Potwarz - Anton Czechow
3.49 zł
2.86 zł
(1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Nauczyciel kaligrafji Sergjusz Kapitonycz Achiniejew wyprawiał wesele swej córce, którą wydawał za nauczyciela historji i geografji Iwana Piotrowicza Łoszadzinych. Bawiono się ochoczo - wszystko szło, jak po maśle. W salonie śpiewano, grano, tańczono. Po pokojach biegali, jak opętani, wypożyczeni w klubie lokaje w czarnych frakach i białych, zabrudzonych krawatach. Panowała wrzawa i gwar. Nauczyciel matematyki Tarantułow, Francuz Pasdequoi i młodszy rewizor izby kontroli Mzda, siedząc koło siebie na sofie, opowiadali gościom wypadki, jakto składano w grobie żywych ludzi, śpiesząc się i przerywając sobie wzajemnie, ponadto zaś wypowiadali swoje opinje o spirytyzmie. Żaden z nich nie wierzył w spirytyzm, ale wszyscy się zgadzali, że istnieją na świecie rzeczy, których nigdy nie zgłębi rozum ludzki. W drugim pokoju nauczyciel literatury Dodonski tłumaczył gościom, w jakich razach żołnierz, stojący na warcie, ma prawo strzelać do przechodniów. Rozmowy, jak widać, były straszne, lecz przyjemne. Przez okna z podwórza zaglądali ludzie, nie mający prawa wejść do środka ze względu na swą sytuację społeczną.
Punktualnie o północy gospodarz klasowy Achiniejew poszedł do kuchni przekonać się, czy wszystko już gotowe do kolacji. Kuchnia od podłogi do sufitu zapełniona była dymem, z którym mieszały się wonie pieczonych gęsi i kaczek oraz wiele innych. Na dwóch stołach rozstawione, porozkładane były w artystycznym nieładzie różne zakąski i napoje. Przy stołach krzątała się kucharka Marfa, czerwona baba z podwójnym brzuchem. - Pokażno mi jesiotra! - powiedział Achiniejew, zacierając ręce i oblizując się. - Co za zapach! co za miazmat! - Chciałoby się całą kuchnię zjeść! No, pokażże jesiotra! Marfa zbliżyła się do jednej z ławek i ostrożnie uniosła zatłuszczony arkusz gazety. Pod tym arkuszem na ogromnym półmisku leżał jesiotr w galarecie, upstrzony kaparami, oliwkami i marchewką. Achiniejew spojrzał na jesiotra i osłupiał z zachwytu. Twarz mu się rozjaśniła, oczy zaiskrzyły. Nachylił się i wydał wargami dźwięk nieposmarowanego koła. Postawszy chwilkę, strzepnął palcami i jeszcze raz cmoknął wargami. - Ba! dźwięk płomiennego pocałunku!... - Z kim się tak całujesz, Marfo? - ozwał się głos z sąsiedniego pokoju i we drzwiach ukazała się strzyżona głowa pomocnika gospodarza klasowego Wańkina. - Z kim to? A-a-a - bardzo przyjemnie! Z Sergjuszem Kapitonyczem. Dobry starzec, niema co mówić! Z płcią nadobną t?te-a-t?te. - Ja się wcale nie całuję - zmieszał się Achiniejew - kto ci to powiedział, durniu? Ja tylko tego... wargami cmoknąłem... z zadowolenia... na widok ryby... - Gadaj zdrów!