­dym eta­pie in­te­resy geo­po­li­tyczne prze­wa­żały nad wszel­kimi in­nymi wzglę­dami, co za­chę­cało ro­syj­ski re­żim do od­bu­dowy daw­nego im­pe­rium ko­lo­nial­nego.

Widmo upadku ko­mu­ni­zmu za­siało wśród państw de­mo­kra­tycz­nych strach przed kon­se­kwen­cjami roz­padu bloku wschod­niego: w swo­ich dzia­ła­niach za­częły się kie­ro­wać kla­syczną ra­cją stanu, uznaw­szy, że le­piej utrzy­mać ist­nie­jący po­rzą­dek, niż sta­wić czoło dzie­jo­wym za­wi­ro­wa­niom, na­wet tym, które niosą na­dzieję na zmiany. Czę­sto wy­ra­żana chęć pusz­cze­nia Ro­sji pła­zem jej do­tych­cza­so­wych po­czy­nań i oszczę­dze­nia jej upo­ko­rzeń wpi­suje się w ten eta­ty­styczny od­ruch. Strach przed odej­ściem od po­rządku jał­tań­skiego w la­tach 1989-1991 ustą­pił miej­sca oba­wom przed no­wymi per­tur­ba­cjami, ja­kie mo­głyby się po­ja­wić w przy­padku prze­gra­nej przez Mo­skwę wojny z Ki­jo­wem. Gdyby nie bo­ha­ter­ski opór Ukra­iń­ców, który obu­dził su­mie­nie Za­chodu, praw­do­po­dob­nie świat za­ak­cep­to­wałby przy­wró­ce­nie ru­skiego miru, uzna­jąc wojnę za zwy­kły "in­cy­dent".

Za­chód wie­rzy, że wszy­scy pra­gną ko­rzy­stać z do­bro­dziejstw de­mo­kra­cji. Wol­ność co prawda przy­ciąga masy spo­łeczne, ale od­stra­sza przy­wód­ców po­li­tycz­nych, któ­rzy po­strze­gają spra­wo­waną wła­dzę jako oso­bi­stą pre­ro­ga­tywę, przy­no­szącą apa­naże tylko im sa­mym. Święta na­iw­ność za­chod­nich przy­wód­ców, któ­rzy nie­zra­żeni nie­po­wo­dze­niami wciąż po­dej­mują próby wpły­wa­nia na bieg wy­da­rzeń za po­mocą han­dlu, uści­sków dłoni i uśmie­chów, co­raz czę­ściej zde­rza się z de­ter­mi­na­cją dyk­ta­to­rów wy­ko­rzy­stu­ją­cych zdo­byte względy do zwięk­sza­nia uci­sku i za­stra­sza­nia są­sia­dów. Oka­zy­wana przez Pa­ryż, Ber­lin, Lon­dyn i Wa­szyng­ton po­błaż­li­wość - by użyć eu­fe­mi­zmu - wo­bec ca­łego sze­regu nad­użyć, ja­kich do­pusz­cza się re­żim Pu­tina od po­czątku tego stu­le­cia, za­równo w kraju (np. eli­mi­no­wa­nie po­li­tycz­nych opo­nen­tów), jak i za gra­nicą (np. krwawa in­ter­wen­cja w Sy­rii), jest jed­nym z ob­ja­wów tej na­wra­ca­ją­cej mer­kan­tyl­nej śle­poty. Za­chód naj­wy­raź­niej nie od­ro­bił lek­cji, a chci­wość sku­tecz­nie utrud­nia mu za­cho­wa­nie obiek­ty­wi­zmu w oce­nie eks­pan­sjo­ni­stycz­nych za­ku­sów ko­mu­ni­stycz­nych Chin w Azji Po­łu­dniowo-Wschod­niej i poza nią.

Co wię­cej, pań­stwa de­mo­kra­tyczne nie wy­ra­ziły chęci roz­li­cze­nia prze­szło­ści ani nie udzie­liły wspar­cia tym, któ­rzy mieli na­dzieję, że po zrzu­ce­niu so­wiec­kiego jarzma na­dej­dzie czas na po­głę­bioną re­flek­sję nad tym, czym był ko­mu­nizm. Nie prze­wi­dziano żad­nych sank­cji, na­wet sym­bo­licz­nych, wo­bec przed­sta­wi­cieli po­przed­niego sys­temu win­nych wielu nad­użyć i zbrodni. Przez świat prze­to­czyła się fala wy­rzu­tów su­mie­nia, ale więk­szość wo­lała pu­ścić mi­nione czasy w nie­pa­mięć. Na sie­dem­dzie­siąt lat nie­doli w Ro­sji i pięć­dzie­siąt lat bez­na­dziei w kra­jach Eu­ropy Środ­kowo-Wschod­niej spusz­czono za­słonę mil­cze­nia, nie­któ­rzy zde­cy­do­wali się na ten krok z czy­stej wy­gody lub z ase­ku­ranc­twa, inni z ra­cji współ­udziału, a jesz­cze inni - i tych jest naj­wię­cej - wsku­tek ego­izmu i obo­jęt­no­ści. Widmo przy­wró­ce­nia sta­rego po­rządku stale za­gląda w oczy miesz­kań­com Eu­ropy Środ­kowo-Wschod­niej. Ukra­ińcy płacą wła­sną krwią za to, by je od­su­nąć.

Po­wsta­łej po upadku ZSRS próżni geo­po­li­tycz­nej to­wa­rzy­szyła próż­nia ide­olo­giczna, którą z cza­sem wy­peł­niła nie­chęć do za­chod­niego mo­delu. Re­żimy ko­mu­ni­styczne utrzy­my­wały, że zna­la­zły al­ter­na­tywę za­równo dla opar­tego na wy­zy­sku ka­pi­ta­li­zmu, jak i dla de­mo­kra­tycz­nych wol­no­ści uzna­wa­nych za no­śnik po­ten­cjału wy­wro­to­wego. Ta­kimi tre­ściami pro­pa­gan­do­wymi za­tru­wano lu­dziom umy­sły przez całe dzie­się­cio­le­cia. Współ­cze­sny sub­sty­tut tej pro­pa­gandy ce­men­tuje więzi mię­dzy na­le­żą­cymi do mocno zróż­ni­co­wa­nego glo­bal­nego Po­łu­dnia pań­stwami, które łą­czy nie­na­wiść do Za­chodu. Pań­stwa te gło­szą an­ty­no­wo­cze­sność i wzy­wają do od­rzu­ce­nia war­to­ści ta­kich jak rządy prawa, po­dział wła­dzy i wol­no­ści jed­nostki, sto­ją­cych w sprzecz­no­ści z au­to­ry­tar­nymi re­żi­mami i ide­olo­giami, które pró­bują uszczę­śli­wić lu­dzi na siłę. Idąc na wojnę, Pu­tin dał przy­kład wszyst­kim ma­rzą­cym o usta­no­wie­niu no­wego ładu mię­dzy­na­ro­do­wego, a ści­ślej rzecz bio­rąc - wła­snego ładu, który sprawi, że reszta świata bę­dzie ża­ło­wać lat de­mo­kra­cji.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki