Powiedziała, że nie żałuje - Tommi Kinnunen

Kup ebooka

42.90 zł
34.32 zł (34,11 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słowo od au­toraNa dro­gach Pół­nocy

"Czy nie warto by o nich na­pi­sać? O tych po­wra­ca­ją­cych ko­bie­tach?", spy­tał mnie mąż w sau­nie na­szego domku let­ni­sko­wego w pe­wien lu­towy week­end.

Za­czę­li­śmy roz­ma­wiać, wspo­mi­na­li­śmy ko­lejne epi­zody wojny la­poń­skiej[1], po­czy­na­jąc od tego, że na pew­nym eta­pie dru­giej wojny świa­to­wej w pół­noc­nej Fin­lan­dii było około dwu­stu ty­sięcy żoł­nie­rzy na­zi­stow­skiej ar­mii, a koń­cząc na tym, że w cen­trum mo­jego ro­dzin­nego Ku­usamo po woj­nie ostały się za­le­d­wie dwa domy. By­łem świeżo po lek­tu­rze książki Ma­rianne Ju­nili, ba­daczki z uni­wer­sy­tetu w Oulu, która opi­sała ko­eg­zy­sten­cję fiń­skiej lud­no­ści cy­wil­nej z nie­miec­kimi żoł­nie­rzami, i te­raz za­sta­na­wia­li­śmy się, co mo­gło po­pchnąć Finki do za­cią­gnię­cia się do pracy u na­zi­stów. Po ka­pi­tu­la­cji Nie­miec wszyst­kie ko­biety, które z La­po­nii prze­do­stały się z nie­miecką ar­mią do Nor­we­gii, wy­wie­ziono naj­pierw do Oslo, a po­tem drogą mor­ską prze­trans­por­to­wano do obozu w Hanko; już w dzie­ciń­stwie sły­sza­łem o ko­bie­tach, które wró­ciły do domu na pie­chotę. Wspo­mnia­łem rów­nież, że w la­tach osiem­dzie­sią­tych zda­rzyło mi się wy­stą­pić w sztuce Ri­tvy-Ka­iji La­iti­nen, gdzie był mię­dzy in­nymi po­ru­szony te­mat Fi­nek, które wró­ciły do do­mów z Nor­we­gii, i że na­uczy­cielka hi­sto­rii opo­wia­dała nam w gim­na­zjum o tych zmę­czo­nych, mil­czą­cych ko­bie­tach. Wszystko to wio­dło do py­ta­nia: "Czy nie warto by o nich na­pi­sać?".

W gło­wie za­częły po­ja­wiać mi się ob­razy grupy ko­biet wę­dru­ją­cych przez zrów­naną z zie­mią La­po­nię do Ro­va­niemi. Nie­które wi­zje były cał­kiem wy­raźne: w jed­nej ko­bieta sie­dzi na po­bo­czu i pa­trzy na zni­ka­jące za za­krę­tem plecy po­zo­sta­łych, w dru­giej wszyst­kie wi­dzą zna­jome kra­jo­brazy, lecz jesz­cze ich nie roz­po­znają. Inne ob­razy były znów nie­ostre i bar­dziej przy­po­mi­nały wra­że­nia zmy­słowe: po­ły­sku­jąca w słońcu ta­fla je­ziora i ośle­pia­jąco zie­lony las. Smród ze spa­lo­nych do­mów, smak jęcz­mien­nego pod­pło­myka. To, jak czuć pod dło­nią do­piero od­ra­sta­jące włosy.

Wy­szli­śmy z sauny, umy­li­śmy się i po­bie­gli­śmy przez po­dwó­rze do domku, bo mocno sy­pał śnieg. Pod wie­czór spi­sa­łem te wszyst­kie ob­razy i nie­długo po­tem po­wstał za­rys po­wie­ści. W nocy wy­sła­łem do wy­dawcy mail: "Do Two­jej wia­do­mo­ści: dziś w sau­nie w La­itili zro­dził się po­mysł no­wej po­wie­ści".

Za­czą­łem po­chła­niać in­for­ma­cje o wy­da­rze­niach z tam­tych lat. Czy­ta­łem o znisz­cze­niu La­po­nii, od­bu­do­wie sieci dro­go­wej i sy­tu­acji ko­biet na woj­nie. Od­wa­ży­łem się skon­tak­to­wać z Ma­rianne Ju­nilą - wy­py­ty­wa­łem ją o to, jak trak­to­wano Finki, które wró­ciły z wojny. Zba­da­łem kwe­stię ochrony po­gra­ni­cza Ra­mie­nia[2], sy­tu­ację miesz­ka­ją­cych tam Sa­amów i plany roz­mi­no­wy­wa­nia te­renu. W ar­chi­wach za­po­zna­łem się z pro­to­ko­łami prze­słu­chań z obozu w Hanko i prze­czy­ta­łem dy­ser­ta­cję o ko­bie­tach ewa­ku­owa­nych do Nie­miec, nie zna­la­złem jed­nak żad­nych ma­te­ria­łów o lo­sie tych ko­biet, które z Nor­we­gii wró­ciły pie­szo do do­mów. Nie było już szans na to, by od­szu­kać któ­rą­kol­wiek z nich, bo naj­młod­sze mia­łyby wów­czas pra­wie sto lat. Skon­tak­to­wa­łem się więc z moją na­uczy­cielką hi­sto­rii z gim­na­zjum i spy­ta­łem, czy zdą­żyła spi­sać ja­kieś wspo­mnie­nia. Od­po­wie­działa mi, że pró­bo­wała roz­ma­wiać z oso­bami, o któ­rych się mó­wiło, że wró­ciły z Nor­we­gii, lecz wszyst­kie ko­biety po jej py­ta­niach na­bie­rały wody w usta. W znisz­czo­nych wsiach La­po­nii nie było bez­piecz­nie przy­zna­wać się do tego, że pod ko­niec wojny ru­szyło się z Niem­cami na pół­noc.

Im głę­biej za­nu­rza­łem się w ar­chi­wa­liach, tym bar­dziej zmie­niały się moje wy­obra­że­nia o woj­nie. Jak to moż­liwe, że lu­dzie wra­cali do nor­mal­nego ży­cia po tym wszyst­kim, co zo­ba­czyli, zro­bili i prze­żyli w cza­sie wojny? Fi­no­wie, któ­rzy wal­czyli u boku ar­mii nie­miec­kiej, mają swoje to­wa­rzy­stwo pa­mięci, na­to­miast z pra­cu­ją­cych dla tej sa­mej ar­mii Fi­nek zro­biono po woj­nie albo kurwy, albo na­sto­latki, któ­rym mi­łość ude­rzyła do głowy. Dla­czego czyny męż­czyzn uspra­wie­dli­wia się roz­ka­zami z góry, a ko­biety obar­cza się od­po­wie­dzial­no­ścią in­dy­wi­du­alną?

La­tem 2019 roku od­by­li­śmy po­dróż do la­poń­skiego Ra­mie­nia, gdzie szu­ka­li­śmy po­zo­sta­ło­ści tam­tej szosy, po któ­rej ka­za­łem wę­dro­wać swoim bo­ha­ter­kom. Mąż wie­lo­krot­nie wy­sa­dzał mnie na tej le­śnej dro­dze i od­jeż­dżał z dziec­kiem ka­wa­łek da­lej, po­zwa­la­jąc mi iść wy­dep­ta­nym pia­chem. Wsłu­chi­wa­łem się w od­głos wła­snych kro­ków, za­cią­ga­łem się za­pa­chem let­niego lasu i ro­bi­łem zdję­cia kwia­tów i krze­wi­nek. Po po­wro­cie do sa­mo­chodu py­ta­łem swo­jego do­mo­wego bio­loga, co to za ro­śliny. Dziecko na tyl­nym sie­dze­niu ba­wiło się pla­sti­ko­wymi ku­cy­kami.

Ku­siła mnie myśl, by na­pi­sać po­wieść o sa­mej po­dróży. W mo­ich wcze­śniej­szych książ­kach bo­ha­te­ro­wie są ra­czej sta­tyczni: bu­dują domy i je za­miesz­kują, a tym ra­zem bo­ha­terki miały po pro­stu iść. Mieć wo­kół sie­bie wy­łącz­nie na­gie szczyty tun­turi i pół­nocne wrzo­so­wi­ska, rwące stru­mie­nie i chci­wie bu­dzący się do ży­cia las. Poza tym chcia­łem na­pi­sać o woj­nie la­poń­skiej. Kiedy przed laty prze­pro­wa­dza­łem się na po­łu­dnie Fin­lan­dii, za­uwa­ży­łem, że lu­dzie do­brze znają te wy­da­rze­nia dru­giej wojny świa­to­wej, które ro­ze­grały się na Prze­smyku Ka­rel­skim czy w oko­li­cach Ła­dogi, lecz wo­jenne losy Pół­nocy są dla nich znacz­nie mniej ja­sne.

Pod­czas pracy nad książką naj­cie­kaw­sze były dla mnie mo­menty, gdy mo­głem się za­trzy­mać i za­du­mać nad tym, czyje opo­wie­ści spi­suję. W ży­ciu każ­dego czło­wieka za­cho­dzą wiel­kie zmiany, czę­sto jed­nak do­cie­rają do nas je­dy­nie hi­sto­rie tych naj­sil­niej­szych. Każdy musi do­ko­ny­wać wy­bo­rów, o któ­rych do­piero po cza­sie może po­wie­dzieć, czy były do­bre czy złe. Do jed­na­ko­wych de­cy­zji mogą po­py­chać bar­dzo różne mo­tywy. W opi­sach wojny au­to­rzy sku­piają się naj­czę­ściej na bo­ha­ter­skich wal­kach męż­czyzn i wy­trwa­ło­ści ko­biet pod­czas ewa­ku­acji - to ta­kim lu­dziom sta­wia się po­mniki i dla nich ogła­sza się święta pań­stwowe. A na opo­wia­da­nia ci­chych bo­ha­te­rów tra­fia się rzadko. W Ku­usamo wszy­scy wie­dzą, że nie­miecki ogień nie stra­wił dwóch do­mów w cen­trum mia­steczka, ale o trze­cim oca­la­łym bu­dynku, domku ko­biety świad­czą­cej pod­czas wojny usługi sek­su­alne, pod­ręcz­niki hi­sto­rii mil­czą. Nie zo­stał on też ob­jęty ochroną za­byt­ków.

Książka jest go­towa. Nie można jej trak­to­wać jak dzieło hi­sto­ryczne, kilka szcze­gó­łów, któ­rych praw­dzi­wo­ści nie mogę pod­wa­żać, mu­sia­łem nieco zmie­nić. Mimo to będę szczę­śliwy, je­żeli moja po­wieść choćby w nie­wiel­kim stop­niu zdoła opi­sać to, co się przy­da­rzyło ko­bie­tom, które po po­wro­cie do do­mów z wojny wo­lały już do śmierci ni­gdy ni­komu nie mó­wić o pew­nym eta­pie swo­jego ży­cia.

Ty­tuł ory­gi­nału: Ei ker­to­nut ka­tu­vansa
Co­py­ri­ght ? Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o., 2023 Co­py­ri­ght ? for the Po­lish trans­la­tion by Se­ba­stian Mu­sie­lak, 2023 Co­py­ri­ght ? Tommi Kin­nu­nen, 2020 First pu­bli­shed in Fin­nish with the ori­gi­nal ti­tle Ei ker­to­nut ka­tu­vansa by WSOY, Hel­sinki, Fin­land. Pu­bli­shed in the Po­lish lan­gu­age by ar­ran­ge­ment with Bon­nier Ri­ghts, Hel­sinki, Fin­land and Ma­ca­da­mia Li­te­rary Agency, War­saw, Po­land.
Książka zo­stała opu­bli­ko­wana przy wspar­ciu FILI - Fin­nish Li­te­ra­ture Exchange
Re­dak­torka ini­cju­jąca: Ad­riana Mle­czak
Re­dak­torka pro­wa­dząca: We­ro­nika Ja­cak
Mar­ke­ting i pro­mo­cja: Ka­ta­rzyna Koń­czal
Re­dak­cja: Olga Czer­ni­kow
Ko­rekta: Agata Ton­dera, Ka­ta­rzyna Dra­gan
Pro­jekt ty­po­gra­ficzny wnę­trza: Ma­te­usz Cze­kała
Ła­ma­nie: Grze­gorz Ka­li­siak
Pro­jekt gra­ficzny lay­outu se­rii i okładki: Ula Pą­gow­ska
Gra­fika na okładce: ? ag­san­drew | Shut­ter­stock
Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie.
ISBN 978-83-67551-99-1
Wy­daw­nic­two Po­znań­skie Sp. z o.o. ul. Fre­dry 8, 61-701 Po­znań tel. 61 853-99-10 re­dak­cja@wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl www.wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
.

W SE­RII DZIEŁ PI­SA­RZY SKAN­DY­NAW­SKICHUKA­ZAŁY SIĘ DO­TYCH­CZAS:

ROY JACOB­SEN, ANNE­LIESE PITZ, Czło­wiek, który ko­chał Sy­be­rię, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

HELGA FLA­TLAND, Ostatni raz, prze­ło­żyła Ka­ro­lina Droz­dow­ska

KARIN SMIR­NOFF, Po­je­cha­łam do brata na po­łu­dnie, prze­ło­żyła Agata Te­pe­rek

NINA WÄHÄ, Te­sta­ment, prze­ło­żyła Ju­styna Cze­chow­ska

KJELL WESTÖ, Niebo w ko­lo­rze siarki, prze­ło­żyła Ka­ta­rzyna Tu­by­le­wicz

ROY JACOB­SEN, Tylko matka, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

KNUT HAM­SUN, Sza­rady, prze­ło­żyła Ma­ria Go­łę­biew­ska-Bi­jak

LAURA LIN­D­STEDT, One­iron, prze­ło­żył Se­ba­stian Mu­sie­lak

ROY JACOB­SEN, Oczy z Ri­gela, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

STIG DAGER­MAN, Po­pa­rzone dziecko, prze­ło­żyła Ju­styna Cze­chow­ska

AU?UR AVA ÓLA­FS­DÓT­TIR, Bli­zna, prze­ło­żył Ja­cek Go­dek

JONAS T. BENGTS­SON, Ży­cie Sus, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

ROY JACOB­SEN, Białe mo­rze, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

KAREN BLI­XEN, Po­że­gna­nie z Afryką, prze­ło­żyli Jó­zef Gie­buł­to­wicz i Ja­dwiga Piąt­kow­ska

CARL FRODE TIL­LER, Po­czątki, prze­ło­żyła Ka­ta­rzyna Tun­kiel

HELGA FLA­TLAND, Współ­cze­sna ro­dzina, prze­ło­żyła Ka­ro­lina Droz­dow­ska

ROY JACOB­SEN, Nie­wi­dzialni, prze­ło­żyła Iwona Zim­nicka

I

.

Pod wie­czór ko­biety wy­szły na uliczki portu i jesz­cze da­lej, tam, gdzie wzno­szące się z mo­rza zbo­cze było zwień­czone stro­mymi ska­łami Nar­vik­fjel­let. Irene zna­la­zła do­bry punkt ob­ser­wa­cyjny, wdra­pała się na wy­soki głaz, z któ­rego roz­ta­czał się wi­dok na port. Wszyst­kie ko­biety wpa­try­wały się w ten sam nie­miecki sta­tek pa­sa­żer­ski i zni­ka­ją­cych w jego cze­lu­ściach żoł­nie­rzy. Irene za­sta­na­wiała się, po co w ogóle tu­taj przy­szła. Chcia­łaby pew­nie jesz­cze raz zo­ba­czyć Klausa, może ży­czyć mu szczę­śli­wej po­dróży. Albo po­dzię­ko­wać, choć sama nie była pewna za co.

Wie­działa, że wojna ma się ku koń­cowi, na­wet je­żeli nie wolno było mó­wić o tym na głos. Całą Pół­noc znisz­czono, wy­co­fu­jący się Niemcy spa­lili La­po­nię i Fin­n­mark do go­łej ziemi: wiatr jesz­cze długo po­tem niósł do portu smro­dliwy dym i sa­dzę znad zgliszcz. Żoł­nie­rze zo­stali prze­rzu­ceni tu­taj, do portu nad Mo­rzem Nor­we­skim, skąd statki za­bie­rały ich z po­wro­tem do Nie­miec, byli po­trzebni do obrony Ber­lina za­gro­żo­nego ze wschodu i z za­chodu. Przy­byłe tu z ar­mią ko­biety, ta­kie jak ona i wszyst­kie tu­taj, wcze­śniej też za­bie­rano, co prawda tylko po kil­ka­dzie­siąt na sta­tek, ale do­bre i to. Jed­nak z każ­dym ko­lej­nym za­ła­dun­kiem liczba przyj­mo­wa­nych na po­kład była co­raz mniej­sza, a na ostat­nie statki po­dobno nie wpusz­czono już żad­nej.

Od mo­rza dął prze­ni­kliwy wiatr. Ko­biety sto­jące naj­bli­żej brzegu krzy­żo­wały ra­miona na pier­siach i cia­śniej otu­lały się płasz­czami. Irene po­sta­wiła koł­nierz swo­ich ka­ra­ku­łów. Ro­zej­rzała się. Na brzegu było pełno ko­biet, ale pa­no­wała tam ci­sza.

Wiele ko­biet pa­trzą­cych te­raz na port wcze­śniej usi­ło­wało do­stać się na sta­tek. Nie­które pła­kały i krzy­czały na kei, inne pró­bo­wały prze­mó­wić do ro­zumu ofi­ce­rom sztabu albo ka­pi­ta­nom trans­por­tow­ców. Jak ar­mia nie­miecka po­ra­dzi so­bie bez pie­lę­gnia­rek, sze­fo­wych kan­tyn, ku­cha­rek i pra­czek? Jak to moż­liwe, że ta praca z dnia na dzień cał­kiem stra­ciła war­tość? Gdzie znajdą ko­goś na ich miej­sce, skąd we­zmą nowe ręce do ro­boty?

Część ko­biet z ko­lei przy­zna­wała otwar­cie, że boi się na­dej­ścia od­dzia­łów so­wiec­kich, a na­wet fiń­skich, od­kąd Fi­no­wie wy­po­wie­dzieli Niem­com so­jusz i oba na­rody zna­la­zły się po prze­ciw­nych stro­nach frontu. Co się sta­nie z pra­cu­ją­cymi dla Niem­ców Fin­kami, kiedy wpadną w łapy Ru­skich? Irene już przed Bo­żym Na­ro­dze­niem wi­działa kro­niki fil­mowe o ko­bie­tach z Nem­mers­dorf zgwał­co­nych i za­mor­do­wa­nych przez czer­wo­no­ar­mi­stów. O ta­kich rze­czach jed­nak gło­śno się nie mó­wiło.

No i był jesz­cze je­den ważny po­wód, by za­brać się z Niem­cami: część ko­biet była w za­awan­so­wa­nej ciąży. Czy to się go­dzi, żeby Kur­to­wie, Han­so­wie, Oli­ve­ro­wie i Frit­zo­wie po­rzu­cali za­ło­żone tu, na Pół­nocy, ro­dziny i ucie­kali na za­wsze do da­le­kiej Rze­szy? Nie­które pary już od kilku ład­nych lat pla­no­wały wspólną przy­szłość, chłopcy za­cho­dzili w głowę, co też matka po­wie na kan­dy­datkę na sy­nową z Ta­ival­ko­ski, kiedy po woj­nie po­jadą ra­zem do Köln.

Ciąża była dla sztabu prze­ko­nu­ją­cym ar­gu­men­tem. Brze­mien­nym wy­zna­czano miej­sca na stat­kach lub prze­wo­żono je do Oslo, gdzie miały cze­kać na dal­szy trans­port, po­nie­waż nowa oj­czy­zna po­trze­bo­wała dzieci. Resztę ko­biet od­sy­łano z kwit­kiem. Próżno było się po­wo­ły­wać na waż­ność swo­jej pracy, próżno opi­sy­wać przy­wią­za­nie do swo­jego Niemca. "Mi­łość to wy­twór cho­rego mó­zgu", uci­nał ka­pi­tan statku i roz­ka­zy­wał ma­ry­na­rzom znieść la­men­tu­jącą ko­bietę z po­wro­tem na ląd.

Jed­nak więk­szość z nich chęci wy­jazdu do Rze­szy nie ar­gu­men­to­wała mi­ło­ścią, bo do Nor­we­gii nie przy­wio­dły ich uczu­cia, lecz umie­jęt­no­ści za­wo­dowe, na które Niemcy mieli za­po­trze­bo­wa­nie, ale te wy­ja­śnie­nia nie dały żad­nej prawa wej­ścia na po­kład. Do tego upraw­niał je­dy­nie roz­py­cha­jący się w brzu­chu matki nowy oby­wa­tel Rze­szy.

W kan­ty­nie Irene sły­szała, że nie­które młod­sze pró­bo­wały wtar­gnąć na po­kład siłą. Wbie­gały z pła­czem na trap i cze­piały się re­lingu, la­men­tu­jąc, że wróg się zbliża. Na tym eta­pie wojny płacz nie ro­bił już jed­nak wra­że­nia na ni­kim; ma­ry­na­rze mieli po pro­stu wię­cej ro­boty ze zno­sze­niem ko­biet z po­wro­tem na keję. Po­dobno wrzu­cali je do ba­senu por­to­wego, a nie­liczne, któ­rym udało się ja­koś za­de­ko­wać na statku, koń­czyły na­wet za burtą. Irene nie wie­działa, czy można w te opo­wie­ści wie­rzyć. Komu by się chciało po­twier­dzać ta­kie sen­sa­cje? Cza­sem my­ślała, że te okrutne po­gło­ski roz­pusz­cza się ce­lowo. W końcu ła­twiej rzą­dzić kimś, kto się boi.

Jesz­cze ja­kiś czas temu i ona wy­obra­żała so­bie, że po­pły­nie do Nie­miec, mó­wili o tym od sa­mego po­czątku. Klaus po­szedł na roz­mowę do bez­po­śred­niego prze­ło­żo­nego, żeby wy­ba­dać grunt, ale nie do­cze­kał się żad­nej od­po­wie­dzi i wię­cej już nie pró­bo­wał. Skoro na po­kład nie we­szły na­wet te młode i brze­mienne dziew­częta, to dla­czego mie­liby za­brać ją? Poza tym Irene zu­peł­nie nie wie­działa, co mia­łaby póź­niej w tych Niem­czech ro­bić. A tu, na Pół­nocy, wojna już nie­długo się skoń­czy. I trzeba bę­dzie się zde­cy­do­wać, co da­lej, w którą stronę się udać. Tym­cza­sem jed­nak nie ro­biła nic. Nie wie­działa jesz­cze, do­kąd stąd ru­szy.

Żoł­nie­rze wcho­dzili po tra­pie na po­kład i zni­kali w cze­lu­ściach statku. Kilku zo­stało przy re­lingu i część ko­biet na brzegu wy­cią­gała szyje, pró­bu­jąc do­strzec zna­jomą twarz. Więk­szość ko­biet jed­nak nie wy­pa­try­wała ni­kogo. Niemcy na statku śmiali się i po­sy­łali im ca­łusy. Ich liebe dich. Dla nich unie­sione ręce ko­biet były je­dy­nie sen­ty­men­tal­nym ge­stem mi­ło­ści, a nie roz­pacz­li­wym wo­ła­niem o za­bra­nie na po­kład, umoż­li­wie­nie ucieczki z tego śle­pego za­ułka, do któ­rego wpę­dziła je wojna. Żoł­nie­rze nie ro­zu­mieli stra­chu, który ści­skał serca po­zo­sta­ją­cych na lą­dzie. Oni nie mu­sieli się bać, bo za nich za­wsze ktoś od­po­wiada, a ko­biety są na woj­nie zdane na sie­bie, po­lują na nie wszy­scy.

Irene nie chciało się już szu­kać twa­rzy Klausa w tłu­mie, z tej od­le­gło­ści zresztą i tak nie od­róż­ni­łaby jej od in­nych. Pew­nie roz­po­zna­łaby go po cho­dzie czy spo­so­bie trzy­ma­nia głowy, tylko co by jej z tego przy­szło. On też by jej nie zo­ba­czył, choćby na­wet wpa­dło mu do głowy szu­kać jej wzro­kiem na brzegu.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki