Potrzeba obecności - Marek Kaczmarzyk

Kup ebooka

39.00 zł
31.20 zł (28,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa wydawcy

Po co rodzicowi neurobiologia?

Inspiracją do powstania tej książki były pytania, jakie sami chcieliśmy zadać profesorowi Kaczmarzykowi jako rodzice czwórki małych dzieci. Dlaczego jednak pytać neurobiologa o sprawy związane z wychowaniem? Czy warto zwracać się do naukowca, który uprzedza, że nie udziela żadnych porad? Marek Kaczmarzyk często rozpoczyna swoje spotkania i wykłady od jasnej deklaracji:

Nie jestem "specjalistą" gotowym rozwiązać Twoje takie czy inne problemy. Nie mam ani jednej złotej rady.

Profesor rzeczywiście nie udziela porad. Zamiast nich daje wiedzę. A kiedy wiemy, jakie przyczyny stoją za tymi zachowaniami naszych dzieci, które wydają nam się trudne, łatwiej nam zareagować w odpowiedni sposób.

Zapytaliśmy Marka Kaczmarzyka o te kwestie, które w naszym odczuciu najczęściej niepokoją rodziców małych dzieci. Dlaczego moje dziecko chce jeść tylko suche bułki? Czy to dlatego, że gotuję niewłaściwe rzeczy lub nie zachęcam go w odpowiedni sposób? Od jednych specjalistów słyszymy, że dziecko jak najwcześniej powinno spać osobno, od innych - że najlepiej jest, jeśli jak najdłużej je nosimy, przytulamy i śpimy razem. Kto ma słuszność? Skąd biorą się tak zwane fazy buntu małego dziecka? Czy jako rodzic mogę coś zrobić, żeby ich uniknąć? Nasi znajomi już uczą swojego dwulatka drugiego języka, czy my też powinniśmy?

Okazuje się, że wiedza o tym, co dzieje się w mózgu dziecka w tym okresie i dlaczego ewolucja ukształtowała go w taki właśnie sposób, wyjaśnia bardzo wiele. Być może Marek Kaczmarzyk nie oferuje podręcznego zestawu rozwiązań palących problemów, ale informacje, którymi się dzieli, pozwalają nam zachować spokój. Dzięki nim w wielu sytuacjach możemy się uwolnić od presji lub poczucia, że coś robimy nie tak. A kiedy stajemy w obliczu trudnych zachowań naszych dzieci, łatwiej nam zareagować z miłością.

W 2020 roku wydaliśmy książkę Marka Kaczmarzyka Strefa napięć. Historia naturalna konfliktu z nastolatkiem. Książka została bardzo dobrze przyjęta i otrzymaliśmy o niej mnóstwo pozytywnych opinii. Rodzice i nauczyciele mówili, że jest bardzo pomocna, otwiera oczy i że żałują, że nie wiedzieli tych rzeczy wcześniej.

Teraz postanowiliśmy zapytać profesora Kaczmarzyka o wczesne dzieciństwo. O to, co neurobiologia mówi nam o pierwszych czterech - pięciu latach życia.

Początkowo chcieliśmy przygotować ten materiał w formie kursu online do słuchania. Zaprosiliśmy Marka Kaczmarzyka do studia, zadaliśmy mu pytania i nagraliśmy odpowiedzi.

Tak powstał kurs online: Neurobiologia malucha: Jak wspierać rozwój Twojego dziecka? Pytania i odpowiedzi ułożyły się w spójną całość, zawierającą najważniejsze informacje dotyczące tego okresu rozwoju. Kiedy materiał był gotowy, wspólnie uznaliśmy, że warto zamknąć go również w wersji książkowej.

Dlatego oddajemy w Wasze ręce dwie rzeczy: kurs online i uzupełniającą go książkę. Kurs to wersja skondensowana, składająca się z kilku lub kilkunastominutowych lekcji, do słuchania w dowolnym momencie. Przygotowaliśmy go z myślą szczególnie o tych rodzicach małych dzieci, którym trudno jest znaleźć czas na to, by spokojnie usiąść z książką (dobrze wiemy, jak to jest). Jeśli jesteś nim zainteresowany, wejdź na www.neurobiologiamalucha.pl lub zeskanuj kod QR zamieszczony na okładce.

Książka omawia te same tematy w sposób rozwinięty i pogłębiony. Docenią ją zapewne Ci z Was, którzy lepiej przyswajają wiedzę, czytając, i lubią wracać do zaznaczonych fragmentów.

Możesz korzystać z tych treści w obu formach lub zdecydować się na jedną z nich. Niezależnie od tego, co wybierzesz, wierzę, że ten materiał będzie dla Ciebie bardzo pomocny.

W dziecku drzemie ogromny potencjał. Może ono rozwinąć wszystkie kompetencje, jakie zdolne jest posiadać istota ludzka. Liczymy, że ten materiał pomoże Ci w dwóch rzeczach: we wspieraniu dziecka w tym, by rozwinęło swój potencjał, oraz w reagowaniu ze spokojem i miłością w tych chwilach, które są dla nas rodziców trudne.

Aleksander Baj

Wydawnictwo Element

Gliwice, 3 stycznia 2025 r.

W grupie siła

Istoty, które wtedy funkcjonowały, a stały się naszymi przodkami, weszły na drogę bardzo specyficznego rozwoju ośrodkowego układu nerwowego. Ich mózgi zaczęły gwałtownie rosnąć. Oczywiście nie w czasie życia pojedynczego człowieka. Chodzi o powolny, ale konsekwentny wzrost mózgu u przedstawicieli kolejnych pokoleń. Dlaczego mózgi zaczęły rosnąć? Wszystko wskazuje na to, że przyczyną jest nasza skrajna grupolubność. Sprzyjało nam łączenie się w grupy, a w ich obrębie coraz intensywniej wymienialiśmy informacje. I co ciekawe, były to przede wszystkim informacje na temat nas samych i naszego społecznego otoczenia. Grupy owych pierwotnych stworzeń, a później już konkretnie ludzi (tu już mówimy o ostatnich 300 tysiącach lat), nie były duże. Prawdopodobnie reprezentanci naszego gatunku zaczynali od grup około 150-osobowych i w takich realiach przebiegało całe ich życie. Żeby funkcjonować w takiej grupie jako przedstawiciele gatunku społecznego, najistotniejszym rodzajem informacji są te dotyczące drugiego człowieka: kto, z kim, dlaczego i po co. To one są nam potrzebne, pozwalają przeżyć i szukać dla siebie optymalnej pozycji w grupie. Okazuje się, że aby taki właśnie rodzaj danych przetworzyć, niezbędny jest bardzo złożony system, czyli duży mózg. I to był powód, dla którego stopniowo mózgi naszych przodków rosły. Innymi słowy: wzrost mózgu to efekt coraz większej złożoności informacji wymienianej pomiędzy ludźmi i ich aktywności społecznej. Duże mózgi dawały nam szansę na bardziej różnorodne zależności społeczne, to zaś wymagało wciąż coraz większych mózgów. I tak zamknęło się koło wzajemnych zależności, do czego jeszcze przyczynił się dobór naturalny. Od samego początku byliśmy silni w rozumieniu przystosowawczym, ponieważ kompetencje pojedynczej osoby nie były nigdy granicą jej możliwości. Taki paradoks: Granice moich możliwości nie są granicami moich kompetencji.

Jeżeli zastanawiamy się, w jaki sposób podnieść swoje kompetencje, to odpowiedź jest prosta. Gdy czegoś nie wiem bądź nie umiem, to powinienem sięgnąć po zasoby bibliotek czy internetu i się nauczyć. W ten sposób rozbuduję swoje możliwości, zwiększając kompetencje. Nic bardziej oczywistego. Ale w gatunku, którym jesteśmy, gatunku społecznym, istnieje jeszcze drugie rozwiązanie, które okazało się kluczowe dla naszych ewolucyjnych sukcesów. Jeżeli ja czegoś nie potrafię zrobić albo czegoś nie wiem, to mogę poprosić o pomoc kogoś, kto wie i potrafi. Dzięki temu granice moich kompetencji nie muszą być granicą tego, co mogę. Pod jednym wszakże warunkiem: że potrafię pytać, lubię pytać, inni lubią, kiedy o coś pytam, i również sam lubię odpowiadać. To zawsze sprzyjało człowiekowi. Mam na myśli również początek naszej drogi życiowej, czyli rozwój dziecka od urodzenia do czwartego - piątego roku życia. Ten etap jest najistotniejszy ze względu na pewien zbiór kompetencji, które nabywamy najwcześniej. Z perspektywy neurobiologicznej wrażliwość mózgu w tej fazie rozwoju jest ogromna.

Wszyscy jesteśmy wcześniakami

Wzrost wielkości mózgu miał kłopotliwe konsekwencje związane z momentem przyjścia człowieka na świat. Dla ssaka przyjście na świat, czyli urodzenie się, oznacza, mówiąc kolokwialnie, przeciśnięcie się przez kanał rodny matki. W przypadku naszego gatunku jest on dość wąski.

Ponadto jeszcze środowisko, w jakim rozwijaliśmy się przez ostatnich kilka milionów lat (zwłaszcza stepowienie Afryki), spowodowało, że nasi przodkowie zmienili sposób poruszania się. Staliśmy się dwunożni. Dało nam to oczywiście możliwość szybszego przemieszczania się i uwolniło dłonie, które w efekcie stawały się coraz sprawniejsze (obecnie u człowieka motoryka mała jest bardzo istotna). Ale wpłynęło również mocno na budowę naszych miednic. W konsekwencji otwór rodny kobiet stał się mniejszy niż u naszych czworonożnych przodkiń. I w tym kontekście pomyślmy o naszej najważniejszej adaptacji, czyli złożoności i wielkości układu nerwowego. Powstaje sprzeczność interesów między matką a dzieckiem, które ona musi urodzić. Duży mózg to wspaniała sprawa, dzięki niemu zyskaliśmy relacjność i to wszystko, co stawiało nas w uprzywilejowanej sytuacji. Ale sprawia spory kłopot związany właśnie z porodem. Duży mózg to duża głowa, co oznacza problemy okołourodzeniowe. Nasi przodkowie weszli na drogę, która mogła się dla nas skończyć naprawdę fatalnie. Mózgi ludzkich dzieci stały się tak duże, że urodzenie dziecka w momencie, kiedy to powinno nastąpić (czyli na właściwym etapie rozwoju), okazało się niemożliwe. Nasze dzieci nie mogą się rodzić z mózgami tak "dokończonymi" jak inne naczelne, na przykład szympansy. Gdyby miało się tak dziać, to główka dziecka byłaby zbyt wielka, żeby urodzenie było możliwe.

Istnieją algorytmy, które pozwalają obliczyć, jak długo powinna trwać ciąża u człowieka, by w momencie przyjścia na świat mózg dziecka był w pełni rozwinięty. W pełni, czyli w takim stopniu jak mózgi innych ssaków naczelnych. Okazuje się, że gdyby tak miało być, to potrzebowalibyśmy jeszcze 12 miesięcy przebywania w łonach swoich matek. A to oznacza, że ciąża ludzka powinna trwać nie 9, lecz 21 miesięcy.

Nietrudno sobie wyobrazić, że drobny organizm kobiety praktycznie nie mógłby przetrwać tak długiej ciąży . Jest ona możliwa u największych kręgowców lądowych, na przykład słoni, ale te przy swojej masie mają z czego "inwestować" w proces. Ponadto na końcu tej trudnej, 21-miesięcznej ciąży byłaby jeszcze konieczność urodzenia dużego dziecka (o masie, wzroście i wielkości główki jak u tego, które właśnie kończy pierwszy rok życia). Skutek oczywisty: nieuchronna śmierć i matki, i noworodka.

Oznacza to, że nasze dzieci, by mieć szansę na przetrwanie, muszą się urodzić przedwcześnie, zanim ich główki staną się zbyt duże. I to jest klucz do zrozumienia tego, o czym będzie mowa. Dlaczego wrażliwość mózgów ludzkich po urodzeniu jest tak duża, niespotykana w świecie zwierząt? Właśnie dlatego, że rodzimy się przed czasem. Konieczny okazał się kompromis pomiędzy interesami matki i dziecka. W interesie matki jest to, żeby dziecko rodziło się na tyle wcześnie, by poród był możliwy. Z kolei interes dziecka, fizjologiczno-rozwojowy, polega na tym, by urodzić się na tyle późno, żeby mózg był w stanie pełnić chociaż podstawowe funkcje niezbędne do przetrwania poza organizmem matki. No i tym kompromisem jest właśnie 9-miesięczna ciąża. Przychodzimy na świat z mózgiem, który jest jeszcze w stanie płodowym.