Prolog
Legendy nigdy nie umierają
Niektórzy mieszkańcy niewielkiej irlandzkiej wioski Ballymadun byli przesądni, przynajmniej tak mówili ci, którzy zatrzymywali się w okolicznym zajeździe. Niedaleko działał lokalny uzdrowiciel, a opuszczone budynki i otoczone drzewami dróżki od zawsze były pełne tajemnic. Ciemne bory, podobnie jak zimne mury, często stanowiły źródło mrocznych opowieści o zjawach i duchach, które krążyły po okolicach, nie wiedząc, że nie żyją lub domagając się rozwiązania zagadki ich tragicznej śmierci.
Dlatego ludzie wierzyli w życie pozagrobowe? Bali się, że ich starania nie będą miały sensu, jeśli po drugiej stronie nie ma nic?
Rzeczy nie zawsze są tym, czym się wydają, zaś ludzki umysł jest niezwykły. Widzi to, co chce widzieć. Może stać się ofiarą przesądów i wierzeń. To właśnie w nim rozpoczyna się cały proces myślowy, dlatego trzeba być bardzo czujnym - bowiem każde działanie człowieka pozostawia po sobie ślad.
Problem rodzi się wtedy, gdy większość ludzi nie wierzy w to, w co wierzysz ty, nawet jeśli mówisz prawdę, bo nie masz na to żadnych dowodów poza przeczuciem.
I nie jesteś jeszcze dorosłym.
Piętnastoletnia dziewczyna postanowiła wybrać boczną dróżkę, wiodącą przez pole uprawne, by skrócić sobie drogę do domu. Jej ciemne, rubinowe włosy związane w dwie niewielkie kitki rozwiewał wiatr, gdy raz po raz oglądała się za siebie, jadąc na rowerze. Szara bluza była teraz pokryta nie tylko mnóstwem naszywek i przypinek, ale też liśćmi z okolicznych drzew, których gałęzie niemal dotykały ziemi. Dziewczyna zaciągnęła kaptur z powrotem, chcąc uniknąć okaleczenia przez wystające ze wszystkich stron badyle. Kątem oka zerknęła na swoje przetarte już jeansowe spodnie. Do nich również coś się przyczepiło.
Było późne, wrześniowe popołudnie. Otoczona drzewami i krzewami ścieżka prowadziła ją do wyjazdu na asfaltową drogę, skąd niedaleko do rodzinnego domu.
Gdy przejeżdżała obok opuszczonej stodoły jakiegoś rolnika, światełko umocowane na przedzie jej roweru zaczęło nieznacznie migać.
Naszło ją dziwne przeczucie. Wzdrygnęła się, czując nagły chłód. Dostała gęsiej skórki. Chwilę później chłód zamienił się w mrowienie, które rozeszło się po całym jej ciele, jakby coś ją naelektryzowało. Przed jej oczami pojawiły się niewielkie punkty przypominające promienie światła rozchodzące się we wszystkie strony. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Odetchnęła lekko, chcąc się uspokoić.
Gdy mocniej nacisnęła na pedał, spadł jej łańcuch. Przeklęła pod nosem i zsiadła z roweru. Postawiła go na nóżce, nakładając łańcuch na koło zębate. Kilkanaście sekund później otarła ubrudzone smarem dłonie o swoje spodnie i wstała z przysiadu.
Jej uwagę przykuł sprzęt, który był oparty o drzewo zaledwie kilka metrów dalej. Nie wyglądał na zardzewiały ani tym bardziej zepsuty. W koszyku z przodu leżały pojedyncze gazety i listy.
Nagle dziewczyna zdała sobie sprawę, że zna ten rower - należał do miejscowego listonosza, Griffina.
Usłyszała trzask, jak gdyby tuż nad nią zaczęła się łamać gałąź. Piętnastolatka uniosła głowę, widząc coś kołyszącego się nad siodłem znalezionego roweru.
Buty. Nogi. Tułów.
Wzrok dziewczyny zatrzymał się na tym, co zwisało z gałęzi.
Tym, co kiedyś było żywe, a teraz...
Teraz było po prostu trupem.
Piętnastolatka krzyknęła głośno, po czym wycofała się i potknęła, upadając plecami na przewrócony rower. Podniosła go i wskoczyła na siedzenie, rozpędzając się. Wyjeżdżając na drogę, niemal wpadła pod samochód. Pędziła z taką szybkością, że zaskoczony kierowca zastanawiał się, czy nie minął jakiegoś motocyklisty.
Dziewczyna porzuciła rower na własnym podwórku, biegnąc do domu. Potknęła się na schodach, rozbijając sobie kolano, lecz nie zatrzymała się. Drżącymi dłońmi chwyciła za klamkę, wpadając na korytarz. Ślizgając się po podłodze, dostała się do kuchni, w której stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, pilnujący gotujących się ziemniaków. W jego piwnych oczach błysnął cień irytacji, gdy piętnastolatka zaczęła go ciągnąć za rękaw.
- Co ty wyprawiasz?
- Griffin! - wrzasnęła płaczliwym tonem.
Mężczyzna pochylił się nad nią i złapał za jej ramiona, próbując ją uspokoić.
- Reagan! - Podniósł głos. - Opanuj się i powiedz mi, co się stało.
- Na drzewie... - dukała, pociągając nosem. - Lina... wisi...
- Trup?
Piętnastolatka pokiwała głową tak szybko, że jej włosy były w jeszcze większym nieładzie, niż dotychczas.
- Zaprowadź mnie tam - powiedział sucho mężczyzna, prostując się.
- Nie, nie chcę tam wracać!
Mężczyzna westchnął, wycierając dłonie o wilgotną ścierkę.
- Reagan, posłuchaj mnie. Po prostu pokaż mi to miejsce - kontynuował spokojnym tonem. - Nie możemy tego tak zostawić. Pomyśl o innych.
Dziewczyna pociągnęła nosem, pocierając oczy. Jej spojrzenie wyrażało już nie strach, a gniew.
Zawsze musiała myśleć o innych.
Ona i ojciec wyszli z domu, kierując się w stronę lasku.
*
Jakiś czas później na miejscu zjawiły się odpowiednie służby. Jeden z funkcjonariuszy przeprowadził z Reagan i jej ojcem rozmowę. Dziewczyna opowiedziała mu o wszystkim, co wiedziała. Policjant pokiwał głową i uśmiechnął się do niej tak, jakby to miało jej dodać otuchy.
Ciało samobójcy, którym był czterdziestoletni mieszkaniec wioski, Griffin, wpakowano do ciemnego worka. Reagan usiadła w karetce, gdzie podano jej środki uspokajające. Ojciec dziewczyny, Logan Colmán, nie potrzebował leków. Jak na człowieka, który niedawno wpatrywał się w zmarłego, był w doskonałej formie.
Dziewczyna uniosła głowę. To oczywiste, że jej ojca to nie poruszalo. Widok krwi nie był mu obcy, w końcu wychował się na wsi. Przyzwyczaił się do niektórych rzeczy. Miał silny charakter. Musiał mieć.
Dziewczyna mogła sobie wyobrazić, co powiedzą ludzie, którzy wierzyli, że jeśli w noc narodzin Reagan znajomemu rolnikowi skradziono bydło - był to zły omen dla całej wioski.
Ta droga jest przeklęta. Biada temu, kto znajdzie się na niej po zmroku.
Na terenie ich wioski do samobójstwa doszło już wcześniej. Kilka lat temu powiesił się dozorca opuszczonej przez właściciela posiadłości, co wzmogło przekonanie mieszkańców o tym, że miejsce jest nawiedzone.
Ale Griffin? Reagan nie znała pogodniejszej osoby niż on. Pamiętała burzę jego kasztanowych włosów i jasnozielone oczy, w których zawsze dało się zauważyć błysk radości, gdy przyjeżdżał do wioski, przekazując pocztę jej mieszkańcom.
Co popchnęło go do samobójstwa? I dlaczego właśnie ona go znalazła?
Reagan podeszła do ojca, który wciąż stał przy drzewie, gdzie funkcjonariusze dokonywali niezbędnych oględzin miejsca.
- Tato?
Mężczyzna odwrócił się w jej stronę.
- Dobrze, że twojej mamy nie ma w domu.
Reagan zmrużyła oczy, gniewnie wpatrując się w ziemię.
Wszystkie dzieciaki z okolicy wytykały ją palcem tylko dlatego, że kilka miesięcy wcześniej jej matka nieomal się zabiła, skacząc z okna. Kobietę uratowało to, że wylądowała w ogródku, który sama pielęgnowała - a nie na skałach, które postawiono obok. Połamała się nieco, ale przeżyła.
Mówiła, że musiała strzec pewnego sekretu, ale ktoś go odkrył i zaczął za nią podążać, nie dając jej spokoju. Słyszała głos mówiący jej, że umrze, jeśli nie ucieknie. Lekarze stwierdzili, że choruje na schizofrenię. Zaczęła brać leki. Potrafiła żyć wśród ludzi, jednak dla całej rodziny było to bardzo ciężkie - tak ciężkie, że tuż po próbie samobójczej ojciec Reagan stał się dziwnie zamknięty w sobie i bardziej naburmuszony niż dotychczas, a dwaj starsi bracia dziewczyny, Keith i Desmond, postanowili wyprowadzić się z domu. Przez chorobę matki wszystko się posypało.
Dziewczyna nie chciała skończyć tak, jak ona.
- Wracajmy - powiedział Colmán, łapiąc córkę za rękę.
Reagan uścisnęła jego dłoń. Mimo zażycia leków wciąż się trzęsła.
- Tato... Wiem, co mówią lekarze, ale... Jak sądzisz, dlaczego mama jest chora?
- Już o tym rozmawialiśmy - odparł mężczyzna, ciągnąc ją za sobą. - Ma paranoję.
Niedawno matka Reagan znów znalazła się w szpitalu pod obserwacją. Nie chciała wracać do domu. Powtarzała, że słyszy nękający ją głos, że ktoś chce zabić ją i jej rodzinę. Głos mówił jej, że ma uciekać, ale ona nie wiedziała, czy ma mu wierzyć. Te słowa przerażały Reagan do tego stopnia, że miała wątpliwości, czy odwiedziny matki w szpitalu to dobry pomysł.
Słysząc szelest, obejrzała się za siebie. Wśród gałęzi coś zamigotało nieznacznie - coś, co było podobne do znikającego cienia człowieka przechadzającego się po ścieżce, tylko że ten cień przypominał bardziej poruszającą się energię świetlną niż żywą istotę.
Ślad urywał się w głębi lasku, dokładnie tam, gdzie Reagan odnalazła ciało.
Mrugnęła kilka razy. Leki, które jej podano, miały dziwne skutki uboczne.
Rozdział 4
Cisza przed burzą
Późnym wieczorem Aiden siedział na kanapie z Russelem, przerzucając strony książki. W pewnym momencie uniósł wzrok, wpatrując się w sufit. Wsłuchiwał się w krople deszczu uderzające o parapet. Za oknem paliły się światła latarni, ukazując mu miasto schowane za jesienną mgłą. Mieszkańcy pootwierali swoje parasole, omijając liście leżące na chodnikach i kałuże, w których znikały ich odbicia.
Ci, którzy mogli żyć spokojnie, często zamartwiali się na zapas, myśląc o tym, co będą robić za kilka lat, chociaż następnego dnia mogli się zwyczajnie nie obudzić. Aiden nie musiał myśleć o śmierci, by wiedzieć, że jest nieuchronna.
Gdy on i Tori znaleźli się na pogrzebie Bruce'a, po raz kolejny widział, jak bardzo ludzie zapominają żyć naprawdę. Wpatrując się w wiązanki kwiatów i smutne wyrazy twarzy bliskich Bruce'owi osób, między innymi jego starych przyjaciół - Liama i Rose, chłopak zrozumiał wiele o człowieczych uczuciach. Im dłużej wpatrywał się w aury ludzi, tym więcej widział. Zawsze żałował, że śmiertelnicy często nie mają możliwości zrozumienia swoich emocji, przez co dochodzi między nimi do kłótni. Nie rozmawiają ze sobą, nie mają odwagi, boją się zadać pytanie, którego wcześniej nie zadali, boją się mówić o swoich prawdziwych uczuciach...
Aiden pamiętał, że kilka lat temu sam miał podobny problem i gdyby nie pojawienie się Trójcy Zagłady, być może on i Tori nigdy nie byliby razem. Czy pojawienie się Emila, Jeremy'ego i Nicholasa miało ich czegoś nauczyć? Jakkolwiek nazwałby tę sytuację - przeznaczeniem czy przypadkiem - był wdzięczny, że do niej doszło.
Hunter ściągnął okulary z nosa i przetarł smugę, która pojawiła się na szkłach. Zanim zdążył je założyć, zobaczył, jak Russel zeskakuje na podłogę, biegnąc w stronę drzwi. Chwilę później dało się usłyszeć, jak ktoś przekręca klucze w zamku. Pies zaszczekał kilka razy. Aiden uśmiechnął się pod nosem, gdy w korytarzu rozległ się znajomy głos.
Chłopak założył okulary i wyszedł z pokoju, opierając się o framugę drzwi.
Tori postawił zakupy na podłodze i ściągnął buty, które od kilku dni musiał czyścić ze względu na błoto, jakie znajdowało się dosłownie wszędzie przez wrześniowe deszcze.
- Śmierdzisz psem - rzucił Hunter na powitanie.
- Spodziewałem się buziaka, nie plaskacza - odparł Tori, zerkając na niego z ukosa.
Aiden roześmiał się, słysząc to. Pewne rzeczy wcale się nie zmieniły. Zanim wziął zakupy z podłogi, pocałował swojego chłopaka, po czym zaniósł torby do kuchni, rozkładając wszystko do odpowiednich szafek i lodówki.
- Jak minął dzień? - spytał Tori, przeciągając się.
- Mieliśmy ze studentami wypad do biblioteki. Wiesz, jak ciężko bronić nauki, która próbuje udowodnić, że nie ma Zaświatów? Czuję się, jakbym zaprzeczał sam sobie.
- Hej, to nie jest takie złe. Przynajmniej ludzie nie będą myśleli, że mają w domu ducha, jeśli tak naprawdę dojdzie do zaczadzenia ich mieszkania. Objawy są podobne.
- Udaje im się logicznie podejść do niektórych spraw - zgodził się Aiden, chowając warzywa do wiklinowego koszyka.
- Á propos logicznego podejścia... Słyszałeś o tym, co stało się w okolicach wioski Ballymadun?
Aiden odwrócił się w stronę Toriego w milczeniu.
- Czyli nie słyszałeś - westchnął Sinclair, siadając przy stole z jabłkiem w dłoni. - Dzisiaj w gabinecie pojawiła się jakaś kobieta z kotem. Była tak zafascynowana tymi wydarzeniami, że mi je opowiedziała.
Aiden usiadł naprzeciwko Toriego z kubkiem gorącej herbaty w dłoni.
- Kilkanaście dni temu jakaś dziewczyna znalazła trupa w lesie - kontynuował Tori, obracając nadgryzione jabłko. - Nie pierwszy przypadek, kiedy ktoś z okolic się powiesił. Ta kobieta powiedziała, że to zdarzyło się już wcześniej, ale nie zagłębiała się w szczegóły.
- O rany - jęknął Aiden, wpatrując się w parę ulatującą z kubka. - Co z tą dziewczyną?
- Pytałem o nią, ale moja rozmówczyni tylko wzruszyła ramionami, jakby wcale się nią nie przejęła. Mieszkańcy wioski wiedzieli, że okolice lasku są przeklęte, więc nikt nie powinien się zapuszczać na tę drogę po zmroku i młoda o tym wiedziała.
Hunter milczał przez dłuższą chwilę.
- Nie podoba mi się to - powiedział nagle, odkładając pusty już kubek na bok.
- Mnie też. Dostałem gęsiej skórki, gdy babka mi to opowiadała.
- Nie o tym mówię, Tori - ciągnął Aiden, zerkając na chłopaka. - Nasze światy się przeplatają. Niektórzy mówią o przypadku, inni o synchroniczności. Czasem, by rozwiązać zagadkę Zaświatów, potrzeba żywych ludzi.
- Wydaje mi się, że sam ci to kiedyś mówiłem.
- Bo mówiłeś. I miałeś rację - wyjaśnił Hunter. - Emil tylko mnie w tym utwierdził. Te okolice mogą być przeklęte ze względu na demoniczne działanie.
- Mam nadzieję, że chodzi o bezpośrednie działanie ludzi, nikogo więcej - rzucił Tori, kończąc jabłko. - Byłoby dziwne, gdyby dziewczyna została wplątana w sprawę, którą ciężko byłoby rozwiązać, nie mówiąc o tym mężczyźnie.
Aiden posmutniał. Było wiele powodów, dla których człowiek mógł targnąć się na swoje życie. Czasem chodziło o osobiste sprawy, innym razem o jakieś powiązania z innymi ludźmi. Homo homini lupus est. O tym zdążył się przekonać nie jeden raz.
- Niepotrzebnie ci powiedziałem - wtrącił Tori po dłuższej chwili ciszy. - Od czasów naszego spotkania z Trójcą masz tendencję do zbytniego przejmowania się. Teraz będziesz się martwił.
Aiden złapał go za rękę.
- Tori, to nie jest twoja wina. Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś.
- Naprawdę?
- Tak, teraz będę mógł to zbadać.
- Aiden, jak słowo daję, co ty chcesz badać?
Hunter uśmiechnął się do niego, jakby to miało być odpowiedzią na zadane mu pytanie. Tori prychnął pod nosem z dezaprobatą.
- Nie pojadę tam bez ciebie - zapewnił go Aiden, wstając od stołu.
Tori powinien się uspokoić po tych słowach, ale to wcale nie nastąpiło.
Russel zajrzał do swojej miski i szczeknął z wyrzutem, kładąc łapę na kolanie chłopaka.
- Już idę, głodomorze.
Sinclair zaprowadził psa do miski, by nasypać mu karmy.
Aiden wyciągnął telefon z kieszeni, poszukując informacji na temat wioski. Szukał czegokolwiek na temat samobójcy, ale poza podstawowymi notkami, mówiącymi o tajemnicy śledztwa, niczego konkretnego nie znalazł.
To chyba jeden z najdziwniejszych przypadków, z jakimi chłopak miał do czynienia, nie licząc historii Mairi, z którą musiał się zmierzyć ponad dwa lata temu.
Pokręcił głową z niedowierzaniem i włożył telefon z powrotem do kieszeni. Powinien przygotować literaturę na następne zajęcia.
Wyszedł z kuchni, gasząc za sobą światło.
Rozdział 5
Diabeł tkwi w szczegółach
Minęło kilka ziemskich dni, odkąd Bruce znalazł się na Dachu Świata. Mężczyzna zdążył już odwiedzić najważniejsze dla Jeremy'ego osoby i przystosować się do wiecznego życia. Od jakiegoś czasu uczestniczył w koncertach Anielskiej Filharmonii, pracując nad niektórymi instrumentami i pomagając młodym adeptom w ich naprawie.
Jeremy cieszył się, że jego dziadek odnalazł swoje miejsce. Wyszedł z Filharmonii, widząc czekającego na niego Emila.
- Stało się coś?
Strażnik Dusz skinął dłonią, by ten podążył za nim. Mieli stawić się w budynku Katedry, by porozmawiać z jej członkami na temat osądów, jakimi powinni się zajmować jako Trójca Zagłady.
Nicholas stał przed gmachem, z niecierpliwością wpatrując się w domofon. Gdy zauważył przyjaciół, wcisnął odpowiedni guzik, chcąc skontaktować się z Petrosem.
Dziekan odebrał połączenie, ukazując się chłopcom w postaci hologramu.
- Jesteście wreszcie. Jego Magnificencja już czeka.
Wkrótce Trójca Zagłady znalazła się przed gabinetem Sędziego Richarda. Spojrzeli po sobie z niepokojem. W końcu Emil odważył się zapukać. Udzielono im zgody na wejście.
Jego Magnificencja siedział przy biurku, przeglądając raport z ostatniego sądu. Chłopcy stanęli przed ladą w milczeniu.
- Jak wiecie, prawda zawsze wychodzi na jaw, jednak czasem Zło jest tak silne, że ukrywa ją pod płaszczem kłamstw, oszukując ludzi - odezwał się Sędzia Richard. - Śmiertelnicy są bardzo podatni na to, co złe, chociaż nie lubią tego przyznawać. A wszystko zaczęło się od Wielkiego Buntu.
Emil założył ręce na piersi. Doskonale wiedział, o czym mowa.
- Niedawno sądziłem pewnego człowieka, który ponoć odebrał sobie życie. Zdecydowałem się umieścić go w Nod - wyjaśnił Sędzia. - Ale zrobił się dziwny bałagan w ziemskiej dokumentacji, dlatego chcę, żebyście udali się w okolice tego zdarzenia i zbadali jego przebieg oraz upewnili się, że sprawa została zamknięta. Coś mi w niej nie pasuje.
Strażnik Dusz skinął głową, podobnie jak Instygator i Obrońca.
- Nie róbcie nic poza tym. Nie chcemy zaburzać porządku międzyświatowego. Możemy dawać wskazówki, nie rozwiązania - zaznaczył Sędzia, biorąc w dłoń złote pióro.
- Wasza Magnificencjo, jeśli można... - zagaił Nicholas. - Skąd mamy wiedzieć, który Strażnik sprowadził tu tego nieszczęśnika?
Jego Magnificencja zawiesił pióro nad pergaminem, spoglądając na niego zza okularów.
- Jesteście Trójcą Zagłady, sami się tego dowiedzcie. Wszystkie informacje na temat tej sprawy znajdziecie w Archiwum. Możecie odejść.
Trójca Zagłady wyszła z gabinetu Jego Magnificencji, stając w korytarzu. Nie zastanawiali się, czemu Sędzia nie udzielił im jednoznacznej odpowiedzi - rozdzielił pracę pomiędzy dusze, ponieważ miał na głowie to, co w czasie i poza czasem, ciężko więc było wciąż pamiętać o każdej drobnej sprawie pochodzącej ze świata śmiertelników. Pomocnicy jednak, chociaż wyjątkowi, nie byli doskonali, więc zdarzało się im popełniać błędy, stąd bajzel w dokumentacji.
- Nie było mowy o otwierających się portalach, więc to musi być coś ziemskiego - rzucił Nicholas, zerkając na Emila.
- Ludzie czyniący zło? To norma.
- Wolałbym, żeby to była rzadkość - mruknął Obrońca.
- Musimy dowiedzieć się, kto sprowadził tego samobójcę - zaznaczył Jeremy, sprowadzając ich na ziemię. - Dzięki temu poznamy okoliczności jego śmierci i dotrzemy w odpowiednie miejsce.
- Dobry pomysł - poparł go Emil. - Sprawdzę to w Urzędzie Wezwań.
Trójca Zagłady wyszła na dziedziniec budynku Katedry, skąd bocznymi ścieżkami mogli przedostać się do Urzędu Wezwań.
Gmach przypominał ten, w którym znajdował się Wydział Próśb, Skarg i Zażaleń. Po przejściu przez park chłopcy znaleźli się przed nowoczesną kamienicą. Weszli do środka, rozglądając się dokoła. Wszędzie kręcili się Strażnicy Dusz, niosąc pod pachami jakieś teczki i dokumenty. W miejscu było tak tłoczno, że nie było nawet gdzie usiąść. Nic dziwnego, skoro na Ziemi cały czas ktoś rodził się i umierał, a byli to ludzie - zresztą, nie tylko ludzie - w różnym wieku.
W końcu Emilowi udało się dopchać do punktu informacji i pokazać dokument od Jego Magnificencji. Kobieta siedząca za ladą podała mu odpowiedni katalog.
- Sprawdźmy - zaczął Emil, wertując księgę.
- I kto to? - spytał Jeremy, zaglądając mu przez ramię.
- Hmm... Zdaje się, że wysłali tam Ritę.
- No to na co czekamy? Chodźmy z nią porozmawiać - powiedział Nicholas.
Emil zamknął księgę, oddając ją kobiecie.
*
Strażnik Dusz, Instygator i Obrońca znaleźli się w Akademii Spiritum, gdzie Rita wciąż uczyła się pod przewodnictwem Dyrektora Fíordy, pomagając mu z nowymi adeptami.
Emil zawsze sądził, że po śmierci nikt już się nie zmienia, ale ostatnie wydarzenia z jego udziałem przekonały go, jak bardzo się mylił. Rita również się zmieniła. Teraz posiadała włosy spięte w warkocz. Wciąż kręciła się po szkole w standardowym mundurku, jednak miała na sobie specjalną koszulę z herbem Akademii, która świadczyła o jej statusie mentorki.
Widząc przybyłych, Rita zdematerializowała swoje ostrza i kazała młodym adeptom odpocząć. Uśmiechnęła się lekko, unosząc dłoń w geście powitania.
- Czemu zawdzięczam tę wizytę, Trójco Zagłady?
- Pamiętasz człowieka, którego niedawno sprowadziłaś? - spytał Emil.
- Wiesz, ilu ich było? - zaśmiała się dziewczyna, poprawiając włosy. - Muszę to sprawdzić w swoim notesie - dodała, wyciągając zeszyt ze swojej torby. - Ziemski zeszły tydzień?
Emil skinął głową, a dziewczyna pokazała mu numer sprawy, przy której znajdowały się ziemskie i duchowe imię.
- Dość niefortunny wypadek. Znalazła go jakaś młoda śmiertelniczka, ale jej duchowego imienia nie zdążyłam ustalić. Zresztą, tę sprawę już zamknięto i orzeczono, że to było samobójstwo.
- Wcale mnie to nie dziwi - rzucił Jeremy.
- Wiesz, jak działają śmiertelnicy. Apologeti mówił o tym wiele razy. Czekajcie, jak się to nazywa? Transcendentna potrzeba domknięcia poznawczego?
Nicholas skinął głową.
- Ludzie nie lubią czegoś nie wiedzieć, więc albo sobie to dopowiedzą, albo wezmą na taśmę pierwsze lepsze rozwiązanie. Nieliczni będą grzebać w sprawie bardzo, bardzo długo.
- Nas też to czeka - westchnął Emil, zakładając ręce na piersi.
- Im szybciej zaczniemy, tym lepiej. Wielkie dzięki, Rita - podsumował Nicholas z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. Wpadnijcie kiedyś na zajęcia. Zobaczycie, jak uczę dzieciaków walki. I tym razem to ja skopię duszę wam!
- Chciałabyś - prychnął Instygator.
Rita pokręciła głową z szelmowskim uśmiechem, po czym zmaterializowała swoje ostrza i wróciła na boisko.
*
Trójca Zagłady wylądowała w Archiwum, gdzie mogła się dostać do akt mężczyzny i dowiedzieć się, z jakiego miejsca pochodził.
- Zawsze zastanawiało mnie, że przekaz informacji odbywała się w dwie strony, ale ucina się, jeśli chodzi o materię śmiertelników - zauważył Jeremy, gdy Nicholas i Emil przerzucali strony kartoteki samobójcy.
- Co masz na myśli?
- No wiecie... Na Ziemi długo czegoś nie wiedzą, chociaż Jego Magnificencja wie wszystko. Pewnych rzeczy nie wiedzą nawet Pan Jay czy Gary, nie mówiąc już o nas.
- To wyjaśnia, dlaczego Sędzia nie daje gotowych odpowiedzi ani nam, ani ludziom - odparł Emil, spisując z kartoteki najważniejsze informacje. - Zasada Wolnej Woli. Plus porządek międzyświatowy.
- Ale śmiertelnicy i tak dowiadują się pewnych rzeczy od Demonów - wtrącił Nicholas, zakładając ręce na piersi. - Owszem, niektóre śmiertelne media to pic na wodę i fotomontaż, ale inni pracują na zlecenie. To brzmi jakby Zło pomagało ludziom...
- Zło nie pomaga - zaznaczył Jeremy. - Wszystko ma swoją cenę. Zapłata przychodzi prędzej czy później.
Strażnik Dusz spojrzał na Instygatora. Ostatnie doświadczenia wiele go nauczyły.
- Okay, pospieszmy się, obiecałem Alissie i Arnoldowi, że pojawimy się na ich koncercie.
- Ty coś obiecałeś? - zdziwił się Nicholas.
- Mój dziadek też chciał to zobaczyć - dodał Jeremy.
- Dobrze, dobrze, zrozumiałem was - zaśmiał się Nicholas. - Zróbmy, co mamy do zrobienia i wracajmy.
Emil i Jeremy skinęli głowami, po czym ruszyli w stronę drzwi.
Rozdział 6
Oświecenie
Reagan nie chciała wracać do szkoły po tym, co ostatnio wydarzyło się w placówce. Miała bowiem rację, że ktoś zechce na nią donieść i usadzić ją na dywaniku u dyrektorki. Dlatego zdziwiła się, gdy kobieta nie powiadomiła ojca o zajściu, lecz postanowiła wysłać dziewczynę do szkolnego psychologa, który znał sprawę jej matki.
Mężczyzna uznał, że Reagan jest przerażona ostatnimi wydarzeniami - jego uwadze nie umknęły cienie pod jej oczami i ogólne złe samopoczucie - uznał, że odnalezienie samobójcy źle wpłynęło na jej psychikę.
Colmán była w szoku, gdy ukarany został jej napastnik i jego dziewczyna, a ona sama została skierowana na konsultacje.
- Wiem, że nie posiadasz żadnego paralizatora - oznajmił psycholog, zakreślając coś w swoim notatniku. - Jednak jeśli następnym razem ktoś będzie się z ciebie naśmiewał lub groził ci, zgłoś to mnie.
Dziewczyna skinęła głową, wychodząc z jego pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, zastanawiając się, o co chodziło z tym całym paralizatorem i ile razy musiała powtarzać, że nie stać ją na taki sprzęt, poza tym, nie miała prawa go używać. Ci ludzie byli nienormalni.
Pokręciła głową z niedowierzaniem, poprawiając plecak na swoim ramieniu.
Gdy weszła do klasy na lekcję angielskiego, zdała sobie sprawę, że niektórzy dziwnie się na nią patrzą, jakby się jej bali. Byli to głównie znajomi dziewczyny, która napadła na nią razem ze swoim chłopakiem, chociaż ta wcale nie uczęszczała na te zajęcia z Reagan. Widocznie plotki już się rozeszły.
Colmán usiadła w tylnej ławce, osłaniając się książkami. Miała zająć się czytaniem, jednak na blacie jej stolika wylądowała jakaś zgnieciona kartka. Piętnastolatka rozwinęła ją.
Mogę się dosiąść?
Reagan uniosła głowę, zastanawiając się, kto wysłał jej tę wiadomość. Zauważyła, że dziewczyna o jasnych włosach spiętych w warkocz na boku głowy, która dotychczas siedziała w ławce po jej prawej stronie, wpatrywała się w nią.
Reagan wiedziała tylko, że Abigail lubiła teorie spiskowe. Była zafascynowana tajemniczymi, często niewyjaśnionymi zdarzeniami, właśnie takie rzeczy opisywała w szkolnej gazetce, którą Reagan brała w dłoń zawsze, gdy tylko nadarzyła się okazja - najczęściej po to, żeby przeczytać artykuły pisane przez Abigail.
Zaraz. Jeśli przyszłej dziennikarce śledczej chodziło właśnie o nią, Colmán miała już odpowiedź. Nabazgrała ją na kartce i podsunęła dziewczynie.
NIE.
Abigail odpisała po drugiej stronie. Reagan wzięła notkę w dłoń, czytając to, co się na niej znajdowało.
Nawet nie wiesz, o co chciałam zapytać.
Odpowiedź pojawiła się niemal od razu.
Jeśli szukasz rozgłosu, to ci nie pomogę.
Ich rozmowę na kartkach zeszytu przerwał nauczyciel, który wszedł do klasy, by rozpocząć zajęcia. Reagan zasłoniła się książką, ignorując jakiekolwiek znaki od Abigail.
*
Lekcja skończyła się nieco szybciej, ponieważ nauczyciel musiał odebrać telefon. Wszyscy uczniowie wyskoczyli z klasy, idąc w stronę stołówki. Reagan nie znosiła siedzieć na sali razem z tłumem obserwujących ją ludzi, więc wyciągnęła przygotowany przez siebie obiad z plecaka, po czym usiadła na ławce w pustym korytarzu.
Był pusty dopóty, dopóki Abigail nie postanowiła się dosiąść.
- Możemy porozmawiać?
- Nie - ucięła Reagan, odsuwając się od niej.
- Ray...
Colmán zaksztusiła się jedzeniem, słysząc, jak dziewczyna zdrobniła jej imię.
Promień światła[1].
- Chusteczkę? - zagaiła Abigail, gdy Reagan ocierała sobie nos.
- Nie trzeba. Słuchaj, ja naprawdę nie mam ochoty...
- Czy możesz mnie posłuchać chociaż przez chwilę? - zirytowała się dziewczyna, kładąc jej palec na ustach, by ją uciszyć.
Reagan wpatrywała się w nią ze zdziwieniem, nie wiedząc nawet, że się zarumieniła.
- Okay. To mówię. Wtedy w szatni, gdy dotłukłaś temu chłopakowi - kontynuowała Abigail, zaciskając pięści z emocji - to było świetne!
- Wiem, byłam tam - ucięła Colmán, przeżuwając przygotowany wcześniej obiad.
- Tak jak ja! Nauczysz mnie bronić się w ten sposób?
Reagan spojrzała na nią ze zdziwieniem i przełknęła to, co miała w ustach.
- Bronić?
Abigail skinęła głową, zaciskając pięści z emocji.
- Chcę znać chociaż teorię. No wiesz, w razie wypadku.
- To naprawdę zły pomysł - mruknęła Reagan, chowając puste już pudełko do plecaka. - Załatw sobie ochroniarza.
- Nie chcę ochroniarza, potrzebuję kogoś takiego jak ty!
Jak na dziewczynę w tym samym wieku, co ona, Abigail była wyjątkowo bezpośrednia. Reagan zaczęła się zastanawiać, o co jej naprawdę chodzi.
- No dobra, a co ty właściwie chcesz robić?
- Prześledzić historię tej przeklętej leśnej drogi i posiadłości. Wiesz, jej poprzedni dozorca popełnił samobójstwo, teraz podobny los spotkał miejscowego listonosza - wyjaśniła Abigail po chwili wahania. - Wszystko w tych okolicach! Nie wydaje ci się to dziwne?
Słysząc to, Reagan gniewnie zmrużyła oczy. Zawsze, gdy sądziła, że ktoś chce ją poznać bliżej, okazywało się, że chodzi tylko o interesy.
Światło na korytarzu znów zamrugało. Tym razem jednak dziewczyna zwróciła na to uwagę.
Redaktor Danilecki & Lindemann
Korektor Julia Lindemann
Ilustrator J.D. & E.S.
Projektant okładki Claudia Katherine
? Joaquín Danilecki, 2019
? J.D. & E.S., ilustracje, 2019
? Claudia Katherine, projekt okładki, 2019
Wracając do domu przez las, Reagan Colmán odnajduje ciało wisielca. Niebawem przerażona dziewczyna odkrywa w sobie zdolność elektrokinezy. Chcąc dowiedzieć się, jak pozbyć się niechcianego daru, Reagan planuje spotkać się z Aidenem Hunterem, lokalnym badaczem anomalii. Może też liczyć na pomoc Abigail, miłośniczniki niewyjaśnionych spraw kryminalnych.?
W międzyczasie Trójca Zagłady bada sprawę zagubionych dusz, które nie dotarły na Sąd. Czy śmierć mieszkańca Ashbourne ma z tym coś wspólnego?
ISBN 978-83-8189-045-8
Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero