Życie czasami boli (wstęp)
Życie czasami boli (wstęp)
Ból jest ceną, jaką płacimy za życie.
Harold Kushner
Oto czym jest świat -?wyjawił -?mnóstwem ludzi, oceanem małych płomieni.
Każda osoba świeci własnym światłem pośród wielu innych. Nie ma dwóch
identycznych płomieni. Są płomienie duże i małe, płomienie wszystkich
kolorów. Niektórzy ludzie płoną spokojnym ogniem, nie zwracając uwagi na
wiatr, a inni ogniem szalonym, wypełniającym powietrze iskrami. Niektóre
płomienie, niepozorne, ledwie płoną, ale inne płoną z taką pasją, że nie
sposób na nie patrzeć bez mrugnięcia okiem, a każdy, kto się do nich
zbliży, rozpala się ich żarem.
Tą piękną metaforą Eduardo Galeano podsumowuje kondycję ludzką w El
libro de los abrazos (Księdze uścisków): jesteśmy płomykami; świat jest
morzem płomieni. Płoniemy w ogniu życia i serca, każdy na swój własny
sposób, własnym blaskiem, historią, rodziną, okolicznościami, osobistym
blaskiem i własnymi cieniami.
Płomień życia, który tli się w każdym człowieku, jest płomieniem
odwiecznym, przekazywanym z pokolenia na pokolenie przez rodziców. Są
oni źródłem dwóch zalążków, które z kolei tworzą coś trzeciego: jak dwa
kawałki drewna, które ocierając się o siebie, rozpalają ogień i oddają
życie swojej iskrze, pasji, ruchowi, sile, radości, smutkowi,
lojalności, zdradom i tysiącom innych rzeczy. Innymi słowy, swojej
własnej podróży. To nieuniknione, że ten mały płomień czasami zapłonie i będzie płonął, olśniewając świat, a czasami zgaśnie, targany wichrami
lub niepokojony delikatną bryzą. Nieuniknione jest nawet to, że czasami
będzie sprawiał wrażenie słabnącego lub gasnącego.
Metafora ognia jako symbolu życia i ciepła emanującego z jego wnętrza
nie jest nowa. Inne opisy przedstawiają je jako świecę, która topi się
nieubłaganie, a czas jej spalania i gaśnięcia płomienia jest mniej lub
bardziej zaprogramowany i zależy od jakości wosku, otaczającego
środowiska, a zwłaszcza powietrza. Według mitologii Parki pracują
niestrudzenie w swoim ogromnym spiżowym pałacu, na którego ścianach
ludzkie losy zapisywane są nieusuwalnymi literami. Ściany owe, niczym
grobowiec, kryją miliardy świec, i za każdym razem, gdy jedna z nich
gaśnie, ktoś umiera gdzieś, tutaj na ziemi, blisko lub daleko...
Płomień, który tli się w każdym z nas, to energia, która rozprzestrzenia
się i ogrzewa, kiedy doświadczamy radosnego, szczęśliwego i pełnego
zachwytu śpiewu życia, a kurczy się i stygnie, kiedy odczuwamy ból,
traumę, niepokój i stratę. Naprzemienne rozprzestrzenianie się i kurczenie tworzą instynktowne bicie serca, które ożywia każdego
człowieka, każdą żywą istotę, cały wszechświat. Śmiech podczas ekspansji
i płacz podczas kurczenia się. Znajduje to odzwierciedlenie w emocjonalnym i poetyckim tekście Violety Parry, który poznałem dzięki
wspaniałej wersji śpiewanej przez Mercedes Sosa:
Dziękuję życiu, które dało mi tak wiele,
dało mi śmiech i dało mi płacz,
dzięki czemu odróżniam radość od smutku,
dwa elementy, które tworzą moją pieśń
i waszą pieśń, która jest tą samą pieśnią.
Śpiewajmy więc, wznieśmy nasze głosy, zaintonujmy pieśń, która podsyca
płomień, bez względu na to, co się stanie, z godnością i miłością do
życia. Przyjmijmy również łzy oraz ból i nauczmy się nimi zarządzać,
przetrzymać je i je przyswajać. Niniejsza książka ma na celu właśnie
omówienie sposobów radzenia sobie z nieuniknionymi trudnościami,
stratami, niezadowoleniem i rozczarowaniami, których wszyscy
doświadczamy w życiu, czyli po prostu z cierpieniem. Są to chwile lub
okresy, w których płomień drży, słabnie. Wymagają od nas mądrości i egzystencjalnej wirtuozerii, dzięki którym możemy je przetrwać. Kiedy
bowiem ogarniają nas smutek i żal, życie wydaje się schodzić na dalszy
plan, a płomień, który nas napędzał, gaśnie coraz szybciej. Wówczas
jesteśmy jak ogień, który płonie bez harmonii, udręczony, cierpiący.
Czasami chorujemy. Cierpimy. A jeśli nie potrafimy odpowiednio sobie z tym poradzić, to sprawiamy cierpienie życiu, które cierpi i niepokoi się
tym, że nie potrafimy przyjąć go takim, jakim jest.
Życie czasami sprawia nam ból. Takie proste i jednoznaczne stwierdzenie
zawiera pierwsza szlachetna prawda Buddy zawarta w jego kazaniu
wygłoszonym w Benaresie. I wszyscy doświadczamy go w podobny sposób,
choć manifestuje się on na różne sposoby; może być wynikiem braku
miłości innych lub miłości własnej -?co stanowi być może jedną z największych psychicznych plag współczesnego świata. Brak prawdziwej
miłości własnej może ujawniać się przez porzucanie, zdradę, niespełnione
oczekiwania, niepodjęte ryzyko, niepodjęte działania, śmierć i straty,
przemoc i niesprawiedliwość różnego rodzaju, poczucie winy, oszustwa,
choroby oraz zdarzenia, których nie chcemy, takie jak te:
"Straciłam matkę, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką. Bardzo często
odczuwam samotność i tęsknotę, pustkę, której nic nie jest w stanie
wypełnić".
"Nie potrafię znaleźć swojej drogi zawodowej ani utrzymać się finansowo.
Czuję się niedoceniana, wykluczona z kręgu sukcesu i wstydzę się prosić
rodziców o pomoc w wieku czterdziestu lat".
"Spędzam życie w nieodpowiedniej pracy, robiąc coś, co mi się nie
podoba, i z nieodpowiednim mężczyzną, którego przestałam kochać".
"Mój mąż właśnie mnie zostawił po trzydziestu pięciu latach małżeństwa.
Nie spodziewałam się tego. Powiedział mi wprost, że zakochał się w innej, bardzo młodej kobiecie, i odszedł".
"Nie mogę zajść w ciążę. To już ósma próba! Zaczyna do mnie docierać, że
nigdy nie będę matką".
"Mój syn ma problemy w szkole i zachowuje się bardzo agresywnie".
"Nie miałem odwagi, aby podążać za kobietą, którą kochałem, a teraz jest
już za późno".
"Porzuciłem rzeźbiarstwo i stałem się kimś, kto odniósł sukces
finansowy, ale nic nie może się równać z przyjemnością, jaką sprawiało
mi kształtowanie przedmiotów. A teraz, niestety, jest już za późno".
"Zdiagnozowano u mnie białaczkę. Byłem zmęczony, więc dla pewności
poszedłem do szpitala na badania i tam nagle usłyszałem diagnozę:
białaczka szpikowa. W jednej chwili moje dotychczasowe życie legło w gruzach".
"Partnerka źle mnie traktuje. Od dawna chcę się z nią rozstać, ale nie
mam odwagi".
"Nasz syn zginął potrącony przez pociąg w wieku trzynastu lat. Radość
opuściła nas na zawsze".
"Przez pewien czas brałem narkotyki i źle się prowadziłem, znęcałem się
nad córkami fizycznie i emocjonalnie. Teraz przejrzałem na oczy, widzę
to i chcę umrzeć".
"Byliśmy bardzo podekscytowani podróżą na Daleki Wschód. Nigdy nie
wyobrażaliśmy sobie, co nas spotka. Padliśmy ofiarą porwania, które
sprawiło, że poczuliśmy się całkowicie bezradni i bezbronni. Baliśmy
się, że nas zabiją. Na szczęście po tygodniu nas uwolniono, ale po tym
wydarzeniu nie jesteśmy już tacy sami: nadal zmagamy się z depresją i stale towarzyszy nam poczucie niepewności".
Ten zbiór przykładów ludzkiego cierpienia zaczerpnąłem z prawdziwych
historii, które usłyszałem podczas mojej pracy psychoterapeutycznej.
Kiedy my, profesjonaliści zajmujący się pomaganiem innym, pytamy ludzi,
którzy do nas przychodzą, co sprawia im ból w życiu, ich odpowiedzi są w gruncie rzeczy podobne: niespełniona miłość, utracona lub zerwana więź,
przemoc, której doświadczyli lub której byli świadkami, niezrealizowany
projekt, nieprzyjęty dar lub miłość, przed którą tchórzliwie uciekli,
pustka lub brak poczucia sensu itp. Wszystkie te kwestie dotyczą
wielkich spraw, które pojawiają się w trakcie naszej życiowej podróży.
Te, z którymi wszyscy w taki czy inny sposób musimy się zmierzyć i które
można symbolicznie przedstawić poprzez seksualność, wrota i symbol
wszelkiej kreatywności i ekspansji, oraz poprzez śmierć, która jest
jednocześnie wrotami i symbolem wszelkiego zamknięcia i końca. Te
wielkie kwestie omówimy szczegółowo w innym rozdziale.
Krzywe linie
Krzywe linie
Być może wszystko, co straszne, w swojej najgłębszej istocie jest
jedynie czymś bezbronnym, co potrzebuje naszej miłości.
R.M. Rilke
Niektórzy przypisują św. Teresie słynne zdanie: "Bóg pisze prosto
krzywymi liniami". Krzywa linia odnosi się do bolesnych,
niesprawiedliwych, okrutnych wydarzeń, które z ludzkiego punktu widzenia
są niewątpliwie straszne. "Boże, dlaczego, dlaczego, dlaczego...?" Wiele
razy słyszałem to bolesne, mroczne, gniewne lub przepełnione żalem
"dlaczego?", zwłaszcza od osób, którym towarzyszyłem podczas terapii,
pogrążonych w czarnej otchłani rozpaczy i tęsknym poszukiwaniu nadziei.
Straszne "dlaczego?", bez odpowiedzi, instynktownie wznoszone do
abstrakcyjnej idei, pełne wiary, że ktoś tam jest. Kierowane do idei
eterycznego Boga zamieszkującego miejsce, w którym rozbrzmiewa odległe
echo cudu istnienia, mitu, tajemnicy, transcendencji, tego, co
niepojęte. Czy Bóg pisze krzywymi literami? Czy w ogóle pisze? Bez
wątpienia różne rzeczy się zdarzają; rzeczywistość nie zawsze
podporządkowuje się naszym pragnieniom. Wydaje się raczej, że Bóg pisze
przypadkowym ołówkiem, pozbawionym uczuć, miłości, sprawiedliwości, a nawet sensu. Spinoza powiedział: "Przez rzeczywistość i doskonałość
rozumiem to samo", co jest trudne do zaakceptowania dla nas, zwykłych
ludzi, którzy mają wystarczająco dużo na głowie, aby pogodzić się z codziennością.
Bóg nie powinien ani pasować do naszego wyobrażenia o Nim, ani też
dopasowywać się do atrybutów, którymi chcemy Go obdarzyć; być może nie
jest zbyt poruszony, gdy kierujemy do Niego modlitwy, ani też nie czuje
się reprezentowany, gdy toczymy jedną lub tysiąc wojen w Jego imieniu.
Boga nie znajdziemy na kartach Pisma Świętego, niezależnie od wyznania.
Bardziej związane z Bogiem może być co najwyżej to natchnienie, którym
takie księgi czasami emanują, wskazując, gdzie naprawdę mieszka boskość,
coś, co wszyscy intuicyjnie możemy przeczuwać. "Litera zabija, ale duch
ożywia" -?mówi fragment Biblii, co oznacza, że nie w gramatyce,
opowieściach czy zapisanych prawach znajdziemy życie duchowe.
Być może Bóg nie ma nic wspólnego z tym, co myślimy, nie da się go
opisać ani ogarnąć umysłem. Być może Bóg jest po prostu tym, czym jest,
tak jak życie jest po prostu życiem, tak jak wszystko jest tym, czym
jest... Być może Spinoza ma rację i Bóg jest rzeczywistością samą w sobie,
doskonałą w każdej chwili; lub doskonale niedoskonałą, opierającą się na
sobie samej, bez krzywych linii, nawet jeśli czasami nam się takie
wydaje, nawet jeśli czasami tak bardzo boli i może być odbierana jako
tak niesprawiedliwa. Niektórzy twierdzą, że sprawiedliwość jest wytworem
ludzkiego umysłu, a nie natury ani rzeczywistości. Jednakże człowiek i jego świat również zostały stworzone przez naturę i to właśnie natura
zrodziła w nas pojęcie sprawiedliwości i doświadczenie tego, co słuszne.
Krzywe linie, zmartwienia, problemy, przeciwności losu. Kto ich szuka?
Kto ich pragnie? Nie lubimy cierpieć, uciekamy od trudności, ból wydaje
nam się wręcz niemoralny, ale z drugiej strony, w jakiś dziwny sposób,
udaje się, że wszyscy potrzebujemy, aby jakiś aspekt lub fragment
naszego życia szwankował w pewnych momentach, zmuszając nas do rozwoju.
Komfortowe życie nas usypia. Mityczna podróż życia każdego człowieka
wymaga przeszkód oraz ego, które od czasu do czasu pogrąża się wraz ze
swoimi aspiracjami w bagnie przyszłości, tak abyśmy, wynurzając się z błota, stali się bardziej wolni i mądrzejsi. Musimy przeciskać się przez
wąskie przejścia, doświadczać bodźców, przeżywać komplikacje, które nas
motywują, zmuszają do działania i wyrywają z naszej strefy komfortu.
Wymagają od nas pójścia w nieznane. Wsłuchujemy się w głos naszej
wewnętrznej misji, aby zrealizować ją w świecie. Większość ludzi z łatwością dostrzega, iż przynajmniej jedna dziedzina ich życia jest
złożona, trudna, frustrująca lub wymagająca: związek, rodzice, zdrowie,
praca, pieniądze, dzieci, własny charakter, niektóre emocje. To nasze
konie bojowe!
Doświadczanie trudności może więc być dla nas bardzo przydatne. Być może
nie pragniemy ich, ale ich potrzebujemy. Przy odrobinie szczęścia
sprawią, że staniemy się bardziej pokorni i ludzcy: osłabią nasze ego i nauczą nas, że w gruncie rzeczy nie jesteśmy tym, w co inwestujemy lub z czym się identyfikujemy. Kiedy nie łamią nas ani nie niszczą, sprawiają,
że stajemy się silniejsi. Jak ujął to Nietzsche: "Co nas nie zabije, to
nas wzmocni". Trudności zmuszają nas do uruchomienia zasobów,
dojrzewania, rezygnacji ze starych postulatów, zmiany
zdezaktualizowanych poglądów na świat lub na samych siebie. Wszystko
przemija i bardzo często zostajemy zepchnięci ze starej kanapy, na
której się usadowiliśmy, co stanowi niejako zaproszenie do wykonania
kolejnego kroku naprzód. Witaj, życie!
Trudności motywują nas do tworzenia i działania. Kierują naszą energię
ku przyszłości. Kiedy otaczająca nas rzeczywistość nam się nie podoba i pragniemy ją zmienić, pojawia się w nas nieodparta chęć do działania.
Dobra energia zawsze kieruje się ku przyszłości, ku temu, co przynosi
każda chwila. Natomiast kiedy grzęźniemy w tym, co nas boli, nasza
energia kieruje się ku przeszłości, a wtedy problemy przestają być
twórcze i paraliżują nas. W przyszłości energia napędza działania,
generuje zasoby, pozwala wypracować tolerancję na trudności, a w najlepszym przypadku rozwija mądrość; dzięki temu zasiewamy nadzieję,
niezbędny składnik dobrego życia.
Kiedy byłem młody i naiwny, wierzyłem, że jeśli będę się bardzo starał i dużo pracował, pewnego dnia wszystkie trudności i problemy po prostu
znikną. Dzisiaj wiem, że wraz z upływem czasu stają się one częstsze i poważniejsze, ale na szczęście jesteśmy już bardziej doświadczeni,
dzięki czemu możemy podchodzić do nich z pewnym dystansem: nasza
zdolność do radzenia sobie z trudnościami wzrasta wraz z wiekiem i lepszym poznaniem siebie. Żyjemy bardziej osadzeni w teraźniejszości i w naszym wnętrzu. Nie wynika to z rezygnacji ani bierności, ale z procesu
akceptacji rzeczywistości. Nie oznacza to wcale słabnięcia czy ulegania
łatwemu konformizmowi; zgoda na życie nie ma nic wspólnego z biernością.
Podaję przykład: jeśli powiedziano ci, że twoje dziecko jest bardzo
chore, głupotą byłoby stwierdzić: "Akceptuję tę rzeczywistość i zobaczymy, co się wydarzy". Oczywiście, że nie! Akceptujesz tę
rzeczywistość i jednocześnie akceptujesz to, że rzeczywistość wymaga od
ciebie podjęcia działań, takich jak zabranie dziecka do szpitala lub
znalezienie dobrego specjalisty w danej dziedzinie. Jeśli któregoś dnia
usłyszymy diagnozę poważnej choroby, z pewnością będziemy się bać lub
odczuwać złość. To normalne, tak to działa. Także te uczucia trzeba
zaakceptować. Ostatecznie jednak musimy się zgodzić, że taka jest
obecnie rzeczywistość: jesteś chory. I zaczniesz działać, aby się
wyleczyć, jeśli to możliwe, lub -?jeśli nie ma innego wyjścia -?aby jak
najlepiej przeżyć ten czas, który nam pozostał.
Pogodzenie się oznacza zatem akceptację trudności, które przynosi życie,
bez rezygnowania z możliwości, jakie nam ono daje; to traktowanie ich
jako części życia, umożliwiającej wprowadzanie zmian lub łagodzenie
tego, co nas dotyka lub sprawia ból. Każdy z nas w pewnym momencie
doświadcza trudności, ale ci, którzy nie tracą czasu na toczenie bojów z rzeczywistością, zazwyczaj znacznie skuteczniej radzą sobie z problemami. Natomiast ci, którzy skupiają się na narzekaniu, poczuciu
krzywdy, gniewie, katastrofizmie lub innym statycznym nastawieniu, tracą
całą skuteczność, marnują energię i pogrążają się w cierpieniu.
Rozumiem, że nie zawsze łatwo jest pogodzić się z rzeczywistością lub
celebrować postawę świętego czy wielkiego "tak" dla życia, a tym
bardziej robić to spontanicznie, chociaż być może ta afirmacyjna siła
jest najbardziej spontanicznym składnikiem, jaki istnieje w głębi
naszego serca, wolnym od skazy, od której się odcięliśmy. Nie znam
nikogo tak światłego, by odczuwał absolutną, stałą i natychmiastową
wdzięczność za wszystko, co się dzieje lub co mu się przydarza, chociaż
niektórzy są dość bliscy takiej postawie życiowej. Jednak wszyscy zawsze
podążamy ścieżką tych, którzy muszą nauczyć się akceptacji.
Niech linie ścieżek naszego życia będą po prostu liniami, a ślady, jakie
pozostawiamy, niech będą godne, bez względu na to, czy owe linie były
lub są proste czy kręte, ponieważ są to kategorie małego umysłu, który
ocenia, ale nie wielkiej doskonałości, jaką jest rzeczywistość, której
fundamentem jest ona sama i to, czym jest, taka jaka jest. Jak? Tańcząc.
Kiedy? Teraz. Gdzie? Tutaj.
Wielkie sprawy
Wielkie sprawy
O, życie, życie, cudowny czas, który przechodzi od sprzeczności do
sprzeczności, czasami tak zły, tak trudny, tak powolny, a potem nagle
rozpościerający skrzydła o niewyobrażalnej rozpiętości, niczym anioł: o,
niewytłumaczalny, o, czas życia.
Czy wśród wszystkich istnień, które odważyły się na wielkość, może
istnieć inne, bardziej żarliwe i śmiałe? Opieramy się na własnych
ograniczeniach, ucząc się czegoś, co nie sposób poznać.
R.M. Rilke
Życie jest konkretnym wyrazem sacrum, cennym darem, pożyczką na czas
określony, ale zazwyczaj nie jest to droga usłana różami i nie zawsze
przebiega harmonijnie. Ścieżka, którą każdy z nas podąża, jest usiana
ważnymi sprawami, z którymi nieuchronnie musimy się zmierzyć:
wyzwaniami, przeznaczeniem, zadaniami, procesami i egzystencjalnymi
wahaniami. Oto niektóre z najważniejszych:
Korzenie: pytania, które poruszają nas do głębi. Skąd pochodzimy? Kim
byli nasi przodkowie? Jakie było ich życie? Jacy byli i jak
postępowali? Mowa tu o rodzinie w szerokim i wielopokoleniowym
znaczeniu, biografii naszych przodków, drzewie genealogicznym
poprzedzającym nas, o naszych przodkach i rodzicach. Korzenie są dla
nas niezwykle ważne, a co za tym idzie, musimy z jednej strony przyjąć
dary od naszych przodków, a z drugiej -?pogodzić się z rysami i ranami
na naszym drzewie genealogicznym. Równowagę w relacjach z rodzicami i wszystkimi innymi osiągniemy dopiero wtedy, gdy zdołamy wyleczyć rany,
które powstały lub nadal się utrzymują, tak aby mogły stać się dla nas
źródłem siły, zamiast być ciężkim brzemieniem.
Seksualność: ta wielka siła, która otwiera wrota życia i łączy nas z rządzącymi nim siłami wyższymi. W sferze seksualności pojawiają się
tematy związane z partnerem i więziami miłości i erotyzmu, byłymi
partnerami, miłością i brakiem miłości, radością i zdradą, związkami i rozstaniami itp. A następnie coś tak istotnego jak macierzyństwo,
ojcostwo lub też ich brak, w ramach których przekazujemy lub nie to,
co nam zostało przekazane. Czy będziemy rodzicami, czy też nie?
Braterstwo i świadomość braterstwa na świecie, przyjaźń, praca, sukces
i porażka (cokolwiek to słowo oznacza dla każdego z nas w kontekście
naszego potencjału do rozwoju), sukcesy i porażki (i jak nie zatracić
siebie w żadnej z tych sytuacji) itp.
Przemoc we wszystkich jej przejawach, w tym nierówność i rywalizacja,
zawsze obecne i uśpione wśród ludzi. Przemoc, czasami traumatyczna,
taka jak wykorzystywanie i gwałty, wojny i okrucieństwa, która
brutalnie uderza w naszą kruchą godność i szarpie za struny duszy.
Choroba, która przypomina o naszych ograniczeniach, oraz zdrowie,
które staramy się zachować. Samotność, która zachęca nas do stawiania
jej czoła, a nawet czerpania z niej radości, ponieważ, jak powiedział
Pascal, "Wszystkie nieszczęścia człowieka wynikają z tego, że nie
potrafi on spokojnie siedzieć sam w pokoju". Nie należy jej jednak
mylić z wycofaniem, tak przyjemnym dla tych, którzy wykazują skłonność
do uciekania przed światem i tworzenia własnych granic, dystansowania
się wobec innych. Samotność, na którą zasługujemy i którą powinniśmy
umieć przeżywać, nie jest tym samym co izolacja, tak daleka od naszej
natury ssaków, a zatem nienaturalna i straszliwa, powodująca
cierpienie, w którym ludzie więdną.
Śmierć, wielka i suwerenna -?która wraz z seksualnością stanowi drugą
potężną siłę, zdolną ugasić wszystkie ognie, które zostały rozpalone.
Śmierć własna i śmierć bliskich zmusza nas do wzrastania i osiągania
niewyobrażalnych wcześniej granic oddania i pokory, a często prowadzi
nas dalej, ku innemu wielkiemu horyzontowi: horyzontowi tajemnicy i tego, co niepojęte, horyzontowi nieskończoności, której nie sposób
objąć rozumem.
Jak możemy zauważyć, prawie wszystkie wymienione tematy to kwestie
związane z relacjami międzyludzkimi, w których wydarzenia dotyczą
konkretnych osób: rodziców, dzieci, partnerów lub byłych partnerów,
rodzeństwa, dalszej rodziny, przyjaciół, nas samych itp. Inne to tematy,
przed którymi drży całe nasze jestestwo: seksualność, śmierć, miłość,
transcendencja, samotność, poczucie tożsamości, choroba, przemoc,
niesprawiedliwość. Możemy je określić jako uniwersalne kwestie
emocjonalne lub egzystencjalne, ponieważ w taki czy inny sposób dotyczą
one nas wszystkich. Nie da się na przykład całkowicie pominąć lub w żaden sposób nie kierować własnym życiem emocjonalnym i seksualnym. Nie
możemy uniknąć podejmowania decyzji dotyczących więzi emocjonalnych lub
ich braku; zawarcia małżeństwa lub pozostania w stanie wolnym, bycia w związku lub samotności, posiadania dzieci lub ich braku. Nie możemy
uciec przed chorobą lub śmiercią bliskich nam osób ani przed własną
śmiercią. Nie możemy zatrzymać życia, nawet jeśli w pewnym momencie
bardzo tego pragniemy. Niektórzy odbierają sobie życie, ale nawet oni
nie mogą uniknąć dokonywania wyboru pomiędzy życiem a śmiercią.
Życie nie jest łatwe ani proste, ale bez wątpienia jest interesujące.
Przy odrobinie szczęścia możemy sprawić, że będzie przez większość czasu
radosne i piękne (pomaga w tym dojrzałość, dzięki której uczymy się
"czuć się dobrze" nawet wtedy, gdy wieje niekorzystny wiatr); jeśli mamy
jeszcze więcej szczęścia i włożymy w to odpowiednio dużo wysiłku, możemy
przekształcić życie w pokryte patyną dzieło sztuki. Do tego jednak
musimy wykorzystać całą paletę egzystencjalnych barw, włącznie z ochrami, odcieniami zimnymi i ciemnymi, a nie tylko tymi żywymi,
słodkimi lub ciepłymi, które rozgrzewają nasze serca. Musimy umieć
zaakceptować wszystko, co się dzieje, nawet jeśli czasami przybiera
formę przeciwności losu, trudności lub nieprzyjemności. Aby to osiągnąć,
musimy dostroić się do nieprzemijającego nośnika wszystkich form
ekspresji i odzwierciedlenia życia: świadomości.
Jednym z pierwszych ważnych tematów związanych z podróżą życia są nasze
korzenie, pochodzenie i przeszłość, a także potrzeba zrozumienia tego,
co się wydarzyło i co do dziś nas wzmacnia lub osłabia. Związane z tym
pytania dotyczą tego, kim jestem, skąd pochodzę i czy żyję w harmonii z tymi, którzy byli przede mną, czyli rodzicami i przodkami, którzy,
mówiąc obrazowo, przylegają do podeszew naszych stóp lub trzymają nas za
plecy, przekazując nam swoją siłę. Ta harmonia lub jej brak sprawia, że
nasz chód ma taki lub inny styl, że kulejemy lub czujemy się stabilni i pewni siebie. Nasze drzewo genealogiczne jest źródłem siły i błogosławieństw, które rzutują na przyszłość, a my jesteśmy jednym z jego sukcesów. Jest ono również źródłem bólu i cierpienia, które często
przejawia się jako dziedzictwo egzystencjalnych ciężarów i scenariuszy
cierpienia, prób, którym jesteśmy poddawani i którym musimy sprostać,
aby cieszyć się lepszym życiem i ofiarować owoce wyzwolenia naszym
przodkom i potomkom jako najlepszy prezent, jaki możemy im dać.
W trakcie całej podróży życia przewija się seksualność jako siła potężna
i odurzająca. Zaczynamy interesować się nie tylko tymi, którzy żyli
przed nami, ale także tymi, którzy idą obok nas. Powoli przestajemy
skupiać się na pionowej strukturze drzewa genealogicznego, aby skierować
naszą uwagę na płaszczyznę poziomą, poszukując innych drzew
genealogicznych, z którymi możemy się skrzyżować. I chociaż pewien
stopień horyzontalności występuje również między rodzeństwem, prawdziwa
więź oparta na równości powstaje z osobami niespokrewnionymi, zwłaszcza
z partnerem: znaczącą osobą spoza rodziny pochodzenia. W tym momencie
pojawia się nowy dylemat egzystencjalny: czy powinniśmy angażować się w problemy i korzyści płynące z życia w związkach miłosnych, niezależnie
od ich formy, czy też wybrać problemy i zalety wynikające z ich braku? W gruncie rzeczy przedstawiam nieco sztuczny dylemat: w praktyce bowiem
pragnienie miłości i seksualność są tak silne, że w ten czy inny sposób
zawsze pakujemy się w kłopoty.
Związek dwojga ludzi to wyjątkowa przestrzeń, w której otwieramy serca,
nawiązujemy relacje, tworzymy nowe więzi, a nawet nowe życie, narażamy
się na ból i ryzykujemy wiele ważnych rzeczy. Doświadczając życia w związku, często odczuwamy najbardziej nieoczekiwane lęki i pragnienia, a stare konflikty i wzorce z naszej historii rodzinnej i emocjonalnej
nierzadko wybuchają, zachęcając nas do ponownego przeanalizowania
nierozwiązanych spraw z przeszłości. Związek dwojga ludzi jawi się zatem
jako jedna z najbardziej znaczących i głębokich więzi w życiu, obok
więzi z rodzicami, dziećmi, rodzeństwem i dziadkami (kwestie te
poruszyłem w książce W rytmie relacji. O sztuce budowania więzi, które
łączą serca i umysły).
Następnie pojawiają się inne pytania, a raczej kwestie, którymi musimy
się zająć, zwłaszcza dotyczące dzieci. Posiadanie potomstwa stanowi
ogromne wyzwanie dla rodziców, którzy angażują się we wszystko, co
dotyczy życia nowo przybyłego na świat człowieka, i dostosowują się do
rytmu dawania i opieki nad życiem: rytmu, który sam w sobie jest
naprawdę wielki. Każde dziecko jest przeznaczeniem, które rodzice
przyjmują na zawsze. Istnieje jednak druga, równie ważna opcja, czyli
nieposiadanie dzieci, czy to z powodu osobistej decyzji, którą trzeba
podjąć, czy też w efekcie nieubłaganego przeznaczenia, któremu trzeba
się podporządkować.
Pojawiają się również inne kwestie, takie jak przyjaźń lub jej smutne
przeciwieństwo, czyli wrogość. Jednym z najpiękniejszych spotkań w życiu
jest spotkanie z ludźmi, którzy zajmują ważne miejsce w naszym sercu,
jak przyjaciele, partnerzy, współpracownicy lub sojusznicy; ludzie, z którymi jesteśmy w stanie wspólnie tworzyć, poruszać tryby i koła, które
zabierają nas we właściwe miejsca i przyczyniają się do osiągania
dobrych rezultatów.
Jakże cudownie jest spotkać się wśród tak wielu zmiennych, światów i przestrzeni, wzajemnie się wzbogacać lub wspólnie doskonalić i upiększać
nasze wspólne życie! Jeśli przypadkowe spotkanie naszej matki i ojca,
którego jesteśmy owocem, jest już samo w sobie cudem, to doświadczenie
błogosławieństwa spotkania z ludźmi, którzy stają się dla nas ważni -
niezależnie od tego, czy jest ono dziełem przypadku, czy też owocem
naszego pragnienia -?wzmacnia nas, sprawia, że dorastamy i wydajemy
owoce.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki