Molo i Grand Hotel w Sopocie, 1990.
.
"PRZESZŁOŚĆ TO BAJKI CORAZ BLEDSZE"
Nie od dziś wiadomo, że łatwiej utracić nadzieję, niż pozbyć się wspomnienia. Wśród doznań niechcianych, powracających często, daje o sobie znać pewien dręczyciel. Cierpienie spowodowane przez niespełnione pragnienie powrotu, nazywane nostalgią. Poeci robią z tego użytek w pracy. Niepoeci stosują to do umartwiania się w życiu codziennym. Jak z nostalgią obchodziła się Agnieszka? Zapytana o stosunek do wspomnień, odpowiedziała: "Nie cierpię!".
Uważna lektura jej tekstów pokazuje, że refleksja o przemijaniu, ludzkiej samotności, niemożliwości całkowitego porozumienia się z innymi, deficycie miłości - te wszystkie czynniki, produkujące nostalgię i uczucia melancholijne, były w niej często obecne. Agnieszka miała okresy, gdy lgnęła bardziej do cienia niż do światła. Miewała też chwile, w których lepiej było się do niej nie zbliżać, by nie zburzyć jej zanurzenia w sobie. Nie zakłócić podróży w wewnętrzną dal. Piosenki - fenomenalne katharsis dla smutku - szlifowały go i puszczały w świat. Choćby więc złogi tych nastrojów zalegały w jej umyśle czy sercu, miała swój wentyl. Nikt jednak spośród tych, którzy często ją widywali, nie nazwałby jej osobą, która swoim przygnębieniem zaraża ludzi wokół. Takie chwile spędzała sama. Nie epatowała smutkiem.
Jak wszyscy ci, którzy żyją z własnej wrażliwości, miała w sobie niepokój. Szukała, tak jak wielu jej poprzedników i następców, odpowiedzi na zuchwałe pytania. O ile jednak większość poszukiwaczy obiera po drodze jakieś gotowe, bezpieczne modele, które pozwalają z drogi tych poszukiwań zdezerterować, o tyle Agnieszka niczego nie obrała. Szukała całe życie. Znajdywała dobre strony w rażącej niedogodności, jaką niesie nieznane. Jakby przewidywała, że w błądzeniu poetów mogą się czaić skrywane przygody któregoś z bogów stworzenia. Ciągle gdzieś ją niosło. Napędem była ciekawość. Dlatego miała tak wielu przyjaciół i znajomych. Szukała rzeczy absolutnych. Absolutnej przyjaźni, absolutnej miłości. Nie chciała się poddać. Nie mogła uwierzyć, że czegoś takiego być może nie ma.
Miała nasłuch na rzeczy, które minęły. Na cudze historie i historyjki. Te, które zdarzyły się bardzo dawno, i te, które wydarzyły się przed chwilą. Znała ich tysiące. Epizody z życia ludzi prowincji i fakty z życia najważniejszych postaci w historii epoki - polityków, literatów, filmowców. Potrafiła przywołać kawałek cudzej przeszłości, przerabiając to na opowiastkę. Bez przymiotników, bez komentarzy. Pokazując sedno zdarzeń i zjawisk. Dodając swoją wisienkę - poetyckość.
Nie była natomiast osobą zanurzoną w przeszłości. Nie zaludniała rzędów rozpamiętywaczy. Z pewnością nie należała do wyznawców boga A Co By Było, Gdybym Wtedy... Nie miała takiego temperamentu. Ale nie miała również powodów do tego, by rozpamiętywać odległe lata świetności. Jej sława przez długie lata nie gasła. Wciąż dostawała zamówienia na nowe piosenki. Większość z tego, co pisała, znajdywało nabywcę. Jej telefon nigdy nie milkł na długo. Mogła sobie być tym, kim chciała i czym chciała. I żeglarzem, i sterem, i okrętem. Nie musiała tęsknić za czymś starym, bo wciąż pojawiało się nowe. Nieznane i nęcące. Agnieszka Osiecka, wydawać by się mogło, nie bardzo miała powody, by doznawać niespełnionego pragnienia powrotu do przeszłości. Poza jedną, być może, sferą, która - zwłaszcza pod koniec życia - co jakiś czas dawała o sobie znać. Agnieszka nie potrafiła się z tym pogodzić. Z utraconą młodością.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki